Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przyjaźń czy sprawiedliwość?
#1
Wyobraźcie sobie taki oto dylemat moralny:
Macie przyjaciela, który na waszych oczach dopuścił się przestępstwa; powiedzmy, że pobił gościa, z którym zdradziła go dziewczyna.
Poszkodowany zgłasza sprawę do sądu, a wy jesteście wezwani w roli świadka.
Macie do wyboru: zeznawać zgodnie z prawdą lub umówić się z przyjacielem, ze będziecie bajać o jakiejś prowokacji ze strony ofiary.
Innymi słowy: albo zachowujecie uczciwość i sprawiedliwie wpierdalacie ziomka w gowno, albo jesteście gotowi kłamać i przyczyniać się do wzrostu nieprawości, byle go ratować.
Co robicie i dlaczego?
Odpowiedz
#2
Pterodaktyl napisał(a): lbo zachowujecie uczciwość i sprawiedliwie wpierdalacie ziomka w gowno


Cóż, po pierwsze, 'ziomek' sam wp... się w g... takimi a nie innymi decyzjami życiowymi, a co za tym idzie, sam na siebie ściągnął widmo kary – w tej kwestii akurat ja i Immanuelek Kant zgadzamy się ze sobą.
Po drugie, jeżeli ten 'ziomek' chce ratować skórę przed sprawiedliwą karą, po przez potencjalnie wp... w g... mnie (nakłanianie do złożenia fałszywych zeznań), czyli niewinną osobę trzecią, to ewidentnie moim ziomkiem jest tylko z nazwy.
Ой, розвивайся та сухий дубе / Завтра мороз буде, / Ой собирайся молодий козаче / Завтра похід буде. / Я й морозу та й не боюся / Зараз розів'юся
Odpowiedz
#3
Kozak Zaporoski napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a): lbo zachowujecie uczciwość i sprawiedliwie wpierdalacie ziomka w gowno


Cóż, po pierwsze, 'ziomek' sam wp... się w g... takimi a nie innymi decyzjami życiowymi, a co za tym idzie, sam na siebie ściągnął widmo kary – w tej kwestii akurat ja i Immanuelek Kant zgadzamy się ze sobą.
Po drugie, jeżeli ten 'ziomek' chce ratować skórę przed sprawiedliwą karą, po przez potencjalnie wp... w g... mnie (nakłanianie do złożenia fałszywych zeznań), czyli niewinną osobę trzecią, to ewidentnie moim ziomkiem jest tylko z nazwy.

1. Zgoda, ale teraz pytanie - czy to powód, aby mu nie pomagać? Nie jest to sprawiedliwe, lecz w pewnym sensie nielojalne odwrócenie się od przyjaciela?
2. Nie chodziło mi o propozycję z jego strony, tylko o coś, co by mogło mi przyjść do głowy w celu uratowania go.
Odpowiedz
#4
Pterodaktyl napisał(a): 1. Zgoda, ale teraz pytanie - czy to powód, aby mu nie pomagać?


Mogę mu pomóc na wiele różnych sposobów, chociażby pożyczając środki na dobrego obrońcę – kłamstwo przed organami wymiaru sprawiedliwości/organami ścigania, uderzające dodatkowo w faktyczną ofiarę całego zajścia, bynajmniej nie jest jedyną metodą "pomocy".

Pterodaktyl napisał(a): Nie jest to sprawiedliwe, lecz w pewnym sensie nielojalne odwrócenie się od przyjaciela?


Cóż, termin lojalność oznacza "rzetelność i uczciwość w kontaktach międzyludzkich". Doprawdy nie mam pojęcia jak w spektrum tego pojęcia wpisywać się może świadome łganie w celu uratowania winowajcy kosztem ofiary. Nadto, pragnę zauważyć, że więzów lojalności nie posiadam wyłącznie względem rzeczonego 'ziomka' – lojalność jestem winien także społeczeństwu, w którym przyszło mi żyć, a także, przede wszystkim, mojej rodzinie. Czy "rzetelnym i uczciwym" byłoby narażenie ich na reperkusji mojej ewentualnej kary za składanie fałszywych zeznań?


Pterodaktyl napisał(a): 2. Nie chodziło mi o propozycję z jego strony, tylko o coś, co by mogło mi przyjść do głowy w celu uratowania go.


Nawet jeżeli taki kuriozalny pomysł wpadłby mi do głowy, a następnie z niej wypadł w formie konkretnej propozycji, to fakt akceptacji z jego strony, również wiele mówi na temat jego "rzetelności i uczciwości" wobec mnie.
Ой, розвивайся та сухий дубе / Завтра мороз буде, / Ой собирайся молодий козаче / Завтра похід буде. / Я й морозу та й не боюся / Зараз розів'юся
Odpowiedz
#5
Przyjaciół się nie wp w g.... tylko wyciąga, no chyba, że dopuścił się ciężkiego pobicia albo zabójstwa.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#6
Dziś nie 24 12, a Rodica przemówiła ludzkim głosem...naprawdę coś niesamowiego.
Marcin Basiński
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Keep calm and blame Russia
Odpowiedz
#7
Takich dylematów moralnych było w przeszłości , a precyzyjnie już starożytności wiele przykładów. Można z nich wyciągnąć następująca konkluzję: wszystkie cnoty byłby pozbawione jakichkolwiek wartości , gdyby nie przyjaźń.
Przyjaźni nie można tu przecenić, dlatego prawdziwi filozofowie, ( nie te badziewiaści po 1830 roku, którzy w istocie w sporej mierze lekceważą filozofię ) bardzo cenili wartość przyjaźń i cenili ją wyżej aniżeli sprawiedliwość. Przynajmniej byli skłonni naginać sprawiedliwość w imię przyjaźni, której podlega. Jako ,że ludzie są osobami społecznymi, politycznymi, gdyż każda grupa społeczna np; ignoranccy katolicy mają za przesłankę PRZYJAŹŃ.
Innie stowarzyszenie, ludzie głęboko religijni, np OAZA - czyli także ludzie dwulicowi, ignoranccy, którym wydaję się, że są chrześcijanami ( zupełnie tak samo jak Świadkowie) czują się w swych kręgach, klubach, stowarzyszeniach wyśmienicie, dlatego, ponieważ na przesłance przyjaźni opiera się cała ta religijna dokniszoteria.
Waga przyjaźni jest tak wielka, iż ma zdecydowane pierwszeństwo przed sprawiedliw2ością, która traci cały autorytet bez przyjaźni jako warunek. Również prawodawcy bardziej zabiegają o zgodę i przyjaźń > sprawiedliwość.Co jest logicznie filozoficzną zasadą.

Człowiek dwulicowy, jak przystało na chrześcijanina ...
Odpowiedz
#8
Antyteista napisał(a): Również prawodawcy bardziej zabiegają o zgodę i przyjaźń > sprawiedliwość.Co jest logicznie filozoficzną zasadą.


Dlatego też ustawodawca przyznał prawo do odmowy składania zeznań przez świadka, gdy w sprawę zamieszani są nie tylko członkowie jego rodziny, ale również jego ‘ziomeczki’. 
.
.
.
.
A nie – jednak nie przyznał.
Ой, розвивайся та сухий дубе / Завтра мороз буде, / Ой собирайся молодий козаче / Завтра похід буде. / Я й морозу та й не боюся / Зараз розів'юся
Odpowiedz
#9
Kozak Zaporoski napisał(a): Mogę mu pomóc na wiele różnych sposobów, chociażby pożyczając środki na dobrego obrońcę – kłamstwo przed organami wymiaru sprawiedliwości/organami ścigania, uderzające dodatkowo w faktyczną ofiarę całego zajścia, bynajmniej nie jest jedyną metodą "pomocy".
I to też jest jakieś wyjście, faktycznie. Tyle że dobrzy obrońcy też często manipulują i ogólnie grają nieczysto - inaczej nie byliby dobrzy.
Kozak Zaporoski napisał(a): Cóż, termin lojalność oznacza "rzetelność i uczciwość w kontaktach międzyludzkich". Doprawdy nie mam pojęcia jak w spektrum tego pojęcia wpisywać się może świadome łganie w celu uratowania winowajcy kosztem ofiary. Nadto, pragnę zauważyć, że więzów lojalności nie posiadam wyłącznie względem rzeczonego 'ziomka' – lojalność jestem winien także społeczeństwu, w którym przyszło mi żyć, a także, przede wszystkim, mojej rodzinie. Czy "rzetelnym i uczciwym" byłoby narażenie ich na reperkusji mojej ewentualnej kary za składanie fałszywych zeznań?
Tu miałem na myśli wyłącznie lojalność względem przyjaciela, rozumianą zarówno jako uczciwe traktowanie, jak i zobowiązanie do pomocy w każdej potrzebie. Od tego, o czym Ty piszesz teraz abstrahuję.

Kozak Zaporoski napisał(a): Nawet jeżeli taki kuriozalny pomysł wpadłby mi do głowy, a następnie z niej wypadł w formie konkretnej propozycji, to fakt akceptacji z jego strony, również wiele mówi na temat jego "rzetelności i uczciwości" wobec mnie.
Raczej wobec społeczeństwa. Wiadomo, że do takiego czegoś można by się uciec tylko w razie braku innych świadków - wtedy ryzyko, aby moje zeznania uznano za fałszywe byłoby niewielkie. A więc nie naraziłby mnie na przykre konsekwencje. No chyba, że zależałoby mu na moim honorze - ale dziś ludzi tak rozumujących jest już naprawdę niewielu.
Antyteista napisał(a): Takich dylematów moralnych było w przeszłości , a precyzyjnie już  starożytności wiele przykładów. Można z nich wyciągnąć następująca konkluzję: wszystkie cnoty byłby pozbawione jakichkolwiek wartości , gdyby nie przyjaźń.
Przyjaźni nie można tu przecenić, dlatego prawdziwi filozofowie, ( nie te badziewiaści po 1830 roku, którzy w istocie w sporej mierze lekceważą filozofię ) bardzo cenili wartość przyjaźń i cenili ją wyżej aniżeli sprawiedliwość. Przynajmniej byli skłonni naginać sprawiedliwość w imię przyjaźni, której podlega.   Jako ,że ludzie są  osobami społecznymi, politycznymi, gdyż każda grupa społeczna np; ignoranccy katolicy mają za przesłankę PRZYJAŹŃ.
Innie stowarzyszenie, ludzie głęboko  religijni, np OAZA - czyli także ludzie dwulicowi, ignoranccy, którym wydaję się, że są chrześcijanami ( zupełnie tak samo jak Świadkowie) czują się w swych kręgach, klubach, stowarzyszeniach wyśmienicie, dlatego, ponieważ na przesłance przyjaźni opiera się cała ta religijna  dokniszoteria.
Waga przyjaźni jest tak wielka, iż ma zdecydowane pierwszeństwo przed sprawiedliw2ością, która traci cały autorytet bez przyjaźni jako warunek. Również prawodawcy bardziej zabiegają o zgodę i przyjaźń > sprawiedliwość.Co jest logicznie filozoficzną zasadą.
No ja tak nie sądzę. Czy przyjaźń dwójki gangsterów tez jest więcej warta niż sprawiedliwość?
Odpowiedz
#10
Pterodaktyl napisał(a): Tyle że dobrzy obrońcy też często manipulują i ogólnie grają nieczysto - inaczej nie byliby dobrzy.

Dobrzy obrońcy nie łamią prawa, a jedynie umiejętnie korzystają z nieintuicyjnych narzędzi jakie ono oferuje. Jeżeli chcesz to nazywać "nieczystą grą" – Twoja sprawa.

Pterodaktyl napisał(a): Raczej wobec społeczeństwa.

Raczej przede wszystkim wobec Ciebie. Jeżeli gotów jest ratować własną skórę wykorzystując Twoją (mniej lub bardziej naiwną) gotowość do narażania skóry własnej oraz swoich najbliższych, to trudno powiedzieć, by w waszej relacji zachowywał się w sposób "rzetelny i uczciwy".

Pterodaktyl napisał(a): Wiadomo, że do takiego czegoś można by się uciec tylko w razie braku innych świadków

Wydawało mi się, że rozmawiamy w kontekście realistycznej sytuacji, a więc takiej, która nie wyklucza, że, chociażby za zasłoniętą firanką, mogła siedzieć sąsiadka i być dyskretnym świadkiem całego zajścia. Sam podałeś przykład "działania w afekcie", a więc takiego, które totalnie minimalizuje zakres działań przygotowawczych; w tym wypadku postarania się o możliwie ‘bezświadkowe’ dokonanie przestępstwa.

Pterodaktyl napisał(a): A więc nie naraziłby mnie na przykre konsekwencje.

Z kolei faktycznej ofierze tego zajścia praktycznie zapewnił kilka bardzo niemiłych, dni/miesięcy/lat, prawda?

Pterodaktyl napisał(a): No chyba, że zależałoby mu na moim honorze - ale dziś ludzi tak rozumujących jest już naprawdę niewielu.

Skoro jemu nie zależy na Twoim honorze, to dlaczego Tobie miałoby zależeć na wymiganiu go od sprawiedliwej kary?
Ой, розвивайся та сухий дубе / Завтра мороз буде, / Ой собирайся молодий козаче / Завтра похід буде. / Я й морозу та й не боюся / Зараз розів'юся
Odpowiedz
#11
Pterodaktyl napisał(a): Wyobraźcie sobie taki oto dylemat moralny:
Macie przyjaciela, który na waszych oczach dopuścił się przestępstwa; powiedzmy, że pobił gościa, z którym zdradziła go dziewczyna.
Poszkodowany zgłasza sprawę do sądu, a wy jesteście wezwani w roli świadka.
Macie do wyboru: zeznawać zgodnie z prawdą lub umówić się z przyjacielem, ze będziecie bajać o jakiejś prowokacji ze strony ofiary.
Innymi słowy: albo zachowujecie uczciwość i sprawiedliwie wpierdalacie ziomka w gowno, albo jesteście gotowi kłamać i przyczyniać się do wzrostu nieprawości, byle go ratować.
Co robicie i dlaczego?

Ja tu w ogóle nie widzę dylematu. Człowiek, który atakuje i bije drugiego człowieka, który nie zrobił mu żadnej krzywdy, tylko dlatego, że ten drugi jest bardziej od niego atrakcyjny, jest bucem, a z bucami się nie przyjaźnię.

Co innego, gdyby sytuacja była taka, że to jakieś prawo uważam za nieprawe i szkodliwe. Powiedzmy, gdyby mój przyjaciel uprawiał na swój użytek marychę, co nikomu nie szkodzi oprócz jego samego, a i to w małym stopniu, i prawo się go czepiało. Wtedy łgałbym w sądzie w żywe oczy, bo w tym konkretnym wypadku państwo i prawo uznałbym za wrogie ludziom, a wroga okłamywać wolno.
Odpowiedz
#12
ZaKotem napisał(a): Ja tu w ogóle nie widzę dylematu. Człowiek, który atakuje i bije drugiego człowieka, który nie zrobił mu żadnej krzywdy, tylko dlatego, że ten drugi jest bardziej od niego atrakcyjny, jest bucem, a z bucami się nie przyjaźnię.

Co innego, gdyby sytuacja była taka, że to jakieś  prawo uważam za nieprawe i szkodliwe. Powiedzmy, gdyby mój przyjaciel uprawiał na swój użytek marychę, co nikomu nie szkodzi oprócz jego samego, a i to w małym stopniu, i prawo się go czepiało. Wtedy łgałbym w sądzie w żywe oczy, bo w tym konkretnym wypadku państwo i prawo uznałbym za wrogie ludziom, a wroga okłamywać wolno.

No widzisz, ty uważasz, że każdy ma prawo do uprawiania krzaczka ziółka. Ktoś inny może uważać, że za zdradę można gachowi w mordę przyłożyć, nie za mocno, ale tak "honorowo". Utarło się wręcz, że lepiej dać w mordę gachowi (choć on zadnych zobowiązań wobec zdradzonego nie miał) niż dziewczynie (która jednak jakieś nieformalne zobowiązanie wierności miała). Ot taka pozostałość ery pojedynków i sekundantów.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#13
bert04 napisał(a): No widzisz, ty uważasz, że każdy ma prawo do uprawiania krzaczka ziółka. Ktoś inny może uważać, że za zdradę można gachowi w mordę przyłożyć, nie za mocno, ale tak "honorowo". Utarło się wręcz, że lepiej dać w mordę gachowi (choć on zadnych zobowiązań wobec zdradzonego nie miał) niż dziewczynie (która jednak jakieś nieformalne zobowiązanie wierności miała). Ot taka pozostałość ery pojedynków i sekundantów.

Oczywiście, są miliony ludzi których moralność jest po prostu niekompatybilna z moją. Normalna rzecz. Natomiast przyjaźń jest możliwa tylko między ludźmi o zbliżonym systemie wartości. Gdybym należał do zwolenników honorowej przemocy, również nie widziałbym powodu do zachowania praworządnego w państwie, które moje wartości jawnie lekceważy, i z pewnością w takim wypadku moja lojalność wobec ziomala byłaby większa, niż wobec państwa.

Chyba nikt na serio nie uznaje lojalności wobec obowiązującego prawa, jakiekolwiek by było za jakąś wartość nadrzędną. Przestrzegamy prawa albo wtedy, gdy uznajemy to prawo za pożyteczne - a wtedy nie lubimy ludzi, którzy je łamią, bo uważamy ich za szkodników, albo tylko ze strachu przed karą - a wtedy nieprzestrzeganie go przez innych jest nam obojętne . Nigdy dlatego "bo to prawo". Dlatego w przypadku tego typu dylematów liczy się tylko to, czy dane prawo, które przekroczył nasz ziomal, uznajemy za pożyteczne, czy nie. Jeśli nie, to nie mamy żadnej motywacji do wspomagania sił prawa, a jeśli tak, to nasz przyjaciel powinien się do niego dostosować (albo go nie przekraczać, albo "odpokutować", czyli ponieść konsekwencje), jeśli chce pozostać naszym przyjacielem.

Mówiąc o "niepożytecznym prawie" mam na myśli także takie, w którym kara jest niewspółmierna do winy. Prawo zakazujące kradzieży samo w sobie jest pożyteczne, ale gdyby złodziejowi groziło odcięcie ręki, też bym kłamał na korzyść przyjaciela, który coś zajumał, bo takie prawo uznałbym za niewłaściwe.
Odpowiedz
#14
Pterodaktyl napisał(a): No ja tak nie sądzę. Czy przyjaźń dwójki gangsterów tez jest więcej warta niż sprawiedliwość?

Przecież to jest oczywiste!  Skoro przyjaźń prawych ludzi więcej jest warta aniżeli sprawiedliwość, to cóż dopiero mówić o przestępcach, którzy łamią sprawiedliwość z zasady?
 Dziwne pytania stawiasz.

Człowiek dwulicowy, jak przystało na chrześcijanina ...
Odpowiedz
#15
W przyjaźni pierwszeństwo ma lojalność względem osoby a nie jej systemu wartości.
To jest rodzaj miłości, trudno oczekiwać od zakochanej osoby obiektywnego osądu.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#16
Rodica napisał(a): W przyjaźni pierwszeństwo ma lojalność względem osoby a nie jej systemu wartości.
To jest rodzaj miłości, trudno oczekiwać od zakochanej osoby obiektywnego osądu.

Nie ma nic gorszego niż ślepa lojalność. Nie ma to nic wspólnego z miłością. Miłość ma to do siebie, że otwiera oczy. Człowiek, który czyni zło, musi ponieść karę. Pokuta ma uczynić go kimś lepszym. A kochać drugiego człowieka to znaczy pragnąć nade wszystko jego dobra.
Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.
- Julian Tuwim
Odpowiedz
#17
Niepotrzebnie tak sobie wzięliście do serca ten przykład - chodziło o jakiekolwiek przestępstwo, może poza największymi zbrodniami. Bo w takich wypadkach najlepszym rozwiązaniem jest po prostu zerwać przyjaźń ze zwyrodnialcem i żałować, że się mu zaufało. I nie miałem na myśli "przestępstw" tylko z nazwy, w rodzaju hodowli cannabis - wtedy nikogo tam nie obchodzi chore prawo, tak samo jak w Generalnej Guberni nikt przyzwoity nie zeznawał zgodnie z prawdą. Chciałem pokazać, że w godzeniu ze sobą pokrewnych wartości, powszechnie uznawanych za najwyższe, też mogą wystąpić pewne trudności; nic nie jest czarne i białe. W pewnych sytuacjach na swój sposó musimy wybierać między
@Kozak Zaporoski:
Kozak Zaporoski napisał(a): Dobrzy obrońcy nie łamią prawa, a jedynie umiejętnie korzystają z nieintuicyjnych narzędzi jakie ono oferuje. Jeżeli chcesz to nazywać "nieczystą grą" – Twoja sprawa.
Wyszukiwanie kruczków prawnych zazwyczaj nie wydaje się czyste.
Kozak Zaporoski napisał(a): Raczej przede wszystkim wobec Ciebie. Jeżeli gotów jest ratować własną skórę wykorzystując Twoją (mniej lub bardziej naiwną) gotowość do narażania skóry własnej oraz swoich najbliższych, to trudno powiedzieć, by w waszej relacji zachowywał się w sposób "rzetelny i uczciwy".
Pisałem o sytuacji, w której takie ryzyko byłoby minimalne.
Kozak Zaporoski napisał(a): Wydawało mi się, że rozmawiamy w kontekście realistycznej sytuacji, a więc takiej, która nie wyklucza, że, chociażby za zasłoniętą firanką, mogła siedzieć sąsiadka i być dyskretnym świadkiem całego zajścia. Sam podałeś przykład "działania w afekcie", a więc takiego, które totalnie minimalizuje zakres działań przygotowawczych; w tym wypadku postarania się o możliwie ‘bezświadkowe’ dokonanie przestępstwa.
Ja tak tego nie odczułem - rozmawialiśmy raczej abstrakcyjnie, przykład był luźny. Nie chodzi o możliwość konkretnej sytuacji, tylko co byśmy w podobnej zrobili.
Kozak Zaporoski napisał(a): Z kolei faktycznej ofierze tego zajścia praktycznie zapewnił kilka bardzo niemiłych, dni/miesięcy/lat, prawda?
Prawda. I dlatego ów dylemat jest tak paskudny. Ale takie są właśnie najciekawsze do analizy.
Kozak Zaporoski napisał(a): Skoro jemu nie zależy na Twoim honorze, to dlaczego Tobie miałoby zależeć na wymiganiu go od sprawiedliwej kary?
Ja akurat wysoko cenię honor, ale wśród ludzi dzisiejszych to rzadkość. Byłbym w stanie zrozumieć, że kieruje on się bardziej pragmatyczną etyką. Nie jestem radykałem-absolutystą.
Odpowiedz
#18
towarzyski pelikan:
Cytat:Człowiek, który czyni zło, musi ponieść karę.
Twierdzisz, że obecnie mężczyźni są zniewieściali a popierasz latanie na policję z byle błahostką.
(Zakładając, że nie doszło do ciężkich urazów ciała oczywiście.)
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#19
Rodica napisał(a): Twierdzisz, że obecnie mężczyźni są zniewieściali a popierasz latanie na policję z byle błahostką.
(Zakładając, że nie doszło do ciężkich urazów ciała oczywiście.)

Mówię o zachowaniu niehonorowym. Facet, który bije gościa, z którym zdradziła go dziewczyna, to miękki fiut, który myśli, że ona jest jego własnością. Co innego, gdyby on ją zgwałcił. Wówczas reakcja mężczyzny byłaby uzasadniona. Dziewczyna wybrała sobie lepszego i ten kolo zamiast jak ostatnia ciota porywać się na samca alfa, powinien stulić uszy po sobie i zainspirować się tym facetem, zastanowić się "co on ma takiego, że ona wybrała jego?".

Zauważ też, że skoro ona go zdradziła i nie przeprosiła za to, to on jako człowiek honorowy powinien ją od siebie odsunąć jako zdrajczynię, a nie winić za to tego faceta, z którym ona go zdradziła.
Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.
- Julian Tuwim
Odpowiedz
#20
towarzyski pelikan:
Cytat:Co innego, gdyby on ją zgwałcił. Wówczas reakcja mężczyzny byłaby uzasadniona. Dziewczyna wybrała sobie lepszego i ten kolo zamiast jak ostatnia ciota porywać się na samca alfa, powinien stulić
A może facet który podbiera kobietę innemu to miękki fiut, który uważa kobietę za swoją własność i w dodatku za kurwę, bo gdyby była wartościowa to nie ośmieliłby się na taki krok?
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości