Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Starotestamentowy Jahwe
ZaKotem napisał(a): Oczywiście, że czułbym, jak każdy człowiek w sytuacji katastrofy. Natomiast należy zapytać "czy czułbym się lepiej, gdyby potopu nie było?". Np. gdyby moja rodzina została napadnięta przez wrogi klan, który przed zabiciem nas  i spaleniem chat zafundowałby jeszcze jakieś kreatywne tortury? (...) Jeśli nawet według takich standardów przedpotopowcy wychodzili na niegodziwych, to przecież śmierć w powodzi była jednym z milszych końców, jakie mogły człowieka spotkać w takim świecie.

Czyli w warunkach cywilizacyjnych starożytnych Izraelitów wolałbyś raczej pożegnać się z życiem w dowolnym momencie w takiej quasi-naturalnej katastrofie niż zdać się na los i umrzeć w jakikolwiek inny sposób. No okej, już nie będę wnikał czy rozciągasz to również na czasy współczesne i obecne warunki cywilizacyjne. Akceptuję Twoją preferencję, ale w żadnym razie jej nie podzielam. Wypadałoby spytać samych zainteresowanych, ale w końcu potop przedstawiony w Biblii w świecie rzeczywistym nawet nie miał miejsca. Żeby jednak lepiej ocenić, na ile wywołanie takiego kataklizmu byłoby czynem okrutnym/niemoralnym to warto byłoby znać odsetek zamordowanych ze szczególnym okrucieństwem w tamtych czasach. Ja chyba jednak wolałbym zdać się na los, bo wydaje mi się, że śmierć z przyczyn naturalnych lub w zwykłej bitwie była wtedy powszechniejsza niż to co opisałeś, a nawet dekapitacja albo śmierć z powodu wykrwawienia wydaje mi się znacznie atrakcyjniejsza niż wielogodzinny surwiwal zakończony walką o oddech i zatonięciem.

Cytat:Przecież jeśli bierzemy się do oceny moralnej mitu, to musimy wziąć pod uwagę cały świat przedstawiony, a nie tylko fragment. A przecież przed Potopem "wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe". I wyobraźmy sobie co za wielką niegodziwość i złe usposobienie uznawali barbarzyńcy, którzy zwyczajne ludobójstwo na wojnie uważali za w zasadzie godziwe, a faceta dającego swoją żonę do gwałcenia zbójom za dobrze usposobionego.

No to weźmy pod uwagę cały świat przedstawiony. Co właściwie starotestamentowy Bóg może mieć na myśli mówiąc, że "wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe"? Czy na pewno chodzi mu głównie o mordowanie ze szczególnym okrucieństwem? Zobaczmy może raczej co można przeczytać w jego natchnionej księdze, zamiast oddawać się autorskim bajaniom.
Spoiler!

To tylko bardzo nieliczne fragmenty, naprawdę nietrudno podobne w Starym Testamencie znaleźć. Jak się w tę lekturę wgłębić, to coraz lepiej widać co dla starotestamentowego Boga stanowi największą niegodziwość i obrzydliwość - nie żadne gwałty czy tortury tylko nieposłuszeństwo i wyznawanie innych bóstw, no ewentualnie poddawanie się niezależnym od nas żądzom seksualnym. Dodajmy przy okazji, że opisany w pięcioksięgu Bóg nie ma żadnego problemu z sankcjonowaniem niewolnictwa, mordowaniem wrogów swojego narodu wybranego, zabijaniem niewinnych dzieci, odpowiedzialnością zbiorową, kamienowaniem i paleniem na stosach w ramach kary albo zabijaniem zwierząt w ramach ofiary. W sumie jak już tak sobie rozmawiamy o preferencjach to chyba wolałbym paść ofiarą jakiejś wyjątkowo zwyrodniałej barbarzyńskiej hordy niż być poddany tym wszystkim sprawiedliwym karom zapowiedzianym przez JHWH w Pwt 28. 

Cytat:Natomiast ewolucja kulturowa przedstawiona w Biblii ukazuje prawidłowość zmniejszania się agresji międzyludzkiej z biegiem czasu. W pierwszym przedstawionym konflikcie, kiedy Kain zabił Abla, w wojnie między ludźmi zginęła 1/4 ludzkości. Potem już coraz mniej. Według Biblii oczywiście to Bóg kieruje historią, wychodzi więc na to, że "uniwersalna moralność", którą Bóg tworzy, to po prostu ciągłe dążenie do zmniejszenia agresji międzyludzkiej w stosunku do stanu zastanego. Każdy przedstawiony w Biblii konflikt "prawych" z "nieprawymi" przedstawia "prawych" jako mniej agresywnych niż "nieprawi", nawet jeśli z naszego, XXI-wiecznego punktu widzenia jedni i drudzy to wciąż dzicy. Bóg jednak nie jest kreacjonistą, tylko hodowcą ludzi (pasterzem) który za pomocą doboru hodowlanego przeznacza do dalszego rozrodu jednostki bardziej cywilizowane od swych pobratymców.

Gdybyś był wierzący to mógłbyś być całkiem niezłym apologetą, bo to jedno ze spójniejszych ujęć chrześcijańskiego Boga z jakim się spotkałem. Pytanie tylko czy ludzie rzeczywiście wierzący, księża albo teologowie są w stanie przyznać, że Bóg kiedykolwiek zachowuje się jak przystało na Wielkiego Najpotężniejszego Dzikusa. A jeśli tak i skoro dostosowuje on swoje przykazania do poziomu swoich wyznawców tak bardzo, że dzisiaj sam papież tę hierarchię grzechów przedstawioną w ST w zasadzie odwraca spotykając się z innowiercami, niewierzącymi albo homoseksualistami jednocześnie potępiając działania wojenne, to czy w ogóle można mówić o jakiejś absolutnej moralności, bo ja nie umiałbym podać nawet konkretnego stałego trendu, który Kościołowi, nawet licząc od czasów Mojżesza, towarzyszył. Rozumiem, że dla Ciebie polega on na ciągłym zmniejszaniu agresji, pytanie tylko czy nie jest to twierdzenie na wyrost i ma poparcie w faktografii, czyli czy wiodące myśli teologów Kościoła rzeczywiście stale tym trendem podążały. Powstaje również pytanie czy podobne myślenie nie byłoby także sprzeczne z innymi dogmatami uznanymi przez Kościół. Jednak ja ciągle miałbym problem z przyjęciem takiej wizji Boga, bo i uważam że Najmędrszy z Filozofów nigdy nie powinien zachowywać się jak Dzikus, nawet w stosunku do maluczkich dzikusów.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości