Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Trudny wybór
#1
Podawałem niedawno przykład sytuacji, która zdarza się dość często w różnych wariantach. Ktoś pobił mojego przyjaciela, a potem zapraszał mnie na piwo. Mogłem zrobić dwie rzeczy:
a) skusić się na piwo, bo je lubię
b) nie iść na piwo, za to odwiedzić pobitego

Co byście zrobili na moim miejscu i dlaczego?
Odpowiedz
#2
Nie wiem, w jakim ty środowisku się obracasz, że często zdarzają ci się takie sytuacje, i to w różnych wariantach. Obawiam się, że dla większości ludzi to zupełna egzotyka, trudno więc postawić się w twojej sytuacji. Na chłopski rozum człowieka cywilizowanego, gdybym wiedział, kto pobił mojego przyjaciela, to bym poleciał na policję, ale rozumiem, że wśród kiboli to nie wchodzi w grę. Może więc pójście na piwo z bijaczem jest dobrym pomysłem, żeby się z nim zaprzyjaźnić i wynegocjować zaprzestanie dalszego bicia moich ziomali.
Odpowiedz
#3
No tak, ale jak przyjmę zaproszenie, to trochę tak, jakbym olewał przyjaciela i w sumie jakbym mówił, że nic się nie stało, że dostał po pysku. Co do zasady nie podoba mi się takie zachowanie i nie chciałbym dawać na nie jakby przyzwolenia. Nie potrzebuję przyjaźni z kibolem ani się go nie boję. Kwestia tylko, czy ominąć imprezę, a napić się przy następnej okazji?
Odpowiedz
#4
Skoro to twój przyjaciel, to twoim przyjacielskim obowiązkiem jest obić mordę napastnikowi,, a nie sączyć z nim browarka.
Chyba ze czegoś nie kumam.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#5
Jaques napisał(a): No tak, ale jak przyjmę zaproszenie, to trochę tak, jakbym olewał przyjaciela i w sumie jakbym mówił, że nic się nie stało, że dostał po pysku. Co do zasady nie podoba mi się takie zachowanie i nie chciałbym dawać na nie jakby przyzwolenia. Nie potrzebuję przyjaźni z kibolem ani się go nie boję. Kwestia tylko, czy ominąć imprezę, a napić się przy następnej okazji?

No cóż, zdrowy człowiek nie ma "potrzeby picia piwa", która może mieć wyższy priorytet od innych potrzeb. My pijemy piwo po to, aby rozluźnić atmosferę w towarzystwie, albo i bez, bo podchmielenie może uczynić przyjemniejszym odpoczynek po wysiłku. Natomiast "potrzebę wypicia piwa", nawet w towarzystwie wroga (ktoś, kto bije przyjaciela, jest wszak wrogiem, a jedyny sens rozmowy z wrogiem to negocjacje, żeby był mniej wrogi - a ty mówisz, że nie potrzebujesz) może odczuwać tylko alkoholik. Jeśli jesteś alkoholikiem, to w ogóle trudno mówić o wyborze moralnym, bo tu nie ma wyboru. Mówić alkoholikowi "nie pij piwa" to jak mówić zdrowemu człowiekowi, żeby przez dziesięć minut nie oddychał. W takim wypadku chyba optymalne byłoby znalezć jakoś te trzy złote, kupić piwo samemu i wypić je odwiedzając pobitego. A może - to już taki bonus - udałoby się załatwić piwo i dla niego?
Odpowiedz
#6
Jaques napisał(a): Podawałem niedawno przykład sytuacji, która zdarza się dość często w różnych wariantach. Ktoś pobił mojego przyjaciela, a potem zapraszał mnie na piwo. Mogłem zrobić dwie rzeczy:
a) skusić się na piwo, bo je lubię

Zrób to, co zrobili katolicy z protestantami w noc św. Bartłomieja - udawaj chęć pojednania, idź się z nim napić, udawaj przyjaznego, ale nie pij tyle co on. I jak już będzie odpowiednio ubzdryngolony, to mu znienacka utnij głowę i nasikaj do szyi Uśmiech
Odpowiedz
#7
Wymyśliłem trudniejszy scenariusz.
Twój dobry przyjaciel (odwiedzacie się, jeździcie razem na wakacje, wasze dzieci chodzą razem do szkoły) zostaje oskarżony o czyny pedofilskie. Sprawa jest na tyle poważna, że trafia do sądu. Twoje dzieci twierdzą, że nigdy nic niestosownego im nie robił. Czy zmieniasz w jakiś sposób relacje z przyjacielem?
Odpowiedz
#8
Jaques napisał(a): No tak, ale jak przyjmę zaproszenie, to trochę tak, jakbym olewał przyjaciela i w sumie jakbym mówił, że nic się nie stało, że dostał po pysku. Co do zasady nie podoba mi się takie zachowanie i nie chciałbym dawać na nie jakby przyzwolenia. Nie potrzebuję przyjaźni z kibolem ani się go nie boję. Kwestia tylko, czy ominąć imprezę, a napić się przy następnej okazji?
Dylematy moralne chrześcijan. Nie do pojęcia dla ateusza.

Christoff napisał(a): Wymyśliłem trudniejszy scenariusz.
Twój dobry przyjaciel (odwiedzacie się, jeździcie razem na wakacje, wasze dzieci chodzą razem do szkoły) zostaje oskarżony o czyny pedofilskie. Sprawa jest na tyle poważna, że trafia do sądu. Twoje dzieci twierdzą, że nigdy nic niestosownego im nie robił. Czy zmieniasz w jakiś sposób relacje z przyjacielem?
Ciężko, by się ten wątek jakoś w rozmowie nie pojawił i by relacje były takie same, szczególnie, że w tym momencie najprawdopodobniej wali mu się świat (słusznie czy też nie).
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#9
Sofeicz napisał(a): Skoro to twój przyjaciel, to twoim przyjacielskim obowiązkiem jest obić mordę napastnikowi,, a nie sączyć z nim browarka.

Właśnie nie chcę nikogo obić, tak jak tamten obił. Niby mam powód i mógłbym potem wytłumaczyć swoje zachowanie, ale pewnie i tamten miał. Nie chcę wnikać jakie, ale to co zrobił mi się nie podoba.

ZaKotem

Cytat:Jeśli jesteś alkoholikiem, to w ogóle trudno mówić o wyborze moralnym, bo tu nie ma wyboru.

Nie jestem. Napisałem "na piwo", ale to tylko nazwa. Chodzi o fajną imprezę, na której mogę spotkać wielu znajomych, których dawno nie widziałem.

Cytat:W takim wypadku chyba optymalne byłoby znalezć jakoś te trzy złote, kupić piwo samemu i wypić je odwiedzając pobitego. A może - to już taki bonus - udałoby się załatwić piwo i dla niego?

Więc nie chodzi o 3 złote, tylko o to, że nie co dzień jest impreza. Optymalnie to by było, gdyby robił ją kto inny niż ten kibol, ale tego nie zmienię.

Christoff

Cytat:Twój dobry przyjaciel (odwiedzacie się, jeździcie razem na wakacje, wasze dzieci chodzą razem do szkoły) zostaje oskarżony o czyny pedofilskie. Sprawa jest na tyle poważna, że trafia do sądu. Twoje dzieci twierdzą, że nigdy nic niestosownego im nie robił. Czy zmieniasz w jakiś sposób relacje z przyjacielem?

W moim przypadku nie było jeżdżenia razem na wakacje i takiej wielkiej przyjaźni, ale też nic nie miałem do tego, który pobił, normalnie go szanowałem. To że coś sobie wymyślił i coś zrobił to już przegięcie. Pewnie mógłbym znów wrócić do dawnych relacji, ale najpierw musiałby jakoś odkręcić to co zrobił. Tyle że jak on nie widzi w tym nic złego, to nie ma szans na taki scenariusz.
Odpowiedz
#10
Już jakby po. Nie poszedłem. Okazało się, że moi znajomi, na których liczyłem w ogóle się nie zjawili, więc nic mnie nie ominęło.
Odpowiedz
#11
Jaques napisał(a): Podawałem niedawno przykład sytuacji, która zdarza się dość często w różnych wariantach. Ktoś pobił mojego przyjaciela, a potem zapraszał mnie na piwo. Mogłem zrobić dwie rzeczy:
a) skusić się na piwo, bo je lubię
b) nie iść na piwo, za to odwiedzić pobitego

Co byście zrobili na moim miejscu i dlaczego?
Odwiedziłbym przyjaciela.
Po pierwsze, nie lubię piwa.
Po drugie, wolę się spotkać z przyjacielem niż z kimś, kto go pobił.
Po trzecie, przyjacielowi może być miło, że go odwiedziłem. Natomiast, gdybym poszedł na piwo z tym, kto go pobił, to dla mnie trochę tak jakbym bardziej solidaryzował z bicielem niż z pobitym. Oczywiście w kontekście sytuacja może być bardziej złożona i zniuansowana.
Why so serious?
Odpowiedz
#12
Jaques napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Skoro to twój przyjaciel, to twoim przyjacielskim obowiązkiem jest obić mordę napastnikowi, a nie sączyć z nim browarka.

Właśnie nie chcę nikogo obić, tak jak tamten obił. Niby mam powód i mógłbym potem wytłumaczyć swoje zachowanie, ale pewnie i tamten miał. Nie chcę wnikać jakie, ale to co zrobił mi się nie podoba.

Trzeba było od razu napisać - "jestem cykorem, nie umiem się bić i boję się tego kolesia, który pobił mojego przyjaciela, bo może mnie tak samo obić".
Prosto, prawdziwie.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
Sofeicz napisał(a): Trzeba było od razu napisać - "jestem cykorem, nie umiem się bić i boję się tego kolesia, który pobił mojego przyjaciela, bo może mnie tak samo obić".
Prosto, prawdziwie.

No właśnie to nie bardzo pasuje. Ja na przykład nie umiem się bić i raczej bałbym się łysego, który pobił mojego kolegę. No ale skoro bym się bał, to na pewno nie wybierałbym się na imprezę organizowaną przez łysego, ani w ogóle na żadną, na której łysy ma się pojawić. Chyba, że czułbym coś silniejszego od strachu, na przykład konieczność napicia się alkoholu. Ale jeśli nie o to chodzi, to najwyraźniej Jaques się go nie boi, tylko nadal uważa go za część swojego towarzystwa, co wskazuje na to, że przebywa on w środowisku kiboli-gangsterów, w którym pobicie kogoś jest akceptowalnym (choć nie zawsze optymalnym) sposobem rozwiązywania sporów i z towarzystwa nie wyklucza.
Odpowiedz
#14
Jaques napisał(a): Podawałem niedawno przykład sytuacji, która zdarza się dość często w różnych wariantach. Ktoś pobił mojego przyjaciela, a potem zapraszał mnie na piwo. Mogłem zrobić dwie rzeczy:
a) skusić się na piwo, bo je lubię
b) nie iść na piwo, za to odwiedzić pobitego

Co byście zrobili na moim miejscu i dlaczego?

Odwiedź przyjaciela z piwem.

Przecież ten agresor to tylko neutralny znajomy a nie przyjaciel.
Odpowiedz
#15
Wiele osób sugeruje mi tu odwiedzenie przyjaciela (z piwem lub bez), a unikanie agresora. Takie też jest mój wybór i fajnie by było, gdybyście sami potrafili z tej rady skorzystać. Często jednak jest tak, że zabawa lub korzyść oferowana przez agresora jest tak duża, że nie zastanawiamy się nawet, by wesprzeć przyjaciela. Łatwo siebie usprawiedliwić, że przecież moje jednostkowe działanie nic nie zmieni - agresor i tak zrobi to, co chce. Ale to błędne myślenie. Rzeczywiście, nie potępiając - wspieramy go. Przymykając oko - wspieramy go. Nawet zapominając - wspieramy go. Kibol rośnie wtedy w siłę.

ZaKotem
Cytat:Nie wiem, w jakim ty środowisku się obracasz

Tym samym co wszyscy. Po prostu interesuję się piłką
Odpowiedz
#16
Nawet ja pomimo tego, że uważam iż dobro i zło obiektywnie nie istnieją wybrałbym b. Przyczyna jest prosta ... przyjaciel>piwo ^ napastnik<piwo
Wynika z tego prosta zależność, że jeżeli moim subiektywnym zdaniem ktoś jest moim przyjacielem to ktoś kto go pobił jest moim wrogiem i z tej przyczyny
piwo ma za małą siłę przebicie aby skłonić mnie do ugadywania się z nim. Poszedłbym do przyjaciela i opowiedziałbym mu o tej sytuacji wspólnie cisnąc bekę
z tego patola Oczko

Podsumowując zależy to od osobistej hierarchii wartości. Jeżeli piwo jest dla kogoś ważniejsze niż przyjaciel to nie jest to przyjaciel a co
najwyżej kolega ze wskazaniem na znajomego, którego imienia nawet nie pamięta. Sam fakt, że ktoś się zad tym zastanawia poddaje w wątpliwość sens
używania słowa przyjaciel.
Przekonania są bardziej niebezpiecznymi wrogami prawdy, niż kłamstwa - F. Nietzsche

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości