Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
To on. Narcyz się nazywa
#41
znaLezczyni:
Cytat:I nie uważasz, że to jest smutne? Bo ja tak. Ogromna większość ludzi (pewnie blisko 100 procent) ma potrzebę związku. Twój stryj związku nie stworzył. Nie poznałaś jego partnera - w każdym razie nie wiedziałaś, że to jego partner. Nie przychodzili na spotkanie rodzinne jako para. I sam fakt, że tak ważna informacja o człowieku jest rodzinnym sekretem - nie wydaje Ci się to chore?
Nie sądzę, żeby był przytłoczony presją społeczną. Miał w dupie to, co inni myślą o jego życiu.
Był spełnionym czlowiekiem, prowadził galerię, zbierał antyki, malował obrazy.
Zwyczajnie, nie wystawiał swojego życia prywatnego na pokaz. Znałam jego partnera, nigdy nie zachowywali się przy ludziach jak para zakochanych.
Być może istnieje społeczne zapotrzebowanie na ekshibicjonizm, żeby oswoić ludzi z problematyką, ale ostatecznie, każdy kto stawia swoją seksualność na pierwszym miejscu, musi się liczyć z faktem, że będzie postrzegany przez jej pryzmat.
W podobny sposób postrzegam ludzi, którzy stawiają fakt, że są w małżeństwie przed tym, źe są indywidualnym, niepowtarzalnym podmiotem.  Relację, która jest miedzy ludzmi wolę odczytywać z wzajemnego zachowania a nie z faktu, że są zaobrączkowani.
Małżeństwo według mnie staje się czymś wstydliwym, jest symbolem niewolnictwa i zredukowania się do roli rozrodczej.
Czytałam gdzieś, że we Francji więcej dzieci rodzi się poza związkami małżeńskimi. O czymś to świadczy.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#42
Cytat:Znałam jego partnera, nigdy nie zachowywali się przy ludziach jak para zakochanych.

Znałaś i wiedziałaś, że to jest jego partner?
Cytat:każdy kto stawia swoją seksualność na pierwszym miejscu, musi się liczyć z faktem, że będzie postrzegany przez jej pryzmat.

Każdy, kto zakłada własną rodzinę (hetero czy homo, z dziećmi czy bez), eksponuje własną seksualność.


Cytat:Małżeństwo według mnie staje się czymś wstydliwym, jest symbolem niewolnictwa i zredukowania się do roli rozrodczej.

Tak? Nie zauważyłam. Imo małżeństwo postrzegane jest jako zabezpieczenie praw obu stron związku. Imo to bardzo dobre zabezpieczenie. Reguluje
prawnie mnóstwo spraw, zwłaszcza związanych z sytuacjami kryzysowymi w życiu/związku.
Jak sama zauważyłaś, dzieci można posiadać i poza małżeństwem, w związkach nieformalnych, nie widzę więc powiązania między małżeństwem a redukowaniem się do funkcji rozrodczej.
Co do niewolnictwa zaś, też tego nie widzę - małżeństwo jako umowa cywilna nie redukuje niczyich praw (przynajmniej kiedy mówimy o krajach europejskich i im podobnych), nakłada zaś na strony obowiązki. Obowiązki, na które imo powinna być gotowa dorosła, dojrzała osoba, zdecydowana tworzyć z kimś trwały związek.

i na koniec:


Cytat:Znałam jego partnera, nigdy nie zachowywali się przy ludziach jak para zakochanych.

No, to trochę smutne. Zwłaszcza, jeśli też nie zachowywali się przy ludziach jak ludzie, którzy się kochają.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#43
znaLezczyni:
Cytat:Znałaś i wiedziałaś, że to jest jego partner?
Myślałam, że są na dobrej przyjacielskiej stopie, nic więcej. Zresztą, nie jestem wścibska i niewiele mnie obchodzi cudze życie prywatne. Powstrzymywanie się przy ludziach od czulości nie jest czymś dziwnym, raczej charakteryzuje ludzi, którzy dbają o samopoczucie otoczenia.

Cytat:Tak? Nie zauważyłam. Imo małżeństwo postrzegane jest jako zabezpieczenie praw obu stron związku. Imo to bardzo dobre zabezpieczenie. Reguluje
prawnie mnóstwo spraw, zwłaszcza związanych z sytuacjami kryzysowymi w życiu/związku.
Jak sama zauważyłaś, dzieci można posiadać i poza małżeństwem, w związkach nieformalnych, nie widzę więc powiązania między małżeństwem a redukowaniem się do funkcji rozrodczej.
Co do niewolnictwa zaś, też tego nie widzę - małżeństwo jako umowa cywilna nie redukuje niczyich praw (przynajmniej kiedy mówimy o krajach europejskich i im podobnych), nakłada zaś na strony obowiązki. Obowiązki, na które imo powinna być gotowa dorosła, dojrzała osoba, zdecydowana tworzyć z kimś trwały związek.
Dla mnie to relikt przeszłości, niestety w naszym kraju, jest to procedura obowiązkowa, żeby zapewnić sobie bezpieczną przyszłość. Nie honoruje się konkubinatów i związków partnerskich.
Osobiście, nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby posiadać wiedzę na temat tego, czy mam ślub czy nie. Dla mnie to kwestia osobista i prywatna, dlatego nikt się o tym nie dowie. Nie potrzebuję publiczki i nie lubię być publiczką dla innych. Może to wynika, z tego, że w Polsce małżeństwa zamykają się w czterech ścianach i stają się okropnie od siebie zależni we wszystkich sprawach światopogladowych, stanowią taki tandem bliźniaków- my kontra cały świat.  Ślub nie kształtuje człowieka odpowiedzialnego, dorosły człowiek nie potrzebuje urzędu czy księdza, żeby podołać obowiązkom.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#44
ZnaLezczyni
Cytat:Zdecyduj się, proszę, czy chcesz poważnie rozmawiać o narcyzmie jako zaburzeniu, czy pojeździć sobie po osobach, które potocznie nazywane są narcyzami. Jeśli to ma być poważna rozmowa o zaburzeniu, nie możesz wtedy używać słów typu zjeb. Wykazujesz się bowiem totalnym niezrozumieniem tekstów, które sam cytujesz.

Poruszyłaś ważną kwestię. Narcyzm jako zaburzenie jest tu od dawna analizowany, natomiast nigdy nie przytaczałem definicji potocznej, dlatego nadrabiam zaległości:

http://www.miejski.pl/slowo-Narcyz

Cytat:Osoba myśląca że jest najpiękniejsza, najmądrzejsza i wszystko co najlepsze.

I nie rozumiem co w mojej wypowiedzi odnosi się do potocznej definicji narcyzmu. Przecież ja nie odniosłem się do zadufania czy sobkostwa. Odnosilem się do przykładowego postępowania osoby zaburzonej, którą kwieciście nazwałem zjebem. Z mojego punktu widzenia jak najbardziej jest to usprawiedliwione, chociaż mało eleganckie. Rozumiem że to może razić, więc od osobistej optyki się odetnę i pozostanę przy powszechnie przyjętych określeniach. Z reguły osoby chore staram się określać zgodnie z odczuwanym współczuciem, dlatego też określam jednostki socjopatyczne, psychopatyczne i narcystyczne mianem zjebów, ponieważ nie mam dla nich współczucia. Ale jeżeli to razi to ok, zostanę przy powszechnie przyjętych definicjach.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#45
Rodica


Cytat:Myślałam, że są na dobrej przyjacielskiej stopie, nic więcej.

Czyli nie wiedziałaś, że jest partnerem (nieformalnym mężem) Twojego wujka. O pozostałych wujkach i ciociach pewnie wiedziałaś, kto z nich miał żony/mężów. Nie widzisz różnicy w traktowaniu Twojego wujka geja? Nie widzisz traktowania swojego partnera życiowego jako (wstydliwej?) tajemnicy?


Cytat:Powstrzymywanie się przy ludziach od czulości nie jest czymś dziwnym, raczej charakteryzuje ludzi, którzy dbają o samopoczucie otoczenia.

W tzw. naszej kulturze (o podtrzymywanie której Ty apelujesz) jest akurat odwrotnie. Nieokazywanie czułości jest czymś dziwnym. Rodzice publicznie przytulają i całują dzieci, zakochani czy kochający się całują się na powitanie czy pożegnanie, także publicznie. Ludzie obejmują się, aby kogoś pocieszyć lub kiedy dzielą się radością (tyczy się to nie tylko par, ale i rodziny, bliskich przyjaciół, a czasem nawet - choć rzadko - obcych ludzi). Wyrażanie czułości w miejscach publicznych nie jest niczym niewłaściwym. Zdziwiłabym się też, gdyby większość osób miała odczucia, jakie im przypisujesz - że oglądanie czyjejś czułości zaburza dobre samopoczucie otaczających ludzi. Częstą reakcją jest uśmiech, wzruszenie albo lekka zazdrość (wyrażająca raczej tęsknotę za czymś, niż złe uczucia w kierunku osób okazujących sobie czułość).
No i jeszcze jedna rzecz - osoby, które łączy więź fizyczna lub długotrwały pozytywny  związek, często mają potrzebę dotykania się. Chodzą za rękę, głaszczą, siedząc opierają się o siebie, całują (mam na myśli raczej czułe pocałunki niż bardzo namiętne, w miejscach publicznych). Swojego partnera/ partnerkę dotyka się znacznie częściej (mówię o pozytywnych związkach) niż innych ludzi, poza swoimi dziećmi. Konieczność powstrzymywania się od tego, aby zachować tajemnicę - i to nawet w kręgu rodzinnym! - wydaje mi się czymś trudnym, nienaturalnym, przykrym.
Dlatego kiedy ktoś pisze o afiszowaniu się homoseksualizmem, zawsze zastanawiam się, dlaczego nie widzi ciągłego, wszędzie, epatowania heteroseksualizmem; i dlaczego nie zadaje sobie sprawy z tego, że ani w jednym ani w drugim nie ma nic złego. Jesteśmy (my, jako ludzie) seksualni, tworzymy związki o podłożu (m.in.) seksualnym, łączy nas z drugim, wybranym przez nas człowiekiem seks, czułość itp., dlaczego udawać, że jest inaczej?


Sir Galahad


Cytat:Odnosilem się do przykładowego postępowania osoby zaburzonej, którą kwieciście nazwałem zjebem. Z mojego punktu widzenia jak najbardziej jest to usprawiedliwione, chociaż mało eleganckie. Rozumiem że to może razić, więc od osobistej optyki się odetnę i pozostanę przy powszechnie przyjętych określeniach. Z reguły osoby chore staram się określać zgodnie z odczuwanym współczuciem, dlatego też określam jednostki socjopatyczne, psychopatyczne i narcystyczne mianem zjebów, ponieważ nie mam dla nich współczucia. Ale jeżeli to razi to ok, zostanę przy powszechnie przyjętych definicjach.

Dziękuję.
Gwoli wyjaśnienia: w poważnej rozmowie na temat zaburzeń, nie przystoi używać słów typu zjeb.

Dlaczego nie masz (w ogóle) współczucia dla osób zaburzonych? Zdajesz sobie sprawę przecież z tego, że choć odpowiednia terapia może pomóc lekko prostować ścieżki osoby zaburzonej, to pewne rzeczy są od niej (osoby) niezależne? Że takie zaburzenie jest także przyczyną dramatów życiowych osób zaburzonych? Że przeciętny psycho-, socjo- itd. pata to nie seryjny morderca, ale osoba, która jako tako funkcjonuje w świecie, ale nie umie poukładać sobie życia osobistego/zawodowego, raniąc przy tym niemiłosiernie siebie i inne osoby?
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#46
znaLezczyni:
Cytat:W tzw. naszej kulturze (o podtrzymywanie której Ty apelujesz) jest akurat odwrotnie. Nieokazywanie czułości jest czymś dziwnym. Rodzice publicznie przytulają i całują dzieci, zakochani czy kochający się całują się na powitanie czy pożegnanie, także publicznie. Ludzie obejmują się, aby kogoś pocieszyć lub kiedy dzielą się radością (tyczy się to nie tylko par, ale i rodziny, bliskich przyjaciół, a czasem nawet - choć rzadko - obcych ludzi). Wyrażanie czułości w miejscach publicznych nie jest niczym niewłaściwym. Zdziwiłabym się też, gdyby większość osób miała odczucia, jakie im przypisujesz - że oglądanie czyjejś czułości zaburza dobre samopoczucie otaczających ludzi. Częstą reakcją jest uśmiech, wzruszenie albo lekka zazdrość (wyrażająca raczej tęsknotę za czymś, niż złe uczucia w kierunku osób okazujących sobie czułość).
No i jeszcze jedna rzecz - osoby, które łączy więź fizyczna lub długotrwały pozytywny  związek, często mają potrzebę dotykania się. Chodzą za rękę, głaszczą, siedząc opierają się o siebie, całują (mam na myśli raczej czułe pocałunki niż bardzo namiętne, w miejscach publicznych). Swojego partnera/ partnerkę dotyka się znacznie częściej (mówię o pozytywnych związkach) niż innych ludzi, poza swoimi dziećmi. Konieczność powstrzymywania się od tego, aby zachować tajemnicę - i to nawet w kręgu rodzinnym! - wydaje mi się czymś trudnym, nienaturalnym, przykrym.
Dlatego kiedy ktoś pisze o afiszowaniu się homoseksualizmem, zawsze zastanawiam się, dlaczego nie widzi ciągłego, wszędzie, epatowania heteroseksualizmem; i dlaczego nie zadaje sobie sprawy z tego, że ani w jednym ani w drugim nie ma nic złego. Jesteśmy (my, jako ludzie) seksualni, tworzymy związki o podłożu (m.in.) seksualnym, łączy nas z drugim, wybranym przez nas człowiekiem seks, czułość itp., dlaczego udawać, że jest inaczej?
Zainteresuj się najpierw tematem, zamiast tworzyć nowe zasady.
Niezmiernie mnie irytuje okazywanie sobie czułości w większym gronie, świadczy to o lekceważeniu innych i skupieniu się wyłącznie na sobie.
Zastanów się, co chcesz w ten sposób innym zademonstrować, że jesteś lepsza ( to by do Ciebie pasowało).
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#47
znaLezczyni napisał(a): Dlatego kiedy ktoś pisze o afiszowaniu się homoseksualizmem, zawsze zastanawiam się, dlaczego nie widzi ciągłego, wszędzie, epatowania heteroseksualizmem; i dlaczego nie zadaje sobie sprawy z tego, że ani w jednym ani w drugim nie ma nic złego. 

WIdocznie zdaje sobie sprawę, że jest inaczej.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
#48
Cytat:Zainteresuj się najpierw tematem, zamiast tworzyć nowe zasady.

Co konkretnie masz na myśli?
Cytat:Niezmiernie mnie irytuje okazywanie sobie czułości w większym gronie, świadczy to o lekceważeniu innych i skupieniu się wyłącznie na sobie.

Ciebie irytuje, ale śmiem przypuszczać, że jesteś w zdecydowanej mniejszości. Mnie się to podoba. Rodzice przytulający dziecko, zakochana para całująca się ukradkiem (albo i nie ukradkiem :)
przytulający się na ulicy, na peronie, na lotnisku; para, która siedzi przy stole i on gładzi jej rękę (ona jego, ona jej, on jego, w zależności od konfiguracji płciowej :)
to są ładne widoki, cieszą oko i duszę, miło widzieć, że ludzie są ciepli dla siebie nawzajem. Tym bardziej w rodzinie, na spotkaniu rodzinnym, dzieci widzą, że wujek przytula ciocię i uczą się, jak okazywać sobie czułość (przecież uczymy się, my jako ludzie, nie tylko od rodziców).
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#49
Cytat:Dlaczego nie masz (w ogóle) współczucia dla osób zaburzonych? Zdajesz sobie sprawę przecież z tego, że choć odpowiednia terapia może pomóc lekko prostować ścieżki osoby zaburzonej, to pewne rzeczy są od niej (osoby) niezależne? Że takie zaburzenie jest także przyczyną dramatów życiowych osób zaburzonych? Że przeciętny psycho-, socjo- itd. pata to nie seryjny morderca, ale osoba, która jako tako funkcjonuje w świecie, ale nie umie poukładać sobie życia osobistego/zawodowego, raniąc przy tym niemiłosiernie siebie i inne osoby?

Po części z wzajemności. Takie osoby po prostu nie odczuwają wyrzutów sumienia a ich postępowanie zawsze jest ukierunkowane na osiąganie przez nich celów bez względu na wszystko. Oni wiedzą że to co robią jest złe, ale im to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza. Sytuacja podobna jak przy osobach uzależnionych. Nałóg niszczy ich życie i życie ich bliskich ale oni dalej swoje. Poza tym taka choroba to nie Parkinson, Alzheimer czy depresja. Fizycznie nie jest się niesprawnym, tylko zachowania społeczne są tworzone wg. spaczonego schematu. Podsumowując takie jednostki nie mają woli do zmian, pojmują znaczenie reguł społecznych ale nie zachowują się zgodnie z nimi i je odrzucają, brak im współczucia i wstydu. Zasadniczo są pasożytami, bez woli poprawy i jedyne co robią to żerują na uczuciach innych. Czytałem że istnieją eksperymentalne terapie mogące "nauczyć" brakujących umiejętności, jednakże nigdy poza ciekawostkę to one nie wyszły. Większość źródeł po prostu podaje że nie ma co się łudzić, tacy ludzie się nie zmieniają, po pierwsze brak im woli, po drugie to naturalnie są wybrakowani i inaczej działa u nich i gospodarka hormonalna i niektóre części mózgu no i połączenia synaptyczne są silnie utrwalone przez częste powtarzanie tych samych zachowań. Resocjalizacja kogoś kto tego nie chce i jest mu tak wygodnie i nie rokuje nadziei że jakiekolwiek zmiany są w ogóle możliwe do przeprowadzenia to argument za tym by współczucia wobec kogoś takiego nie przejawiać.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#50
Narcyz to rozrzutnik. Najchętniej rozrzuca gnój, który ukisił w swoim wnętrzu i mniej lub bardziej świadomie przypisuje innym cechy, uczucia i zachowania jakie sam podejmuje lub posiada. Takie zachowanie nazywa się rzucaniem projekcji...

https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekcja_(psychologia)

Cytat:Projekcja (od łac. proiacere, wyrzucać przed siebie) – narcystyczny mechanizm obronny; przypisywanie innym własnych poglądów, zachowań lub cech, najczęściej negatywnych. Przyczyną jest większa dostępność tych poglądów, zachowań i cech u osoby, która je posiada, a tym samym łatwiejsze podciąganie pod daną kategorię.

Przykład: Matka krzyczy na dziecko. Sądzi, że dziecko jest wyjątkowo agresywne. W rzeczywistości sama jest agresywna.
Jak zwykle w przypadku mechanizmów obronnych; mamy tu dwa aspekty:

uniknięcie frustracji (matka nie musi się czuć winna za niesłuszne skarcenie dziecka - zob. dysonans poznawczy),
zniekształcenie rzeczywistości (dziecko cierpi i nie rozumie, czemu jest karcone).
Projekcja często uzasadnia agresywne zachowania poprzez podbudowywanie wiary w agresywne nastawienie całego świata i konieczność samoobrony. Staje się to wówczas według Freuda źródłem zaburzeń paranoicznych[1].
Sebastian Flak
Odpowiedz
#51
A tutaj ciekawe spostrzeżenie:

https://m.facebook.com/story.php?story_f...8475592900
Sebastian Flak
Odpowiedz
#52
Mam niejakie wrażenie, że coś takiego siedzi u nas w robocie. Dziewczyna robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Przyjacielska, pomocna, zaangażowana. A zupełnie z dupy potrafi się zrobić wredna, jędzowata, a jadowita niczym próchnica w zębach posłanki Pawłowicz. Na krytykę reaguje histerycznie, jak ktoś wyższy rangą, to się raz nawet poryczała, jak nie to próchnica Pawłowicz. Ofiarę lubi z siebie robić, choć faktycznie mogła być na dziennej zmianie mobowana, bo tam różne ufoki siedzą. Potrafi kłamać i manipulować, choć na krótką metę. Ogólnie i doktor Jeckyl i Mister Hyde są bardzo dziecinni, chwilami facepalmiczni. Poza tym ma trzeci tryb działania, autystyczny, maniakalny Robocop, który zapiernicza jak przecinak, ale niekoniecznie z sensem, bo ani słucha ani słyszy, co się do niej mówi. Wyraźny problem z współpracą na zasadzie równy z równym, jak pracuje z kimś wyższym rangą, lub kimś kogo za takiego uważa, to słucha się jak pies, jak nie to usiłuje rozkazywać. Ale wizja jakiegoś diabolicznego wampira z tego profilu na fejsie to jakaś bzdura. Tacy ludzie są zwyczajnie za głupi, żeby omotać na dłużej kogoś, z kim mają częsty kontakt, Szydło w końcu wyjdzie z wora.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#53
No pewnie, że wyjdzie. Tylko jak się jeden bastion wali to następuje przesunięcie ku nowym terenom i tak ad infinitum. Kiedy i tam natura wylezie, to postara się ponastawiać przeciw poprzedniemu człowiekowi czy grupie, kolejne osoby im więcej tym lepiej. Żywi się zamętem jaki wytwarza i uwagą jaką skupia, a poza tym obraz z fp jest malowniczy bo nie opisuje jednej osoby tylko całe spektrum zachowań, a to przecież nie oznacza, że do kwalifikacji potrzebne jest 100% zgodności. Repertuar zagrywek jest tak bogaty, że jednej osobie ciężko by było absolutnie każdą wykorzystać.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#54
Po prawdzie to mi ten obraz z fb wygląda na jakieś rozkminki frajera, który nie może sobie darować, że dał się omotać jakiemuś pustakowi. Bądźmy szczerzy, te najbardziej toksyczne osobowości (dyssocjalna, narcystyczna, histrioniczna, narcystyczna) to potworne prymitywy, niezdolne do co abstrakcyjniejszego myślenia, a nie jakieś wyrafinowane Hannibale Lectery, co to móżdżek w sosie czosnkowym wpieprzają. Zresztą był przykład w postaci tego Kajetana coś tam, co to chciał zeżreć swoją lektorkę włoskiego. W dłuższym przedziale czasowym oni są w stanie omotać tylko słabe osobowości, podatne na wpływy itp. Coś jak Korwin, co to przed kamerą będzie chromolił, że w Oświęcimiu Żydzi mieli lepiej, bo nie płacili podatków, i zbiera poparcie wyłącznie wśród gimbusów i jakichś zakompleksionych kretynów, co to małego mają, ale gdyby nie socjalizm to by mieli dużego i samego Rocco Siffredi zaszli by od zakrystii. Tu jest tak samo, a żadnego ad infinitum nie ma, bo grupy towarzyskie, pracownicze czy inne są z natury skończone. Jak się sprawa rypnie to pozostaje tylko uciec o co najmniej kilkadziesiąt kilometrów.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#55
W tym wątku pisałem wypisz wymaluj to co Ty:

https://ateista.pl/showthread.php?tid=13001&pid=645395

Cytat:Ta odmienność uczyniła z takich jednostek wdzięczny temat pop-kultury. Przeważnie jest to jednostka genialna i okrutna.
A prawda jest jednak całkiem inna. Przytaczając za autorem:

Cytat:
"W związku z tym możemy mieć do czynienia z psychopatą zarówno bardzo mało, jak i średnio lub wybitnie inteligentnym. W rzeczywistości w praktyce klinicznej niezmiernie rzadko spotyka się psychopatów szczególnie lotnych intelektualnie. Zazwyczaj są to jednostki z tych czy innych względów prymitywne i niezwykle prostackie w myśleniu i zachowaniu."

Bardzo ciekawa kwestia. Telewizja uczy że to Hannibala (Lectera) należałoby się spodziewać u wrót. Jak widać telewizja kłamie.

No i fakt prymitywne i na dłuższą metę przewidywalne to to jest aż do bólu. A mimo to przez jakiś czas iluś tam frajerów większych od siebie naznajduje i wykorzysta. Gdyby nikt się na to nie łapał to z populacji geny by zniknęły albo dlatego, że ostracyzm społeczny by takowych unieatrakcyjnił albo wyginęli z powodów identycznych jak te utrudniające rozmnażanie wszystkim upośledzonym.

No i chyba większym problemem jest ta pula wygenerowanych przezeń frajerów zdanych uroczo "latającymi małpami". Już to widzę jak pożyteczny idiota, który własną dupę narażał i gorliwie wykonywał wszystko co mu narcyz czy socjopata zlecił, przyzna się do tego, że został perfidnie wykorzystany czy nabrany przez osobnika o umysłowości niedorozwiniętego dziecka, które lubi muchom skrzydełka wyrywać i kotom ogony podpalać.

Poza tym gdzie jest napisane, że potrzeba jakiejkolwiek inteligencji żeby wyrządzać realne szkody?
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości