Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
humanitarność podróży kosmicznych
#1
Czytając wątek o paradoksie Fermiego, oraz zagrożeniach biologicznych, wynikających z przybycia obcych, zadałem sobie pytanie o humanitarność kosmicych podróży typu "one way ticket" i kolonizowania światów.

Zakładając, że taki statek kolonizacyjny porusza się z prędkością 1/100 c, loty międzygwiezdne będą trwały od kilkuset lat wzwyż. W przypadku takiego Marsa, na planetę zostałaby wysłana jedynie mała grupka świadomych ochotników. W wypadku planet oddalonych o lata świetlne, do celu dotarliby potomkowie ochotników, którzy wyruszyli w kosmos - osoby zmuszone do życia w nieprzyjaznym, ciężkim środowisku. Pośrednie pokolenia miałyby do dyspozycji jedynie ciasny statek. Nawet jeżeli uda się utrzymać przy życiu pierwotnych podróżników, w ewentualnej kolonii znowu pojawia się problem kolonistów-potomków.

Może jedyne, czego moglibyśmy się spodziewać to wizyta automatu reprezentującego jakiś gatunek? Maszyny nie trzeba utrzymywać przy życiu, nie musi dostosowywać się do tak szerokiej gamy czynników środowiskowych, nie stanowi zagrożenia biologicznego i sama jest na takie zagrożenia odporna?
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#2
Może nie przesadzajmy już z tą humanitarnością. Na tym świecie są ludzie którzy gotowi byliby umrzeć, byleby ich potomkowie dostali się na inny kontynent, nie wspominając już o innej planecie.

Podróż w kosmos jest dla wielu ludzi tak niewyobrażalnym marzeniem, że byliby w stanie oddać bardzo wiele aby choć przez minutę przebywać w przestrzeni kosmicznej. Gdyby ogłoszono, że organizowane są nabory na taką podróż to od razu zgłosiły by się setki tysięcy kandydatów, którzy nie przejmowali by się, że całe życie będą lecieć, bo mają swoje ideały za które walczą i umierają. Poza tym człowiekowi odechciewa się starać się o potomstwo gdy wie, że jego dzieci będą musiały mieszkać na Ziemi. Z kolei kolonizatorzy na obcej planecie będą dysponować zarówno nowoczesną technologią, jak i mieć bardzo dużo wolności, lepszego losu dla swoich potomków nie mógłbym sobie wymarzyć.
Odpowiedz
#3
Z maszynami jest ten problem, ze poza SOL zaden z nich pozytek, skoro jakakolwiek komunikacja moze zajmować lata
Odpowiedz
#4
No ale człowiek wysłany na taką samą odległość także wyśle do domu pocztówkę, która będzie leciała kilkaset lat
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#5
Dragula napisał(a): Zakładając, że taki statek kolonizacyjny porusza się z prędkością 1/100 c, 

Statek kolonizacyjny porusza się znacznie szybciej. Nawet dzisiaj teoretycznie istniejące technologie (fuzja, żagle kosmiczne) pozwalają na rozpędzenie hipotetycznego gwiazdolotu nawet do 20%c. Zatem podróż do najbliższych gwiazd potrwa pewnie ze 30 lat, ale nie setki. Do celu dolecą nawet ci, którzy wystartowali (chociaż starzy), a ci, którzy się urodzili w trakcie lotu wciąż będą młodzi.

I to nawet bez stosowania hibernacji.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#6
Czy to czasem nie są technologie z rodzaju tych, gdzie potrzeby energetyczne przekraczają zasoby naszej planety/ układu słonecznego? Duży uśmiech pytam, bo się nie znam. Żagle mają ponoć tak niskie przyspieszenie, że nim nabiorą prędkości w takiej podróży, wektor przyspieszenia zmieni si pińcet razy. I czy mogłyby te żagle dolecieć z mniejszej gwiazdy do większej? Takie kosmiczne halsiwanie pod wiatr, czy jak to się mówi?
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#7
Dragula napisał(a): Czy to czasem nie są technologie z rodzaju tych, gdzie potrzeby energetyczne przekraczają zasoby naszej planety/ układu słonecznego?

W żadnym razie. Polecam "Narodziny cywilizacji kosmicznej" Zubrina, książkę własnie temu zagadnieniu poświęconej



Cytat:Żagle mają ponoć tak niskie przyspieszenie, że nim nabiorą prędkości w takiej podróży, wektor przyspieszenia zmieni si pińcet razy. I czy mogłyby te żagle dolecieć z mniejszej gwiazdy do większej? Takie kosmiczne halsiwanie pod wiatr, czy jak to się mówi?

Halsować można, ale najlepiej napędzać żagle zainstalowanym gdzieś na planetoidzie, czy księżycu laserem, co pozwala na osiągnięcie znacznie większych przyśpieszeń i prędkości
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#8
A ten laser trzeba też zasilić. Przy założeniu, że całą asteroidę/ księżyc pokryjesz bezstratnymi panelami fotowoltaicznymi, czy znajdziesz inny sposób na skupienie światła słonecznego w jedną wiązkę w 100% skierowaną na taki statek, cały czas dysponujesz maluteńkim ułamkiem promila z tego co może dać ci samo słońce. Czy ludzie podołają takiej inwestycji? Infrastruktura stworzona do tego celu pochłonie ogromne środki
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#9
Dragula napisał(a): A ten laser trzeba też zasilić. Przy założeniu, że całą asteroidę/ księżyc pokryjesz bezstratnymi panelami fotowoltaicznymi....

To za mała wydajność. Laser musiałby być zasilany przez fuzję.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#10
Brzmi sensownie Język
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#11
Trochę sztuczny problem, tzn. jeżeli to byśmy postrzegali jako problem, to za niehumanitarny powinniśmy uznać brak antynatalizmu w krajach trzeciego świata.
Odpowiedz
#12
Ten sztuczny problem może się przełożyć na powodzenie misji, taki scenariusz rozwijali pisarze pokroju Petera Wattsa
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#13
Profesor Hawking czyta w naszych myślach. Na razie co prawda chce wysłać robocika z kamerką ważącego grama, ale jednak. Ma szalenie ambitny plan wysłania go z żaglem słonecznym popychanym laserem na Alfę (fly-by oczywiście).

Ciekawe, bo taki laser musiałby chyba być umieszczony na orbicie Ziemskiej. Atmosfera pochłaniałaby za dużo jego energii. Niestety wątpię, czy przed ukończeniem Webba ktoś zacznie taki laser budować.
Odpowiedz
#14
Tak do ogólnego konceptu tematu. Humanitaryzmu - pierwsze wyprawy jakie wyruszą moim zdaniem te dalsze zawsze będą skazane na zagładę. Musi ich wyruszyć wiele aby nauczyć się co będzie szło źle dalej czy bliżej szybciej czy później w automacie czy tworzywie i konstrukcji. Statki pokoleniowe to też nie fajne rozwiązanie bo zatraca się cel misji na pokoleniach - napęd więc inny jest kluczowy.
Serwis InfoMiasto to artykuły i firmy tematyczne
Odpowiedz
#15
Nikt takich ludzi nie będzie wysyłał tam siłą. Z pewnością będą to sami ochotnicy, a takich będzie bardzo dużo. Wystarczy tylko przypomnieć sobie ilu zgłosiło się do projektu Mars One.
Odpowiedz
#16
Dokładnie, będą świadomi ryzyka i polecą tam ze świadomością, że misja mogą nawet zginąć. Takie ewentualne poświęcenie w imię nauki. Ciekaw jestem co przyniesie przyszłość, ale jednak te misje są przygotowywane w bardzo dokładnych szczegółach i ryzyko się zmniejszy zanim zacznie się to na dobre.
Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca...
Odpowiedz
#17
Nie czytacie tego, co napisałem w pierwszym poście wątku. Nie chodzi m o ochotników, tylko o ich dzieci, które gnieść się będą w ciasnej, plastikowo-szklanej kolonii, na obcej, nieprzyjaznej planecie, z powodu wyborów ich rodziców, podczas gdy ich ziemscy równolatkowie będą się świetnie bawić na Ziemi
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#18
Dragula napisał(a): Nie czytacie tego, co napisałem w pierwszym poście wątku. Nie chodzi m o ochotników, tylko o ich dzieci, które gnieść się będą w ciasnej, plastikowo-szklanej kolonii, na obcej, nieprzyjaznej planecie, z powodu wyborów ich rodziców, podczas gdy ich ziemscy równolatkowie będą się świetnie bawić na Ziemi

Skad wiesz ?   Anioł
1. Nie wszystkie dzieci swietnie sie bawia na ziemi.
Chodzi mi po prostu o to iz byc moze ''dzieciom'' z tej kolonii bezie powodzic sie nawet lepiej niz gdyby urodzili sie na ziemii. ("lepiej" z naszej ziemianskiej perspektywy oczywiscie, patrz punkt 2)
2. Ale najwazniejsze jest to ze w takim scenariuszu jaki przedtawiasz najciezej bedzie raczej tej pierwszej generacji ktora wyruszy z ziemii.
"Dzieci z kosmosu" nie beda znaly tego zycia o ktorym mowisz, nigy nie zaznaja oni przyjemnosci ktorych mogloby im brakowac w kosmosie i nie beda oni cierpiec z braku czegos czego nigdy nie zaznali. (bede oni o wiele bardziej dostosowani psychicznie do tych nowych warunkow zycia niz ich rodzice)
"Człowiek cnotliwy dobre wypowiada słowa, ale nie zawsze ten, kto dobre powiedział słowo, jest cnotliwy."
-Konfucjusz
Odpowiedz
#19
Dragula napisał(a): Nie czytacie tego, co napisałem w pierwszym poście wątku. Nie chodzi m o ochotników, tylko o ich dzieci, które gnieść się będą w ciasnej, plastikowo-szklanej kolonii, na obcej, nieprzyjaznej planecie, z powodu wyborów ich rodziców, podczas gdy ich ziemscy równolatkowie będą się świetnie bawić na Ziemi

A ktoś pyta dzieci w Afryce czy chcą żyć w ciasnych chatkach z błota i słomy? Tak żyją rodzice, więc dzieci się musza do tego dostosować i dostosują.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości