Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jerzy Zięba - Szarlatan czy Zbawiciel
#1
Ostatnimi czasy następuje wzrost braku zaufania do lekarzy i tradycyjnej medycyny. Ludzie tłumami idą do kin na Botoks, w internecie szerzą się różne ruchy antyszczepionkowe i pojawiają się nowe autorytety, które głoszą "ukryte" metody leczenia. Jednym z takich autorytetów jest bohater najnowszego wydania Wprost - Jerzy Zięba - hipnoterapeuta,przedsiębiorca, szarlatan. Pan Jerzy jest bardzo popularny wśród zwolenników medycyny alternatywnej i posiada własny sklep internetowy, w ramach którego miał zarobić (według Wprost) przez ostatnie półtorej roku ponad 8 mln zł. A właściwie to jego konkubina, bo to na nią Zięba przepisuje cały majątek. Wśród produktów można znaleźć takie cuda jak np. Strukturyzator wody pitnej za bagatela 2500 zł. Zapraszam do dyskusji.

[Obrazek: photo.jpg] 
obrazek jest manipulacją, mającą na celu wpłynięcie na postrzeganie osoby Jerzego Zięby
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
#2
Szarlataneria istniała zawsze, może i dłużej, niż medycyna. To, że obecnie miewa się tak doskonale, wynika z potrzeby... równości. W nauce nie ma i nie może być demokracji, nie ma tak, że zwykły człowiek bez wielu lat studiów może posiąść jakąś imponującą wiedzę - a chciałby, żeby być równym zarozumiałym naukowcom. Stąd potrzeba autorytetów "alternatywnych", którzy oferują wiedzę banalnie prostą do pojęcia dla każdego, kto jest zdolny do przeczytania ze zrozumieniem jednej niezbyt grubej książki. Lekarze-szarlatani nie oferują nic, czego nie mógłby zrobić każdy. Jedz witaminę C, pij wodę mineralną, spluń trzy razy przez lewe ramię. Same łatwe rzeczy, ale ONI tę wiedzę ukrywają przed społeczeństwem, bo wolą zbijać kokosy na zwykłej medycynie, a przecież każdy może się sam wyleczyć. Trzeba tylko Należeć Do Wybranych, którzy mają Wiedzę.
Odpowiedz
#3
Z pewnością istnieje od zawsze, ale czy akurat w obecnych czasach ma się lepiej, niż kiedyś? Jakoś nie sądzę. Na pewno mamy większą ekspozycję na wszelkie głupoty w myśl Lemowskiego "dopóki nie skorzystałem z internetu nie wiedziałem, że jest tylu idiotów", więc również na szarlatanerię. Fakt, że istnieją jakieś ruchy antyszczepionkowe, płaskoziemcy i fani lewatywy z kawy w celu leczenia raka, ale rzeczywista istotność tych zjawisk jest nieporównywalnie mała do ich "sławy". Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest lepiej, niż kiedykolwiek, bo kiedyś (choć nie zawsze celowo) większość terapii była szarlatanerią lub miały takich skuteczność.
Odpowiedz
#4
Do XIX wieku szarlatanerią można nazywać i tą medycynę wykładaną na uniwersytetach. Zanin zaczęto amputować taki wyrostek robaczkowy, to większe były szanse na wyzdrowienie, jeżeli pacjenta pozostawiono samemu sobie, niż gdy go "leczono" mieszanką opium i innych paskudztw
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#5
Dragula napisał(a): Do XIX wieku szarlatanerią można nazywać i tą medycynę wykładaną na uniwersytetach. Zanin zaczęto amputować taki wyrostek robaczkowy, to większe były szanse na wyzdrowienie, jeżeli pacjenta pozostawiono samemu sobie, niż gdy go "leczono" mieszanką opium i innych paskudztw
Aż czasem włos się jeży na głowie. Wystarczy przypomnieć sobie historię Ignacego Semmelweis'a, by uświadomić sobie, jak czasem mozolnie metoda naukowa wdzierała się w środowiska akademickie.
Odpowiedz
#6
Dragula napisał(a): Do XIX wieku szarlatanerią można nazywać i tą medycynę wykładaną na uniwersytetach. Zanin zaczęto amputować taki wyrostek robaczkowy, to większe były szanse na wyzdrowienie, jeżeli pacjenta pozostawiono samemu sobie, niż gdy go "leczono" mieszanką opium i innych paskudztw

Woda na młyn wszelakich altmedowców. "Teraz to som głupoty, ale jeszcze zobaczyta, jak to działa! Kiedyś tyj chemii nie było i tyż normalnie leczyli jak Zięba!"

Moim zdaniem facet sobie siedzi i się cieszy że ktoś pracuje na jego popularność. Jeszcze parę lat temu dzieci nie szczepiła patologia, neopoganie i hipisowskie Dzieci Lasu czy innej bogini Gei czy inszej Gai. Po tym jak zaczęli pokazywać w tv przypadki śmierci dzieci z powodu nieszczepienia, nagle lawinowo zaczęły rosnąć zastępy altmedowców i innych pomyleńców. O tym kim jest Zięba dowiedziałem się z artykułu, w którym ktoś go gnoił za głoszone głupoty. Gdyby nie to, to bym nawet o istnieniu tegoż delikwenta nie wiedział i świat byłby nieco lepszym miejscem. W końcu rosnąca popularność pana Ziębę cieszy niepomiernie. Nawet jeżeli jest to zła sława, to i tak znajdzie się grupa osob i to dość pokaźna, ktora stwierdzi, że skoro tak atakują to widocznie jest zagrożeniem dla złych żydo-masono-reptiliano farmakokorporacji. A oto mu przecież chodzi. Nikt mu tyle kasy nie nagonił i tylu zwoleników nie naraił co wszyscy ci, którzy go zwalczają.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#7
Jacy lekarze taka konkurencja. Uśmiech
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#8
Wydaje mi się, że ludzie często nie mogą się pogodzić z tym, że wydarzają się wypadki i inne nieszczęścia, a medycyna nie zawsze potrafi pomóc. Stąd tendecja do wiary, że sa jacyś "oni", którzy celowo działają na naszą niekorzyść, a taki Zięba nas uratuje. Inny typ ludzi z kolei myśli, że wystarczy wprowadzić nową, wspaniałą procedurę i świat będzie idealny Duży uśmiech

W przypadku różnych Ziębów działa też szeroki dostęp do informacji, przez który wielu ludziom wydaje się, że dowiedzą się wszystkiego w internecie, a nie mają narzędzi, żeby zweryfikować to, co tam znajdują.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#9
Z pewnością kłamstwem jest sprzedawanie tych jonizatorów wody czy czegoś innego. Tak jak kłamstwem są leki homeopatyczne. To po prostu ściema za grube pieniądze.
Z drugiej strony natomiast popieram to, żeby dbać o dobrą suplementację. Obecnie rośliny/owoce/warzywa nie są już tak bogate w witaminy, dlatego nawet spożywanie ich dużych ilości nie często nie pomaga w uzupełnianiu niedoborów. A teraz wyobraźcie sobie, ze ogromny liczby ludzi rzadko jedzą wartościowe produkty. Tylko fast foody, półprodukty wcześniej przygotowane, tanio, szybko, sycąco, ale niezdrowo.
Nie dziwi mnie duża liczba zachorowań na choroby nazywane chorobami XXI wieku, bo wszędzie są przemycane jakieś aspartamy, słodziki, barwniki, konserwanty (i to niekoniecznie naturalnego pochodzenia).
Odpowiedz
#10
W kazdym owocu są barwniki, dlatego właśnie są kolorowe. Są także substancje wzmacniające smak i zapach. Bo owoce nie po to są, żebyśmy żyli zdrowi i szczęśliwi, tylko żebyśmy je zeżarli, wydalili nasionka i w taki sposób rozsiewali rośliny. Wszystko, co jemy, powstało w cudzym interesie. Jesteśmy do tego przystosowani. Utożsamianie naturalnego ze zdrowym i sztucznego z niezdrowym to tragiczne nieporozumienie.
Odpowiedz
#11
Ja wydałam na lekarzy kilka tysięcy złotych i mogę stwierdzić, że równie dobrze mogłabym je wydać na znachora, efekt byłby taki sam, a nawet lepszy, przynajmniej żaden by mnie śmiertelną chorobą nie straszył.
Według mnie, lekarze myślą bardzo schematycznie, nie uwzględniają nietypowych reakcji organizmu.
W moim przypadku tarczyca dawała taki popieprzony obraz krwi, że żaden lekarz nie wiedział co się dzieje.
U znajomego tarczyca spowodowała cholestazę i zdiagnozowali u niego ciężką chorobę wątroby.
I za każdą taką konsultację i stawianie diagnozy w  ciemno żądają kasy, a ty musisz chodzić od jednego do drugiego aż może któryś coś wymyśli.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#12
Rodica napisał(a): Ja wydałam na lekarzy kilka tysięcy złotych i mogę stwierdzić, że równie dobrze mogłabym je wydać na znachora, efekt byłby taki sam, a nawet lepszy, przynajmniej żaden by mnie śmiertelną chorobą nie straszył.
Według mnie, lekarze myślą bardzo schematycznie, nie uwzględniają nietypowych reakcji organizmu.
W moim przypadku tarczyca dawała taki popieprzony obraz krwi, że żaden lekarz nie wiedział co się dzieje.
U znajomego tarczyca spowodowała cholestazę i zdiagnozowali u niego ciężką chorobę wątroby.
I za każdą taką konsultację i stawianie diagnozy w  ciemno żądają kasy, a ty musisz chodzić od jednego do drugiego aż może któryś coś wymyśli.

Tu masz trochę racji. Pójdzie się np. do trzech ginekologów - każdy powie co innego. A to, żeby brać kwas foliowy do końca pierwszego trymestru; drugi powie, żeby brać całą ciążę, a trzeci, żeby w ogóle nie brać, bo kwas znajduje się już w zbiorczym suplemencie diety dla przyszłych mam.

I każdy kosi za 20 lub 30 minut wizyty po 150 zyla.

Przysięgam na schabowego, że jak przyjdzie mi robić zlecenie od lekarza, to stawki mu zaśpiewam unijne.

ps

Ale i tak nie wybrałbym znachora. No chyba, że w ostatnim akcie desperacji w myśl "tonący brzytwy się chwyta".

Najbardziej mnie rozwaliła niedawno jedna osoba. Osoba ta jest właścicielem przychodni zatrudniającej samych normalnych lekarzy od medycyny konwencjonalnej. Jednocześnie ta sama osoba opowiada mi o tym, że normalni lekarze są gówno warci; że uzdrowiciele i znachorzy są lepsi. I widziałem jak ta osoba jednemu ze znajomych robotników badała wahadełkiem lekarstwa (normalne, nie homeopatyczne). Po zbadaniu energii lekarstw orzekła, że są one dobre i że można je brać, bo pomogą. Ale gdyby wahadełko wskazało złą energię, to powinno się je odstawić Uśmiech

No muszę przyznać, że mnie wtedy trochę zamurowało. Osoba bardzo inteligentna i zaradna, nabita sosem tak, że ja cię kręcę, a w takie pierdoły wierzy, że po prostu brak słów...
Odpowiedz
#13
Bardzo trudno jest stawić czoła poważnej chorobie a lekarze, wydaje mi się ten lęk potęgują lekceważąc pacjenta, jego obserwacje i przemyślenia. W przypadku błachej choroby mogą zasugerować najgorsze albo na odwrót,  lekceważą objawy poważnej choroby. W dodatku nie chce im się myśleć, zastanowić, przeanalizować i oczekują kasy za samo trzaśnięcie drzwiami. Nikt nie chce być niepoważnie traktowany za grube pieniądze.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#14
Rodica napisał(a): Bardzo trudno jest stawić czoła poważnej chorobie a lekarze, wydaje mi się ten lęk potęgują lekceważąc pacjenta, jego obserwacje i przemyślenia. W przypadku błachej choroby mogą zasugerować najgorsze albo na odwrót,  lekceważą objawy poważnej choroby. W dodatku nie chce im się myśleć, zastanowić, przeanalizować i oczekują kasy za samo trzaśnięcie drzwiami.
Oczywiście, że lekarz powinien „lekceważyć” „przemyślenia” pacjenta. Bo celem działania lekarza jest podjęcie właściwej decyzji. A lekarz jako wykształcony i doświadczony w medycynie ma ku temu większe kompetencje, niż pacjent, który coś tam przeczytał w Internecie. Lekarz, który pozwala pacjentowi samemu się diagnozować to nie lekarz.
Cytat:Nikt nie chce być niepoważnie traktowany za grube pieniądze.
To weź kogoś zatrudnij, żeby Cię traktował poważnie. Ja na przykład potraktuję Cię poważnie przez godzinę za 100 złotych (normalnie zarabiam mniej, ale traktowanie poważnie Rodicy to bardzo ciężka praca). Natomiast działalność lekarza opiera się na diagnozowaniu i leczeniu ludzi. Jeśli przychodzisz do lekarza w innym celu, to prowadzić to może do nieporozumienia.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#15
zefciu:
Cytat:Oczywiście, że lekarz powinien „lekceważyć” „przemyślenia” pacjenta. Bo celem działania lekarza jest podjęcie właściwej decyzji. A lekarz jako wykształcony i doświadczony w medycynie ma ku temu większe kompetencje, niż pacjent, który coś tam przeczytał w Internecie. Lekarz, który pozwala pacjentowi samemu się diagnozować to nie lekarz.
Jesteś naiwny, to po pierwsze, jeśli myślisz , że lekarze dysponują takim doświadczeniem i wiedzą, że można powierzyć im swoje życie bez żadnych obaw.
Lekarze często są tumanami, nie tylko ze zględu na brak wiedzy i doświadczenia ale także ze względu na fakt wrodzonej głupoty.
Niektórych chorób oni na oczy nie widzieli, nie każda choroba przebiega tak samo.
Poza tym, kiedy czegoś nie wiedzą to często konfabulują, mi na przykład konował wmawiał chorobę którą badanie wykluczyło, a moją rację potwierdził inny lekarz.
Po drugie życie należy do pacjenta i on powinien w większości przypadków wyrazić zgodę lub nie na sposób leczenia.
Po trzecie są takimi chamami i arogantami, że kiedy wyjeżdżają na zachód muszą przechodzić szkolenia w kwestii traktowania pacjentów po ludzku
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#16
Rodica napisał(a): Jesteś naiwny, to po pierwsze, jeśli myślisz , że lekarze dysponują takim doświadczeniem i wiedzą, że można powierzyć im swoje życie bez żadnych obaw.
Nie twierdzę, że lekarze dysponują takim doświadczeniem, że można im powierzyć swoje życie bez żadnych obaw. Twierdzę, że dysponują takim, iż powierzeniem im swojego procesu leczenia niesie większe prawdopodobieństwo skuteczności, niż czynienie tego w oparciu o własne przemyślenia i to co się przeczytało w internecie.
Cytat:Lekarze często są tumanami, nie tylko ze zględu na brak wiedzy i doświadczenia ale także ze względu na fakt wrodzonej głupoty.
Nikt z „wrodzoną głupotą” nie przebrnie przez studia medyczne. Są w środowisku lekarzy gorsi i lepsi, ale wszyscy lekarze na tle ogółu społeczeństwa stanowią elitę intelektualną.
Cytat:Niektórych chorób oni na oczy nie widzieli, nie każda choroba przebiega tak samo.
Tym bardziej pacjent nie widział na oczy jeszcze większej liczby jednostek chorobowych i tym bardziej pacjentowi brakuje wiedzy o niuansach.
Cytat:Poza tym, kiedy czegoś nie wiedzą to często konfabulują, mi na przykład konował wmawiał chorobę którą badanie wykluczyło, a moją rację potwierdził inny lekarz.
I znowu – nigdy nie twierdziłem, że lekarze nigdy nie popełniają błędów.
Cytat:Po drugie życie należy do pacjenta i on powinien w większości przypadków wyrazić zgodę lub nie na sposób leczenia.
Ależ oczywiście – do „miękkich” umiejętności przydatnych w pracy lekarza należy umiejętność zrozumiałego wyjaśnienia pacjentowi jego stanu i konieczności podjęcia takiego, a nie innego leczenia. Jeśli jednak to pacjent ma się sam zdiagnozować, to po co lekarz? Do podbicia recepty?
Cytat:Po trzecie są takimi chamami i arogantami, że kiedy wyjeżdżają na zachód muszą przechodzić szkolenia w kwestii traktowania pacjentów po ludzku
Rzeczywiście w sferze „miękkiej” mają lekarze (zwłaszcza w dawnych demoludach) niedobory. Niedobory, które powodują, że osoby postrzegające świat skrajnie emocjonalnie postrzegają ich jako niekompetentnych również na poziomie technicznym.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#17
zefciu napisał(a): Oczywiście, że lekarz powinien „lekceważyć” „przemyślenia” pacjenta. Bo celem działania lekarza jest podjęcie właściwej decyzji. A lekarz jako wykształcony i doświadczony w medycynie ma ku temu większe kompetencje, niż pacjent, który coś tam przeczytał w Internecie. Lekarz, który pozwala pacjentowi samemu się diagnozować to nie lekarz.
Idealny lekarz wyjaśniłby pacjentowi, dlaczego jego amatorska diagnoza jest błędna. Nie jest to trudne, ale mogłoby zając kwadrans, a to normalne, że lekarz nie ma na to czasu. Ale trochę jednak szkoda, że nie ma.
Cytat: Natomiast działalność lekarza opiera się na diagnozowaniu i leczeniu ludzi. Jeśli przychodzisz do lekarza w innym celu, to prowadzić to może do nieporozumienia.
To dosyć "autystyczne" podejście do świadczenia usług. Mojemu charakterowi akurat to odpowiada, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby lekarz w ogóle się do mnie nie odzywał. A idealny szpital dla mnie wyglądałby tak, że pacjent z miejsca dostaje narkozę, specjaliści go naprawiają, budzi się w miarę zdrowy i idzie do domu. Nie można jednak dziwić się ludziom, którzy woleliby bardziej osobiste podejście. Jeśli jakieś potrzeby nie są zaspokajane na normalnym rynku, pojawia się rynek nienormalny, który je zaspokaja. Znam faceta, który przerzucił się z medycyny na czary-mary i to było właśnie jego motywacją - przedmiotowe traktowanie doprowadzało go do wściekłości, tak że w końcu czuł się tylko bardziej chory, niż był. A teraz robi czary-mary z przyjaciółmi i przez to czuje się mniej chory, niż jest. Myślę, że na rynku usług medycznych jest słabo zagospodarowane pole dla lekarzy, którzy traktują pacjenta tak przyjemnie, jak znachorzy. Może z tego powinny być jakieś fakultatywne zajęcia na studiach - "pijar w medycynie" czy coś takiego. Mogą takie zajęcia prowadzić nawet znachorzy, jako prawdziwi specjaliści.
Odpowiedz
#18
zefciu:
Cytat:Nikt z „wrodzoną głupotą” nie przebrnie przez studia medyczne. Są w środowisku lekarzy gorsi i lepsi, ale wszyscy lekarze na tle ogółu społeczeństwa stanowią elitę intelektualną.
Kujon przebrnie.
Ostatecznie żaden lekarz mi nie postawił trafnej diagnozy, sama ją sobie postawiłam kiedy w przeciągu trzech miesięcy przytyłam trzydzieści kilogramów, zaczęłam łysieć a po przejsciu stu metrów, zalewałam się potem.
Przy czym i tak uslyszałam, że to zapewne wina złej diety i braku ruchu. Sama na własną rękę się zabadałam.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
#19
lumberjack napisał(a): Tu masz trochę racji. Pójdzie się np. do trzech ginekologów - każdy powie co innego. A to, żeby brać kwas foliowy do końca pierwszego trymestru; drugi powie, żeby brać całą ciążę, a trzeci, żeby w ogóle nie brać, bo kwas znajduje się już w zbiorczym suplemencie diety dla przyszłych mam.

I każdy kosi za 20 lub 30 minut wizyty po 150 zyla.

Przysięgam na schabowego, że jak przyjdzie mi robić zlecenie od lekarza, to stawki mu zaśpiewam unijne.
Tylko że to nie jest 150 zyla za 20-30 minut pracy, tylko także za długi i trudne studia, ciągłe dokształcanie się, wynajem gabinetu, utrzymywanie sprzętu,  czasami też opłacanie personelu pomocniczego. Jestem przekonana, że trochę ludzi jest oburzona moimi stawkami za tłumaczenia i lekcje, bo oczywiście nie widzą, ile czasu trzeba się uczyć, żeby umieć coś takiego robić, ile kosztuje oprogramowanie,  słowniki, podręczniki, szkolenia.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#20
Mam znajomego kardiochirurga, który teraz pracuje za granicą.
Opowiadał mi kiedyś, że poziom intelektualny studentów medycyny pozostawia wiele do życzenia.
Z racji tego, że jest znanym specjalistą o dobrej renomie, wierzę mu na słowo.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości