To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Abstynencja
No nie. Nie lubię goryczki. Gorzki smak grejpfruta czy jakichś ziół może być, ale koneserem nie jestem. Szczególny smak alko mi nie leży. Nie jest to nastawienie a przynajmniej nie świadome. Po prostu jakoś mi nie pasuje. Może mam jakieś azjatyckie geny (Tatarów, Madziarów i innych egzotycznych nacji w okolicy nie brakowało) albo jakiś wyczulony smak. Podobno nieźle doprawiam potrawy a nos mam non stop zatkany więc nie wiem czy ta teoria ma sens. Jak mi się odblokowuje na full to wtedy mam wrażenie że żrę dwa razy tyle co normalnie XD
Sebastian Flak
Odpowiedz
W upały uwielbiam cydr. A tylko raz w życiu piłam cydr alkoholowy, który był naprawdę dobry. Ale nie ze sklepu, tylko we francuskiej knajpce w Amsterdamie, mieli specjały bretońskie, to i cydr się znalazł.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Nie kusi cię w upał walnąć se zimnego browara? Uśmiech Ja bym se walnął i walnę jeśli w weekend będzie taka pogoda jak dziś.

U mnie problem jest w tym, że kiedy, jak piszesz, „walnę se browara” czy nawet szklaneczkę wina, to potem chodzę kołowaty i śpiący do wieczora.
I wszystkie prace muszę odkładać na następny dzień.
Bardzo mnie to wk.... bo czasem chciałbym beztrosko sobie coś wychylić, a tu dupa blada.
To chyba kwestia wieku, bo kiedyś nie miałem z tym żadnego problemu i reagowałem raczej pobudzeniem niż takim dołem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Iselin napisał(a): W upały uwielbiam cydr. A tylko raz w życiu piłam cydr alkoholowy, który był naprawdę dobry. Ale nie ze sklepu, tylko we francuskiej knajpce w Amsterdamie, mieli specjały bretońskie, to i cydr się znalazł.

No ja lubię owocowe smaki, ale od wszelkich alkoholi to wolę kompot albo Tymbarka...

Sofeicz napisał(a):
lumberjack napisał(a): Nie kusi cię w upał walnąć se zimnego browara? Uśmiech Ja bym se walnął i walnę jeśli w weekend będzie taka pogoda jak dziś.

U mnie problem jest w tym, że kiedy, jak piszesz, „walnę se browara” czy nawet szklaneczkę wina, to potem chodzę kołowaty i śpiący do wieczora.
I wszystkie prace muszę odkładać na następny dzień.
Bardzo mnie to wk.... bo czasem chciałbym beztrosko sobie coś wychylić, a tu dupa blada.
To chyba kwestia wieku, bo kiedyś nie miałem z tym żadnego problemu i reagowałem raczej pobudzeniem niż takim dołem.

Mam podobnie. Zamula mnie. Bardzo niewielkie ilości to może i nawet rozluźniająco działają, ale co nieco więcej to już nie. Podejrzewam, że ja to bym był łasy na jakieś pobudzacze, bo kofeinka i teobrominka to mi leżą jak mało co.
Sebastian Flak
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Ale po co tak powoływać się na genetyczną loterię - w ten sposób można deprecjonować jakiekolwiek osiągnięcia kogokolwiek.
Po to, żeby nie robić „osiągnięć” z losowych cech. W przeciwnym wypadku zaczynamy uważać za cnotę kolor skóry, czy orientację seksualną.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
Fanuel napisał(a): No ja lubię owocowe smaki, ale od wszelkich alkoholi to wolę kompot albo Tymbarka...
What about smakowe zerówki? Piwa tam praktycznie nie czuć, ale jednak to piwo Oczko Fakt, przez dodatki niemało tam cukru, ale niezły to zamiennik zwykłego soku, kiedy chcesz się napić w towarzystwie samemu nie przepadając za klasycznym piwem lub będąc abstynentem.
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Jak ktoś stara się być totalnym abstynentem, to moim zdaniem akurat źle świadczy o jego silnej woli skoro jedno piwo czy kieliszek wina jest dla niego takim złem.


Niekoniecznie. W alkoholu nie ma nic dobrego oprócz smaku jeżeli ktoś lubi i uczucia rozluźnienia. Są jednak osoby, którym to nie pasuje.
Wyobraź sobie potrawę, której nie znosisz. Po co miałbyś od czasu do czasu jej próbować. Dla przyjemności? Tylko co to za przyjemność skoro nie lubisz.

Natomiast w przypadku tendencji do uzależnienia lub abstynencji powodowanej byłym alkoholizmem silna wola nie ma nic do rzeczy. To po prostu chemia organizmu i największy twardziel może się złamać. Więc wówczas nawet ten jeden kieliszek może być złem. Alkohol to jednak nie papierosy, które tak na prawdę uzależniają dość słabo i gdzie większość uzależnienia od nikotyny jest w głowie uzależnionego.


Sebrian napisał(a): What about smakowe zerówki? Piwa tam praktycznie nie czuć, ale jednak to piwo Oczko Fakt, przez dodatki niemało tam cukru, ale niezły to zamiennik zwykłego soku, kiedy chcesz się napić w towarzystwie samemu nie przepadając za klasycznym piwem lub będąc abstynentem.


Jeżeli o mnie chodzi to zerówki przekonały mnie, że w piwie lubię jednak głównie alkohol a nie smak piwa Oczko Przynajmniej jeżeli chodzi o koncernowy szajs sprzedawany pod nazwą "piwo". Oczko
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
zefciu napisał(a):
lumberjack napisał(a): Jak ktoś stara się być totalnym abstynentem, to moim zdaniem akurat źle świadczy o jego silnej woli skoro jedno piwo czy kieliszek wina jest dla niego takim złem.
Mam wrażenie że nie rozumiesz, czym jest alkoholizm. Gdybym miał powiedzieć, kto bardziej wykazuje się czymś, co nazywamy „silną wolą” — trzeźwy alkoholik, który codziennie zmaga się z pokusą, czy ja — osoba która może wypić jedno piwo i na tym skończyć, to oczywistym jest dla mnie, że to on ma „silną wolę”, a ja po prostu wylosowałem w genetycznej loterii taki układ nerwowy, który mi pozwala na bezproblemowe picie (chciałbym jeszcze taki, który mi pozwoli zjeść jedną kostkę czekolady i zagrać jedną rundkę w pokera).

Genetyka robi ogromne postępy i jest w modzie, ale nie zwalajmy wszystkich cech charakteru na nią. Psychologia i socjologia też się liczą. Poza tym, jeżeli coś pomaga genetycznie w abstynencji, to raczej "problemowe picie". Ludzie którzy mają tzw. silną głowę częściej mogą wypić "jednego ponad pragnienie" bez ryzyka kaca czy jazdy do Rygi przez ząbkowice. Ale wymioty oczyszczają a kac stanowi naturalny sygnał organizmu, że coś jest nie tak. Jeżeli te mechanizmy nie zadziałają, osoba ma wrażenie, że może pić więcej niż koledzy. Ale wątroba ma na ten temat odmienne zdanie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Genetyka robi ogromne postępy i jest w modzie, ale nie zwalajmy wszystkich cech charakteru na nią. Psychologia i socjologia też się liczą. Poza tym, jeżeli coś pomaga genetycznie w abstynencji, to raczej "problemowe picie". Ludzie którzy mają tzw. silną głowę częściej mogą wypić "jednego ponad pragnienie" bez ryzyka kaca czy jazdy do Rygi przez ząbkowice. Ale wymioty oczyszczają a kac stanowi naturalny sygnał organizmu, że coś jest nie tak. Jeżeli te mechanizmy nie zadziałają, osoba ma wrażenie, że może pić więcej niż koledzy. Ale wątroba ma na ten temat odmienne zdanie.
No ale ja akurat nie mam silnej głowy. Ani tym bardziej silnego żołądka. I jak przesadzę z alkoholem, to mam kaca (przejawiającego się alkoholowstrętem, a nie potrzebą „klinika”). Moje picie nazwałem bezproblemowym właśnie dlatego, że po wypiciu drugiego/trzeciego piwa danego wieczoru mam już dosyć. Nie odczuwam potrzeby „dopicia się”.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
zefciu napisał(a):
lumberjack napisał(a): Ale po co tak powoływać się na genetyczną loterię - w ten sposób można deprecjonować jakiekolwiek osiągnięcia kogokolwiek.
Po to, żeby nie robić „osiągnięć” z losowych cech. W przeciwnym wypadku zaczynamy uważać za cnotę kolor skóry, czy orientację seksualną.

Ale też nie przesadzajmy w drugą stronę. Same genetyczne predyspozycje i wypicie jednego piwa nie zrobią z nikogo alkoholika.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Iselin napisał(a): Ale też nie przesadzajmy w drugą stronę. Same genetyczne predyspozycje i wypicie jednego piwa nie zrobią z nikogo alkoholika.
Niczego takiego nie twierdziłem. Czynników jest wiele: psychicznych, kulturowych, losowych. Świadome decyzje też są jakimś czynnikiem, ale to nie implikuje, że niealkoholicy są jakoś inherentnie bardziej moralni i silni niż alkoholicy.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
zefciu napisał(a): No ale ja akurat nie mam silnej głowy. Ani tym bardziej silnego żołądka. I jak przesadzę z alkoholem, to mam kaca (przejawiającego się alkoholowstrętem, a nie potrzebą „klinika”). Moje picie nazwałem bezproblemowym właśnie dlatego, że po wypiciu drugiego/trzeciego piwa danego wieczoru mam już dosyć. Nie odczuwam potrzeby „dopicia się”.

Wydaje mi się, że naljepiej sprawę opisał wyżej DziadBorowy. Istnieją różne powody wpadnięcia w nałóg. I może to być kombinacja genetyki, wychowania, środowiska i tak dalej. Natomiast niezależnie od tych czynników wstępnych, alkoholicy są osobami fizycznie uzależnionymi, dla nich "jeden kieliszek jest problemem" nie dlatego, że mają problemy z silną wolą, ale dlatego, że właśnie biochemia mózgu wrzuca ich na powrót do momentu, w którym przerwali. Tu przegrywa zarówno pijak z mocną głową jak i pijak rzygający parabolicznie i budzący się z kacem dnia następnego.

Papierosy natomiast, wiem to z autopsji, istotnie są kwestią silnej woli. Dekady temu przestałem, i teraz potrafię zapalić na imprezce, nie wypalając po tym całej paczki. Także kombinacja genetyczna działa tu na moją korzyść (tak, na serio słabo znoszę nikotynę), i wiem, że są ludzie, którzy po jednym szlugu wpadają znowu w nałóg, u mnie na szczęście tak nie jest. Inna biochemia nałogu i tyle.

zefciu napisał(a): Świadome decyzje też są jakimś czynnikiem, ale to nie implikuje, że niealkoholicy są jakoś inherentnie bardziej moralni i silni niż alkoholicy.

Swego czasu postulowałem, że katolicka (chrześcijańska?) wykładnia grzechu ma wiele wspólnego z psychologią nałogów. Przykładowo teza, że grzech zmienia naturę człowieka, przyzwyczaja go do zła, zmusza do powtarzania. Osoba popełniająca jakiś bardzo ciężki grzech była uznawana za ekwiwalent trzeźwego alkoholika, "niegrzeszącego upadłego", a w niektórych wariantach chrześcijaństwa każdy jeden grzech po jakimś "ponownym narodzeniu" był traktowany jako samo-wykluczenie i nawrót do nie-wiary.

Nie przypomnę sobie teraz całego toku mojego ówczesnego rozumowania, ale mniej więcej tym tokiem to szło.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
zefciu napisał(a): Niczego takiego nie twierdziłem. Czynników jest wiele: psychicznych, kulturowych, losowych. Świadome decyzje też są jakimś czynnikiem, ale to nie implikuje, że niealkoholicy są jakoś inherentnie bardziej moralni i silni niż alkoholicy.
No to źle zrozumiałam. To się zgadzam. Zresztą jeśli ktoś boi się uzależnienia, to rezygnacja z tego piwa czy kieliszka jest mądra. Nie ma sensu udowadniać komukolwiek, że się może.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
W 100% za alkoholiz odpowiedzialny jest alkohol, a w 90% kobieta (albo jej brak, albo nadmierna ilość).
Odpowiedz
Dla mnie czymś naturalnym i oczywistym jest, że nie piję Uśmiech Anioł
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości