Problemy nie mogą być zlikwidowane przez feministki, gdyż jest ich po pierwsze za mało, po drugie nie mają takich kompetencji. Nie są władzą, nawet nie są we władzach. Problemy, o których mówią czy jak wolisz krzyczą feministki, mogą być zlikwidowane przez sejm, organy władzy wykonawczej, władze samorządowe. Feministkom zaś, prócz próbowania dostania się do tej władzy, pozostaje krzyczenie.
(Nawiasem mówiąc, oprócz krzyczenia działają też w organizacjach pozarządowych.)
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Nie są we władzach, bo ludzie jakoś nie chcieli na nie głosować.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 13:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 13:48 przez Iselin.)
(19.12.2017, 13:21)znaLezczyni napisał(a): Oczywiście. I dlatego, że nie są partią polityczną. I nie mają wystarczających środków. I siły przebicia.
I last but not least, są kobietami.
Nie sądzę. Było już coś takiego jak Partia Kobiet, ale mało kogo interesowały ich postulaty, a zaangażowana w nią pani Gretkowska znana jest głównie z produkowania potwornego bełkotu. W Nowoczesnej, PO i PiS jest trochę kobiet, które mją silny elektorat. Mnie zwisa, jaką polityk ma płeć, ale z pewnością nie zagłosuję na nikogo, kto płeć podaje jako swój główny atut.
A jeśli chodzi o opozycję, to PO po prostu przerżnęła wybory, bo była zbyt pewna siebie, a poza tym postawila na złego konia. Skoncentrowali się na ludziach lepiej sytuowanych, ogólnie zadowolonych z życia i okazało się, że takich wyborców jest za mało. A reszta ludzi usłyszała, że ma jeść szczaw i mirabelki, zmienić pracę i wziąć kredyt, a poza tym jest głupia i ma głupie dzieci, które idą do szkoly w wieku siedmiu lat, a poza tym jest ciemnym ludem, który nigdzie nie jeździ, nie bywa i robi nam obciach w Europie. No i są skutki. A oni nadal nie wyciągają wniosków.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
No ale feminizm to też nie jest jakaś jednolita struktura, jak partia polityczna, organizacja religijna, czy nie wiem, masoni, wybierzcie co chcecie. To tylko jedna z x filozofii, element światpoglądu, feministki są rozproszone jak ateiści na przykład. Czy polscy katolicy, którzy obstawiają wszystkie wrogie sobie obozy polityczne. (zanim ktoś napisze, że z PiSów sa katolicy jak z koziej - tak wiem, ale nie można wykluczyć, że sami przed sobą także mają się za katolików)
I hear the roar of big machine Two worlds and in between Hot metal and methedrine I hear empire down
19.12.2017, 13:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 13:53 przez Iselin.)
(19.12.2017, 13:45)Dragula napisał(a): No ale feminizm to też nie jest jakaś jednolita struktura, jak partia polityczna, organizacja religijna, czy nie wiem, masoni, wybierzcie co chcecie. To tylko jedna z x filozofii, element światpoglądu, feministki są rozproszone jak ateiści na przykład. Czy polscy katolicy, którzy obstawiają wszystkie wrogie sobie obozy polityczne. (zanim ktoś napisze, że z PiSów sa katolicy jak z koziej - tak wiem, ale nie można wykluczyć, że sami przed sobą także mają się za katolików)
Tak, ale jeśli chodzi o współczesną działalność polityczną i społeczną, to te na topie są mało zróżnicowane. Z Wysokich Obcasów wywalili już na przykład podobno publicystki, które nie są za liberalizacją ustawy antyaborcyjnej. I w ogóle jeśli nie jest się za "moją macicą", parytetami i zniesieniem domniemania niewinności w sprawach o molestowanie, to raczej nie ma się czego szukać w tych środowiskach. I w ogóle jeśli nie podziela się jedynej słusznej narracji. Nawet nasza Rojza czasami uchodzi w dyskusjach na zaangażowanych profilach za niewolnicę patriarchatu
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 14:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 14:15 przez znaLezczyni.)
Cytat:Tak, ale jeśli chodzi o współczesną działalność polityczną i społeczną, to te na topie są mało zróżnicowane.
Na topie czego?
Cytat: Wysokich Obcasów wywalili już na przykład podobno publicystki
Wywalili czy podobno wywalili?
Z resztą podpisuję się pod postem Draguli - plus za rozsądek.
I tak na marginesie tego marginesowego offtopowania, zawsze trudno mi było zrozumieć anty- czy afeministyczne kobiety. Kto by nie chciał mieć równych praw, w teorii i w praktyce? Kobiety na przykład. Na szczęście dla mojej płci nie wszystkie.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
19.12.2017, 14:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 14:25 przez Iselin.)
Nie wiem, jak Ty, ale ja mam równe prawa. Są rzeczy, które mi się nie podobają w sytuacji kobiet, ale dokładnie to samo mogę powiedzieć, jako przedsiębiorca czy tłumaczka. A nie uważam, żeby jakimś prawem było zmuszanie mnie do finansowania zamożniejszym ode mnie kobietom aborcji z powodu byle kaprysu czy pchanie na siłę kobiet na stanowiska, na które się nie nadają, byle coś udowodnić, patrz ministra Mucha. To tylko utrwala negatywne stereotypy.
A o wywaleniu pisała kiedyś któraś z redaktorek. Tylko nazwała to jakoś ładniej, chyba podziękowaniem za współpracę, bo już takie osoby tam nie pasują.
Poza tym nie wiem, czy rozumiesz, co znaczy, że ktoś jest antyfeministyczny. Nie chodzi o niechęć do praw kobiet, tylko niezgodę na legitymizowanie swoim nazwiskiem skrajnie lewicowych ruchów, które obecnie feminizm zawłaszczyły.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 14:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 15:08 przez Iselin.)
Jest, ale raczej mało kto o nim słyszał.
Poza tym jesteś kolejną osobą, co od której mam wrażenie, że bardziej interesuje się, żeby kobiety nazywały się feministkami niż konkretnymi postulatami. Dlaczego tak się upierasz przy obronie określenia, ktore się wielu ludziom źle się kojarzy i nie chcą się z nim identyntyfikować? Ty byś chciała, żeby ktoś Cię uparcie chciał zaliczyć do grupy, z którą się nie identyfikujesz?
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 15:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 15:16 przez znaLezczyni.)
Cytat:Jest, ale raczej mało kto o nim słyszał.
Jak ogólnie o feminizmie. Głównie słyszalne są anegdoty, plotki, podobno itd.
A nawiasem mówiąc, sporo katolików mogłoby Ci zaprzeczyć. Katolicki feminizm jest, chcesz dowiedzieć się o nim czegoś więcej - dowiedz się, będzie jedna osoba więcej, która coś słyszała i która może nie napisze w przyszłości
Cytat:Nie chodzi o niechęć do praw kobiet, tylko niezgodę na legitymizowanie swoim nazwiskiem skrajnie lewicowych ruchów, które obecnie feminizm zawłaszczyły.
Cytat:Poza tym jesteś kolejną osobą, co od której mam wrażenie, że bardziej interesuje się, żeby kobiety nazywały się feministkami niż konkretnymi postulatami.
Pisałam już tutaj: jestem feministką prywatną, niezrzeszoną w żadnej feministycznej organizacji. To co mnie łączy z feminizmem na pierwszym miejscu, to identyfikacja: jestem feministką, bo jestem kobietą. Przy okazji popieram takie czy inne postulaty, projekty prawa itd. itp.
Jeśli chcesz ze mną porozmawiać o feminizmie, to o takim codziennym, praktycznym. Jeśli chcesz popsioczyć na feministki na świeczniku, to nie ze mną, to mnie nie interesuje. Szczerze mówiąc i one mnie średnio interesują - nie sprowadzam (jakże szerokiej) idei do kilku osób. Lubię czytać i szanuję Środę i tyle na ich temat.
Cytat:Dlaczego tak się upierasz przy obronie określenia, ktore się wielu ludziom źle się kojarzy i nie chcą się z nim identyntyfikować?
Wielu ludziom kojarzy się źle, wielu innym (w tym mnie) dobrze.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
(19.12.2017, 15:15)znaLezczyni napisał(a): Wielu ludziom kojarzy się źle, wielu innym (w tym mnie) dobrze.
Dlatego też nikt Ci nie zabrania nazywać się feministką. A nie każdy musi sobie tego życzyć. Bardzo chętnie rozmawiam o konkretnych postulatach, byle nikt mi nie wmawiał, że muszę się do tego nazywać feministką, ani nie ubolewał, że kobiety nie chcą się nazywać feministkami, jakby to było najważniejsze.
A katolickim feminizmem się interesuję, ale jako agnostyczce trudno mi się nazywać katolicką feministką
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
(19.12.2017, 12:47)Iselin napisał(a): Niech krytykuje. Zamień sobie "robienie czegoś konstruktywnego" na "pokazanie, że jest potrzebna".
Trochę brakuje mi kryteriów tej "potrzebności". Może prosty test: PiS podzielił kiedyś opozycję na tę konstruktywną (K15) i tę totalną (z tego tylko PO można zarzucić, że tę nazwę wybrała). W czym K15 jest bardziej potrzebna niż PO, N czy nawet PSL? I jak to pokazuje?
Nie wpada mi nic do głowy, co nie będzie na końcu parafrazowanym "ich program mi się lepiej podoba".
++++++
Tak w razie, że będzie wybieg w stylu "K15 też nie pokazuje, że jest potrzebne", proszę o pokazanie, jak za poprzedniej kadencji PiS pokazywała, że jest potrzebna. Miesięcznice może?
Cytat:Na razie opozycja jest jak feministki, które krzyczą, że feminizm jest potrzebny, a większość ludzi, nawet dostrzegając różne problemy, jakoś nie widzi, w jaki sposób współczesne feministki miałyby je zlikwidować.
Oj jak jak "luuuuubię", kiedy kobieta pomstuje na feministki... tak daleko już prawicowa propaganda zaszła, że kobiety nie potrafią docenić tego, co poprzednie pokolenia feministek im wywalczyły. I myślą, że teraz już wystarczy spocząć na laurach, stan raz zdobyty bez żadnego dalszego wysiłku już zostanie...
Proponuję dorzucić kolejne grupy do listy niepotrzebnych. Po co adwokaci, skoro prokuratura ustala sprawcę? Po co związki zawodowe, skoro właściciele fabryk z obfitości serca i chrześcijańskiej dobroci podzielą się zyskiem? Po co Sanepidy, skoro sprzedawcy żywności przenigdy nie zaryzykują działania na szkodę klienta?
Cytat:A majdan wymyślił nie Smok. Opozycja sama o tym zaczęła. A wielu ludzi, zwłaszcza pamiętających czasy szczęśliwie minione, absolutnie nie życzy soboie opozycji, której działania mogą prowadzić do rozlewu krwi, o czym niektóre tuzy wprost mówią.
Gdyby to był wątek "dlaczego Schetyna jest najgorszym z możliwych liderów opozycji", to bym Ci może przyznał rację. Jednak to jest wątek o działaniach opozycji, która w parlamencie ma trzy partie. Plus Kukiz, który siedzi okrakiem na barykadzie, nie mogąc się zdecydować. A poza parlamentem jeszcze trochę drobnicy lewicowej, w sumie dalsze trzy partie (choć dawno nie sprawdzałem, jak tam SLeDzie i Ruchacze się miewają)
Ba, można odnieść wrażenie, że jedna partia pozaparlamentarna więcej się wykazuje, niż te trzy w parlamencie. I że jest w tym skuteczniejsza. W końcu mimo wielkiej mobilizacji, wielkiego wsparcia i wielkiej medialnej wrzawy, Trybunały i Sądy zostały zaorane. A kwestia aborcji, chwilowo, oddalona. Może nie była tak priorytetowa, ale wrażenie zostaje.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
19.12.2017, 15:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 15:26 przez Iselin.)
Znów to samo... Bardzo cenię osiągnięcia poprzednich pokoleń feministek. Za to nie wiem, co one by powiedzialy o kobietach, dla których wielkim problemem jest to, że mężczyźni siedzą w rozkroku
Spokojnie mogę się obejść bez Środy, Szczuki i Feminoteki.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 15:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 15:35 przez Dragula.)
Jakoś trzymam trochę z feministkami (a przynajmniej osobami uznającymi się za takie) i nie postulują takich absurdów jak zniesienia domniemania niewinności w jakiejkolwiek kwestii. Poza tym często ich krytyka tego jak świat stoi nie polega na włażeniu z butami do parlamentu i robieniu prawnej rewolucji. Mogę je właściwie określić feministkami życia codziennego. Prawa przysługujące kobietom i mężczyznom uważają za zadowalająco równe, a raczej "walczą" na różne sposoby z faworyzującymi mężczyzn zwyczajami kulturowymi czy elementami życia społecznego. I na tym polu w dużej mierze się z nimi zgadzam - to, że społeczne oczekiwania wobec mężczyzn są niższe niż wobec kobiet, tendencja do do lekceważącego traktowania partnerek przez facetów czy tego typu rzeczy. Ale to są kwestie których nie da się uregulować prawnie. Można o tym rozmawiać, można uświadamiać. Nie znam feministki tak feministycznej jak exeter na przykład
EDIT: za szybko to wysłałem, myślałem, że napisałem więcej. Zmieram do tego, że współcześnie roi się od różnej maści oszołomstwa (lewactwo, prawactwo, genderstwo, katolstwo, antykatolstwo) i to co znajduje się na topie, znajduje się tam tylko dlatego, że to są ultrawypaczenia jakichś zdrowych zazwyczaj założeń, tylko ludzi przyciąga kontrowersja. A potem polaryzują się wokół tych szczytów głupoty ze sceny politycznej. Ale polityka nie jest obecnie odbiciem jakichkolwiek idei, które sobie przypisuje. I to widać w zmienności opozycji no i brakiem zachowywania jakichkolwiek pozorów przez rządzących.
I hear the roar of big machine Two worlds and in between Hot metal and methedrine I hear empire down
19.12.2017, 15:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 15:36 przez Iselin.)
(19.12.2017, 15:23)znaLezczyni napisał(a): A ktoś Ci tutaj wmawiał, że musisz się nazywać feministką?
Poniekąd Ty
Przecież właśnie w tym wątku utożsamiasz walkę o interesy kobiet z byciem feministką
(19.12.2017, 15:26)Dragula napisał(a): Jakoś trzymam trochę z feministkami (a przynajmniej osobami uznającymi się za takie) i nie postulują takich absurdów jak zniesienia domniemania niewinności w jakiejkolwiek kwestii. Poza tym często ich krytyka tego jak świat stoi nie polega na włażeniu z butami do parlamentu i robieniu prawnej rewolucji. Mogę je właściwie określić feministkami życia codziennego. Prawa przysługujące kobietom i mężczyznom uważają za zadowalająco równe, a raczej "walczą" na różne sposoby z faworyzującymi mężczyzn zwyczajami kulturowymi czy elementami życia społecznego. I na tym polu w dużej mierze się z nimi zgadzam - to, że społeczne oczekiwania wobec mężczyzn są niższe niż wobec kobiet, tendencja do do lekceważącego traktowania partnerek przez facetów czy tego typu rzeczy. Ale to są kwestie których nie da się uregulować prawnie. Można o tym rozmawiać, można uświadamiać. Nie znam feministki tak feministycznej jak exeter na przykład
Ja akurat znam takie, które postulują. A na pewno robią to ich polityczne reprezentantki, jak na przykład polityczki Razem tyu Samolińska.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
19.12.2017, 16:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2017, 16:02 przez znaLezczyni.)
Cytat:Poniekąd Ty
Ani żartem, ani serio poniekąd.
Cytat:Przecież właśnie w tym wątku utożsamiasz walkę o interesy kobiet z byciem feministką
Przekręcasz moje słowa - mam momentami wrażenie, że dyskutujesz ze swoją interpretacją (daleką od oryginału) moich wypowiedzi a nie z nimi samymi.
1. Nie utożsamiłam feminizmu z niczym - co najwyżej siebie zidentyfikowałam jako feministkę.
2. Tym bardziej nie utożsamiłam walki o interesy kobiet z niczym (w tym zawiera się to, że nie utożsamiłam walki itd.)
3. Nie przypominam sobie, żebym pisała w ogóle coś o walce.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
To nie wiem, o co Ci chodzi w takim razie Dziwisz się, że kobiety mogą nie być feministkami, jakby to było jakieś nieszczęście
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.