Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kim jesteś?
#1
(Kontynuacja ex-tematu z niewyjaśnionych lub też zwyczajne głupich; wyjaśniona i mądrzejsza)
Jeśli nie wierzysz w nieśmiertelną duszę, to najprawdopodobniej mózgowiem. Posiadasz niepowtarzalny konektom, a kiedy zostanie zniszczony - na tym Twoja historia się zakończy. Tako rzecze nauka i nie ma żadnej gadki.
Zakładając, że tak jest, musi to być nauka co najmniej alternatywna, bo niezakładająca istnienia entropii.
Mimo, a raczej dlatego, że czaszka nie jest układem izolowanym, mózg jest stale niszczony. Jest to bardziej nieodwracalne niż przy typowym akcie zgonu, bo diagnoza może być błędna, a powrót mózgu do przeszłego stanu skutkowałby pogwałceniem zasad termodynamiki.
"Ależ Stoiku, modyfikacja to nie destrukcja! Zmienia się ornament, rdzeń tożsamości pozostaje nienaruszony". OK, w takim razie załóżmy (pomijając, że tak już się dzieje) znaczne wydłużenie życia, aż po iluś tam latach, które uznasz za stosowne, cały OUN się wymieni w porównaniu z tym co masz obecnie. Co teraz? To nadal ten sam układ, mimo że nie został z niego ani jeden wspólny element (ni to w formie, ni w materii)? Myśląc w ten sposób porzucasz fizykalizm na rzecz mistycyzmu, kropka.
A może pozostaje identyczny, bo każda zmiana odbywa się w zamkniętym łańcuchu przyczyn i skutków? Otóż nic prostszego go przerwać i przeprowadzić hemisferektomię, a półkule powsadzać w różne głowy. Wymieniać z kimś atom po atomie z dwóch lokacji. Mindmeldować. Kto jest kto po tych transferach, a jeśli przestaje sobą być to kiedy? Możliwości jest wiele i w każdej z nich widać, że domniemna jedność ciała vel. mózgu nie ma obiektywnego desygnatu.
Dobra, ale o czym ty właściwie gadasz?
Wbrew mantrze o tym samym unikalnym organizmie przez całe życie, wyżej wykazaliśmy, że na kilka dekad, które określasz mianem swoich przypada ogromna liczba ciał. W czasoprzestrzeni Minkowskiego można je "zdekompresować" i traktować jak obcych sobie ludzi okupujących różne miejsca. Tymczasem z doświadczenia wiadomo, że one się mimo wszystko zlewają w zunifikowaną perspektywę. Jak to wyjaśnić? Pozostając w zgodzie z naturalizmem tylko w jeden sposób: Rozszerzając ją (POV) na wszystkie możliwe punkty. Innymi słowy, przecząc istnieniu takich bodźców, które są prywatne, dane tylko komuś. Kiedy organizm umiera kończy się jego punkt widzenia, ale nie punkt widzenia per se, bo nie był jedynym przytomnym. Kiedy się rodzi, zaczyna nowy, jednak nie tak całkiem nowy, że nic nie czuł od minus nieskończoności do tego momentu. Paradoksalnie, do powstania doświadczającego konieczne są doświadczenia, nie odwrotnie.
Lies, damned lies, and statistics
Ktoś zadał sobie trud oszacowania prawdopodobieństwa przyjścia na świat: http://i.imgur.com/Dub8k.png
W omawianym tu ujęciu nie trzeba się za długo zastanawiać - wynosi 1. Co to ma do rzeczy i dlaczego czyni omawianą hipotezę skrajnie bardziej prawdopodobną od alternatyw, dość łopatologicznie wyłożył twórca problemu śpiącej królewny w poniższym wideo. Oglądaj na 2x obrotach jak nie chce Ci się siedzieć pół godziny; raczej i tak lepiej nie wykorzystasz 15 minut swojego cennego czasu. A dlaczego, to wiadomo z cytatu na samym początku.

Jak żyć
Co byście powiedzieli komuś gotowemu wyrządzić wam lub waszym bliskim ogromną krzywdę, żeby go powstrzymać? Zakładając, że jest zdeterminowany (i nadzwyczaj skory do rozmów o tożsamości osobowej), bo ma gwarancję bezkarności i przyjęcia równie wielkich korzyści osobistych na waszej zgubie, bez tego pomysłu równie dobrze można siedzieć cicho i oszczędzać siły na płacz. Z pomysłem - moglibyście przekonywać, że kiedyś w końcu to odczuje na własnej skórze, więc w rzeczywistości nie wyjdzie na plus. To jest rzeczowy powód. Co więcej, ta teza nawet nie musi zostać wykazana ponad wątpliwość żeby się zachowywać jak gdyby była. Zakład Stoika: mniej stracisz pomagając innym jeśli okaże się fałszem niż szkodząc jeśli okaże się prawdą. Do tego zalicza się również bezczynność, więc sypnij groszem na https://www.givewell.org/charities/top-charities i https://animalcharityevaluators.org/ (bo do ludzi się to nie ogranicza).
Szczęśliwego nowego roku. Życzę wam tego równie mocno co sobie, bo granica między nami jest cieńsza niż z grafenu (jeśli w ogóle jakaś jest, prócz językowej). Specjalne podziękowania dla uczestników poprzedniego: Brianny, Draguli, Gawaina, Lamparta i Lumbera.
Odpowiedz
#2
Wierze, że wszystko jest współzależne, ale nie w takie coś.
Widzisz taki pogląd pozostaje z problemami, tylko trochę je przesuwa w inne obszary.
Dlaczego umysł, jakiekolwiek czucie, ogranicza się do jednego układu nerwowego?
Powiedzmy że mam 100 jabłek przed sobą, jak wezmę pierwsze z prawej ugryzę je i odłożę to pomimo, że to jabłko podłożeniu nie jest już tym samym jabłkiem wg tego co piszesz, to jednak ślad ugryzienia będzie właśnie na jabłku z prawej strony, a prawdopodobieństwo to 1:100, po dwóch ugryzieniach to już 1:10 000 że jabłko z dwoma ugryzienia mi bedzie całkiem po prawej a nie np. w srodku, A biorąc pod uwagę jeszcze inne czynniki, poza ugryzieniem, to to prawdopodobienstwo jest niewyobrażalnie male itd. z umysłem jest tak samo, pomimo, że nie ma w nim nic stałego to doświadczenie przeskakuje w sposób spójny, inaczej nie dałoby się nic pomysleć, a w rzeczywistości jak myślę na głos alfabet i jeden stan mojego ciała pomyśli A to drugi pomyśli B niezależnie od tego, że miliardy ludzi myślało coś innego. Dlaczego jak zostanę poddany narkozie to "znikam". Przecież wg ciebie to niemożliwe, jak wszechogarniająca świadomość może mieć ciemną plamkę, skoro jest wszechogarniająca? Najwyraźniej umysł postępuje wg określonych warunków, i wszystko wskazuje na to, że to takie warunki, że po śmierci mózgu umysł znika, a nie przenika w inny punkt widzenia.

Życzę dobrego roku Uśmiech (lepsze jest wrogiem dobrego dlatego tylko dobrego Oczko )
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości