Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wiedźmin Bagińskiego
kmat napisał(a):Cholera, odświeżam sobie serial, którego nie było. Noż kuźwa, jednak lepsze.

Szok i niedowierzanie Uśmiech Lepsze.
I to pomimo tych żenujących efektów specjalnych, których lepiej, żeby nie było. Myślę, że wrócę do starego serialu i spróbuję ocenić, co sprawiło, że klimat, pomimo ubóstwa środków, zdecydowanie bardziej mi odpowiadał. W czym rzecz? Zadziałała moc niedopowiedzenia, czy jeszcze coś innego?
A propos wielkiej ilości cycków i krwi, które miały wypełnić pustkę po Grze o tron... No są te cycki i ta krew, na granicy dobrego smaku w zasadzie, ale przecież tak właśnie jest u Sapkowskiego. Są "fragmenty" nie dla dzieci i serial Netflixa ich nie pomija, więc ciężko go za to ganić. Jest nawet dodatkowy "smaczek" w postaci dupy Geralta, wyjątkowo często eksponowanej w przyciasnych skórzanych gatkach. Bonus dla żeńskiej części publiczności? Nie wiem, ale zauważyłyśmy go (oglądał akurat sam babiniec) z pewną dozą złośliwej satysfakcji.
Heh, no jeszcze z takich typowo damskich spostrzeżeń, kreacje Yennefer godne Dody Rabczewskiej.
Odpowiedz
białogłowa napisał(a): Myślę, że wrócę do starego serialu i spróbuję ocenić, co sprawiło, że klimat, pomimo ubóstwa środków, zdecydowanie bardziej mi odpowiadał. W czym rzecz? Zadziałała moc niedopowiedzenia, czy jeszcze coś innego?
Znacznie mniejsza ingerencja w materiał źródłowy. Witcher to właściwie serial na motywach sagi. W takie rzeczy można się bawić tylko wtedy, gdy scenarzysta prezentuje podobny talent co autor. A że nie prezentował..
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
białogłowa napisał(a): Heh, no jeszcze z takich typowo damskich spostrzeżeń, kreacje Yennefer godne Dody Rabczewskiej.
Wielokrotnie czytałem podobne narzekanie, tylko jeszcze ani jednego argumentu za tym, dlaczego Yennefer ma tak nie wyglądać. To nie jest szlachetna dama, nie ma w niej nic z damstwa. Jej znajomość z Geraltem zaczyna się od tego, że go więzi, wykorzystuje do działań przestępczych i próbuje obrabować. I w jakiś sposób to właśnie go podnieca. To jest taka amerykańska self-made woman z dodatkową porcją wredoty. Sienkiewicz tak pisał o amerykańskich niewiastach:
Zresztą kobiety amerykańskie nie są piękne. Brak w ich rysach rassy i dystynkcyi, ale to tém nieznośniejszym czyni ich despotyzm. Despotyzm ten daje się czuć wszędzie: w domach, na kolejach, w wagonach a nawet na ulicach, gdzie powożące się lady, jeżdżą jak szalone, nie dbając że kogoś mogą rozjechać. Prawo nietylko nie kładzie despotyzmowi pewnéj miary, ale bierze go nawet w opiekę. W Kalifornii zapadło niedawno postanowienie, że mąż, któryby bił swą żonę, otrzyma dwadzieścia jeden bizunów ze skóry bawoléj
No więc Yennefer to jest postać anty-Sienkiewiczowska. W jej rysach i spojrzeniu nie ma być rassy i dystynkcyi, tylko groźba dwudziestu jeden bizunów ze skóry bawoléj dla każdego, kto źle by ją potraktował, a na wszelki wypadek każdego podejrzewa o taką chęć.
Odpowiedz
Ktoś wytłumaczy, co jest nie tak z Yennefer? Mnie się podobało. Bardzo dobrze ucharakteryzowali tę aktorkę, która w cywilu wygląda za mało suczo na Yennefer. Jej gra też była miłym zaskoczeniem. Za to pozostałe czarodziejki jakoś nie zachwycają. W książkach było podkreślone, że miały nieprzeciętną urodę i młodość, a tutaj Triss wygląda jak pani w średnim wieku, Koral jak guwernantka w średnim wieku, Sabrina też nie powala ponadprzeciętną urodą. Tissaia pasuje.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a):W jej rysach i spojrzeniu nie ma być rassy i dystynkcyi, tylko groźba dwudziestu jeden bizunów ze skóry bawoléj dla każdego, kto źle by ją potraktował, a na wszelki wypadek każdego podejrzewa o taką chęć.
Zamiast groźby bizunów ze skóry bawolej wyszło im niestety nęcenie tanim pejczykiem ze skaju, zakupionym w sexshopie za rogiem. Netflixowa Yennefer nie jest w żaden sposób groźna, tylko... tania i to taniość tego wizerunku mi przeszkadza. Ja rozumiem, że ona ma się zachowywać jak samica w rui, ale czy mogłoby być w tym trochę więcej stylu niż w bodystocking za 50 zeta?
No dobra, jest jedna scena w której można poczuć do niej respekt. Mam na myśli tę z Dżinem, kiedy krew zalewa Yennefer oczy, ale zauważcie, że autorzy musieli się odwołać do konwencji horroru, by widz mógł poczuć ciarki na plecach (zamiast sztywnienia przyrodzenia).
Ja rozumiem, że kogoś taka Yen przekonuje. Mnie nie.
Odpowiedz
białogłowa napisał(a): Zamiast groźby bizunów ze skóry bawolej wyszło im niestety nęcenie tanim pejczykiem ze skaju, zakupionym w sexshopie za rogiem. Netflixowa Yennefer nie jest w żaden sposób groźna, tylko... tania i to taniość tego wizerunku mi przeszkadza. Ja rozumiem, że ona ma się zachowywać jak samica w rui, ale czy mogłoby być w tym trochę więcej stylu niż w bodystocking za 50 zeta?
No dobra, jest jedna scena w której można poczuć do niej respekt. Mam na myśli tę z Dżinem, kiedy krew zalewa Yennefer oczy, ale zauważcie, że autorzy musieli się odwołać do konwencji horroru, by widz mógł poczuć ciarki na plecach (zamiast sztywnienia przyrodzenia).
Ja rozumiem, że kogoś taka Yen przekonuje. Mnie nie.
To jest ogólny problem z serialem. Szczucie cycem przekraczające granice żenady. To jest praktycznie soft porno w stylu Spartacusa. Zresztą chyba nie najlepiej wróży to dalszej karierze aktorek.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Nic dodać.
Być może wyważam otwarte drzwi, ale czy muzyka z ósmego odcinka Witchera nie nawiązuje przypadkiem do naszego "I stało się co miało się stać" w wykonaniu Zbigniewa Zamachowskiego?
https://www.youtube.com/watch?v=KyPDOTuIk40 "I stało się co miało się stać"
https://www.youtube.com/watch?v=E2bNdbAcQSI "The Song Of The White Wolf"
Odpowiedz
@kmat + białogłowa.

Jak mawiał x. Tischner, są trzy rodzaje prawdy. W tym przypadku jest to gówno prawda, gówno prawda oraz gówno prawda. Wasze zachwyty nad serialem którego nie było i marudzenie nad Witcherem, przy wszystkich jego wadach, jest porównywalne z zachwytami nad epoką Gierka. Polskie to dobre, polski cyc jest lepszy od zgniło-zachodniego porno, a o złym się zapomina, co nie?

I chociaż swego czasu broniłem serialu którego nie było, a który jest lepszy od filmu, którego nie było, to pozwolę sobie przypomnieć jego cechy:

1) Aktorzy do wyrzygania obsadzeni szufladowo. Sexy wiedźma? Wolszczak. Szlachetny bohater? Zebrowski. Błazn? Zamachowski. Zły charakter? Kozłowski. Matrona? Dymna. Widzisz i już wiesz, co będzie. I to tylko lepsi z obsady.

2) Bo byli też gorsi i jeszcze gorsi. Buzkówa jako Pavetta, Olbrychski, brr... Król Olch chyba, bo nie elfów. No i Ciri. Badziewiasta gra dzieci, jak zwykle w polskich produkcjach.

3) Straszenie cycem? Było, choć skromniej, ale zawsze. Jak to w PRL-u, nieważne o czym było, ale cycki być musiały. O ile pamiętam, Iola musiała ogrzewać swoimi gorącymi piersiami Geralta, coby wyzdrowiał. A Wolszczak też się chwaliła, choć i tak widzowie bardziej zwracali uwagę na jej - rzekomo - nieogolony meszek na ustach.

4) Ktoś wspominał o "zgodności z Sapkowskim"? O niewymyślaniu? No to przypomnę:
- Geralt nie był dzieckiem niespodzianką, ale podrzutkiem. Jego matką była Visenna. Cały odcinek pierwszy to zmysł.
- Falvick? Zrobili z niego Gwidona (?!), byłego wiedźmina renegata, który będzie się przewijał przez serial jako obowiązkowy szwarccharakter. Cały odcinek drugi i spore części kolejnych to też zmysły, niezbyt kompatybilne z sagą. I to nie będzie jedyny wiedźmin renegat, niestety.
- Smok? Tu nie chodzi o to, że złe CGI, że język przez zęby, że nikt nie rozumie, co ten smok gada (przewijałem kasetę z 7 razy). Tu chodzi o to, że ten smok zmienia się... w Borcha i jego dwie pomocnice. Prowadziło to swego czasu do dzikich spekulacji, czy Zerrikanki w serialu były bytami osobnymi, czy częścią Borcha / Smoka, i jak wobec tego interpretować sceny seksu w balii, gdzie Geralt, ten, teges.
- Calanthe? Owszem, ten epizod jest zasadniczo zgodny z sagą (a zmiany w netfliksowej wersji mało przypadły mi do gustu). Jednak staje się przez to nad wyraz statyczny i teatralny. Być może kwestia gry aktorskiej, nie wiem. Nie mogę się zdecydować, która z wersji jest gorsza, żadna mi się nie podobała.

To tak na szybkiego, na ile udało mi się odświeżyć pamięć o serialu którego nie było z internetowych źródeł. Nie powiem, miał on swoje mocne strony, miał też fajne momenty. A to nowe dzieło netflixa ma mniejsze i większe wady. Ale nadal to jest porównywanie, powiedzmy, nowego citroena c3 z maluchem 126p.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a): 1) Aktorzy do wyrzygania obsadzeni szufladowo. Sexy wiedźma? Wolszczak. Szlachetny bohater? Zebrowski. Błazn? Zamachowski. Zły charakter? Kozłowski. Matrona? Dymna. Widzisz i już wiesz, co będzie. I to tylko lepsi z obsady.
Ależ racja. Ale przynajmniej to gwarancja, że znali się na swojej robocie Duży uśmiech
bert04 napisał(a): 2) Bo byli też gorsi i jeszcze gorsi. Buzkówa jako Pavetta, Olbrychski, brr... Król Olch chyba, bo nie elfów. No i Ciri. Badziewiasta gra dzieci, jak zwykle w polskich produkcjach.
Ależ oczywiście, że tak!
bert04 napisał(a): 3) Straszenie cycem? Było, choć skromniej, ale zawsze. Jak to w PRL-u, nieważne o czym było, ale cycki być musiały. O ile pamiętam, Iola musiała ogrzewać swoimi gorącymi piersiami Geralta, coby wyzdrowiał. A Wolszczak też się chwaliła, choć i tak widzowie bardziej zwracali uwagę na jej - rzekomo - nieogolony meszek na ustach.
Prawda. Ale jednak mniej nachalne to było. I nikt gołej Wolszczak nie wyrywał jajników przez nieogolony meszek na ustach.
bert04 napisał(a): - Geralt nie był dzieckiem niespodzianką, ale podrzutkiem. Jego matką była Visenna. Cały odcinek pierwszy to zmysł.
- Falvick? Zrobili z niego Gwidona (?!), byłego wiedźmina renegata, który będzie się przewijał przez serial jako obowiązkowy szwarccharakter. Cały odcinek drugi i spore części kolejnych to też zmysły, niezbyt kompatybilne z sagą. I to nie będzie jedyny wiedźmin renegat, niestety.
Owszem. To jest najsłabszy moment fabuły. Tylko jaki procent w obu serialach stanowi twórczość własna scenarzystów?
bert04 napisał(a): - Smok? Tu nie chodzi o to, że złe CGI, że język przez zęby, że nikt nie rozumie, co ten smok gada (przewijałem kasetę z 7 razy). Tu chodzi o to, że ten smok zmienia się... w Borcha i jego dwie pomocnice. Prowadziło to swego czasu do dzikich spekulacji, czy Zerrikanki w serialu były bytami osobnymi, czy częścią Borcha / Smoka, i jak wobec tego interpretować sceny seksu w balii, gdzie Geralt, ten, teges.
Duży uśmiech
bert04 napisał(a): - Calanthe? Owszem, ten epizod jest zasadniczo zgodny z sagą (a zmiany w netfliksowej wersji mało przypadły mi do gustu). Jednak staje się przez to nad wyraz statyczny i teatralny. Być może kwestia gry aktorskiej, nie wiem. Nie mogę się zdecydować, która z wersji jest gorsza, żadna mi się nie podobała.
Można się zgodzić.
bert04 napisał(a): Ale nadal to jest porównywanie, powiedzmy, nowego citroena c3 z maluchem 126p.
Porównanie Hexera do malucha jest dość trafne. Ale Witcher to niestety nie citroen, tylko bity golf przerobiony na dresowóz. To jest zresztą sedno problemu: Hexer przy całym dziadostwie budził jakieś emocje, a Witcher nie. Pomijając może zażenowanie podczas wyrywania jajników.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a): Ależ racja. Ale przynajmniej to gwarancja, że znali się na swojej robocie Duży uśmiech

Częściowo, bo wymieniłem tych lepszych. A mimo to Zebrowski grał osiwiałego Skrzetuskiego po treningu aikido i kupieniu katany na bazarze. Zamachowski grał Zamachowskiego a nie Jaskra (sorry, ale nie ten rocznik na wiecznego studenciaka, jakim był mistrz lutni), Kozłowski był jak zwykle bandziorem, który jedynie pistolet zamienił na miecz.

Cytat:Prawda. Ale jednak mniej nachalne to było.

Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie to była estetyka rodem z Seksmisji. W latach 80-tych może i fajna, ale na przełomie tysiącleci oczekiwałbym jednak nieco innego poziomu ukazania nagości. Może z dzisiejszej perspektywy to wygląda lepiej, niż ta semi-pornografia w aktualnych produkcjach, ale w tamtych latach trąciło... meszkiem.

Cytat:I nikt gołej Wolszczak nie wyrywał jajników przez nieogolony meszek na ustach.

Coś ty się tych jajników uczepił, jak student medycyny, który oczekuje klinicznej histerektomii w serialu? Cały odcinek trzeci to jak na razie najlepszy z tego, co oglądałem, a nagość i krew w tej scenie akurat były uzasadnione. Dla odmiany, bo Witcher ma sporo nieuzasadnionej nagości i bezsensownej krwi.

Cytat:Owszem. To jest najsłabszy moment fabuły. Tylko jaki procent w obu serialach stanowi twórczość własna scenarzystów?

Powiem Ci po ostatnim odcinku Witchera. A co do serialu, którego nie było:

Odcinki 1-3 kompletnie zmyślone
Odcinki 4-7 zasadniczo książkowe.
8 - 10, jakieś w porywach 50% z książek
11-12 - zmyślone
13 - powiedzmy, że 20-30%

<1>

Wychodzi mi że zwolennik dosłownego przekładania książek na seriale może oglądać tylko cztery odcinki, a jak podliczyć wszystko to i tak większość zmyślona pozostanie. Dodam na marginesie, że Szczerbic odcinał się od filmu, którego nie było, ale do serialu - chyba - się przyznaje.

Cytat:Porównanie Hexera do malucha jest dość trafne. Ale Witcher to niestety nie citroen, tylko bity golf przerobiony na dresowóz.

Być może, nie będę się upierał przy marce. Może niech będzie taki SUV, który parę lat temu był modny ale dziś tylko budzi lekkie zażenowanie?

Cytat:To jest zresztą sedno problemu: Hexer przy całym dziadostwie budził jakieś emocje, a Witcher nie. Pomijając może zażenowanie podczas wyrywania jajników.

Ty znowu z tymi jajnikami, ginekolog praktykujący się znalazł. Mi tam przechodziły ciary, jak adeptki czarów zostały zmienione w  (tu byłby mały spoiler). Przemowa króla elfów o urzyźnianiu pól trupami dzieci trafiła do mnie lepiej, niż drętwy monolog Króla Olch. I nawet w dotychczas najgorszej adaptacji (IMHO) sceny u Calanthe moment, w którym Pavetta wymiotuje na posadzkę był... bezcenny. W porównaniu do tego Buzkówna... brr.

(Co mi przypomina, że w Witcherze, jak już nie ma cyca czy krwi, to przynajmniej ktoś musi wymiotować. Choć to w sadze chyba też było).

<1> http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=1211457
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
kmat napisał(a): To jest ogólny problem z serialem. Szczucie cycem przekraczające granice żenady.

Jeżu, dwa razy było widać piersi (z czego w jednym przypadku dało się to uzasadnić) i już szczucie cycem. Chyba przeginacie...
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
No właśnie. Garb też było widać, a nikt nie pisze, że szczucie garbem.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): No właśnie. Garb też było widać, a nikt nie pisze, że szczucie garbem.

Garb był w książce, więc wara od garba!

Natomiast krzywa gęba to już wymysł autorski, więc niech będzie "szczucie szczęką"!

PS:

kmat napisał(a): To jest ogólny problem z serialem. Szczucie cycem przekraczające granice żenady. To jest praktycznie soft porno w stylu Spartacusa. Zresztą chyba nie najlepiej wróży to dalszej karierze aktorek.

Może nie każda z nich będzie przyszłą Emilią Clarke. Jednakże taka Sophie Turner "wdzięków" skąpiła, a jej karierze to nie pomogło.

PPS: Chyba po GoT eksploatacja semi-pornografii się przejadła. Stąd być może przewrażliwienie co niektórych widzów i tęsknota za bardziej "disneyowską" estetyką?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
kmat napisał(a):Porównanie Hexera do malucha jest dość trafne. Ale Witcher to niestety nie citroen, tylko bity golf przerobiony na dresowóz.
Zgadza się, chociaż z porównaniem do tego francuskiego dziadostwa też wyszło dość zabawnie, biorąc pod uwagę wysoką awaryjność tego auta i jego problemy z elektroniką. Po produkcji Netflixa też by się można było spodziewać czegoś więcej, niż po rodzimych bidokach, których papierowy smok wzbudził wielką wesołość nawet u moich dzieciaków.
Interesujące, że te dość udane zagramaniczne scenerie, które naprawdę przyjemnie, zwłaszcza za pierwszym razem, się ogląda, w zestawieniu z naszymi nieprzerobionymi komputerowo krajobrazami wypadają zdecydowanie mniej autentycznie. Nie pamiętam gdzie nasi kręcili swoje sceny, ale krajobrazy są wielkim plusem polskiej produkcji. Cóż, prostota jeszcze raz nad przekombinowaniem.

ZaKotem napisał(a): No właśnie. Garb też było widać, a nikt nie pisze, że szczucie garbem.
Jeden jedyny garb naprzeciw kopy cyców, mały wybryk bez znaczenia.
Odpowiedz
białogłowa napisał(a): Zgadza się, chociaż z porównaniem do tego francuskiego dziadostwa też wyszło dość zabawnie

Porównanie francuskiego dziadostwa do serialu? Czy do cudu polskiej automobilności i symbolu epoki Gierka?

Cytat:Interesujące, że te dość udane zagramaniczne scenerie, które naprawdę przyjemnie, zwłaszcza za pierwszym razem, się ogląda, w zestawieniu z naszymi nieprzerobionymi komputerowo krajobrazami wypadają zdecydowanie mniej autentycznie.

Interesujące jest, że krajobrazy w pierwszym sezonie GoT są skromne. A scen batalistycznych jakby wcale nie było. A więc...

Cytat:Nie pamiętam gdzie nasi kręcili swoje sceny, ale krajobrazy są wielkim plusem polskiej produkcji.

Pod warunkiem, że nie są to wyeksploatowane do bólu krajobrazy rodem z Przyłbic i Kapturów... poczekaj, to były wyeksploatowane do bólu krajobrazy z Przyłbic i Kapturów! Od Malborków po Stołowe Góry, od Gniewa do Grodźca. W każdej chwili oczekujesz, że Falvick ujawni w końcu swój krzyżacki płaszcz a Olbrychski będzie miał herb z Pogonią...
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
To już jest prawdziwe marudzenie. Cycowania było średnio jak na podobne, nawet historyczne produkcje. Nasze krajobrazy zaś były sprawdzone, co wcale nie znaczy, że się przejadły. Przyłbic i kapturów chyba nikt normalny nie oglądał non stop, a do lat 2000 to większość produkcji nawet tam nie zaglądała. Archetypicznie dobrano aktorzy, (poza Zamachowskim, który ani wesołkiem Głupcem nie był, ani Stańczykiem andrzejowym) to chyba jednak zaleta. Ja nie oczekiwałem przeniesienia rzeczywistych zależności psychologicznych do świata fantasy tylko przyzwoitej spójności. I pod tym względem Netflix jednak wygrywa, chociaż irytuje.
Sebastian Flak
Odpowiedz
bert04 napisał(a):4) Ktoś wspominał o "zgodności z Sapkowskim"? O niewymyślaniu? No to przypomnę:
- Geralt nie był dzieckiem niespodzianką, ale podrzutkiem. Jego matką była Visenna. Cały odcinek pierwszy to zmysł.

Nieprawda. Tzn na dwoje baba wróżyła - pierwotnie Visenna miała się w ogóle nie pojawić w sadze (o ile pamiętam jest postacią z opowiadania mającego miejsce w innym świecie fantasy, którego realia zostały do wiedźmińskiego doklejone trochę na siłę wraz z Visenną) a Geralt w "Kwestii ceny" twierdzi, że źródłem nowych wiedźminów jest właśnie prawo niespodzianki. Saga ma w końcu takie niespójności. Także nie jest to wcale zupełny wymysł.
Odpowiedz
W Kwestii Ceny owszem, twierdzi, ale w Coś Więcej przyznaje się Calanthe, że on sam był podrzutkiem, jak wielu innych adeptów oddawanych do Kaer Mohern niczym do Czarnej Straży. A potem spotyka matkę, która go ratuje.

EDIT:
  • Dodajmy do tego, że wyżej wymieniona scena u Calanthe została przejęta do "serialu, którego nie było". W okrojonej formie, bez dzieci bawiących się, z których wiedźmin ma wybierać, bez pleneru, no i bez wspomnianego tekstu o byciu podrzutkiem. Więc scenarzysta czytał ten fragment i pominął celowo tę kwestię.


I owszem, saga ma wiele niespójności. Może wspominałem, jak byłem świadkiem (nie uczestnikiem) tworzenia i poprawiania map na potrzeby gier RPG PnP, a nawet pierwszych kroczków CD Project. Ech, gdyby człowiek wiedział, że widzi narodziny potęgi... Ale znowu odbiegam w dygresje. Saga jest niespójna, ale pewne rzeczy są już ustalone na poziomie opowiadań. To dwie książeczki lekkiej w czytaniu lektury. Wydawałoby się, że trudno spaprać i napisać coś niezgodnego. A jednak, dało się.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Na razie obejrzane 6 odcinków z 8.

Większość zarzutów stawianych wyżej jest słuszna. Zbytnia teatralność i obcinanie oryginalnych wątków (zwłaszcza jezeli chodzi o Renfri i diaboła, potem jest nieco lepiej) - znów to samo co w serialu którego nie było. Scenarzyści czuli się w obowiązku "poprawiać" Mistrza, z tym że obecnie są to dużo lepsi scenarzyści niż w serialu którego nie było, zatem i efekt jest jednak znośny, chociaż lepiej byłoby zostawić scenariusz oryginalny. Wyparował prawie cały oryginalny humor - jedynie Jaskier stara się jak może. Widać niestety skąpstwo realizacyjne - brak scen zbiorowych, statystów, etc. Bitwa w dolinie Marnadalu to by wyglądała dobrze jakieś 20 lat temu. Dzisiaj to żenada.

Murzyni nie przeszkadzają wśród ludzi, i driad, ale Murzyni wśród elfów to już za dużo i bez sensu. Lepiej już by było zrobić wszystkich elfów Murzynami, a usunąć ich z populacji ludzkiej - miałoby to sens i logikę.

Dobór aktorów na ogół dobry. Wyjątki to Borch Trzy Kawki i Foltest, z których zrobili jakichś staruchów - w opowiadaniu wyraźnie jest zaznaczone, że Foltest był szczupły i przed czterdziestką.  Nieśmiały Przyczepić się jeszcze można do Triss, ale bez przesady - ujdzie.

Pomysł z równoległymi liniami czasowymi i pokazywaniem akcji w retrospekcjach jest akurat bardzo dobry. Tylko za bardzo po łepkach popędzili. Jakby zamiast 8 odcinków ten sam materiał przedstawili w 10-12 serial dużo by na tym zyskał.

Jako samodzielny serial fantasy Wiedźmin sie jakoś broni, choć oczywiście dupy nie urywa - do poziomu GOT mu jednak daleko.

Jako ekranizacja literatury zbyt daleko odbiega od oryginału jak na gust pilastra.

No i litości kmat:


Cytat:odświeżam sobie serial, którego nie było. Noż kuźwa, jednak lepsze.


Litości... Smutny 

Mimo wszystkich swoich wad obecny Wiedźmin nie tylko na głowę bije serial którego nie było, ale i jest znacznie lepszy od wszystkiego co mogłoby byc w Polsce nakręcone, nawet gdyby teoretycznie polscy filmowcy naprawdę się postarali - i tak kompletnie brak im profesjonalnych umiejętności, choćby w rezyserii dźwięku, czy w aktorstwie dzieciecym, o czym już wyżej przedpiścy pisali.

Z czasów kiedy powstawał serial, którego nie było, to pilaster doskonale pamięta jak jego tfu!rcy scenrzyści i aktorzy w wywiadach prześcigali się w zapewnieniach jak bardzo gardzą literaturą którą filmują, jak bardzo się swoja pracą brzydzą i jak są szczęśliwi, że oryginalnych książek Sapkowskiego nigdy nie czytali Smutny
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
W nowym serialu pomysły scenarzystów są jednak jakoś uzasadnione. Cała przeszłość Yennefer to właściwie rozwinięcie kilku zdań, które pojawiają się w różnych miejscach w książkach. To wszystko dobrze pokazuje dlaczego Yen jest taka, jaka jest, kiedy ją poznajemy. To miotanie się po świecie z niesympatyczną królową też ma jakiś cel, ma zademonstrować podejście do kobiet w tej rzeczywistości, znużenie Yennefer polityką i jej żal z powodu braku dziecka. Tyle że bez tych fragmentów widz też by to wszystko zauważył i szkoda, że pojawiły się kosztem fajnych motywów z książek.
Za to w serialu, którego nie było, własne pomysły scenarzystów są z doopy, na przykład pozabijanie Nenneke i innych kapłanek.
W serialu Netflixs widać, że nawet te mniej trafione pomysły są elementem jakiejś koncepcji. Szkoda, że serial zaczyna od początku w wysokiego C i dramatyzmu połączonego ze wniosłością, a odbywa się to kosztem książkowego humoru. Bez sensu była na przykład ta powydziwiana orgia w domu burmistrza przy wycięciu odcinek później motywu z balią.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości