Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ochrona planety
kmat napisał(a):
dammy napisał(a): "Pierwszą z nich jest gęstość atmosfery. Nawet jeśli gazy cieplarniane występują w atmosferze ziemskiej w śladowych ilościach, gazy nie-cieplarniane, takie jak azot i tlen, również wpływają na siłę efektu cieplarnianego. Wszystko dzięki temu, że pomiędzy cząsteczkami gazów dochodzi do zderzeń. Cząsteczka gazu cieplarnianego może pochłonąć falę o energii innej niż potrzebna do przejścia do stanu wzbudzonego, jeśli może natychmiast oddać jej część innej cząsteczce (dowolnego gazu), z którą się zderzy. Skutkuje to poszerzeniem zakresu długości fal, które mogą być pochłaniane. W rzadkiej atmosferze do takich zderzeń dochodzi z mniejszą częstością a zakresy długości pochłanianych fal są wąskie. Z tego też powodu dwutlenek węgla w atmosferze Marsa nie jest tak efektywnym gazem cieplarnianym, jak w atmosferze Ziemi."
Ten fragment jest ciekawy. Bo to jest coś, co regularnie w jakiejś formie pojawia się w ripostach na model pilastra, a co pilaster bardzo głośno milcząc ignoruje.

Oczywiście, że nie ignoruje. To klimatyści ignorują odpowiedź na to i zresztą wszystko inne co pilaster na ten temat napisze. Po prostu przerasta to ich poziom intelektualny. Karoń i chemtrailsy to dla ich partnerzy do dyskusji... Duży uśmiech

1. Skoro wpływ CO2 na efekt cieplarniany ma zależeć od ciśnienia atmosferycznego, jak podają do wierzenia klimatyści, to wypadałoby podać w jaki sposób zależy. Trzeba wyprowadzić jakiś model pokazujący tą zależność, z którego można by obliczyć rzeczywisty efekt cieplarniany przy różnych ciśnieniach atmosfery. Niczego podobnego oczywiście nie ma. Mamy do czynienia z opisem wyłącznie jakościowym.

2. Nawet gdyby taki efekt istniał, to i tak na rozumowanie przedstawione przez pilastra nie ma on żadnego wpływu. Dlatego, że obliczenia pilastra dotyczące udziału CO2 w efekcie cieplarnianym, obliczenia przedstawione nawet w tym artykule,  potem powtórzone w zalinkowanym wyżej, opierają się nie na przykładzie Marsa, ale na przykładzie ...Wenus, której atmosfera bynajmniej nie jest cienka i rzadka. Cwaniak

Z różnicy temperatur efektywnej i rzeczywistej dla Wenus wynika efekt cieplarniany w wysokości

n = 106,15

Równocześnie ciśnienie parcjalne CO2 na Wenus, po przeliczeniu go dla ziemskiej grawitacji wynosi 9 950 kPa

Jeżeli założyć, że cały efekt cieplarniany na Wenus jest (inaczej niż na Ziemi) wywoływany przez CO2, to wtedy mamy przelicznik n = 0,011 na 1 kPa ciśnienia parcjalnego CO2

Jeżeli na Wenus są jeszcze jakieś inne, oprócz CO2, gazy cieplarniane, to wtedy ten współczynnik jest odpowiednio niższy.

I teraz dopiero przenosimy się na Marsa

Ciśnienie parcjalne CO2 dla Marsa, po sprowadzeniu do ziemskiej grawitacji, wynosi 1,61 kPa

Zatem marsjański efekt cieplarniany wynosiłby 0,011*1,61 = 0,017

Jest to wielkość dokładnie 38 razy (słownie trzydzieści osiem) mniejsza niż na ...Ziemi. (n=0,65)
I podnosi temperaturę Marsa powyżej jego temperatury efektywnej o mniej niż ... 1 stopień.
Co jest oczywiście całkowicie zgodne z obserwacjami rzeczywistych marsjańskich temperatur. Nie trzeba zakładać żadnych cudownych i magicznych właściwości CO2, żeby zauważyć, że na Wenus i Marsie, pomimo gigantycznych różnic ciśnień w atmosferach tych dwóch planet, dwutlenek węgla, jako gaz cieplarniany, działa dokładnie tak samo.

QED

Tylko na Ziemi, planecie o ciśnieniu atmosferycznym pośrednim pomiędzy marsjańskim i wenusjańskim, wg dogmatów kreacjonistycznych, działa on zupełnie inaczej. Oczko

Wg dogmatów klimatystów CO2 na Ziemi o ciśnieniu parcjalnym 0,06 kPa daje 25% efektu cieplarnianego tej planety.

Czyli nCO2 = 0,25*0,65 = 0,1625

A wg nauki

nCO2 = 0,06*0,011 = 0,00066 czyli w zasadzie na Ziemi CO2 jako gaz cieplarniany jest zupełnie pomijalny ( promil ziemskiego efektu cieplarnianego)

Różnica prawie 250 razy!

Gdyby zaś dogmaty klimatystów były prawdziwe to dla Wenus mielibyśmy:

n = 0,25*0,65*9950/0,06 = 26 568

Co podniosłoby temperaturę na jej powierzchni do wielkości typowych dla gwiazd, a nie planet (3113 Kelwinów)

Pozostaje oczywiście zagadka, co spowodowało wzrost ziemskiej temperatury od połowy lat 70 XX wieku. Cokolwiek jedna by to nie było, na pewno nie był to wzrost koncentracji CO2 w ziemskiej atmosferze, nawet jeżeli faktycznie był spowodowany spalaniem paliw kopalnych.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Stężenie CO2 w plejstocenie miało, wg dogmatów klimatystycznych, spadać nawet poniżej 200 ppm. Przy takim stężeniu rośliny z fotosyntezą C3, mają już poważne problemy ze wzrostem i rozmnażaniem i przegrywają konkurencję z roślinami c4 niezależnie od pozostałych warunków środowiskowych (temperatury, wilgotności, etc).

Niestety dla ideologii klimatystycznej, flora C3 nie tylko nie wymarła w plejstocenie, ale i nadal dominuje na planecie.


Niestety, pilaster nadal nie wyjaśnił dlaczego te rośliny miałyby wyginąć. Fakt, że radzą sobie gorzej nie musi prowadzić do ich nieuchronnego wyginięcia. Jednak nadal podaje to jako rzekomy argument "bzdurności" twierdzeń swoich wyimaginowanych oponentów.



Cytat:By measuring the wavelengths of infrared radiation that reaches the surface, scientists know that carbon dioxide, ozone, and methane are significantly contributing to rising global temperatures.

[Obrazek: Greenhouse_Spectrum.gif]

How can I see for myself that CO2 absorbs heat?

As an experiment that can be done in the home or the classroom, Smerdon recommends filling one soda bottle with CO2 (perhaps from a soda machine) and filling a second bottle with ambient air. “If you expose them both to a heat lamp, the CO2 bottle will warm up much more than the bottle with just ambient air,” he says. He recommends checking the bottle temperatures with a no-touch infrared thermometer. You’ll also want to make sure that you use the same style of bottle for each, and that both bottles receive the same amount of light from the lamp. Here’s a video of a similar experiment:


https://news.climate.columbia.edu/2021/0...l-warming/





Jeszcze raz. Drzewa nie wystarczą do obniżenia stężenia CO2.

Cytat:Ten of the world's most protected forests have become net emitters of carbon, as they are degraded by human activity and climate change.

https://www.bbc.com/news/science-environment-59065127
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed  nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu  rzeczy

“What warrior is it?”

“A lost soul who has finished his battles somewhere on this planet. A pitiful soul who could not find his way to the lofty realm where the Great Spirit awaits us all.”


.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a):
pilaster napisał(a): Stężenie CO2 w plejstocenie miało, wg dogmatów klimatystycznych, spadać nawet poniżej 200 ppm. Przy takim stężeniu rośliny z fotosyntezą C3, mają już poważne problemy ze wzrostem i rozmnażaniem i przegrywają konkurencję z roślinami c4 niezależnie od pozostałych warunków środowiskowych (temperatury, wilgotności, etc).

Niestety dla ideologii klimatystycznej, flora C3 nie tylko nie wymarła w plejstocenie, ale i nadal dominuje na planecie.


Niestety, pilaster nadal nie wyjaśnił dlaczego te rośliny miałyby wyginąć.

Dlatego że w tych samych warunkach rozmnażałby się o wiele gorzej niż rośliny z fotosyntezą C4


Cytat:Fakt, że radzą sobie gorzej nie musi prowadzić do ich nieuchronnego wyginięcia.

Do nieuchronnego nie. Ale do jakichś dużych perturbacji w ich liczebności, bioróżnorodności i biomasie na pewno. Gdyby klimatystom udało się wykazać, że w plejstocenie istniały takie "wąskie gardła" dla flory C3 i pokrywały się one w czasie z okresami rzekomo bardzo niskiego stężenia CO2 w atmosferze, to nawet pilaster zostałby przekonany.

Ale nauka, w tym przypadku paleontologia i ewolucja jest przeciwko klimatyzmowi. Jak zwykle.

Lata temu pilaster przedstawił cztery takie oczywiste przykłady (efekt cieplarniany na innych planetach, flora C3/C4 w plejstocenie, brak zaburzeń rozkładu izotopów C12/C13 w XI-XII wieku, analogicznych do wieku XVIII, wykładniczy charakter dynamiki stężenia CO2 w rdzeniach lodowych - i szerzej brak wyraźniej korelacji czasowej pomiędzy rzekomymi wahaniami stężeń CO2 a wzrostem ziemskiej temperatury) które zadają kłam ideologii klimatystycznej.

Klimatyści próbowali odpowiedzieć tylko na jeden z nich, a i to skrajnie nieudolnie i niekompetentnie. Obok nauki to oni nawet nigdy nie stali.


Cytat:Jeszcze raz. Drzewa nie wystarczą do obniżenia stężenia CO2.

Wystarczą, jeżeli zalesi się tereny dzisiaj pustynne, a wyprodukowane drewno będzie się usuwać z obiegu.

dammy napisał(a): A jak ktoś chce wykład prof. Malinowskiego:
https://m.youtube.com/watch?v=PexDbIvDVy0

Poświęcił się pilaster i obejrzał to.

Jednak w zasadzie nie różni się to od filmiku z żółtymi napisami, który już wcześniej zrecenzował. Znów mamy zero argumentów ilościowych, za to dużo machania rękami - co też jest typowe dla propagandy pseudonaukowej. Cwaniak

Ponownie mamy bzdurną analogię z ogrzewaniem domu (oni chyba naprawdę nie wiedzą co to jest prawo Stefana-Boltzmana) oraz albedo jako ...zawór  Duży uśmiech - wcale nie było to więc, jak twierdził zefciu, jakieś przejęzyczenie. Ponownie Malinowski bredzi, że Ziemia i Księżyc dostają tyle samo energii słonecznej, chociaż sam przy tej okazji mówi, że zawór Księżyca jest taki sam jak zawór Sahary (co też jest nieprawdą - albedo Księżyca wynosi 0,12 - dwu, trzykrotnie mniej niż albedo Sahary) w domyśle, że cała Ziemia ma taki zawór jak Sahara. Pilaster coraz bardziej jest przekonany, że Malinowski po prostu nie wie, co to jest albedo, tak samo jak przy innej okazji nie wiedział, że na Marsie ciążenie jest trzykrotnie słabsze niż na Ziemi, czy że transport energii z jądra Słońca nie zachodzi w drodze konwekcji

Z innych smaczków błąd, może niewielki, nie wpływający specjalnie na jakość argumentacji, ale też charakterystyczny dla pseudonauki - dopasowywanie rozkładu trójkątnego, trójelementowego, prawdopodobieństwa do rozkładu normalnego. Tak samo jak kreacjoniści, klimatyści też nie wiedzą co to jest prawdopodobieństwo.

Ale najlepszy numer jest w 19 minucie, kiedy Malinowski pokazuje malunek z atmosferą. Na malunku tym atmosfera promieniuje w obie strony tak samo (z tym samym strumieniem promieniowania). Tak samo, a nie "raczej w dół". Duży uśmiech

O własne nogi się potykają.... Nieśmiały
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
No tak, bo przecież Malinowski i inni fizycy to lamusy, a taki Popkiewicz, to nawet dwa do dwóch nie potrafi dodać.
Tylko Trump, Bolsonario, JKM i Pilaster to prawdziwi tytani wiedzy o klimacie i jego tysiącu niewiadomych.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
@Sof, to jest uraz osobisty. Pan Malinowski nazwał te próby pseudonauką, więc ból czterech liter jest zrozumiały. :- )
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed  nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu  rzeczy

“What warrior is it?”

“A lost soul who has finished his battles somewhere on this planet. A pitiful soul who could not find his way to the lofty realm where the Great Spirit awaits us all.”


.
Odpowiedz
Co innego jest zabawniejsze: Pilaster, który chce swojej działalności publicystycznej nadać pozory naukowości, jednocześnie uprawiając ją poza społecznością naukową zajmującą się tematem, w swojej megalomanii owych naukowców nazywa "klimatystami" w dyskusjach na forum ateista.pl i na swoim blogu, bo do rzeczywistej, akademickiej dyskusji nie ma startu.

Zresztą, podobne rozróżnienie jak między naukowcami-klimatologami a rzekomo pseudonaukowymi "klimatystami" pilaster uprawiał w przypadku psychiatrii i psychologii, oczywiście zupełnie nie zauważając, że owi psychiatrzy korzystają z ustaleń psychologów, że na renomowanych na skalę światową instytutach i wydziałach psychiatrii badania prowadzą psychologowie i że psychiatria jak najbardziej uznaje techniki interwencji psychologicznych, rozwijanych w ramach psychoterapii opartych na dowodach.

Warto odnotować, że pilastrowi szybko odechciewa się rozmawiać o konsensusie naukowym, o ile ktoś potrafi zbić jego biedne argumenty na temat "nauki opartej na dowodach". Pilaster woli wrócić do popisywania się przed laikami swoimi "dowodami". O dowodach jednak będziesz mógł mówić pilastrze, o ile naukowa społeczność uzna trafność twoich wypocin. ;]
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Pilaster też nie jest astrofizykiem, ale takie podstawowe, elementarne rzeczy to jednak wie. A skoro Malinowski nie zna się na astrofizyce (ekologii, termodynamice, etc) to czemu się na ten temat wypowiada?

Wg Dammy w wywiadzie można mówić dowolne bzdury, bo odbiorcy i tak ich nie wyłapią? Naprawdę jest na odwrót. Kierując przekaz do laików trzeba być właśnie bardzo dokładnym i precyzyjnym, właśnie dlatego, że oni, nie znając się na temacie, mogą przekaz zrozumieć fałszywie. No chyba że właśnie o to chodzi, żeby zrozumieli. Wtedy bredzenie Malinowskiego staje się zrozumiałe.

I znów - laikowi wg Malinowskiego i dammy można opowiadać dowolne kłamstwa, bo przecież on sięnie zorientuje...

Nic takiego nie napisałem. Ani prof. Malinowski. Mało tego to pilaster potrafi oszukiwać przypisując innym twierdzenia, których nie wyrazili. Nieświadoma pomyłka nie jest kłamstwem tak jak pewne uproszczenia stosowane przy udzielaniu laikowi informacji w formie wywiadu.

pilaster napisał(a):
Cytat: Za miliard lat promieniowanie elektromagnetyczne pochodzące od Słońca będzie co najwyżej o 10% wyższe niż obecnie. I z tego tytułu życie nie może wyginąć.

Wg wierzeń klimatystów rzekome antropogeniczne ocieplenie o 2-3 stopnie ma doprowadzić do takiej kaskady dodatnich sprzężeń zwrotnych, że życie na Ziemi ma wyginąć. A ocieplenie o 7 stopni, ale nie antropogeniczne do żadnych sprzężeń oczywiście nie doprowadzi. Duży uśmiech

To Ty walnąłeś totalną bzdurę (czyli denialista) o wymarciu życia za miliard lat więc nie mieszaj w to swoich oponentów, którzy nic takiego nie twierdzili.

pilaster napisał(a): Stężenie CO2 w plejstocenie miało, wg dogmatów klimatystycznych, spadać nawet poniżej 200 ppm. Przy takim stężeniu rośliny z fotosyntezą C3, mają już poważne problemy ze wzrostem i rozmnażaniem i przegrywają konkurencję z roślinami c4 niezależnie od pozostałych warunków środowiskowych (temperatury, wilgotności, etc).

Odp.:
https://ateista.pl/showthread.php?tid=14...#pid757176

pilaster napisał(a): Przekłamanie. Energia z jądra Słońca nie jest przekazywana w drodze konwekcji.

Nie pisz takich rzeczy. Oczywiście nie cała, ale jest. Fizycznie nawet brak przekazywania energii promieniowania z jądra Słońca w procesach konwekcji jest niemożliwy. Pewna ilość fotonów i elektronów oczywiście przez strefę konwektywną przelatuje, ale energia ze strefy promienistej odpowiada za ogromne różnice temperatur wewnętrznej do której się bezpośrednio przyczynia i zewnętrznej granicy strefy konwektywnej. Więc te procesy napędza aczkolwiek tam działają też pole elektromagnetyczne i in. czynniki.

"W gwiazdach występuje przenoszenie energii z ich gorącego wnętrza ku powierzchni, spadająca wraz z wysokością temperatura powoduje przenoszenie energii cieplnej przez promieniowanie, które może być wystarczające do odprowadzenia energii. Jeżeli promieniowanie nie jest wystarczające do odprowadzenia energii, to wewnętrzne warstwy stają się na tyle cieplejsze, że nie są w stanie równowagi hydrodynamicznej i następuje unoszenie ich części w górę."
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Strefa_konwektywna

W artykule "Wykład 8. Niestabilność konwektywna. Transport energii przez konwekcję i przewodnictwo."
https://www.google.pl/url?sa=t&source=we...ilq5BK6zN_

na str.9 jest pokazane, że tzw. liczba Rayleigha pomaga dowodzić prawdziwość tzw. kryterium Schwarzschilda dla matematycznego opisu gwiezdnych konwekcji, a ze str.4 dowiesz się, że ów matematyczny model wręcz zakłada konwekcję w środowisku radiacyjnym.

pilaster napisał(a):
Cytat:Różnice między ciepłem atmosferycznym w atmosferze o różnym stężeniu CO2 wobec b. niskiego udziału tego gazu w powietrzu dotyczą ośrodków o takiej samej masie i cieple właściwym (są minimalne, pomijalne różnice) więc efekt cieplarniany generujący wzrost ciepła ma wpływ tylko na temperaturę  

Tak twierdzi dammy. Niestety tak nie twierdzi Malinowski. Cwaniak

Prof. Malinowski też tak twierdził.

pilaster napisał(a): Bo to jest jakiś inny, magiczny CO2 Cwaniak

A wpływ CO2 na efekt cieplarniany nie tylko można, ale wręcz należy porównywać, jeżeli w ogóle coś z tego zjawiska chce się zrozumieć. No chyba, że się nie chce zrozumieć, wtedy oczywiście porównywać nie można.

Ależ można porównywać by stwierdzić, że wpływ CO2 na różnych planetach działa w odmiennych warunkach i skali.

pilaster napisał(a): Skoro klimatyści wymyślili sobie, ten nowy dogmat w celu ratowania dogmatu starego, to należałoby od nich oczekiwać przedstawienia ilościowego modelu, który pokazywałby jak wpływ CO2 na efekt cieplarniany zmienia się wraz z całkowitą gęstością atmosfery. Takiego modelu oczywiście klimatyści nie przedstawili.

W rzeczywistości ten efekt rozszerzania linii widmowych, nawet jeżeli istnieje, to i tak jego wpływ na pochodzący od CO2 efekt cieplarniany jest niemierzalnie znikomy. Atmosfera Wenus jest znacznie gęstsza od ziemskiej, nie mówiąc już o marsjańskiej, a wpływ CO2 na efekt cieplarniany na Wenus jest porównywalny z marsjańskim i znacznie niższy od tego co dogmaty klimatyzmu podają do wierzenia w przypadku Ziemi.

Gdy przyjmiemy za prawdziwy dogmat o 25% udziale CO2 w ziemskim efekcie cieplarnianym i dokonamy odpowiedniego obliczenia dla Wenus, otrzymamy temperaturę powierzchni planety na poziomie ...3113 Kelwinów Ponad połowa gwiazd w Galaktyce jest chłodniejsza....

Jakie Ty rzeczy piszesz. Daj spokój. To co pisał profesor musi mieć sens gdyż dzięki temu bardzo gęsta atmosfera Wenus wypracowuje w dużej mierze (do powierzchni dochodzi ok. 20% promieniowania słonecznego) najwyższe albedo wśród planet Układu Słonecznego. Tam oczywiście dochodzą związki tlenków siarki. Albedo Wenus jest prawie dwukrotnie wyższe niż ziemskie. Profesor pisał nie tylko o wpływie ciśnienia, ale również o składzie chemicznym. Jedno należy powiązać z drugim.

Narzucasz klimatystom dogmaty, których nigdy nie wyrazili. Więc po prostu kręcisz. Jako "klimatysta" mogę Cię poinformować, że warunki efektywności działania CO2 na temp. przy powierzchni na Wenus są diametralnie różne od marsjańskich czy ziemskich. Ponad połowa promieniowania słonecznego jest odbijana w kosmos (chmury związków tlenków siarki też tu się kłaniają), część jest pochłaniana zaś zatrzymywane przez CO2 jest głównie tylko promieniowanie podczerwone emitowane przez Słońce, trochę z zakresu innych częstotliwości i ta niewielka część promieniowania odbitego od powierzchni, które dostatecznie przesunęło się ku podczerwieni oraz ciepło oddawane przez planetę. I z powodu b. wolnego ruchu obrotowego przez wiele miesięcy wiele obszarów Wenus nie jest w ogóle oświetlonych. Wyrównywanie temperatury odbywa się poprzez cyrkulację tamtejszej atmosfery. A przez atm. takiego Marsa fale elektromagnetyczne przechodzą jak przez masło. Twoje obliczenia nadają się do kosza.

pilaster napisał(a): Znów mamy do czynienia z zasadą, że laikom można i należy opowiadać dowolne bzdury, skoro nie są oni w stanie ich zweryfikować. Jest to właściwa postawa wśród kreacjonistów, ale jednak nie jest powszechnie w społeczeństwie podzielana.

To jest zasada denialistów, którzy nie wstydzą się żadnej głupoty by toczyć swoją krucjatę.

pilaster napisał(a):
Cytat: I da się to porównać gdyż ośrodek emitujący ciepło (oddający ciepło) jest w "środku" w obu przypadkach.

Nie jest "w środku" w obu przypadkach. Zresztą podstawowa różnica pomiędzy tą klimatystyczną alegorią, metaforą, przenośnią, a prawdą naukową tkwi nie w tym jak dany obiekt pobiera energię, tylko w tym, jak ta energię oddaje. (Ziemia przez promieniowanie, budynek przez przewodnictwo i konwekcję). To są zupełnie różne, nieporównywalne procesy.

Jest w "środku" w obu przypadkach i jeśli chodzi o podobieństwo tylko o to prof. Malinowskiemu chodziło.

 
pilaster napisał(a):
Cytat:To bzdura do kwadratu. Ciepło atmosfery planety zależy od ilości kwantów energii dostarczonej przez gwiazdę. Czyli od temperatury, wielkości gwiazdy, typu gwiazdy, odległości planety od niej, przepuszczalności atmosfery, efektu cieplarnianego, albedo, składu i ciśnienia atm. i in.

Gdyby dammy potrafił przeczytać, to co napisał pilaster, to zapoznałby się z definicją "energii życiowej", która jest czymś innym niż po prostu "energia" (gdyby była tym samym, przymiotnik byłby niepotrzebny) i wiedziałby, że tak zdefiniowana energia życiowa zależy właśnie wyłącznie od temperatury gwiazdy. (dokładnie zależy od różnicy temperatur gwiazdy i planety, ale przyjmuje się że temperatura planety zdatnej do życia, ze względu na warunek występowania ciekłej wody na powierzchni, jest z grubsza stała). Argument w stylu "A u was biją.

Niezależnie od definicji jest to zupełna nieprawda. Różnice temperatur gwiazdy i planety nie mogą bezpośrednio i wyłącznie odpowiadać za energię życiową gdyż w tym przypadku energia życiowa na Ziemi bardziej zależałaby od Syriusza czy Rigela niż od Słońca. Liczą się dostarczone kwanty energii w ramach fal elektromagnetycznych.

pilaster napisał(a): Ale najlepszy numer jest w 19 minucie, kiedy Malinowski pokazuje malunek z atmosferą. Na malunku tym atmosfera promieniuje w obie strony tak samo (z tym samym strumieniem promieniowania). Tak samo, a nie "raczej w dół". Duży uśmiech

To już żałosne. Przecież atmosfera ziemska promieniuje zarówno do powierzchni jak i w kosmos. Więc rysunek jest prawidłowy. Gdyby był inny to pilaster przyczepiłby się o co innego. A że ciepło oddawane przez atmosferę planecie jest dużo większe niż wylatujące w kosmos to profesor powiedział. Myślę, że pilaster chce ukryć swoją ciężką bzdurę jakoby równowaga termiczna atmosfery jest uwarunkowana równym oddawaniem ciepła przez wypromieniowanie go na zewnątrz z oddawaniem go planecie.
Odpowiedz
E.T. napisał(a): Co innego jest zabawniejsze: Pilaster, który chce swojej działalności publicystycznej nadać pozory naukowości, jednocześnie uprawiając ją poza społecznością naukową zajmującą się tematem, w swojej megalomanii owych naukowców nazywa "klimatystami" w dyskusjach na forum ateista.pl i na swoim blogu, bo do rzeczywistej, akademickiej dyskusji nie ma startu.
Pilaster w temacie wrażego klimatu ma swój specyficzny słownik. Nie wystarczą mu same argumenty - on musi jeszcze przeciwnika "odnaukowić".
- jego oponenci to "klimatyści"
- załączane przez nich grafiki, to oczywiście "malunki"
etc.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Nie wystarczą mu same argumenty - on musi jeszcze przeciwnika "odnaukowić".
- jego oponenci to "klimatyści"
- załączane przez nich grafiki, to oczywiście "malunki"
etc.

Ostatnio też "filmiki z żółtymi napisami".

No i robienie z Malinowskiego nieuka i oszusta to również typowa pilastrowa strategia. Doczepić się jakichś fragmentów wypowiedzi, wyolbrzymić i "zinterpretować" tak, żeby wyszło jak pilastrowi wygodnie. Tylko zwykle z tym pilaster mocno przegina, bo wychodzą mu jakieś absurdy w rodzaju profesora fizyki atmosfery nie wiedzącego czym jest albedo. Tak też ze mnie pilaster chciał kiedyś zrobić zdemoralizowanego typa, "pilastrując" (jak pilastrową praktykę nadinterpretacji nazwał Żeniec) na mój temat w temacie bodaj dot. homoseksualizmu. Podobnie pilaster próbował robić zwyrodnialców z pracowników opieki społecznej, którzy interweniują w sytuacji zaniedbań rodzicielskich- ot, bo jak z kimś pilastowi nie po drodze, to trzeba z tego kogoś zrobić potwora (na co znowu reagował Zefciu, bo pilastrowe chore jazdy godziły w jego drugą połówkę).

Swoją drogą, kiedy lata temu trafiłem na to forum, pilaster jawił mi się jako sprytny troll czy też politruk ugrupowania Korwina, w którego postach aż roiło się od brudnej erystyki. To ostatnie nieszczególnie się zmieniło i w szczególności w dyskusjach o charakterze światopoglądowym i tam, gdzie do głosu dochodzą pilastrowe uprzedzenia i wyznawana ideologia, z pilastra wychodzi najgorsze.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
Problem z dyskusjami klimatycznymi jest taki, że jest to wielce złożony mechanizm obarczony turbulentnością i operujący setkami zmiennych,.
I dlatego łatwo można, wybierając sobie wygodne dla siebie zmienne. stawiać różniste tezy.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Problem z dyskusjami klimatycznymi jest taki, że jest to wielce złożony mechanizm obarczony turbulentnością i operujący setkami zmiennych,.
I dlatego łatwo można, wybierając sobie wygodne dla siebie zmienne. stawiać różniste tezy.

Nom. Stąd lepiej, żeby taki laik jak ja nie miał tu swoich teorii, tylko przyjmował konsensus naukowy. Takie podejście ogółem polecam. Ogółem nie wiem, co się dzieje, gdy wlatują wykresy "ce o dwa", więc się nie wymądrzam. Cwaniak
Znany także jako KacOlek

SOCREALIZM MAGICZNY!!!
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Problem z dyskusjami klimatycznymi jest taki, że jest to wielce złożony mechanizm obarczony turbulentnością i operujący setkami zmiennych,.
I dlatego łatwo można, wybierając sobie wygodne dla siebie zmienne. stawiać różniste tezy.

Ja mam jedną tezę, nie na podstawie nauki, tylko na podstawie polityki: będzie coraz gorzej i nikt i nic tego nie mieni. UE może nam zaserwować czyste powietrze i mniej ludzi z rakiem płuc ale kosztem megadrożyzny, biedy i innych chorób z niej wynikających.

Nie zmieni to ogólnoświatowego bilansu emisji CO2. Trza się szykować na burze, powodzie, huragany, pożary i upały. No i cieplejsze zimy co akurat jest ok.

https://wiadomosci.onet.pl/politico/dlac...ty/tezl1h3

Cytat:Szczyt COP26, który rozpoczął się w niedzielę, jest reklamowany przez gospodarzy z Wielkiej Brytanii, UE, USA i inne kraje jako spotkanie, które ma "utrzymać 1,5 przy życiu" czyli ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5 st. Celsjusza.

W przeciwnym razie, ostrzegają, ma nas czekać przyszłość z burzami, pożarami, suszami i falami upałów, które już teraz stają się coraz bardziej dotkliwe i potencjalnie śmiertelne wraz z każdym kolejnym ułamkiem stopnia ocieplenia powyżej tej granicy.

– Rozpętuje się piekło. Jestem całkowicie przekonany, że już przy 1,5 st., a co dopiero przy 2, będzie naprawdę bardzo źle – powiedział Todd Stern, były główny negocjator prezydenta USA Baracka Obamy ds. klimatu. – To nie jest odpowiedź na to czy jest to realistyczne, ale myślę, że o wiele bardziej wolałbym ustawić swoje cele na takim właśnie poziomie – dodał.

Nie ma prawie żadnych szans, by prawie 200 krajów zbierających się w Szkocji zgodziło się ponieść ekonomiczne i polityczne ciężary, aby dokonać radykalnych cięć emisji potrzebnych do uzyskania tego celu.

– Obecnie nie jest już możliwe, by to się stało – powiedział Oliver Geden, ekspert w dziedzinie ekonomii zmian klimatycznych w Niemieckim Instytucie Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa. – Nie ma nawet najmniejszych oznak, by wielcy gracze chcieli to zrobić.

Rzeczywistość jest taka, że pomimo znacznego postępu od czasu podpisania porozumienia paryskiego sześć lat temu, limit 1,5 st. jest już celem zombie: nie do końca żywym, ale nie wolno mu umrzeć, ponieważ leży u podstaw procesu klimatycznego U.N., którego sukces zależy od jakiejś optymistycznej wiary, że ludzkość może się uratować przed katastrofą.

[...]Kraje zaczynają również zabezpieczać się w sprawie 1,5 st., a niektórzy doradcy rządowi w Europie już prywatnie przygotowują się do wyjaśnienia opinii publicznej, dlaczego 1,6 lub 1,7 st. nie będzie jeszcze oznaczało całkowitej porażki. Nie mogą jednak całkowicie zrezygnować z tego celu.

Żaden naród nie chce przyznać, że skazuje na katastrofę małe państwa wyspiarskie lub tereny podatne na suszę.

[...]Dwudziestu czterech ministrów z Chin, Indii i innych dużych krajów rozwijających się wydało przed rozmowami gniewne oświadczenie, w którym odrzucają wszelkie próby "przesunięcia celów" Porozumienia Paryskiego.

– Jeśli bogaci chcą gonić za mirażem, powinni ograniczyć własne emisje szybciej niż obecnie planują – powiedział Rajani Ranjan Rashmi, były główny negocjator Indii ds. klimatu. – W każdym razie już uderzyliśmy w pułap 1,5 st. Czy tego chcemy, czy nie.

Matematyka, historia i polityka wskazują, że ma on rację.

James Hansen, były naukowiec NASA, którego zeznania złożone w Kongresie w 1988 r. zostały uznane za przełomowe dla publicznej świadomości, że emisje gazów cieplarnianych niebezpiecznie ogrzewają Ziemię, powiedział, że powolność rządów i gazy cieplarniane już znajdujące się w atmosferze sprawiają, że zatrzymanie ocieplenia na poziomie 1,5 st. C jest "nieosiągalne".

https://wiadomosci.onet.pl/politico/dlac...ty/tezl1h3

W ogóle ekozjebiści ukazują swoją hipokryzję przylatując na COP26 prywatnymi odrzutowcami:

Cytat:Szacuje się, że flota prywatnych odrzutowców, które przywiozą dygnitarzy na trwający od niedzieli do 12 listopada szczyt COP26 w Glasgow, wyemituje 13 tys. ton CO2

Bezos, który regularnie poucza świat na temat zmian klimatu przyleciał wartym 65 mln dolarów Gulfstreamem prosto z imprezy urodzinowej Billa Gatesa, która odbywała się na luksusowym jachcie u wybrzeży Turcji - podaje "Daily Mail"

Tylko w niedzielę na lotnisku w Glasgow lądowały co najmniej 52 prywatne odrzutowce, w sumie w związku z COP26 do Szkocji przyleci 400 takich maszyn - wylicza brytyjski dziennik. Uzupełnia, że niektóre samoloty po wylądowaniu musiały - już puste - ponownie wystartować i lecieć na okoliczne lotniska oddalone nawet o 30 mil, ponieważ w Glasgow brakowało dla nich miejsc postojowych.

Wśród osób, które przybyły na ONZ-etowską konferencję klimatyczną prywatnymi odrzutowcami, jest założyciel i prezes Amazona. Bezos, który regularnie poucza świat na temat zmian klimatu przyleciał wartym 65 mln dolarów Gulfstreamem prosto z imprezy urodzinowej Billa Gatesa, która odbywała się na luksusowym jachcie u wybrzeży Turcji - relacjonuje dziennik. "To przypomniało o zielonej hipokryzji" - ocenia gazeta.

https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/hipok...mi/tjlg5hv

Kurde, my tu ze sobą możemy od lat dyskutować za pośrednictwem neta, a ekozjebiści muszą samolotami na dyskusje fruwać. Nie mogli se odpalić w kompie telekonferencji? Albo przynajmniej przylecieć elektrycznymi odrzutowcami spełniającymi unijne normy emisji spalin?

A nieee, sory zapomniałem, że teraz jesteśmy na etapie egalitarnego społeczeństwa, w którym bogacze mogą se kopcić samolotami, a biedacy będą musieli brać na pół życia kredyty na elektryczne auta i ekodomy. Ach ta nasza równość, taka piękna.

I na sam koniec fatality:

Cytat:Zmierzamy w kierunku katastrofy klimatycznej, bo nawet w najlepszym scenariuszu średnia temperatura na świecie wzrośnie o dwa stopnie w stosunku do początku epoki przemysłowej - ostrzegł w poniedziałek sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres.

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/szczyt-...by/1xxlfye

BTW Ciekawe ile wczoraj chrześcijanie nakopcili CO2 tymi wszystkim zniczami.

Ciekawe ile huty szkła nakopciły CO2 aby wyprodukować te znicze.

Ciekawe ile CO2 się produkuje przy produkcji parafiny do zniczy. I tych wszystkich plastikowych kwiotków i wiązanek.

Bo ja, ekoateista po prostu pamiętam o zmarłych bliskich Uśmiech Pamiętanie o zmarłych bliskich emituje 0 CO2 Uśmiech

Zero złotych wydałem na kwiotki i znicze; na to jawne bezczeszczenie naszej planety Ziemi, naszej przenajświętszej Mateczki. Kapitan Lumber w akcji! Ekosiła! Cwaniak
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
lumberjack napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Problem z dyskusjami klimatycznymi jest taki, że jest to wielce złożony mechanizm obarczony turbulentnością i operujący setkami zmiennych,.
I dlatego łatwo można, wybierając sobie wygodne dla siebie zmienne. stawiać różniste tezy.

Ja mam jedną tezę, nie na podstawie nauki, tylko na podstawie polityki: będzie coraz gorzej i nikt i nic tego nie mieni. UE może nam zaserwować czyste powietrze i mniej ludzi z rakiem płuc ale kosztem megadrożyzny, biedy i innych chorób z niej wynikających.

Nie zmieni to ogólnoświatowego bilansu emisji CO2. Trza się szykować na burze, powodzie, huragany, pożary i upały. No i cieplejsze zimy co akurat jest ok.

Też jestem pesymistą.
Nie można mieć ciastka i je zjeść. Albo rybka albo pipka.
W końcu te wszystkie udogodnienia cywilizacyjne, które tak lubimy są ekożerne na maksa.
Można to uznać za lewarowanie naszych naturalnych ograniczeń.
Więc kiedy mówimy o ograniczeniu emisji, to musimy jasno mówić o samoograniczaniu się z korzystania z tych wszystkich fajowatych cywilizacyjnych ficzersów.
Ale o tym jakoś się ci wszyscy egzaltowani aktywiści się nie zająkną.
Oni właśnie chcą mieć te ciastka i je żreć po staremu.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Ale o tym jakoś się ci wszyscy egzaltowani aktywiści się nie zająkną.
Oni właśnie chcą mieć te ciastka i je żreć po staremu.

Przeciwnie, właśnie o tym gadają. Owo samoograniczenie jest przecież kwestią standardowo podnoszoną przez "egzaltowanych aktywistów".

No i nie wiem, skąd lumber bierze te rewelacje o megadrożyźnie, biedzie i chorobach. Bodźce ekonomiczne mają raczej skłonić do zmiany przyzwyczajeń i do systemowych przekształceń w stronę np. źródeł energii nieobciążonych umownymi karami. A że owe przekształcenia mogą być gospodarczo korzystne, to nawet anty-klimatysta pilaster mówił w rozmowie z Popkiewiczem u Wildsteina.

Natomiast faktycznym problemem pozostaje polityczny wymiar, w szczególności kwestia ograniczania się tych, którzy dziś jako społeczeństwa aspirują do luksusów zachodu (natomiast to owi zachodni egzaltowani aktywiście łatwiej rezygnują z tego, co nie jest już w ich oczach żadnym obiektem pożądania na drodze do wymarzonego standardu życia, bo owo bogactwo jest dla nich normą i na wartości zyskują w ich oczach ideały, których ściganie nadaje sens życiu materialnie zaspokojonych). Trudno też skoordynować wysiłki w skali globu, bo transformacja energetyczna (ale też w obszarze np. konsumpcji mięsa) nie jest jednakowo kosztowna dla każdego.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): W końcu te wszystkie udogodnienia cywilizacyjne, które tak lubimy są ekożerne na maksa.
Nie ma takiego prostego przełożenia. Z jednej strony – bogactwo jest parametrem bardzo dobrze korelującym z emisją dwutlentu węgla, więc ograniczenie konsumpcji jest dobrym środkiem środkiem ograniczenia emisji. Z drugiej strony jednak – rozwój cywilizacji oznacza też powstawanie technologii, które emitują mniej. Idea „oszczędnego życia” jeśli będzie źle rozumiana może działać przeciwskutecznie (zamieszkam z dala od cywilizacji, „w zgodzie z naturą”, więc codziennie będę jechał autem 100 km do pracy).

Osobiście raczej pokładam bardziej nadzieję w „ucieczce do przodu” – rozwoju OZE i oszczędnych technologii, choćby i wymuszonym, niż w tym, że ludzie masowo zaadaptują styl życia Unabombera.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?...id=3036275
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Też jestem pesymistą.

Nie jestem pesymistą tylko realistą.

E.T. napisał(a): Przeciwnie, właśnie o tym gadają. Owo samoograniczenie jest przecież kwestią standardowo podnoszoną przez "egzaltowanych aktywistów".

Cała UE to egzaltowany aktywista, który nic nie zmienił w swoim postępowaniu poza tym, że smrodliwą produkcję przeniósł do Chin.

Nie ma tu mowy o samoograniczeniu się. Jest tylko lokalna ekologia na pokaz + hipokryzja czyli korzystanie na masową skalę z chińskich produktów pośrednio odpowiedzialnych za wysoką emisję CO2.

Niech jebnięci urzędnicy z UE wprowadzą limity na te produkty, a okaże się, że w jeden miesiąc wrócimy do epoki kamienia łupanego.

E.T. napisał(a): No i nie wiem, skąd lumber bierze te rewelacje o megadrożyźnie, biedzie i chorobach.

Do 2023 roku, zgodnie z unijną polityką Zielonego Ładu paliwo ma podrożeć w celu zniechęcenia ludzi do korzystania z tradycyjnych samochodów. Kiedy paliwo będzie drogie, to wszystko będzie drogie, a ty będziesz tym samym biedniejszy. Sporo Polaków nie zarabia zbyt dużo. Ci ludzie będą zmuszeni szukać oszczędności kupując m.in. produkty spożywcze gorszej jakości. Zamiast masła kupią se Miks Pasłęcki albo Kanapkową Śniadaniową (olej palmowy, który jest najchujowszy ze wszystkich możliwych tłuszczów). Po długotrwałym spożywaniu takich rarytasów zdrowie Polaków pójdzie się jebać jeszcze bardziej niż obecnie. Może nie będzie tylu ludzi z rakiem płuc, ale będzie jeszcze więcej grubasów z wyjebanym w kosmos cholesterolem i zwiększonym ryzykiem zawału i wylewu. To tylko jeden z wielu przykładów konsekwencji drożyzny i biedy. Będzie jak za komuny z czekoladą czekoladopodobną. Już od dawien dawna widzę sery seropodobne - https://jejkuchnia.pl/uwaga-produkt-seropodobny/

Więcej ludzi zacznie jeść gorszej jakości żarcie a to prędzej czy później przełoży się na ich zdrowie. W końcu od lat wszyscy widzimy te produkty na półkach razem z jakimiś pasztetowymi i innymi "rarytasami". Zwiększy się bieda to i grono konsumentów się zwiększy. Po mojej żonie widzę jeszcze nawyki i przyzwyczajenia z biedy, bo sama dla siebie potrafi taką pasztetową kupić. Przynajmniej miks pasłęcki przestała.

Paliwo i prąd i gaz będą drogie z wielu różnych powodów. Nie tylko przez ekopolitykę UE, ale też z powodu inflacji, debilnego rządu, czynników ogólnoświatowych etc. Szykują się nam gorsze czasy, chude lata. Można by minimalizować straty zaniechując debilnych pomysłów naszych polityków oraz unijnych, ale kto by tam na to patrzył kiedy priorytetem jest Nowy Polski Ład i Unijny Zielony Ład. Dwa jebane łady od jebanych komuchów, a E.T. siedzi se na chilloucie i nie widzi żadnego zagrożenia.

[Obrazek: this-is-fine.0.jpg]

E.T. napisał(a): Bodźce ekonomiczne mają raczej skłonić do zmiany przyzwyczajeń i do systemowych przekształceń w stronę np. źródeł energii nieobciążonych umownymi karami.

Zmienię przyzwyczajenia i pincet skrzynek z narzędziami i elektronarzędziami będę woził do pracy rikszą, a nie jakimś plugawym autem na jakąś, tfu!, ropę.

No i te bodźce ekonomiczne super mnie motywują. Jak zapłacę ósemkę za litr ropy i cholera wie ile za prąd to z pewnością szybko odłożę kupę forsy na hybrydę i inne ekologiczne rozwiązania. Brawo Kapitanie UE!

E.T. napisał(a): Natomiast faktycznym problemem pozostaje polityczny wymiar, w szczególności kwestia ograniczania się tych, którzy dziś jako społeczeństwa aspirują do luksusów zachodu

A dlaczego oni mają się ograniczać? Syty głodnego nie zrozumie. Zapomniał wół jak cielęciem był. Zachód dążąc do bogactwa i luksusów nie ograniczał się i nie ogranicza się. USA ma wyjebane na emisję CO2, a UE działa tylko na pokaz - firmy, koncerny, korporacje z UE kopcą swoimi fabrykami w Chinach.

Chiny i Indie są na etapie bogacenia się i nie widzę powodu aby odbierać im prawo do tego co sami robiliśmy/robimy jako Zachód.

A kiedy te kraje staną się na tyle bogate, że ludzie w nich zaczną tak jak wy, pierdolić o ekologicznym życiu, to sobie Chiny i Indie przerzucą te swoje kopcące fabryki do Afryki i historia jeszcze raz się powtórzy.

Zanim wszyscy się wzbogacą na tyle aby stać się snobami jojczącymi o ekologii, Chiny, Indie i Afryka wywalą w atmosferę tyle CO2, że się wszyscy posramy. Trzeba się przyzwyczajać do kataklizmów i upałów, a w międzyczasie ładować kasę w naukę i technikę. Może ktoś coś wymyśli. A jak nie to nie i kij nam wszystkim w oko. Ważne aby ekolodzy nie uprzykrzali swoimi mrzonkami życia innym ludziom. Postulaty ekologów coraz bardziej zaczynają mi się kojarzyć z postulatami ludzi w fazie przedagonalnej, którzy chcieliby sobie jeszcze pożyć. No cóż, nie da się i już. Można i należy próbować ale patrząc na wszystkie procesy trzeźwym okiem, a nie totalitarno-zielonym.

E.T. napisał(a): (natomiast to owi zachodni egzaltowani aktywiście łatwiej rezygnują z tego, co nie jest już w ich oczach żadnym obiektem pożądania na drodze do wymarzonego standardu życia, bo owo bogactwo jest dla nich normą i na wartości zyskują w ich oczach ideały, których ściganie nadaje sens życiu materialnie zaspokojonych

Z czego konkretnie rezygnują egzaltowani aktywiści? Jedyne co mi przychodzi na myśl to mięso. Wszystko inne jest po staremu. Nikt z niczego nie rezygnuje. Każdy chce żyć dobrze, w owym luksusie, który mamy w zamian za emisję CO2.

zefciu napisał(a): Z jednej strony – bogactwo jest parametrem bardzo dobrze korelującym z emisją dwutlentu węgla, więc ograniczenie konsumpcji jest dobrym środkiem środkiem ograniczenia emisji.

Jaką konsumpcję/konsumpcję czego ograniczają bogaci? Stawiając se domy? Niech wywalają na blokowiska. Kupując hybrydy? A na co komu hybryda jak do roboty mieszkając w mieście w blokowisku można dojechać rowerem. Produkcja hybrydy i stawianie domu jest mniej ekologiczne niż mieszkanie w bloku i dojeżdżanie rowerem.

To wasze gadanie o ekologii jest tyle samo warte co depopulacyjne postulaty Exetera mającego dwójkę dzieci.

Nawet jeśli można dobrze wykonanym domem pasywnym osiągnąć niski pobór energii i emisji CO2 to w przypadku mieszkań w docieplonych blokach sam efekt skali robi robotę. Taniej wybudować coś dla 30 rodzin na raz niż dla każdej z osobna.

zefciu napisał(a): Osobiście raczej pokładam bardziej nadzieję w „ucieczce do przodu” – rozwoju OZE i oszczędnych technologii

Z tym się zgadzam. Tylko odnośnie wszystkich technologii, a nie tylko oszczędnych. Może kiedyś ktoś wynajdzie coś co po prostu będzie umiało pochłaniać i neutralizować bądź wykorzystywać CO2. To by było najlepsze, bo zanim każdy się przerzuci na OZE i oszczędne technologie, to w powietrze pójdzie tyle CO2, że spokojnie można to nazwać walką z wiatrakami.

zefciu napisał(a): choćby i wymuszonym, niż w tym, że ludzie masowo zaadaptują styl życia Unabombera.

Może kurna na tobie powinno się wymusić zamieszkanie w bloku, jazdę rowerem i zakaz gadania o ekologii.

Trzeba wprowadzić jakieś limity na ilość emisji ekopostów, po których przekroczeniu każdy jeden post będzie kosztował 100zł.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Jaką konsumpcję/konsumpcję czego ograniczają bogaci?
Napisałem, że żadną, a nawet że jest wręcz przeciwnie. Więc łap minusa.
Cytat:To wasze gadanie o ekologii jest tyle samo warte co depopulacyjne postulaty Exetera mającego dwójkę dzieci.
A konkretnie wyjaśnisz, co takiego postuluję, czego sam nie robię? Czy tak atakujesz, żeby atakować?
Cytat:Z tym się zgadzam. Tylko odnośnie wszystkich technologii, a nie tylko oszczędnych. Może kiedyś ktoś wynajdzie coś co po prostu będzie umiało pochłaniać i neutralizować bądź wykorzystywać CO2.
Ależ oczywiście. Technologie sekwestrowania CO₂ też są wszak badane. Ale w dłuższej perspektywie i tak czeka nas OZE.

Cytat:Może kurna na tobie powinno się wymusić zamieszkanie w bloku, jazdę rowerem
Jeżdżę rowerem. Jeśli przeprowadzę się do bloku, to co się stanie z moim domem? Ktoś inny tam zamieszka.
Cytat:zakaz gadania o ekologii.
No tak – zakaz gadania o problemie to jest najlepszy sposób jego rozwiązania.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Na jakieś międzynarodowe samoograniczenie nie ma co liczyć, bo dylemat wspólnego pastwiska. Czy tam wspólnej atmosfery. Szansa leży w dwóch rzeczach:
1) Rozwój technologii pozwalających emitować mniej
2) Rozwój technologii adaptujących do wyższych temperatur.
Być może dojdzie
3) Rozwój technologii pozwalających czyścić atmosferę z nadmiaru CO2.
Jak to nie wystarczy, to pierdolnie.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Nic nam te wynalazki nie pomogą, kiedy dojdzie do nieodwracalnych dodatnich sprzężeń klimatycznych.
Większości się zdaje, że klimat, to taki wielki homeostat, który ma wbudowane ujemne sprzężenia, które po chwili ruchawek stabilizują system.
I tak w pewnym sensie jest, bo inaczej już dawno zrobiła by się totalna klimatyczna rozpierducha.

Ale mam przeczucie, (być może błędne) że jesteśmy u progu dodatnich sprzężeń typu rozmarzanie wiecznej zmarzliny, czy uwalniania metanu z oceanicznych klatratów, nad którymi nie uda się zapanować nawet gdybyśmy cofnęli się do neolitu.
To trochę tak jak ze starym murem, z którego ubywa po kamieniu. Taki mur, nawet bardzo osłabiony wciąż stoi ale wystarczy ubytek jednej cegły, żeby runął.
Mam nadzieję, że Pilaster wyprowadzi mnie z mylnego błędu.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości