Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bunt przeciwko elitom - podziemny krąg
#1
Postanowiłem popełnić ten wątek, bo od jakiegoś czasu ciągle czytam i słyszę, a co najważniejsze widzę realne owoce rosnącej w siłę narracji pt. "Bunt przeciwko elitom, alienacja rządzących, życie rządzących w złotym kokonie etc."

Grecka Tragedia -  bunt przeciwko eurokratom i bankierom.
Brexit - bunt przeciwko elitom brytyjskim i europejskim.
Trump - bunt przeciwko elitom waszyngtońskim.
PiS - bunt przeciwko pożeraczom ośmiorniczek i nosicielom drogich zegarków.

Zawsze występują więc ci sami protagoniści:
- rozczarowany, nierozumiany lud pracujący,
- opływająca we wszelkie dostatki elita rządząca ww. ludem, która tegoż ludu nie rozumie - ergo jest do wymiany.

I nieważne, czy tenże lud jest ludem kraju, gdzie bezrobocie wynosi 5% czy 25%, czy dochód na łba wynosi 40.000 czy 15.000 US.
Lud bogaty czy biedny czuje się źle, tęskni do dawnych, dobrych czasów i w ramach rewanżu głosuje na wiemy kogo (wywodzącego się, a jakże, z elity).

Musimy się zatem zastanowić jakie są prawidła tej gry.
Czy rzeczywiście rządzący nie mają pojęcia o tym, kim rządzą?
Czy uprawianie polityki we współczesnym świecie zachodu nie jest swoistą kwadraturą koła?

Żyjemy od ponad sześćdziesięciu lat w pokoju.
Prawa pokoju są takie, że utrwalają pewne hierarchie, petryfikują możliwości awansu. Następuje kumulacja kapitału, kumulacja idei i kumulacja władzy.
Współczesne społeczeństwa i państwa stają się tworami niezmiernie skomplikowanymi i nawet specjaliści gubią się w tych wszystkich zależnościach, instytucjach i prawach.

Charakterystyczne, że zarówno po I jak i po II WŚ mieliśmy do czynienia z szybkim wzrostem gospodarczym, przetasowaniem elit, zmianą praw i obyczajów.
Skutkowało to niesamowitą eksplozją powojennego optymizmu społecznego.  
Zarówno w latach 20. jak i wczesnych 50. ludność oddawała się dzikim tańcom (jazz w latach 20, rock w 50). Była to muzyka energetyczna i optymistyczna.

Potem nastąpiło nieuniknione ostudzenie, wyhamowanie wzrostu, nasycenie się rynków, wyczerpanie prostego odtworzenia status quo.
Natychmiast widać to w zmianie nastrojów społecznych, przejście do fazy ewolucyjnej, która zwie się stazą (i zmianie muzyki na smutniejszą)

I w takiej przenoszonej stazie tkwimy. Mamy coś takiego w naturze, że stabilizacja, nawet na wysokim poziomie, nam nie służy. Przynajmniej psychicznie.

Teoretycznie demokrację są po to, żeby takie stany psychiczne skutecznie kanalizować, reprezentować i tworzyć elity osadzone w realiach.
Przecież żeby ogarnąć państwo i gospodarkę potrzebna jest znająca się na rzeczy merytokracja. Tak jak w orkiestrze potrzebny jest znający się na rzeczy dyrygent, a w drużynie piłkarskiej trener, który wie cokolwiek o tej grze.
To tylko Lenin rzucił hasło, że "sprzątaczka może rządzić państwem".

Skąd więc te klimaty rodem z "Podziemnego kręgu", gdzie grasują watahy tych, którzy utknęli na niższych szczeblach drabiny, szczając do zupy bogatych klientów z czystej pasji niszczenia?

A może nie da się pokojowo rządzić ludźmi przez dłużej niż 60 lat? Może potrzeba nam kolejnej Rewolucji Francuskiej, Październikowej albo jakieś innej?


I znowu część wyginie, ubędzie kapitału, nowa elita nastanie - i znowu będziemy optymistami tańczącymi dzikie tańce przy wesołej muzyce.
Da capo al fine.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#2
Noo słabo. Prof Król jasno stwierdził, że chamstwo się rządzi i rzeczywistość oderwała się od elit.

2. Proponuję się uspokoić:

A dlaczego Amerykanie zwykli premiować outsiderów? Bo, tak jak Polacy, generalnie polityków nie lubią i są wobec nich nieufni. A zwłaszcza nie lubią tych, którzy w "beltwayu" spędzili całe życie. Tacy kandydaci (że przypomnę tylko Roberta Dole’a w 1996) mają zawsze małe szanse na zwycięstwo.

I tu dochodzimy do prostego wyjaśnienia całej rzekomej rewolucji. Hillary Clinton była po prostu kandydatką niewybieralną. Uosabia wszystko to, czego Ameryka w polityce nie cierpi. Waszyngtońską partyjną nomenklaturę, kolesiostwo, korupcję, układy, ciągłe zmiany frontu.
Poza tym Clinton jest po prostu odbierana jako osoba antypatyczna. Była bardzo nielubiana (kto chce, niech się upiera, że niesłusznie, ja mówię o faktach) już jako żona lubianego Clintona, i nie zmieniła tego chwilowa fala współczucia po ujawnieniu skoków w bok małżonka. W skazanej na klęskę kampanii Dole’a, która obserwowałem bardzo blisko, Republikanie właściwie nie atakowali Clintona, tylko ją, przypominając, że wybierając Billa na prezydenta, dostaniesz w pakiecie kręcącą nim Hillary. To było za mało, by wygrać, ale ocaliło przed jeszcze gorszym pogromem.
Osiem lat temu mimo poparcia całego partyjnego establishmentu Clinton została wyrokiem "zarejestrowanych wyborców" partii wysiudana z nominacji przez nikomu wtedy nie znanego senatora z Chicago. I to był ostatni sygnał, po którym powinna była dać sobie spokój. A skoro jej ego osiągnęło tak niebotyczne rozmiary, że uparła się, iż mimo wszystko musi startować do prezydentury - to powinna była powstrzymać ją jej własna formacja. Pycha Hillary i rozkład partii, "rozprowadzonej" przez układ Clintonów, zaszły jednak jak widać tak daleko, że obóz postępu postawił wszystko na najsłabszą kandydatkę, jaka można było wymyślić.
Prawdopodobnie, biorąc pod uwagę wpadki i słabości Trumpa, każdy inny kandydat Demokratów by z nim wygrał. Ale nie ta powszechnie nielubiana baba, która wmówiła sobie - jak nasz Komorowski - że jednak wymęczy wygraną, gdy wyeliminuje wszystkich innych, bo jest kobietą i ma za sobą propagandową potęgę oraz wsparcie elit, które będą straszyć "średniowieczem" i nurzać Republikanina w pomyjach.
Teza, że Trump wygrał głosami "białych niewykształconych mężczyzn" to kolejna propagandowa bzdura, którą przegrani wymyślają w celach terapeutycznych. Owszem, tacy na niego też głosowali. Ale wygrał też wśród kobiet, wygrał wśród Latynosów... Wygrał, bo w grupach, które Clinton uważała za bezdyskusyjnie swoje - właśnie wśród kobiet, wśród Czarnych etc. - frekwencja była niska, dużo niższa, niż cztery lata temu. Zmuszani przez demokratyczną wierchuszkę do poparcia najgorszej możliwej kandydatki, bombardowani propaganda i straszeni, wyborcy ci zwyczajnie się wkurzyli i odmówili współpracy.
Prawdopodobnie, jak napisałem, każdy inny Demokrata - gdyby zdegenerowana lewica była w stanie znaleźć kogoś młodszego, niezgranego, spoza układu - wygrałby z Trumpem w cuglach. I prawdopodobnie każdy inny Republikanin wygrałby z Clinton. Nie prawdopodobnie, na pewno - przecież w odbytych równolegle, a słabo zauważonych wobec prezydenckiej sensacji wyborach parlamentarnych Republikanie zdobyli większość w obu jego izbach. To dowód zdecydowanego przesunięcia nastrojów ku konserwatyzmowi.
Czemu więc w szranki z Clinton stanął akurat Trump? Tu też zadecydowała pycha, w tym wypadku - jego republikańskich kontrkandydatów. Do tego stopnia uważali, że ten nowobogacki klaun nie ma cienia szansy na nominację, że zupełnie go zlekceważyli i długo tępili się zajadle między sobą. Gdy cała szóstka skapowała się, że tak podzieliła głosy, iż klaun wygrywa, i próbowała - dopiero wtedy - skonsolidować antytrumpowy elektorat w prawyborach, było już po ptakach.
Jest w tym jakaś wielka sensacja? Nie widzę. Po prostu nauczka. "Odmienna wojny kolejka".


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewi...gn=firefox
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
#3
Cytat:Teza, że Trump wygrał głosami "białych niewykształconych mężczyzn" to kolejna propagandowa bzdura, którą przegrani wymyślają w celach terapeutycznych. Owszem, tacy na niego też głosowali. Ale wygrał też wśród kobiet, wygrał wśród Latynosów...

Rafałek Kłamczuszek.
Odpowiedz
#4
Sofeicz napisał(a): alienacja rządzących

Jest to prawda, ponieważ syty głodnego nie zrozumie. Oni mają wszystko i nie muszą się martwić o to, o co zwykły Kowalski w Polsce albo przeciętny Smith w USA musi wypruwać sobie żyły. Zwykły człowiek musi zapierdalać dużo, żeby zarobić gówno co, żeby móc w ogóle jako tako żyć. Polityk nie ma tych trosk, które ma ktoś bez znajomości i perspektyw na lepszą przyszłość.

Polityk nie reprezentuje interesów tych ludzi, nie zmienia ich sytuacji na lepsze. Mamy do czynienia z ciągłymi podwyżkami (niestety nie wypłat) i brakiem jakiejkolwiek trzeźwej koncepcji, która poprawiłaby byt zwykłego człowieka. Takiej na przykład pani sprzątaczki, która ma 5 zł/h. Takich pań jest w Polsce cała armia. Czy politycy myślą nad tym jak realnie poprawić ich los? Jak naprawdę ułatwić im życie?

Nie? Znaczy się - alienują się od niej.

Sofeicz napisał(a): I nieważne, czy tenże lud jest ludem kraju, gdzie bezrobocie wynosi 5% czy 25%, czy dochód na łba wynosi 40.000 czy 15.000 US.

Nie no, ważne. Przecież w takich krajach, w których ludziom żyje się dobrze, jest dobrze. Kiedy w Szwajcarii wybrano jakąś dobrą zmianę? Nie wybrano, bo nie ma takiej potrzeby, bo jest dobrze.


Sofeicz napisał(a): Skąd więc te klimaty rodem z "Podziemnego kręgu", gdzie grasują watahy tych, którzy utknęli na niższych szczeblach drabiny, szczając do zupy bogatych klientów z czystej pasji niszczenia?

Jak ktoś zapierdala całymi miesiącami i ne może sobie odłożyć na mieszkanie albo nie stać go mimo wszystko na założenie rodziny, a jednocześnie widzi tych, którzy obiecywali mu pomoc, a którzy siedzą w restauracjach i wpierdalają ośmiorniczki mając ich w dupie, to myślę, że dosyć łatwo jest się wkurwić.

Niech bardziej szanują zwykłych ludzi i ich sprawy, to ludzie im się odwdzięczą. Niech tacy np. pisowcy dbają tylko swoich ludzi i zapewnianie im dostępu do koryta to za chwilę będą tak samo znienawidzeni i nielubiani jak PO.

Sofeicz napisał(a): Teoretycznie demokrację są po to, żeby takie stany psychiczne skutecznie kanalizować, reprezentować i tworzyć elity osadzone w realiach.
Przecież żeby ogarnąć państwo i gospodarkę potrzebna jest znająca się na rzeczy merytokracja. Tak jak w orkiestrze potrzebny jest znający się na rzeczy dyrygent, a w drużynie piłkarskiej trener, który wie cokolwiek o tej grze.
To tylko Lenin rzucił hasło, że "sprzątaczka może rządzić państwem".

W prywatnej drużynie piłkarskiej trener jest szybko rozliczany z efektów swojej pracy.

Jakby ci tu zobrazować demokrację... wyobraź sobie trenera, który obiecuje nie wiadomo jakie wyniki. Który dzięki tym obiecankom zostaje wybrany na trenera drużyny. Który wie, że będzie trenerem przez cztery lata niezależnie od tego co zrobi, ile rzeczy spierdoli i ilu znajomych wkręci do zarządu klubu piłkarskiego. Który wie, że po wszystkim co zrobi, nie będzie rozliczony i nie pójdzie do pierdla.

Czy on będzie dbał o drużynę czy o to, żeby jej kosztem samemu się jak najwięcej nachapać?

Wyobraź sobie, że co cztery lata jest zmiana trenera, a każdy następny, świadom swej bezkarności, zawsze robi to, co poprzednik.

Wyobraź sobie, że klub tak prowadzony każdego roku kończy z deficytem, że ma coraz większe długi. I co się wtedy robi? Wybiera kolejnego trenera Uśmiech

A co się standardowo mówi, jeśli ktoś zaczyna kwestionować taki system sprawowania władzy? "Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, ale lepszego nikt jeszcze nie wymyślił" Uśmiech

I tak oto będzie się ciągnąć ten burdel na kółkach aż do katastrofy finansowej, a jak będzie katastrofa to będzie i wojna. Najśmieszniejsze i najsmutniejsze będzie to, że nikt o to nie będzie obwiniał demokratycznych rządów zgodnych z prawami człowieka Uśmiech Złymi będą ludzie biedni, wkurwieni, nie beneficjenci obecnego systemu. Nazwie się ich faszystami, łotrami itd.

Nikt nie nazwie łotrami tych, którzy teraz w białych rękawiczkach, z gębami pełnych frazesów i gładkich słówek, prowadzą swoje państwa ku zgubie finansowej. Szkoda, że zadłużania państwa nie odczuwa się natychmiastowo; szkoda że istnieje taka iluzja pozorów bezpieczeństwa... jak u kogoś kto sobie weźmie 50 tysi kredytu i będzie sobie mógł przez jakiś czas żyć bezstresowo, dopóki nie przyjdzie do spłacania rat i problemów z pracą.

Gdyby nieudolność rządzących od razu zabolała - i ich i rządzonych, to raz dwa by zmieniano władzę - aż do wybrania osób naprawdę kompetentnych, którym naprawdę szczerze zależy (na pewno tacy ludzie istnieją).
Odpowiedz
#5
lumberjack,

rewolucja nie rozwiąże żadnych problemów systemu społecznego! Ona gwarantuje jedynie szybką i krwawą wymianę elit, na jeszcze gorsze.

Nie dysponujemy idealnym systemem wyboru do władzy ludzi kompetentnych, odpowiedzialnych i przyzwoitych, a nastroje społeczne które podzielasz  skutkują raczej wypływaniem populistów i demagogów i oddaniem władzy w ich ręce. I to jest realnym zagrożeniem. Współczesne społeczeństwa mają problemy i mają mechanizmy ich rozwiązywania. Jeśli zachowają spokój i zdrowy rozsądek, to sobie z nimi poradzą. Ale jeśli pójdą w kierunku rewolucji ludowych, to niech nas wszystkich ręka boska chroni.
Odpowiedz
#6
exeter napisał(a): rewolucja nie rozwiąże żadnych problemów systemu społecznego! Ona gwarantuje jedynie szybką i krwawą wymianę elit, na jeszcze gorsze.

A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji. Chcę kompetentnych rządów niedemokratycznych odbywających się np. na podobnych zasadach, na których funkcjonują duże korporacje. To też nie jest doskonałe, ale byłoby na pewno bardziej sprawne niż obecny system.

exeter napisał(a): Nie dysponujemy idealnym systemem wyboru do władzy ludzi kompetentnych, odpowiedzialnych i przyzwoitych, a nastroje społeczne które podzielasz skutkują raczej wypływaniem populistów i demagogów i oddaniem władzy w ich ręce.

Populiści wypływają, bo system demokratyczny sprzyja ich wypływaniu.
Odpowiedz
#7
exeter napisał(a): rewolucja nie rozwiąże żadnych problemów systemu społecznego! 

Błąd, rewolucje rozwiązywały takie problemy.

Poczytaj o rewolucji francuskiej.
Odpowiedz
#8
lumberjack napisał(a): A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji. Chcę kompetentnych rządów niedemokratycznych odbywających się np. na podobnych zasadach, na których funkcjonują duże korporacje. To też nie jest doskonałe, ale byłoby na pewno bardziej sprawne niż obecny system.

Masz akurat taki system na podorędziu - Białoruś i Rosja - wchodzisz?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#9
lumberjack napisał(a):
exeter napisał(a): rewolucja nie rozwiąże żadnych problemów systemu społecznego! Ona gwarantuje jedynie szybką i krwawą wymianę elit, na jeszcze gorsze.

A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji. Chcę kompetentnych rządów niedemokratycznych odbywających się np. na podobnych zasadach, na których funkcjonują duże korporacje. To też nie jest doskonałe, ale byłoby na pewno bardziej sprawne niż obecny system.
A w jaki sposób owa niedemokratyczna władza rozstrzygałaby komu zabrać, a komu dać?
Odpowiedz
#10
Christoff napisał(a):
Cytat:Teza, że Trump wygrał głosami "białych niewykształconych mężczyzn" to kolejna propagandowa bzdura, którą przegrani wymyślają w celach terapeutycznych. Owszem, tacy na niego też głosowali. Ale wygrał też wśród kobiet, wygrał wśród Latynosów...

Rafałek Kłamczuszek.

Podziwiam głębię ekspresji refleksji kaczofobicznej.

Sofeicz napisał(a):
lumberjack napisał(a): A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji. Chcę kompetentnych rządów niedemokratycznych odbywających się np. na podobnych zasadach, na których funkcjonują duże korporacje. To też nie jest doskonałe, ale byłoby na pewno bardziej sprawne niż obecny system.

Masz akurat taki system na podorędziu - Białoruś i Rosja - wchodzisz?

Kalifat ma realnych zwolenników. Np. Exeter jest zwolennikiem!iem islamizacji, nie wyjawia jednak, dlaczego. Konkretnie.
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
#11
Cytat:A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji. Chcę kompetentnych rządów niedemokratycznych odbywających się np. na podobnych zasadach, na których funkcjonują duże korporacje. 
Znaczit jedyną drogą do poprawy sytuacji materialnej i pozycji jest awans w strukturze miłościwie panującej korporacji? Jak np w Chinach? Przecież to najbardziej wydajna Korpo na świecie, jeśli chodzi o stosunek zysków do wydatków
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#12
lumberjack,

Cytat:A czy ja chcę rewolucji? Nie chcę rewolucji, ale nie chcę też demokracji.
Ty chcesz szybkich efektów, czyli szybkich zmian. A te są możliwe do przeprowadzenia tylko w drodze rewolucji, albo dyktatury. Obie możliwości wywołują gęsią skórkę.

Jeszcze raz proszę o ocenę zmian społecznych w Polsce z perspektywy 30-lecia. Są ogromne i są pozytywne. Chcąc więcej, ryzykujemy zaprzepaszczeniem tego dorobku. Dojdziemy do tego co postulowałeś jedynie powoli, krok, po kroku.
Cytat:Populiści wypływają, bo system demokratyczny sprzyja ich wypływaniu.
Populiści wypływają, gdyż "ciemny lud kupuje". Zawsze będą okoliczności im sprzyjające, a zwłaszcza obecnie przy tak błyskawicznych i głębokich zmianach. I albo się na populizm uodpornimy, albo wpakujemy w prawdziwe kłopoty - przyjrzyj się sytuacji w Wenezueli, klasycznym przykładzie tego jak obiektywnie istniejące problemy pogłębiło do kwadratu oddanie władzy populistom.

Wiem, że to co piszę jest wołaniem na puszczy - proste, magiczne sposoby zawsze zwyciężą nad zdrowym rozsądkiem. Dlatego jestem coraz większym pesymistą - gdyż nie ma już miejsca na błędy. Smutny


Smok,

Cytat:Kalifat ma realnych zwolenników. Np. Exeter jest zwolennikiem!iem islamizacji, nie wyjawia jednak, dlaczego. Konkretnie.
To bardzo proste - chodzi rzecz jasna o hurysy. Oczko
Odpowiedz
#13
Ta niedemokratyczna władza raczej też byłaby oderwana od problemów szarego obywatela. A demokracja zwyczajnie uwzględnia, że w społeczeństwie są różne grupy ludzi, mające różne interesy, często sprzeczne ze sobą. Dlatego grupy te głosują na różne ugrupowania, które reprezentują ich interesy lub uda im się ich do tego przekonać.

Poza tym rozwiązywanie jednych problemów może generować inne albo spowodować naruszenie jakiejś innej grupy. Na przykład poprawienie losu sprzątaczek przez odgórne podniesienie im pensji spowoduje niezadowolenie wśród pracodawców, wzrost kosztów pracy, a być może zwolnienie części z nich. Z kolei korwinistyczne zniesienie podatków i regulacji sprawi, że sprzątaczki będą zarabiać parę złotych więcej, za to w razie choroby czy zajścia w ciążę będą mogły zostać zwolnione natychmiast bez prawa do żadnej pomocy systemowej (którą z czegoś trzeba opłacać), a parę złotych więcej nie pozwoli wykupić ubezpieczenia pokrywającego naprawdę ciężkie przypadki. Takie rozwiązanie spowodowałoby też, że znikłaby całkiem systemowa pomoc dla tych pań sprzątaczek i innych pań, które usiłują uciec z dziećmi od męża przemocowca. Oczywiście problemy należy rozwiązywać, ale ludziom się wydaje, że ktoś machnie magiczną różdżką i będą żyć w krainie mlekiem i miodem płynącej. Jeśli natomiast chodzi o PO, to rzeczywiście wygląda na to, że źle oszacowali liczbę potencjalnych lepiej sytuowanych wyborców oraz potencjalnych wyborców, których rażą teksty  mirabelkach i szczawiu oraz porady, żeby zmienić pracę i wziąć kredyt. Nauczono też tych, którzy z jakiegoś powodu (zarobki czy wykształcenie) czują się elitami pogardliwego języka wobec reszty i to się teraz mści.

A poza tym zmiana ekipy rządzącej co jakieś dwie kadencje jest całkiem normalna. Ludziom zawsze w końcu nudzi się to, co jest i wybierają coś innego. To zresztą nie pozwala politykom do końca zgnuśnieć.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#14
Jedną z odpowiedzi może być spadająca frekwencja, więc głosy mniejszości silniej zaznaczają się w wynikach. Trump uzyskał mniej głosów, niż Romney, a Clinton miała dużo mniej głosów, niż Obama. Dużo ludzi zwyczajnie olało wybory. Nie jest to jak chcieliby sympatycy Trumpa "przebudzenie" Ameryki. Po prostu ludzie olali wybory, a mniejszości dokonały wyboru. To jest część wyjaśnienia sprawy.



Cytat:Który z rządów ostatnich 27 lat ocenia pan najlepiej?

Nie mam wątpliwości, a nie chodzi tu tylko o rząd, ale szerzej – o polityków w ogóle - i najlepiej oceniam ten pierwszy obóz, który był wynikiem Okrągłego Stołu, z Mazowieckim na czele. Wtedy wszyscy chcieliśmy Polskę zmieniać. Szukało się rozwiązań. Nie było takiej walki jak dzisiaj między ludźmi różnych środowisk. Tam wszyscy starali się pracować. Musieli do nas równać także ci, którzy byli ze strony PZPR.

W jaki sposób?

Myśmy inaczej się zachowywali, mówili innym językiem, szukaliśmy rozwiązań i tak to funkcjonowało. Wszystko jednak zaczęło się psuć, co kolejna kadencja to gorszy parlament i gorsze historie wyłażą na wierzch.

Ostatnie osiem lat i rządy PO to pana zdaniem…

Nieporozumienie. Wszystkie standardy, które dzisiaj stosuje PiS, były stosowane tak samo za czasów PO, tyle że w białych rękawiczkach. Proszę przejrzeć posiedzenia Sejmu, kiedy marszałek nie pozwalał występować. Była taka niepisana zasada, że jak klub zgłaszał wniosek o przerwę, to marszałek przerwę ogłaszał. PO zerwała z tą zasadą, a dzisiaj to samo robi PiS. Platforma przegrała wybory dlatego, że nie czytała tego, czego ludzie chcą, co myślą, co jest dla nich ważne. Tak samo przegrano Brexit, w ten sam sposób przegrała Clinton…

Wszystkie standardy, które dzisiaj stosuje PiS, były stosowane tak samo za czasów PO, tyle że w białych rękawiczkach
Bogdan Lis

I wszystko wbrew sondażom.

Myślę, że poprawność polityczna, która jest takim wyznacznikiem elit, przyczynia się do tłumienia dyskusji, do oszukiwania sondażowni. Skoro poprawność polityczna mówi, że nie wolno głosować na Trumpa, to powiem, że nie zagłosuję, ale to nie znaczy, że tak nie będę głosował, ale także nie powiem dlaczego. Tłumi się dyskusję i wolność debaty. Ktoś myśli inaczej i już jest "oszołomem", zależy z której strony się ocenia.

Dziś mamy w Polsce dwa dyskursy, dwie strony, nie wiadomo, co jest tak naprawdę poprawne, co można… Dziś te wszystkie ..granice się zacierają.

PiS na tym właśnie wygrał.

Rok ich rządów to…

Tragedia. Na arenie międzynarodowej naprawdę już ogromny wstyd. Oni też przegrają, ale dlatego, że realizują swoje wizje bez próby porozmawiania z tymi, którzy myślą inaczej. Nie chodzi o to, żeby rozmawiali z szefami partii. Oni nie rozmawiają ze zwykłymi ludźmi, którzy wychodzą na ulice.

PiS zapewnia sobie głosy poprzez rozdawnictwo?

Dokładnie, ale to nie załatwia sprawy. Problemem jest to, że nie ma kontynuacji tego, co rozpoczął poprzedni rząd. Kolejne rządy robią u nas tak, że zamiast coś skończyć, wszystko zaczynają od nowa. Platforma coś tam zrobiła, PiS wszystko wyrzuca. I na odwrót. Przecież to kosztuje.
całość


Teraz jest wojna o nową datę odzyskania niepodległości tj. wolne wybory roku 89. Kiedyś kłócili się o 11 listopada. A jakie to ma tak naprawdę znaczenie (poza narzucaniem swojej narracji) dla Polski i Polaków? Przecież to jest w dużym stopniu kwestia drugorzędna. Dobra wybierzmy sobie jakiś dzień na święto, ale na cholerę kłócić się i wracać do tego przez dziesięciolecia? Dlaczego sprawy drobne dla Polaków urastają do rangi problemów narodowych?
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#15
Tu jest pewne wyjaśnienie
https://dzismis.com/2016/11/11/dlaczego-...na-trumpa/
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#16
Iselin,

Cytat:Tu jest pewne wyjaśnienie

https://dzismis.com/2016/11/11/dlaczego-...na-trumpa/
Pani powiedziała, że nie lubi Hillary i zagłosowała na Trumpa. Oczywiście ubrała to w zdania o strasznej korupcji politycznej u Demokratów i złości na "cenzurę" politycznej poprawności.
Nie przeszkadzało jej, że obóz Trumpa zamoczony był w uleganie wpływom obcego i wrogiego mocarstwa i, że owa straszna poprawność polityczna warunkuje spójność wielorasowego i wielokulturowego społeczeństwa.
Odpowiedz
#17
Tutaj mamy przypadek cieszącego się z przegranej "establishmentu". Fajnie, że wygrał Trump, bo pomoże bić lewactwo. Tymczasem to właśnie "establishment" chciał zostawić wojsko w Europie, a Trump chciał je stąd zabrać.

Nie ważne, że niedługo polskie dzieci będą musiały się uczyć w szkołach rosyjskiego. Ważne że wpierdolimy pedałom, feministkom i lewakom. Bo tak by chciał Jan Paweł II

Pytanie kulturoznawcze do Smoka Eustachego: czy taka wypowiedź jak Wolskiego w twojej kulturze uchodzi za żart? Bo ja się kompletnie gubię w poczuciu humoru tego plemienia.

Odpowiedz
#18
Sofeicz napisał(a): Masz akurat taki system na podorędziu - Białoruś i Rosja - wchodzisz?

Te państwa działają na zasadzie korporacji? Nie no, chyba jest różnica między korporacją działającą na rzecz państwa, a mafią kierującą korporacjami na szkodę państwa...

El Commediante napisał(a): A w jaki sposób owa niedemokratyczna władza rozstrzygałaby komu zabrać, a komu dać?

A w jaki sposób w ogóle rozstrzyga się takie dylematy? W demokracji dzieje się to poprzez widzimisię polityków wybranych przez większość, której głosy zostały uprzednio pozyskane kłamstwami oraz populizmem.

W państwie-korporacji byłoby to widzimisię zarządu, który ustalałby budżet tak aby państwo-korporacja było rentowne. W demokracji populiści ustalają budżet tak, że co rok kończą z długami.

Dragula napisał(a): Znaczit jedyną drogą do poprawy sytuacji materialnej i pozycji jest awans w strukturze miłościwie panującej korporacji? Jak np w Chinach? Przecież to najbardziej wydajna Korpo na świecie, jeśli chodzi o stosunek zysków do wydatków

W China wbrew pozorom jest komunizm i nie są tak wydajne jak by to się wydawało. Tak naprawdę mają duże problemy gospodarcze, ekologiczne, w służbie zdrowia itd.

Najbardziej wydajna i najdłużej istniejąca korpo na świecie to KrK.

exeter napisał(a): Ty chcesz szybkich efektów, czyli szybkich zmian. A te są możliwe do przeprowadzenia tylko w drodze rewolucji, albo dyktatury. Obie możliwości wywołują gęsią skórkę.

Nie chcę szybkich zmian. Nie chcę niczego wielkiego. Chcę jedynie aby pozwolono mi normalnie funkcjonować w tym zajebanym państwie. Chcę zmniejszenia obciążeń i nie obchodzi mnie to czy zrobi się to w ramach demokracji czy w ramach dyktatury. Widzę, że w demokracji obciążenia są tylko dokładane.

Iselin napisał(a): Oczywiście problemy należy rozwiązywać, ale ludziom się wydaje, że ktoś machnie magiczną różdżką i będą żyć w krainie mlekiem i miodem płynącej.

Wiadomo, że nie jest to możliwe, ale jestem naprawdę mocno przekonany, że krajem można zarządzać wydajniej niż robiły to rządy PiS czy PO. Wydajniejsze zarządzanie zawsze będzie w bliższej lub dalszej perspektywie, w ten czy inny sposób dobre dla ogółu obywateli nawet jeśli mają sprzeczne ze sobą interesy.
Odpowiedz
#19
lumberjack napisał(a): Wiadomo, że nie jest to możliwe, ale jestem naprawdę mocno przekonany, że krajem można zarządzać wydajniej niż robiły to rządy PiS czy PO. Wydajniejsze zarządzanie zawsze będzie w bliższej lub dalszej perspektywie, w ten czy inny sposób dobre dla ogółu obywateli nawet jeśli mają sprzeczne ze sobą interesy.
Raczej w dalszej. Tyle że skuteczne reformy często bywają bolesne, przynajmniej dla części obywateli, więc zawsze będą marudzić. Nie każdy pamięta na przykład, że dobrobyt takiej Norwegii nie wziął się z samej ropy, ale powstał też dzięki współpracy po wojnie ludzi z całkiem różnych bajek oraz zgody na zaciśnięcie pasa czasami, żeby wszystkim było lepiej. 
A teraz na przykład poziom naszego życia stale się poprawia, ale ludzie przyzwyczajają się do dobrego, więc będą marudzić zawsze.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#20
Racja. jeszcze problem subiektywnie zbyt wolnego wzrostu dobrobtytu, np w porównaniu do innych państw.
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości