Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Irytowanie przeciwnika
#1
W te miłe niedzielne popołudnie mam zaszczyt przyjrzeć się bliżej  temu mechanizmowi, na czym on polega. 

CELOWE IRYTOWANIE PRZECIWNIKA : jest chwytem erystycznym i jak zauważył wspaniały ( albo niewspaniały) filozof Schopenhauer  za zadanie ma  :
" Doprowadzić przeciwnika do złości, albowiem w złoci nie jest on w stanie prawidłowo rozumować i dopilnować swoich korzyści. Sprowokowanie do złości można przez jawne niesprawiedliwe traktowanie, lub szykany i w ogóle przez bezczelne zachowanie się".
To sprawdzony i standardowy sposób, który dziś świetnie sprawdza się podczas transmisji debat publicznych w telewizji. Ten uczestnik dyskusji, który wyjdzie z siebie i okaże irytację, przegra, choćby racja była po jego stronie.
Do białej gorączki doprowadzają przeciwników ( chodzi o nas ateistów ) zwłaszcza inwektywy,stosowane zamiast argumentów. Tutaj pewna egzemplifikacja:

Przy władzy zostali degeneracji, renegaci, oszuści, cwaniacy, z ustami pełnymi populizmu. Na naszych oczach ginie katolicka Rzeczpospolita , jest rozgrabiana przez skorumpowanych urzędników. A my przyglądamy się biernie , jak nas upokarza i upadla, szarga nasze świętości narodowe, drwi z Ojca Świętego (wow... patrz PEDOFILIA) Organizujmy się , bo będzie za późno. Popatrzmy, co sie dzieje w Unii Europejskiej, do której nas pchają. Bydło zarażone BSE, trzoda na rakotwórczych antybiotykach, żywność transgenetyczna a przy tym wszystkim ( a jakże by inaczej) upadek cywilizacji łacińskiej i samego człowieka jako wartości nadrzędnej. ..

- NASZ DZIENNIK 7 II 2001

W bezpośrednim starciu słownym wypowiadanie sie w sposób, który przeciwnikowi uwłacza , ten cel realizuje znakomicie. Jedyną sensowną metoda walki jest z takim dyskutantem jest po prostu zachowanie spokoju. Gdy próbuje zdenerwować nas swoimi wybiegami, trzeba cierpliwie pytać, jak sie te inwektywy mają do omawianego problemu.

Zaczęło się...

Człowiek dwulicowy, jak przystało na chrześcijanina ...
Odpowiedz
#2
Nie zawsze zjadliwe uwagi mają na celu irytację kogoś kogo się np. oskarża o głupotę zarzucając mu np. bełkot lub chamstwo lub szpanowanie bzdurami.

Może to być nie irytowanie ale próba poszukiwania jakichś pokładów rozsądku lub jakiejś ilości rozumu u takiej z grubsza " głupiej osoby".

Mi pani psycholog zwróciła uwagę na błędy w rozumowaniu jak matka chciała żebym poszła do szkoły rok wcześniej w wieku 6 lat bo już dobrze czytałam, pisałam i liczyłam no i uzasadniła mi ta pani psycholog tymi błędami w rozumowaniu, że na pójście do szkoły mam jeszcze rok poczekać i pójść do pierwszej klasy z normalnym moim rocznikiem.
Było mi wtedy głupio, że jestem taka głupia, w sumie chodziło o psychologiczną niedojrzałość zdaniem tej pani psycholog.


Pytania były takie:
1. Co się robi jak się coś zepsuje?
Moja odpowiedź: Ja nie psuję! ( mały/słaby wykrzyknik)
Prawidłowa odpowiedź którą wskazała mi pani psycholog: Trzeba było powiedzieć, że jak się coś zepsuje to trzeba naprawić ( widzisz/rozumiesz co mówisz źle = ton głosu pani psycholog)
Ja tę wypowiedź wyniosłam z zachowania matki, która się bardzo rzucała, że nie wolno mi niczego zepsuć bo np. wydłubałam lalce takiej około 35 cm oczy bo chciałam dokładnie zobaczyć jak to działa, że oczy się zamykają jak się lalka kładzie, no a tata nie całkiem jeszcze nakarmił się Politechniką którą skończył i wychodziła mu słoma z butów chłopaka ze wsi i z całej siły walił mi aż do krwi na gołą pupę z opuszczonymi majtkami skórzanym pasem od swoich spodni, za to, że z lampowego telewizora wyjęłam kilka lamp i nie włożyłam na swoje miejsce bo niestety nie zapisałam na kartce, bo wydawało mi się że zapamiętam gdzie je spowrotem włożyć, bo chciałam sobie trochę pooglądać telewizor od środka pod nieobecność rodziców, miałam wtedy około 4 lata.
Więc miałam silne psychologiczne uczulenie na to, że nie należy niczego psuć i niestety za mały kontakt z innymi mądrzejszymi dorosłymi.



2. Jaką wodą się myjesz rano a jaką wieczorem, kiedy zimną a kiedy ciepłą?
Moja odpowiedź: Rano myję się wodą ciepłą a wieczorem wodą
zimną.
Prawidłowa odpowiedź którą wskazała mi pani psycholog: Jest na odwrót, rano trzeba się myć wodą zimną a wieczorem ciepłą.
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wodę podawała mi matka, ja nie mogłam w mieszkaniu o niczym decydować, to było wtedy mieszkanie w starym budownictwie a ciepłą wodę grzało się na 2 palnikowej kuchence gazowej, jak byłam starsza np. 12 lat to samej nie wolno mi było wziąć z szafki mojego ubrania np. cienkiej bluzki do szkoły jak się zrobiło cieplej tylko musiałam cały tydzień przechodzić w jednym ubraniu np. półgolfie w którym mi było za ciepło, a prać swojego ubrania nie mogłam sama tylko musiała to robić sama matka " nie dam ci samej prać bo zaciapiesz i zachlapiesz".
Jak miałam 15 lat to matka wyrzuciła mi rzeczy na korytarz i nie wpuściła mnie do mieszkania, rodzice byli od 2 lat rozwiedzeni a ojciec mieszkał to tu to tam po babach, więc pojechałam a pół drogi poszłam pieszo bo nie starczyło mi pieniędzy na cały bilet do konkubiny i wspólniczki ojca z którą ojciec hodował nutrie na futra po godzinach pracy w państwowym zakładzie.

Drugą taką sytuacją w której pokazano mi, że głupio gadam była pani w szkole chyba w pierwszej klasie podstawówki.
Ja się odezwałam: " Mama kazała ... " - nie pamiętam już o co wtedy chodziło
Pani nauczycielka zwróciła mi uwagę, że " Nie mówi się mama kazała tylko mama prosiła"
Było mi głupio, że tak prymitywnie gadam.

Jak byłam mała to miałam kontakt głównie z półgłupią i nieprzyjemną matką, która miała wykształcenie podstawowe 6 klasowe, ojciec dość rzadko przebywał w domu i mniej się do mnie odzywał a jak byłam całkiem mała to skończył studia wieczorowe na Politechnice i nie gadał tak głupio.


W sumie jak byłam mała, to zawsze uważałam, że jakbym była duża i ktoś by mi wykazał błędy i dużą głupotę na stanowisku na jakim bym pracowała jako dorosła osoba to bez słowa zeszłabym z tego stanowiska.
Chciałam tylko, żeby ktoś wykazał mi wyrozumiałość, że muszę się czegoś innego douczyć z czym lepiej będę sobie radzić.


Naprawdę nie rozumiem, że dorośli ludzie zachowują się jak kostka cukru wrzucana do wody która boi się że się rozpuści, jak się im coś przykrego powie, np. że pieprzą głupoty.
To jest jakby mówić do bobasa, który płacze i krzyczy jak mu coś nie pasuje. Bobasy nie głosują i nie decydują o losach innych swoim głosem np. w wyborach a dorosłe bobasy niestety głosują i robią inne rzeczy w wyniku których odpadłam z rynku pracy i jeszcze 4 lata głodowałam 1999-2003 za 50 zł miesięcznie z MOPSu.
1. Maryja w Niebie  nie słucha modlitw gdy  śpi masturbuje się robi kupę.
Maryja w Niebie już nic nie potrzebuje oprócz modlitw i tlenu, nie nosi więc majtek i sukienki, lata nago w stanie nieważkości bo grawitacji też nie potrzebuje. 
Brak oddychania tlenem = śmierć.

2. Ustawiczne dzwonienie w dzwony kościelne jest uciążliwe dla osób nerwowo chorych w tym dla mnie. Mieszkam w średnim mieście.
Piski bachorów pod samymi oknami bloku też mi pogłębiają nerwicę i napieprzanie dorosłych o dupie Marynie.

3. Wynajmujący mieszkanie piętro niżej znęcają się nade mną dokuczliwym stukaniem np. w kaloryfery i zastraszaniem np. przez agresywne napieprzanie w łazience, że jestem wariatka i żeby mnie do Toszka zabrali.

4. Nie miałam na chleb i wodę, 4 lata głodowałam mając dochód 50 zł miesięcznie z MOPSu bo byłam bez  pracy i renty.
Odpowiedz
#3
Zaraz... ja akurat mam tak, że właśnie rano myję się w ciepłej, a wieczorem w lodowatej [dobre na skórę] - nie ma dla mnie nadziei?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#4
ARHIZ napisał(a): Zaraz... ja akurat mam tak, że właśnie rano myję się w ciepłej, a wieczorem w lodowatej [dobre na skórę] - nie ma dla mnie nadziei?

Mojej matce jak miałam kilka lat 3-6 to nie chciało się wieczorem grzać wody na gazie na 2 palnikowej kuchence gazowej i dlatego tak było. A matka miała 6 klas podstawówki wykształcenia i była bardzo nieprzyjemną osobą a nade mną się znęcała co zrozumiałam dopiero jako dorosła osoba. Nie wolno mi było np. wchodzić do pokoju ( tylko wieczorem, żeby spać - zarówno w tym starym budownictwie gdzie był jeden pokój jak i potem jak miałam 10-15 lat w nowym budownictwie z dwoma pokojami) i musiałam cały dzień przebywać w kuchni i odrabiać lekcje na kuchennym stole gdzie pierwszeństwo miały garnki matki.

Nie wiem, jak teraz mają psycholożki, jak jest opcja żeby rozgarnięte dziecko przyjąć rok wcześniej do szkoły do pierwszej klasy, no ale wtedy nie wiem czy ta psycholożka zorientowała się, że szybszy kontakt z mądrzejszymi paniami nauczycielkami w szkole naprawił by te usterki w mojej osobie które zawdzięczałam prymitywnej matce.

Może jeszcze wyjaśnię, że czytać nauczyłam się z grubsza sama, matka kupiła mi kilka tanich książeczek dla dzieci i misie i świerszczyki, jak miałam niecałe 3 lata to podchodziłam do matki z książeczką i pytałam jak czyta się pokazaną literę a potem jak czyta się cały wyraz złożony np. z 4 znanych mi już liter. Matka podczas tej nauki prała w ręcznej pralce typu Frania w kuchni. Nauczyła mnie też rosyjskich liter bo wtedy były tanie fajne rosyjskie/ po rosyjsku książeczki dla dzieci. Inne książeczki dla dzieci po angielsku i niemiecku były niestety za drogie i matka mi ich nie kupiła.
1. Maryja w Niebie  nie słucha modlitw gdy  śpi masturbuje się robi kupę.
Maryja w Niebie już nic nie potrzebuje oprócz modlitw i tlenu, nie nosi więc majtek i sukienki, lata nago w stanie nieważkości bo grawitacji też nie potrzebuje. 
Brak oddychania tlenem = śmierć.

2. Ustawiczne dzwonienie w dzwony kościelne jest uciążliwe dla osób nerwowo chorych w tym dla mnie. Mieszkam w średnim mieście.
Piski bachorów pod samymi oknami bloku też mi pogłębiają nerwicę i napieprzanie dorosłych o dupie Marynie.

3. Wynajmujący mieszkanie piętro niżej znęcają się nade mną dokuczliwym stukaniem np. w kaloryfery i zastraszaniem np. przez agresywne napieprzanie w łazience, że jestem wariatka i żeby mnie do Toszka zabrali.

4. Nie miałam na chleb i wodę, 4 lata głodowałam mając dochód 50 zł miesięcznie z MOPSu bo byłam bez  pracy i renty.
Odpowiedz
#5
gąska:
Cytat:Nie wiem, jak teraz mają psycholożki, jak jest opcja żeby rozgarnięte dziecko przyjąć rok wcześniej do szkoły do pierwszej klasy, no ale wtedy nie wiem czy ta psycholożka zorientowała się, że szybszy kontakt z mądrzejszymi paniami nauczycielkami w szkole naprawił by te usterki w mojej osobie które zawdzięczałam prymitywnej matce.
Moim rodzicom pani psycholog poleciła mnie właśnie wcześniej o rok przyjąć do szkoły z tego powodu, że sprawiałam wrażenie opoźnionej w rozwoju umysłowym. Miało to mi dać możliwość powolnego rozwoju i w efekcie zrównania z równieśnikami w poziomie intelektualnym. Tylko, że dziwnym trafem, zajęcia z bachorami rok starszymi nudziły mnie okropnie. Chciałam w wieku pięciu lat uczyć się już czytać i pisać a nie bawić w głupie zabawy typu siadanie w kółeczku, klaskanie, rysownie kredkami. Później mi robiono jakieś testy na IQ i ciągle wychodziło, że jestem powyżej przeciętnej.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#6
W moim przypadku przeszkoda w pójsciu do szkoly rok wczesniej byl stwierdzony przez psychologa niedorozwój emocjonalny. Rok później cały czas byłam niedorozwinięta emocjonalnie, ale wtedy już nie bylo wyboru.
Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.
- Julian Tuwim
Odpowiedz
#7
Jaka ulga, że wyszłaś z tego niedorozwoju.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości