Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ochrona planety
#1
Do założenia tematu zainspirował mnie ten teledysk:




Lil Dicky wraz z Leonardo DiCaprio ogarnęli sławnych gości (Justin Bieber, Ariana Grande, Shawn Mendes, Katy Perry, Ed Sheeran, Miley Cyrus i inni - https://en.wikipedia.org/wiki/Earth_(Lil_Dicky_song) i stworzyli fajny kawałek zachęcający do dbania o naszą planetę (kiedyś był Dżekson ze swoim Earth song, teraz jest Mały Fiutek i boski Leo Oczko ).

Z jednej strony mają rację, bo dbając o planetę, o środowisko, dbamy o to by nasze dzieci miały w przyszłości komfortowe życie.

Z drugiej strony nie potrafię powstrzymać się od myślenia o tej planecie jak o zwykłym narzędziu, które powinno się eksploatować - raczej bezstresowo i bez przesadnej dbałości, bo w przyszłości prawdopodobnie zamieni się je na inne.

Jest kilka różnych dróg, którymi ludzkość może pójść i tylko w przypadku jednej z nich ekolodzy, exetery, ekoświry, lewaki mieliby rację - jeśli nie znajdziemy alternatywnych planet; jeśli nie uda się nam osiągnąć poziomu naukowo-technicznego umożliwiającego podróżowanie międzyplanetarne; jeśli będziemy skazani na dożywotnią egzystencję na obecnej planecie - to tak, wtedy warto z jak największą pieczołowitością przyłożyć się do dbania o środowisko.

Co i tak nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem, bo słońce kiedyś zgaśnie; a dużo wcześniej będą glacjały, a jeszcze wcześniej może jebnie kometa, która załatwi nas tak jak załatwiła dinozaury. W sumie w świetle potencjalnych kataklizmów przesadne dbanie o planetę też byłoby stratą czasu - nawet wtedy kiedy nie mielibyśmy alternatywnych planet.

Inną możliwością jest kolonizacja innych planet - wtedy każdą z nich moglibyśmy traktować jak rzecz, której się pozbywamy po wyeksploatowaniu, bo zamienimy ją sobie na inną, nowszą. Chociaż w takiej sytuacji też można by dbać o planety, ale tylko o tyle o ile nie hamowałoby to postępu gospodarczo-technologicznego.

Inną możliwością byłoby jeszcze maksymalne eksploatowanie planety aby wycisnąć z niej jak najwięcej, po to aby osiągnąć postęp umożliwiający stworzenie maszyn pozwalających na swobodne terraformowanie ziemi i dowolne kształtowanie środowiska - czyli - moglibyśmy zaśmiecić i zatruć ziemię w celu stworzenia urządzeń pozwalających w ostatecznym rozrachunku usunąć śmieci i zanieczyszczenia na jeszcze większą skalę niż jakby podążano wyłącznie drogą dbania o środowisko.

A owe maszyny mogłyby niwelować nawet szkodliwe działania samej natury jak np. wszystko to co emitują aktywne wulkany.


Dwa pytania:


1) Jak myślita - warto dbać o tą planetę czy lepiej eksploatować czy może lepiej dążyć do jakiegoś kompromisu między jednym a drugim podejściem?

2) A jeśli już dbać, to w jaki sposób?

Bo ostatnio np. UE wprowadziła zakaz produkcji i sprzedaży jednorazowych artykułów z plastiku. Zakaz wejdzie w życie w 2021 roku.

Jaki to ma sens jak się weźmie pod uwagę wszystkie opakowania po wodach mineralnych, jogurtach i pierdyliardzie innych
produktów żywnościowych? Przecież to tak jakby do dziesięciu hamburgerów zamówić sobie bezcukrową, dietetyczną kolę i żyć w przeświadczeniu, że się ma dobrą dietę.

Walczy się też z dieslami. Też jest to dosyć dziwne, bo jednocześnie przyzwala się na auta benzynowe, a tak w ogóle porzucając ropowce i benzynowce stalibyśmy się chyba od razu regionem trzeciego świata, bo transport pojazdami elektrycznymi zwiększyłby koszta towarów tak, że każdy z Europejczyków stałby się z automatu biedakiem.

Albo jak to jest z tymi wszystkimi lewakami, że tak niby wspierają ochronę środowiska, segregują wszystko i w ogóle, a jednocześnie potrafią grać godzinami w gry na kompie - przecież takie zajęcie to zbędny luksus, który zużywa prąd, który powstaje z węgla. W ramach ochrony środowiska powinno zlikwidować się gry komputerowe, filmy, seriale, telewizję, konsole itp. itd., bo da się bez nich żyć, a do ich tworzenia i używania używa się dużo węgla, plastiku (przeca np. każdy laptop czy telewizor jest z plastikową obudową) etc.

Reasumując - jeśli już się w ogóle troszczyć o środowisko, to jak, żeby nie było to postawą tylko na pokaz, niepraktyczną, niemającą praktycznie żadnego znaczenia ani większego sensu.
Odpowiedz
#2
1) Warto dbać, bo z zadbanego środowiska da się więcej i efektywniej wycisnąć.

2) Najprościej jest pójść w rozwiązania czysto technologiczne. Narzędzia już mamy. Są aby drogie i niekonkurencyjne. Jak się pojawi TO i robotyzacja osiągnie poziom wystarczający do wyeliminowania prostych roboli z większości prac to automatycznie w skali globalnej przejdziemy na biodegradowalne tworzywa sztuczne i zmieni się profil gospodarczy na sharing economy. Bioplastiki albo zastępniki to będzie konieczność ekologiczna, bo we wszystkim będzie mikroplastik i albo się wycofamy albo będziemy go żreć. Sharing economy to będzie skutek zmian związanych ze zmianami na rynku pracy. Prawdopodobnie ludzie będą operować mniejszą ilością gotówki na raz i nikomu nie będzie się opłacało kupować np. auta na własność skoro będą Ubery autonomiczne. I w sumie auta zdrożeją mimo, że będą tańsze w produkcji co tylko trend pogłębi. Ogólnie to im później trzeci świat dogoni drugi i pierwszy tym większy przeskok technologiczny zaliczy. Jak dobrze pójdzie to w Afryce od razu będą powstawać Hyperloopy zamiast kolei. Podobnie jak w opóźnionych częściach Azji. Świat sam dojdzie do punktu równowagi i ekonomia załatwi sprawę.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#3
Ech nic dziwnego że ta cywilizacja upada. Banda wege idiotów głosi że zbawia świat. Na Facebookowej tablicy ze Srajfona za 5 tyś złotych. Gdzie jakiś Górnik w Sierra Leone czy innym Zimbabwe zmarł co by jedna głupia pizda z drugą mogły w ogóle telefon sobie kupić. Drugi debil ubiera nowe addidasy które szyły tajskie dzieci za 2 dolary tygodniowo. Ale się brzydzę tymi wszystkimi ekoprzygłupami
Odpowiedz
#4
To z czego piszesz tego posta - z drewnianego liczydła?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#5
lumberjack napisał(a): Jest kilka różnych dróg, którymi ludzkość może pójść i tylko w przypadku jednej z nich ekolodzy, exetery, ekoświry, lewaki mieliby rację - jeśli nie znajdziemy alternatywnych planet; jeśli nie uda się nam osiągnąć poziomu naukowo-technicznego umożliwiającego podróżowanie międzyplanetarne; jeśli będziemy skazani na dożywotnią egzystencję na obecnej planecie - to tak, wtedy warto z jak największą pieczołowitością przyłożyć się do dbania o środowisko.
Raczej jest wręcz odwrotnie - jest kilka możliwych przyszłości i tylko jedna, bardzo mało prawdopodobna, w której będziemy zdolni przenieść całą ludzkość na inną planetę w rozsądnym czasie zanim problemy wynikające ze zużycia środowiska naturalnego Ziemi rozrosną się do krytycznych rozmiarów. Najpewniej w godzinie "W"ludzkość będzie zdolna co najwyżej do wsadzenia nikłego promila ludzkości na ekstremalnie niewygodne statki z perspektywą kilkunastu tysięcy lat podróży z niską szansą na przetrwanie.

Ogólnie wydaje mi się, że ludzie przesadzają z hurraoptymizmem wynikającym z ostatnich kilku wieków rozwoju. Wnioskowanie na ich podstawie o nieskończonym (i co raz szybszym) rozwoju ludzkości jest podręcznikowym przykładem złej indukcji logicznej. Nie gramy w Civilization i nie znamy "drzewka rozwoju technologicznego" dla naszej cywilizacji - granica rozwoju może być tuż za rogiem, zaraz możemy natrafić na nieprzekraczalną barierę w naukach podstawowych albo na czynniki, które ten rozwój mocno wyhamują.
Ryzykowanie przyszłością jedynej znanej nam cywilizacji inteligentnych istot poprzez bazowanie swych planów jedynie na bezpodstawnym założeniu o nieskończonym rozwoju o zwiększającej się dynamice jest co najmniej uwłaczające dla ludzkości.

Ogólnie na razie nigdzie się nie wybieramy i przez najbliższy czas nie ma tego nawet w planach.
lumberjack napisał(a): Co i tak nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem, bo słońce kiedyś zgaśnie
Akurat tym to ja bym się nie przejmował. Uśmiech

lumberjack napisał(a): Inną możliwością byłoby jeszcze maksymalne eksploatowanie planety aby wycisnąć z niej jak najwięcej, po to aby osiągnąć postęp umożliwiający stworzenie maszyn pozwalających na swobodne terraformowanie ziemi i dowolne kształtowanie środowiska - czyli - moglibyśmy zaśmiecić i zatruć ziemię w celu stworzenia urządzeń pozwalających w ostatecznym rozrachunku usunąć śmieci i zanieczyszczenia na jeszcze większą skalę niż jakby podążano wyłącznie drogą dbania o środowisko.
Ta możliwość bazuje na założeniu, że np. prowadząc działalność gospodarczą zawsze się opłaca wziąć kredyt, by rozkręcić interes, bo potem można spłacić go z dodatkowych zysków i wyjść na plus. No cóż, to tak nie działa. Kredyt się opłaca tylko wtedy, gdy obliczyliśmy, że ma on sens. Teraz pytanie, czy np. zwiększenie o 50% eksploatacji planety zwiększy w taki sam sposób postęp nauk. Najprawdopodobniej nie, a być może nawet ew. przyspieszenie nauk będzie zupełnie marginalne.
Zauważyć należy, że obecnie nie podążamy drogą "wyłącznie dbania o środowisko". Ekolodzy postulują ideę zrównoważonego rozwoju, czyli nie anarchoprymitywizm, a spokojne posuwanie się do przodu bez palenia mostów za sobą.
lumberjack napisał(a): Bo ostatnio np. UE wprowadziła zakaz produkcji i sprzedaży jednorazowych artykułów z plastiku. Zakaz wejdzie w życie w 2021 roku.

Jaki to ma sens jak się weźmie pod uwagę wszystkie opakowania po wodach mineralnych, jogurtach i pierdyliardzie innych
produktów żywnościowych? Przecież to tak jakby do dziesięciu hamburgerów zamówić sobie bezcukrową, dietetyczną kolę i żyć w przeświadczeniu, że się ma dobrą dietę.
Jest odwrotnie - zakładanie, że skoro zjadłem dziewięć hamburgerów, to mogę sobie jeszcze dowalić colę, bo "co to za różnica", jest ludzkim błędem poznawczym (coś na wzór What-The-Hell Effect).

lumberjack napisał(a): Albo jak to jest z tymi wszystkimi lewakami, że tak niby wspierają ochronę środowiska, segregują wszystko i w ogóle, a jednocześnie potrafią grać godzinami w gry na kompie - przecież takie zajęcie to zbędny luksus, który zużywa prąd, który powstaje z węgla. W ramach ochrony środowiska powinno zlikwidować się gry komputerowe, filmy, seriale, telewizję, konsole itp. itd., bo da się bez nich żyć, a do ich tworzenia i używania używa się dużo węgla, plastiku (przeca np. każdy laptop czy telewizor jest z plastikową obudową) etc.
To wszystko jest kwestia stosunku korzyści do szkody. Równie dobrze można zarzucić komuś, że nie lubi, jak mu się w twarz dmucha dymem tytoniowym, bo boi się raka, a przecież wpierdziela wędzone kiełbasy. Nie ma sprzeczności w tych zachowaniach.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#6
Quinque napisał(a): Ech nic dziwnego że ta cywilizacja upada. Banda wege idiotów głosi że zbawia świat. Na Facebookowej tablicy ze Srajfona za 5 tyś złotych. Gdzie jakiś Górnik w Sierra Leone czy innym Zimbabwe zmarł co by jedna głupia pizda z drugą mogły w ogóle telefon sobie kupić. Drugi debil ubiera nowe addidasy które szyły tajskie dzieci za 2 dolary tygodniowo. Ale się brzydzę tymi wszystkimi ekoprzygłupami
W sumie wygląda to tak, jakbyś zazdrościł, że nie masz tego "Srajfona".
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#7
Mam inną komórę. Brzydzę sie hipokrytami i tyle
Odpowiedz
#8
Ale oni mają ogromną publikę, więc choćby w życiu prywatnym byli śmieciarzami, to raczej dobrze, że publicznie opowiadają się za ekologią.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#9
Gawain napisał(a): Świat sam dojdzie do punktu równowagi i ekonomia załatwi sprawę.

I to mnie się podobuje. Niech świat sam sobie dochodzi do równowagi Uśmiech

Roan Shiran napisał(a): Raczej jest wręcz odwrotnie - jest kilka możliwych przyszłości i tylko jedna, bardzo mało prawdopodobna, w której będziemy zdolni przenieść całą ludzkość na inną planetę w rozsądnym czasie zanim problemy wynikające ze zużycia środowiska naturalnego Ziemi rozrosną się do krytycznych rozmiarów.

Ok. Z takiej perspektywy lepiej będzie dbać o Ziemię, żeby przynajmniej do końca istnienia naszego gatunku dało się na tym padole łez jakoś normalnie egzystować.

Roan Shiran napisał(a): Najpewniej w godzinie "W"ludzkość będzie zdolna co najwyżej do wsadzenia nikłego promila ludzkości na ekstremalnie niewygodne statki z perspektywą kilkunastu tysięcy lat podróży z niską szansą na przetrwanie.

Nawet jeśli - to i tak nic strasznego. Ludzkość nie jest czymś co koniecznie musi istnieć. Świat sobie bez nas poradzi, a może po nas zaistnieje gdzieś jakiś fajniejszy, lepszy, mądrzejszy gatunek.

Roan Shiran napisał(a): Ogólnie wydaje mi się, że ludzie przesadzają z hurraoptymizmem wynikającym z ostatnich kilku wieków rozwoju. Wnioskowanie na ich podstawie o nieskończonym (i co raz szybszym) rozwoju ludzkości jest podręcznikowym przykładem złej indukcji logicznej. Nie gramy w Civilization i nie znamy "drzewka rozwoju technologicznego" dla naszej cywilizacji - granica rozwoju może być tuż za rogiem, zaraz możemy natrafić na nieprzekraczalną barierę w naukach podstawowych albo na czynniki, które ten rozwój mocno wyhamują.

Mnie się wydaje, że przez ostatnie 200 lat nauka tak popierdala, że hej. I nic nie wskazuje na to aby jej rozwój miał być zahamowany. No chyba, że cały świat zostanie zislamizowany.

Obecnie inżynieria genetyczna jest dopiero w powijakach. Również technologia na bazie grafenu. Ludzkość zacznie używać komputerów kwantowych. Każda z tych dziedzin może zrewolucjonizować cały świat... ja tam jestem optymistą pod tym względem. Czekają nas takie rzeczy i historie, o których nawet największym fizjologom się nie śniło.

Roan Shiran napisał(a): Ryzykowanie przyszłością jedynej znanej nam cywilizacji inteligentnych istot poprzez bazowanie swych planów jedynie na bezpodstawnym założeniu o nieskończonym rozwoju o zwiększającej się dynamice jest co najmniej uwłaczające dla ludzkości.

Oj tam, oj tam. Wszechświat istnieje tyle lat, że na jego tle cała historia egzystencji ludzkości to zaledwie kilka sekund (albo jeszcze mniej).

I przypuszczam, że będzie on istniał na tyle długo, że jeszcze niejedna inteligentna cywilizacja gdzieś zaistnieje.

Roan Shiran napisał(a): Zauważyć należy, że obecnie nie podążamy drogą "wyłącznie dbania o środowisko". Ekolodzy postulują ideę zrównoważonego rozwoju, czyli nie anarchoprymitywizm, a spokojne posuwanie się do przodu bez palenia mostów za sobą.

Tępienie diesli uznałbym za pokłosie anarchoprymitywizmu, a nie ekologii. I takie sztuczne przymuszanie ludzi do elektrycznych samochodów nie posłuży zrównoważonemu rozwojowi. Będziemy mniej konkurencyjni wobec regionów (np. wobec USA), które nie chorują na ekopierdolca.

Roan Shiran napisał(a): To wszystko jest kwestia stosunku korzyści do szkody. Równie dobrze można zarzucić komuś, że nie lubi, jak mu się w twarz dmucha dymem tytoniowym, bo boi się raka, a przecież wpierdziela wędzone kiełbasy. Nie ma sprzeczności w tych zachowaniach.

No jak nie ma? Sprzeczność jest jak w mordę strzelił.
Odpowiedz
#10
lumberjack napisał(a): Nawet jeśli - to i tak nic strasznego. Ludzkość nie jest czymś co koniecznie musi istnieć. Świat sobie bez nas poradzi, a może po nas zaistnieje gdzieś jakiś fajniejszy, lepszy, mądrzejszy gatunek.
A może nie zaistnieje. Osobiście wolałbym, by ludzkość przetrwała. Na razie nie ma żadnych innych alternatyw w sferze inteligentnych oraz świadomych istot.
lumberjack napisał(a): Mnie się wydaje, że przez ostatnie 200 lat nauka tak popierdala, że hej. I nic nie wskazuje na to aby jej rozwój miał być zahamowany. Obecnie inżynieria genetyczna jest dopiero w powijakach. Również technologia na bazie grafenu. Ludzkość zacznie używać komputerów kwantowych. Każda z tych dziedzin może zrewolucjonizować cały świat... ja tam jestem optymistą pod tym względem. Czekają nas takie rzeczy i historie, o których nawet największym fizjologom się nie śniło.
Też jestem optymistą, ale w świetle obecnego stanu wiedzy decydowanie o swojej przyszłości w oparciu jedynie o te optymistyczne prognozy to nie jest kwestia rozsądnych rozważań lub nadziei, a czystej wiary. A ja osobiście bardzo nie lubię wiary, niezależnie od postaci.
Naprawdę, tyle rzeczy może pójść źle lub się zmienić, że to niewyobrażalne. Ludzie powinni traktować dotychczasowy postęp jako niesamowity uśmiech losu, a nie jako pewnik.
lumberjack napisał(a): Oj tam, oj tam. Wszechświat istnieje tyle lat, że na jego tle cała historia egzystencji ludzkości to zaledwie kilka sekund (albo jeszcze mniej).

I przypuszczam, że będzie on istniał na tyle długo, że jeszcze niejedna inteligentna cywilizacja gdzieś zaistnieje.
Tak może być, a może też tak nie być. Może cywilizacja w stylu ludzkim jest czymś powszechnym, a może to jest jakaś anomalia przyrodnicza. My naprawdę bardzo mało wiemy na chwilę obecną i te wszystkie przypuszczenia bazują na emocjach, a nie na rozumie.
lumberjack napisał(a): Tępienie diesli uznałbym za pokłosie anarchoprymitywizmu, a nie ekologii. I takie sztuczne przymuszanie ludzi do elektrycznych samochodów nie posłuży zrównoważonemu rozwojowi. Będziemy mniej konkurencyjni wobec regionów (np. wobec USA), które nie chorują na ekopierdolca.
Na temat diesli się nie wypowiem, bo nie analizowałem tematu i mało o nim wiem. Natomiast wiem, że czasami ten "ekopierdolec" mocno przyspiesza rozwój w dziedzinach, w których to ten rozwój normalnie dopiero by się zaczynał, gdy okoliczności zrobiłyby się naprawdę niemiłe. Podmioty istniejące na prywatnym rynku mają na celu zbyt mały horyzont czasowy, by skutecznie przeciwdziałać zagrożeniom bardziej rozciągniętym w czasie.
lumberjack napisał(a): No jak nie ma? Sprzeczność jest jak w mordę strzelił.
I niby gdzie ta sprzeczność? Bo ja ją widzę jedynie w tym absurdalnym toku rozumowania, że skoro akceptuję ryzyko dla życia wynikające z chociażby wchodzenia po drabinie, to jednocześnie muszę też zaakceptować strzelanie w okna mojego domu, bo to i to stanowi "ryzyko dla życia", a więc to to samo. No WTF. Racjonalne działanie to ważenie stosunku korzyści do szkody, a nie jakieś fanatyczne pryncypia typu "zwiększenie szansy na raka o 20% bez korzyści jest tak samo złe jak zwiększenie szansy na raka o 0,005% przy istotnej korzyści dla rozwoju intelektualnego".
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#11
lumberjack napisał(a): Z drugiej strony nie potrafię powstrzymać się od myślenia o tej planecie jak o zwykłym narzędziu, które powinno się eksploatować - raczej bezstresowo i bez przesadnej dbałości, bo w przyszłości prawdopodobnie zamieni się je na inne.
Takie myślenie mogłoby mieć sens, gdyby horyzont czasowy perspektywy terraformowania i kolonizacji innych planet był jakoś zbliżony do horyzontu czasowego problemów sozologicznych, które generujemy. Tak jednak nie jest.

Zresztą jak już osiągnięmy poziom technologiczny, który pozwoli nam np. na terraformowanie Wenus, to reterraformowanie Ziemi nie będzie dla nas problemem. Zatem nie będziemy musieli z Ziemi uciekać. Technologie pozwalające nam na utrzymanie życia na Ziemi będą się, przynajmniej częściowo, pokrywać z technologiami pozwalającymi nam żyć na innych planetach. Jeszcze jeden argument, aby dbać o Ziemię.
Cytat:Walczy się też z dieslami.
Co zupełnie nie ma związku z żadną „ochroną planety”, bo nie myśli się tutaj o jakimś „globalnym stanie atmosfery”, a o płucach ludzi zamieszkujących duże skupiska.
Cytat:Też jest to dosyć dziwne, bo jednocześnie przyzwala się na auta benzynowe, a tak w ogóle porzucając ropowce i benzynowce stalibyśmy się chyba od razu regionem trzeciego świata, bo transport pojazdami elektrycznymi zwiększyłby koszta towarów tak, że każdy z Europejczyków stałby się z automatu biedakiem.
No właśnie uzasadniłeś, że jednak nie jest dziwne, a właśnie jest sensowne.
Cytat:Reasumując - jeśli już się w ogóle troszczyć o środowisko, to jak, żeby nie było to postawą tylko na pokaz, niepraktyczną, niemającą praktycznie żadnego znaczenia ani większego sensu.
No piękny truizm.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#12
lumberjack napisał(a): Bo ostatnio np. UE wprowadziła zakaz produkcji i sprzedaży jednorazowych artykułów z plastiku. Zakaz wejdzie w życie w 2021 roku.

Jaki to ma sens jak się weźmie pod uwagę wszystkie opakowania po wodach mineralnych, jogurtach i pierdyliardzie innych
produktów żywnościowych? Przecież to tak jakby do dziesięciu hamburgerów zamówić sobie bezcukrową, dietetyczną kolę i żyć w przeświadczeniu, że się ma dobrą dietę.
To tylko jeden z kroczków na ścieżce w biurokratycznym buszu. Stopniowo od tych opakowań też będzie się odchodzić, równolegle na dwa sposoby: modą na "ekologizm" i drobną biurokratyczną akupunkturą. Np. zakaz wydawania darmowych toreb plastikowych w sklepach już sporo ograniczył ich użycie. Jak człowiek ma wydać 20 gr. za torbę, to jego żydowski instynkt każe mu raczej użyć ponownie tej, którą kupił przedtem. W przypadku "darmowej" torby (której koszt przecież zawiera się w marży sklepu) tak nie zrobi, chyba że jest fanatycznym ekologistą. Właściwe prawo to takie, które wywołuje harmonię między żydzizmem i ekologizmem.
Cytat:Albo jak to jest z tymi wszystkimi lewakami, że tak niby wspierają ochronę środowiska, segregują wszystko i w ogóle, a jednocześnie potrafią grać godzinami w gry na kompie - przecież takie zajęcie to zbędny luksus, który zużywa prąd, który powstaje z węgla. W ramach ochrony środowiska powinno zlikwidować się gry komputerowe, filmy, seriale, telewizję, konsole itp. itd., bo da się bez nich żyć, a do ich tworzenia i używania używa się dużo węgla, plastiku (przeca np. każdy laptop czy telewizor jest z plastikową obudową) etc.
No wiesz, to tak jakby mieć pretensje do chrześcijanina, że nie rozdał wszystkiego, co ma, albo że muzułmanin nie jest goły jak święty turecki. Każda wiara, która stoi w sprzeczności z konsumpcją, redukuje się do marginalnej sekty. Ekologizm, jeśli ma być popularny, też musi zostać zredukowany do wyznania wiary i rytuałów.

Swoją drogą ciekawe, że starożytne lampowe telewizory miały obudowę ekologiczną, drewnianą. Może taka moda wróci
[Obrazek: klawiaturaGLOWNA.jpg]
ale jeśli tak, to dzięki zamożnym hipsterom, bo to oni kreują modę. A oni nie pójdą na "rozdaj wszystko, co masz". Skuteczny prozelityzm to propagowanie symbolicznej religijności wśród warstw wyższych, czyli grupy fokusowej, która z kolei wytworzy modę wśród ludu (bo każdy lud chce się powywyższać), a przynajmniej niektórzy ze zwykłych ludzi zaczną traktować ochronę środowiska na serio (i czasem strofować bogaczy, ktorych ekologizm jest tylko na pokaz, żeby się opamiętali i pokutowali. Niektórzy nawet posłuchają, żeby zwiększyć swą popularność).
Odpowiedz
#13
Cytat:Np. zakaz wydawania darmowych toreb plastikowych w sklepach już sporo ograniczył ich użycie.
 
Już idzie się dalej. Jedna z dużych sieci w Wielkiej Brytanii od pierwszego maja przestaje sprzedawać plastikowe torby za kilka pensów. Będzie można kupić znacznie droższą, dużą torbę  albo brać zakupy pod pachę, jeśli zapomni się siatki z domu.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#14
lumberjack napisał(a): Z jednej strony mają rację, bo dbając o planetę, o środowisko, dbamy o to by nasze dzieci miały w przyszłości komfortowe życie.
1. Jak rozumiesz komfortowe życie?
2. "Nasze dzieci" czyli czyje? Wszystkich żyjących na planecie Ziemia? Nas Polaków? Osób wyznających Twoje wartości? Twoje i twoich bliskich?
3. Dlaczego uważasz, że "komfortowe życie" tak jak je rozumiesz jest wartością wyższą niż te wartości, które poświęcisz w imię realizowania celu "komfortowego życia" dla "naszych dzieci"? 
4. Czy masz prawo narzucać swoje rozumienie "komfortowego życie" innym i zmuszać ich by ponieśli koszty, które ty uznasz za zasadne?
lumberjack napisał(a): Z drugiej strony nie potrafię powstrzymać się od myślenia o tej planecie jak o zwykłym narzędziu, które powinno się eksploatować - raczej bezstresowo i bez przesadnej dbałości, bo w przyszłości prawdopodobnie zamieni się je na inne. 
Skąd masz pewność, że kiedykolwiek uda się wszystkim "naszym dzieciom" przenieść na inną planetę? Jeśli zamiast pewności masz tylko "nadzieję", że tak będzie, to jakie masz prawo by w imię tej nadziei niszczyć przyszłość "komfortowego życia" "naszych dzieci" (które to komfortowe życie okazuje się być szansa na jakiekolwiek znośne życie)?

ZaKotem napisał(a): Jak człowiek ma wydać 20 gr. za torbę, to jego żydowski instynkt każe mu raczej użyć ponownie tej, którą kupił przedtem. 
Ja rozumiem, że to taki żart z tymi instynktownym żydowskim przywiązaniem do pieniądza, ale zapewne nie jest ci do śmiechu, gdy ktoś żartuje sobie z instynktownego polskiego antysemityzmu...
Odpowiedz
#15
Niekoniecznie, o ile przyjąć, że antysemityzmem wykazuje się tylko polski cham; wszak każdy woli myśleć o sobie jako o szlachcicu. Poza tym nie należy przesadzać. Oglądałem kiedyś ś.p. Leonarda Nimoya opowiadającego, skąd wziął pomysł na wulkańskie pozdrowienie - jest to, okazuje się, gest rabinów wykonywany gdzieniegdzie po synagogach - żartował więc sobie z tych rabinów, próbując wywołać wesołość na widowni, oczywiście amerykańskiej. Nikt nie miał odwagi się zaśmiać.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#16
Vanat napisał(a): Ja rozumiem, że to taki żart z tymi instynktownym żydowskim przywiązaniem do pieniądza, ale zapewne nie jest ci do śmiechu, gdy ktoś żartuje sobie z instynktownego polskiego antysemityzmu...
Ale to jest instynktowny polski filosemityzm. Przywiązanie do pieniądza to jest pozytywny wkład Żydów do polskiej (i w ogóle europejskiej) kultury. Bez nich pewnie grzęźlibyśmy nadal w szlachecko-chłopskim błotku.
Odpowiedz
#17
Gawain napisał(a): 1) Warto dbać, bo z zadbanego środowiska da się więcej i efektywniej wycisnąć.
Nie wiem czy rozumiesz, że skoro z "zadbanego środowiska" da się "więcej wycisnąć", to im bardziej "da się wycisnąć" to znaczy, że jest "bardziej zadbane". 
Czyli plantacja palmy olejowej jest bardziej zadbanym środowiskiem niż nietknięty ludzką ręką las deszczowy, a fabryka brojlerów jest bardziej zadbanym środowiskiem niż naturalne siedlisko orangutana.

Gawain napisał(a): Świat sam dojdzie do punktu równowagi i ekonomia załatwi sprawę.
Niestety nie ma na to dowodów historycznych. Jedyne momenty gdy ograniczaliśmy niszczenie przyrody były związane z "eko-zamordyzmem", czyli brutalnie narzucanymi ograniczeniami prawnymi, a nie "eko-akapem" czyli zostawieniem przedsiębiorcom możliwości samoograniczeń.
Związane jest to z dwoma zjawiskami:
1. W konkurencji rynkowej wygra ten, który skuteczniej przerzuci koszty na innych graczy (np. na środowisko).
2. Paradoks Jevonsa, który mówi, że im wydajniej wykorzystujemy dany surowiec, tym bardziej rośnie jego zużycie.

Przypisywanie jakiemukolwiek narodowi jakiejkolwiek instynktownej cechy, a więc cechy immanentnej, nieusuwalnej i wynikającej z biologii, to rasizm. I nie ma znaczenia, czy przedstawia się tę cechę jako pozytywną czy negatywną. A maskowanie takich poglądów "niewinnymi" żartami powinno wykluczać z poważnej dyskusji.
Odpowiedz
#18
A, tak to zrozumiałeś. No chyba że tak. Ale ja to zrozumiałem, bez problemu zresztą, jako potoczne określenie pewnego sposobu myślenia o świecie, wpajanego kulturowo od wieków do poziomu odruchu.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#19
ErgoProxy napisał(a): A, tak to zrozumiałeś. No chyba że tak. Ale ja to zrozumiałem, bez problemu zresztą, jako potoczne określenie pewnego sposobu myślenia o świecie, wpajanego kulturowo od wieków do poziomu odruchu.
Nie chcę wchodzić w to antysemickie szambo, ale napisze tylko, że równie obrzydliwe, jak to napisaliście, jest budowanie w światowej opinii publicznej przekonania o antysemityzmie wpajanym Polakom kulturowo od wieków i do poziomu odruchu.
Wiem, że tego nie zauważacie, ale wasz światopogląd legitymizuje na kilka sposobów tamten antypolski...
Odpowiedz
#20
Bo on jest prawdziwy. U bardzo wielu Polaków antysemityzm funkcjonuje na zasadzie kulturowo nabytego odruchu. Ale nikt przecież nikomu nie każe się utożsamiać z Polakami, a już szczególnie z takimi Polakami.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości