Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Petycja w sprawie usunięcia pomnika Jankowskiego
#1
Zachęcam do podpisywania oraz udostępniania na soszialach i nie tylko.

Petycja
Sympatyk Partii Razem. Agituję tylko trochę, piszę nie tylko o polityce, ale zrozumiem brak zaufania w tej kwestii.
Odpowiedz
#2
Gdyby został osądzony, to bym podpisał, ale mordo, on nawet jeszcze procesu nie miał.

Jeśli jakaś baba za 30 lat oskarży cię o molestowanie, to sam się zgłosisz z automatu do pierdla bez upomnienia się o weryfikację prawdziwości jej zeznań?
Odpowiedz
#3
lumberjack napisał(a):on nawet jeszcze procesu nie miał
Oho - synod trupi wisi w powietrzu. Język

A jak chcecie narobić hałasu, to nakupcie krasnali ogrodowych i poustawiajcie je wkoło "monómętu". Im tandetniejsze, tym lepiej. Jak Wam wezmą i wywiozą, ustawiacie następny rzut. Zamiast krasnali mogą być jany pawły z gipsu, albo Jezuski świebodzińskie. Język
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#4
Cytat:Gdyby został osądzony, to bym podpisał, ale mordo, on nawet jeszcze procesu nie miał.

Jeśli jakaś baba za 30 lat oskarży cię o molestowanie, to sam się zgłosisz z automatu do pierdla bez upomnienia się o weryfikację prawdziwości jej zeznań?

Przecież zmarli procesów nie mają. A poprzednie uwalono, radzę poczytać o sprawie, bo jak widzę gówno wiesz, ale swoje "mundrości" piszesz.

Cytat:Dopóki trwał PRL, plebanię św. Barbary odwiedzały sławy z całego świata, gościli tu: premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, prezydent Niemiec Richard von Weizsäcker, sekretarz generalny NATO Manfred Wörner, Jane Fonda, Joan Baez, Edward Kennedy. Tutaj Wałęsa przyjmował zagranicznych dziennikarzy. Przyjeżdżali też Frasyniuk, Kuroń, Michnik, Mazowiecki.

W III RP Lech Wałęsa odsunął się od swojego brata bliźniaka, jak nazywał proboszcza św. Brygidy. Prałat Jankowski (honorowy tytuł otrzymał w 1990 roku) nie został jego spowiednikiem, nie został też biskupem polowym, o czym marzył (miał już uszyty odpowiedni mundur). Odesłano go z powrotem do kościoła.

Na plebanii nadal bywali biznesmeni, zaczęli pojawiać się przeciwnicy nowej władzy. Na wszystkich wnętrze robiło duże wrażenie. Salon i wielką klimatyzowaną jadalnię wypełniały gdańskie meble z ciemnego orzecha, szklane gabloty z zabytkowymi monstrancjami. Hol, nazywany przez pracowników zbrojownią, obwieszony był szablami, mieczykami, sztyletami, ryngrafami. – Inni mają żony, a ja mam meble – tłumaczył ksiądz, gdy zarzucano mu zbytnie bogactwo. – Zbierałem je sztuka po sztuce i odnawiałem. Mam też bibliotekę białych kruków, kolekcję obrazów i to wszystko po mnie zostanie.

Prywatne mieszkanie proboszcza też nie było banalne. Sypialnia z olbrzymim łożem, różowe zasłony, jasne tapety, telefony, puzderka, w olbrzymiej łazience dwumetrowa wanna, sztuczne kwiaty, specjalne łóżko do masażu. Ksiądz lubił złoto. Często zmieniał pierścienie, a te, które mu się znudziły, oddawał na Jasną Górę. I lubił luksusowe, niemieckie samochody.

Po plebanii kręciła się gromadka nastolatków. Nie krępowali się gości. Podczas wizyty dziennikarzy na początku lat 90. jeden, ubrany w szorty i białą podkoszulkę z napisem „Jestem dziewicą”, wprowadzał rower. Dziesięć lat później kawę i biszkopty podał chłopiec w bawełnianych spodenkach i białym T-shircie. Jak nie było nic do zrobienia, chłopcy oglądali telewizję i wideo. Gdy prałat przyjmował gości, do obiadów i kolacji wkładali identyczne garnitury – księdzu zależało, by wyglądali schludnie.

W 2004 roku ksiądz Krzysztof Czaja (w latach 1994-2004 wikary u św. Brygidy) zezna w prokuraturze: „Dużo osób zwracało mu na to uwagę, duchownych i świeckich. Ja także delikatnie poruszałem ten temat podczas luźnych rozmów przy obiedzie. Sygnalizowałem negatywne zachowanie Sławka i innych chłopców. Prałat bardzo się obruszał na te uwagi. Wiem, że chłopcy nocowali u prałata, on tłumaczył to tym, że źle się czuje w nocy. Przed Sławkiem było jeszcze kilku chłopców pozyskanych przez prałata spośród ministrantów, którzy także przychodzili na plebanię. Z wielkim niesmakiem odbierałem to, jak prałat witał się z nimi. Całował ich w usta”.

Ksiądz Józef Paner, obrońca węzła małżeńskiego z biskupiego sądu duchownego, rezydował w parafii od 1988 roku. „Chłopcy pojawili się na plebanii pięć, sześć lat temu – opowie śledczym w 2004 roku. – Nikomu z księży tam mieszkających nie podobało się, że chłopcy podają gościom alkohol. Nie reagowałem, bo to było niezależne ode mnie. Jednak kiedyś przy stole w jadalni specjalnie sprowadziłem rozmowę na temat całowania w usta między mężczyzną a chłopcem. W odpowiedzi ksiądz Jankowski zapytał mnie: »A co w tym złego czy dziwnego?«”.

– Dlaczego nikt nie reagował? – pytam księdza, który pracował w kurii.

– Ludzie byli zniesmaczeni, ale traktowali to z uśmiechem: „Ma słabość do blondynów” albo „Prałat nie lubi być sam”.

– Arcybiskup Gocłowski także uczestniczył w przyjęciach, podczas których polewali 14-latkowie. Nie wiedział, że bez skrępowania całuje chłopców w usta?

– Biskup powiedział mi kiedyś, że Jankowski jest homoseksualistą. Pedofilia była wtedy poza zasięgiem wzroku. A najważniejsze było „dobro Kościoła”. Obowiązywała instrukcja „Crimen sollicitationis” z 1962 roku: „W sprawach dotyczących przestępstw seksualnych osób duchownych należy bardziej niż zazwyczaj dbać o to, by postępowano w nich z zachowaniem najściślejszej tajemnicy, kiedy zostaną już rozstrzygnięte, pozostaną pod zobowiązaniem wiecznego milczenia. Wszyscy, którzy uczestniczyli w jakikolwiek sposób w ich osądzaniu lub dowiedzieli się o tych sprawach z racji swojego urzędu, są zobowiązani do zachowania nienaruszalnego i najściślejszego sekretu, nazywanego sekretem Świętego Oficjum, pod karą automatycznej ekskomuniki”.

– W latach 80. i na początku 90. Jankowski był za silny, by Gocłowski mógł mu coś zrobić – usłyszę od byłego księdza, który odszedł z Kościoła kilka lat po święceniach. – Jankowskiego uwielbiała przełożona brygidek matka Tekla Famiglietti, która miała bezpośredni dostęp do Jana Pawła II. Biskup liczył, że zostanie kardynałem, nie chciał ryzykować.

– Gocłowski wiedział o chłopcach na plebanii?

– O tym mówiło się nawet w seminarium, wszyscy wiedzieli, bo on się z tym nie krył. Gdy poszedłem wieczorem do mieszkania księdza – kazał mi przynieść jakąś przesyłkę – wyszedł do mnie w samych majtkach. Miałem 20 lat i byłem w św. Brygidzie na praktyce wakacyjnej. Osłupiałem i uciekłem. Opowiedziałem o tym wikaremu. Usłyszałem, żebym unikał sytuacji sam na sam z proboszczem. Dowiedziałem się też, że nie ma co robić szumu, bo i tak nic się nie wskóra. Chłopcy mieli klucz do plebanii, przez którą wchodziło się do prywatnych apartamentów proboszcza. Zwykle pochodzili z niezamożnych, często niepełnych rodzin. Mieli 13-17 lat.

[...]
Wszystko przestało być ważne, gdy 28 lipca 2004 roku prokuratura rozpoczęła śledztwo w sprawie „doprowadzenia do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej wobec małoletniego”. Henryk Jankowski miał 68 lat, coraz mniej pieniędzy i zamożnych przyjaciół, cukrzycę, kłopoty z prostatą i chore serce.

Już w niedzielę 1 sierpnia grzmiał z ambony: „Na własnej skórze człowiek doświadcza tego, co można nazwać totalną wojną z Kościołem i polskością, w której metody walki są nieograniczone żadnymi normami i są najbardziej plugawe, zakłamane, budzące obrzydzenie! Nie słuchajcie kłamców, nie czytajcie gazet wroga!”. Kilkuset wiernych homilię nagrodziło owacją.

Od pierwszych dni sprawę relacjonowały wszystkie tytuły prasowe, stacje telewizyjne i radiowe. Ryszarda Socha, dziennikarka „Polityki”, na gorąco odpytała przyjaciół prałata, co sądzą o zarzutach. Tekst ukazał się 9 sierpnia.

Lech Wałęsa: – Trochę mnie to zaskoczyło. Jestem człowiekiem starej daty, wychowanym w duchu, że ksiądz to sprawa święta. W mojej filozofii nie mieści się coś takiego. Ale szatan różnych ludzi kusi w różnym wieku. Ja, dzięki Bogu, z żoną mam aż ósemkę dzieci, więc nie jestem o nic podejrzany. Ale też nie wiadomo, co może mnie dopaść po wykonaniu tego obowiązku. Człowiek jest tak skomplikowany, że trudno cokolwiek przewidzieć. A więc nie sądźmy, żebyśmy nie byli sądzeni.

– Zbaraniałem – mówi Krzysztof Pusz, podsekretarz stanu w kancelarii Wałęsy, później wicewojewoda pomorski. – A potem rozdzwoniły się telefony od moich braci, od Ryszarda Kokoszki...

– Czuję dyskomfort, tyle ważnych rzeczy z naszej przeszłości związanych jest z parafią św. Brygidy – mówił Bogdan Lis. – Już samo podejrzenie jest uderzeniem obuchem w przeszłość. Ludzie zaczynają tracić wiarę, że to, co widzą, jest prawdą, a nie pozorem kryjącym diametralnie różny obraz. To sprawa z gatunku szokujących.

Siedem miesięcy wcześniej, 15 grudnia 2003 roku, rodzice nastoletniego przyjaciela księdza Jankowskiego zgłosili się do Sądu Rejonowego w Gdańsku. Chcieli, by ich syna skierowano na przymusowe leczenie, podejrzewali, że Sławek jest uzależniony od narkotyków. Adwokatka, która z urzędu reprezentowała chłopca, uznała, że rodzina jest „wydolna”, tyle że biedna. Ojciec był kolejarzem, matka zarabiała sprzątaniem. Gdy opowiedzieli jej o znajomości syna z księdzem Jankowskim (całowanie w usta, przytulanie, spanie w jednym łóżku, obdarowywanie prezentami i dużymi sumami pieniędzy), nakłoniła sędzię, by skierować sprawę do prokuratury. Za zaangażowanie nieznani sprawcy podpalili jej samochód i słali listy z groźbami. Nie dała się zastraszyć i w maju 2004 roku doprowadziła do spotkania rodziców z biskupem Gocłowskim.

Matka zeznała potem prokuratorowi, że po tym, gdy biskup wezwał prałata na „rozmowę dyscyplinującą”, zaczepił ją dyrektor gimnazjum Sławka: „Jak pani mogła poskarżyć się na księdza do biskupa?”. Ksiądz Jankowski namówił też Sławka, by napisał list do biskupa, w którym przepraszał za rodziców: „Matka mówi bzdury i kłamstwa”, i bronił prałata: „Jest dla mnie autorytetem”. Oszustwo się wydało, bo w śledztwie chłopiec przyznał się do wszystkiego. „Ksiądz dzwonił i mówił, że mam namówić mamę, aby odwołała wszystko u biskupa – zeznał. – Powiem prawdę, jak było z tym listem. Dostałem kartkę i przepisałem to, co ksiądz wcześniej napisał”.


Matka Sławka zeznawała w prokuraturze 28 lipca o godzinie 9.30. – Zaczęło się w 2001 roku. Sławek chodził do pierwszej klasy gimnazjum. Zasłabł i ksiądz Jankowski zabrał go na plebanię. Służył tego dnia do mszy. Niepokoiliśmy się, ale ksiądz zadzwonił i powiedział mężowi, że pomoże Sławkowi. Syn po powrocie z plebanii był zauroczony prałatem. Opowiadał o wystroju, szablach i orderach. Zaprzyjaźnił się z księdzem i od razu po szkole szedł na plebanię, zostawał tam trzy, cztery godziny. Byłam dumna, że ktoś tak znany, ksiądz, zainteresował się moją rodziną. Z czasem syn zaczął zostawać u księdza na noc. W lutym proboszcz zabrał go do Rzymu na ferie, pojechali tylko we dwójkę. Byli 10 dni. Sławek powiedział mi, że spał z księdzem w jednym łóżku. Miał wtedy 13 lat. Jakiś czas później syn po powrocie do domu napisał na kartce: »Mamo, wróciłem tak późno, bo wolałem iść z chłopakami, niż pójść do księdza. Zaraz ci coś napiszę, tylko się nie przestrasz, ksiądz jest homoseksualistą – znalazłem kasetę«. Zauważyłam, że jak zabieram Sławka z plebanii do domu, ksiądz całuje go prosto w usta i głaszcze po twarzy. Kiedyś ksiądz powiedział mi, że Sławek w nocy kasłał i się pocił. Spytałam: »czy ksiądz śpi ze Sławkiem w jednym łóżku?«. Gdy potwierdził, zapytałam: »a czy ksiądz go nie skrzywdził?«. Usłyszałam, że »mogę być spokojna, do tyłka mu się nie dobierał i może mi spojrzeć prosto w oczy«. Po wyjeździe Sławka z Jankowskim do Hamburga, a jeździł z nim wielokrotnie, zadzwonił ksiądz i powiedział, że Sławek robił mu jakieś zdjęcia w łazience, i prosi, żebym zniszczyła kliszę. Wyrzuciliśmy z mężem ją do kosza”.

Matka Sławka, która za 800 złotych miesięcznie zaczęła sprzątać na plebanii, widziała, że Jankowski całuje w usta innych chłopców, klepie ich po pośladkach, przytula. Sławek od początku dostawał od księdza markowe ubrania, telefony komórkowe i sporo gotówki. Jednorazowo prałat potrafił dać mu kilka tysięcy złotych. Wyróżniał go spośród innych chłopców.

„Zmieniła się osobowość mojego syna – zeznała matka. – Stał się agresywny, słuchał tylko księdza Jankowskiego. Palił papierosy, pił alkohol, brał narkotyki. 1 grudnia 2003 roku Sławek rzucił gimnazjum i uciekł z domu. Ksiądz Jankowski nadal się z nim kontaktował i dawał mu pieniądze”. Po siedmiu godzinach przesłuchanie przerwano ze względu na zmęczenie świadka.

Siedmiu policjantów podjechało po godzinie 16 pod plebanię i osłupiałej sekretarce pokazało nakaz rewizji. Gdy proboszcz otworzył sejf, na wierzchu leżała kopia listu Sławka do biskupa Gocłowskiego. „Dostałem go od Sławka – tłumaczył się policjantkom. – Ta jego matka to złodziejka, jest chora psychicznie”.


W mieszkaniu księdza znaleziono kilkanaście kaset wideo. Na jednej odkryto film pornograficzny. Podczas przeglądania zawartości twardych dysków na komputerach informatyk dotarł do śladów plików, które dzień przed rewizją skasowano. Wyczyszczono zdjęcia młodych mężczyzn i witryny o charakterze pornograficznym. Na płycie CD-R śledczy znaleźli zeskanowane podpisy konserwatora zabytków, biskupa Gocłowskiego i wielu innych osób. Z plebanii zabrano notesy prałata, pistolet gazowy, amunicję.

Wikarego Krzysztofa Czaję prokuratorzy wezwali na wieczór. Przesłuchanie zaczęto o godzinie 20.05. „Sławek, jak go poznałem, był bardzo dobrym i wrażliwym dzieckiem – zeznał ksiądz. – Jednocześnie przestał być akceptowany wśród swoich kolegów i koleżanek w szkole z uwagi na te bliskie, towarzyskie kontakty z prałatem”.

Sławka wezwano trzy dni później. 16-letni, ładny blondyn był zdenerwowany. „Nie straszcie mnie – hardo odzywał się do śledczych. – Wiem, że jest jakaś sprawa o homoseksualistwo księdza Jankowskiego. Powiem krótko: nigdy nic takiego nie było. Pomagałem przy stole, nalewałem alkohol. Jak nocowaliśmy na plebanii, to słuchaliśmy radia i piliśmy piwo z innymi chłopakami”.

Gdy prokurator spytał o całowanie w usta, Sławek odpowiedział: „Wiedziałem, że jak nie będę nic mówił, to coś dostanę. Zresztą innych też obejmował i całował. Gdybym nic nie dostawał od księdza, tobym nie pozwolił, aby mnie dotykał i całował. Mówił do mnie »Mycuś«. Kiedyś wkurzyłem się, bo ksiądz za bardzo mnie przytulał. Miałem wtedy 14 lat. Mnie to krępowało, ale nie rozmawiałem o tym z innymi chłopakami. Ksiądz mówił, że dziewczyny brzydko pachną, że śmierdzą. Sugerował, że mężczyźni są fajniejsi. Z początku było to dla mnie trudne, to przytulanie i całowanie, potem zobaczyłem, że mogę coś z tego mieć. Ksiądz był zazdrosny o mój czas, miałem swoje zainteresowania, piłka nożna, rower, ryby, a on ograniczał mnie czasowo. Jak byliśmy gdzieś na przyjęciu, to nie chciał, bym gdzieś szedł, miałem być tylko z nim”.

Oczekuję od pana ministra opublikowania przeprosin za dopuszczenie do tego wszystkiego, co dzieje się w podległych panu placówkach i mediach. Dlaczego Kościół i mnie wszyscy mogą opluwać?” – napisał 10 sierpnia Henryk Jankowski do ministra sprawiedliwości Marka Sadowskiego. Tego samego dnia prałat składa w prokuraturze okręgowej zawiadomienie o pomówieniu go przez przedstawicieli środków masowego przekazu (odmówiono wszczęcia postępowania). Tydzień później pełnomocnik księdza prosi prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, by śledztwo prowadziła prokuratura spoza Trójmiasta. Pisze: „Jest to typowe polowanie z nagonką, gdzie rola zwierzyny przypadła kapłanowi, dziennikarze spełniają rolę naganiaczy, a prokuratorzy starają się przejąć rolę myśliwego”. Kilka dni później śledztwo przeniesiono do Elbląga.

Biskup Tadeusz Gocłowski zareagował dopiero 17 sierpnia. Dwa dni po tym, gdy podczas kazania prałat nazywał polityków „geszefciarzami”, którzy przedstawiają Polaków jako pijaków, degeneratów, zboczeńców i oskarżają o różne „molestowania”, biskup zajechał na plebanię i zażądał, aby Jankowski dobrowolnie zrezygnował z probostwa. Zarzucał mu nieobyczajne zachowania i uprawianie polityki.

20 sierpnia Tadeusz Gocłowski pisze do Jankowskiego: „Poważny problem, który od kilku lat budzi mój niepokój, to twój stosunek do młodych mężczyzn, do chłopców, którzy stale kręcą się po plebanii, chodzili po twoich pokojach, nalewali wino w czasie obiadu czy kolacji. Zwracałem ci na to uwagę. Kapłani i inni pracujący w św. Brygidzie sygnalizowali i tobie, i mnie niebezpieczeństwo złośliwych komentarzy. Twoje wyjazdy z chłopcami do Rzymu czy Niemiec ten niepokój pogłębiały”. Biskup grozi, że jeśli prałat nie złoży rezygnacji dobrowolnie, dostanie dekret zwalniający go z funkcji, co pociągnie za sobą powiadomienie Watykanu.

Prałat i biskup wymieniają jeszcze kilka listów, Henryk Jankowski nie chce oddać probostwa dobrowolnie. Jedzie do Rzymu i tam szuka poparcia. Nie pomaga – 16 listopada Tadeusz Gocłowski mianuje administratorem parafii Krzysztofa Czaję. Jankowski może zostać na plebanii, ale ma się przeprowadzić – zostają mu salonik i sypialnia na piętrze z osobnym wejściem.


20 grudnia 2004 roku prokurator Barbara Kamińska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu umarza śledztwo w sprawie „doprowadzenia małoletniego do obcowania płciowego i poddania innej czynności seksualnej”. Mimo że biegła psycholog sugerowała, że Sławek zataił, co działo się między nim a prałatem, zwyciężyła opinia innego biegłego. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz napisał: „Zachowanie polegające na całowaniu w usta, klepaniu po pośladkach, przyciąganiu mocno do siebie i jednocześnie przytulaniu do klatki piersiowej oraz głaskaniu po twarzy miały charakter publiczny. Wyżej wymienione zachowania księży wobec chłopców są dość często spotykane i w wielu przypadkach nie mają charakteru seksualnego, bywają formą okazywania bliskości”. (kurwa kpina dop. mój)


Ta sama prokurator zamyka 20 grudnia jeszcze jedno śledztwo, o którym mało kto wie. Piotr, były ministrant z wioski w Borach Tucholskich, napisał do Prokuratury Rejonowej w Poznaniu, Prokuratury Okręgowej w Gdańsku i w Elblągu. Gdy nikt nie zareagował, wysłał list do Prokuratury Generalnej. Chciał, by przesłuchano go jako świadka w sprawie księdza Henryka Jankowskiego. Zeznania złożył 13 października 2004 roku w Warszawie. – 8 grudnia 1997 roku po raz pierwszy uciekłem z domu. Byłem uczniem siódmej klasy, bałem się, że będę miał jedynkę z fizyki. Pojechałem do Gdańska. Wieczorem głodny i zmęczony drzemałem na dworcu PKP. Ktoś mi powiedział, żebym poszedł do parku przy Żaku, który leży blisko dworca. Kręciło się tam sporo chłopców i mężczyzn. Starszy, elegancki pan w okularach zaoferował, że mi pomoże. Zgodziłem się, bo rozpoznałem w nim Henryka Jankowskiego. Pojechaliśmy zagranicznym samochodem na plebanię. Chciałem się wykąpać, ksiądz otworzył drzwi łazienki i przyglądał się, kazał mi odwrócić się przodem. Potem zrobił mi herbatę, podał kanapki, podczas kolacji opowiadałem księdzu, dlaczego uciekłem z domu. Po pół godzinie Jankowski powiedział, że mogę zostać na plebanii, jeśli będę z nim spał w jednym łóżku. Było mi wszystko jedno, ledwo stałem na nogach. Gdy oglądałem jeden z obrazów, ksiądz podszedł do mnie i zaczął głaskać po głowie, po chwili muskał ustami policzki. Kiedy pocałował mnie w usta, odruchowo odepchnąłem go. Jankowski skarcił mnie i kazał się rozebrać. Gdy stałem nagi, proboszcz spytał się, czy napiję się drinka. Szybko wychyliłem szklankę i zaszumiało mi w głowie. Ksiądz jedną ręką rozpiął rozporek, drugą trzymał mnie mocno za plecy. Klęknąłem, wtedy zbliżył się i włożył mi członka do ust. Powiedział, że nie będę tego żałował. Po wszystkim zrobiło mi się niedobrze i pobiegłem do toalety zwymiotować. Rano Jankowski dał mi 1000 złotych i wypchnął za drzwi. „Należy ci się, bo byłeś dobry” – usłyszałem na pożegnanie. To zdarzenie z grudnia 1997 roku wpłynęło na moje dalsze życie prywatne i seksualne, spowodowało, że zostałem homoseksualistą i utrzymywałem się z prostytucji – zakończył zeznanie.

W 2001 roku Piotr usiłował popełnić samobójstwo, skacząc z komina kotłowni. Z domu uciekał 50 razy, prostytuował się, kradł pieniądze z automatów, a gdy zamknięto go w poprawczaku, miał kolejną próbę samobójczą. Od 16. do 18. roku życia przebywał w Młodzieżowym Ośrodku Adopcji Społecznej w Studzieńcu. Biegły psycholog ocenił, że „relacja Piotra dotycząca jego kontaktów seksualnych z księdzem Jankowskim jest wiarygodna zarówno z punktu widzenia oceny psychologicznej, jak i seksuologicznej”. Ale prokuratorzy przesłuchują babcię chłopca, nie wierzy, że jej wnuk jest homoseksualistą. Podobnie matka nigdy nie podejrzewała syna o skłonności homoseksualne. „Zawsze wolał się bawić z dziewczynkami niż z chłopcami” – zeznaje. Prokurator umarza śledztwo, w uzasadnieniu pisze, że „nie zebrano danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przez Henryka Jankowskiego przestępstwa”.

Kilka lat temu Piotr wystąpił ze swoim partnerem w programie Ewy Drzyzgi, w którym homoseksualne pary opowiadały o swych związkach. Próbowałam go odnaleźć, nie udało mi się. Jego kuzyn powiedział, że nie życzy sobie o nim rozmawiać. Rodzice: „Nie znamy takiego człowieka”. Sąsiedzi: „Piotruś już tu nie mieszka”.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Elblągu Iwona Piotrowska informuje mnie, że prokurator Kamińska jest na zwolnieniu lekarskim, ale „nie ma co czekać, aż wróci do pracy, bo i tak nie będzie ze mną rozmawiać o tym śledztwie”. Na koniec dodaje, że to była trudna sprawa.

– Niczego takiego nie dostrzegłem – zapewnia Jerzy Borowczak, gdy pytam go o chłopców na plebanii. – Pomagali przy stole, ale żeby coś więcej – nie! A od sierpnia 1980 roku bywałem tam bardzo często. Przecież coś by mi wpadło w oko.

– Poznałem go w latach 80. – mówi adwokat Jacek Taylor, członek komisji charytatywnej, która działała na plebanii św. Brygidy. – Nic szczególnego nie zaobserwowałem, ale byłem tak zalatany, że wpadałem tam i wypadałem. Na pokojach prałata bywałem rzadko. Potem, w latach 90., grupowo obraziliśmy się na księdza Jankowskiego i mało kto tam przychodził.

Danuta Wałęsowa w swojej biografii „Marzenia i tajemnice” napisała: „W obecności kobiet i dorastających dzieci potrafił wypowiadać obleśne słowa. Byłam oburzona... Dlatego te wszystkie hece, jakie wyczyniał, mnie nie zaskoczyły i nie zgorszyły”. Ale dziś nie chce do tego wracać, tym bardziej że Henryk Jankowski nie żyje.

Przyjaciel księdza, restaurator i właściciel sieci piekarni Grzegorz Pelowski wytrwał z prałatem do końca, pomagał mu finansowo, karmił i opiekował się nim. – Mocno podupadł na zdrowiu, gdy biskup odebrał mu probostwo. Zaczęły się też problemy z pamięcią. Jechaliśmy do Skarszew na imieniny do znajomego, a prałat pięć razy mnie pytał: „Gdzie ja jestem?”.

– A chłopcy? Spotykał pan ich na plebanii?

– Byli różni, pomagali, ale nie szanowali go. Spodnie zostawił, bo szedł się kąpać, któryś wyciągnął klucz do sejfu i zginęło 5 tysięcy złotych. Był dla nich pobłażliwy. A potem pojawił się Mariusz Olchowik i omotał księdza. Jankowski zgodził się na wino ze swoją podobizną, wodę mineralną. Olchowik chciał zakładać sieć kawiarni, w których zatrzymywać się mieli pielgrzymujący do stoczni turyści, oraz sieć komórkową Prałat Mobile. Prałat był ciężko chory, a oni jeździli z nim po Polsce jak z misiem i załatwiali interesy.

– Ostrzegał pan księdza?

– Oczywiście, ale nie skutkowało. Księdza opuściła większość znajomych, nie dojadał, żalił się, że zamykają przed nim kuchnię na plebanii. On, taki elegant, chodził w poplamionej koszuli i spodniach. Nie miał się nim kto zająć. Na szczęście arcybiskup Leszek Głódź zapraszał go do siebie na kolacje, dbał o niego.

Długie, ale dla całej sprawy bardzo istotne. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,2...kiemu.html
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#5
cobras napisał(a):
Cytat:Gdyby został osądzony, to bym podpisał, ale mordo, on nawet jeszcze procesu nie miał.

Jeśli jakaś baba za 30 lat oskarży cię o molestowanie, to sam się zgłosisz z automatu do pierdla bez upomnienia się o weryfikację prawdziwości jej zeznań?

Przecież zmarli procesów nie mają. A poprzednie uwalono,
Umorzono.
Z braku znamion przestępstwa.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#6
Cytat:Umorzono.
Z braku znamion przestępstwa.

Z pomocą takich biegłych jak Starowicz to nie dziwi. A 13-latkowie pałętający się po mieszkaniu i usługujący gościom to pewnie taka norma wśród kleru.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#7
cobras napisał(a):
Cytat:Umorzono.
Z braku znamion przestępstwa.

Z pomocą takich biegłych jak Starowicz to nie dziwi. 

Faktem jest, że te same osoby, które teraz na wyprzódki "przypominają sobie" jak to były straszliwie molestowane, wtedy, kiedy Jankowski żył i można go było ewentualnie pociągnąć do odpowiedzialności, jakoś zeznawać nie miały ochoty.

Bo wtedy za fałszywe zeznania groziła odpowiedzialność karna.

A dzisiaj nie grozi.  Cwaniak
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#8
Cytat:Faktem jest, że te same osoby, które teraz na wyprzódki "przypominają sobie" jak to były straszliwie molestowane, wtedy, kiedy Jankowski żył i można go było ewentualnie pociągnąć do odpowiedzialności, jakoś zeznawać nie miały ochoty.

Bo wtedy za fałszywe zeznania groziła odpowiedzialność karna.

A dzisiaj nie grozi. Cwaniak

Skoro teraz, gdy nie żyje już dobrych parę lat grupa jego wyznawców jest nadal na tyle silna, by kpić sobie z władz z miasta, to co dopiero było za jego życia? Ano to było:

Cytat:Profesor Zbigniew Lew-Starowicz napisał: „Zachowanie polegające na całowaniu w usta, klepaniu po pośladkach, przyciąganiu mocno do siebie i jednocześnie przytulaniu do klatki piersiowej oraz głaskaniu po twarzy miały charakter publiczny. Wyżej wymienione zachowania księży wobec chłopców są dość często spotykane i w wielu przypadkach nie mają charakteru seksualnego, bywają formą okazywania bliskości”.

Więc nie dziwi mnie, że niektóre ofiary dopiero teraz odważyły się coś powiedzieć.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#9
cobras napisał(a):  niektóre ofiary dopiero teraz odważyły się coś powiedzieć.

A co im groziło wtedy, skoro się nie odważyły?

No nic innego jak artykuł 234 KK  Cwaniak
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#10
cobras napisał(a): Profesor Zbigniew Lew-Starowicz napisał: „Zachowanie polegające na całowaniu w usta, klepaniu po pośladkach, przyciąganiu mocno do siebie i jednocześnie przytulaniu do klatki piersiowej oraz głaskaniu po twarzy miały charakter publiczny. Wyżej wymienione zachowania księży wobec chłopców są dość często spotykane i w wielu przypadkach nie mają charakteru seksualnego, bywają formą okazywania bliskości”.
No proszę. Niby seksuolog, a nie wszystko mu się z dupą kojarzy. Co odbieram pozytywnie, bo gdyby wszystkie osoby, które w życiu przytuliłem, pocałowałem, lub pogłaskałem miały mnie teraz oskarżyć o molestowanie, to byłoby ze mną krucho.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#11
Ja na szczęście nie mam takich problemów XD
Odpowiedz
#12
"Mordo" zasadniczo procesu się nie obawiam bo, well, unikam molestowania innych (w tym dzieci). Dziwne zachowania prałata nie były jakąś wielką tajemnicą nigdy, problem był w tym, że rozmaici porządni obywatele pisali jakieś listy albo szeptali z troską biskupowi, że może za dużo tych chłopców na plebani.

"Mordo" pozwolisz, że smęty o rzekomo fałszywych świadkach, procesach i inne w tym guście uznam za niesmaczny żart. Rozumiesz - Polska, tutejszy katolicyzm, głęboka troska Kościoła o dogłębne i uczciwe wyjaśnianie wszelkich przykrych spraw, wzorcowy rozdział tegoż Kościoła od Państwa oraz inne pierdoły w rodzaju przepolsko serdecznego stosunku rodaków do ofiar przestępstw seksualnych (oraz zrozumienia pojęcia wtórnej wiktymizacji). Oraz rozmaici światli Starowicze.

No i "mordo" podoba mi się Twoja sugestia, żeby każdego kogo odwiedziła Tchatcher za wartego pomnika i santo subito.

Przepraszam wszystkich, którzy uznali powyższe za napastliwość czy agresję werbalną. To przez to "mordo" na samym początku.
Sympatyk Partii Razem. Agituję tylko trochę, piszę nie tylko o polityce, ale zrozumiem brak zaufania w tej kwestii.
Odpowiedz
#13
"W mieszkaniu księdza znaleziono kilkanaście kaset wideo. Na jednej odkryto film pornograficzny. Podczas przeglądania zawartości twardych dysków na komputerach informatyk dotarł do śladów plików, które dzień przed rewizją skasowano. Wyczyszczono zdjęcia młodych mężczyzn i witryny o charakterze pornograficznym. "

Można sobie wyobrazić Jankowskiego na kazaniu, jak każdego księdza, grzmiącego na upadek moralny owieczek a tymczasem później, w zaciszu swojego bogato uposażonego mieszkania, buszował  po necie w poszukiwaniu pornosów. Antysemita, hipokryta, biznesmen, koneser wina i młodych chłopców. Idealnie wpisuje się w dzisiejszy wizerunek Kościoła. Takim oto autorytetom wystawia się dzisiaj pomniki.
Odpowiedz
#14
Mordeczko, mordunio Uśmiech Nie jestem entuzjastą kleru, ale też i nie wrogiem. Jeśli jakiś ksiądz łupał chłopców i mu to udowodniono, to powinien być oczywiście karany. O ile mnie pamięć nie myli - taki Paetz na ten przykład.

Ale tacy, którym winy nie udowodniono, nie powinni być karani.

Odkąd PiS steruje TVP, zacząłem chętniej oglądać TVN, jako stację, która sieje mniej propagandy. Niestetyż, ku mojemu smutkowi, TVN opisując sprawę Jankowskiego przedstawił tegoż księdza w taki sposób jakby już był skazany. Wyłącznie na podstawie tego co powiedziała jakaś baba na temat tego co się niby działo pierdyliard lat temu. Czy ma na to jakieś dowody? Chuj wi. Ale TVN już wi, że Jankowski musi odejść.

sympathy_for_the_R napisał(a): Przepraszam wszystkich, którzy uznali powyższe za napastliwość czy agresję werbalną. To przez to "mordo" na samym początku.

Spoko luz mordeczko Oczko
Odpowiedz
#15
Jako chyba jedyny z was, miałem okazję osobiście poznać księdza Jankowskiego, bo w 81 zawiozłem z kumplem jakieś pismo od łódzkiej Solidarności do Gdańska i zjedliśmy nawet super obiad na plebanii św Brygidy.
Rzuciło się nam w oczy jego przesadzone, teatralne emploi i ten cały operetkowy sztafaż i obsługa z młodych blondynków. Prawdziwa ciotodrama. Klimaty republiki Salo.
W naszych czasach mógłby być z powodzeniem gwiazdą parad gejowskich, bo tam często występują takie postacie w kleszych kostiumach.
Dla mnie, totalnego tolerasty, bomba. Inny, kolorowy świat w porównaniu do szarego socjalistycznego syfu.

Mnie tylko zastanawia, że ci sami, którzy wszędzie węszą homospiski, terror LGBT i kulturowy marksizm bronią jak źrenicy oka księdza-geja, który lubił młodych, rębnych chłopców. Toż to okaz w czystej postaci - mógłby być ikoną nowego, postępowego Koscioła.

PS. Co do molestowania, to się nie wypowiadam, bo teraz każdy ma parcie na traumę.
Mnie ks. Jankowski nie molestował, pewnie dlatego, ze jestem byłym szatynem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#16
A to biskupowi Patezowi winę udowodniono?
Odpowiedz
#17
A Adolfowi czy Josifowi?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#18
sympathy_for_the_R napisał(a): "Mordo" zasadniczo procesu się nie obawiam bo, well, unikam molestowania innych (w tym dzieci).
No i co z tego? Przecież oskarżyć można każdego. A jeśli do władzy dojdą tacy jak Ty – dla których oskarżony jest już winny, to powinieneś się obawiać. No ale przecież Ciebie to nie dotyczy…
Cytat:"Mordo" pozwolisz, że smęty o rzekomo fałszywych świadkach, procesach i inne w tym guście uznam za niesmaczny żart.
A smęty o rzekomo stronniczym biegłym seksuologu, który wypowiedział tak haniebne słowa, że nie każdy pocałunek jest seksualny to jest niesmaczny żart?
Cytat:Rozumiesz - Polska, tutejszy katolicyzm, głęboka troska Kościoła o dogłębne i uczciwe wyjaśnianie wszelkich przykrych spraw, wzorcowy rozdział tegoż Kościoła od Państwa oraz inne pierdoły w rodzaju przepolsko serdecznego stosunku rodaków do ofiar przestępstw seksualnych (oraz zrozumienia pojęcia wtórnej wiktymizacji).
No i co z tego? Nawet gdyby tak było, to i tak nie jest dowód na winę Jankowskiego.
Cytat:Oraz rozmaici światli Starowicze.
Proszę wskazać, co Starowicz powiedział kłamliwego?
Osiris napisał(a): "W mieszkaniu księdza znaleziono kilkanaście kaset wideo. Na jednej odkryto film pornograficzny. Podczas przeglądania zawartości twardych dysków na komputerach informatyk dotarł do śladów plików, które dzień przed rewizją skasowano. Wyczyszczono zdjęcia młodych mężczyzn i witryny o charakterze pornograficznym. "
No i to jest właśnie to. Nie znaleziono pornografii dziecięcej. Nie znaleziono nawet pornografii homoseksualnej. Znaleziono jakąś tam pornografię oraz zdjęcia młodych mężczyzn. Ale w przypadku Osirisa nie szkodzi. Jankowski pedofil.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#19
zefciu napisał(a): No i to jest właśnie to. Nie znaleziono pornografii dziecięcej. Nie znaleziono nawet pornografii homoseksualnej. Znaleziono jakąś tam pornografię oraz zdjęcia młodych mężczyzn. Ale w przypadku Osirisa nie szkodzi. Jankowski pedofil.

Gdzie napisałem, że Janowski to pedofil?
Odpowiedz
#20
Sofeicz napisał(a): A Adolfowi czy Josifowi?

Albo przedstaw dowody na winę Pateza. Albo przepadnij
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości