Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dopuszczalność stosowania kar cielesnych wobec dzieci
Iselin napisał(a): Z tego, co widzę, to Marjorie Gunnoe przeprowadziła badania kwestionariuszowe i wykazała co najwyżej korelację.

Chyba nie wykazała? Przecież clue tego badania zawiera się w stwierdzeniu, że między sporadycznym klapsem na wczesnym etapie życia (2-6lat) a życiem późniejszym nie zachodzą skutki negatywne.

Cytat: Natomiast badania, o których pisze Socjopapa, trwały 50 lat i objęły 160 tysięcy dzieci.

I zawierają wniosek, że bite dzieci miały gorsze wyniki. Gunnoe nigdzie temu nie przeczy.

Cytat:Ci, wobec których rodzice stosowali kary cielesne również pomiędzy siódmym a jedenastym rokiem życia, zanotowali znacznie gorsze wyniki we wszystkich negatywnych kategoriach, jednakże mieli najlepsze wyniki na uczelniach. Częściej brali udział w bójkach i mieli skłonności do znaczących obniżeń nastrojów. Co wydaje się oczywiste, ci, którzy byli wciąż łajani w trakcie badania, wyniki mieli tragiczne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Teraz należy opracować warunki techniczne zadawania bólu dzieciom.
Atoli, tam gdzie jest twoja rana, tam tkwi twój geniusz.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
Najlepiej wcale, a jak się zdarzy trzy-cztery razy w życiu to się nic nie stanie. I wuala.
Sebastian Flak
Odpowiedz
E.T. napisał(a):
lumberjack napisał(a): Piszesz to z taką pewnością jakby sam Pambuk ci to powiedział. Masz jakieś dowody na niekwestionowaną niepodważalność owych Praw Człowieka?

To pytanie jest tak z dupy, że ja nawet nie...

https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejska...a_a_Polska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konwencja_...sko_Polski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99dz...litycznych

Ekhm, za Prawami Człowieka może być nawet cała Galaktyka Kurvix, a i tak nie świadczyłoby to o ich prawdziwości.

Jak już wrzucamy linki, to proszę:

https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C...Przymierze

Gdybyśmy żyli w XIX wieku i działałby wtedy internet, to zapewne zapodałbyś mi tego linka jako dowód na niepodważalność chrześcijaństwa...

A ja se myślę tak:

1) Kiedyś ludzie żyli w przeświadczeniu o prawdziwości chrześcijaństwa
2) Obecnie sporo ludzi przyjmuje Prawa Człowieka jako coś oczywistego i rzeczywiście przysługującego każdemu człekowi.
3) Tak jak obecnie kwestionuje się chrześcijaństwo, tak za 200 lat transhumanistyczne komputero-cyborgi będą kwestionować Prawa Człowieka jako zwykły relikt przeszłości kompletnie odstający od rzeczywistości

Nie po to jestem se ateistą żeby przyjmować bezrefleksyjnie PC tylko dlatego, że x państw je poparło.

Z chrześcijaństwa można czerpać i z Praw Człowieka i z wielu innych światopoglądów, ale pewność z jaką Kozak powołuje się na Prawa Człowieka, żeby potępić klapsa dla dziecka jest taka sama jak pewność z jaką Quinque powołuje się na chrześcijaństwo, żeby potępić aborcję.

Dla mnie ta ich (wasza, jeśli to czytacie) pewność niewiele znaczy. Mam swojego mózga, swoją empatię, swoje doświadczenia i swoje przemyślenia i une są mi kompasem.
Odpowiedz
@Gwain, @lumberjack: gwoli apdejtu – odpowiedź się tworzy. Jako iż na nadmiar czasu w tej chwili się nie uskarżam, to potrwa to dłużej niż zwykle, ale będzie.  Wywracanie oczami
Ой, розвивайся та сухий дубе / Завтра мороз буде, / Ой собирайся молодий козаче / Завтра похід буде. / Я й морозу та й не боюся / Зараз розів'юся
Odpowiedz
lumberjack napisał(a):
E.T. napisał(a):
lumberjack napisał(a): Piszesz to z taką pewnością jakby sam Pambuk ci to powiedział. Masz jakieś dowody na niekwestionowaną niepodważalność owych Praw Człowieka?

To pytanie jest tak z dupy, że ja nawet nie...

https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejska...a_a_Polska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konwencja_...sko_Polski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99dz...litycznych

Ekhm, za Prawami Człowieka może być nawet cała Galaktyka Kurvix, a i tak nie świadczyłoby to o ich prawdziwości.


A czy ja gdzieś piszę o ich "prawdziwości"? Zwracam uwagę na fakt, że na gruncie krajowym obowiązują wskazane dokumenty, stąd do rzeczy jest powoływać się na nie w dyskusji takiej, jak ta. Od rzeczy jest pisanie o "prawdziwości" PC, bo schodzimy wówczas do poziomu "mam swojego mózga" i nie ma wówczas przestrzeni dla ustalenia norm dot. stosowania kar cielesnych u dzieci, bo "swojego mózga" ma każdy i każdy sobie może wyrazić swoje zdanie w tej kwestii, na zasadzie "bo tak uważa" i już.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
E.T. napisał(a): Zwracam uwagę na fakt, że na gruncie krajowym obowiązują wskazane dokumenty, stąd do rzeczy jest powoływać się na nie w dyskusji takiej, jak ta.

A gdyby na gruncie krajowym obowiązywały dokumenty zakazujące pomagania Żydom i zalecające donoszenie na Żydów w celu ich pojmania i późniejszego zabicia, to też powinniśmy się na nie powoływać?

Obowiązujące prawo nie świadczy o tym czy dany czyn jest naprawdę moralny lub niemoralny. W Polsce obowiązuje prawo, że wszyscy mają płacić abonament radiowo-telewizyjny, a praktycznie nikt go nie płaci - i słusznie, bo po chuj się dokładać na pensje i premie dla reżimowych propagandystów.

E.T. napisał(a): Od rzeczy jest pisanie o "prawdziwości" PC, bo schodzimy wówczas do poziomu "mam swojego mózga" i nie ma wówczas przestrzeni dla ustalenia norm dot. stosowania kar cielesnych u dzieci, bo "swojego mózga" ma każdy i każdy sobie może wyrazić swoje zdanie w tej kwestii, na zasadzie "bo tak uważa" i już.

Ja cie bardzo przepraszam, ale możesz mi wytłumaczyć genezę Praw Człowieka? Cosik wydaje mi się, że kiedyś po prostu zaistniała grupa ludzi, którzy na podstawie "swojego mózga i swoich intuicji z zakresu moralności" wygenerowali sobie Prawa Człowieka. Są one zwykłym sformalizowaniem "ich mózga" oraz ichniejszego "bo tak uważamy i już".

Osobiście, jako reprezentant cywilizacji śmierci (zwolennik aborcji, eutanazji i kary śmierci) czniam PC, bo one raz są takie a raz srakie (zmienne wraz z epoką - inne były w trakcie Wielkiej Rewolucji Francuskiej, inne są teraz - w czasach WRF jakoś nie kolidowały one z masowym wzajemnym gilotynowaniem się), a w dyskusji na temat klapsów dla dzieci o wiele bardziej do mnie przemawia to czy po prostu szkodzą one dzieciom czy nie szkodzą. Ja dostawałem klapsy i nie widzę po sobie szkód na psychice, więc zastanawiam się czy to naprawdę prawda najprawdziwsza, że klapsy są tak okrutnym bestialstwem, porażką wychowawczą i w ogóle armagieddonem.

Jeszcze raz podkreślam, że w dzieciństwie potrafiłem być głupcem, w przewadze liczebnej sikającym słabszym dzieciom do zabranych im butów.

Nie byłem żadnym tam wrażliwym dziecioczkiem, który wziąłby do siebie zwykłe tłumaczenie. nie wiem gdzie ty żyłeś i w jakich czasach, ale w moich czasach dziecięcych robiliśmy sobie wojny między podwórkami i szkołami, rzucaliśmy się jabłkami, cegłami, kamieniami, ziemniakami; tłukliśmy się po twarzach pokrzywami; w lany poniedziałek zakradaliśmy się na dach domu kultury by zrzucać plastikowe worki z woda na niczego się nie spodziewających dziadków wracających z kościoła itd. itp. Z czasów podstawówki pamiętam solówki i przeróżne złośliwości jakie dzieci sobie nawzajem świadczyły. Każde miało jakąś wadę, a żadna nie była przeoczona, a każda wyszydzana.

Może przed dyskusją o klapsach należałoby rozpocząć dyskusje o naturze oraz wrażliwości dzieci.

Bo nie wiem kurde czy 25 lat temu dzieci miały inną naturę niż teraz czy może zmienia się tylko podejście dorosłych, a dzieci jak były tak są lub tak potrafią być naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami. Bydlakami o takiej psychice, której żaden zwykły klaps nie wypaczy. Może dziecko nie jest żadnym tam wrażliwym kwiatuszkiem, którego łodygę potrafi złamać byle klaps. Może wrażliwy kwiatuszek to zwykły mit naszych czasów.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): (1) Osobiście, jako reprezentant cywilizacji śmierci (zwolennik aborcji, eutanazji i kary śmierci) czniam PC, bo one raz są takie a raz srakie 

(2) Może przed dyskusją o klapsach należałoby rozpocząć dyskusje o naturze oraz wrażliwości dzieci.

Bo nie wiem kurde czy 25 lat temu dzieci miały inną naturę niż teraz czy może zmienia się tylko podejście dorosłych, a dzieci jak były tak są lub tak potrafią być naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami. Bydlakami o takiej psychice, której żaden zwykły klaps nie wypaczy. Może dziecko nie jest żadnym tam wrażliwym kwiatuszkiem, którego łodygę potrafi złamać byle klaps. Może wrażliwy kwiatuszek to zwykły mit naszych czasów.

(1) Uważaj, bo może się to obrócić przeciwko Tobie...

(2) No właśnie w tym problem, że (grzesznej) natury człowieka począwszy od niemowlęcia w badaniach się nie uwzględnia. Jak okrutne i bezwzględne potrafią być dzieci? Świeży przykład: Dziewczynka, której ojciec zabronił wyjścia na jakąś imprezkę, z zemsty zadzwoniła na policję i poinformowała, że ojciec dopuścił się jej molestowania. Policjanci zjawili sie szybko, zakuli faceta w kajdanki, a na komendzie skopali go. Przykładów terroryzowania rodziców przez dzieci znam niemało.
Wychowywanie dzieci to bardzo delikatna materia. Wymaga to wiele miłości, mądrości, uważnego obserwowania zachowań i reakcji dziecka na stosowane metody wychowawcze. Nie da się skutecznie wychować dziecka tylko w oparciu o statystykę.Może ona stać się wręcz przeszkodą we właściwym wychowaniu.
Z kolei powszechne dążenie do normalizacji wszelkich dziedzin życia służy hodowaniu ludzi, którzy nie będą musieli używać rozumu. Również wszelkiej maści kontolerzy nie będą musieli być specjalistami w dziedzinach poddawanych kontroli. Wystarczy bowiem, że bezmyślnie stwierdzą czy normy są przestrzegane i równie bezmyślnie, w razie potrzeby, nałożą stosowną karę. Ludzie myślący są niebezpieczni, gdyż mają skłonność do kwestionowania norm przyjętych w oparciu o modną ideologię.
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Nie byłem żadnym tam wrażliwym dziecioczkiem, który wziąłby do siebie zwykłe tłumaczenie. nie wiem gdzie ty żyłeś i w jakich czasach, ale w moich czasach dziecięcych robiliśmy sobie wojny między podwórkami i szkołami, rzucaliśmy się jabłkami, cegłami, kamieniami, ziemniakami; tłukliśmy się po twarzach pokrzywami; w lany poniedziałek zakradaliśmy się na dach domu kultury by zrzucać plastikowe worki z woda na niczego się nie spodziewających dziadków wracających z kościoła itd. itp. Z czasów podstawówki pamiętam solówki i przeróżne złośliwości jakie dzieci sobie nawzajem świadczyły. Każde miało jakąś wadę, a żadna nie była przeoczona, a każda wyszydzana.

Może przed dyskusją o klapsach należałoby rozpocząć dyskusje o naturze oraz wrażliwości dzieci.

Bo nie wiem kurde czy 25 lat temu dzieci miały inną naturę niż teraz czy może zmienia się tylko podejście dorosłych, a dzieci jak były tak są lub tak potrafią być naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami. Bydlakami o takiej psychice, której żaden zwykły klaps nie wypaczy. Może dziecko nie jest żadnym tam wrażliwym kwiatuszkiem, którego łodygę potrafi złamać byle klaps. Może wrażliwy kwiatuszek to zwykły mit naszych czasów.

Ale Ty chyba piszesz właśnie o czasach, kiedy w biciu dzieci nie widziano nic złego. I jakoś bicie dzieci nie przeszkodziło im w staniu się "naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami". Bo bydlakiem większość ludzi się nie rodzi. Pomijam osoby o wrodzonych cechach psychopatycznych. Malutkie dziecko nie rozumie jeszcze, że pewne rzeczy krzywdzą innych ludzi i należy je tego nauczyć. Większe dziecko robi takie rzeczy od wpływem otoczenia, z którym się zetknęło. Dzieci prześladujące inne dzieci używają słów, których nauczyły się od dorosłych albo od dzieci, które nauczyły się ich od dorosłych. Jeśli dzieci słyszą od dorosłych paskudne słowa o kimś, kto jest na przykład biedny albo gruby, uczą się, że takimi ludźmi należy pogardzać. Czasami takie rzeczy padają też z ust rówieśników, jednak lepszy kontakt z własnym dzieckiem pozwala bardziej kontrolować ich wpływ. Dziwnym trafem ludzie wywodzących rodzin rzadko wyrastają na chamów...
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Spośród wszystkich przeanalizowanych przypadków, najlepiej w określanych jako pozytywne kategoriach wypadli nastolatkowie, którzy dostawali klapsy od czasu do czasu w wieku od lat dwóch do sześciu. [...]Mogłoby się wydawać, taka w każdym razie jest najczęstsza argumentacja osób zapoznających się z tym badaniem, że „świetne” wyniki dzieci, wobec których używano tak średniowiecznych metod wychowawczych, wiążą się z ich strachem czy dużym poczuciem lęku. Przeczą temu jednak niskie wyniki w negatywnych kategoriach, takich, jak poczucie zagrożenia. Jednak jest całkiem możliwe, że tak silnie nie odczuwają tego rodzaju kar, jeśli są one wymierzane sporadycznie, w przypadkach, które dla stosujących je rodziców mogą wydawać się skuteczne.

Czyli nie ma tu mowy o skuteczności klapsów jako takich.[/quote]

Jak nie jak tak? Zachowałem z Twojego cytatu clou, które właśnie o tym mówi. Na próbie 2 tys. dzieci, na podstawie kwestionariuszy ktoś stwierdził, że najlepiej wypadli nastolatkowie, którzy dostawali klapsy od czasu w wieku od lat dwóch do sześciu. No sorry, ale to nie jest poważny argument. Szczególnie gdy masz do dyspozycji badania 50 letnie na znacznej większej próbie, które wskazują na szkodliwość klapsów.

No i powtarzam to co już mówiłem - osoby, które uznają dopuszczalność klapsów raczej nie przestaną uznawać ich skuteczność powyżej 6 roku życia czy powyżej jakiejś bliżej niedoprecyzowanej liczby okazji - przecież wprost jest mowa o tym, że jedynym wyznacznikiem dopuszczalnej liczby klapsów ma być rodzic.

Badanie wygląda więc trochę tak, że wzięliśmy niewielką liczbę dzieci o szczególnych cechach, na podstawie kwestionariuszy wyciągnęliśmy jakiś losowy fakt z dzieciństwa i radośnie twierdzimy, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między tym losowym faktem a tym jak dzieci sobie radzą w życiu.

Gawain napisał(a): Najlepiej wcale, a jak się zdarzy trzy-cztery razy w życiu to się nic nie stanie. I wuala.

A że przypadki w których zdarzy się to trzy-cztery razy w życiu trzeba szukać z lupą i nie wiadomo jakie były inne okoliczności, które mogły wpłynąć na losy zainteresowanych, to już insza inszość.

Iselin napisał(a): Ale Ty chyba piszesz właśnie o czasach, kiedy w biciu dzieci nie widziano nic złego. I jakoś bicie dzieci nie przeszkodziło im w staniu się "naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami". Bo bydlakiem większość ludzi się nie rodzi. Pomijam osoby o wrodzonych cechach psychopatycznych. Malutkie dziecko nie rozumie jeszcze, że pewne rzeczy krzywdzą innych ludzi i należy je tego nauczyć. Większe dziecko robi takie rzeczy od wpływem otoczenia, z którym się zetknęło. Dzieci prześladujące inne dzieci używają słów, których nauczyły się od dorosłych albo od dzieci, które nauczyły się ich od dorosłych. Jeśli dzieci słyszą od dorosłych paskudne słowa o kimś, kto jest na przykład biedny albo gruby, uczą się, że takimi ludźmi należy pogardzać. Czasami takie rzeczy padają też z ust rówieśników, jednak lepszy kontakt z własnym dzieckiem pozwala bardziej kontrolować ich wpływ. Dziwnym trafem ludzie wywodzących rodzin rzadko wyrastają na chamów...

O właśnie.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
Socjopapa napisał(a): Jak nie jak tak? Zachowałem z Twojego cytatu clou, które właśnie o tym mówi. Na próbie 2 tys. dzieci, na podstawie kwestionariuszy ktoś stwierdził, że najlepiej wypadli nastolatkowie, którzy dostawali klapsy od czasu w wieku od lat dwóch do sześciu. No sorry, ale to nie jest poważny argument. Szczególnie gdy masz do dyspozycji badania 50 letnie na znacznej większej próbie, które wskazują na szkodliwość klapsów.

No i powtarzam to co już mówiłem - osoby, które uznają dopuszczalność klapsów raczej nie przestaną uznawać ich skuteczność powyżej 6 roku życia czy powyżej jakiejś bliżej niedoprecyzowanej liczby okazji - przecież wprost jest mowa o tym, że jedynym wyznacznikiem dopuszczalnej liczby klapsów ma być rodzic.

Co do ostatniej uwagi to bym się nie zgodził. Jest jakaś liczba rodziców, dla których klaps ma mieć funkcję "wytłumaczenia zastępczego", "awaryjnego" w wieku, jak dziecko jeszcze pewnych spraw nie rozumie. Wiek 7 lat jest przyjmowany umownie jako granica używania rozumu, stąd w tych okolicach dzieci idą też do szkoły. I w tym wieku można wytłumaczyć, że jedzenie brudnymi rękami powoduje choroby, że psa nie należy ciągnąć za ogon, bo to go boli i tak dalej. Można założyć, że rodzice, którzy powyżej 7 roku stosują kary cielesne, nie robią to w celach pedagogicznych, ale że (częściej niż w grupie porównawczej) wyżywają tym swoje złości i agresje.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a):
Socjopapa napisał(a): Jak nie jak tak? Zachowałem z Twojego cytatu clou, które właśnie o tym mówi. Na próbie 2 tys. dzieci, na podstawie kwestionariuszy ktoś stwierdził, że najlepiej wypadli nastolatkowie, którzy dostawali klapsy od czasu w wieku od lat dwóch do sześciu. No sorry, ale to nie jest poważny argument. Szczególnie gdy masz do dyspozycji badania 50 letnie na znacznej większej próbie, które wskazują na szkodliwość klapsów.

No i powtarzam to co już mówiłem - osoby, które uznają dopuszczalność klapsów raczej nie przestaną uznawać ich skuteczność powyżej 6 roku życia czy powyżej jakiejś bliżej niedoprecyzowanej liczby okazji - przecież wprost jest mowa o tym, że jedynym wyznacznikiem dopuszczalnej liczby klapsów ma być rodzic.

Co do ostatniej uwagi to bym się nie zgodził. Jest jakaś liczba rodziców, dla których klaps ma mieć funkcję "wytłumaczenia zastępczego", "awaryjnego" w wieku, jak dziecko jeszcze pewnych spraw nie rozumie. Wiek 7 lat jest przyjmowany umownie jako granica używania rozumu, stąd w tych okolicach dzieci idą też do szkoły. I w tym wieku można wytłumaczyć, że jedzenie brudnymi rękami powoduje choroby, że psa nie należy ciągnąć za ogon, bo to go boli i tak dalej. Można założyć, że rodzice, którzy powyżej 7 roku stosują kary cielesne, nie robią to w celach pedagogicznych, ale że (częściej niż w grupie porównawczej) wyżywają tym swoje złości i agresje.

Jeśli ktoś nie potrafi 4-latkowi wytłumaczyć, że czegoś nie wolno ruszać, to 7-latkowi też nie będzie umiał. I tak to się najczęściej turla.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
Socjopapa napisał(a): Jeśli ktoś nie potrafi 4-latkowi wytłumaczyć, że czegoś nie wolno ruszać, to 7-latkowi też nie będzie umiał. I tak to się najczęściej turla.

Jest też inna opcja. Nie tylko dziecko mądrzeje z wiekiem ale i rodzic. W wieku 4 lat dziecko może jeszcze nie umie zaprotestować tak, jak w wieku 8 lat. Rezygnacja z klapsów gdzieś w okolicach 7 lat życia dziecka może, powtarzam, może świadczyć o tym, że rodzic ma empatię na mniejszym poziomie, niż rodzic w ogóle nie uznający klapsów. Ale na wyższym, niż porównywalny rodzic, który leje do 16 roku życia.

I to nie jest akurat gdybanie teoretyczne, to druga strona tego zjawiska, który opisywałem w poprzednim poście.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Zwierzęta nie mają empatii a jakoś nie próbują okaleczać swojego potmostwa tak, żeby zwiększyć szanse niepowodzenia na przekazanie przez nich genów.
Milość do dzieci nie jest instynktowna, tak jakby chciał to widzieć kościół.
"Tylu namnożyło się proroków wołających na puszczy, aż się puszcza nimi zaludniła."- K. Irzykowski.
Odpowiedz
bert04 napisał(a): I to nie jest akurat gdybanie teoretyczne

Oczywiście, że jest; do momentu, aż wskażesz jakieś statystyki odnośnie tego ilu jest takich rodziców, którzy biją swoje dzieci do 7 roku życia i przestają. Bo intuicyjnie i z doświadczenia ta teoria może mieć zastosowanie do jakiejś bardzo wąskiej grupy osób.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
Iselin napisał(a): Ale Ty chyba piszesz właśnie o czasach, kiedy w biciu dzieci nie widziano nic złego. I jakoś bicie dzieci nie przeszkodziło im w staniu się "naprawdę brutalnymi i okrutnymi bydlakami".

Widzę tu błąd w kolejności. Z twojego postu wynika, że kiedyś było tak, że ludzie bili swoje dzieci prewencyjnie, aby te nie zostały bydlakami.

Ja natomiast piszę o tym, że normalne, zwykłe dziecko najpierw wpada razem z kolegami na jakiś naprawdę głupi pomysł i go realizuje, a dopiero potem dostaje klapsenwdupen.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości