Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pytanie o właściwe bycie ''słabym'' ateistą
#1
Zaciekawiła mnie jedna rzecz. Pewien dość popularny youtuber-''słaby'' ateista, stwierdził, że nie wierzy w boga/nie akceptuje poglądu ''bóg istnieje''. I wszystko byłoby dla mnie zrozumiałe, gdyby nie wypowiedziane przez niego stwierdzenie, że on chętnie boga zaakceptuje i przyzna mu faktyczność istnienia, jeżeli dostanie dowód. Moje dwa pytania brzmią: 

a). Czy istnieje jakiś koniec drogi poszukiwania dowodu na boga przez ateistę? Jeżeli tak to dlaczego ateista właśnie tam kończy swoją drogę w poszukiwaniu dowodu, zakańczając przygodę zdaniem ''Przebrnąłem przez to co przebrnąć należało - nie znalazłem dowodu, mogę więc teraz głosić światu w internecie i na realu, że bóg to kiepska sprawa i mamy się w ogóle nie zdziwić, gdy dajmy na to, otrzymamy kiedyś dowód na nieistnienie boga.



b). Jeżeli u słabego ateisty nie istnieje owy koniec drogi poszukiwań dowodu na boga, to dlaczego (jak widzimy) przedwcześnie już (przedwcześnie bo bez wiedzy ostatecznej o rzekomym bogu) przyjmuje pozycję osoby, która z boga będzie kpić, nadawać wszystkim ludziom emanację nieistnienia boga, będzie budować piramidę o nazwie ''ludzie, przejrzyjmy na oczy, nie żyjmy w ciemnogrodzie, przecież bóg nie istnieje''? - Dlaczego przyjmuje on taką pozycję? Przecież jest otwarty na dowody, ale sam go nie ma, skąd więc przychylenie ku nieistnieniu boga?
Odpowiedz
#2
Chyba każdy inaczej wyobraża sobie dowód, który by go przekonał, ale ja na przykład na istnienie Boga nie potrzebuję wcale dowodu mocniejszego, niż dowód na istnienie kota. Dowodem na istnienie kota jest to, że doświadczam go zmysłowo. Zdaję sobie sprawę ze słabości tego dowodu, ale subiektywnie mnie on zupełnie wystarcza, abym uznał istnienie kota. Wielu ludzi doświadczyło podobno zmysłowo Boga, jest to więc w jego przypadku możliwe. Wystarczyłoby mi więc aby Bóg mi się pokazał.

Innym dowodem, również niedoskonałym i również wystarczającym, byłoby pokazanie zjawiska, którego wytłumaczenie w sposób inny, niż istnieniem Boga byłoby równie nieprawdopodobne, co wyjaśnienie istnieniem Boga. Powiedzmy, gdyby okazało się, że na ciemnej stronie Księżyca jest napisana cała Biblia (albo Koran, albo Popol Vuh) wielkimi literami ze złota. Alternatywne wyjaśnienie  - np. żart kosmitów albo Spizeg agencji kosmicznych - byłoby co najmniej równie nieprawdopodobne jak przypuszczenie, że to Bóg tam to umieścił. Toteż na moje potrzeby byłby to niezły dowód.

Ogólnie każdy człowiek, który twierdzi, że czegoś nie ma, musi znać odpowiedz na pytanie "a co by cię przekonało, że to jest?" Jak nie zna, to znaczy, że w ogóle nie wie, o czym mówi, czyli jest gupkiem.
Odpowiedz
#3
legend napisał(a): Zaciekawiła mnie jedna rzecz. Pewien dość popularny youtuber-''słaby'' ateista, stwierdził, że nie wierzy w boga/nie akceptuje poglądu ''bóg istnieje''. I wszystko byłoby dla mnie zrozumiałe, gdyby nie wypowiedziane przez niego stwierdzenie, że on chętnie boga zaakceptuje i przyzna mu faktyczność istnienia, jeżeli dostanie dowód. Moje dwa pytania brzmią: 

a). Czy istnieje jakiś koniec drogi poszukiwania dowodu na boga przez ateistę? Jeżeli tak to dlaczego ateista właśnie tam kończy swoją drogę w poszukiwaniu dowodu, zakańczając przygodę zdaniem ''Przebrnąłem przez to co przebrnąć należało - nie znalazłem dowodu, mogę więc teraz głosić światu w internecie i na realu, że bóg to kiepska sprawa i mamy się w ogóle nie zdziwić, gdy dajmy na to, otrzymamy kiedyś dowód na nieistnienie boga.



b). Jeżeli u słabego ateisty nie istnieje owy koniec drogi poszukiwań dowodu na boga, to dlaczego (jak widzimy) przedwcześnie już (przedwcześnie bo bez wiedzy ostatecznej o rzekomym bogu) przyjmuje pozycję osoby, która z boga będzie kpić, nadawać wszystkim ludziom emanację nieistnienia boga, będzie budować piramidę o nazwie ''ludzie, przejrzyjmy na oczy, nie żyjmy w ciemnogrodzie, przecież bóg nie istnieje''? - Dlaczego przyjmuje on taką pozycję? Przecież jest otwarty na dowody, ale sam go nie ma, skąd więc przychylenie ku nieistnieniu boga?

Odpowiedź na oba pytania brzmi: ateizm nie ma racjonalnych podstaw. Bóg jest tym, wokół czego każdy człowiek buduje swoją tożsamość. Nie da się tkwić w pozycji rozkroku. Albo jesteś pewny siebie, albo niepewny. Albo akceptujesz życie, albo nie. Albo wierzysz w Boga, albo nie wierzysz.
Istnienie Boga nie jest kwestią tego samego rodzaju co istnienie kosmitów albo życia na Marsie.
To Unia Europejska ma wyjść z Polski, a nie na odwrót Artur Zawisza
Odpowiedz
#4
towarzyski.pelikan, to co wtedy, jeśli ten youtuber nie wierzy w boga, ale chętnie zaakceptuje dowód, jeżeli ów dowód będzie godny tego? Czyli on wierzy w dowód? Ale nie ma dowodu na istnienie dowodu, zgadza się? A skoro wierzy w dowód, to czemu nie wierzy w boga?

No właśnie to mnie zadziwiło. Hmm.
Odpowiedz
#5
Sraty, pierdaty - wszelkie 'dowody' na istnienie bądź nieistnienie jakiegoś Wielkiego Demiurga są z zasady nierozstrzygalne z powodu nieuchronnej tajemnicy otaczającej 'pierwsze poruszenie' zarówno w wersji teistycznej, jak i scjentystycznej.

Twój Youtuber po prostu kokietuje i raczej powinien zostać wsadzony o szuflady z napisem 'agnostyk' niż 'słaby ateista'.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#6
Przede wszystkim należy zdefiniować o jakiego Boga chodzi.
Przykładowo Zeusowi daje 0,000000000000000000000001% istnienia
Bogu chrześcijańskiemu daje trochę więcej bo zostałem lekko zindoktrynowany, powiedzmy 0,001%
Bogu Spinozjańskiemu dałbym jeszcze więcej
Na wyczucie po prostu stawiam te procenty.


No i równie dobrze mogę się ciebie zapytać dlaczego odrzucasz Zeusa, na jakiej podstawie, a jeśli tak to czemu wierzysz w te podstawę itd.
Odpowiedz
#7
Sofeicz już udzielił odpowiedzi jakiej chciałem. Dzieki  Oczko.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości