Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zmiana stron
neuroza napisał(a): Przechodzę na dyskordianizm.
Szkoda dyskordianizmu.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Lampart napisał(a): Ból to nieprzyjemne odczucie, dlatego. Jeżeli zakwasy są przyjemne to nie jest to nieprzyjemne odczucie, a ewentualnie satysfakcja z nieprzyjemnego odczucia. Czyli nieprzyjemność i przyjemność. Przyjemność wywołuje myśl "ale weszło w muły dobry trening", a nie same zakwasy. Jak poliżesz cytrynę, a za chwilę zjesz łyżeczkę cukru to nie znaczy to ani ze cytryna jest słodka ani, że kwaśne to słodkie.
Nie, ja mam na myśli to, że zakwasy same w sobie sprawiają mi często przyjemność, nie myślę  "ale weszło w muły dobry trening", a nawet jeśli zdarzaja mi się takie przyjemności bardziej intelektualne, to wtedy to też nie odbywa się sekwencyjnie, tylko symultanicznie Uśmiech
Ale mam pytanie do Ciebie, skoro tak się upierasz przy tym zrównywaniu bólu i nieprzyjemności. Czy według Ciebie ból wyklucza przyjemność? Np. powiedzmy, że jesz sobie pyszne ciastko, a w tym czasie lekko pobolewa Cię noga, to odzuwasz nieprzyjemność? Czy naprawdę każdy jeden ból odbiera Ci przyjemność? Ciekawi mnie to, bo na mnie większość takich bólowych odczuć nie robi żadnego wrażenia. Może jesteś osobą nieprzeciętnie wrażliwą na ból? Uśmiech
Odpowiedz
Myślę, że można wyodrębnić:
Ból, który sprawia ból,
Przyjemność, która sprawia przyjemność,
Ból, który sprawia przyjemność
I przyjemność, która sprawia ból Uśmiech
Nie ma żadnej korelacji między byciem najlepszym mówcą a posiadaniem dobrych pomysłów.
Odpowiedz
Rodica, zgadzam się, wszystko zależy co dany ból/przyjemność oznacza dla nas.

Lucky, to co pisze nie ma związku z moją odpornością na bol. Często mi towarzyszy i czasem nie zwracam uwagi i potrafię czerpać przyjemność pomimo bólu. Ale ból to ból, a przyjemnosc to przyjemność.
Odpowiedz
Lampart napisał(a): Lucky, to co pisze nie ma związku z moją odpornością na bol. Często mi towarzyszy i czasem nie zwracam uwagi i potrafię czerpać przyjemność pomimo bólu. Ale ból to ból, a przyjemnosc to przyjemność.
Ale ja wcale nie polemizuję z tym, ze ból to ból, a przyjemnosc  to przyjemność. Napisałem wyraźnie, ze to są dwie odmienne kategorie. Ból może być przyczyną nieprzyjemności, ale nie może być samą nieprzyjemnością, a to Ty napisałeś, że według Ciebie antonimem przyjemności jest ból Uśmiech
Odpowiedz
A pewno, że napisałem, bo ból to nieprzyjemne odczucie.
Odpowiedz
Lampart napisał(a): A pewno, że napisałem, bo ból to nieprzyjemne odczucie.
Nawet wtedy , kiedy nie sprawia nieprzyjemności, bo albo się nie zwraca na niego uwagi albo nie odbiera jako nieprzyjemnego, np. moje zakwasy? Na czym wówczas polega jego nieprzyjemność?
Odpowiedz
Lampart:
Cytat:Rodica, zgadzam się, wszystko zależy co dany ból/przyjemność oznacza dla nas.
Czasem nie wiadomo, co oznacza, trzeba się długo zastanawiać.
Możesz na przykład odczuwać przyjemność i satysfakcję z bycia uprzejmym wobec ludzi których nie lubisz a jednocześnie odczuwać nieprzyjemność związaną z interakcją z nimi.  Możesz odczuwać przyjemność będac niegrzecznym, bo to jest bardziej uczciwe względem siebie. No i masz problem, bo nie wiesz, która przyjemność jest większa.
Nie ma żadnej korelacji między byciem najlepszym mówcą a posiadaniem dobrych pomysłów.
Odpowiedz
lucky7 napisał(a):
Lampart napisał(a): A pewno, że napisałem, bo ból to nieprzyjemne odczucie.
Nawet wtedy , kiedy nie sprawia nieprzyjemności, bo albo się nie zwraca na niego uwagi albo nie odbiera jako nieprzyjemnego, np. moje zakwasy? Na czym wówczas polega jego nieprzyjemność?
Teraz jeszcze sobie pomyślałem, że może dla Ciebie te wymienione przeze mnie uczucia nie spełniają w ogóle definicji bólu, bo definiujesz ból jako nieprzyjemne odczucie?

Zatem jeśli ja np. czerpię przyjemność z zakwasów, to zakwasy nie sprawiają mi bólu? Uśmiech To by oznaczało, ze ból jest już jakąś osobistą interpretacją, bo te same odczucia dla jednych będą przyjemne, a dla innych nieprzyjemne. Fascynujące Uśmiech
Odpowiedz
Rodica, no właśnie takie to skomplikowane (・_・ )
Dlatego nie powinno się sobie wyrzucać że coś źle się zrobiło w takich sytuacjach

Lucky, oczywiście, z definicji ból traktuje jako nieprzyjemność. Czasami ból jest mały a przyjemność jaką wywołuje wynika z reakcji kognitywnej która może być bardzo szybka i to się wydaje zlane.
A może się mylę to już akurat sprawy drugorzędne

W sumie to zrobił się mega offtop.
Odpowiedz
Lampart napisał(a): Spokój psychiczny, dobro bliskich, satysfakcja z tworzenia, czyli jednak wartościujesz szczęście.

Nie, ty wszystko nazywasz szczęściem. Takie coś nie podlega falsyfikacji i jest podobne do psychoanalizy, która wszystko sprowadza do popędu seksualnego.

Lampart napisał(a): Spokój psychiczny chcesz mieć bo nie chcesz cierpieć.

Cierpienie nie odbiera spokoju psychicznego. Tylko słaby człowiek tak myśli i tylko słaby człowiek pragnie szczęścia rozumianego jako brak cierpienia. Zalatuje mi to to jakimś prymitywnym hedonizmem albo buddyzmem.

A ja wolę nietzscheanizm na ten przykład gdzie należy kochać całość życia łącznie z cierpieniem, trudami i troskami - po to one są, żebyśmy mogli się hartować, żebyśmy mogli się wysilić aby coś osiągnąć, żebyśmy mieli satysfakcję z pokonywania wyzwań. Trudy są potrzebne abyśmy się wzmacniali.

Lampart napisał(a): Dobro bliskich, czyli nie chcesz żeby cierpieli.

Będą cierpieć, bo to jest nieuniknione i jest nieodłącznym elementem życia. Będą musieli się z tym pogodzić. A jak ktoś nie chce cierpieć, to polecam nauki Hegezjasza: https://pl.wikipedia.org/wiki/Hegezjasz

Lampart napisał(a): Cierpienie to antonim szczęścia.

Chyba tylko w słowniku życiowych pizdeczek.

Lampart napisał(a): Satysfakcja z tworzenia czyli przyjemność, choć nie jest to zwykła konsumpcyjna przyjemność, a forma spełniania się, podciągnąłbym to pod szczęście.

Ty wszystko podciągniesz pod przyjemność, a przyjemność pod szczęście. Idąc twoim tokiem myślenia jak komuś bardzo się chce srać i się w końcu zesra, to już jest szczęśliwym człowiekiem. Może napisz jakiś esej pt. "sranie jako droga do życiowego szczęścia".

Lampart napisał(a): Pytasz o def. szczęścia, piszesz, że jest ono czymś innym dla różnych ludzi.

No nie bardzo bo te przykłady:

Lampart napisał(a): To są różne drogi jakie ludzie podejmują w podróży do szczęścia (inna sprawa, że niekoniecznie tam wiodące o czym ci ludzie mogą sobie nie zdawać sprawy).

No nie. To nie są różne drogi do tego samego celu. Cele są różne i nie są przez ludzi utożsamiane ze szczęściem. Tylko ty to robisz. I niektórzy też potrafią utożsamić przyjemność ze szczęściem tylko jakoś dziwnym trafem jak już mają dużo tej przyjemności, to jakoś szczęścia nie odczuwają.

Lampart napisał(a): To tak jakbyś powiedział, że nie ma czegoś takiego jak smaczne bo ludzie lubią różne potrawy.
Nie szkodzi, doświadczenie smacznego różni ludzie osiągają różnymi środkami, smaczne ma wiele nośników

Ja twierdzę, że nie każdy dąży do szczęścia. Chcesz to sobie dąż. Ja na przykład pisząc z tobą na forum na pewno do szczęścia nie dążę. Jeśli twoja droga do szczęścia jest realizowana poprzez dyskusję ze mną, to bardzo mi miło. Tak czy srak ja dążę m.in. do prawdy, a nie do szczęścia.

Jakby dążył do szczęścia to bym bezrefleksyjnie uwierzył w jakąś nirwanę albo w Boga, który każdemu da zdrowie i życie wieczne. A ateizm jest raczej pesymistyczną, "brutalną" prawdą, która obdziera ten świat i różne poglądy z iluzji "happy endu".

Lampart napisał(a): Żarłak, nie chcę definiować szczęścia. Mógłbym się pokusić ale wole nie. Tak samo nie chce definiować czym jest życie, czym jest rzeczywistość, czym jest świadomość, ale to nie znaczy, że nie mogę z powodzeniem używać tych terminów.

W matematyce nie można zdefiniować punktu czy linii prostej, ale posługując się nimi można tworzyć rzeczy, które sprawdzają się w praktyce. Ty niczego nie definiujesz i tworzysz bełkot, który tłumaczy wszystko i nic. Nie ma to przełożenia na życie praktyczne, nie tłumaczy czy dążenie człowieka do władzy rzeczywiście go uszczęśliwi i nie tłumaczy gdzie jest to prawdziwe szczęście, które uszczęśliwia realnie i do którego wszyscy winniśmy dążyć.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
Lumbejack:
Cytat:Cierpienie nie odbiera spokoju psychicznego
Wszystko zależy od jego natężenia. Zbyt duże i permanentne odbiera, a potem jest jeszcze kwestia tego czy osobnik jest na tyle inteligentny, żeby się zrekonstruować psychicznie i wyciagnąć wlasciwe wnioski.
Nie każdy to potrafi i niektórzy ludzie już do końca życia egzystują w stanie zdezintegrowanej psychiki.
Nie ma żadnej korelacji między byciem najlepszym mówcą a posiadaniem dobrych pomysłów.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Lumbejack:
Cytat:Cierpienie nie odbiera spokoju psychicznego
Wszystko zależy od jego natężenia. Zbyt duże i permanentne odbiera, a potem jest jeszcze kwestia tego czy osobnik jest na tyle inteligentny, żeby się zrekonstruować psychicznie i wyciagnąć wlasciwe wnioski.
Nie każdy to potrafi i niektórzy ludzie już do końca życia egzystują w stanie zdezintegrowanej psychiki.

Racja.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
Tyle dobrego, że przyznałeś rację.

1. Im więcej cierpienia tym mniej spokoju psychicznego.


2. Nie wszystko nazywam szczęściem, kłamiesz i szkoda, że znaczna część twojej wypowiedzi to dorabianie ideologii do tego kłamstwa.

3. ZaKotem przedstawił definicję szczęścia. Nie odniosłeś się, tylko czepiasz się mnie, to tylko objawia, że masz nieuczciwe podejście w tej dyskusji.

4. Nie rozumiesz pojęcia ateizmu, to tylko niewiara w Boga, bogów, a nie żadne stanowisko w kwestii życia po śmierci.

5. Ten twój nietzscheanizm też jest fałszywy, chcesz się hartować w trudach by łechtać swoje ego, które jest iluzją. Chcesz sie onanizować myślami "ale jestem silny", co sam przyznałeś pisząc o satysfakcji. Dążysz do szczęścia, tylko w inny sposób, w dodatku głupi, bo oparty na iluzji. A jeśli uparłeś się, że nie chcesz nazywać tego szczęściem, to powiedzmy gonisz za marchewką. Tak lepiej?
Znałem gościa który się ciął i robił sobie różne fizyczne ała.
Bardzo szybko doszedłem do tego, że chciał w ten sposób udowodnić sobie, że jest mocny - przerażała go świadomość własnej kruchości, która starał się w ten sposób zatuszować, oszukiwał się.

6. A owszem buddyzm polega na usuwaniu przyczyn cierpienia. Tylko wątpię, że rozumiesz czym jest to cierpienie wg buddyzmu, po tym co napisałeś wygląda na to, że nie wiesz. Może wesprzesz się googlami. Przynajmniej będziesz wiedział o czym piszesz.

7. Jak cieszyłeś się, że jakiś facet nie mógł znaleźć jedzenia i się denerwował z tego powodu i chwaliłeś się, że ty będziesz miał pizzę, to tak sobie pomyślałem, że sam byś się mocno wkurzał gdybyś nie mógł znaleźć jedzenia i gdybyś pomyślał, że ktoś w tym czasie je pizzę, albo gdyby ostatnią pizzę sprzątnął ci sprzed nosa. Cały ten twój hart ducha, poleciałby na śmietnik, z powodu pizzy ಠ‿ಠ
Jeżeli nie panujesz nad umysłem, to nie odnajdziesz spokoju psychicznego. Zawsze znajdzie się ktoś lub coś kto ci ten spokój zburzy.



Coś jeszcze?
Odpowiedz
Lampart:
Faceci mają ciagle obsesję na punkcie rywalizacji. Tylko, że w ten sposób ani nie znajdą lepszej dupy, niż jest im przeznaczona, chyba, że zmanipulują jakąś kosztem jakości swojego życia prywatnego i zawodowego, ani nie będą zarabiać większych pieniędzy. Przedsiębiorstwa w których panuje kultura integracji mają większe przychody niż te w których panuje kultura rywalizacji.
Nie ma żadnej korelacji między byciem najlepszym mówcą a posiadaniem dobrych pomysłów.
Odpowiedz
Lampart napisał(a): 1. Im więcej cierpienia tym mniej spokoju psychicznego.

Kiedy cierpienie jest bardzo duże i permanentne to trudno o spokój psychiczny - w tym przyznałem rację Rodicy, natomiast ty już z tego tworzysz swoje hocki-klocki, które nie do końca są zgodne z prawdą, bo np. czytając twoje posty odczuwam cierpienie, a jednak nie niszczy to mojego spokoju psychicznego.

Lampart napisał(a): 2. Nie wszystko nazywam szczęściem, kłamiesz i szkoda, że znaczna część twojej wypowiedzi to dorabianie ideologii do tego kłamstwa.

To zdefiniuj to swoje zasrane szczęście, żeby było wiadomo o czym mowa. Definiować nie chcesz, a słowa używasz kiedy ci pasuje - tylko do siebie miej pretensje, że w dyskusji dochodzi do wzajemnego niezrozumienia. Chcesz skończyć z moimi podłymi kłamstwami, to napisz o co ci w ogóle chodzi.

Lampart napisał(a): 3. ZaKotem przedstawił definicję szczęścia. Nie odniosłeś się, tylko czepiasz się mnie, to tylko objawia, że masz nieuczciwe podejście w tej dyskusji.

O, dobrze, że zwróciłeś uwagę. Odniosę się do tego. Rozumiem, że zgadzasz się z zakotełową definicją i właśnie o tak rozumianym szczęściu cały czas piszesz?

Bo jakby co, to jest taka fajna książka Władysława Tatarkiewicza - "O szczęściu", w której to zawartych jest pierdyliard różnych definicji szczęścia występujących u różnych filozofów w różnych epokach. Może któraś z nich bardziej by ci pasowała?

Lampart napisał(a): 4. Nie rozumiesz pojęcia ateizmu, to tylko niewiara w Boga, bogów, a nie żadne stanowisko w kwestii życia po śmierci.

Nom, racja. Mój ateizm jest połączony z naturalizmem. Nie wspomniałem tam o tym, więc mój błąd.

Lampart napisał(a): 5. Ten twój nietzscheanizm też jest fałszywy

Nie jestem nietzscheanistą. Nietzscheanizm to zbiór jeszcze kilku innych poglądów. Mi pasuje nietzscheańskie podejście do cierpienia.

Lampart napisał(a): chcesz się hartować w trudach by łechtać swoje ego, które jest iluzją.

Jestem jednostką i tak jak każdy inny, poszczególny człowiek, co jakiś czas w życiu z różnych powodów doświadczam cierpienia fizycznego i psychicznego. Ja jako jednostka. Nie wiem o jakich egach i iluzjach piszesz; może to są jakieś twoje problemy. Wiem tyle, że to, co odczuwam nie jest iluzją i ma na mnie istotny wpływ. To co odczuwam, to czego w życiu doświadczam daje mi regularnie jakieś nauczki, kolejne plaskacze na ryj.

Mimo to uważam, że życie jest fajne - nie pragnę ucieczki w nirwanę, nie szukam wiecznego zbawienia, nie dążę do szczęścia. Jestem bo jestem, sobie żyję, tnę płytki, wiercę dziury w ścianach, grzebię ludziom w obesranych rurach i chuj.

Lampart napisał(a): Chcesz sie onanizować myślami "ale jestem silny", co sam przyznałeś pisząc o satysfakcji.

Nie. Czerpię satysfakcję z tworzenia czegoś fajnego. Jak z brzydkiej łazienki robię ładną łazienkę.

Nie onanizuję się silnością. Twierdzę tylko, że przykrości, cierpienia czynią nas mocniejszymi.

Lampart napisał(a): A jeśli uparłeś się, że nie chcesz nazywać tego szczęściem, to powiedzmy gonisz za marchewką. Tak lepiej?

Nie. Dążę do prawdy, a prawda jest rozbieżna z tym co mógłbym uznać za szczęście (np. wieczne życie ludzi, których kocham).

Lampart napisał(a): 6. A owszem buddyzm polega na usuwaniu przyczyn cierpienia.

Zatem polecam Hegezjasza.

Lampart napisał(a): . Tylko wątpię, że rozumiesz czym jest to cierpienie wg buddyzmu, po tym co napisałeś wygląda na to, że nie wiesz.

Ło panie, dla nich samo istnienie jest już cierpieniem, a po to łony chcą nirwany, bo chcą to swoje cierpiące istnienie rozpłynąć w nicości czy tam chuj wie czym.

Ładnie żem wyjaśnił całe sedno buddyzmu? Język Duży uśmiech

Lampart napisał(a): 7. Jak cieszyłeś się, że jakiś facet nie mógł znaleźć jedzenia i się denerwował z tego powodu

Naucz się czytać ze zrozumieniem i nie rób ze mnie takiego znowu podłego chuja. Śmieszyło mnie to jak kurwami rzucał, a nie sam fakt że nie mógł znaleźć jedzenia. Jakbyś tam stał obok i słuchał jak pięknie i barwnie zemścił, to też by cię to bawiło.

Lampart napisał(a): tak sobie pomyślałem, że sam byś się mocno wkurzał gdybyś nie mógł znaleźć jedzenia i gdybyś pomyślał, że ktoś w tym czasie je pizzę, albo gdyby ostatnią pizzę sprzątnął ci sprzed nosa.

A jasne, że tak.

Lampart napisał(a): Cały ten twój hart ducha, poleciałby na śmietnik, z powodu pizzy ಠ‿ಠ

Po to w życiu człowiek doświadcza braku pizzy, żeby w przyszłości mógł docenić jej posiadanie i konsumowanie. Dlatego i brak pizzy należy miłować i inne przykrości i niedostatki bez których nie docenialibyśmy tego co mamy.

Lampart napisał(a): Coś jeszcze?

Czy pisząc ze mną na forum dążysz do szczęścia?

Mnie się wydaje, że ludzie całe dnie, całe lata, całe życia mają zaprzątnięte różnymi czynnościami, w trakcie których totalnie i zupełnie nie myślą o dążeniu do szczęścia, zbawienia, nirwany czy czego tam jeszcze chcesz. Tak zwana proza życia codziennego. Ludzie są "utopieni" w życiu, są nim tak zajęci, że nie mają na to czasu. Jesteśmy bezrefleksyjnie pochłonięci życiem. Niektórzy mogą deklarować, że celem ich życia jest np. chęć bycia zbawionym, ale w praktyce często ich życie sprowadza się do zapierdolu w korpo, żeby zarobić na chałupę i fajne auto wzięte na kredyt no i żeby mieć co rok dwa tygodni wakacji w egzotycznym pierdzistanie czy innych Hawajach. I nie ma w tym absolutnie nic złego, ale nie ma w tym też życia podporządkowanego "wyższemu" celowi, bo takie samo życie to i ateiści (naturaliści Oczko) wiodą tylko, że przed samą śmiercią nie modlą się do Boga z prośbą o wieczne przedłużenie egzystencji.

ZaKotem napisał(a): A czym różni się spokój psychiczny i satysfakcja od szczęścia?

Satysfakcję można odczuwać po stworzeniu czegoś fajnego np. szczepionki na koronawirusa, ale szczęścia można nie odczuwać jeśli w tym samym momencie ukochana osoba umiera.

Spokój psychiczny można odczuwać kiedy ma się dużo kasy, ale z opisu żywotu Onasisa wynika, że on i jego rodzina szczęścia mimo to nie mieli.

ZaKotem napisał(a): Natężeniem i długością trwania. Radość to nagły kop dopaminy, a szczęście to jej utrzymywanie się na ogólnie wysokim poziomie.

Czyli po wynalezieniu tabletki wywołującej trwałe utrzymanie dopaminy na wysokim poziomie główny problem ludzkości, główny cel każdego człowieka (jak niektórzy utrzymują) będzie rozwiązany. Będzie można wziąć takiego Hioba, dać mu tabletkę i problem solved. Tak?

Chuj tam, że mu całą rodzinę coś zajebało, ważne że ma odpowiedni poziom dopaminy...
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Satysfakcję można odczuwać po stworzeniu czegoś fajnego np. szczepionki na koronawirusa, ale szczęścia można nie odczuwać jeśli w tym samym momencie ukochana osoba umiera.
Wtedy po prostu uczucia o przeciwnych zwrotach częściowo się negują i cierpienie jest zwyczajnie mniejsze.
Cytat:Spokój psychiczny można odczuwać kiedy ma się dużo kasy, ale z opisu żywotu Onasisa wynika, że on i jego rodzina szczęścia mimo to nie mieli.
No nie wiem, czemu "dużo kasy" ma komukolwiek dawać spokój? Ja na przykład mam bardzo dużo, w porównaniu z przeciętnym Kubańczykiem. Ile to jest dużo? Jak ktoś ma milion, to porównuje się z somsiadem, który ma pięć milionów i wychodzi mu, że ma niedużo, co go niepokoi. Tylko najbogatszy człowiek świata nie ma za mało, ale on z kolei ma podstawy do obawiania się całych hord złodziei, którzy udając serdecznych przyjaciół chcieliby go ograbić.

Cytat:Czyli po wynalezieniu tabletki wywołującej trwałe utrzymanie dopaminy na wysokim poziomie główny problem ludzkości, główny cel każdego człowieka (jak niektórzy utrzymują) będzie rozwiązany. Będzie można wziąć takiego Hioba, dać mu tabletkę i problem solved. Tak?

Chuj tam, że mu całą rodzinę coś zajebało, ważne że ma odpowiedni poziom dopaminy...
Gdyby wynaleziono taką tabletkę, to w ciągu kilku pokoleń przetrwaliby tylko ci, których organizm byłby fizjologicznie odporny na jej działanie Uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości