Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jerzy Zięba - Szarlatan czy Zbawiciel
#21
Rodica napisał(a): Mam znajomego kardiochirurga, który teraz pracuje za granicą.
Opowiadał mi kiedyś, że poziom intelektualny studentów medycyny pozostawia wiele do życzenia.
Z racji tego, że jest znanym specjalistą o dobrej renomie, wierzę mu na słowo.
Stulatek nazwie siedemdziesięciolatka gówniarzem. A wybitny lekarz nazwie lekarza takiego sobie idiotą. Ja jednak nie pisałem o tym jak lekarze wyglądają na tle innych lekarzy, a o tym, jak wyglądają na tle swoich pacjentów.
Szymon Pyżalski



Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#22
zefciu:
Logiczne ale bezsensowne. Jak kiedyś będziesz poważnie chory to radzę ci uderzać od razu do najlepszych specjalistów. Moją znajomą lekarz leczył pigułkami a miała stan przedrakowy. Dobrze, że zmieniła lekarza na lepszego który ją od razu na stole polożył, bo jeszcze pół roku leczenia pigułami i wylądowałaby w piachu.
"Z moich obserwacji obozowych wynika, że kobiety znacznie gorzej znoszą głód fizyczny i seksualny niż mężczyźni. Proste prawo życia obozowego głosiło tedy, że łamiąc opierającą się kobietę głodem fizycznym, zaspokaja się jej obie potrzeby naraz." - " Inny Swiat" Gustaw Herling- Grudzinski.
Odpowiedz
#23
ZaKotem napisał(a): Może z tego powinny być jakieś fakultatywne zajęcia na studiach - "pijar w medycynie" czy coś takiego. Mogą takie zajęcia prowadzić nawet znachorzy, jako prawdziwi specjaliści.

Jest fenomanalny film z jednym z moich ulubionych aktorów pt. Patch Adams bodajże. Polecam.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#24
Rodica napisał(a): Logiczne ale bezsensowne.
Oksymoron.
Cytat:Jak kiedyś będziesz poważnie chory to radzę ci uderzać od razu do najlepszych specjalistów.
Ależ oczywiście, że lepiej iść do dobrego lekarza, niż do kiepskiego lekarza. Ale znowu – nie porównywałem kiepskich lekarzy z dobrymi lekarzami, tylko opiekę wykwalifikowanego lekarza z leczeniem się na podstawie własnych „przemyśleń”.
Szymon Pyżalski



Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#25
Istnieją choroby które są ewidentnie zależne od poziomu stresu, na przykład łuszczyca.
Znam osobę, która była już bliska załamania, od lekarzy dostawała tylko maści, które nie przynosiły żadnego efektu.
Dopiero leczenie u psychoterapeuty jej pomogło, na tyle, ze mogła wrócić do pracy i zacząć normalnie funkcjonować.
Nie można lekceważyć zdrowia psychicznego ale na uczelniach w Polsce dominuje jeszcze zacofane myślenie ignorujące ten aspekt. Instrumentalne traktowanie może wręcz pogorszyć stan chorego.
Stres powoduje wydzielanie się większej ilości różnych cytokin prozapalnych, hormonów stresu itp.
Nic dziwnego, że ludzie uciekają się do szukania pomocy u znachorów, znachor zawsze powie pacjentowi, że wszystko będzie dobrze, z wszystkiego można wyjść, że organizm potrafi wszystko zwalczyć.
"Z moich obserwacji obozowych wynika, że kobiety znacznie gorzej znoszą głód fizyczny i seksualny niż mężczyźni. Proste prawo życia obozowego głosiło tedy, że łamiąc opierającą się kobietę głodem fizycznym, zaspokaja się jej obie potrzeby naraz." - " Inny Swiat" Gustaw Herling- Grudzinski.
Odpowiedz
#26
zefciu napisał(a): Twierdzę, że dysponują takim, iż powierzeniem im swojego procesu leczenia niesie większe prawdopodobieństwo skuteczności, niż czynienie tego w oparciu o własne przemyślenia i to co się przeczytało w internecie.

Racja, ale co sobie może pomyśleć człowiek jeśli jeden ginekolog chce pacjentce wyciąć całą macicę, łącznie z jajnikami i ogólnie ze wszystkim co tam kobita ma; a drugi ginekolog stawia zupełnie inną diagnozę, zarządza leczenie farmakologiczne, które zakończyło się sukcesem, a na informację o diagnozie pierwszego ginekologa puka się w czoło i mówi, że to byłby idiotyzm?

Jasne, że porada lekarza jest lepsza od własnych przemyśleń, ale moim zdaniem w przypadku bardziej poważnych chorób należy chodzić do 2-3 różnych lekarzy, żeby posłuchać 2-3 różnych diagnoz Uśmiech

ZaKotem napisał(a): Myślę, że na rynku usług medycznych jest słabo zagospodarowane pole dla lekarzy, którzy traktują pacjenta tak przyjemnie, jak znachorzy.

Bardzo trafne.

Iselin napisał(a): Tylko że to nie jest 150 zyla za 20-30 minut pracy, tylko także za długi i trudne studia, ciągłe dokształcanie się, wynajem gabinetu, utrzymywanie sprzętu, czasami też opłacanie personelu pomocniczego. Jestem przekonana, że trochę ludzi jest oburzona moimi stawkami za tłumaczenia i lekcje, bo oczywiście nie widzą, ile czasu trzeba się uczyć, żeby umieć coś takiego robić, ile kosztuje oprogramowanie, słowniki, podręczniki, szkolenia.

Tak. No i właśnie ja też muszę zacząć jeszcze bardziej się cenić, bo ludzie nie widzą bolącego kręgosłupa i kolan, żylaków, wdychanego pyłu, kosztów amortyzacji samochodu i elektronarzędzi, ZUSu etc.

Ogólnie każdy powinien się lepiej cenić, zwłaszcza w czasach takiego niedoboru pracowników jak obecnie.
Odpowiedz
#27
lumberjack napisał(a): Tak. No i właśnie ja też muszę zacząć jeszcze bardziej się cenić, bo ludzie nie widzą bolącego kręgosłupa i kolan, żylaków, wdychanego pyłu, kosztów amortyzacji samochodu i elektronarzędzi, ZUSu etc.

Powinieneś.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#28
lumberjack napisał(a): Jasne, że porada lekarza jest lepsza od własnych przemyśleń, ale moim zdaniem w przypadku bardziej poważnych chorób należy chodzić do 2-3 różnych lekarzy, żeby posłuchać 2-3 różnych diagnoz Uśmiech
Tego właśnie nie rozumiem. Nie po to się idzie do specjalisty, żeby podważać jego ekspertyzę, nawet inną ekspertyzą. Masz 3 możliwości:

- Wszyscy są zgodnie co do diagnozy - w miarę OK, Twoja pewność co do tego, co Ci jest, wzrasta. Niemniej, strata forsy.
- Masz 2 diagnozy 3 lekarzy - do dupy, jak decydujesz kto ma rację? Lepsza diagnoza jest ta, na którą "zagłosowało" więcej lekarzy?
- 3 diagnozy 3 lekarzy - katastrofa.

Jeśli udzielanie diagnoz to zdarzenia niezależne i prawdopodobieństwo postawienia poprawnej diagnozy p jest stałe i <1, to im więcej lekarzy zapytasz, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że będzie rozdźwięk, i będziesz w sytuacji opisanej przeze mnie jako "do dupy" Duży uśmiech
Odpowiedz
#29
żeniec napisał(a): - Masz 2 diagnozy 3 lekarzy - do dupy, jak decydujesz kto ma rację? Lepsza diagnoza jest ta, na którą "zagłosowało" więcej lekarzy?


Jeśli udzielanie diagnoz to zdarzenia niezależne i prawdopodobieństwo postawienia poprawnej diagnozy p jest stałe i <1, to im więcej lekarzy zapytasz, tym większe będzie prawdopodobieństwo, że będzie rozdźwięk, i będziesz w sytuacji opisanej przeze mnie jako "do dupy" Duży uśmiech

Sam sobie żeniec odpowiedział. Za prawidłową należy uznać diagnozę postawioną przez większość lekarzy, przy założeniu, że p jest stałe niezależnie od lekarza. Przy zróżnicowanych lekarzach (co innego profesor i ordynator, a co innego świeży absolwent medycyny) należy te różnice uwzględnić.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#30
pilaster napisał(a): Sam sobie żeniec odpowiedział. Za prawidłową należy uznać diagnozę postawioną przez większość lekarzy, przy założeniu, że p jest stałe niezależnie od lekarza. Przy zróżnicowanych lekarzach (co innego profesor i ordynator, a co innego świeży absolwent medycyny) należy te różnice uwzględnić.
Częściowo. Jeśli pytamy dwóch lekarzy i ich skuteczność jest taka sama i stawiają diagnozy niezależnie, to wystarczy p<2/3 by było bardziej prawdopodobne, że dostaniemy sprzeczne diagnozy. Wartość p zakładamy, więc ustalenie od początku wysokiego p paradoksalnie sprawia, że druga diagnoza powinna być niepotrzebna, ponieważ wysokie p wyraża ufność w to, że lekarz wie, co robi.
Bardziej mi chodzi o podjęcie decyzji, czy należy pytać wielu lekarzy, a nie co zrobić, gdy już ich zapytamy.
Odpowiedz
#31
Należy - zwłaszcza w przypadku gdy chodzi o poważną ingerencję w ciało.
żeniec napisał(a): Nie po to się idzie do specjalisty, żeby podważać jego ekspertyzę, nawet inną ekspertyzą.

Nie po to idzie się do kilku lekarzy żeby podważyć ekspertyzę lecz po to by się odnośnie niej upewnić. W przypadku wątpliwości lepiej wybrać mniej inwazyjną opcję, która mniej niszczy organizm - zwłaszcza w sytuacji gdy bardziej inwazyjna ekspertyza jest ciągle możliwa do zastosowania w przypadku gdy lagodniejsza metoda nie odniesie sukcesu.

Takie podejście nie jest niezrozumiałe - gdyby znajoma osoba polegała na ekspertyzie pierwszego i jedynego lekarza to już chodziła by bez jajników, a to, ze względu na gospodarkę hormonalną wywrociloby życie do góry nogami. Po zastosowaniu lagodniejszego leczenia osiągnięto sukces.

Jak chcesz, to ufaj pierwszemu lekarzowi z brzegu. Ja tam wolę wydać więcej forsy i mieć więcej opcji. Zdrowie jest zbyt ważne by oszczędzać kasę.
Odpowiedz
#32
żeniec napisał(a):
pilaster napisał(a): Sam sobie żeniec odpowiedział. Za prawidłową należy uznać diagnozę postawioną przez większość lekarzy, przy założeniu, że p jest stałe niezależnie od lekarza. Przy zróżnicowanych lekarzach (co innego profesor i ordynator, a co innego świeży absolwent medycyny) należy te różnice uwzględnić.
Częściowo. Jeśli pytamy dwóch lekarzy i ich skuteczność jest taka sama i stawiają diagnozy niezależnie, to wystarczy p<2/3 by było bardziej prawdopodobne, że dostaniemy sprzeczne diagnozy.

Dlatego trzeba pytać albo jednego, albo minimum trzech. Przy trzech p musiałoby być mniejsze niż 0,5, żeby otrzymać większość odpowiedzi fałszywych.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#33
Najlepiej udać się od razu do profesora. Profesor nie dba tylko o własną kieszeń ale i o renomę.
W pewnym sensie profesor musi być idealistą, musi lubić myśleć i rozwiązywać trudne zadania, to leży w jego interesie. Wprawdzie taka usługa kosztuje kilka razy więcej ale nigdy nie jest tak, że wychodzi się z gabinetu z niczym, jak to ma miejsce u zwykłego lekarza, który idzie na ilość a nie na jakość.
"Z moich obserwacji obozowych wynika, że kobiety znacznie gorzej znoszą głód fizyczny i seksualny niż mężczyźni. Proste prawo życia obozowego głosiło tedy, że łamiąc opierającą się kobietę głodem fizycznym, zaspokaja się jej obie potrzeby naraz." - " Inny Swiat" Gustaw Herling- Grudzinski.
Odpowiedz
#34
Dahna88 napisał(a): Ja podchodzę do niego sceptycznie. W niektóre metody wierzę a w niektóre nie, ale już wolę szczerze mówiąc stosować jego metody niż lekarzy.

Twoja wola, a jak boli cię ząb, to stosujesz magnez, witaminę C, czy pozytywne myślenie?
Odpowiedz
#35
Na ludzką naiwność i głupotę nie znajdzie lekarstwa nawet sam "dr" Zięba. Ale zawsze może sobie nieźle zarobić.

Chociaż jest to najczęściej śmieszny folklor (witamina C po 100 PLN i więcej) to czasami przeradza się w głęboko szkodliwe działanie.
Byli i tacy, którzy naiwnie chcieli uwierzyć w tego rodzaju alternatywne leczenie wobec porażek medycyny tradycyjnej (najczęściej choroby onkologiczne), rezygnowali z leczenia w szpitalu , zawierzali takim oszustom i kończyło się tragicznie. Pewnie w dużej liczbie przypadków nie pomogłoby i standardowe postępowanie (chemioterapia) ale żadne badanie nie potwierdziły skuteczności witaminy C od Zięby. Złamanej nogi też nie leczy się witaminą C...Do tego teorie spiskowe o Big Farmie, spisku lekarzy, realiach opieki zdrowotnej w Polsce i interes się kręci. Poza tym facet nawet nie jest lekarzem, nie opiera swoich poglądów na wiarygodnych badaniach, jego produkty są wielokrotnie droższe niż te w aptekach. Czy w ogóle trzeba pisać , że to zwykły oszust?
Odpowiedz
#36
Myślę, że w tym filmiku został trafnie podsumowany.
Szczerze mówiąc facet bardziej przeraża niż śmieszy...

Jerzy Zięba (od 50 sekundy)

Z ciekawości wszedłem nawet do sklepu internetowego, jest osławiony struktoryzator wody pitnej za 2 500 PLN..ale to bije wszystko na głowę co do tej pory widziałem

Bestseller

Mistrz sprzedaży!
Odpowiedz
#37
Dahna88 napisał(a): Ja podchodzę do niego sceptycznie. W niektóre metody wierzę a w niektóre nie

Trochę przypał i siara, ale jak tam sobie chcesz Oczko Język

BTW Ciekawy artykuł ostatnio czytałem:


Cytat:Firma Jerzego Zięby przynosi ponad 20 mln zysku. Sprawdziliśmy więc, jak udaje mu się zarobić na "naturoterepii".

Sklep ze zdrową żywnością i suplementami nieopodal centrum Warszawy. Ewentualnych klientów już od wejścia wita potykacz, który reklamuje produkty Jerzego Zięby, tytułującego się doktorem. Naszą uwagę zwraca „Witamina C Jerzego Zięby”.

Jest sprzedawana w dwóch wersjach. Jedna to wyciąg z aronii, a druga – z dzikiej róży. Ceny? Powalające. Pół kilograma pierwszej kosztuje 70 zł. Witamina C z dzikiej róży jest jeszcze droższa. Za 330 g zapłacimy aż 140 zł. Jak wyjaśnia nam sprzedawca, dzika róża ma po prostu lepsze właściwości zdrowotne. – Pomaga zbić cholesterol i leczyć cukrzycę – twierdzi sprzedawca. Witamina C z aronii już takich „właściwości” nie ma, dlatego jest tańsza.

Idziemy zatem do apteki znajdującej się nieopodal. Opakowanie pięćdziesięciu tabletek Witaminy C z wyciągiem 200 mg kosztuje tam niecałe 8 zł. Pytamy więc o organiczną wersję tego leku. Paczka zawierająca 60 tabletek to koszt tylko dwudziestu kilku złotych.

Skąd więc ta różnica? „Produkt ten jest suchym, sproszkowanym EKSTRAKTEM z owoców z ekologicznych upraw dzikiej róży. Zawiera naturalne substancje, które powodują, że zawarty w tym preparacie NATURALNIE występujący kwas L-askorbinowy znacznie lepiej się wchłania. Charakterystyczną cechą tego rodzaju preparatu jest znacznie zwiększona bioaktywność, co ma kluczowe znaczenie dotyczące SKUTECZNOŚCI działania takiego kompleksu” – czytamy w opisie na stronie producenta.

Ekstrakt z róży wchłania się lepiej? Pytamy farmakologa

O to, czy rzeczywiście witamina C z ekstraktu z róży wchłania się lepiej, zapytaliśmy eksperta, nie mówiąc mu na początku, czyim nazwiskiem sygnowany jest lek. - Żeby oceniać, czy dany ekstrakt się wchłania lepiej czy gorzej, to tego nie wiem. Wiedziałbym, gdybym zrobił badanie kliniczne na grupie 100 osób obojga płci, którym podawałbym jedną witaminę C z apteki, a drugim z ekstraktu z dzikiej róży. Oczywiście pacjenci powinni mieć zbliżoną przeróbkę substancji obcych przez nerki, czyli mówiąc krótko, szybkość wydalania ich, np. z moczem, z organizmu – mówi money.pl dr Leszek Borkowski, farmakolog, były prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych oraz szef fundacji „Razem w chorobie”.

- Wtedy, po opracowaniu statystycznym, powiedziałbym panu, który preparat jest lepszy. Jeśli ktoś mówi, że któryś z tych produktów jest lepszy i chce być wiarygodny, musi się opierać na badaniach klinicznych. Medycyna to są fakty – dodaje.
W tym momencie ujawniliśmy doktorowi, kto reklamuje preparat, o który pytamy. – O, to ładnie! – reaguje. - Nie jestem ekonomistą, nie znam się na marketingu – mówi dalej. - Mogę to ocenić tylko z poziomu zwykłego człowieka z ulicy: ktoś miał świetny pomysł biznesowy i marketingowy. Z panem prof. Ziębą nie dyskutuję, bo nie jest on osobą wykształconą w naukach medycznych czy farmaceutycznych. Tak samo jak nie dyskutuję z moimi kolegami inżynierami o budowie mostów, bo oni się znają na tym zawodowo, a ja mówię, co mi się wydaje. Pan Zięba nie ma stosownego wykształcenia i dorobku naukowego, aby brać poważnie jego wypowiedzi, a nie jako występu kabaretowego – stwierdza.

To nie witamina C leży u podłoża sukcesu

Ale jednak Jerzego Ziębę trzeba brać na poważnie. Tyle że jako biznesmena, nie lekarza czy uzdrowiciela. W ubiegłym roku zarobił on 23 mln zł – na czysto. Dane finansowe firmy Egida Consulting Sp. Z.o.o SJ opublikował na swoim facebookowym profilu przedsiębiorca Michał Jaskólski. To fragment składanego w Krajowym Rejestrze Sądowym sprawozdania finansowego. Cena jego witaminy C idzie w parze z poglądami, które wyraził w swojej książce „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”. Np. w jednym z rozdziałów opisuje on dwa przypadki: silnej infekcji dróg oddechowych oraz mocnego bólu zęba „włącznie z opuchnięciem dziąseł”, w których przyjmowanie zwiększonych dawek witaminy C miało go błyskawicznie uzdrowić.
Skąd wynika sukces w biznesie medycznym tego magistra inżyniera, absolwenta Wydziału Maszyn Górniczych i Hutniczych krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej? Trudno uwierzyć, żeby nagle tysiące ludzi uwierzyło, że witamina C za 140 zł jest w stanie ich uzdrowić.

Najbardziej przekonującą odpowiedź podaje tutaj chyba nie żaden marketingowiec ani ekonomista, ale znany kulturoznawca, specjalista od współczesnych mitów, dr Marcin Napiórkowski. „Jerzy Zięba stworzył spójną mitologię, która doskonale łączy współczesne lęki przed obcym i niezrozumiałym światem medycyny oraz klasyczny gnostycki mit o fałszywym świecie i wyzwoleniu przez wiedzę” – napisał na blogu przy okazji recenzji książki Zięby.\
„W swojej książce Jerzy Zięba bezbłędnie zdiagnozował największą bolączkę polskiego pacjenta. Nie jest nią niedobór witaminy C, lecz brak poczucia sensu. Zaplątani w gąszcz niezrozumiałych procedur i bezdusznych instytucji nie rozumiemy tego, co się z nami dzieje. A bez poczucia zrozumienia – jak w pełni słusznie zauważa Zięba – nie ma prawdziwego leczenia pacjenta. Jest tylko leczenie objawów” – stwierdza dalej Napiórkowski.

https://www.money.pl/archiwum/wiadomosci...12318.html
Odpowiedz
#38
Pamiętam, że ludzie sie rzucili kupować jego kiążki zaraz po premierze, jak robiłem w empiku, a jedna kosztowała 90 zł Duży uśmiech
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#39
edistor napisał(a): I pytanie - gdzie tu jest właściwie sens?
Na koncie bankowym rzecz jasna.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#40
Zięba będzie dopóty popularny, dopóki nie zaczną masowo umierać ludzie, którzy słuchają jego rad. Ludzie mają prawo wybrać u kogo chcą się leczyć - czy zaufać medycynie konwencjonalnej, czy iść do znachora. Niemniej jak spojrzymy na skuteczność jednych i drugich, to chyba jednak medycyna konwencjonalna wypada lepiej Uśmiech

I mówię to jako lekarz btw Uśmiech

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości