Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Emocje I Narcyzm
#1
Nie wiem czy był kiedyś taki wątek już poruszany, lecz chciałem sie zapytać was o wasze zdanie odnośnie kilku rzeczy. A mianowicie. Co sądzicie o ludziach, którzy z powodów emocjonalnych, nie racjonalych. Deklarują iż nie wierzą w Boga.

Którzy nie walczą z religią dlatego bo sądzą mając argumenty i solidne powody by to robić. A dlatego gdyż nienawidzą Boga. Lub mają uraz do kościoła, kapłanów, wersetów/przypowieści/zagadek itp które ich bulwersują.

Którzy dla zasady tejże walki patrzą na wszystko negatywnie. Którzy widzą innego człowieka jako gorszego z powodu jego wiary. A siebie jako lepszego.

Moje zdanie jest jednoznaczne:

Są to osoby takie, jak owe określają ludzi wierzących. Czyli mniej inteligętne, gorsze, emocjonalne.

Tak więc, co o takich ludziach sądzicie? Czy są godni nazywania się ateistami? Czy są racjonalni? Mógłbym jeszcze dodać że razem z tymi osobami często podąża hasło:

Cytat:Jestem pewien/pewna że Bóg nie istnieje

Przy czym nie wiadomo czy chodzi ogólnie o byt wyższy, czy tylko o Boga najbradziej im znanego, czyli zapewne Boga w trójcy jedynego, wrzechpotężnego i dobrego. Wszytkowiedzącego i miłosiernego, którego syna zesłał by ten zbawił ludzkość.
Cytat:Obelgi - to argumenty tych, którzy nie mają argumentów ~ Jean-Jacques Rousseau

Jak mówi rzymska zasada na której są zbudowane prawa naszej cywilizacji "nemo iudex in sua causa" (Nikt nie jest sędzią w własnej sprawie) Nawołuje do kierowania się w dyskusji tą zasadą. Pomaga.  Uśmiech
Odpowiedz
#2
Tak, są godni nazywać się ateistami, racjonalistami nie.
Przypominają mi wierzących, którzy mieli jakieś głębsze doświadczenie i nawracają się na religię pierwszą z brzegu - dominującą w ich otoczeniu lub taką, którą mieli wpajaną. Bardzo łatwo robią przeskok od doświadczenia do dogmatu, mało się przy tym zastanawiając.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#3
Umówmy się, że nie ma czegoś takiego jak racjonalny powód do wiary lub niewiary w Boga. O (nie)wierze zawsze decydują emocje. A ateista jawnie emocjonalny tym się różni od tego "racjonalnego", że się nie kryje z tymi emocjami, nie zaczyna swojej niewiary racjonalizować (taki mechanizm obronny). Tak więc osobiście darzę dużo większą sympatią ateistów buntowników, którzy walczą z Bogiem (wizją Boga, którą odrzucają) albo Kościołem, niż tych, którym się wydaje, że są lepszym sortem człowieka i próbują się swoim ateizmem dowartościować.
Bóg mnie opuścił

Bóg mnie opuścił
Nie wierzę we własną modlitwę
Ciało stało się słowem
I zamieszkało u Boga

t.p. 9.5.2019
Odpowiedz
#4
Towarzyski pelikan, a co z tymi, którym po prostu zależy na prawdzie? Oni chcą solidnych argumentów na którąś stronę, czasem im się wydaje, że znaleźli i mogą wydać się zbyt pewni swego, to też prawda. U mnie było to i racjonalne i emocjonalne to znaczy chciałem, żeby świat nie miał autora w stylu Demiurga, bo mi się ten świat nie podoba i kto wie co jeszcze by takiemu mogło strzelić do głowy. Ale nie zaznałbym spokoju gdybym się w tym nie upewniał czyli nie szukał potwierdzenia w nauce i filozofii, na ateizm. Takiego potwierdzenia nie znalazłem, znalazłem za to coś jeszcze lepszego, zgodnego z nauką i uczuciami i z raportami mistyków z różnych tradycji i z własnymi doświadczeniami np. syntetycznym dmt (jak było jeszcze legalne) :p
Choć nie przeczę, że był czas, że wydawało mi się, że znalazłem potwierdzenie na ateizm, zanim przyszedłem na to forum przez lata byłem ateistą...
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#5
Człowiek, któremu zależy na prawdzie, jest po prostu uczciwy wobec samego siebie. Ja w ogóle coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tak naprawdę każdemu chodzi ostatecznie o prawdę. Nawet człowiek wewnętrznie zakłamany jest uczciwy w swoim zakłamaniu. Nie stać go jeszcze na szczerość, to się nie wygłupia, tylko ucieka w mechanizmy obronne.

W kwestii istnienia/nieistnienia Boga nie ma czegoś takiego jak obiektywnie solidny argument. Jeden uwierzy po jednym doświadczeniu mistycznym, a drugi będzie się rozglądał za czymś "naprawdę solidnym" po 100 doświadczeniach mistycznych.  Wszystko się sprowadza do oczekiwań. Albo dochodzące argumenty spełniają oczekiwania, albo nie. I niekiedy warto sobie zadać pytanie o zasadność swoich oczekiwań.
Bóg mnie opuścił

Bóg mnie opuścił
Nie wierzę we własną modlitwę
Ciało stało się słowem
I zamieszkało u Boga

t.p. 9.5.2019
Odpowiedz
#6
Przypuszczam, że to zależy od tych doświadczeń.
Np. jakieś przebłyski mogą jedynie zachwiać czy na jakiś czas odwrócić pogląd, ale już takie głębsze poznanie musi rzekonać, bo to będzie bezpośrednie.
Pewnie dlatego mówi się o łasce wiary, która jest jakościowo różna od takiej rozumowej.



To tak jak ktoś nie rozróżnia kolorów, może (nie)wierzyć, że coś takiego jest na podstawie opisów, może mieć jakieś przebłyski, ale jak już raz porządnie zobaczy to bezpośredniość tego doświadczenia, utwierdzi go w przekonaniu.

Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#7
towarzyski.pelikan napisał(a): Umówmy się, że nie ma czegoś takiego jak racjonalny powód do wiary lub niewiary w Boga. O (nie)wierze zawsze decydują emocje. A ateista jawnie emocjonalny tym się różni od tego "racjonalnego", że się nie kryje z tymi emocjami, nie zaczyna swojej niewiary racjonalizować (taki mechanizm obronny). Tak więc osobiście darzę dużo większą sympatią ateistów buntowników, którzy walczą z Bogiem (wizją Boga, którą odrzucają) albo Kościołem, niż tych, którym się wydaje, że są lepszym sortem człowieka i próbują się swoim ateizmem dowartościować.

Też jestem przekonany, że bazą dla wszelkich poglądów, czy to religijnych, czy politycznych, są uczucia. Natomiast nie znaczy to, że osoby podzielające jedną wiarę (lub niewiarę) bazują na tym samym uczuciu. W środowisku religijnym ateizm może być przejawem anarchizmu, a w środowisku ateistycznym przeciwnie - konformizmu. Ktoś może się nawrócić z miłości, bo poznał jakichś fajnych chrześcijan czy buddystów i chce być taki jak oni. A inny nawraca się z nienawiści, bo poznał paskudnych ateistów i swą wiarą chce im zrobić na złość. Na podstawie samych poglądów nie sposób dojść do tego, co danego człowieka do nich skłoniło. Sceptycyzm i niedowiarstwo, które są podstawą najbardziej nudnej, racjonalnej wersji ateizmu, też na emocjach się opierają. Przypuszczam, że na jakimś poczuciu krzywdy wywołanym czyimiś kłamstwami i zmyśleniami i związaną z tym niechęcią do zmyśleń i wiary w cokolwiek bez twardych dowodów.

NieWierzącyKonserwatysta napisał(a): Przy czym nie wiadomo czy chodzi ogólnie o byt wyższy, czy tylko o Boga najbradziej im znanego, czyli zapewne Boga w trójcy jedynego, wrzechpotężnego i dobrego. Wszytkowiedzącego i miłosiernego, którego syna zesłał by ten zbawił ludzkość.

Trzeba by ich zapytać. Ale ludzie nieobyci filozoficznie zazwyczaj mówiąc "Bóg" mają na myśli bardzo konkretny jego obraz. Np. "Taki Bóg, który jak się pomodlę o zdrowie mamy, to sprawi, że mama wyzdrowieje". Na podstawie doświadczenia można więc stwierdzić, że taki Bóg na pewno nie istnieje.
Odpowiedz
#8
NieWierzącyKonserwatysta napisał(a): Są to osoby takie, jak owe określają ludzi wierzących. Czyli mniej inteligętne, gorsze, emocjonalne.

Tak więc, co o takich ludziach sądzicie? Czy są godni nazywania się ateistami? Czy są racjonalni?

Zanim przejdę do rzeczy. Ateista (pierwotnie) oznacza bezbożny. Za wiki:
Cytat:Określenia tego używano często w czasie dyskusji pomiędzy wczesnymi chrześcijanami a hellenistami,  każda ze stron przypisywała je drugiej w sposób pejoratywny. Karen Armstrong napisała, że w XVI i XVII wieku słowo „ateista” nadal było zarezerwowane wyłącznie dla polemik, określenie „ateista” było zniewagą, nikt nawet nie śnił o nazwaniu siebie ateistą.
Słowa z biegiem czasu obrastają przeróżnymi znaczeniami, a czasem przypadkowo powstają zabawne relacje homonimii – parafianin.

Teista to taki co wierzy w boga albo jest przedstawicielem nurtu poglądowego uznającego istnienie Boga, a ponieważ poglądy to nie to co wiara to możliwe jest takie coś jak teista niewierzący.

Nie jest ważne jakie kto ma wierzenia czy poglądy. Ważniejsze co z tymi poglądami zrobi i jak będzie je uzasadniał, więc dana osoba nie może być „gorsza” z powodu poglądów czy wiary jaką wyznaje, a ze sposobu w jaki prowadzi dyskusję. Ja też nie jestem święty.


Lampart: skąd  bierzesz batoniki to już wszyscy wiemy, ale skąd (kuźwa) wziąłeś dmt??
Odpowiedz
#9
Teista, tak, to prawda, ważne jakim się jest człowiekiem.
A dmt było syntetyczne. Sprzedawali w sklepach internetowych, ale po jakimś czasie zdelegalizowano tę substancję. Wszystko ze sklepów biorę, tak jak batoniki Uśmiech
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#10
NieWierzącyKonserwatysta napisał(a): Co sądzicie o ludziach, którzy z powodów emocjonalnych, nie racjonalych. Deklarują iż nie wierzą w Boga.
Sądzę, że prawdopodobnie cierpią i potrzebują przestrzeni/miłości/akceptacji/zrozumienia/wyrozumiałości/współczucia/obecności/świadomości/rozluźniania/odprężenia. Rozluźnionej czujności.
Why so serious?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości