Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Stwórca niedoskonały
#1
Powszechnie się uważa, że stwórcą świata jest jedyny, idealny Bóg, pozbawiony jakichkolwiek wad.
Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
Podobną, choć baaardzo luźną hipotezę poddał pod prawdopodobieństwo Dawkins w Bogu urojonym.
Co o tym myślicie?
Odpowiedz
#2
Mynarek kiedyś napisał, że cierpienie bodaj jednego niewinnego dziecka jest niezbitym dowodem przeciw istnieniu osobowego, dobrotliwego Boga.
I tyle w temacie.
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#3
Myślę że bóg który jest niedoskonały potrzebowałby wytłumaczenia, więc nie byl by Bogiem
Odpowiedz
#4
Poligon. napisał(a): Mynarek kiedyś napisał, że cierpienie bodaj jednego niewinnego dziecka jest niezbitym dowodem przeciw istnieniu osobowego, dobrotliwego Boga.
I tyle w temacie.
Co to ma do tematu? Poza tym, czemu uważasz cierpienie za najgorsze zło z możliwych? I myślisz, że niewinne dziecko nie zostałoby przez dobrotliwego Boga zbawione?
Quinque napisał(a): Myślę że bóg który jest niedoskonały potrzebowałby wytłumaczenia, więc nie byl by Bogiem
No fakt, nie bylby Bogiem, tylko Stwórcą. O tym pisałem. Duży uśmiech
Odpowiedz
#5
Pterodaktyl napisał(a): Powszechnie się uważa, że stwórcą świata jest jedyny, idealny Bóg, pozbawiony jakichkolwiek wad.
Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
Podobną, choć baaardzo luźną hipotezę poddał pod prawdopodobieństwo Dawkins w Bogu urojonym.
Co o tym myślicie?

Jeśli weźniemy powszechne znaczenie słów "wszechmocny" i "wszechwiedzący" to taki Bóg nie ma sensu dlatego apologeci religijni w różny sposób ograniczają lub zmieniają znaczenie tych pojęć. Ewentualnie można dorzucić boski atrybut "niepojęty" i sprawa rozwiązana. Jesteśmy przecież zbyt głupi aby pojąć istotę Boga Oczko
Co do bóstwa Dawkinsa to taki deistyczny "pierwszy poruszyciel" inicjujący Wielki Wybuch jest pewnie bardziej prawdobodobny niż chrześcijański Bóg.
Odpowiedz
#6
Pterodaktyl napisał(a):tylko Stwórcą

No tak, ale on sam również potrzebował by stwórcy i tak w nieskończoność
Odpowiedz
#7
Quinque napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a):tylko Stwórcą

No tak, ale on sam również potrzebował by stwórcy i tak w nieskończoność

A może by nie potrzebował. Może byłby niedoskonały, lecz wieczny Duży uśmiech
Wiem, trochę dziecinne rozważania. Ale w temacie chciałem zauważyć pewną ewentualność, której w zasadzie nikt nie uwzględnia.
Odpowiedz
#8
Pterodaktyl napisał(a): Powszechnie się uważa, że stwórcą świata jest jedyny, idealny Bóg, pozbawiony jakichkolwiek wad.
Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
Podobną, choć baaardzo luźną hipotezę poddał pod prawdopodobieństwo Dawkins w Bogu urojonym.
Co o tym myślicie?

Oczywiście, że można wymyślić pierdylion możliwych Stwórców świata, jednak człowiek tak jest psychicznie skonstruowany, że dąży do maksymalnej prostoty, stąd się wzięła wspaniała brzytwa Ockhama, która ma zastosowanie również w metafizyce.

A więc najprostszym wyjaśnieniem świata jest właśnie Bóg (istniejący od zawsze) i idealny, w takim sensie, że przypisujemy Stwórcy cechy w opozycji do naszej ograniczoności. Tylko istota doskonalsza niż my sami mogła stworzyć niedoskonałych nas. Zauważ, że np. zakładając większą liczbę bogów tak jakby podważamy samowystarczalność jednego Boga, co nie ma żadnego uzasadnienia.
Bóg mnie opuścił

Bóg mnie opuścił
Nie wierzę we własną modlitwę
Ciało stało się słowem
I zamieszkało u Boga

t.p. 9.5.2019
Odpowiedz
#9
Pterodaktyl napisał(a):
Quinque napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a):tylko Stwórcą

No tak, ale on sam również potrzebował by stwórcy i tak w nieskończoność

A może by nie potrzebował. Może byłby niedoskonały, lecz wieczny Duży uśmiech
Wiem, trochę dziecinne rozważania. Ale w temacie chciałem zauważyć pewną ewentualność, której w zasadzie nikt nie uwzględnia.

Wydaje mi się że taki twórca(w sensie wieczny i niedoskonały) nie może istnieć

W sumie to twój wątek podsunął mi pomysł na temat do dyskusji ale nie to forum
Odpowiedz
#10
Pterodaktyl napisał(a): Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
A skąd by się taka istota - lub grupa istot - wzięła?

Poligon. napisał(a): że cierpienie bodaj jednego niewinnego dziecka jest niezbitym dowodem przeciw istnieniu osobowego, dobrotliwego Boga.
Dlaczego?

Osiris napisał(a): Ewentualnie można dorzucić boski atrybut "niepojęty" i sprawa rozwiązana. Jesteśmy przecież zbyt głupi aby pojąć istotę Boga
No własnie. I dlatego trzeba się po prostu słuchać Kościoła, a nie mędrkować!!!111jedenjedenjeden

Osiris napisał(a): Co do bóstwa Dawkinsa to taki deistyczny "pierwszy poruszyciel" inicjujący Wielki Wybuch jest pewnie bardziej prawdobodobny niż chrześcijański Bóg.
A to chrześcijański Bóg nie może zarazem być inicjatorem Wielkiego Wybuchu?

Pterodaktyl napisał(a): A może by nie potrzebował. Może byłby niedoskonały, lecz wieczny
W takim razie byłby niedoskonały względem czego/Kogo?
Why so serious?
Odpowiedz
#11
towarzyski.pelikan napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a): Powszechnie się uważa, że stwórcą świata jest jedyny, idealny Bóg, pozbawiony jakichkolwiek wad.
Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
Podobną, choć baaardzo luźną hipotezę poddał pod prawdopodobieństwo Dawkins w Bogu urojonym.
Co o tym myślicie?

Oczywiście, że można wymyślić pierdylion możliwych Stwórców świata, jednak człowiek tak jest psychicznie skonstruowany, że dąży do maksymalnej prostoty, stąd się wzięła wspaniała brzytwa Ockhama, która ma zastosowanie również w metafizyce.

A więc najprostszym wyjaśnieniem świata jest właśnie Bóg (istniejący od zawsze) i idealny, w takim sensie, że przypisujemy Stwórcy cechy w opozycji do naszej ograniczoności. Tylko istota doskonalsza niż my sami mogła stworzyć niedoskonałych nas. Zauważ, że np. zakładając większą liczbę bogów tak jakby podważamy samowystarczalność jednego Boga, co nie ma żadnego uzasadnienia.
Brzytwa Ockhama średnio mnie przekonuje, jak dotąd nie słyszałem jej zadowalającego uzasadnienia. Stwórca faktycznie musi być bardziej wszechstronny od nas, ale niekoniecznie doskonały w absolutny sposób (zresztą doskonałość uważam za pojęcie względne, podobnie jak większość tzw. "pojęć najwyższych"). I nie mówimy o większej ilości bogów, tylko istot - kreatorów świata i życia. Ale zgodzę się, że przy obecnej definicji Boga politeizm jest bez sensu.
Quinque napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a):
Quinque napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a):tylko Stwórcą

No tak, ale on sam również potrzebował by stwórcy i tak w nieskończoność

A może by nie potrzebował. Może byłby niedoskonały, lecz wieczny Duży uśmiech
Wiem, trochę dziecinne rozważania. Ale w temacie chciałem zauważyć pewną ewentualność, której w zasadzie nikt nie uwzględnia.

Wydaje mi się że taki twórca(w sensie wieczny i niedoskonały) nie może istnieć

W sumie to twój wątek podsunął mi pomysł na temat do dyskusji ale nie to forum
A mi się wydaje inaczej. Wszechświat mało kto uważa za doskonały - a są teorie, że jest wieczny (cykliczny).
neuroza napisał(a): A skąd by się taka istota - lub grupa istot - wzięła?
Np. stąd, skąd się wzięli ludzie.

neuroza napisał(a): W takim razie byłby niedoskonały względem czego/Kogo?
Nikogo, bo bytów doskonałych wtedy by nie było.
Odpowiedz
#12
Pterodaktyl napisał(a): A może by nie potrzebował. Może byłby niedoskonały, lecz wieczny Duży uśmiech
Pterodaktyl napisał(a): A mi się wydaje inaczej. Wszechświat mało kto uważa za doskonały - a są teorie, że jest wieczny (cykliczny).
Nawet gdyby coś istniało "od zawsze" to i tak nie ujmowałby sensu pytaniu "dlaczego?". Sednem argumentów kosmologicznych (prócz kalām) jest dojście do definitywnej odpowiedzi, gdzie np. nieistnienie czegoś implikuje sprzeczność. Nietrudno się domyślić jaki jest przydomek tego czegoś.

Teiści często podkreślają, że Bóg to nie dziadek w chmurach, ale poza tym apofatikos rzadko rozwijają wątek bycia w wyższej lidze ontologicznej. A wystarczyłoby choćby napomknąć o funkcji podtrzymującej - można sobie wyobrazić, jak po puszczeniu w ruch naszego świata demiurg robi sobie fajrant, a on (świat) nadal kręci. W przypadku Boga nie ma tego luksusu - wszystkie stworzone rzeczy zawdzięczają Mu istnienie w sposób ciągły, tak jak wybrzmiewanie nokturnów grze pianisty. Szczególnie wyraźnie w perspektywie panenteistycznej, gdzie są po prostu Jego częścią.

Na marginesie: Wyżej wymienione wynurzenia by znaczyły, że bon mot, który Nietzsche ukradł Mainländerowi jest nieprawdziwy. Bóg nie umarł, bo inaczej byś tego nie przeczytał. Cogito ergo deus sum.
Odpowiedz
#13
Pterodaktyl napisał(a): Np. stąd, skąd się wzięli ludzie.
Czyli z jakiegoś Wyższego Źródła?

Pterodaktyl napisał(a): Nikogo, bo bytów doskonałych wtedy by nie było.
To skąd wiedzielibyśmy o niedoskonałości? Rozumiem, że z naszych abstrakcyjnych ideałów?

A skąd się biorą nasze abstrakcyjne ideały? Czym jest doskonałość, czym są ideały? Dlaczego mamy zdolność do ich wyobrażania?

Dla mnie czymś naturalnym jest postrzeganie doskonałości jako stanu domyślnego, a niedoskonałości jako pewnych zniekształceń, zakłóceń.
Why so serious?
Odpowiedz
#14
Pterodaktyl napisał(a): Brzytwa Ockhama średnio mnie przekonuje, jak dotąd nie słyszałem jej zadowalającego uzasadnienia.  Stwórca faktycznie musi być bardziej wszechstronny od nas, ale niekoniecznie doskonały w absolutny sposób (zresztą doskonałość uważam za pojęcie względne, podobnie jak większość tzw. "pojęć najwyższych"). I nie mówimy o większej ilości bogów, tylko istot - kreatorów świata i życia. Ale zgodzę się, że przy obecnej definicji Boga politeizm jest bez sensu.
Ja Ci napiszę, dlaczego mnie przekonuje.
No bo zoba: jak wywalisz brzytwę Ockhama (dążenie do najprostszych wyjaśnień), to brakuje Ci sensownego kryterium weryfikacji wszelkich możliwości powstania świata. Po prostu wszystko jest możliwe - jesteśmy symulacją komputerową mieszkańców innej planety/innego wymiaru, kosmici ulepili nas z kosmicznego pyłu, świat istnieje od zawsze, Bóg stworzył świat, po czym go porzucił, Bóg stworzył świat i w niego od czasu do czasu ingeruje (cuda), Bóg nieustannie podtrzymuje świat przy istnieniu, świat stworzyli bogowie (tutaj można się spierać: ilu i jacy) etc. Można tak wymyślać do usranej śmierci, biorąc pod uwagę, że wyobraźnia człowieka nie zna granic.
I ten problem dotyczy każdego innego aspektu życia. Np. weźmy testy IQ: żeby dobrze wypaść, musisz wybrać najprostsze rozwiązanie. Uznaje się, że poprawna jest rozwiązanie najprostsze, a nie najbardziej wymyślne, choćbyś potrafił je uzasadnić.
Teraz tak: nie mamy 100% pewności, że sposób, w jaki intuicyjnie wybieramy kryterium prawdy (prawdą jest to, co jest najprostszym wyjaśnieniem), jednak z jakiegoś powodu właśnie tak nam podpowiada intuicja, zauważ, że brzytwa Ockhama została uznana za narzędzie naukowe. Wywal z nauki brzytwę Ockhama, a niczego nie będziemy w stanie ustalić.
Bóg mnie opuścił

Bóg mnie opuścił
Nie wierzę we własną modlitwę
Ciało stało się słowem
I zamieszkało u Boga

t.p. 9.5.2019
Odpowiedz
#15
neuroza napisał(a): Czyli z jakiegoś Wyższego Źródła?
Nie, z normalnego. Zupełnie normalnego.
neuroza napisał(a): To skąd wiedzielibyśmy o niedoskonałości? Rozumiem, że z naszych abstrakcyjnych ideałów?

A skąd się biorą nasze abstrakcyjne ideały? Czym jest doskonałość, czym są ideały? Dlaczego mamy zdolność do ich wyobrażania?

Dla mnie czymś naturalnym jest postrzeganie doskonałości jako stanu domyślnego, a niedoskonałości jako pewnych zniekształceń, zakłóceń.
Tak samo jak możemy sobie wyobrażać nieśmiertelność, driady i latanie, tak samo możemy sobie wyobrażać Absolut.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Pterodaktyl napisał(a): Brzytwa Ockhama średnio mnie przekonuje, jak dotąd nie słyszałem jej zadowalającego uzasadnienia.  Stwórca faktycznie musi być bardziej wszechstronny od nas, ale niekoniecznie doskonały w absolutny sposób (zresztą doskonałość uważam za pojęcie względne, podobnie jak większość tzw. "pojęć najwyższych"). I nie mówimy o większej ilości bogów, tylko istot - kreatorów świata i życia. Ale zgodzę się, że przy obecnej definicji Boga politeizm jest bez sensu.
Ja Ci napiszę, dlaczego mnie przekonuje.
No bo zoba: jak wywalisz brzytwę Ockhama (dążenie do najprostszych wyjaśnień), to brakuje Ci sensownego kryterium weryfikacji wszelkich możliwości powstania świata. Po prostu wszystko jest możliwe - jesteśmy symulacją komputerową mieszkańców innej planety/innego wymiaru, kosmici ulepili nas z kosmicznego pyłu, świat istnieje od zawsze, Bóg stworzył świat, po czym go porzucił, Bóg stworzył świat i w niego od czasu do czasu ingeruje (cuda), Bóg nieustannie podtrzymuje świat przy istnieniu, świat stworzyli bogowie (tutaj można się spierać: ilu i jacy) etc. Można tak wymyślać do usranej śmierci, biorąc pod uwagę, że wyobraźnia człowieka nie zna granic.
I ten problem dotyczy każdego innego aspektu życia. Np. weźmy testy IQ: żeby dobrze wypaść, musisz wybrać najprostsze rozwiązanie. Uznaje się, że poprawna jest rozwiązanie najprostsze, a nie najbardziej wymyślne, choćbyś potrafił je uzasadnić.
Teraz tak: nie mamy 100% pewności, że sposób, w jaki intuicyjnie wybieramy kryterium prawdy (prawdą jest to, co jest najprostszym wyjaśnieniem), jednak z jakiegoś powodu właśnie tak nam podpowiada intuicja, zauważ, że brzytwa Ockhama została uznana za narzędzie naukowe. Wywal z nauki brzytwę Ockhama, a niczego nie będziemy w stanie ustalić.
Problem w tym, że "najprostsze wyjaśnienie" można różnie rozumieć. Jedni BO uzasadniają teizm ("jak powstał świat? to proste, stworzył go Bóg!"), inni powiedzą, iż skoro nie należy używać pojęć niedających się wywieść z rozumu lub doświadczenia, to pojęcie Jedni jest zwyczajnie zbędne - i dlatego są ateistami. 

Owszem, nauka na ogół dąży do możliwie najprostszych wyjaśnień - a więc najprostszych spośród takich, które są logicznie prawidłowe i spójne z dotychczasową wiedzą. Ale nie traktuje prostoty jako ostatecznego kryterium prawdziwości, tylko jako nieraz zawodny cep, który nie musi, ale może odsiewać ziarno od plew.
Odpowiedz
#16
Pterodaktyl napisał(a): Powszechnie się uważa, że stwórcą świata jest jedyny, idealny Bóg, pozbawiony jakichkolwiek wad.
Jednak w sumie... dlaczego kreator nie miałby być istotą po prostu nadprzyrodzoną, bez wszechmocy czy wszechwiedzy? Lub całą grupą takich istot?
Podobną, choć baaardzo luźną hipotezę poddał pod prawdopodobieństwo Dawkins w Bogu urojonym.
Co o tym myślicie?

Uważam sposób dowodzenia Boga przez Anzlema za fałszywy . Aby być merytoryczny wskażę dokładnie na niego.

"Każdy zgodzi się, że istoty stworzone, są nierównej doskonałości. Tworzą szereg o doskonałości wzrastającej, ale ten szereg rzeczywisty nie może być w nieskończoność, musi więc być istota, ponad którą nie ma doskonalszej. Tą istota jest Bóg!!"

Natomiast osobiście twierdze, że jedynie tego antyteza jest prawdziwa i nieskomplikowana. Istoty nie są doskonałe, ponieważ Bóg nie jest doskonały.  Istoty są różne, dlatego można przypuścić , że bogowie owszem i jest ich wielu. Nie ma absolutnie żadnego powodu dawać pierwszeństwo monoteistom, gdyż w ten sposób jest to jeszcze dalece bardziej absurdalna teoria. To tak jak założyć, że bóg jest ( był ) sam i stworzył innych , aby nie być sam. Natomiast w mojej teorii, nie jest sam. Dlatego można założyć że istnieją - to co ekonomiści nazywają - obopólne zyski. Spontanicznie przypomniałem sobie o tym zmyśleniu w Biblii - jak stworzył Adama i stwierdził, że nie dobrze , że jest sam. To niewiarygodna bezmyślność. Tak jakby bóg się uczył i ćwiczył..
A na dobra sprawę, żadnego boga przecież nie ma...i nigdy nie było.

Człowiek dwulicowy, jak przystało na chrześcijanina ...
Odpowiedz
#17
Cytat:Mynarek kiedyś napisał, że cierpienie bodaj jednego niewinnego dziecka jest niezbitym dowodem przeciw istnieniu osobowego, dobrotliwego Boga.

I tyle w temacie.


Ostatnio wklejam tutaj trochę artykułów redaktora gosc.pl, Franciszka Kucharczaka i tym razem też to zrobię. Facet ciekawie tłumaczy te niewątpliwie smutne sprawy, z perspektywy spojrzenia chrześcijan: 

https://www.gosc.pl/doc/5112556.Gdy-umierasz-niegotowy 

Myśl wyrachowana: Bóg ostatecznie powołuje nas wtedy, gdy nas odwołuje.

Łukasz był prawnikiem, pracował w sądzie. Ale ponad rok temu, gdy miał 36 lat, zwolnił się z pracy, zostawił wszystko i poszedł do seminarium dla starszych mężczyzn w Krakowie. Spośród tych starszych on należał do najmłodszych. W słoneczne popołudnie w połowie września Łukasz… zmarł. Nagle, w jednej chwili, gdy siedział nad artykułami naukowymi potrzebnymi do ukończenia doktoratu z prawa. Chciał z nimi zdążyć przed powrotem do seminarium po przerwie wakacyjnej.

Tego dnia przypadało liturgiczne święto św. Stanisława Kostki. W kościołach był czytany fragment z Księgi Mądrości: „Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. (...) Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości”. I dalej: „A ludzie patrzyli i nie pojmowali ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność”.
Coś jest w tym niepojmowaniu Bożego miłosierdzia. Bo my, widząc martwe ciało, jesteśmy jak ktoś, kto poród ocenia wyłącznie na podstawie leżącej we krwi odciętej pępowiny. Widząc coś takiego, nabieramy przekonania, że tu stało się coś strasznego – a to radość przecież, bo człowiek się narodził.
Wiadomość o śmierci kleryka Łukasza zamieściłem na stronie gosc.pl. Czytający deklarowali w komentarzach modlitwę, ale ktoś zamieścił też ironiczną uwagę: „A co to, Bóg się rozmyślił?”. Że niby to bez sensu, że Bóg człowieka powołuje, a w trakcie realizacji wezwania nagle „zmienia zdanie”.


Właśnie tak wygląda to nasze płaskie myślenie, zakorzenione w rozumowaniu, że człowiek jest zrealizowany wtedy, gdy osiągnie to czy tamto. Wcześniej, gdy się do tego przygotowuje, jest jakby niepełnym człowiekiem, jakby mu czegoś do kompletnego człowieczeństwa brakowało. Stąd pretensje do Boga: „Czemu go zabierasz w takiej chwili, to jeszcze nie był ten czas!”. Ale dla Boga najwyraźniej pełnymi ludźmi jesteśmy na każdym etapie – dlatego dopuszcza śmierć ludzi przed narodzeniem i po narodzeniu. Dlatego umierają niemowlęta, dzieci i młodzież, z tej przyczyny zdarza się odejść i uczniom, i studentom. Oni wszyscy są prawdziwymi ludźmi, a nie jakimiś kandydatami do człowieczeństwa.


Na tym świecie i tak zawsze do czegoś się przygotowujemy: przedszkolak do szkoły, student do dyplomu, pracownik do emerytury, a emeryt do… no, do różnych rzeczy, ale raczej nie do śmierci, bo wciąż ma poczucie, że jeszcze nie jest gotowy.
A jednak zawsze jesteśmy gotowi do tego, żebyśmy „byli gotowi”. Nie jest gotowy tylko ten, kto miłosiernemu Bogu mówi „nie” – i ten może mieć problemy, ale to jego wybór.
Bóg traktuje nas poważnie na każdym etapie naszego życia – dlatego dopuszcza ludzi w każdym wieku do tajemnic, dosłownie, śmiertelnie poważnych.
Odpowiedz
#18
Jako ateista wzruszyłem się. i co w związku z tym?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#19
Jako facet od Duchów polecam zaopatrzenie się w kamidanę i przyozdobienie jej ofudami, oraz praktykowanie domowego ofiarnictwa podług zwyczaju. Umrzesz i tak, najpewniej niegotowy, ale przynajmniej coś Ciebie przetrwa - konkretnie chram, w którym zaopatrywałeś się w ofudy z ciężkim: o jeny. Język

Wspierajcie chramy szinto! Najbliższy jest w Holandii. Duży uśmiech
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#20
Poligon. napisał(a): Mynarek kiedyś napisał, że cierpienie bodaj jednego niewinnego dziecka jest niezbitym dowodem przeciw istnieniu osobowego, dobrotliwego Boga.
I tyle w temacie.

Pełna zgoda. Mam słabą wyobraźnię, miłosierny i osobowy bóg który pozwala umierać dzieciom np. na raka, długo, w bólu i męczarniach.... I tak się składa że to nie cywilizacja, zanieczyszczone środowisko lub styl życia. Większość przypadków raka to zwyczajny pech, losowa mutacja: https://www.scientificamerican.com/artic...-bad-luck/ Czyli nieważne jak żyjesz, nieważne czy dbasz o zdrowie - i tak cię może dopaść.

Ilość plemników w jednym "strzale" mężczyzny świadczy o tym że każdy człowiek jest dziełem przypadku oraz że na każdego urodzonego przypadają miliony tych którzy nigdy się nie urodzą. Okresy masowego wymierania organizmów, katastrofy naturalne, uderzenie asteroidy - nie widzę w tym żadnego porządku, projektu, ładu czy zamysłu.

Te same prawa które doprowadziły do powstania życia bez żadnego problemu w przyszłości sprawią że po życiu nie pozostanie nawet ślad.

Stwórca niedoskonały. Bałaganiarz. Wbrew twierdzeniu Einsteina - hazardzista.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości