Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Trzy kolory. Czerwony nie stanie się niebieski, ale biały tak
#1
Lektura wydawanych w danym okresie historycznym twórczości science fiction, a nawet pozycji popularnonaukowych, może nie daje zbyt dużej dawki wiedzy na tematy stricte naukowe, ale pozwala znakomicie zorientować się, jak dalszy rozwój nauki i techniki wyobrażali sobie ludzie w danej epoce żyjący. Im starsza jest tego rodzaju literatura, tym bardziej zabawne wydają się współczesnym zawarte w niej wizje, np. flot pancernych balonów, czy transatlantyckich parowców o wielokilometrowej długości. Nie należy wątpić, że tak samo nasze obecne przewidywania potraktują przyszłe pokolenia. Oczywiście, nie wszystkie tego rodzaju wizje okazały się całkowicie chybione, byli autorzy, którym faktycznie udało się przewidzieć to i owo. Wymienić tu należy np. HG Wellsa z jego całkiem trafną wizją totalnych wojen, jakie stoczone zostaną w XX wieku, czy J. Verne’a opisującego okręty podwodne o parametrach, które zostały realnie osiągnięte blisko sto lat później, a nawet potrafiącego trafnie przewidzieć miejsce startu, lądowania, wielkość pojazdu i skład załogi pierwszej ludzkiej podróży na Księżyc, łącznie z faktem, że będzie to jednostkowy wyczyn bez konsekwencji i dalszego ciągu. Większość jednak pomysłów wizjonerów była przysłowiowymi rzutami kulą w płot. Wynikało to przede wszystkim z lekceważenia przez ich twórców praw przyrody, także tych, które już były znane w momencie tychże wizji snucia. W niniejszym eseju autor pragnie zająć się jednym z takich futurystycznych pomysłów, który to pomysł, jak się wydaje, powoli już przebrzmiewa, ale nadal jest traktowany jak najbardziej serio i nie można wykluczyć renesansu zainteresowania nim.

Ciąg dalszy tutaj
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#2
Dobry artykuł, zawsze będę popierał kolonizację Wenus ponad Marsem. Mógłbyś tylko pisać trochę prościej, to trafiłby do szerszego grona odbiorców.

Bo Wenus ma problem PR-owy. Otulona chmurami, z niedostępną powierzchnią, bez romantycznych zachodów Słońca nad bazaltowymi wzgórzami bezkresnej pustyni, pozbawiona sympatycznych i rezolutnych łazików, które grają sobie "Happy Birthday To You" raz do roku. Nigdy nie wzbudzi takich emocji w publice, a przede wszystkim w politykach, którzy jej ulegają, żeby jakiś rząd przerzucił do niej fundusze z Marsa. Spadek zainteresowania nią zbiegł się w czasie z dwoma wydarzeniami - upadkiem ZSRR i wzrostem zainteresowania fotografiami w misjach kosmicznych. Wenus była radzieckim terytorium badań, więc po kapitulacji w zimnej wojnie nie było woli kontynuacji, a Amerykanie nie mogli się rozkraczyć między tymi planetami, bo budżet kosmiczny malał, a nie rósł. Natomiast od czasu misji łazików marsjańskich ludzie oszaleli na punkcie zdjęć, podczas gdy w dawnych misjach zabieranie aparatu fotograficznego uważano za marnotrawstwo.

Jeśli wolno mi pofantazjować, to może czekać nas "efekt Indii". Tak jak znalezienie morskiej drogi do Indii skutkowało odkryciem Ameryki, tak być może Wenus zostanie zasiedlona jako przystanek w drodze gdzieś, gdzie sobie zamarzyliśmy, a potem okaże się dobrym miejscem do życia.

A o pomyśle powietrznych kolonii na Wenus pewnie słyszałeś?

EDIT: Nie zauważyłem, że artykuł był do "Astronomii"
Odpowiedz
#3
El Commediante napisał(a): Mógłbyś tylko pisać trochę prościej, 

To znaczy jak? Wydawało mi się, że jest to bardzo prosto napisane.  Smutny




Cytat:Bo Wenus ma problem PR-owy.


A jakże. Dodatkowo kojarzy się z ...piekłem. Smutny

Cytat:Wenus była radzieckim terytorium badań, 

Poniekąd. Jednak ten "podział wpływów" nie był nigdy sformalizowany, wypływał raczej z obyczaju i nie był zbyt ściśle przestrzegany. USA wysyłało sondy na Wenus, a ZSRR na Marsa, choć w mniejszej ilości.

Cytat:A o pomyśle powietrznych kolonii na Wenus pewnie słyszałeś?

Słyszałem, ale jestem sceptyczny. O ile na Marsie można lądować i żyć już teraz - bez terraformingu, o tyle na Wenus na odwrót. Najpierw musi być terraforming, choćby niepełny, a potem badanie na większą skalę.


Cytat: Nie zauważyłem, że artykuł był do "Astronomii"

A to źle czy dobrze?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#4
Pilaster,

jak zwykle znalazłeś intrygujący problem. Jest nim pytanie - dlaczego to Mars, a nie Wenus, przyciąga ludzką uwagę i staje się celem dalekosiężnych planów eksploracji, a nawet kolonizacji, pozaziemskiego środowiska?
Sądzę, że próba odpowiedzi na tak postawione pytanie nie może ograniczać się tylko do problemu podatności na terraformowanie obu wymienionych planet. Gdyby chodziło jedynie o to, Wenus bije konkurencję na głowę i nawet bez Twojej analizy wiadomo o tym od dawna. Myślę, że tak modny w literaturze s-f pomysł na stworzenie na Marsie warunków zbliżonych do ziemskich pojawił się na fali zainteresowania tą planetą i wyniku... ignorancji jego autorów.
Wobec tego, co oferuje nam Mars, czego nie może dać Wenus? 
Na pierwszy rzut oka głównym jego atutem jest lokalizacja tej planety w układzie słonecznym. To co jest wadą w przypadku próby terraformowania, czyli odległość od słońca, staje się zaletą, jeśli wzrok zwrócimy w kierunku pasa planetoid i gazowych olbrzymów z ich księżycami. Zarówno w przypadku pozyskiwania surowców jak i eksploracji bardziej odległych regionów układu słonecznego Mars i jego księżyc mogą być dogodną bazą w której znalazłoby oparcie kosmiczne osadnictwo. Przy czym nie musiałoby ono opierać się na odtworzeniu na Marsie ziemskich warunków. Znacznie prościej byłoby zabrać je z macierzystej planety i zapewnić jedynie na statkach i w izolowanych habitatach ulokowanych na powierzchni Marsa, lub Fobosa, albo co bardziej prawdopodobne, pod nią.
Takiego zadania mogą podjąć się rządy poszczególnych państw, a także prywatne korporacje, co rzeczywiście ma już miejsce.

Tymczasem projekt wenusjański oferujący potencjalnie znacznie większe możliwości wymagałby ogromnego wysiłku całej ludzkości i podjęcia działań które przyniosłyby korzyści dopiero po setkach lat. W obecnych warunkach nie widzę szansy na skoordynowanie takich działań i podjęcie przez rządy decyzji o ich długotrwałym finansowaniu.  Gdyby nawet do tak nieprawdopodobnego obrotu wydarzeń doszło, np. z powodu gwałtownej katastrofy ziemskiej biosfery, to i tak realizacja nakreślonego przez Ciebie planu wymagałby zbudowania wspomnianej tarczy/ przesłony, albo na orbicie Księżyca, albo w oparciu o zasoby...pasa asteroid i wysłania gotowych sekcji do punktu umiejscowienia. Czyli bez Marsa raczej się nie obejdzie.

Mam prośbę, czy mógłbyś w ogólnym zarysie opisać problemy z jakimi musielibyśmy się zmierzyć przy próbie terraformowania Wenus? Schłodzenie planety byłoby ważnym, ale tylko pierwszym krokiem, prawda?
Odpowiedz
#5
Jak można rozrzedzić afmosferę Wenus?
Odpowiedz
#6
Wiążąc CO2 ze skałami, proces rozpocznie się po ochłodzeniu atmosfery.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#7
pilaster napisał(a):
El Commediante napisał(a): Mógłbyś tylko pisać trochę prościej,

To znaczy jak? Wydawało mi się, że jest to bardzo prosto napisane. Smutny

Tak napakowany wzorami artykuł raczej nie przebije się do szerszego grona odbiorców, bo ludzie przestają czytać widząc wzory, a PR moim zdaniem ma obecnie większe znaczenie w eksploracji kosmosu niż rachunek ekonomiczny. Ale na końcu wyczytałem, że to było do "Astronomii", także spoko. Inny odbiorca.

Cytat:
Cytat:Wenus była radzieckim terytorium badań,

Poniekąd. Jednak ten "podział wpływów" nie był nigdy sformalizowany, wypływał raczej z obyczaju i nie był zbyt ściśle przestrzegany. USA wysyłało sondy na Wenus, a ZSRR na Marsa, choć w mniejszej ilości.

Oczywiście, nie byłoby nawet możliwości zabronienia drugiemu mocarstwu badania swojej planety, a co dopiero woli. To był skrót myślowy, myślałem że go dostatecznie rozwinąłem.

Cytat:
Cytat:A o pomyśle powietrznych kolonii na Wenus pewnie słyszałeś?

Słyszałem, ale jestem sceptyczny. O ile na Marsie można lądować i żyć już teraz - bez terraformingu, o tyle na Wenus na odwrót. Najpierw musi być terraforming, choćby niepełny, a potem badanie na większą skalę.

Czytałem kiedyś pracę kogoś z jakiegoś eksperymentalnego oddziału NASA planującego kolonie sterowcowe w atmosferze Wenus na wysokości, gdzie atmosfera ciśnieniem przypomina Ziemię. Autorka chciała wykazać, że to miejsce najbardziej przypomina Ziemię ze wszystkich w Układzie Słonecznym poza Ziemią. Nie wiem czy w tym samym artykule czy w innym padło stwierdzenie, że można by tam chodzić po tarasie bez skafandra, tylko w masce tlenowej (toksyczne związki siarki na tym poziomie są o wiele mniej stężone).
Odpowiedz
#8
Zanim zupełnie pogrążymy się w idei terraformowania Wenus, to chciałbym nieśmiało zauważyć, że postulowana przez Pilastra żagiel/przesłona ważyłby ok. 10 MILIARDÓW TON !!!
Przy założeniu:
- średnicy 14.000 km czyli powierzchni ok. 150 mln km2
- wadze ok. 0,0262 kg/m2 (gramatura największego obecnie żagla NASA - Sunjammer)
Wg tych parametrów przesłona ważyłaby ok. 40 miliardów ton.

Zakładam, że postęp zredukuje tę wagę jednostkową o połowę oraz, że jak pisze Pilaster, nie jest konieczne przesłonienie całej powierzchni.
Podzielmy więc te 40 przez 2 i jeszcze przez 2 a otrzymamy te 10 miliardów ton.
Nawet jeżeli zredukujemy to jeszcze bardziej, to i tak w grę wchodzą miliardy ton.

Myślę, że zamyka to dyskusję przynajmniej na kilkaset lat.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#9
exeter Jest nim pytanie - dlaczego to Mars, a nie Wenus, przyciąga ludzką uwagę i staje się celem dalekosiężnych planów eksploracji, a nawet kolonizacji, pozaziemskiego środowiska?

Bardzo proste. Pozornie Mars bardziej przypomina Ziemię. A Wenus mniej. Ale tylko pozornie.


Cytat:To co jest wadą w przypadku próby terraformowania, czyli odległość od słońca, staje się zaletą, jeśli wzrok zwrócimy w kierunku pasa planetoid i gazowych olbrzymów z ich księżycami. Zarówno w przypadku pozyskiwania surowców jak i eksploracji bardziej odległych regionów układu słonecznego Mars i jego księżyc mogą być dogodną bazą w której znalazłoby oparcie kosmiczne osadnictwo.

To tez jeden z popularnych motywów w twórczości sf, z tych całkowicie fałszywych. Mars jako "przystanek" po drodze do planetoid, czy księżyców Jowisza jest w ogóle bez sensu. Planety w układzie słonecznym, o czym exeter chyba nie wie, przemieszczają się względem siebie i przez długie okresy Mars jest dalej od  Jowisza niż ...Ziemia. Takim "przystankiem" może być zatem Księżyc, bo ma wszystkie zalety Marsa, a pozbawiony jest jego wad - zawsze znajduje się blisko Ziemi.

Loty do Jowisza, czy planetoid będą odbywać się albo z Księżyca, labo bezpośrednio z Ziemi. Z pominięciem Marsa. Chyba, że Mars stanie się samodzielnym centrum ekonomicznym - handlowym i będzie miał jakieś poszukiwane w innych miejscach produkty na sprzedaż. Jeżeli nie, to zawsze zostanie czymś w rodzaju Antarktydy - placówką wyłącznie badawczą i naukową, swoistym ślepym zaułkiem kolonizacji


Cytat:Tymczasem projekt wenusjański oferujący potencjalnie znacznie większe możliwości wymagałby ogromnego wysiłku całej ludzkości i podjęcia działań które przyniosłyby korzyści dopiero po setkach lat.

Wręcz przeciwnie. Nakłady na terraforming Wenus będą znacznie mniejsze niż na terraforming Marsa


Cytat:Mam prośbę, czy mógłbyś w ogólnym zarysie opisać problemy z jakimi musielibyśmy się zmierzyć przy próbie terraformowania Wenus? Schłodzenie planety byłoby ważnym, ale tylko pierwszym krokiem, prawda?

Największym problemem jest brak wody - boryka się  z tym także Mars i Księżyc. A właściwie nie tyle wody, co wodoru. Trzeba go sprowadzić na Wenus z pasa planetoid, gdzie jest go całkiem dużo, albo z okolic Jowisza, gdzie wody jest mnóstwo.

Do terraformingu Wenus potrzebne są w zasadzie tylko dwie rzeczy

1. Schłodzenie - przesłona
2 . dostarczenie wody/wodoru

No i jeszcze dostarczenie alg, sinic, które umieszczone na schłodzonej Wenus, będą wiązać CO2 z atmosfery i odkładać go w postaci węglowodorów i węglanów.

Zresztą w niższych temperaturach część CO2 będzie się rozpuszczać w wodzie i wytrącać w postaci węglanów nawet bez udziału organizmów żywych.

Ludzie będą mogli żyć na Wenus już po 50-70 latach od rozpoczęcia procesu terraformingu (umieszczenia przesłony), tyle tylko, że przez kolejne kilkaset lat będą musieli nosić podczas spacerów po powierzchni coś w rodzaju akwalungów - butle z maskami do oddychania, bo stężenie CO2 ciągle jeszcze będzie za duże, a ilość tlenu za mała

El Commediante

Cytat:ludzie przestają czytać widząc wzory


El Commediante przestał czytać?

To jedna z tych durnych "prawd" o których wszyscy wiedzą że to prawda. Smutny

Kiedyś Hawking strzelił bzdurę, że każdy umieszczony w książce wzór zmniejsza liczbę czytelników o połowę i od tamtej pory wszyscy to bezmyślnie powtarzają.

Oczywiście są i tacy, których wzory odstraszają, ale sa i tacy, których literki odstraszają. To co powinniśmy przestać pisać?

U samego pilastra zachodzi odwrotny efekt. Wzory, wykresy, dane w tabelach, etc, są tym, co go do artykułu/książki przyciąga, a nie odpycha.


Cytat:kolonie sterowcowe w atmosferze Wenus na wysokości, gdzie atmosfera ciśnieniem przypomina Ziemię


Być może. Ale nic tam nie ma tylko gaz (CO2). Z czego by ci ludzie żyli?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#10
Co do przesłony to moim zdaniem zamiast budować żagle, lepiej jest stworzyć coś w rodzaju roju nanobotów. Kilkucentymetrowe ustrojstwa z panelem słonecznym niezależne od siebie ale ze sobą współdziałające. Jakby się jeszcze same powielały to wysłać kilka sztuk i niech się mnożą na materiale z okolic Marsa czy Jowisza. Na dobrą sprawę mogłyby nawet wodór w drodze do Wenus transportować.

Zastanawiam się czy takie coś tylko puszczone po orbicie Marsa i dość gęsto upakowane nie da rady utrzymać atmosfery na miejscu? Taka kosmiczna bańka z klocków lego...
Sebastian Flak
Odpowiedz
#11
Moritz 2.0 napisał(a): roju nanobotów. Kilkucentymetrowe ustrojstwa


Centymetrowe nanoboty? Duży uśmiech

To chyba raczej centyboty. Uśmiech

Ale idea jest w zasadzie słuszna.



Cytat:Zastanawiam się czy takie coś tylko puszczone po orbicie Marsa i dość gęsto upakowane nie da rady utrzymać atmosfery na miejscu? Taka kosmiczna bańka z klocków lego...


To chyba lepiej będzie po prostu taką szklarnię dookoła całej planety zbudować. Rozwiązałoby to oba problemy. Termodynamiczny i brakującej masy
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#12
Sofeicz napisał(a): Zanim zupełnie pogrążymy się w idei terraformowania Wenus, to chciałbym nieśmiało zauważyć, że postulowana przez Pilastra żagiel/przesłona ważyłby ok. 10 MILIARDÓW TON !!!
Przy założeniu:
- średnicy 14.000 km czyli powierzchni ok. 150 mln km2
- wadze ok. 0,0262 kg/m2 (gramatura największego obecnie żagla NASA - Sunjammer)
Wg tych parametrów przesłona ważyłaby ok. 40 miliardów ton.

Zakładam, że postęp zredukuje tę wagę jednostkową o połowę oraz, że jak pisze Pilaster, nie jest konieczne przesłonienie całej powierzchni.
Podzielmy więc te 40 przez 2 i jeszcze przez 2 a otrzymamy te 10 miliardów ton.
Nawet jeżeli zredukujemy to jeszcze bardziej, to i tak w grę wchodzą miliardy ton.

Myślę, że zamyka to dyskusję przynajmniej na kilkaset lat.

W momencie kiedy górnictwo asteroidowe rozwinie się na tyle, że bardziej będzie się opłacać sprowadzanie materiałów z pasa asteroid, niż z Ziemi, czeka nas gigantyczna rewolucja przemysłowa. Sto lat i będzie pozamiatane.

pilaster napisał(a): Być może. Ale nic tam nie ma tylko gaz (CO2). Z czego by ci ludzie żyli?

Z energii słonecznej.
Odpowiedz
#13
Sofeicz,

w przypadku takiej hipotetycznej przesłony, masa nie miałaby większego znaczenia - byłaby ona konstruowana z surowców pochodzących spoza planet, więc nie wymagających wynoszenia na orbitę. Interesuje mnie inna kwestia, do jakiej temperatury nagrzewałaby się taka konstrukcja i w związku z tym, z jakich materiałów musiałaby być zbudowana?


Pilaster,

Cytat:
Cytat:To co jest wadą w przypadku próby terraformowania, czyli odległość od słońca, staje się zaletą, jeśli wzrok zwrócimy w kierunku pasa planetoid i gazowych olbrzymów z ich księżycami. Zarówno w przypadku pozyskiwania surowców jak i eksploracji bardziej odległych regionów układu słonecznego Mars i jego księżyc mogą być dogodną bazą w której znalazłoby oparcie kosmiczne osadnictwo.

To tez jeden z popularnych motywów w twórczości sf, z tych całkowicie fałszywych. Mars jako "przystanek" po drodze do planetoid, czy księżyców Jowisza jest w ogóle bez sensu. Planety w układzie słonecznym, o czym exeter chyba nie wie, przemieszczają się względem siebie i przez długie okresy Mars jest dalej od  Jowisza niż ...Ziemia. Takim "przystankiem" może być zatem Księżyc, bo ma wszystkie zalety Marsa, a pozbawiony jest jego wad - zawsze znajduje się blisko Ziemi.

Loty do Jowisza, czy planetoid będą odbywać się albo z Księżyca, labo bezpośrednio z Ziemi. Z pominięciem Marsa. Chyba, że Mars stanie się samodzielnym centrum ekonomicznym - handlowym i będzie miał jakieś poszukiwane w innych miejscach produkty na sprzedaż. Jeżeli nie, to zawsze zostanie czymś w rodzaju Antarktydy - placówką wyłącznie badawczą i naukową, swoistym ślepym zaułkiem kolonizacji
Dziękuję za pouczenie, ale exeter ma świadomość zmienności wzajemnego położenia planet. A także tego faktu, że  bez względu na usytuowanie na orbicie okołosłonecznej, Mars zawsze ma bliżej do pasa, niż ziemski Księżyc. Ponieważ terraformowanie planet tak czy owak jest bardzo odległym celem natomiast badanie układu jeszcze długo pozostanie głównym zadaniem misji kosmicznych, ulokowanie na Marsie, jak to nazwałeś - stacji "antarktycznych" może być wystarczającym powodem wysyłania ludzi na czerwoną planetę. Choćby jako forpocztę zwiadu układowego mającego za zadanie monitorowanie okolic pasa, a także ostrzeganie przed przybyszami z Obłoku Oorta.
Najważniejsze jest to, że takie misje są w zasięgu państwowych agencji kosmicznych i prywatnych firm. Ponadto ich realizacja wymusi powstanie odpowiednich technologii, które później posłużą do realizacji bardziej ambitnych celów. Tymczasem projekt wenusjański wymagałby podjęcia działań których efekty odłożone byłby o setki lat. Nikt się na to nie zdecyduje i nikt nie będzie skłonny finansować takiego projektu. Nawet gdyby pojawił się on na agendzie, warunkiem jego podjęcia byłoby istnienie jakiejś formy rządu planetarnego. Tylko on mógłby podjąć się tak długofalowego zamierzenia i je finansować.
A póki co, nie wiemy, czy Unia Europejska przetrwa najbliższe dziesięć lat, więc o czym mowa?

Dziękuję za informacje na temat procesu terraformowania Wenus.
Odpowiedz
#14
Wydaje mi się, że exeter ma rację o tyle, że faworyzowanie Marsa względem Wenus wynika z przyczyn całkowicie racjonalnych, a nie irracjonalnych, PR-owych. Otóż na Marsie już dziś możemy postawić nogę, czy zbudować jakiś sztuczny habitat. Problem stanowi powrót, ale i ten problem wydaje się do rozwiązania w rozsądnym czasie. Za naszego życia zatem może dojść do zbudowania stałego osiedla ludzkiego na Marsie, a nawet funkcjonowania linii turystycznej na tę planetę. Czyli mamy kupony, które w wyobrażalnych ramach czasowych mogą odcinać państwa i przedsiębiorstwa.

Natomiast plan z Wenus o ile w dłuższej perspektywie jest bardziej obiecujący, to wysłanie przesłony przekracza zdolności finansowe i techniczne wszystkich dzisiejszych państw, a korzyść jest strasznie odroczona w czasie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#15
El Commediante napisał(a):
pilaster napisał(a): Być może. Ale nic tam nie ma tylko gaz (CO2). Z czego by ci ludzie żyli?

Z energii słonecznej.

W przestrzeni kosmicznej jest jej więcej :Uśmiech na Merkurym, to już w ogóle...

exeter

 
Cytat: exeter ma świadomość zmienności wzajemnego położenia planet. 

W wersji słownych deklaracji owszem. Ale realnie nie, o czym dalej.

Cytat: Mars zawsze ma bliżej do pasa, niż ziemski Księżyc. 

Oczywiście nie, ponieważ pas planetoid nie jest, o czym exeter najwyraźniej nie wie, bryłą sztywną. Jeżeli zaś weźmiemy pod uwagę dowolną pojedynczą planetoidę, to przez długie okresy czasu znajduje się ona bliżej Ziemi (i Księżyca) niż Marsa. Dlatego, jeżeli chcemy lecieć np na Westę, albo Junonę, wystarczy poczekać aż zbliży się ona do Ziemi (i Księżyca) i polecieć tam bezpośrednio, bez kosztownych przesiadek po drodze.
Cytat: jako forpocztę zwiadu układowego mającego za zadanie monitorowanie okolic pasa, a także ostrzeganie przed przybyszami z Obłoku Oorta.

A co będzie, jak owi przybysze przylecą akurat z przeciwnej strony Słońca? Oczywiście warto "rozszerzyć perspektywę" i oglądać zjawiska w Układzie Słonecznym nie tylko z Ziemi, ale i do tego celu nie potrzeba Marsa, tylko bezzałogowych sond - teleskopów orbitujących w przestrzeni. A jako "podstawa" pod teleskopy "dalekiego zasięgu", oglądające inne gwiazdy, czy Galaktyki, to znów pozbawiony atmosfery Księżyc nadaje się do tego dużo lepiej niż zapylony Mars.

Cytat: projekt wenusjański wymagałby podjęcia działań których efekty odłożone byłby o setki lat. Nikt się na to nie zdecyduje i nikt nie będzie skłonny finansować takiego projektu.

W tej chwili nie. Ale gdzieś za sto lat będzie on mógł wystartować

Cytat: warunkiem jego podjęcia byłoby istnienie jakiejś formy rządu planetarnego.

Zaistnienie jakiejś formy rządu planetarnego jest najlepszą gwarancją, że ludzkość nigdy żadnego pozaziemskiego świata nie skolonizuje, ani nawet nie wyśle tam wyprawy badawczej.  Smutny
Terraformingiem Wenus, jeżeli ma do niego dojść, zajmie się jakaś prywatna fundacja.

zefciu napisał(a): Wydaje mi się, że exeter ma rację o tyle, że faworyzowanie Marsa względem Wenus wynika z przyczyn całkowicie racjonalnych, a nie irracjonalnych, PR-owych. Otóż na Marsie już dziś możemy postawić nogę, czy zbudować jakiś sztuczny habitat. 

Toteż zagadnienie nie dotyczy kolonizacji w ogóle, dla której Mars jest faktycznie lepiej dostosowany, ale terraforming, czyli takie przekształcenie planety, żeby dało się na jej powierzchni żyć bez żadnego sztucznego wspomagania, tak jak na Ziemi.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#16
pilaster napisał(a): W przestrzeni kosmicznej jest jej więcej :Uśmiech na Merkurym, to już w ogóle...
Nie śmiej się. Merkury jest o wiele lepszym miejscem do życia niż Wenus.
Oglądałem kiedyś program, na którym proponowano zasiedlenie pasa przesuwającego się półcienia na Merkurym.
Doba Merkurego jest bardzo długa (58,6 dób ziemskich) więc ten półcień przesuwa się dość powoli, a jest w nim obszar o umiarkowanej temperaturze.
Można by tam przetrwać pod warunkiem nieopuszczania tego obszaru.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#17
pilaster napisał(a):
El Commediante napisał(a): [quote='pilaster' pid='659055' dateline='1483612826']
Być może. Ale nic tam nie ma tylko gaz (CO2). Z czego by ci ludzie żyli?

Z energii słonecznej.

W przestrzeni kosmicznej jest jej więcej :Uśmiech na Merkurym, to już w ogóle...[/quote\

Tylko że zarówno tu i tu nie ma grawitacji. O czym zresztą jest Twój artykuł, że bez grawitacji będzie ciężko zbudować cywilizację Język Pisząc ściślej nie chodzi mi o eksport energii przez Wenus, choc ten też pewnie byłby opłacalny, ale o to że mając energię można sobie wytworzyć wszystko: tlen, jedzenie, przemysł, wodę. Z dostatecznie rozległymi farmami słonecznymi podniebna Wenus mogłaby być samowystarczalna.
Odpowiedz
#18
Sofeicz napisał(a): Merkury jest o wiele lepszym miejscem do życia niż Wenus.
Oglądałem kiedyś program, na którym proponowano zasiedlenie pasa przesuwającego się półcienia na Merkurym.
Doba Merkurego jest bardzo długa (58,6 dób ziemskich) więc ten półcień przesuwa się dość powoli, a jest w nim obszar o umiarkowanej temperaturze.
Można by tam przetrwać pod warunkiem nieopuszczania tego obszaru.

Poniekąd. Jednak co się stanie, kiedy w wyniku jakiejś awarii, takie przemieszczające się miasto/habitat zostanie unieruchomione? Taki scenariusz był pokazany w powieści "2312" Robinsona. Z oczywistym wynikiem - spaleniem na popiół.

Zresztą przypominam, że nie chodzi w ogóle o ludzkie osadnictwo poza Ziemią, tylko konkretnie o terraforming, czyli powstanie "drugiej Ziemi" z taką samą atmosferą, hydrosferą, biosferą, etc, jak ta pierwsza.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#19
pilaster napisał(a): Centymetrowe nanoboty? Duży uśmiech

To chyba raczej centyboty. Uśmiech

Ale idea jest w zasadzie słuszna.

Wydaje mi się że jest prostsza do realizacji, trudniejsza do uszkodzenia i bardziej wielofunkcyjna.

Cytat:To chyba lepiej będzie po prostu taką szklarnię dookoła całej planety zbudować. Rozwiązałoby to oba problemy. Termodynamiczny i brakującej masy

Fakt, ale taka bańka-szklarnia to inżynieryjny koszmar. Wynoszenie ładunków i lądowanie to chyba tylko za pomocą wind kosmicznych z odpowiednimi śluzami byłoby możliwe. A może by tak zachować szkielet jak dla szklarni tylko z rozpiętym między "krokwiami" szkieletu materiałem działającym na zasadzie błony komórkowej?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#20
Pilaster,

a co sądzisz o problemie nagrzewania się takiej przesłony? 
Gdyby była sferą, a nie tarczą, mogłaby być wprowadzona w ruch obrotowy, podobnie jak obiekty na ziemskiej orbicie, Tyle tylko,  że zbudowanie między Słońcem a Wenus obiektu wielkości planety, po to, żeby zasiedlić planetę, wydaje mi się działaniem irracjonalnym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości