Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Edukacja seksualna
#1
znaLezczyni napisał(a): Zupelnie nie rozumiem rodzicow nastolatkow, ktorzy nie zycza sobie edukacji seksualnej w szkolach - nie wiem, czy sa tak naiwni, ze mysla ze ich dzieci nie potrzebuja/ nie posiadaja juz informacji na temat seksualnosci, czy po prostu, za przeproszeniem, glupi.
Wiesz, nie chcę za bardzo robić offtopu, ale moim zdaniem nie wszystkie  dzieci w wieku gimnazjalnym potrzebują kursu obsługi prezerwatywy...mnie tam wystarczało "życie w rodzinie"...poza tym pamiętaj, że dzieci mogą być podatne i przesiąkać wartościami i światopoglądami swoich nauczycieli...a moim zdaniem jest pewien konflikt między światopoglądami - jeden zachęca do wstrzemięźliwości, a drugi mruga porozumiewawczo okiem, że to już przecież normalne w tym wieku...można sobie pofolgować, popuścić pasa, byle z rozsądkiem, itd...przynajmniej ja tak to odbieram...poza tym niektóre dzieci mogą być zdegustowane pewnymi kwestiami...
Odpowiedz
#2
Nie ma nic lepszego, niż konflikt światopoglądowy nauczycieli, jeszcze lepiej, jeśli są to nauczyciele równie dobrzy (lub równie źli, na to samo wyjdzie). Dziecko od najmłodszych lat powinno się przyzwyczajać do tego, że ludzie mają przeróżne poglądy, a jak chce się mieć swój, trzeba wybrać, a nie tylko przesiąkać. Szkoła światopoglądowo bezkonfliktowa wychowuje bezrozumny, przesiąknięty wartościami motłoch.
Odpowiedz
#3
nerwica


Cytat: moim zdaniem nie wszystkie  dzieci w wieku gimnazjalnym potrzebują kursu obsługi prezerwatywy..

A moim zdaniem kazdy czlowiek potrzebuje wiedzy na temat ludzkiej seksualnosci, mechanizmow dzialania ciala, potrzeb i sposobow ich realizacji. Zwlaszcza zas mlody czlowiek. Wiedzy przekazywanej fachowo, bez dogmatow, bez zazenowania, bez wzbudzania poczucia winy. Sa pewnie jednostki, rzadkie prawdopodobnie jednostki, ktore potrzeb seksualnych nie odczuwaja i ktore w zadnym wieku, wlaczajac w to nastoletni, o seksie nie fantazjuja. Smiem jednak twierdzic, ze to maly procent (promil?) ludzi. Jesli ktos uwaza, ze wystarczy o czyms nie rozmawiac, by nastoletni ludzie nie chcieli o tym myslec czy dzialac, jest pozbawionym pamieci (o wlasnym dojrzewaniu, dojrzewaniu kolegow/ kolezanek) slepcem. Jesli nauka o antykoncepcji przekazywalaby w szkole zarowno NPR, wiedze o srodkach antykoncepcyjnych (tabletkach, plastrach, zastrzykach, pigulce ''po''), prezerwatywach - o plusach i minusach wszystkich tych metod, mlody czlowiek chcac rozpoczac zycie seksualne wiedzialby, z czego moze skorzystac. Oczywiscie edukacja seksualna powinna takze uczyc mowienia ''nie'' (zwlaszcza dziewczyny) i respektowania ''nie'' (zwlaszcza chlopcow). Powinna takze uczyc szacunku do wlasnych i cudzych decyzji, czy to jest decyzja o niepodejmowaniu wspolzycia, czy o decyzji o jego rozpoczeciu. I nie wartosciowac zadnej z nich, nie naklaniac do czekania z decyzja o seksie do slubu jak i rowniez wskazywac wszelkie mozliwe konsekwencje wspolzycia, zwlaszcza bez przygotowania - ewentualna ciaza, choroby, odpowiedzialnosc za emocje drugiej osoby i swoje. 






Cytat:mnie tam wystarczało "życie w rodzinie"...



I nie miales jako nastolatek wiedzy o seksie i srodkach antykoncepcyjnych?


Cytat:poza tym pamiętaj, że dzieci mogą być podatne i przesiąkać wartościami i światopoglądami swoich nauczycieli...a moim zdaniem jest pewien konflikt między światopoglądami - jeden zachęca do wstrzemięźliwości, a drugi mruga porozumiewawczo okiem, że to już przecież normalne w tym wieku...można sobie pofolgować, popuścić pasa, byle z rozsądkiem, itd...przynajmniej ja tak to odbieram..



I w tym sek - chodzi o wiedze, nie o swiatopoglad. Nastolatek jest dojrzewajacym czlowiekiem i ma prawo do wlasnej decyzji i wlasnego wyboru swiatopogladu. Ma prawo wyboru czy chce sie z kims calowac czy pojsc o krok dalej czy nie - rodzice naprawde wierza w to, ze przyjdzie zapytac o zgode i wtedy ewentualnie powiedza, jak uzyc prezerwatywy albo wyglosza kazanie o zaletach wstrzemiezliwosci? 16, 17 lat to juz za pozno, zeby wiedze zaczac przekazywac - mlodzi ludzie powinni ja miec zanim podejma jakakolwiek aktywnosc seksualna, nie dzien przed pierwszym stosunkiem albo kilka tygodni po, kiedy okres sie spoznia. 



Cytat:poza tym niektóre dzieci mogą być zdegustowane pewnymi kwestiami...

A czym konkretnie moga byc zdegustowane? Jesli nastolatek jest zazenowany/ zaskoczony/ zdegustowany wiedza o ciele w zakresie seksualnosci, to znaczy, ze ktos zaniedbal jego wychowanie, kiedy mial lat 3, 7 czy 9. 
Ludzie ciala sa jakie sa, seks nie wyglada tak jak filmach porno (z ktorych dzieci czesto czerpia wiedze, no bo skad czerpac maja), owszem prywatne zycie seksualne jest sprawa intymna - ale wiedza o procesach zachodzacych w ciele i o tym jak wyglada stosunek nie powinna nikogo degustowac. Prawidlowo prowadzona edukacja seksualna powinna nauczyc ludzi rozmawiac o ciele i seksie. Po to miedzy innymi, zeby w przyszlosci umieli sie porozumiec chociazby ze swoim partnerem/ partnerka.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#4
Zgadzam się ze znalezczynią, poza drobnym zastrzeżeniem, że bardzo trudno jest w edukacji na taki temat być obiektywnym, ani edukacja postępowej ani kościelnej się to nie udaje do końca. Poza tym edukacja powinna też uwzględniać krytczne podejście do wszelkich poglądów i nauczyć oddzielania poglądów od kwestii czysto zdrowotnych i naukowych. Na takiej zasadzie, że szanujemy ludzi, którzy stosują NPR, ale jednak ci ludzie powinni móc dokonać takiego wyboru świadomie, znając zalety i wady wszystkich rodzajów antykoncepcji, a nie dlatego, że ktoś im coś nakłamał.
Co do zażenowania, to bez przesady. Należy uczyć się rozmawiać także o seksualności, rzeczowo i bez wulgarności. Potem niektórzy są tak zażenowani, że wożą się z jakimis choróbskami, a do gina nie pójdą albo nie potrafią zapytać czy wytłumaczyć, co im jest. Zresztą często jest też tak, że ludzie są zażenowani rzeczową rozmową, a jakoś zażenowanie nie przeszkadza im zachwycać się wulgarnymi żartami i aluzjami.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#5
ZaKotem napisał(a): Ja bym proponował, aby każdy prolajfowiec ...

Chodziło mi o spokojniejsze rozwiązanieUśmiech

znaLezczyni

Cytat:Edukacja seksualna, ktora zaczyna sie juz w przedszkolu, oczywiscie prowadzona w sposob dostosowany do wieku dzieci.

Zasadniczo nie mam uwag do tego co piszesz, ale powyższego nie całkiem rozumiem. W wieku przedszkolnym edukacja tego typu nie ma praktycznego zastosowania. Rozumiem, że proponujesz pewne przygotowanie do tego, czego dzieci miałby się uczyć, gdy staną się nastolatkami. Ale czy to konieczne? Może niech dzieci pozostaną dziećmi - to też ma swój urok z tego co pamiętamUśmiech

nerwica

Cytat:moim zdaniem nie wszystkie  dzieci w wieku gimnazjalnym potrzebują kursu obsługi prezerwatywy.

I z tym się zgodzę. Nawet w liceum nie każdy potrzebuje i to powinno się jakoś uszanować. Może dałoby się uczyć nieobowiązkowo?

Iselin

Cytat:bardzo trudno jest w edukacji na taki temat być obiektywnym, ani edukacja postępowej ani kościelnej się to nie udaje do końca.

Może dlatego, że oba sposoby są skrajne? Rozwiązanie kompromisowe byłoby idealne
Odpowiedz
#6
znaLezczyni napisał(a): nerwicaI nie miales jako nastolatek wiedzy o seksie i srodkach antykoncepcyjnych?
Wiedziałem, że jest coś takiego jak seks, choć nie widziałem potrzeby, by za bardzo się zagłębiać w tę kwestię. Dla mnie to była bardziej taka abstrakcja. Jakieś dziwne sprawy dorosłych. Widziałem na filmach, że kobieta i mężczyzna leżą goli w łóżku i się przytulają pod kołdrą. Jakoś tak kojarzyłem seks.

Środki antykoncepcyjne były wspomniane na życiu w rodzinie, poza tym zetknąłem się też z nimi chyba w gazecie ("Wyborczej"). Uśmiech

Gdybym jednak jako dziecko miał "Edukację seksualną", to możliwe że zostałbym rozseksualizowany, brrr. Na szczęście mnie to jeszcze ominęło, uff Uśmiech
Odpowiedz
#7
Bez przesady. Jako dziecko czytałam książkę "Nie wierzcie w bociany" i jakoś mi nie zaszkodziła.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#8
Iselin napisał(a): Bez przesady. Jako dziecko czytałam książkę "Nie wierzcie w bociany" i  jakoś mi nie zaszkodziła.
Ja jako dziecko czytałem 2 książki, edukujące w zakresie seksualności (dla 2 różnych kategorii wiekowych). One też mi raczej nie zaszkodziły. Natomiast czym innym mogłaby być edukacja seksualna w szkole Uśmiech
Odpowiedz
#9
nerwica napisał(a): Gdybym jednak jako dziecko miał "Edukację seksualną", to możliwe że zostałbym rozseksualizowany, brrr.

To są właśnie radiomaryjne zabobony, powstałe w czasie, gdy ludzie nie wiedzieli o hormonach. Według zabobonu ludzie nabierają seksualności w wyniku uświadomienia, czyli jak siedmiolatkowi powiemy, jak sie robi dzieci, to poleci próbować je robić z sześciolatką, a jak się dwudziestolatkę przed taką wiedzą ochroni, to będzie porządnie i moralnie aseksualna aż do ślubu i po ślubie też. Żaden* seksuolog nie potwierdza tego, że jakiekolwiek dziecko zostało "rozseksualizowane" edukacją seksualną. Gwałcenie siedmiolatek w Pakistanie nie jest raczej spowodowane rozseksualizowaniem tychże siedmiolatek i w ogóle nadmiarem libertyńskiej edukacji w tym kraju.
Pierdoły o seksualizacji dzieci przez edukację powtarzają jedynie księdzowie (nie wszyscy, na szczęście, ale jednak bardzo wielu) i księdzofile, mając poparcie nawet bezbożnych "demokratów naukowych" - ludzi przeświadczonych o tym, że o prawdziwości hipotezy decyduje opinia publiczna.

*Nie należy tego rozumieć zbyt dosłownie - biologa z sekty kreacjonistycznej też da się znaleźć.
Odpowiedz
#10
Wydzielam offtop
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#11
Rodica napisał(a): Warto również uświadamiać mlodzież, że seks do niczego dobrego nie prowadzi i oprócz krótkotrwałej przyjemności ma szereg ciemnych stron, do których należy między innymi niechciana ciąża, choroby i rozseksualizowanie czyli uzależnienie od regularnego seksu i tym samym od osoby, która nam go daje. (W przypadku kobiet)
Dlatego najlepiej nigdy tego świństwa nie próbować i najlepiej zachować czystość do 30 roku życia.

Z tobą nigdy nie wiem, kiedy sobie jaja robisz. Był naprawdę taki pogląd w pra-feminizmie sto lat temu. Ale już w latach dwudziestych femnistki się z tego śmiały.

Cytat: Maria Turzyma ujmowała sprawę nawet dosadniej. Pisała o „wybujałości uczucia”, która czyni z kobiet niewolnice. Szansę na wyzwolenie dawało tylko wyrwanie się z seksualnej matni. Całkowite odrzucenie erotyki jako obszaru życia. Nowe małżeństwo miało znajdować pełnię we wzniosłym, czystym uczuciu, nie zaś w brudnej, poniżającej kobietę kopulacji. Seks należało zupełnie wyplenić z życia, tak by służył tylko płodzeniu potomstwa.

Kamil Janicki: Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce
Odpowiedz
#12
Wyjście z domu lub uprawianie sportu też może być zgubne.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#13
Rodica napisał(a): Kobiety nie oddzielają seksu od uczuć i silniej się przywiązują poprzez seks, to może być dla nich zgubne.
"Nie oddzielają" to stanowczo zbyt radykalne twierdzenie. Niejedna kobieta na świecie potrafiła dać sobie z tym radę bez większych trudności.

Oczywiście seks może mieć większy wpływ na uczucia u kobiet ale to jest, najwyżej, statystyka. Z typowymi dla statystyki efektami.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#14
No ale wiesz, zdradzę ci tajemnicę, mężczyźni też wolą kobiety od własnej ręki. Pod tym względem, że większość z nas ma ochotę na seks z kimś najczęściej płci odmiennej, naprawdę obie płci się nie różnią. Pewne różnice są, nie da się ukryć, ale akurat nie w tym. A głupich kobiet dających się manipulować przez rządzących nimi facetami jest mniej więcej tyle samo, co debilnych mężczyzn wodzonych za nos (choć może inna część ciała byłaby tu słuszniejsza) przez puste, materialistyczne laski. Głupota też jest jakoś mniej więcej równo podzielona.
Odpowiedz
#15
Dałem się kiedyś na to nabrać...może nie tyle chodziło o seks, co o czułości...wydawało mi się, że skoro dziewczyna się do mnie tuli, to znaczy że coś do mnie czuje. A potem...supraaaśl!

Także sceptycznie podchodzę do tego typu stereotypowych haseł o różnicach między mężczyznami i kobietami (wraz ze słabo skrywaną próbą wykazania wyższości kobiet nad mężczyznami).
Odpowiedz
#16
Rodica napisał(a): kościółkowego gadania o złym i brudnym seksie.
To może dawno temu. Od dobrych kilkudziesięciu seks jest czymś bardzo dobrym w nauce KK.

Obecne "kościółkowe gadanie" o seksie jest przedstawione np. tutaj: http://www.szansaspotkania.pl/ i nawet pierwszy artykuł, który właśnie zobaczyłem okazał się nad wyraz niestereotypowy (to fragment książki).

Rodica napisał(a): Jeżeli faktycznie podczas seksu wydzielaja się przeróżne hormony i substancje takie jak na przykład endorfiny i oksytycyna to już masz pewien dowód na uzależniające działanie seksu.
Wszystkie pozytywne kontakty międzyludzkie powodują wydzielanie endorfin i oksytocyny. Wynika z tego, że aby uniknąć uzależnienia trzeba spotykać się tylko i wyłącznie z ludźmi, których towarzystwo jest dla nas nieprzyjemne.

(faktem tylko jest, że u kobiet dodatkowe ilości oksytocyny wydzielają się podczas pobudzania narządów płciowych - czyli także przy karmieniu piersią dziecka)
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#17
Gdyby naturalnie wydzielana oksytocyna, w naturalnych ilościach, powodowała uzależnienie, wtedy każda kobieta w każdym normalnym związku byłaby uzależniona i nie mogłaby po prostu odejść. Tyle, że jest to rażąca bzdura, choćby tylko dlatego, bo to kobiety częściej wnoszą pozew o rozwód.

W rzeczywistości, uzależnienie od innej osoby zdarza się jedynie niektórym, a dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Oczywiście, jeśli ktoś panuje nad emocjami jak małe dziecko, może mu się wydawać inaczej.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#18
A co z tymi, które rozstają się wcześniej i niczego długo nie znoszą? I co z mężczyznami, którzy znoszą różnego rodzaju przemoc?

Mylisz konkretne przypadki z ogólną zasadą.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#19
Bo by zatrzymał. Jak tak robią, to jest słuszna strategia. Mało który facet rzuca kobietę, która chce się z nim kochać trzy razy dziennie, choćby była głupia jak but i ogólnie wredna. (Natomiast, uwaga, nowa fryzura to dla chłopa nie jest to samo, co seks, w ogóle nie da się tych dwóch rzeczy ze sobą pomylić). Trzeba mieć naprawdę nadludzką dyscyplinę miszcza zen, żeby od takiej odejść.  Albo inną,  co też chce, a przy tym jest pozbawiona wad starszego modelu. No ale to już uroki konkurencji.
Odpowiedz
#20
Nie jest to jednak kultura dominująca, a raczej pewne zboczenie drobnej i niereprezentatywnej części ludzkości.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości