Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Syfilis i inne france
#1
W poprzednim artykule „Matematyka w czasach zarazy” omówiony został model rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych w populacji, tzw. model SIR. Dzieli on populację na trzy grupy – podatnych na zachorowanie S (suspectible), zarażonych I (infectious) i ozdrowiałych R (recovered). Podatni (S) zarażają się przez kontakt z osobami chorymi (I) i sami przechodzą do tej grupy. Po jakimś czasie zdrowieją, nabywają odporność i stają się odpornymi ®. Przebieg choroby pokazuje więc schemat

S => I => R

Kluczowy dla rozwiązania tego modelu jest tzw. bazowy współczynnik reprodukcji (BWR) dla danej infekcji. Pokazuje on ile osób podatnych (S) zarazi średnio, podczas swojej choroby, jeden chory (I). Kiedy BWR jest większy od jedności choroba przeradza się w epidemię, kiedy jest mniejszy, wygasa. BWR dany jest wzorem.

BWR = a*S/b

Gdzie S to odsetek podatnych (S), a wielkości a i b to odpowiednio tempo zarażania i tempo zdrowienia. a jest odwrotnością średniego czasu, w jakim osobnik (S) pozostając w kontakcie z osobnikiem chorym (I) zarazi się od niego, a b średniego czasu potrzebnego na przebycie choroby, czyli przejścia z kategorii (I) do ®

Ciąg dalszy
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#2
Jedna uwaga.

pilaster napisał(a): Choroby weneryczne różnią się bowiem od grypy, ospy, czy świnki jeszcze jednym ważnym elementem. Nie można się nimi zarazić przypadkowo na ulicy, czy w kinie. W związku z tym, wprowadzenie kwarantanny w celu obniżenia parametru a jest wyjątkowo proste – wystarczy powstrzymać się od przypadkowych kontaktów seksualnych. Nie od wszystkich kontaktów, ale od przypadkowych. Taki proces, całkowicie medialnie niezauważony, musiał zajść w drugiej połowie XX wieku, bo inaczej, wobec braku szczepionek na przenoszone drogą seksualną choroby, nie udałoby się obniżyć odsetka nosicieli do tak niskiego poziomu. Po cichu, bez medialnego rozgłosu, w najbardziej rozwiniętych społeczeństwach zaszła zatem istna purytańska kontrrewolucja obyczajowa. Z jednej strony hałaśliwie i szeroko rozprawiano o „wolnej miłości”, z drugiej jednak, realne procesy społeczne, wbrew tym werbalnym deklaracjom, szły w zupełnie inną, przeciwną stronę. Wbrew powszechnemu złudzeniu, żyjemy więc obecnie w bardzo cnotliwych i mało wyuzdanych czasach.

Rewolucja obyczajowa, która zmniejszyła ilość pozazwiązkowych (bynajmniej nie "przypadkowych", nikt nie nadziewa się przypadkiem na cudze genitalia) stosunków płciowych i tym samym ryzyko syfa, nie odbyła się wbrew idei wolnej miłości, ale zgodnie z nią. Wolna miłość bowiem, wbrew mniemaniom purytanów, nie oznacza wcale ciurlania się na lewo i prawo, a szczególnie na lewo. To oznacza tylko w przypadku ludzi uzależnionych od seksu, których zachowania są dość spektakularne, ale stanowią niewielki ułamek ludności. Wolna miłość to idea, która Europejczykom i Amerykanom XXI wieku wydaje się oczywistą oczywistością, ale nie była taką sto lat temu ani wciąż nie jest w wielu niedorozwiniętych częściach świata: że to, z kim utrzymuję stosunki płciowe, winno zależeć od chęci na seks mojej i tej drugiej osoby, a nie od czegokolwiek innego, np. od majątku albo opinii sąsiadów. Idea wolnej miłości przekłada się statystycznie na zwiększenie popularności faktycznej (a nie formalnej!) monogamii, bo monogamia jest naturalną skłonnością większości ludzi, i większość ludzi praktykujących wolną miłość będzie uprawiać seks z jednym partnerem, tym, którego z wzajemnością kochają. Tam natomiast, gdzie wolna miłość jest nieznana, zawiera się małżeństwa aranżowane przez rodziców, albo aranżowane samodzielnie, ale z motywów ekonomicznych. To zaś nie jest żadną motywacją do seksu i skłania raczej do szukania wrażeń seksualnych poza związkiem. W szczególności prostytucji, której wielkość i popularność na początku XX wieku przekraczała wyobrażenia współczesnego człowieka. A burdele, rzecz jasna, stanowiły prawdziwe wylęgarnie kiły i innych ciekawostek. Idea wolnej miłości przekształciła diametealnie instytucję małżeństwa, które przestało być rodzajem spółki z zobowiązaniami, zawiązywanej w obliczu prawa w celu wspólnego płodzenia dzieci, a stało się związkiem dwojga ludzi opartym na emocjach, co de facto jest powrotem do stanu pierwotnego, przedcywilizacyjnego. Takie związki są statystycznie znacznie mniej trwałe, niż małżeństwa z rozsądku będące niegdyś standardem, natomiast poziom rzeczywistej (nie deklarowanej) wierność wzrasta w nich wielokrotne.
Odpowiedz
#3
ZaKotem napisał(a):  Idea wolnej miłości przekłada się statystycznie na zwiększenie popularności faktycznej (a nie formalnej!) monogamii, 

Oryginalna koncepcja, ale uzasadnienie całkiem sensowne...  Cwaniak

W każdym razie dane z modelu SIR wskazują, że poziom monogamiczności musiał znacznie wzrosnąć, a częstotliwość "zewnętrznych" stosunków seksualnych znacznie, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, zmaleć.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#4
Coś z tą purytańską rewolucją jest na rzeczy. Parę lat po powrocie Kolumba z Ameryki pobożna krakowska mieszczka pojechała na pielgrzymkę do Rzymu. Parę lat później król polski urzędujący na Wawelu przekręcił się na syfilis. Dziś takie cuda się nie dzieją.
Z czego ta rewolucja mogła wyniknąć - Bardzo charakterystycznym zjawiskiem w drugiej połowie XX wieku była emancypacja kobiet. Nie prawna i polityczna, ale ekonomiczna. A jak się ma własny dochód to zdradzającego męża łatwiej pogonić.. Inny aspekt tych przemian to spadek poziomu przemocy, czyli także spadek częstości gwałtów, które szerzeniu syfów służą lepiej niż standardowe stosunki. No i mniej wojen, co też proliferację musiało ograniczyć.
W sumie nie zaskakuje, że to właśnie w partii chcącej do starych dobrych czasów wrócić, miała miejsce afera z wysoko postawionym członkiem, który swoim wysoko postawionym członkiem usiłował szerzyć syfilis metodą na Simona Mola.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#5
kmat napisał(a): Parę lat po powrocie Kolumba z Ameryki pobożna krakowska mieszczka pojechała na pielgrzymkę do Rzymu. Parę lat później król polski urzędujący na Wawelu przekręcił się na syfilis.

Dokładnie królewicz Fryderyk Jagiellończyk kardynał i arcybiskup gnieźnieński.

Warto zwrócić uwagę na tempo rozprzestrzeniania się choroby. Statki Kolumba powróciły w marcu 1493 roku. Już w 1494 roku syfilis był w Neapolu, a w 1503 roku umarł na niego w Krakowie kardynał Fryderyk. Szybkość porównywalna z Czarną Śmiercią póltora stulecia wcześniej. Współczynnik a musiał być niezwykle wysoki, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę, że b też było stosunkowo wysokie, bo chorzy umierali wtedy bardzo szybko.

Faktycznie musieli się gzić praktycznie każdy z każdym przy każdej okazji. Cwaniak

Cytat:Dziś takie cuda się nie dzieją.


Można porównać z AIDS który przez dziesięciolecia i to w XX wieku, przy znacznie większych ruchach ludności, nie osiągnął nawet kilku procent nosicieli.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#6
pilaster napisał(a): Faktycznie musieli się gzić praktycznie każdy z każdym przy każdej okazji. Cwaniak

Też tak kiedyś myślałem ale prawda jest zapewne taka, że dominującym wektorem proliferacji były wojny, ergo armie grasujące po Europie o gwałcące co się rusza.

Ciekawostka - nazewnictwo kiły obejmuje wiele nazw, (choroba francuska, hiszpańska, włoska, angielska, polska, chrześcijan etc.) Z reguły nazywano ją od kraju, który był akurat nieprzyjacielem czy okupantem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#7
Sofeicz napisał(a): Też tak kiedyś myślałem ale prawda jest zapewne taka, że dominującym wektorem proliferacji były wojny, ergo armie grasujące po Europie o gwałcące co się rusza.
To też pewnie miało znaczenie, ale czy dominujące, to trudno powiedzieć. Nie wiem, jak było w wieku XVI, ale o braku większego związku seksu z miłością w wieku dwudziestym możemy się łatwo dowiedzieć z literatury.

O tym, jak ciężko było utrzymać ówczesnym mężczyznom zamknięty rozporek – i jak wciąż ulotny był związek miłości z miłością fizyczną – Irena przekonała się jeszcze przed ukończeniem studiów. W 1922 roku przyjęła oświadczyny jednego ze swoich kolegów, Jerzego Krzywickiego. Narzeczony z radością usłyszał od niej głośne „tak”. Zamiast jednak skonsumować związek – co postępowej dziewczynie raczej by nie przeszkadzało – cały w skowronkach poszedł do pierwszej lepszej ulicznicy. I jeszcze tego samego dnia zaraził się wyjątkowo paskudną odmianą rzeżączki.
Kamil Janicki
Epoka hipokryzji : seks i erotyka w przedwojennej Polsce

A to było środowisko postępowych inteligentów.

Mam swoją hipotezę na temat przyczyn straszliwej mody na niemycie się,  jaka zapanowała w renesansowej Europie i trwała kilka wieków. W średniowiecznych łaźniach nie tylko się myto, a różni kaznodzieje nie bez powodu radzili takich miejsc unikać. W epoce syfa kto czuł niechęć do mycia, ten miał znacząco większą szansę na przeżycie i zachowanie płodności. Wprawdzie to nie woda była zagrożeniem dla zdrowia, jak zapewniali lekarze, ale jakaś korelacja była.
Odpowiedz
#8
Sofeicz napisał(a):
pilaster napisał(a): Faktycznie musieli się gzić praktycznie każdy z każdym przy każdej okazji. Cwaniak

Też tak kiedyś myślałem ale prawda jest zapewne taka, że dominującym wektorem proliferacji były wojny, ergo armie grasujące po Europie o gwałcące co się rusza.

Armie ówczesne nie maszerowały aż na takie odległości (przynajmniej przed wojną trzydziestoletnią), aby taką szybką proliferację uzyskać. Zresztą kardynał Fryderyk przecież do żadnej się nie zaciągnął i gwałcić też nie musiał
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#9
pilaster napisał(a): Można porównać z AIDS który przez dziesięciolecia i to w XX wieku, przy znacznie większych ruchach ludności, nie osiągnął nawet kilku procent nosicieli.

Jest trochę pilaster niesprawiedliwy. Syfem można się nawet przez pocałunek zarazić, szansa przy stosunku to 3-10%. Dla HIV to 0,08%. Czyli przy najgorszym liczeniu 37,5 raza trudniej.

Co nie zmienia faktu, że najpewniej faktycznie gzili się na potęgę. Nie mogę teraz znaleźć, ale jest taka legenda którą często malowano. Opowiadała o cesarzu który szukał kandydatek na żonę podczas prezentacji księżniczek. W średniowieczu prezentowano te księżniczki nago, a w XIX wieku ubrane po szyję. Nie mogę tylko znaleźć tej legendy i stosownych obrazów! Wiem, że czytałem o tym na blogu boskawola.blogspot, ale po godzinie szukania dałem spokój.
Odpowiedz
#10
pilaster napisał(a):
Sofeicz napisał(a):
pilaster napisał(a): Faktycznie musieli się gzić praktycznie każdy z każdym przy każdej okazji. Cwaniak

Też tak kiedyś myślałem ale prawda jest zapewne taka, że dominującym wektorem proliferacji były wojny, ergo armie grasujące po Europie o gwałcące co się rusza.

Armie ówczesne nie maszerowały aż na takie odległości (przynajmniej przed wojną trzydziestoletnią), aby taką szybką proliferację uzyskać. Zresztą kardynał Fryderyk przecież do żadnej się nie zaciągnął i gwałcić też nie musiał

No ale pierwsze wzmianki o nowej chorobie pojawiły się podczas wojny o Neapol, a nazwa "choroba francuska - morbus gallicus" wzięła się z epidemii syfilisu w armii francuskiej.
Ale faktem jest, że w ogólnej opinii wtedy pobożni ludkowie klepali pacierze od rana do wieczora i żyli, jak święci.
A prawda jest taka, że dożywali średnio 30 paru lat, więc nie mieli okazji zaznać spadku libido.
W Anglii KK musiał stoczyć prawdziwa batalię, żeby ukrócić przypadkowe zawieranie małżeństw w gospodach bez asysty księdza, na zasadzie "ja ciebie biorę za żonę - hop do wyra".
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#11
W sobotę ukulturalniałam się w pięknej katedrze i pani przewodniczka tłumaczyła, jak na obrazie zaznaczono, że jedna z postaci choruje na syfilis. Otóż gość miał usta zasłonięte chustką, co oznaczało chorobę, a na rękawie narysowaną Wenus, co wyjaśniało, o jaką chorobę chodzi.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#12
A mnie przewodnik po kościele mariackim w Krakowie pokazał na ołtarzu Wita Stwosza postać z ewidentnymi objawami kiły wrodzonej. A ołtarz został ukończony wcześniej niż Kolumb wrócił z Indii.
Oto zagadka?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
Choroby krętkowe były znane w Europie i przed Kolumbem. Bodajże Ludwikowi Węgierskiemu się przytrafiło.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#14
Glassius napisał(a): Syfem można się nawet przez pocałunek zarazić

W rzeczy samej. Dlatego jednak lepiej jest porównać syfilis - kilkadziesiąt procent nosicieli w I połowie XX wieku z ...syfilisem - ułamek promila obecnie.

Spadek rzędu 10 tys razy, przy czym nowe metody leczenia mogą odpowiadać za spadek góra dwudziesto - trzydziestokrotny

sofeicz


Cytat:przewodnik po kościele mariackim w Krakowie pokazał na ołtarzu Wita Stwosza postać z ewidentnymi objawami kiły wrodzonej. A ołtarz został ukończony wcześniej niż Kolumb wrócił z Indii.

Oto zagadka?


Jakoś oczywista odpowiedź, że ołtarz (albo przynajmniej ta rzeźba) została ukończona nieco później (wystarczyłoby kilka dosłownie lat) nikomu nie przyjdzie do głowy.  Cwaniak

Chociaż z drugiej strony...

Pamięta pilaster swoje niemożebne zdziwienie, kiedy w muzeum w neolitycznych kopalniach krzemienia koło Opatowa, zademonstrowano mu używane przez ówczesnych górników (starszych niż piramidy egipskie) - ...fajki.

Na uwagę, że przecież tytoń przywędrował do Europy dopiero w XVI wieku, dostał pilaster odpowiedź, że palili w tych fajkach co innego. Ale co konkretnie, to już przewodniczka nie chciała odpowiedzieć zasłaniając się ustawą.  Smutny

kmat


Cytat:Choroby krętkowe były znane w Europie i przed Kolumbem. Bodajże Ludwikowi Węgierskiemu się przytrafiło.

Była taka hipoteza. Ale chyba nie ma na nią dowodów. Twierdzono tez że córka Ludwika, Jadwiga miała kiłę wrodzoną, ale przecież wtedy nie słynęłaby z urody i intelektu i w ciążę też by w końcu nie zaszła.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#15
Wybacz, Pilastrze, ale teraz to już popłynąłeś.

Ten postulowany wzrost pruderii nie jest żadnym faktem, który udało Ci się udowodnić, tylko przewidywaniem przedstawionego tu modelu. Przewidywaniem, które należy zweryfikować i które zostało zweryfikowane – negatywnie.

Przekonanie, że pod koniec lat 60. miała miejsce rewolucja seksualna, że nastąpił wtedy upadek obyczajów, te wszystkie „wesołe lata siedemdziesiąte” - to nie wzięło się wcale z tego, że „gadano wtedy o wolnej miłości”, tylko z tego że rzeczywiście nastąpiło wtedy poważne rozluźnienie obyczajów. Nie tylko doszło do wzrostu odsetka rozwodów(źródło), „panieńskich urodzeń”(źródło1)(źródło2) czy dzieci wychowujących się w niepełnych rodzinach(źródło), co było wiadome w zasadzie od początku i widoczne gołym okiem. Jak najbardziej wzrosła też przeciętna liczba partnerów seksualnych. Z badań ankietowych ze Stanów Zjednoczonych wynika, że spory wzrost jeśli chodzi o medianę nastąpił wśród ludzi urodzonych między połową lat 30. a wczesnymi latami 50., czyli właśnie wśród tych osób, które w słynnym roku 68 i nieco później były w wieku rozrodczym. Przy czym wśród mężczyzn tendencja wzrostowa jest widoczna już wcześniej na osi czasu -  najpewniej dlatego, że mężczyźni generalnie dłużej pozostają aktywni seksualnie i w czasie gdy kontrkultura podbijała Zachód również i pięćdziesięciolatkowie mogli sobie korzystać z dobrodziejstw wyzwolonych studentek, po części też prawdopodobnie z powodu wojennych wojaży. Jeżeli chodzi o średnią to jest to oczywiście mniej widoczne, natomiast „górka” (w przypadku kobiet i mężczyzn bez żadnego wykształcenia akademickiego) wystąpiła właśnie również wśród osób urodzonych we wspomnianym okresie. W późniejszym czasie miał miejsce odwrót od radosnego pieprzenia się niczym króliki (i znów – wśród mężczyzn nieco wcześniej) i osoby urodzone tuż przed tym, jak zaczęto walczyć z opresyjną tradycyjną moralnością były już mniej rozwiązłe i bliższe monogamii, acz dane wskazują że nie osiągnięto poziomów pruderii sprzed rewolucji. Przy czym spadek ten nastąpił głównie wśród wykształconych mężczyzn - nie do końca wiadomo dlaczego.

ZaKotem napisał(a):Wolna miłość to idea, która Europejczykom i Amerykanom XXI wieku wydaje się oczywistą oczywistością, ale nie była taką sto lat temu ani wciąż nie jest w wielu niedorozwiniętych częściach świata: że to, z kim utrzymuję stosunki płciowe, winno zależeć od chęci na seks mojej i tej drugiej osoby, a nie od czegokolwiek innego, np. od majątku albo opinii sąsiadów

Czej, że jak? W sensie że gdy na to czy dwie osoby uprawiają seks ma wpływ tylko to czy chcą go ze sobą uprawiać, a nie ma żadnego wpływu, co sądzą na ten temat: rodzina, sąsiedzi, ksiądz proboszcz i Pan Bóg, to ludzie będą uprawiać seks z mniejszą liczbą partnerów?

Cytat:Idea wolnej miłości przekłada się statystycznie na zwiększenie popularności faktycznej (a nie formalnej!) monogamii, bo monogamia jest naturalną skłonnością większości ludzi, i większość ludzi praktykujących wolną miłość będzie uprawiać seks z jednym partnerem, tym, którego z wzajemnością kochają

Nie. Naturalną skłonnością większości ludzi jest umiarkowana poligynia. I potwierdzają to zarówno antropolodzy na podstawie obserwacji różnych kultur, jak i biolodzy na podstawie obserwacji ludzi i ich ewolucyjnych krewnych. Wśród gatunków monogamicznych dymorfizm płciowy prawie nie występuje i samice nie są z daleka rozróżnialne od samców. Wśród naczelnych dobrym przykładem tego są gibony, które są ściśle monogamiczne. Również u szympansów, żyjących w poliamorycznych hordach dymorfizm jest znacznie mniejszy niż u ludzi. Człowiek nie jest co prawda aż tak skłonny do tworzenia haremów jak goryle, u których samce są znacznie większe i cięższe od samic i mają charakterystyczne czuby (ani tym bardziej tak jak lew morski, gdzie samica wygląda przy samcu jak karzełek - generalnie im większa przewaga samca w masie tym bardziej poligyniczny jest gatunek), jednak kobiety i mężczyźni wyraźnie różnią się sylwetką, przeciętnym wzrostem i masą.  Większość historycznych społeczeństw była poligyniczna, ponadto: przez całą historię przekazać dalej swoje geny udało się 80% kobiet, ale tylko 40% mężczyzn, był taki moment w historii, że na każdego mężczyznę co spłodził potomstwo przypadało 17 takich kobiet, a co dwusetny człowiek na Ziemi jest potomkiem Czyngis-chana (przy zym nie jest on jedynym mężczyzną z gigantycznym sukcesem reprodukcyjnym).


Edytka, bo w sumie należy odpowiedzieć nieco więcej na poprzednie wypowiedzi forumowiczów.

ZaKotem napisał(a):Tam natomiast, gdzie wolna miłość jest nieznana, zawiera się małżeństwa aranżowane przez rodziców, albo aranżowane samodzielnie, ale z motywów ekonomicznych. To zaś nie jest żadną motywacją do seksu i skłania raczej do szukania wrażeń seksualnych poza związkiem.

Nie ma na to najmniejszego dowodu.

Cytat:W szczególności prostytucji, której wielkość i popularność na początku XX wieku przekraczała wyobrażenia współczesnego człowieka. A burdele, rzecz jasna, stanowiły prawdziwe wylęgarnie kiły i innych ciekawostek.

No owszem, rzeczywiście, burdeli było więcej. Tylko że to świadczyłoby co najwyżej o tym, że ówcześni mężczyźni byli bardziej rozwięźli. Tylko że nie. Po prostu wtedy nie wystarczało przejść się po barach i tancbudach, żeby "zaliczyć". Dodać do go to, że bieda była wtedy znacznie większa, także wśród młodych kobiet i już wszystko staje się jasne. Po prostu gdy niezawodowych ladacznic jest niewiele, to siłą rzeczy popyt na te zawodowe jest większy. A podaż idzie za popytem.

Cytat:Idea wolnej miłości przekształciła diametealnie instytucję małżeństwa, które przestało być rodzajem spółki z zobowiązaniami, zawiązywanej w obliczu prawa w celu wspólnego płodzenia dzieci, a stało się związkiem dwojga ludzi opartym na emocjach, co de facto jest powrotem do stanu pierwotnego, przedcywilizacyjnego

Ach, rozumiem. To stąd ten wzrost przestępczości w latach następujących po rewolucji seksualnej - po prostu ludzie i w tym wrócili do stanu pierwotnego i przedcywilizacyjnego. Żeby nie było, to wcale nie jest takie głupie wyjaśnienie - największa górka miała miejsce gdy pokolenie zrodzone w wyniku wolnej miłości (i co za tym idzie wychowane w typowych dla niej niestabilnych środowiskach) osiągnęło wiek pozwalający na prowadzenie działalności przestępczej.

Cytat:Takie związki są statystycznie znacznie mniej trwałe, niż małżeństwa z rozsądku będące niegdyś standardem

Owszem, to widać gołym okiem.

Cytat:natomiast poziom rzeczywistej (nie deklarowanej) wierność wzrasta w nich wielokrotne.

Dowodu na to żadnego nie ma. Natomiast są dowody na coś wręcz przeciwnego.

Zresztą jaki wpływ na proliferację różnych syfów ma to, że hipotetycznie powstają postulowane bardziej wierne związki, które jednak rozpadają się w krótkim czasie (najwięcej rozwodów jest w małżeństwach o stażu 6 do 9 lat) w miejsce związków na całe życie, w których jeden z małżonków ma jeszcze jednego kochanka i tyle?

kmat napisał(a):Coś z tą purytańską rewolucją jest na rzeczy. Parę lat po powrocie Kolumba z Ameryki pobożna krakowska mieszczka pojechała na pielgrzymkę do Rzymu. Parę lat później król polski urzędujący na Wawelu przekręcił się na syfilis. Dziś takie cuda się nie dzieją.

Tak jak to niżej jest wspominane, nie jest wcale takie pewne że franca była czymś nowym. Tym bardziej że te parę lat po poworcie Kolumba kontakty z Indianami nadal nie były częste. Natomiast czasy Renesansu nawet i w powszechnej świadomości jawią się jako epoka wytężonej rozpusty (i jak zwykle spotkały się z późniejszym rzuceniem się w drugą skrajność  - wojującą pruderię Reformacji) także wielkie mi odkrycie.

Cytat:Z czego ta rewolucja mogła wyniknąć - Bardzo charakterystycznym zjawiskiem w drugiej połowie XX wieku była emancypacja kobiet. Nie prawna i polityczna, ale ekonomiczna. A jak się ma własny dochód to zdradzającego męża łatwiej pogonić..

Coś jest na rzeczy. Tylko że z drugiej strony łatwiej też zdradzić kobiecie.

Cytat:Inny aspekt tych przemian to spadek poziomu przemocy

W przedstawianym okresie miał miejsce wzrost, a nie spadek poziomu przemocy. Spadać zaczęło dopiero później, gdy ludzie zreflektowali się że wolna miłość nie jest aż takim dobrym pomysłem.

Cytat:czyli także spadek częstości gwałtów

I znów - było na odwrót. Bezwględna liczba gwałtów zaczęła spadać dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych, przedtem miał miejsce ciągły wzrost. Przy czym w latach 1950-1990 ludność USA wzrosła 1,4 raza, a liczba gwałtów - pięciokrotnie. Wątpię by w innych krajach Zachodu było inaczej, USA są raczej reprezentatywne dla przebiegu rewolucji zaczętej w 1968.

Cytat:No i mniej wojen, co też proliferację musiało ograniczyć.

A pod tym podpisuję się rękami i nogami.

Cytat:W sumie nie zaskakuje, że to właśnie w partii chcącej do starych dobrych czasów wrócić, miała miejsce afera z wysoko postawionym członkiem, który swoim wysoko postawionym członkiem usiłował szerzyć syfilis metodą na Simona Mola.

Aktualna partia Korwina nie chce wrócić do Starych, Dobrych Czasów. To stronnictwo libertariańskie, a nie konserwtywne. Po samym liderze jeszcze nieszczególnie to widać, ale po działaczach i tym bardziej zwolennikach jak najbardziej. No i o wiele bardziej znamienne jest, że metoda na Simona Mola powstała właśnie w środowisku postępowym, walczącym z opresyjną patriarchalną kulturą.

Zresztą z tego co mi wiadomo nie ma jeszcze dowodu na to by ten działacz aktualnej partii Korwina roznosił kiłę świadomie, jak to było w przypadku antyfaszystowskiego bohatera.

ZaKotem napisał(a):Mam swoją hipotezę na temat przyczyn straszliwej mody na niemycie się,  jaka zapanowała w renesansowej Europie i trwała kilka wieków. W średniowiecznych łaźniach nie tylko się myto, a różni kaznodzieje nie bez powodu radzili takich miejsc unikać. W epoce syfa kto czuł niechęć do mycia, ten miał znacząco większą szansę na przeżycie i zachowanie płodności. Wprawdzie to nie woda była zagrożeniem dla zdrowia, jak zapewniali lekarze, ale jakaś korelacja była.

Ale ta moda zaczęła się szerzyć już po pandemii Czarnej Śmierci.
Do Nieba pierwsi wejdą złodzieje, nierządnice i Polacy.
Odpowiedz
#16
Pilaster
Cytat:Na uwagę, że przecież tytoń przywędrował do Europy dopiero w XVI wieku, dostał pilaster odpowiedź, że palili w tych fajkach co innego. Ale co konkretnie, to już przewodniczka nie chciała odpowiedzieć zasłaniając się ustawą.
Stawiałbym na podbiał pospolity lub przytulię wonną.
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
#17
Łazarz napisał(a): Czej, że jak? W sensie że gdy na to czy dwie osoby uprawiają seks ma wpływ tylko to czy chcą go ze sobą uprawiać, a nie ma żadnego wpływu, co sądzą na ten temat: rodzina, sąsiedzi, ksiądz proboszcz i Pan Bóg, to ludzie będą uprawiać seks z mniejszą liczbą partnerów?
Dokładnie tak.
Cytat:Nie. Naturalną skłonnością większości ludzi jest umiarkowana poligynia.
Kluczowym słowem jest tu "umiarkowana". Bo może być jeszcze nieumiarkowana. Chodzenie na kur...tyzany co tydzień albo i dwa jest nieumiarkowaną poligynią, podobnie jak styl życia z "Warsaw whore". Ale to drugie stanowi pewne ekstremum, tak jak z drugiej strony zakonnice, natomiast to pierwsze stanowiło standard, a obecnie nim nie jest. Obecnie ciurlanie kochanki na boku nie jest czymś nadzwyczajnym, ale zazwyczaj to jest jedna kochanka naraz. To jest właśnie umiarkowana poligynia. Ogólnie skłonność do poligynii rośnie wraz z pozycją w hierarchii. Wśród ludzi niecywilizowanych jest to oficjalne i jawne. Ale nie jest tak, że wódz posuwa wszystkie laski w plemieniu, jak u szympansów, ale tak, że ma po prostu kilka żon. To jest trwała poligynia, zupełnie co innego niż seksy z nieznajomymi.
Cytat: ponadto: przez całą historię przekazać dalej swoje geny udało się 80% kobiet, ale tylko 40% mężczyzn, był taki moment w historii, że na każdego mężczyznę co spłodził potomstwo przypadało 17 takich kobiet, a co dwusetny człowiek na Ziemi jest potomkiem Czyngis-chana (przy zym nie jest on jedynym mężczyzną z gigantycznym sukcesem reprodukcyjnym).
Co nie zmienia faktu, że owe nadzwyczaj skuteczne samce alfa stanowiły mikroskopijny ułamek populacji. Jeśli Bolesław Chrobry zaliczył tysiąc kobiet, każdy z jego wojów po sto, a każdy kmieć jedną, to w całej populacji na jednego mężczyznę średnio wypada jedna kobieta z malutkim ułamkiem drugiej. Na rozkład genów w ciągu kilkuset lat ma to istotny wpływ, na syfilis - znacznie mniejszy. Co więcej, im większy egalitaryzm w społeczeństwie, choćby nawet był patriarchalny i dotyczył wyłącznie mężczyzn, tym znaczenie takich superjebaków mniejsze.
Odpowiedz
#18
Łazarz napisał(a):  Przewidywaniem, które należy zweryfikować i które zostało zweryfikowane – negatywnie.

Proszę zatem wytłumaczyć tak drastyczny spadek nosicieli syfilisu w drugiej połowie XX wieku w sposób alternatywny.  Cwaniak Przypomina pilaster, że skuteczne terapie (wyższe b) do tego nie wystarczą.


Cytat:doszło do wzrostu odsetka rozwodów

„panieńskich urodzeń”

 dzieci wychowujących się w niepełnych rodzinach

To akurat nie ma związku z omawianą kwestią




Cytat: wzrosła też przeciętna liczba partnerów seksualnych. Z badań ankietowych...


No własnie. Ankietowych. Przestali się wstydzić i zaczęli o tym gadać. Ale realnie robili coś wręcz przeciwnego  Oczko

Dwa Litry Wody napisał(a): Pilaster
Cytat:Na uwagę, że przecież tytoń przywędrował do Europy dopiero w XVI wieku, dostał pilaster odpowiedź, że palili w tych fajkach co innego. Ale co konkretnie, to już przewodniczka nie chciała odpowiedzieć zasłaniając się ustawą.
Stawiałbym na podbiał pospolity lub przytulię wonną.

Hmm.. A jakie to daje objawy?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#19
Pilaster
Cytat:Hmm.. A jakie to daje objawy?
Pojęcia nie mam. Jeśli chodzi o przytulinę, to relacje na forum fajczarzy wahają się od zachwytu (bardzo mnie i moim kolegom to zasmakowało) po rezerwę (W smaku dziwne. Taka trwa z ziołami. Potrafi zemdlić.). Natomiast jeśli chodzi o podbiał, to jak zapewniał user na forum Międzynarodowej Federacji Pogańskiej: „ze wszystkich ziół które próbowałem,  podbiał był najbardziej nazwijmy to "delikatny" w sensie, że nie przeżerał gardła i nawet miał miły posmak.”
Pamiętaj, że zioła takie mogły być palone nie tyle w celu wywołania zmian w świadomości, co dla doznań smakowych, które wobec braku porównania z tytoniem mogły być oceniane wyżej, niż ma to miejsce współcześnie.
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
#20
Dwa Litry Wody napisał(a): Pilaster
Cytat:Na uwagę, że przecież tytoń przywędrował do Europy dopiero w XVI wieku, dostał pilaster odpowiedź, że palili w tych fajkach co innego. Ale co konkretnie, to już przewodniczka nie chciała odpowiedzieć zasłaniając się ustawą.
Stawiałbym na podbiał pospolity lub przytulię wonną.

A ja bym stawiał na lulka czarnego - był znany od starożytności, daje niezły przypał (można śmiało zejść) i kontakt z duchami ziemi.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości