Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wiekuista cisza nieskończonych przestrzeni
#41
Z tym Arrakisem się kajam. Zaznaczyłem, że to tylko moje podejrzenie.

Kiedy piszę o bezmyślności działań Vadera, nie piszę że są one głupie, albo idiotyczne. Całe życie Vadera nauczyło go ignorować rozum, a poważać jedynie odczucia i Moc: wyścig na Tatooine wygrał jak Qui-Gonn kazał mu przestać myśleć. Dopóki gonił zamachowca Padme po swojemu, wszystko mu wychodziło. Jak tylko zadziałał z rozwagą, zamachowca zabił Jango Fett. Kiedy ignorował swoje prorocze sny, te się ziściły itd. Vader zaufał mocy na tyle, że myśleć już nie musiał, i to dalej działało. To nie głupota w jego przypadku, a właśnie mądrość.

Odnośnie reguł lingwistycznych w uniwersum Start Trek. Fani tworzą listy wspomnianych planet (i zamieszkałych komet, asteroid). Wg Wiki, na 77 nazw na literę A tylko 22 to nazwy własne i tylko 27 na 71 na literę M to nazwy własne. Ponadto, system nawigacji i podróży warp został na tyle dokładnie opisany, by przynajmniej w tym uniwersum wykluczyć istnienie włókien hiperprzestrzeni.

Teraz Star Wars. Ponieważ w gwiezdnych imperiach z reguły gada się po angielsku, spróbuję zaproponować liczbę dość wdzięcznie brzmiących planet wg reguły: trzon spółgłoskowy S, trzon samogłoskowy A, tworząc słowa SASASAS. Co to jest trzon? To zbitka głosek pełniąca rolę pojedynczej głoski w trzonie. Przykładowe trzony w gwiezdnych wojnach: Dżeonozis, Mustafar, Korusant. Zbuduję to tylko dla wymowni, bo w angielskim prawie nie ma relacji pomiędzy pisownią a wymową. Ponadto, użyję tylko trzonów obecnych w nazwach planet w filmach. Proponowane spółgłoski wg polskiej wymowy
B, C, CZ, D, DŻ, F, G, H, J, K, L, Ł, M, N, P, R, S, SZ, T, W, Z, Ż, TH (brak polskiego odpowiednika) + trzony ST, NT, ND, LD, co daje 27 trzonów S
samogłoski
A, E, I, O, U + trzony EO, IA, UI co daje 8 trzonów A
SASASAS daje 27^4 * 8^3 = 272097792
272 mld unikalnych nazw spokojnie starcza. A to nie koniec, bo nazwy mogą być 4 sylabowe, dopuszczalnych trzonów głoskowych w angielskim jest znacznie więcej. Ponadto:
1. Używano w Gwiezdnych Wojnach szczątkowego nazewnictwa kodowego: Yavin IV
2. Utarta w kanonie pisownia Alderaan czy Kashyyyk sugeruje, że już wcześniej istniały Alderan, Kashyk i Kashyyk, a odkrywca nowej planety nie chciał się wysilać
3. W Nowej Nadziei padają nazwy systemu Dantooine i planety Tatooine, co sugeruje, że również tutaj nadawca imion nie popisywał się oryginalnością. Albo lubił nazwy kończące się na "tooine"

W Fundacji i Diunie chyba padło za mało nazw planet by jakieś wnioski wyciągać, dlatego tu się nie wypowiem. Jednak, moim zdaniem ograniczeń lingwistycznych wcale nie ma, przynajmniej w świecie Gwiezdnych Wojen i Star Trek.

Wróćmy do Star Wars: Secesja zaledwie kilku światów ma ogromne konsekwencje: zaczynają one tworzyć armię. Widać, że Republika prawie żadnej nie ma, zatem zostałaby pokonana przez praktycznie każdą siłę. To nie liczebność Konfederacji stanowi problem.

W Senacie jest tylko 1024 foteli. Ale to nie oznacza liczby systemów, zwłaszcza że kwitł handel głosami. Przynajmniej 21 systemów oddało swój głos do dyspozycji Federacji Handlowej w zamian za korzystne umowy. Inny przykład to senatorska delegacja Wookiech, która reprezentowała przynajmniej 11 innych systemów, również konkurencyjnych gatunków czy delegacja Ryloth przedstawiająca przynajmniej 8 systemów i 3 gatunki. Jeszcze załóżmy, że większość systemów do kolonie bez prawa głosu, duża część Galaktyki nie należy do Republiki, a pewnie inna część nie ma swojej reprezentacji, to wyjaśni nam małą liczbę przedstawicieli w Senacie.

Ponadto, wróćmy do wyliczania trasy: Sokół Milennium ma najlepszą sieć map szlaków podprzestrzennych, a mimo to komputer musi trasę wyliczyć. Oznacza to, że albo trasa silnie zależy od warunków chwilowych/lokalnych, albo mapa jest bardziej mapą zagrożeń i komputer wylicza trasę uwzględniając wszystkie przeszkody po drodze. Druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna.
Odpowiedz
#42
(09.08.2018, 12:14)bert04 napisał(a): A poza tym, to w czasach małych telewizorów kineskopowych wersja Harrisona (2000 AD) była jak najbardziej OK. Gdyby nie to, że odtwarzasz tamten serial dziś na 90-calowej plaźmie z mediamarktu, nigdy byś nie zauważył tektury czy dykty. I byś się skupił na świetnej (IMHO) grze aktorów i bardzo dobremu przekazaniu treści książek.
Fakt, że na gorszych rozdzielczościach dykta nie razi. Ciekawe jest z tą grą aktorską, w końcu u Lyncha pojawiły się dość poważne nazwiska a wyszło tak se.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#43
(13.08.2018, 16:57)bert04 napisał(a): Teoria "włóknistości" nie trzyma się z narracją Gwiezdnych Wojen. W bodajże IV epizodzie (czyli "pierwszej części", czy na odwrót) Han tłumaczy Luke-owi, że jeżeli źle obliczy skok hiperprzestrzenny, wyląduje w środku gwiazdy. A w epizodzie VII nawet wykonuje skok hiperprzestrzenny poprzez pole siłowe, tuż nad powierzchnię planety (czyli Gwiazdy Smierci No. 3). Przy obu przypadkach "włókna" musiałyby przecinać znane światy, planety czy gwiazdy.

No i  w czym problem? Przecież "jednowymiarowość" włókien to pewne uproszczenie. W rzeczywistości mają one jakąś niezerową średnicę, może nawet wystarczająco dużą żeby objąć cały układ planetarny. Gdyby hiperprzestrzeń była jednorodna i izotropowa jak przestrzeń euklidesowa, to właśnie przypadkowe trafienie w środek gwiazdy, byłoby, jak już napisał Ergoproxy, statystycznie pomijalne. Zresztą istnienie włókien nie oznacza, że nie można poruszać się w hiperprzestrzeni poza włóknami, tyle ze jest to na pewno znacznie trudniejsze (przypomina w tym miejscu pilaster dziwaczne manewry imperialnych i rebelianckich okrętów wokół Hoth) i na pewno znacznie wolniejsze, zapewne niewiele tylko szybsze niż prędkość c.



Cytat:Natomiast "włóknistość" świata Diuny wynika z rezygnacji z używania maszyn i przejścia na "ludzi-maszyny", czyli nawigatorów, mentatów itd. Ludzie ci zachowują się jak dawni żeglarze przybrzeżni, nie oddalają się od utartych szlaków, gdyż bez kompasu, sekstansu i chronometru by zaginęli po drodze.


Tak by było, gdyby owa włóknistość powstała jako efekt działań Gildii. Tak jednak nie jest. Istniała ona na długo przed nią i przed Dżihadem Butleriańskim. W dodatku przestrzeń najbliższa Słońcu (do ok 20 lat świetlnych) właśnie włóknista nie jest.



Cytat:Na marginesie, w serialu "Andromeda" była IMHO koncepcja zbliżona do Twojego modelu, "hiperprzestrzeń" nazywała się Slipstream i miała pewne właściwości, które opisujesz.


Nie tylko. Jak napisał pilaster, włóknistość hiperprzestrzeni występuje dosłownie w każdej powieści, czy filmie, w której w ogóle hiperprzestrzeń się pojawia. Tylko nie zawsze jest to wyartykułowane wprost. Ciekawym przypadkiem jest Honorverse, Wszechświat z cyklu "Honor Harrington" Davida Webera, w którym historycznie hiperprzestrzeń najpierw odkryto jako coś na podobieństwo przestrzeni euklidesowej, tylko bardziej "skondensowanej", ale potem i tak się okazało, że pojawiają się tam ...włókna, zwane w powieściach "strumieniami", w których lot hiperprzestrzenny jest znacznie szybszy i łatwiejszy niż poza nimi. Wreszcie odkryto i "superwłókna" - hiperprzestrzenne skróty w ogóle nie wymagające żadnego czasu na ich przebycie. Główny świat w którym toczy się kacja powieści, Manticore, zawdzięcza swoją gospodarczą i mocarstwową pozycję właśnie temu, że leży na przecięciu kilku takich "superwłókien"


Glassius


Cytat: Start Trek. Fani tworzą listy wspomnianych planet (i zamieszkałych komet, asteroid). Wg Wiki, na 77 nazw na literę A tylko 22 to nazwy własne i tylko 27 na 71 na literę M to nazwy własne.

No i co z tego ma wynikać? Żadna z tych nazw nie jest nazwą kodową, alfanumeryczną, a takie powinny dominować, tak jak to jest w serialu "Stargate". Gdyby Republika, Federacja, czy Imperium faktycznie obejmowały znacząca część układów w Galaktyce, to najwyżej jedna na dziesięć tysięcy, a może nawet jedna na milion planet miałaby jakąś dźwięczną nazwę.


Cytat:272 mld unikalnych nazw spokojnie starcza


Teoretycznie tak. Ale zdecydowana większość z nich brzmiałaby dla anglojęzycznego ucha bezsensownie, chropowato i nieprzyjemnie. W angielskim, zresztą jak w każdym innym ludzkim języku istnieje maksymalnie kilkadziesiąt tysięcy słów, mimo że alfabet, owszem, dostarcza znacznie większej ilości kombinacji.

Cytat:Używano w Gwiezdnych Wojnach szczątkowego nazewnictwa kodowego: Yavin IV

Owszem, raz. I chodziło o księżyc, a nie o planetę. W takim przypadku swoją nazwę miałby gazowy gigant - Yavin (co jeszcze bardziej wzmacnia argumentację pilastra - nazwy mają nie tylko planety zamieszkałe, ale w ogóle wszystkie znane!) na którego czwartym księżycu znajdowałaby się baza Rebelii.


Cytat: Utarta w kanonie pisownia Alderaan czy Kashyyyk sugeruje, że już wcześniej istniały Alderan, Kashyk i Kashyyk, a odkrywca nowej planety nie chciał się wysilać

Gdybyśmy tylko znali chociaż jeden realny przypadek tego rodzaju, czyli dodawanie kolejnych samogłosek do już istniejących nazw...

Zwróćmy jeszcze uwagę na jeden fakt. Ilekroć w Star Wars pada nazwa jakiejś planety, od razu wszyscy obecni wiedzą o jaką planetę chodzi. Nikt się nie dopytuje, gdzie to, co to, nikt nie sprawdza w katalogach, co to za miejscowość etc... (a jeżeli chodzi o placówki nie będące zamieszkałymi planetami jak Bespin Lando Carlissiana, to owszem - sprawdza się)  I nie dotyczy to tylko najbardziej znanych i rozwiniętych planet jak Alderaan,  Curoscant, czy Korelia, ale nawet najbardziej zapadłych dziur. Kiedy Lea "zdradza" że baza Rebelii znajduje się na Dantooine, imperialni oficerowie od razu wiedza, gdzie wysłać zwiad. Kiedy po spotkaniu z Lukiem Skywalkerem Rey mówi mu że przyleciała z Jakku, ten owszem, potwierdza, że to znaczy "znikąd", ale nie dziwi się gdzie to jest i nie dopytuje.



Cytat:Wróćmy do Star Wars: Secesja zaledwie kilku światów ma ogromne konsekwencje: zaczynają one tworzyć armię. Widać, że Republika prawie żadnej nie ma, zatem zostałaby pokonana przez praktycznie każdą siłę.


Republika ma rycerzy Jedi, którzy są w stanie powstrzymać nawet całkiem spore armie, jak to się stało na Naboo. A gdyby faktycznie liczyła miliardy systemów, to sam ten jej rozmiar czyniłby ją bezpieczną przed jakąkolwiek inwazją, jaką mógłby zorganizować wróg milion razy słabszy.


Cytat:W Senacie jest tylko 1024 foteli. Ale to nie oznacza liczby systemów, zwłaszcza że kwitł handel głosami.

Nawet jeżeli jeden senator reprezentował średnio nawet 100 systemów, to i tak było ich milion razy za mało.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#44
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): W rzeczywistości mają one jakąś niezerową średnicę, może nawet wystarczająco dużą żeby objąć cały układ planetarny. Gdyby hiperprzestrzeń była jednorodna i izotropowa jak przestrzeń euklidesowa, to właśnie przypadkowe trafienie w środek gwiazdy, byłoby, jak już napisał Ergoproxy, statystycznie pomijalne.

OK, chylę czerep przed wykładem Ergoproxy. Po zastanowieniu się to w przestrzeni euklidesowskiej bardziej prawdopodobne jest trafienie w "pustoć" niż nawet w pobliże gwiazdy.

Cytat:(przypomina w tym miejscu pilaster dziwaczne manewry imperialnych i rebelianckich okrętów wokół Hoth)

W sumie jeszcze dziwniejsze są manewry wokół Yavin IV. Nie wiadomo, dlaczego Gwiazda Smierci wylądowała po złej stronie planety. We włóknistej hiperprzestrzeni widocznie tam było lepsze wyjście, w hiperprzestrzeni "para-euklidesowej" można było od razu wejść na właściwą pozycję.



Przy czym nadal zastrzegam, że to jest nadwyrężanie fikcji literackiej / kinowej do tworzenia modeli astrofizycznych. Tak, jak walki X-Wingów / Tie-Fighterów są wzorowane na walkach samolotów w II Wojnie Swiatowej, tak "powolne wypływanie" Gwiazdy Smierci jest wzorowane na okrętach żaglowych (pirackich? liniowych?), ewentualnie na wczesnych kanonierkach, które powoli zbliżały się do wrogiego portu, żeby po wyjściu zza półwyspu otworzyć ogień.


Cytat:Tak by było, gdyby owa włóknistość powstała jako efekt działań Gildii. Tak jednak nie jest. Istniała ona na długo przed nią i przed Dżihadem Butleriańskim. W dodatku przestrzeń najbliższa Słońcu (do ok 20 lat świetlnych) właśnie włóknista nie jest.

Przestrzeń Stanów Zjednoczonych też nie jest "włóknista", a jednak gęstość zaludnienia od Wschodniego Wybrzeża gwałtownie spada, żeby się zagęścić lokalnie dopiero na obrzeżach USA. Jeszcze ekstremalnie wygląda to w przypadku Australii, pas gęstego zaludnienia na południowym wschodzie, a reszta kraju to bezkresy "pustoci". Kanada... nie będę się powtarzał. Podsumowując, takie "zagęszczenie" w regionach pierwotnej kolonizacji i "rozrzedzenie" poza nią jest całkiem naturalnym zjawiskiem. W przestrzeni 3D to zjawisko będzie jeszcze silniejsze, niż na powierzchni kuli.

Bardziej interesujące jest IMHO, jak podróże kosmiczne odbywały się w fazie Rozproszenia. Ale niestety oryginalna część cyklu kończy się na powrocie Czcigodnych Matron, a po jakieś apokryfy to ja dotychczas nie sięgałem.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#45
(14.08.2018, 10:36)bert04 napisał(a):
Cytat:(przypomina w tym miejscu pilaster dziwaczne manewry imperialnych i rebelianckich okrętów wokół Hoth)

W sumie jeszcze dziwniejsze są manewry wokół Yavin IV. Nie wiadomo, dlaczego Gwiazda Smierci wylądowała po złej stronie planety. We włóknistej hiperprzestrzeni widocznie tam było lepsze wyjście, w hiperprzestrzeni "para-euklidesowej" można było od razu wejść na właściwą pozycję.

W sumie to logiczne. Na swoje bazy Rebelia wybierała lokalizacje leżące poza główną siecią "włókien", żeby nie można było na nie trafić przypadkowo, ale niezbyt od najbliższego włókna oddalone, żeby mogli kontrolować co się w imperialnej przestrzeni dzieje i na to odpowiednio szybko reagować. Ale ma to swoją cenę właśnie w postaci trudności w manewrowaniu. Ma je Tarkin, ma je Ozzel (niesprawiedliwie, jak widać przez Vadera oceniony i zdymisjonowany) ma je nawet taki mistrz pilotażu jak Han Solo, który w okolicach Hoth nie może się "wstrzelić" we właściwe włókno, chociaż na Bespin jakoś się dotelepał.

Cytat:
Cytat:Tak by było, gdyby owa włóknistość powstała jako efekt działań Gildii. Tak jednak nie jest. Istniała ona na długo przed nią i przed Dżihadem Butleriańskim. W dodatku przestrzeń najbliższa Słońcu (do ok 20 lat świetlnych) właśnie włóknista nie jest.

Przestrzeń Stanów Zjednoczonych też nie jest "włóknista", a jednak gęstość zaludnienia od Wschodniego Wybrzeża gwałtownie spada, żeby się zagęścić lokalnie dopiero na obrzeżach USA.


Nie do końca
[Obrazek: US_population_map.png]
To znaczy faktycznie jest podział miedzy gęściej zaludnioną część wschodnią a rzadziej zachodnią, ale po pierwsze nie widać żadnych "włókien", po drugie zaś jest to przynajmniej częściowo spowodowane względami geograficznymi a nie historycznymi.


Cytat: Jeszcze ekstremalnie wygląda to w przypadku Australii,


[Obrazek: mapa-australii-g%C4%99sto%C5%9B%C4%87-zaludnienia.jpg]

Cytat: pas gęstego zaludnienia na południowym wschodzie, a reszta kraju to bezkresy "pustoci". 


Jak widaż na mapie, raczej "obwarzanek" wzdłuż brzegów morskich i pustka w środku. Znów brak włókien, a zalezność od warunków klimatycznych jeszcze bardziej oczywista.


Cytat:Kanada... 


[Obrazek: canada-population1.jpg]


Cytat:nie będę się powtarzał.


A szkoda, bo tu akurat widać przynajmniej jedno "włókno" i to mające ta samą prowienencję jak hipeprzestrzenne włókna galaktyczne. Pierwsi osadnicy kanadyjscy poruszali się wzdłuż rzeki św Wawrzyńca, która była wtedy najlepszym traktem komunikacyjnym - odpowiednikiem galaktycznego "włókna"
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#46
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): No i co z tego ma wynikać? Żadna z tych nazw nie jest nazwą kodową, alfanumeryczną, a takie powinny dominować, tak jak to jest w serialu "Stargate". Gdyby Republika, Federacja, czy Imperium faktycznie obejmowały znacząca część układów w Galaktyce, to najwyżej jedna na dziesięć tysięcy, a może nawet jedna na milion planet miałaby jakąś dźwięczną nazwę.
Pamięć ludzka jest wybiórcza. Zajrzałem na listę planet z serialu Gwiezdne Wrota. Tylko 6 planet na 32 to nazwy kodowe. Poza tym, planety i systemy nazywane w serialach i filmach nie są zazwyczaj losowymi z danego uniwersum, a takimi które zostały zbadane, mają osiedla i własną kulturę. Nie można się dziwić, że mają nazwy własne.

Z tego powodu nazwy w Gwiezdnych Wojnach są niereprezentacyjne. Star Trek jest trochę inny, bo tam unikalne nazwy mają praktycznie wszystkie systemy, nawet dopiero co odkryte. Ale również tu jest obejście, że unikalne nazwy mają systemy, a planety zazwyczaj się numeruje. Czy to takie dziwne, że mając setki lat więcej od nas zdążyli ponazywać większość gwiazd? Zwłaszcza, mając w perspektywie że do nich dolecą? Amerykanie przed DDay też znali większość plaż i miasteczek po drodze, choć nigdy tam nie byli.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Teoretycznie tak. Ale zdecydowana większość z nich brzmiałaby dla anglojęzycznego ucha bezsensownie, chropowato i nieprzyjemnie. W angielskim, zresztą jak w każdym innym ludzkim języku istnieje maksymalnie kilkadziesiąt tysięcy słów, mimo że alfabet, owszem, dostarcza znacznie większej ilości kombinacji.
Tak, ale pilaster sam przyzna, że narzuciłem sobie bardzo ograniczoną liczbę "trzonów" (brak mi lepszego słowa na ten byt pośredni między głoską a sylabą). Gdyby wykorzystać większy zasób i nie opierać się tylko na wymowie angielskiej, nazwy zaczną iść w tryliony. W Star Treku jest na przykład Aaamazzara. I choć pojawiła się tylko jako nazwa pisana i nie była wymawiana, twórcy potwierdzili, że wymowa miała naśladować brzęczenie owadów.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Owszem, raz. I chodziło o księżyc, a nie o planetę. W takim przypadku swoją nazwę miałby gazowy gigant - Yavin (co jeszcze bardziej wzmacnia argumentację pilastra - nazwy mają nie tylko planety zamieszkałe, ale w ogóle wszystkie znane!) na którego czwartym księżycu znajdowałaby się baza Rebelii.
Dalej nie do końca. W licznych serialach, książkach i komiksach praktycznie wszystkie planety z filmów mają swoją długą historię i dawno zasłużyły na nazwę. Nawet Dagobah ma unikalny charakter i ciekawą historię.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): I nie dotyczy to tylko najbardziej znanych i rozwiniętych planet jak Alderaan,  Curoscant, czy Korelia, ale nawet najbardziej zapadłych dziur. Kiedy Lea "zdradza" że baza Rebelii znajduje się na Dantooine, imperialni oficerowie od razu wiedza, gdzie wysłać zwiad. Kiedy po spotkaniu z Lukiem Skywalkerem Rey mówi mu że przyleciała z Jakku, ten owszem, potwierdza, że to znaczy "znikąd", ale nie dziwi się gdzie to jest i nie dopytuje.
Dantooine była niegdyś ważną planetą. Ośrodkiem szkoleniowym Jedi za Starej Republiki (wiedza niekanoniczna) i areną ciężkich walk podczas wojen klonów (serial rysunkowy Wojny Klonów, wiedza kanoniczna w tym momencie). Tarkin musiał o niej wiedzieć, bo brał udział w wojnach klonów.

Jak pilaster prześledzi ten dialog dokładnie, to odkryje, że Luke mimo odcięcia się od mocy użył imienia Rey, mimo iż ta mu się nie przedstawiła. Fandom aż huczy od spekulacji, że Luke miał coś wspólnego z porzuceniem Rey na Jakku.

No i, warto wspomnieć Kamino i Tatooine. Poszikiwania Kamino to dość spory wątek. Z kolei Tatooine została znaleziona, bo Obi Wan ją wyguglał jak uciekali uszkodzoną Nubią z Coruscant.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Republika ma rycerzy Jedi, którzy są w stanie powstrzymać nawet całkiem spore armie, jak to się stało na Naboo. A gdyby faktycznie liczyła miliardy systemów, to sam ten jej rozmiar czyniłby ją bezpieczną przed jakąkolwiek inwazją, jaką mógłby zorganizować wróg milion razy słabszy.
Armię na Naboo pokonał Anakin picem, filmową deux ex machina. Sami rycerze Jedi nie daliby rady. Poza tym, nie przypominam sobie ani razu, by Jedi byli w stanie sami pokonać jakąkolwiek armię. Nawet komiczna armia Geonosian prawie ich wybiła.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Nawet jeżeli jeden senator reprezentował średnio nawet 100 systemów, to i tak było ich milion razy za mało.
Tylko zakładając, hurraoptymistycznie, że ta odległa galaktyka jest podobna naszej i faktycznie ma miliardy zamieszkałych systemów. Jednak wszystko temu przeczy.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): (przypomina w tym miejscu pilaster dziwaczne manewry imperialnych i rebelianckich okrętów wokół Hoth)
A przypomniałby jeszcze na czym ta dziwaczność polegała?

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): W sumie jeszcze dziwniejsze są manewry wokół Yavin IV. Nie wiadomo, dlaczego Gwiazda Smierci wylądowała po złej stronie planety. We włóknistej hiperprzestrzeni widocznie tam było lepsze wyjście, w hiperprzestrzeni "para-euklidesowej" można było od razu wejść na właściwą pozycję.
Wiadomo Uśmiech Nie wiedzieli, na którym księżycu jest baza. Więc po prostu podlecieli pod Yavin i na miejscu postanowili sprawdzić, co dalej. A że musieli orbitować tylko pół godziny do oddania strzału, zapewne dalsze skoki uznali za bezcelowe.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): ma je nawet taki mistrz pilotażu jak Han Solo, który w okolicach Hoth nie może się "wstrzelić" we właściwe włókno, chociaż na Bespin jakoś się dotelepał.

Ja tam nie widziałem trudności. Statki imperium były powszechnie wyposażone w generator cienia masy, dlatego transportery rebeliantów, i Sokół Milenium, musiały je minąć przed skokiem. A Han Solo miał z Sokołem problemy techniczne, zatem musiał uciekać przez pole asteroid.

Inna rzecz, że włóknistość w Star Wars faktycznie istniała. Ta galaktyka nie była podobna do naszej, miała dużo więcej przeszkód. Więc pilastrowe włókna miały mniej wspólnego z jakimiś węzłami czy liniami wzdłuż których można się poruszać, a były najdłuższymi liniami między którymi można się poruszać minimalną ilością skoków w hiperprzestrzeń. Coś jak prosta linia łącząca Rosję z Pakistanem bez dotykania lądów.
https://www.youtube.com/watch?v=VpQwuGueeoA
Odpowiedz
#47
(16.08.2018, 02:46)Glassius napisał(a):
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): No i co z tego ma wynikać? Żadna z tych nazw nie jest nazwą kodową, alfanumeryczną, a takie powinny dominować, tak jak to jest w serialu "Stargate". Gdyby Republika, Federacja, czy Imperium faktycznie obejmowały znacząca część układów w Galaktyce, to najwyżej jedna na dziesięć tysięcy, a może nawet jedna na milion planet miałaby jakąś dźwięczną nazwę.
Pamięć ludzka jest wybiórcza. Zajrzałem na listę planet z serialu Gwiezdne Wrota. Tylko 6 planet na 32 to nazwy kodowe.

Z 32 planet które odgrywają jakąś ważniejszą rolę w akcji. Tymczasem lista wszystkich połączeń jest pokazana jako kamienna "biblioteka" bodajże w 1 czy 2 odcinku serialu. I faktycznie są ich miliardy.

Cytat: Poza tym, planety i systemy nazywane w serialach i filmach nie są zazwyczaj losowymi z danego uniwersum, a takimi które zostały zbadane, mają osiedla i własną kulturę. Nie można się dziwić, że mają nazwy własne. 

To dotyczy 'Stargate" Natomiast nie dotyczy "Star Wars", ani "Star Trek", ani nawet "Fundacji". Tutaj nazwy mają nawet najbardziej zapadłe dziury, jak Yavin, Hoth, Tattoine, czy Jakku.


Cytat: Czy to takie dziwne, że mając setki lat więcej od nas zdążyli ponazywać większość gwiazd? 


Dziwne, ponieważ nadal mamy do czynienia z miliardami koniecznych na to słów.


Cytat:Amerykanie przed DDay też znali większość plaż i miasteczek po drodze, choć nigdy tam nie byli.

Byli za to inni i je wcześniej ponazywali



Cytat:
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Owszem, raz. I chodziło o księżyc, a nie o planetę. W takim przypadku swoją nazwę miałby gazowy gigant - Yavin (co jeszcze bardziej wzmacnia argumentację pilastra - nazwy mają nie tylko planety zamieszkałe, ale w ogóle wszystkie znane!) na którego czwartym księżycu znajdowałaby się baza Rebelii.
Dalej nie do końca. W licznych serialach, książkach i komiksach praktycznie wszystkie planety z filmów mają swoją długą historię i dawno zasłużyły na nazwę.

Długą i ciekawą historię może mieć tysiące miejscowości. Dziesiątki tysięcy. Ale nie miliardy. 

Glassius cały czas ignoruje tą rozpiętość liczbową i argumentuje tak, jakby ta różnica dotyczyła maksymalnie jednego rzędu wielkości. A nie sześciu.  Cwaniak



Cytat:
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): I nie dotyczy to tylko najbardziej znanych i rozwiniętych planet jak Alderaan,  Curoscant, czy Korelia, ale nawet najbardziej zapadłych dziur. Kiedy Lea "zdradza" że baza Rebelii znajduje się na Dantooine, imperialni oficerowie od razu wiedza, gdzie wysłać zwiad. Kiedy po spotkaniu z Lukiem Skywalkerem Rey mówi mu że przyleciała z Jakku, ten owszem, potwierdza, że to znaczy "znikąd", ale nie dziwi się gdzie to jest i nie dopytuje.
Dantooine była niegdyś ważną planetą. Ośrodkiem szkoleniowym Jedi za Starej Republiki (wiedza niekanoniczna) i areną ciężkich walk podczas wojen klonów (serial rysunkowy Wojny Klonów, wiedza kanoniczna w tym momencie). 

Proponuję jednak, żeby na apokryfy się nie powoływać. "Źródła kanoniczne" to są tylko oficjalne filmy z tej serii (obecnie 10 sztuk)


Cytat:Jak pilaster prześledzi ten dialog dokładnie, to odkryje, że Luke mimo odcięcia się od mocy użył imienia Rey, mimo iż ta mu się nie przedstawiła. Fandom aż huczy od spekulacji, że Luke miał coś wspólnego z porzuceniem Rey na Jakku.

No cóż, zobaczymy. Podobnie jak to, kim naprawdę byli rodzice Rey.  Uśmiech

W każdym razie Jakku jest zapadłą dziurą - a wszyscy o niej wiedzą. Tatooine jest zapadłą dziurą i wszyscy o niej wiedzą. Hoth jest zapadłą dziurą... i Yavin...


Cytat: Poszikiwania Kamino to dość spory wątek.


Owszem to jedyny taki znany przypadek kiedy istnienie jakiejś planety budzi wątpliwości. Jedyny na kilkadziesiąt innych.



Cytat: nie przypominam sobie ani razu, by Jedi byli w stanie sami pokonać jakąkolwiek armię. Nawet komiczna armia Geonosian prawie ich wybiła.

Bo nie mówimy o pokonaniu, militarnym zwycięstwie druzgoczącym wrogie siły, tylko o powstrzymaniu, czyli takim obezwładnieniu wrogich sił, aby nie były w stanie osiągnąć politycznego celu wojny. Jedi to odpowiednik nie regularnej armii tylko służb specjalnych, taktyka polegająca na uderzeniu w sam środek wrogiego sztabu, zamiast mozolnie zmagać się z regularnymi siłami jest przez nich szeroko stosowana. Tak toczą się tez wojny klonów. Klony, jako mięso armatnie walczą z regularnymi siłami separatystów, natomiast Jedi cały czas usiłują zlokalizować i unieszkodliwić głowę tego węża. Ponoszą porażkę wyłącznie dlatego, że ową głową jest ich własny zwierzchnik - Palpataine


Cytat:
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Nawet jeżeli jeden senator reprezentował średnio nawet 100 systemów, to i tak było ich milion razy za mało.
Tylko zakładając, hurraoptymistycznie, że ta odległa galaktyka jest podobna naszej i faktycznie ma miliardy zamieszkałych systemów. Jednak wszystko temu przeczy.

No właśnie przecież o tym pisał pilaster - Republika, a potem Imperium mają, co najwyżej, około 100 tys zamieszkałych systemów. Na sto miliardów możliwych. 

Cytat:
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): (przypomina w tym miejscu pilaster dziwaczne manewry imperialnych i rebelianckich okrętów wokół Hoth) 
A przypomniałby jeszcze na czym ta dziwaczność polegała?

Siły imperium wychodzą z hiperprzestrzeni "za blisko" Hoth - co zresztą ich dowódca przypłaca życiem. Siły rebelii, zamiast uciekać w przeciwną stronę zasłaniając się przed ostrzałem imperialnych cielskiem planety startują prosto w kierunku gwiezdnych niszczycieli i przedzierają się przez ich ognień - zaskakująco łatwo.

Dwa gwiezdne niszczyciele ...zderzają się ze sobą.  Cwaniak 

Han Solo na "Sokole millenium" wywija się jak piskorz i nie może wskoczyć w hipeprzestrzeń, a przynajmniej znaleźć właściwego "włókna" - bo przecież jakoś na Bespin musiał się dotelepać - nie zrobił tego w normalnej euklidesowej przestrzeni.



Cytat:
(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): W sumie jeszcze dziwniejsze są manewry wokół Yavin IV. Nie wiadomo, dlaczego Gwiazda Smierci wylądowała po złej stronie planety. We włóknistej hiperprzestrzeni widocznie tam było lepsze wyjście, w hiperprzestrzeni "para-euklidesowej" można było od razu wejść na właściwą pozycję.
Wiadomo Uśmiech Nie wiedzieli, na którym księżycu jest baza. 

Wiedzieli. Przecież wiedzę o tym zdobyli nie od szpiegów i z przesłuchań tylko z namierzania "Sokoła". A on poleciał prościutko do rebelianckiej bazy.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#48
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Z 32 planet które odgrywają jakąś ważniejszą rolę w akcji. Tymczasem lista wszystkich połączeń jest pokazana jako kamienna "biblioteka" bodajże w 1 czy 2 odcinku serialu. I faktycznie są ich miliardy.
Nie za mało? W końcu Gwiezdne Wrota operują chyba w całym Wszechświecie, nie tylko w jednej galaktyce, jak w innych space operach?

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): To dotyczy 'Stargate" Natomiast nie dotyczy "Star Wars", ani "Star Trek", ani nawet "Fundacji". Tutaj nazwy mają nawet najbardziej zapadłe dziury, jak Yavin, Hoth, Tattoine, czy Jakku
Wręcz przeciwnie. Star Trek powinien używać nazewnictwa kodowego i robi to. Szczątkowo, ale zawsze. Natomiast imperia z Gwiezdnych Wojen i Fundacji istnieją w swoich galaktykach długie tysiące lat (młody wiek tych imperiów to zupełnie inna sprawa) i większość planet, zwłaszcza zamieszkałych, doczekała się swoich nazw. Przecież w Star Wars istniała Stara Republika ( i imperium Rakatanów wcześniej), a w Fundacji Imperium które rozpadło się krótko po śmierci Seldona.

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Dziwne, ponieważ nadal mamy do czynienia z miliardami koniecznych na to słów.
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Glassius cały czas ignoruje tą rozpiętość liczbową i argumentuje tak, jakby ta różnica dotyczyła maksymalnie jednego rzędu wielkości. A nie sześciu.  Cwaniak
Tylko, że tych miliardów słów wcale nie brakuje. Zgodnie z kanonem, z 400 miliardów gwiazd w galaktyce Star Wars, zdolnych do przyjęcia kolonistów jest zaledwie lekko ponad 3 miliony.

To twierdzenia pilastra odnośnie ilości światów, zwłaszcza gotowych podtrzymać życie, w Gwiezdnych Wojnach są bardzo stanowcze, a mimo to brakuje im uzasadnienia. Czemu pilaster upiera się miliardy światów, kiedy w filmach żadna taka liczba nie pada, a w kanonie liczba jest dużo mniejsza?

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Byli za to inni i je wcześniej ponazywali
Z tym DDayem jest dokładnie jak w Star Wars. Prawie zawsze kolonizowana planeta ma już inteligentny, tubylczy gatunek.

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Proponuję jednak, żeby na apokryfy się nie powoływać. "Źródła kanoniczne" to są tylko oficjalne filmy z tej serii (obecnie 10 sztuk)
Nie mogę się nie powoływać, tak jak nie pilaster nie może tłumaczyć zawiłości katolicyzmu bez KKK i prawie 2000 lat tradycji Uśmiech Wtedy zamiast katolicyzmu dostanie się... protestantyzm Uśmiech

Poza tym, podaję pewne stanowcze, pewnie wg pilastra nadzwyczajne twierdzenia (np. zaledwie 3 miliony kolonizowalnych światów). A nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów.

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): W każdym razie Jakku jest zapadłą dziurą - a wszyscy o niej wiedzą. Tatooine jest zapadłą dziurą i wszyscy o niej wiedzą. Hoth jest zapadłą dziurą... i Yavin...
1. Nad Jakku strącono krążownik klasy Imperial (widać w filimie). Kabul, Nangar Khel to też zapadłe dziury, a Polacy mimo to wiedzą mniej więcej gdzie ich szukać. O Grunwaldzie i Wersterplatte też każdy tutaj słyszał.
2. O Tatooine w Mrocznym Widmie dowiedzieli się z komputera, bo szukali... zapadłej dziury właśnie gdzie mogliby Nubię naprawić. Vader i Luke tam się wychowali, a Leia wiedziała, że jest tam Obi Wan. Dla Tatooine jest solidne wytłumaczenie fabularne, dlaczego wszyscy o niej wiedzieli.
3. Hoth. Pamiętam dialog z Imperium Kontratakuje. Nie dostrzegłem nic dziwnego, kiedy Vader dowiedział się o Hoth. Oficerowie nawigacyjni tłumaczyli innym że planeta powinna być niezamieszkała, a widoczne struktury to pewnie jedna z wielu niezarejestrowanych koloni. Oni akurat powinni to wiedzieć, bo dopiero stracili tam sondę i przygotowywali raport dla admirała!
4. Yavin IV. Nie pamiętam ani jednej sceny, aby wszyscy zdawali się o niej wiedzieć Oczko

No i wreszcie: dlaczego ktokolwiek miałby się dziwić dlaczego ludzie chcący się ukryć wybierają zapadłe dziury? Dlaczego ktokolwiek miałby się dopytywać gdzie to jest, skoro od nawigacji są komputery?

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Bo nie mówimy o pokonaniu, militarnym zwycięstwie druzgoczącym wrogie siły, tylko o powstrzymaniu, czyli takim obezwładnieniu wrogich sił, aby nie były w stanie osiągnąć politycznego celu wojny. Jedi to odpowiednik nie regularnej armii tylko służb specjalnych, taktyka polegająca na uderzeniu w sam środek wrogiego sztabu, zamiast mozolnie zmagać się z regularnymi siłami jest przez nich szeroko stosowana. Tak toczą się tez wojny klonów. Klony, jako mięso armatnie walczą z regularnymi siłami separatystów, natomiast Jedi cały czas usiłują zlokalizować i unieszkodliwić głowę tego węża. Ponoszą porażkę wyłącznie dlatego, że ową głową jest ich własny zwierzchnik - Palpataine
Zatem wystarczy, że poda pilaster jedną taką armię którą powstrzymali rycerze Jedi Uśmiech Bo w Mrocznym Widmie armię powstrzymali Gunganie, a pokonał dzieciak. Być może rycerzom po pojmaniu wicekróla Gunraya udałoby się ich powstrzymać. A może nie?

(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Siły imperium wychodzą z hiperprzestrzeni "za blisko" Hoth - co zresztą ich dowódca przypłaca życiem. Siły rebelii, zamiast uciekać w przeciwną stronę zasłaniając się przed ostrzałem imperialnych cielskiem planety startują prosto w kierunku gwiezdnych niszczycieli i przedzierają się przez ich ognień - zaskakująco łatwo.

Dwa gwiezdne niszczyciele ...zderzają się ze sobą.  Cwaniak

Han Solo na "Sokole millenium" wywija się jak piskorz i nie może wskoczyć w hipeprzestrzeń, a przynajmniej znaleźć właściwego "włókna" - bo przecież jakoś na Bespin musiał się dotelepać - nie zrobił tego w normalnej euklidesowej przestrzeni.
1. Vader był uzdolnionym pilotem i znał się na nawigacji. Nie zabiłby admirała, gdyby ten nie spieprzył roboty. Zatem to nie właściwości hiperprzestrzeni kazały im ustawić się za blisko Hoth.
2. Pamiętam, jak w wątku z Gry o Tron pilaster chwalił frontalny lot smoka, który miał minimalizować szansę trafienia z balisty. Tutaj z kolei pilaster gani ten sam ruch Uśmiech
3. Zderzenie niszczycieli nie miało nic wspólnego z hiperprzestrzenią, a wynikało z pogoni za Sokołem Millenium. Czyli kolejna cegła do twierdzenia o skrajnej niekompetencji oficerów imperium. Pomijając już, że wcale się zderzyć nie musiały
4. Również problemy Hana Solo pamiętam. Wynikały one z awarii urządzeń, a dokładnie z uszkodzenia motywatora hipernapędu. Był z tym związany komiczny wątek C3PO, który próbował przekazać awarię bohaterom, ale był zbywany.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): W sumie jeszcze dziwniejsze są manewry wokół Yavin IV. Nie wiadomo, dlaczego Gwiazda Smierci wylądowała po złej stronie planety. We włóknistej hiperprzestrzeni widocznie tam było lepsze wyjście, w hiperprzestrzeni "para-euklidesowej" można było od razu wejść na właściwą pozycję.
Wiadomo Uśmiech Nie chcieli zaalarmować rebeliantów o swojej obecności, jak to było na Hoth Uśmiech Jednak Leia domyśliła się podstępu, bo za łatwo udało im się uciec.

(14.08.2018, 08:12)pilaster napisał(a): Wiedzieli. Przecież wiedzę o tym zdobyli nie od szpiegów i z przesłuchań tylko z namierzania "Sokoła". A on poleciał prościutko do rebelianckiej bazy.
I na pewno nadajnik podawał dokładnie miejsce ich pobytu Uśmiech Jest w filmie scena, gdzie Tarkin dowiaduje się o dokładnym umiejscowieniu bazy
We're approaching the planet Yavin. The rebel base is on a moon on the far side.
Mi to zdecydowanie wygląda na to, że szczegółów dowiedzieli się już po przybyciu na miejsce
Odpowiedz
#49
(17.08.2018, 00:42)Glassius napisał(a):
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Z 32 planet które odgrywają jakąś ważniejszą rolę w akcji. Tymczasem lista wszystkich połączeń jest pokazana jako kamienna "biblioteka" bodajże w 1 czy 2 odcinku serialu. I faktycznie są ich miliardy.
Nie za mało? W końcu Gwiezdne Wrota operują chyba w całym Wszechświecie, nie tylko w jednej galaktyce, jak w innych space operach?

Nie. Gwiezdne Wrota operują w Drodze Mlecznej, istnieje też inna, niezależna ich sieć w "galaktyce Pegaza" - małej satelitarnej galaktyce Drogi Mlecznej.


Cytat:
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): To dotyczy 'Stargate" Natomiast nie dotyczy "Star Wars", ani "Star Trek", ani nawet "Fundacji". Tutaj nazwy mają nawet najbardziej zapadłe dziury, jak Yavin, Hoth, Tattoine, czy Jakku
Wręcz przeciwnie. Star Trek powinien używać nazewnictwa kodowego i robi to. Szczątkowo, ale zawsze. Natomiast imperia z Gwiezdnych Wojen i Fundacji istnieją w swoich galaktykach długie tysiące lat (młody wiek tych imperiów to zupełnie inna sprawa) i większość planet, zwłaszcza zamieszkałych, doczekała się swoich nazw. 

I znów. Może to dotyczyć dziesiątek tysięcy światów. Ale nie setek miliardów.  Smutny



Cytat:
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): Glassius cały czas ignoruje tą rozpiętość liczbową i argumentuje tak, jakby ta różnica dotyczyła maksymalnie jednego rzędu wielkości. A nie sześciu.  Cwaniak 
Tylko, że tych miliardów słów wcale nie brakuje. Zgodnie z kanonem, z 400 miliardów gwiazd w galaktyce Star Wars, zdolnych do przyjęcia kolonistów jest zaledwie lekko ponad 3 miliony.

Encyklopedia to nie jest "kanon". A zresztą. Jeżeli zamieszkałych światów jest zaledwie 3 miliony to gdzie jest reszta? Nawet 3 miliony to nadal znacznie mniej niż 0,1 promila wszystkich możliwości. Przecież o tym cały czas pisze pilaster. Do 99,99% potencjalnych życiodajnych planet w Galaktyce Republika/Imperium zwyczajnie nie ma dostępu.  Cwaniak


Cytat: Czemu pilaster upiera się miliardy światów,


Dlatego że tyle ich być powinno, gdyby Republika/Imperium/Federacja/Fundacja faktycznie obejmowały całą Galaktykę a przynajmniej jej większą, albo nawet znaczącą część.

A ponieważ według wszystkich możliwych źródeł tych światów jest o kilka (4-6) rzędów wielkości za mało, co przecież przyznaje nawet Glassius, to pilaster szuka odpowiedzi na pytanie gdzie się te brakujące podziały.



Cytat:
(16.08.2018, 09:19)pilaster napisał(a): W każdym razie Jakku jest zapadłą dziurą - a wszyscy o niej wiedzą. Tatooine jest zapadłą dziurą i wszyscy o niej wiedzą. Hoth jest zapadłą dziurą... i Yavin...

 Nad Jakku strącono krążownik klasy Imperial (widać w filimie).

No faktycznie, było to jedyne takie miejsce, w którym stracono...

Wojna domowa w Galaktyce (Star Wars) toczy się już trzecie pokolenie i wycieńczona tym wysiłkiem militarnym sama cywilizacja galaktyczna stoi na progu upadku. Powszechnie szerzy się nędza, społeczeństwo podzieliło się na niezwykle wąską grupkę plutokracji i morze nędzarzy. Jeszcze trochę a załamie się handel międzygwiezdny (nie ma już czego przewozić) a poszczególne planety wrócą do autarkicznej gospodarki ekstensywnej. Upadek samej cywilizacji międzygwiezdnej jest o krok. Proces ten zresztą już widać w "Ostatnim Jedi". Kiedy się zaczynały wojny klonów Republika budowała ogromne floty, a Separatyści tysiącami produkowali bojowe roboty. Imperium dysponowało setkami okrętów i dziesiątkami legionów szturmowców. Budowało jedna po drugiej Gwiazdy Śmierci (choć drugą już z widocznym wysiłkiem finansowym). W kolejnym pokoleniu walczące o panowanie w Galaktyce siły skurczyły się do ledwo kilkunastu -dwudziestu paru okrętów, a baza Starkiller, chociaż większa od Gwiazd Śmierci jest wyraźnie od niej prymitywniejsza technologicznie (przerobiona z jakiejś istniejącej planety), mniej wszechstronna i mniej precyzyjna. Nowy Porządek góruje nad Ruchem Oporu, ale jego siły w porównaniu z tym czym dysponował jeszcze Palpataine są po prostu żałosne. Wiekowy rupieć, jakim jest "Millenium Falcon" okazuje się dla nich równorzędnym przeciwnikiem.


W tych warunkach nikt nie ma głowy do szczegółowych analiz przebiegu działań wojennych, pisania jakichś obszernych opracowań na ten temat, a potencjalni czytelnicy i tak nie maja do tego głowy zajęci walką z postępującą pauperyzacją próbując jakoś utrzymać się na powierzchni.


Cytat:Nie dostrzegłem nic dziwnego, kiedy Vader dowiedział się o Hoth. Oficerowie nawigacyjni tłumaczyli innym że planeta powinna być niezamieszkała, a widoczne struktury to pewnie jedna z wielu niezarejestrowanych koloni. 


Proszę zwrócić uwagę, że nawet niezamieszkała planeta też ma swoją nazwę, a nie tylko numer kodowy.


Cytat:Oni akurat powinni to wiedzieć, bo dopiero stracili tam sondę i przygotowywali raport dla admirała! 

Oni wiedzieli. Ale skąd wiedzieli to Ozzel i Vader? Żaden z nich nie zapytał, co to za dziura.



Cytat:No i wreszcie: dlaczego ktokolwiek miałby się dziwić dlaczego ludzie chcący się ukryć wybierają zapadłe dziury? 


No, to oczywiste, że Rebelia wybierała takie miejsca. Pytanie brzmi dlaczego nawet takie miejsca miały swoje nazwy powszechnie w dodatku znane.



Cytat: w Mrocznym Widmie armię powstrzymali Gunganie,



a kto ich do tego skłonił?


Cytat:a pokonał dzieciak.


Owszem, Byle jaki dzieciak  Cwaniak



Cytat:1. Vader był uzdolnionym pilotem i znał się na nawigacji. Nie zabiłby admirała, gdyby ten nie spieprzył roboty. Zatem to nie właściwości hiperprzestrzeni kazały im ustawić się za blisko Hoth


Już nawet w XVIII wieku na Ziemi kurs dla flot nie wytyczał osobiście admirał, tylko specjalny oficer nawigacyjny. I nie jeden oficer, tylko kilku, którzy niezależnie od siebie przeprowadzali odpowiednie obliczenia i dopiero jak wszyscy się ze sobą zgadzali, odpowiedni kurs obierano. A nie znano wtedy nawet suwaków logarytmicznych nie mówiąc już o komputerach.

Nie, flota imperium nie wyszła "za blisko" Hoth, bo ktoś tam (choćby i sam admirał Ozzel) pomylił się w obliczeniach. To tylko Vaderowi wygodnie było obciążyć kogoś odpowiedzialnością za ten "błąd", który przedwcześnie zaalarmował Rebelię. 



Cytat:2. Pamiętam, jak w wątku z Gry o Tron pilaster chwalił frontalny lot smoka, który miał minimalizować szansę trafienia z balisty. Tutaj z kolei pilaster gani ten sam ruch Uśmiech

To nie jest ten sam ruch. Zadaniem smoka było wygrać bitwę, a przede wszystkim zniszczyć tabory. Zadaniem Rebelii na Hoth była ..ucieczka. A działania militarne miały tylko opóźnić imperialnych i dać na to czas.


Cytat:3. Zderzenie niszczycieli nie miało nic wspólnego z hiperprzestrzenią, a wynikało z pogoni za Sokołem Millenium. Czyli kolejna cegła do twierdzenia o skrajnej niekompetencji oficerów imperium. 


Bez przesady. Polityka kadrowa Vadera była skrajnie niekompetentna, ale przecież i tak zdecydowana większość oficerów pozostawała nadal na stanowiskach na jakich walczyli jeszcze w wojnach klonów. Zresztą taki np Tarkin był kompetentnym, energicznym, nie bojącym się inicjatywy oficerem, potrafił się postawić Vaderowi, a Vader to uszanował.

Ale oczywiście - w każdej dyktaturze z reguły do góry idą ludzie nie kompetentni, ale karierowicze, włazidupcy, (jak pięknie przed Vaderem potrafił płaszczyć się Krennic!)  pochlebcy i ogólnie BMW.

Cytat:4. Również problemy Hana Solo pamiętam. Wynikały one z awarii urządzeń, a dokładnie z uszkodzenia motywatora hipernapędu. 

Owszem, ale ta awaria utrudniała tylko lot w hiperprzestrzeni, ale nie uniemożliwiała go w ogóle.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#50
Czemu tak dogłębnie analizujecie filmy, które Lucas nakręcił prawdopodonnie po to, żeby się fajno oglądało oną szermierkę na wum, wum, zum, krzzzzzztszzzzz, skrrrrr kosmiczne miecze i przedstawić całą galerię egzotycznych a jednak do złudzenia przypominających ludzi kosmitek, czy równie efektowne co bezsensowne w wykonaniu starcia kosmicznych odrzutowców? Duży uśmiech przecież problem, który was trapi jest daleko drugorzędny w morzu absurdu jakim jest gwiezdna saga Duży uśmiech realizmu w sf moim zdaniem należy szukać przede wszystkim w literaturze jeśli w ogóle Język
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#51
(17.08.2018, 13:19)Dragula napisał(a): Czemu tak dogłębnie analizujecie filmy, które Lucas nakręcił prawdopodonnie po to,

Bo intencje Lucasa nie mają żadnego znaczenia. Jak zwykle w przypadku dzieł wybitnych, dzieło już dawno przerosło swojego twórcę i żyje własnym życiem zawierając rzeczy, o których twórca w życiu by nawet nie pomyślał.

Marni wyrobnicy kultury tworzą postacie i światy z dykty i papieru. Twórcy wybitni tworzą byty zdolne do życia samodzielnego i samodzielnej ewolucji.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości