Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dekalog złych argumentów - Ateista na Amen
pilaster napisał(a): To co filozi zwykli nazywać ateizmem w istocie z ateizmem nie ma nic wspólnego. Zresztą to nie jedyny termin który w użyciu fi...ficznym oznacza zupełnie coś innego niż w użyciu normalnym.
Toż właśnie w użyciu normalnym ateizm oznacza brak wiary w Boga, niezależnie od tego, co jest przyczyną owego braku wiary i od przymiotów intelektu niewierzącego. To pilaster właśnie wyfilozował swoją własną definicję,  która,  chociaż niesprzeczna i zrozumiała,  jest też nienormalna, czyli niezgodna ze zwykłym zastosowaniem słowa w języku potocznym.


Cytat:No jest jeszcze możliwość, że pisząc "nam" filozi nie mają na myśli nas wszystkich jako ludzkości, jak być może błędnie uznał pilaster, tylko własnie siebie samych - filozów mianowicie.
Raczej wszystkich nie-naukowców,  nawet w sensie szerszym, do których można wliczyć też amatorów nauki. Wszyscy poza nimi mają do dyspozycji przede wszystkim wyniki pracy naukowców,  którą mogą szanować,  wcale nie musząc w niej uczestniczyć.
Odpowiedz
pilaster napisał(a):
E.T. napisał(a): determinizm da się pogodzić z wolna wolą

Oto Słowo Pańskie. Cwaniak

To jeszcze raz, pod dziobek ślepej kurce:
E.T. napisał(a): Proszę:  https://youtu.be/zwbnGqOrAEM?t=4m9s Możesz się z tego czegoś nauczyć. O filozofii w ogóle, a w szczególności o filozofii zagadnienia wolnej woli.

No i jeszcze zbliżony, ale chyba w tej kwestii więcej mówiący wykład: https://youtu.be/G8DQfYV49gI
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a):
pilaster napisał(a): To co filozi zwykli nazywać ateizmem w istocie z ateizmem nie ma nic wspólnego. Zresztą to nie jedyny termin który w użyciu fi...ficznym oznacza zupełnie coś innego niż w użyciu normalnym.
Toż właśnie w użyciu normalnym ateizm oznacza brak wiary w Boga, niezależnie od tego, co jest przyczyną owego braku wiary

Czyżby zatem Zakotem również, w ślad za filozami, uważał, że "ateistą" jest krowa, poziomka, czy skarpetka?  Nieśmiały
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
Hm, czy Pilaster czytał może Piramidy Pratchetta? Zdaje się bowiem, że uważa nas wszystkich za Sfinksów. A siebie za następcę tronu...

Niechże się Pilaster nie wygłupia i opisuje byty realnie istniejące w przyrodzie – to znaczy filozofów prawdziwych, zajmujących się pisaniem o tym, jak myśleć, czyli "programowaniem" omózgowania ludzkiego – a nie umyślone swoje własne chochoły; bardzo uprzejmie Pilastra proszę.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Nie wiem, nigdy nie spotkałem kogoś,  kto wybiera coś, z czego według jego własnej wiedzy nie ma żadnego pożytku.  I co dalej?
Serio? A o wybieraniu niezakładania czapki w mróz to Zakotem nie słyszał? A przecież można mieć różne motywacje. Nie tylko burzę hormonów Oczko

Cytat:Bo jeśli to wiarę porównujesz do czegoś,  co działa na zasadzie placebo, to niewierzący zwracają uwagę,  że to miewa także skutki uboczne. Wybór niewiary jest więc,  jak praktycznie każdy wybór,  oceną szansy i ryzyka: czy chcemy doznać pewnych korzyści,  ryzykując pewne skutki uboczne (które nie muszą wystąpić, ale mogą), czy też rezygnujemy z jednego i drugiego.

Twierdzę po prostu, że wiara ma wymierne i mierzalne skutki i są na to badania. Regulowanie ciśnienia krwi, dłuższe życie i inne efekty statystycznie wykrywalne wskazują, że wiara jest na poziomie czysto fizycznym korzystna. Zaś ateizm nie przynosi na poziomie czysto fizycznym żadnych korzyści. Ponadto istnieje domniemana nagroda po śmierci. Co więcej mam wybór co wybrać a żadna z głównych zasad chrześcijańskiego życia nie jest sprzeczna z moim sumieniem. Po co mam więc wybierać bycie ateistą? De facto ważąc za i przeciw szala jest przechylona na "za". A przecież mogę wybrać opcję przeciwną, mam taką możliwość. Tylko po co?

& napisał(a):Glahadowi chyba chodziło o jakąś sprzeczność między ateizmem a posługiwaniem się pojęciem wolnej woli. Przynajmniej na to stawiam, próbując nadać jego wypowiedzi jakiś sens w kontekście zagadnienia wolnej woli w ujęciu chrześcijańskim i tego, jak się ona ma do determinizmu czy indeterminizmu.

Galahadowi chodziło tylko i wyłącznie o to, że z jakiej pozycji woluntarystycznej się nie startuje to jedyny mierzalny sens ma wiara.

Cytat:Zakładając, że o to chodzi: nie, ateista, taki jak ja czy Daniel Dennett, posługują się pojęciem wolnej woli, ale jest ono bardzo odmienne od sposobu, w jaki pojmowana jest ona przez chrześcijańskich teistów. Znaczy te różnice ujawniają się dopiero, kiedy filozofujemy, bo w zakresie zwykłych codziennych sytuacji i związanych z nimi sądów moralnych pojęcia te specjalnie się nie różnią.

Osobiście jestem pragmatyczny i skoro nie widzę różnicy to po co przepłacać?
Sebastian Flak
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Czyżby zatem Zakotem również, w ślad za filozami, uważał, że "ateistą" jest krowa, poziomka, czy skarpetka?  Nieśmiały

Raczej nie, tak samo jak krowa nie jest nudystką, poziomka nie jest analfabetką, a skarpetka abstynentką. Pewne atrybuty dotyczą bowiem z definicji tylko osób. Ateistą jest więc "osoba, która nie wierzy w Boga" - osobowość zaś wymaga pewnej świadomości, więc niech będzie, że jest to jakaś cecha intelektu, ale taka, jaką ma każdy prócz niemowląt i ludzi maksymalnie upośledzonych. W każdym razie jest to określenie negatywne - ateistą jest ktoś, komu brakuje jakiejś cechy, charakteryzującej innych ludzi. Aby mieć jakąś cechę negatywną, trzeba najpierw być w sytuacji, kiedy można mieć cechę pozytywną. O dwulatku raczej nie powiemy, że jest niepalący, bo palących dwulatków jest zaniedbywalnie mało - ale o dwunastolatku już można tak powiedzieć. I tak samo jak każdy głupi może być niepalący, czyli być a-nikotynistą, tak i do niewiary nie potrzeba inteligencji.
Odpowiedz
zefciu napisał(a): No cóż. Zobaczmy, jak się „awangarda teizmu” tutaj zachowała.
(...)

Wolę nie szukać siebie na tej liście, bo pewnie inaczej musiałbym walczyć z chochołami, których tak nie lubisz zefciu. Chodziło mi o słownik pilastra. Bo żeby być ateistą nie trzeba znać się na fizyce czy biologii. Wystarczy nie wierzyć w Boga. A dojść do takiego przekonania można na wiele sposobów. Oczywiście dobrze jest przy tym przynajmniej respektować naukę, ale to akurat powinno dotyczyć każdego, niezależnie od poglądów religijnych. Z ateizmem na świecie są jednak kojarzone raczej nazwiska takie jak Dawkins, Harris, Dennett, Krauss, Carroll, Pinker czy nieżyjący Hawking albo Hitchens. Pilaster jednak tak dobiera sobie grupkę awangardy ateizmu z naszego grajdołka, i wygląda to mniej więcej tak:
  • Wojciech Cejrowski uważa, że rachunek prawdopodobieństwa obala teorię Darwina,
  • Marian Kowalski twierdzi, że jeśli teoria ewolucji jest prawdziwa, to ludzie powinni mieć dwie wątroby a gąsienica nie ma prawa istnieć.
Mógłbym szukać dalej, ale w sumie po co, tyle wystarczy. Można teraz z czystym sumieniem napisać:
O nauce, jej metodologii, ustaleniach i osiągnięciach nie wiedzą teiści nic. A przynajmniej nie wiedzą nic ci, którzy za awangardę teizmu chcieliby uchodzić.
Prawda?

pilaster napisał(a):
Puszczyk napisał(a):  piszesz o ateistach, a przepraszam, o ludziach za awangardę ateizmu chcącą uchodzić, jako o głupkach co to niczego nie rozumieją (w opozycji do światłych teistów biegłych w genetyce). Powiedz mi: jak na ich tle wypada awangarda teizmu 

Niezależnie od tego co czyni awangarda teizmu, nie uważa się ona także za awangardę rozumu, nauki i oświetlenia, nie poucza innych w tej  materii i nie pretenduje do takiego miana. 
Wyżej podałem przykład awangardy teizmu, która lubi wypowiadać się na tematy naukowe. A jeszcze więcej jest członków awangardy teizmu, którzy uważają się za awangardę etyki i moralności. I cóż, mam pisać zatem o teistach w takim stylu, jak Ty to robisz w drugą stronę? Jaki miałby być tego cel?
I jeszcze jedno: atakujesz tak filozofów, a sam niejednokrotnie argumentowałeś swoje poglądy w sposób, który ze ścisłymi naukami nie ma wiele wspólnego. Przykład: 
Cytat:Gdyby Pierwsza Przyczyna miała jakieś uzasadnienie, nie byłaby Pierwsza, nieprawdaż? Dowolny spójny wewnętrznie światopogląd wyjaśniający istnienie materialnego Wszechświata, musi zakładać istnienie jakiejś Pierwszej Przyczyny. Oczywiście nie musi to być Bóg osobowy - Absolut. W tej roli występował już kiedyś Wielki Wybuch, potem fluktuacje pól kwantowych, niestabilność próżni, etc.. Jednak żadna z tych alternatyw w roli PP nie dorównuje atrakcyjnością intelektualną Absolutowi.

I z dzisiejszego posta:
Cytat:Niedokładnie.  Nie różni się niczym dla wewnętrznego obserwatora. I z zastrzeżeniem, że Wszechświat naturalistyczny jest w ogóle możliwy (co w zasadzie jest prawdopodobne tylko dla Wszechświata nieskończonego w czasie. Wszechświat w czasie ograniczony bardzo trudno wytłumaczyć czysto naturalistycznie)
Czy ta teza o byciu prawdopodobnym tylko dla Wszechświata nieskończonego w czasie ma jakiekolwiek poparcie w empirii/matematyce, czy jest tylko czystym widzimisię pilastra? 
I o ile nauka jawnie Bogiem się nie zajmuje, to jednak jest to proces, który zazwyczaj sprowadza się do wyjaśniania bytów złożonych bytami prostszymi, prawami ogólnymi (albo tłumaczy np. biologię chemią, a chemię fizyką). Czy jest szansa, aby zgodził się pilaster, że powoływanie jako pierwszej przyczyny istoty inteligentnej jest, nie tyle niezgodne z naukową wizją świata, co z nią przynajmniej nieco mniej (z samego tego powodu) konsystentne?
Odpowiedz
Galahad napisał(a): Serio? A o wybieraniu niezakładania czapki w mróz to Zakotem nie słyszał? A przecież można mieć różne motywacje. Nie tylko burzę hormonów Oczko
Oczywiście. Można odziedziczyć niezakładanie czapki po rodzicach. Można spotkać paru wyjątkowo przykrych czapkowców zmuszających do noszenia czapki i doznać urazu. Można też na serio nie czuć mrozu (przy czym ktoś taki nie nosi nie tylko czapki, ale i ciepłej kurtki; jak ktoś w puchowym kożuchu mówi, że nie nosi czapki, bo mu ciepło, to nie jest zbyt wiarygodny).

Cytat:Twierdzę po prostu, że wiara ma wymierne i mierzalne skutki i są na to badania. Regulowanie ciśnienia krwi, dłuższe życie i inne efekty statystycznie wykrywalne wskazują, że wiara jest na poziomie czysto fizycznym korzystna.
Dlatego Polacy żyją zauważalnie dłużej od Czechów?
Nawet gdyby gdzieś, w jakimś badaniu (chętnie poczytam, ale cały artykuł opisujący metodę tego badania) wystąpiła taka korelacja, to korelacje często są mylące. Na przykład - wegetarianie zazwyczaj są zdrowsi. To prawda. Tylko ilu jest wegetarian, którzy spędzają żywot codziennie żrąc picę (wegetariańską) przed monitorem i popijając piwem (piwo to wręcz wegańskie jest)? Po prostu, ludzie dbający o zdrowie (czasem w sposob irracjonalny) częściej zostają wegetarianami, ale twierdzenie "ludzie dbający o zdrowie są zdrowsi" nie brzmi tak medialnie Uśmiech Tak samo,  niemożliwością jest znalezienie grupy badanych, w której jedyną różnicą jest wiara lub jej brak. A może ludzie ogólnie spokojniejsi i zgodni częściej są wierzący? To wystarczy być spokojniejszym i zgodniejszym.

Cytat:Zaś ateizm nie przynosi na poziomie czysto fizycznym żadnych korzyści.
No, bezpośrednio nie. Ale zmniejsza prawdopodobieństwo złapania wilka w niedogrzanym kościele. Zmniejsza też prawdopodobieństwo konieczności rodzenia martwych płodów. Taka korelacja.

Cytat:Ponadto istnieje domniemana nagroda po śmierci.
Może jest przyznawana tylko ateistom, tak dla zgrywy.

Cytat:Co więcej mam wybór co wybrać a żadna z głównych zasad chrześcijańskiego życia nie jest sprzeczna z moim sumieniem.
Są bardzo różne rodzaje chrześcijaństwa,  ale oczywiście każdy mógłby znaleźć taką interpretację,  która byłaby zgodna z jego sumieniem. Ja też. Równie dobrze mógłbym odpowiednio zinterpretować islam albo fengszuizm. Albo komunizm. Chińscy komuniści budują kapitalizm, co za problem. Ale musiałbym najpierw widzieć jakąś przewagę wiary nad niewiarą. Inną,  niż korelacje wegetariańskie.

Cytat:Po co mam więc wybierać bycie ateistą?
A czy ja ci, Boże uchowaj, mówię, że masz wybrać? Ateistycznemu apostolstwu mówię NIE.

Cytat:De facto ważąc za i przeciw szala jest przechylona na "za". A przecież mogę wybrać opcję przeciwną, mam taką możliwość. Tylko po co?
Diabli wiedzą. Po prostu ateiści nie widzą tych korzyści,  które ty widzisz, a widzą koszty, wyrażone w czasie poświęconym na religiowanie. I wychodzi na minus.
Odpowiedz
Galahad
Cytat:Twierdzę po prostu, że wiara ma wymierne i mierzalne skutki i są na to badania. Regulowanie ciśnienia krwi, dłuższe życie i inne efekty statystycznie wykrywalne wskazują, że wiara jest na poziomie czysto fizycznym korzystna. Zaś ateizm nie przynosi na poziomie czysto fizycznym żadnych korzyści. Ponadto istnieje domniemana nagroda po śmierci.
Przekonałeś mnie – od dziś wierzę w Boga.
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Oczywiście. Można odziedziczyć niezakładanie czapki po rodzicach. Można spotkać paru wyjątkowo przykrych czapkowców zmuszających do noszenia czapki i doznać urazu. Można też na serio nie czuć mrozu (przy czym ktoś taki nie nosi nie tylko czapki, ale i ciepłej kurtki; jak ktoś w puchowym kożuchu mówi, że nie nosi czapki, bo mu ciepło, to nie jest zbyt wiarygodny).

No i sam widzisz, że motywacje są różne.

Cytat:Dlatego Polacy żyją zauważalnie dłużej od Czechów?
Nawet gdyby gdzieś, w jakimś badaniu (chętnie poczytam, ale cały artykuł opisujący metodę tego badania) wystąpiła taka korelacja, to korelacje często są mylące. Na przykład - wegetarianie zazwyczaj są zdrowsi. To prawda. Tylko ilu jest wegetarian, którzy spędzają żywot codziennie żrąc picę (wegetariańską) przed monitorem i popijając piwem (piwo to wręcz wegańskie jest)? Po prostu, ludzie dbający o zdrowie (czasem w sposob irracjonalny) częściej zostają wegetarianami, ale twierdzenie "ludzie dbający o zdrowie są zdrowsi" nie brzmi tak medialnie Uśmiech

Hola, hola. Już sam pisząc o wegeterianach wskazujesz na coś istotnego. Mianowicie na praktykowanie pewnego trybu życia. Właściwie to sam sobie odpowiedziałeś. Mogę zadeklarować się jako ktokolwiek. I czy w związku z moją deklaracją automatycznie się nim stałem?


Cytat:Tak samo,  niemożliwością jest znalezienie grupy badanych, w której jedyną różnicą jest wiara lub jej brak.

Ale znalezienie grup praktykujących lub nie jest już zasadniczo dość proste.

Cytat:A może ludzie ogólnie spokojniejsi i zgodni częściej są wierzący? To wystarczy być spokojniejszym i zgodniejszym.

Raczej nie obstawiałbym takiej korelacji. Podzbiór wierzących jest na tyle liczby, że wszystkie cechy rozkładają się tam podobnie jak w społeczeństwie. Co innego praktykujący. Tych jest już zauważalnie mniej.




Cytat:No, bezpośrednio nie. Ale zmniejsza prawdopodobieństwo złapania wilka w niedogrzanym kościele. Zmniejsza też prawdopodobieństwo konieczności rodzenia martwych płodów. Taka korelacja.

Oraz zmniejsza ryzyko śmierci w skutek uderzeni drzwiczkami od konfesjonału. Bądźmy poważni.

Cytat:Może jest przyznawana tylko ateistom, tak dla zgrywy.

A może nie.

Cytat:Są bardzo różne rodzaje chrześcijaństwa,  ale oczywiście każdy mógłby znaleźć taką interpretację,  która byłaby zgodna z jego sumieniem. Ja też. Równie dobrze mógłbym odpowiednio zinterpretować islam albo fengszuizm. Albo komunizm. Chińscy komuniści budują kapitalizm, co za problem. Ale musiałbym najpierw widzieć jakąś przewagę wiary nad niewiarą. Inną,  niż korelacje wegetariańskie.

O w tym numerze jest bardzo dobry tekst.

http://www.wiz.pl/10,242.html

Istna kopalnia argumentów. Niestety nie mam się jak podzielić, bo mam papierowe wydanie a linka do artu nie znalzlem Smutny

Cytat:A czy ja ci, Boże uchowaj, mówię, że masz wybrać? Ateistycznemu apostolstwu mówię NIE.

Byłem i po tej stronie okopów i zasadniczo wiara się mnie bardziej podoba. Język

Cytat:Diabli wiedzą. Po prostu ateiści nie widzą tych korzyści,  które ty widzisz, a widzą koszty, wyrażone w czasie poświęconym na religiowanie. I wychodzi na minus.

No i zasadniczo koszt poświęcony na religiowanie odpłaca lepszym zdrowiem i dłuższym życiem, średnio o 7 lat. Jak dla mnie to coś co jest warte zachodu, a przecież istnieje niezerowa szansa, że tym samym zyskuję życie wieczne oraz wieczną szczęśliwość. A to są argumenty rozumowe. Są przecież jeszcze inne czy to emocjonalne czy jakieś bardziej indywidualne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
pilaster napisał(a):A nie żadne tam śmierci i bóle

To taki skrót myślowy. Wiadomo jak wyglądało to przed powstaniem człowieka. Zwierzęta umierały. Były zjadane-cierpiały. A przynajmniej je bolało. Powstanie człowieka jest okupione bólem tych zwierząt

' napisał(a):Dlaczego nie pasują?

Czy gdyby Pilaster był Bogiem to posłużył by się ewolucją?

W islamie ten problem w ogóle nie występuje, Islam nie przypisuje Bogu żadnych cech charakteru tj. Własnie Miłość. Jest sobie Bóg, jest on transcendentny, wszechmocny gdzieś sobie tam siedzi i rządzi. Nawet w Koranie są przykłady iż Bóg jest zwodzicielem(odwrotnie w Biblii). Tutaj powołuje się na słowa wieloletniego muzlumanina który konwertował na chrześcijaństwo. Ergo, nie ma problemu między Bogiem(tej konkretnej religi) a teorią ewolucji

Ps: a przynajmniej tak powinno być. Gdyby nie fakt iż muzułmanie uważają Koran za księgę idealną. Księgę daną z samego nieba która była częścią "księgi matki"
Odpowiedz
O ile dobrze rozumiem Pilastra, to on myśli, że mógłby się posłużyć ewolucją z takim doborem, w którym śmierć nie występuje.

(Bólu, obawiam się, uniknąć się nie da, bo jakiś sygnał trzeba podać do mózgu, żeby tej skręconej kostki przez tydzień bezwzględnie nie obciążał.)
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
Quinque
Cytat:W islamie ten problem w ogóle nie występuje, Islam nie przypisuje Bogu żadnych cech charakteru
I pewnie właśnie dlatego każdą surę otwiera zawołanie „W Imię Boga Miłosiernego i Litościwego”…
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Muzluamnie wierzą iż nikt nie miał pewności zbawienia(nawet Mahomet nie był tego pewny). A Bóg osądzi ich ze swoją wolą. osobę może wysłać do piekła lub do nieba(w dniu sądu). Niezależnie od decyzji czy życia tej osoby. Allah jest Bogiem oddalonym od człowieka. Nawet swoim prorokom nie objawia się osobiście tylko przez swojego anioła. Nie wiem czy kogoś takiego można uznawać za miłosiernego

No ale możesz mieć rację. Więc jeśli pierdolnąłem bzdurę to mój błąd. pewnie coś źle zrozumiałem. Zapoznam się z islamem bliżej
Odpowiedz
Galahad napisał(a): Cytat:
Zakładając, że o to chodzi: nie, ateista, taki jak ja czy Daniel Dennett, posługują się pojęciem wolnej woli, ale jest ono bardzo odmienne od sposobu, w jaki pojmowana jest ona przez chrześcijańskich teistów. Znaczy te różnice ujawniają się dopiero, kiedy filozofujemy, bo w zakresie zwykłych codziennych sytuacji i związanych z nimi sądów moralnych pojęcia te specjalnie się nie różnią.

Osobiście jestem pragmatyczny i skoro nie widzę różnicy to po co przepłacać?

Z tego prostego powodu, że o ile na co dzień nie widać różnicy, to jednak większość z nas wiąże z tym pojęciem jakieś wyobrażenie (Dennett mówi o ideologii związanej z tzw. manifest image, w tym przypadku związanej z pojęciem wolnej woli), które- wystawione na razy zadane mu przez np. neuronauki- nie wytrzymuje często ciosu, bo jako nieprzemyślane i raczej w swym charakterze bajkowe, jest na takowe bardzo wrażliwe. Kompatybilistyczne ujęcie zagadnienia wolnej woli, jakie oferuje np. Dennett, ma chronić ten wartościowy koncept przed nieprzemyślanymi reakcjami ludzi takich, jak Sam Harris, który najwyraźniej bardzo przejął się tym, że nauka wskazuje na to, że wolnej woli nie mamy. Dennett w linkowanych przeze mnie wykładach podaje też przykłady kilku postaci, często świetnych naukowców w dziedzinie neuronauk, ale marnych filozofów, którzy doszli do podobnych wniosków.

Więc nie, nie przepłacisz.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
Dwa Litry Wody napisał(a): Przekonałeś mnie – od dziś wierzę w Boga.


Nie to miało być moim celem, ale to miłe jest Uśmiech Cieszy mnie, że argumentacja jednak do Ciebie trafiła.

E.T. napisał(a): Z tego prostego powodu, że o ile na co dzień nie widać różnicy, to jednak większość z nas wiąże z tym pojęciem jakieś wyobrażenie (Dennett mówi o ideologii związanej z tzw. manifest image, w tym przypadku związanej z pojęciem wolnej woli), które- wystawione na razy zadane mu przez np. neuronauki- nie wytrzymuje często ciosu, bo jako nieprzemyślane i raczej w swym charakterze bajkowe, jest na takowe bardzo wrażliwe. Kompatybilistyczne ujęcie zagadnienia wolnej woli, jakie oferuje np. Dennett, ma chronić ten wartościowy koncept przed nieprzemyślanymi reakcjami ludzi takich, jak Sam Harris, który najwyraźniej bardzo przejął się tym, że nauka wskazuje na to, że wolnej woli nie mamy. Dennett w linkowanych przeze mnie wykładach podaje też przykłady kilku postaci, często świetnych naukowców w dziedzinie neuronauk, ale marnych filozofów, którzy doszli do podobnych wniosków.

Więc nie, nie przepłacisz.

Kiedy mnie neuronauki do Boga przekonały. Przecież skoro w mózgu są rejony odpowiadające za to co religie określają kontaktem z sacrum, religijne praktyki czyli psychika wpływa na fizyczność to to jasno wskazuje, że jest Coś i to działa. I dla mnie nie ma znaczenia czy to jest mempleks, idea czy cokolwiek innego. Po prostu wychodzę z założenia, że pozostawiając margines wyboru nie dostanę jednoznacznego i formalnego dowodu na to, że Bóg jest. A skoro tak to in plus dołączam przesłanki wskazujące, że Bóg jest. A to, że przyjąłem Boga jako byt osobowy to tylko konsekwencja stwierdzenia, że jest. Bo na dobrą sprawę mogę Boga zredukować do aktywności w pewnych rejonach mózgu i nie rozciągać tego dalej, mogę też pójść za Pascalem. I to właśnie zrobiłem.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Galahad
Cytat:Cieszy mnie, że argumentacja jednak do Ciebie trafiła.
Dłuższe życie, mniej problemów z ciśnieniem, nagroda po śmierci – i to wszystko jeszcze kompletnie za friko. Taką ofertę trzeba brać w ciemno.
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
W ciemno to kredyt w Providencie. Każdy uczciwy wierzący powie Ci, że musisz zaufać Bogu, ale na litość boską nie bezrozumnie!

Ażeby utrwalić przekaz pozytywny i zachęcić Cię do pozostania na nowej drodze życia załączam link:

https://m.youtube.com/watch?v=UajMuw6pESA

Tuszę, iż Sofeicz dopatrzy się echa rozsądku jakie we mnie zasiał Uśmiech Miłego słuchania. Liczę, iż wysłuchasz odpowiedni fragment Język
Sebastian Flak
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Czyżby zatem Zakotem również, w ślad za filozami, uważał, że "ateistą" jest krowa, poziomka, czy skarpetka?  Nieśmiały
Wcale nie w ślad za filozami. Dla nich ateista to ktoś przypisujący zdaniu "Bóg istnieje" wartość logiczną 0, teista 1, a agnostyk wstrzymujący się od sądu; quartus non datur. To "ateiści" jakichś innych profesji wymyślili sobie żeby to na dwie osie rozbijać, a jako przeciwieństwo agnostycyzmu dali... Gnostycyzm. W praktyce o żadnych dzisiejszych teistach-gnostykach, ani tym bardziej ateistach-gnostykach (sic!) nie słyszałem. Nasz Święty Kościół Powszechny musiał ich wystarczająco pogonić wieki temu. Oczko

Własnie w kontekście poziomek szerzej jest to wyłożone tutej.

Jeszcze uwaga co do nadreprezentacji "ateistów" wśród fizoli. Jeśli liczyć wszystkie odnóża bestii to jest ich niemal 3/4. Ale gdy przełączymy wyniki na samych specjalistów fi...fi religii to tyle samo jest teistów.

Wnioski nasuwają się same: afirmacja istnienia Pana naszego jest możliwa nawet wśród takiego duraka co statystyczny fizolof, o ile tylko więcej czasu przeznaczy na argumenta za Jego istnieniem.
Odpowiedz
Galahad
Cytat:W ciemno to kredyt w Providencie. Każdy uczciwy wierzący powie Ci, że musisz zaufać Bogu, ale na litość boską nie bezrozumnie!
Zaraz, zaraz, a to już sama, taka bezprzymiotnikowa, wiara nie wystarczy? Nagle musi być wiarą rozumną i to w dodatku opartą na zaufaniu? Coś mi to zaczyna przypominać starą anegdotę o tym jak w Moskwie na Placu Czerwonym rozdawali samochody…
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości