Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ochrona planety
Gawain napisał(a): No nie do końca. ww. drzewa są podbustowane genetycznie, są wytrzymalsze i efektywniejsze. W dodatku działają jak magazyny CO2 i z wiekiem ich wydajność rośnie.

Jak długi okres zbadano dla tych upraw?
Najlepsze byłoby przerobienie tej biomasy na coś użytecznego, by mieć miejsce na nowe nasadzenia. Drzewa są potrzebne, ale nie rozwiązują problemu.

Gawain napisał(a): To problem teraźniejszy, za pięć lat nikt o nim nie będzie pamiętał, bo wchodzą na rynek ogniwa perowskitowe a magazynowanie energii tanieje w oczach.

Na razie tych magazynów zbytnio nie ma, a szczytu popytu na nie też nie osiągnęliśmy, więc nie wiem dlaczego uważasz, że tanieją w oczach. OZE może być wykorzystywane do wytwarzania wodoru, i magazynowania tak pozyskanej energii, ale to jeszcze potrwa kilkanaście czy dziesiąt lat, zanim to się upowszechni. Same OZE obciążają sieć.
Zmodernizowanie tego to niebanalna sprawa, a bez solidnych nakładów po prostu skutkiem będzie ograniczenie mocy, powolniejszy rozwój gospodarki i gorsza jakość życia. Żeby tego uniknąć, wzrośnie import energii od sąsiadów Polski.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Jak długi okres zbadano dla tych upraw?

Pojęcia nie mam. Zakładam, że zachowując proporcje dla standardowych drzew policzono na razie ile wynosi wzrost wydajności fotosyntezy a tym samym o ile procent wzrośnie pobór CO2.

https://www.cire.pl/item,188833,1,0,0,0,...rzewo.html

Cytat:Jedno drzewo pochłania rocznie 6-7 kg CO2, a jeden hektar lasu równoważy roczną emisję spalin czterech samochodów osobowych - wynika z badania przeprowadzonego przez międzynarodową grupę naukowców, która dokonała pomiarów w lesie sosnowym w środkowej części Finlandii.

Stawiam więc, że depozyty drzewne na gruntach rekultywowanych do postaci lasu doprowadzą do pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Powstaną nowe lasy, pewnie jakieś bagna, każda partia lasu będzie akumulatorem i zakładając optymistycznie, ślad węglowy będzie trwale spadać.

Cytat:Najlepsze byłoby przerobienie tej biomasy na coś użytecznego, by mieć miejsce na nowe nasadzenia. Drzewa są potrzebne, ale nie rozwiązują problemu.

Ano nie. Zmniejszają, ale docelowo efekt domina działa w obie strony.

Cytat:Na razie tych magazynów zbytnio nie ma, a szczytu popytu na nie też nie osiągnęliśmy, więc nie wiem dlaczego uważasz, że tanieją w oczach.

Bo powerbanki są w cenach 10-12k pln, a pozwalają na 3-4 dni spokojnej pracy dwuosobowego gospodarstwa domowego. Za kilka lat będą wytrzymalsze, pojemniejsze i tańsze (Nissan robi takie z używanych aku). I oprócz tanich instalacji solarnych+kolektorów grzewczych i in. OZE będzie pozwalało na budowanie domów w dowolnym miejscu przy zachowani komfortu. To plus rozbudowa infrastruktury informacyjnej zrobi przewrót ekologiczny. Taka praca zdalna pozwala zaoszczędzić mnóstwo CO2.

Cytat:OZE może być wykorzystywane do wytwarzania wodoru, i magazynowania tak pozyskanej energii, ale to jeszcze potrwa kilkanaście czy dziesiąt lat, zanim to się upowszechni. Same OZE obciążają sieć.

No pewnie potrwa, ale przestawiający się detaliści będą mogli odciąć się od sieci, jeżeli będzie to im nie na rękę a energii będzie nadprodukcja. Natomiast nie ma zakazu budowania się bez przyłącza prądu, zaś koszty studni, ekoszamba plus aku i OZE w przypadku domów już stojących (do remontu np.) czy powstających nie będą tak wysokie jak dziś. Ergo, dodatkowy rok kredytu w zamian za samowystarczalność i brak rachunków za użytkowanie domu plus może jakieś dotacje będzie się zapewne opłacać.

Cytat:Zmodernizowanie tego to niebanalna sprawa, a bez solidnych nakładów po prostu skutkiem będzie ograniczenie mocy, powolniejszy rozwój gospodarki i gorsza jakość życia. Żeby tego uniknąć, wzrośnie import energii od sąsiadów Polski.
[/quote]

No ja stawiam na to, że wraz ze wzrostem zainteresowania pojawią się "powerbanki z odzysku" tj. byle elektryk założy firmę, w której używane ogniwa z aut elektrycznych umieści w jakiejś szafie i podepnie do tego domową instalację. I z czasem każdego będzie na to stać, podobnie jak teraz na samochód.
Sebastian Flak
Odpowiedz
zefciu napisał(a):Ponieważ środowiska polityczne, z którym Ty sympatyzujesz nigdy nie były chamskie i nigdy nie zaatakowały żadnego kościoła?

Jako że zbliża się rocznica Wołynia to chcę wrócić do tego postu. Zefciu zarzuca mi że środowisko Romana Dmowskiego zniszczyło Cerkiew. Ale proszę zauważyć inną rzecz, prawosławni członkowie UON i UPA zamordowali w Maju 1943 r. prawosławnego biskupa Aleksa Hromadskiego. Plotka mówi że jego zabójstwo miał zlecić inny biskup prawosławny Polikarp Sikorski aktywnie wspierający UPA. O ile mogę zrozumieć działania środowiska Dmowskiego o tyle takich ludzi jak Sikorski który miał wyznawać te samą wiarę co Aleksy zrozumieć nie potrafię. Nie oskarżam tutaj waszego kościoła, post napisałem dla kontrastu
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
Ahaa. Czyli nie dość, że łotabałtyzm, to jeszcze niewiedza. Dla nacjonalistów ukraińskich na naszych terenach do rangi religii narodowej urastał grekokatolicyzm a nie prawosławie. W końcu Komańcza „przetrwała gorący czas” konwertując na prawosławie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
i dlatego UPA powiesiła bp. Manuiła Tarnowskija? ciekawe
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
InspektorGadżet napisał(a): O ile mogę zrozumieć działania środowiska Dmowskiego o tyle takich ludzi jak Sikorski który miał wyznawać te samą wiarę co Aleksy zrozumieć nie potrafię. Nie oskarżam tutaj waszego kościoła, post napisałem dla kontrastu
Ale co tu jest do rozumienia.
Ukraińcy już tak mają, że przy byle okazji sięgają po noże, widły i motyczki.
Po wojnie sam Bandera wyriezał w RFN ok. 100 innych ukraińskich działaczy różnych odmian OUN.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Ale nie mam pojęcia, dlaczego UPA powiesiła tego, lub owego. I nie do końca rozumiem, czemu każesz mi się tłumaczyć z działań UPA. Ani dlaczego każesz to robić w wątku „ochrona planety”. Jedynie zwróciłem uwagę, że ukraińscy nacjonaliści widzieli swoją „religię narodową” gdzieś indziej, niż Ty zakładasz.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Pojęcia nie mam. Zakładam, że zachowując proporcje dla standardowych drzew policzono na razie ile wynosi wzrost wydajności fotosyntezy a tym samym o ile procent wzrośnie pobór CO2.

Stawiam więc, że depozyty drzewne na gruntach rekultywowanych do postaci lasu doprowadzą do pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Powstaną nowe lasy, pewnie jakieś bagna, każda partia lasu będzie akumulatorem i zakładając optymistycznie, ślad węglowy będzie trwale spadać.

Nie w każdym przypadku wzrasta, chyba? I jeśli biomy przeniosą się na północ, to skąd weźmiemy drzewa, jeśli część z nich wyginie, spali się, a inne nie dają takiego efektu, nie mówiąc już o tym, że nie ma czasu na ich wzrost, więc możemy liczyć jedynie na jakieś trawy GMO i gatunki pochodne.
A co do bagien... Gdzie chcesz je ujrzeć, skoro temperatura wzrasta, zasoby wód wyczerpują się, zużycie jak dotąd nie maleje, a uzupełnianie odsoloną wodą nie występuje?
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Cytat:Wysokie ceny gazu powodują, że nawet drożejące prawa do emisji CO2 nie przeszkadzają, żeby węgiel był dużo tańszym źródłem energii niż gaz

Cena węgla energetycznego w holenderskich portach we wtorek doszła do rekordowego w historii poziomu ponad 270 dol. za tonę

Hałdy z zalegającym węglem skurczyły się w Polsce od ubiegłego roku o połowę

PGG chce renegocjować umowy z energetyką, której sprzedaje węgiel na podstawie umów długoterminowych, czyli dużo taniej niż obecnie na rynku światowym

Dzięki tym umowom prąd mamy obecnie jeden z najtańszych w Europie

[...]Dla porównania, w ostatnim szczycie notowań w lipcu 2018 r. cena doszła nieco powyżej 103 dol., jeszcze wcześniejszy szczyt to 130 dol. w styczniu 2011 r., a porównywalne z obecnymi ceny były tylko w lipcu 2008 r. – prawie 214 dol. za tonę. Przy takich cenach jak obecnie śląskie kopalnie mogłyby działać nawet mimo tego, że koszt wydobycia jest w nich wysoki.

https://businessinsider.com.pl/finanse/o...ie/2rkpy3z

LOL

Wyngiel taki zły a teraz cały świat kupuje wyngiel.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
Cytat:W Chiny uderzyła seria klęsk żywiołowych. Najpierw powodzie, które zalały 60 kopalni w prowincji Shanxi i doprowadziły ceny węgla do rekordowego poziomu, a teraz jeszcze tajfun Kompasu w Hongkongu zniszczył centrum finansowe i zamknął giełdę oraz banki. Prędkość wiatru wynosiła nawet 63 km na godzinę.

[...]Lokalne władze w zagłębiach górniczych prowincji Shanxi i Mongolii Wewnętrznej podały, że powodzie zalały aż 60 kopalń węgla. Cztery kopalnie o łącznym wydobyciu 4,8 mln ton rocznie zostały zamknięte - podaje Reuters. Dla porównania całe polskie górnictwo wydobyło w ub.r. 54,4 mln ton węgla kamiennego.

I nie dzieje się to w czasie neutralnym dla cen węgla. Te w Chinach po powyższych informacjach wyrównały rekord. Kontrakty styczniowe na giełdzie Zhengzhou doszły w środę do najwyższego w historii poziomu 1 640 juanów za tonę (1000 zł), od początku roku rosnąc trzykrotnie. Co za tym idzie, znowu ponad poziom 200 dol. (800 zł) za tonę wzrosły też ceny węgla europejskiego ARA.

Chiny już we wrześniu zwiększyły import o 76 proc. rdr do aż 32,88 mln ton, co było trzecim najwyższym miesięcznym rezultatem w historii. Wysokie ceny i braki gazu odbiły się na ich energetyce.

Pekin zmienił nawet we wtorek 12 października politykę stałych cen energii dla przemysłu. Teraz wszyscy komercyjni odbiorcy prądu będą płacić ceny rynkowe - podaje Reuters. To odbije się na kosztach przemysłu stalowego, aluminium, cementu i chemikaliów. Konsumpcja energii w Chinach przy tym wzrosła we wrześniu o 6,8 proc. rok do roku, a licząc od początku roku o aż 12,9 proc. - podała Narodowa Administracja Energetyczna.

https://businessinsider.com.pl/finanse/t...rd/rrgrw37

Ale jaja. To dlatego wyngiel tak wyszczelił w górę.

Ale jaja. Stal i amelinium pójdą jeszcze w górę, to ja nie wiem jak się ludzie będą budować w przyszłym roku. Trza będzie brać kredyty na 35 lat. Jeden taki kredyt na dom i drugi taki sam; no dobra, trochę mniejszy; na samochód.

Co mnie śmieszy w tym wszystkim - cały świat zaczyna mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem na normalnych, dotychczasowych warunkach - to co dopiero będzie jak się kraje przestawią na ekologiczne, mniej wydajne i droższe rozwiązania? Trza będzie żryć gówno spod samego siebie.

Chociaż wydaje mnie się, że cały świat poza UE wybierze drogę wyższego komfortu życia kosztem nieekologicznych form pozyskiwania energii. My się tu będziemy użerać z autami elektrycznymi, a i tak będziemy mieć to całe globalne ocieplenie i tak.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
Cytat:Kryzys energetyczny w Unii stawia rosyjskiego przywódcę w komfortowej sytuacji. Prezydent Władimir Putin obiecał w środę, że jego kraj jest gotowy do zwiększenia dostaw gazu ziemnego do Europy w czasie, gdy kontynent walczy z politycznymi i ekonomicznymi skutkami gwałtownie rosnących cen energii, piszą Jan Cienski i Aitor Hernández-Morales z POLITICO.

Europejskie rynki energii patrzą z nadzieją w stronę Moskwy, bo zatrzymanie szaleństwa cen w dużej mierze zależy od rozmiaru rosyjskich dostaw gazu

Wzrost cen spowodowany jest silnym ożywieniem gospodarczym po pandemii, załamaniem produkcji energii wiatrowej oraz gwałtownym wzrostem globalnego popytu na gaz ziemny

Przyczyniły się też niższe niż oczekiwano dostawy gazu z Rosji, w połączeniu ze stale rosnącymi cenami w unijnym systemie handlu emisjami

Ceny gazu ziemnego w UE są ponadpięciokrotnie wyższe niż rok temu, natomiast ceny energii elektrycznej są ponaddwukrotnie wyższe

Putin zaprzecza zarzutom, że Rosja wykorzystuje sprzedaż gazu jako broń geopolityczną, nazywając to "tylko politycznie motywowaną gadaniną, która nie ma żadnych podstaw"

https://www.onet.pl/informacje/onetwiado...q,79cfc278

Mamy piękne skutki "nowego zielonego ładu".

Poleganie na OZE pokazuje nam teraz, że na OZE polegać nie można.

Poleganie na gazie pokazuje nam, że wyłącznie na gazie polegać nie można. Zwłaszcza w takiej sytuacji, gdy Niemcy chcą w całości przejść na gaz, w dodatku i o zgrozo, pobierając go wyłącznie od putinowskiej Rosji, która to wcale a wcale nie wpływa na ceny gazu dostarczając go do UE w ilości niższej niż oczekiwano.

Widać, że potrzebna jest dywersyfikacja źródeł energii. Zamiast likwidować atom i być na gazowej smyczy Putina takie Niemcy powinny zaprzestać likwidacji atomu. Kontynuacja eksploatacji atomu byłaby mile widziana. Polska nie powinna być tak bardzo powiązana gospodarczo z krajem, którego stabilność energetyczna będzie zależała od kaprysów Władimira. Jak Władimir udupi energetycznie Niemców, to udupi też ichniejszą gospodarkę; to i nasza pójdzie w cholerę razem z niemiecką.

Nie wiem jak ekolodzy, ale moim zdaniem warto zastanowić się co jest ważniejsze - "ochrona planety" i dążenie do zeroemisyjnej polityki energetycznej czy zadbanie o stabilność energetyczną poprzez dywersyfikację źródeł energii.

Można przecież to wszystko urządzić tak, żeby było całkiem zielono, np. 50% energii z atomu, 10% z OZE, 20% z gazu i 20% z wyngla. Dzięki temu nie będziemy tak bardzo narażeni na takie sytuacje jak ta obecna.

No bo weźmy taką hipotetyczną sytuację, że Niemcy w głupocie swojej postawią tymczasowo wszystko na gaz, który w pewnym momencie z powodu czynników losowych lub polityki ruskich stałby się z dnia na dzień 5 razy droższy.

Przecież już na przykładzie tego co się dzieje obecnie widać, że to rozwala gospodarkę może nie na łopatki, ale całkiem mocno. Na tyle mocno, że różnym zakładom produkcyjnym nie opłaca się już produkcja.

Cytat:dpowiedź Komisji była w dużej mierze listą istniejących opcji politycznych, które stolice mogą wykorzystać do obniżenia rachunków za energię bez naruszania unijnego prawa. Komisarz ds. energii Kadri Simson powiedziała, że tak zwany "zestaw narzędzi" jest odpowiedzią Brukseli na pytania Europejczyków: "Czy będę w stanie zapłacić następny rachunek? Jak długo to będzie trwało? Co można zrobić?".

– Obecna sytuacja jest wyjątkowa, a wewnętrzny rynek energii dobrze nam służył przez ostatnie 20 lat. Musimy jednak mieć pewność, że będzie tak nadal w przyszłości – powiedziała. – Jedynym sposobem na pełne rozdzielenie gazu od energii elektrycznej jest zaprzestanie wykorzystywania go do wytwarzania energii.

To nie wystarczyło Hiszpanii, gdzie rząd znalazł się pod ostrzałem za niewyhamowanie wzrostu cen.

Hiszpańska minister ds. transformacji ekologicznej Teresa Ribera powiedziała, że zestaw narzędzi Komisji "nie uwzględnił wyjątkowej natury sytuacji, w której się znajdujemy".

Wzrost cen spowodowany jest nieoczekiwanym ciągiem wydarzeń – silnym ożywieniem gospodarczym po pandemii COVID-19, załamaniem produkcji energii wiatrowej, gwałtownym wzrostem globalnego popytu na gaz ziemny oraz niższymi, niż oczekiwano, dostawami gazu z Rosji w celu wypełnienia wyczerpanych magazynów gazu, w połączeniu ze stale rosnącymi cenami w unijnym systemie handlu emisjami.

Ceny gazu ziemnego w UE są ponadpięciokrotnie wyższe niż rok temu, natomiast ceny energii elektrycznej są ponaddwukrotnie wyższe.

Ból ten jest odczuwalny na całym kontynencie. W środę Bohemia Energy, jeden z czołowych dostawców energii w Czechach, ogłosiła, że wstrzymuje dostawy gazu i energii elektrycznej dla swoich klientów.

"Zostaliśmy zmuszeni do podjęcia tego drastycznego kroku przez utrzymujący się ekstremalny wzrost cen energii na rynkach hurtowych" – poinformowała spółka.

Sidenor, jeden z największych producentów stali w Hiszpanii, ogłosił w poniedziałek, że zamknie swój zakład na co najmniej 20 dni. "Wygórowane ceny energii elektrycznej podniosły ogólne koszty o 25 proc.", podała spółka, dodając, że "niemożliwe jest utrzymanie przez Sidenor obecnego tempa produkcji".

Ribera oskarżyła Brukselę o nieumiejętność "zatamowania krwotoku, który dotknie całą gospodarkę europejską, jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie środki".

Całą sytuację wykorzystuje ładnie Putin:

Cytat:Przy coraz bardziej zdesperowanej Unii Europejskiej, pragnącej złagodzenia cen energii, Putin wykorzystał moment, by wytknąć niektóre drażliwe punkty w energetycznych stosunkach Rosji ze wspólnotą.

Ostrzegł, że rurociągi, którymi obecnie rosyjski gaz płynie przez Ukrainę do UE, nie są w stanie zapewnić znacznie większej przepustowości, twierdząc, że byłoby to "niebezpieczne".

– Tamtejszy system tranzytu gazu nie widział remontów od dziesięcioleci. Jeśli zwiększymy ciśnienie, rura prawdopodobnie po prostu pęknie. Europa w ogóle zostanie bez tej trasy – powiedział.

Ukraina utrzymuje, że jej rurociągi są prawidłowo utrzymywane i oskarża Rosję o próbę osłabienia tranzytu gazu, aby zwiększyć presję na Unię i Niemcy, by szybko zatwierdziły nowo wybudowany gazociąg Nord Stream 2, co umożliwi szybsze dostawy większej ilości gazu na rynek europejski. Komisja Europejska twierdzi, że gazociąg musi spełnić wymagania przepisów dotyczących konkurencji i gazu.

Putin zaprzeczył zarzutom, że Rosja wykorzystuje sprzedaż gazu jako broń geopolityczną, nazywając to "tylko politycznie motywowaną gadaniną, która nie ma żadnych podstaw".

Ekozjebiści natomiast postulują kontynuowanie ekozjebizmu. Jak to się drzewiej mawiało "w miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się".

Cytat:Pomimo wpływu wysokich cen energii, Simson podkreśliła, że nie ma planów wycofania się z Zielonego Ładu wspólnoty, który ma na celu uczynienie UE neutralną klimatycznie do 2050 r.

– Gwałtowny wzrost cen nie nastąpił z powodu naszej polityki klimatycznej – powiedziała. – I kiedy ceny paliw kopalnych gwałtownie rosną, musimy przyspieszyć zieloną transformację, a nie ją spowalniać.

Ja szczerze tego nie rozumiem. Paliwa kopalne, w tym uran dla elektrowni atomowych, to podstawa. Jeśli mielibyśmy z nich nie korzystać to z czego? OZE nam wszystko zastąpią? Cofniemy się do czasów Flinstonów. A poleganie na samym gazie to proszenie się o kłopoty. Chociaż z tego co czytam Niemcy i na tym mogłyby skorzystać:

Cytat:Centrale położenie Niemiec na europejskiej mapie predestynuje ten kraj do roli centralnego hubu dystrybucyjnego. Pozycja ta jest wzmocniona dzięki dobrze rozwiniętej niemieckiej infrastrukturze przesyłowej, czyli przede wszystkim sprawnymi interkonektorami. To wszystko sprawia, że Niemcy są w stanie zaprzęgnąć rosyjski gaz do budowy własnej pozycji politycznej i gospodarczej – surowiec ten trafia do nich bowiem bez żadnych pośredników i w ogromnych ilościach. W dodatku, dobre relacje z Rosją sprawiają, że Berlin płaci za błękitne paliwo bardzo atrakcyjną cenę (niższą niż m.in. Polska, która jest przecież geograficznie bliższa Rosji). RFN trzyma zatem rękę na kurkach z gazem, ma wpływ na jego ceny, może na nim zarabiać. Ponadto, jak zostało to wyżej wspomniane, Niemcy już teraz są jednym z czołowych eksporterów gazu wewnątrz Unii Europejskiej.

Tym można zatem tłumaczyć usilne forsowanie niemieckiego modelu transformacji energetycznej, zakładającego oparcie się na źródłach gazowych i sprzeciw wobec nowych inwestycji w jednostki jądrowe.

Rozwój programów atomowych wypaczyłby kierunek zakreślony przez oryginalną niemiecką Energiewende i tym samym pozbawiłaby Berlin dochodów ze sprzedaży gazu, gdyż bloki gazowe nie byłyby wtedy budowane, ich rolę pełniłyby siłownie jądrowe. A przecież RFN chce, by kraje Europy transformowały swoją energetykę za pomocą gazu, gazu kupowanego od Niemiec.

Klimatyczne walory atomu, stawiające go pod tym względem na pozycji znacznie lepszej niż ta, którą zajmują źródła gazowe, są w tym ujęciu kompletnie bez znaczenia. Gazowa współpraca z Rosją i plany ekspansji stanowią też wyjaśnienie tego, że Niemcy sceptycznie odnoszą się do budowy terminali LNG na Starym Kontynencie. RFN nie posiada ani jednej takiej jednostki.

https://klubjagiellonski.pl/2019/06/18/n...imatyczne/

Nie wiem jak wy, ale ja w tym wszystkim nie widzę szczerej chęci do walki z globalnym ociepleniem. Ekozjebizm, niemiecka energiewiende, to przykrywka pod polityczną grę o dominację energetyczną. Nie chodzi w tym wszystkim o klimat, gdyż przechodząc na gaz i OZE jednocześnie dokonuje się eksportu całego brudnego przemysłu z UE do Chin emitujących coraz większą ilość CO2 i budujących regularnie nowe elektrownie węglowe. Węgla może ubywać w UE, ale przybywa w Chinach. Ogólnoświatowy bilans emisji CO2 będzie ciągle taki sam albo nawet większy, ale Niemcy będą mieć lepsze samopoczucie jako lepsi moralnie, dbający o planetę ekolodzy. Tylko co im po tej satysfakcji skoro tak czy srak będzie każdego roku coraz cieplej? I czy fajnie będzie być zależnym od Putina? Czuję, że idziemy w złą stronę. Będziemy mieć czyste powietrze, ale ceny prądu takie, że po opłaceniu rachunków już nic do gara się nie włoży. Jakby co to hiperbola... ciekaw jestem na ile każdy z nas/was pozwoliłby sobie na obniżenie stopy życiowej mając na uwadze dobro planety; biorąc pod uwagę to, że reszta świata, zwłaszcza tego rozwijającego się, tego nie robi. Biorąc pod uwagę to, że to jest czystej wody donkiszotyzm, z którego nic oprócz wyższych rachunków, cen produktów i usług nie wyniknie. Syzyfowa praca... :/
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
https://biznes.interia.pl/podatki/news-f...107Nlr5CYI

Fajny felieton Gwiazdowskiego o prawach do emisji CO2, których powstanie może i miało szczytny cel, ale które są obecnie wykorzystywane do spekulacji.

Cytat:[...]opłaty za energię elektryczną "podatkiem" - "zgodnie z powszechnie akceptowaną w doktrynie definicją" - nie są. No to czym są? Bo z pewnością są przymusowe, pieniężne, nieodpłatne i bezzwrotne. Tylko, że nie na rzecz "związków publiczno-prawnych" a na rzecz "inwestorów" kupujących i sprzedających na "rynku" prawa do emisji.

Gdyby państwa sprzedawały te prawa i tym, którzy CO2 emitują, żeby zbierać kasę na elektrownię atomową, albo na rekompensaty dla biednych, których najbardziej dotknie wzrost cen energii, tobym może jeszcze zrozumiał. Ale państwa stworzyły system, w którym same zarabiają na sprzedaży własnych praw do emisji, które sobie przyznały, więc tak się cieszą, że nie widzą, że inni, którzy je wspierali przy tworzeniu tego systemu, zarabiają jeszcze więcej.

No i już się gubię - czy to "neoliberalizm" na tym "wolnym rynku" szaleje, czy może jednak to jest "interwencjonizm państwowy"?

Elektrownie węglowe emitują CO2. A państwa emitują pieniądze. Te pieniądze wlewają się na "rynki". Przez lata wlewały się one na "rynki finansowe". Głównie giełdowe.


Pięć lat temu akcje Google były po 800 dol., teraz są po 2800 dol. Amazona podrożały jeszcze bardziej - z 800 na 3200. Apple - były po 30, teraz są po 150 dol. Microsoftu - po 60, teraz są po 300. Zwiększyło to znacznie nierówności na świecie - bo przecież "majątek" Bezosa (czyli akcje Amazona) i Gatesa (czyli akcje Microsoftu) zwiększył się po pięć razy. A przeciętne wynagrodzenie przeciętnego amerykańskiego pracownika zwiększyło się z 20 dol./h do 27 dol./h. I pracownicy ci więcej płacą za swoje iPhony. Tylko, że w koszykach inflacyjnych ceny iPhonów mają dość małą wagę. Więc urzędy statystyczne spokojnie mogły twierdzić przez te wszystkie lata, że inflacji to w zasadzie nie ma. Ale jak długo i jak bardzo przy ciągłym dopływie na rynek "pierdylionów" dolarów mogą drożeć jedynie akcje i iPhone’y? W Europie zaczęły drożeć "prawa do emisji". Pięć lat temu to one były po 6 euro, a teraz to są po 60.

Skoro "prawo do emisji" CO2 nie oznacza prostego prawa do wypuszczenia w powietrze CO2, lecz jest "walorem", którym można "obracać" na "rynkach finansowych", to było tylko kwestią czasu, kiedy zaczną się z nim dziać różne dziwne rzeczy.

Zaczęło się od... kradzieży. Z konta rumuńskiego producenta cementu zniknęły prawa do emisji warte 80 mln euro. Z czeskich kont zniknęło niedawno 2 mln praw wartych ponad 30 mln euro. I zaczęły się wyłudzenia podatku VAT. Część transakcji wykonywano fikcyjnie tylko po to, by zarobić na odliczeniu VAT. Stosowano do tego odmianę tak zwanej "karuzeli podatkowej".

Jakaś firma kupuje prawa do emisji CO2 za granicą. (Taka wewnątrzwspólnotowa dostawa usług jest zwolniona z podatku VAT). Potem ta sama firma sprzedaje je w swoim kraju drugiej firmie. Przy tej transakcji pierwsza firma nalicza drugiej VAT zgodnie z obowiązującą w ich kraju stawką. Druga sprzedaje uprawnienia do emisji CO2 za granicę, stosując znowu zerową stawkę VAT i występuje o zwrot VAT do własnego urzędu skarbowego. Nietrudno zauważyć, że najbardziej się to opłaca w państwach, w których VAT jest najwyższy, a kontrole skarbowe najsłabsze.

Już w samym środku kryzysu z 2008 roku pisałem o "Derywatach CO2". Podstawową sprawą, do której nie wolno dopuścić, jest prawo do handlowania prawem do emisji przez "instytucje finansowe". Gdy w czerwcu-lipcu 2008 roku szalały ceny ropy naftowej, przekraczając granicę 145 dolarów/bbl, 80 proc. transakcji na NYMEX (Nowojorska Giełda Towarowa - New York Mercantile Exchange) dokonywanych było przez "instytucje finansowe".

Wirtualne zyski z handlu ropą przykryć miały straty na różnych derywatach hipotecznych. Tak samo będzie z CO2. Kupować prawa do emisji powinni móc tylko ci, którzy CO2 emitują. Bo inaczej będziemy mieć kolejny balonik. Coś przecież z tymi bilionami dolarów, jenów, euro, funtów i franków, które pompowane są z kieszeni podatników do "instytucji finansowych", trzeba będzie zrobić! I obok tych wszystkich pięknych nazw instrumentów finansowych opartych na hipotekach pojawi się nam "wysokostrukturyzowane i najwyżej zabezpieczone prawo do powietrza".

I słowo ciałem się stało. Tym razem "rynki finansowe" się lepiej zabezpieczyły. Bo kredytów hipotecznych można było nie brać. A za prąd nie można nie płacić. Trzeba jakoś te iPhony ładować. Oczywiście można argumentować, że prądu nie trzeba kupować - więc to świadczenie na rzecz spekulantów giełdowych nie jest podatkiem. Ale w takim razie VAT też nie byłby podatkiem, ani tym bardziej akcyza, bo przecież niczego nie trzeba kupować, a już zwłaszcza wyrobów akcyzowych.

Mamy więc pewnego rodzaju "pańszczyznę". Część owoców swojej pracy ludzie muszą oddać w cenie energii elektrycznej "inwestorom finansowym". Ale kiedyś od pańszczyzny też się można było wykupić, płacąc panu odpowiednią kwotę. Więc wszystko wraca do korzeni.

W rezultacie znowu wzrosną nierówności. Więc ich przeciwnicy, będą mieli z czym walczyć. Przy okazji zauważyłem, że przeciwnicy nierówności są zwolennikami podatku nakładanego przez bogatych na biednych za korzystanie z energii elektrycznej. Ale skoro uważają, że nierówności da się zmniejszyć przy pomocy podatków, to nie sposób na to nic poradzić.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz


Bardzo, ale to bardzo dobry odcinek.

O klimatycznej psychozie.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
Słabe to. Już samo stwierdzenie z początku, że niby nie wiadomo jak duży jest wpływ czlowieka na ostatnie zmiany klimatyczne ( naukowy konsensus jest taki, że ludzkie działania odgrywają dominującą rolę). Wiele przedstawionych tez a żadnych odnośników do źródeł, przez co nie można łatwo sprawdzić, czy ten facet nie gada bzdur. I to powtarzanie w kółko, że 0.5 czy 0.7 stopnia Celcjusza to przecież niewiele i w zasadzie nie ma się czym przejmować. Taka antyklimatyczna psychoza. Kojarzy mi się to trochę z kampanią pro-nikotynową w USA kilkadziesiat lat temu do której koncerny wykorzystały i przekupiły kilku naukowców argumentujących nieszkodliwość palenia. Wtedy stawką było zdrowie palaczy, dzisiaj życie ubogich mieszkańców Bangladeszu czy Indii.
Odpowiedz
Dokładnie.
Dlatego w temacie klimatu polecam posłuchać na YT fizyka atmosfery z UW Szymona Malinowskiego, który mówi logicznie, spokojnie i merytorycznie.
Najlepsza odtrudka na te wszelkie klimatyczne szurie.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Bardzo, ale to bardzo dobry odcinek.

O klimatycznej psychozie.

Nie mam ochoty oglądać tego pana. Jakieś streszczenie co jest takiego dobrego? Bo znając jego wypowiedzi, przychylałbym się do zdania przedmówców o tym odcinku.

Osiris napisał(a): Wiele przedstawionych tez a żadnych odnośników do źródeł, przez co nie można łatwo sprawdzić, czy ten facet nie gada bzdur.

Jeśli gość ma słowotok bez uzasadadniania go, no to pewnie klepie bzdety. Zawsze gdy ktoś próbuje nas do czegoś przekonać bez podpierania się konkretnym faktem, to można zakładać, że pierdoli od rzeczy i chce nas oszukać. :-)
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Osiris napisał(a): Wiele przedstawionych tez a żadnych odnośników do źródeł, przez co nie można łatwo sprawdzić, czy ten facet nie gada bzdur.

Są w pierwszym przypiętym na stałe komentarzu pod filmem:

S. E. Koonin, Unsettled
T. Palmer, B. Stevens, The scientific challenge of understanding and estimating climate change
B. Lomborg, Climate Change Saves More Lives Than You’d Think
B. Lomborg, False Alarm

Już podaję kim ten Lomborg jest:
Cytat:Bjørn Lomborg (ur. 6 stycznia 1965 we Frederiksbergu[1]) – duński naukowiec, adjunct professor Copenhagen Business School, założyciel i dyrektor Konsensusu Kopenhaskiego i były dyrektor Instytutu Badań Środowiska Naturalnego w Kopenhadze.

W 2001 roku opublikował kontrowersyjną książkę The Skeptical Environmentalist ("Sceptyczny Ekolog"), której główną tezą jest to, że wiele spośród najczęściej publikowanych twierdzeń i prognoz dotyczących ekologii jest błędna. Wielu specjalistów zajmujących się problematyką ochrony środowiska poddało jego tezy krytyce[2].

W 2002 roku Lomborg i Instytut Badań Środowiska Naturalnego założyli Konsensus Kopenhaski (Copenhagen Consensus Center), którego celem jest ustalenie priorytetów procesu poprawy globalnego dobrobytu przy użyciu ekonomii dobrobytu. W 2012 roku centrum zostało zamknięte po tym, jak duński rząd nie zdecydował się przedłużyć mu finansowania[3].

Do 2010 roku Lomborg prowadził kampanię przeciwko Protokołowi z Kioto i innym środkom służącym obniżeniu emisji dwutlenku węgla w krótkiej perspektywie czasowej. Twierdził, że lepiej przystosowywać się do nieuniknionych zwyżek temperatury oraz wydawać więcej na badania i rozwój długoterminowych rozwiązań ekologicznych (środowiskowych) i innych światowych problemów, takich jak AIDS, malaria i niedożywienie.

W wydanej w 2010 roku książce Smart Solutions to Climate Change, Comparing Costs and Benefits, Lomborg zrewidował swój stosunek do przeciwdziałania globalnemu ociepleniu[4][5]. Wcześniej konsekwentnie twierdził, że globalne ocieplenie zajmuje niską pozycję w rankingu międzynarodowych inicjatyw rozwojowych (ranking ten jest wynikiem analizy kosztów i korzyści przeprowadzonej przez Konsensus Kopenhaski w 2004 roku). Jednak w 2008 roku globalne ocieplenie zmieniło pozycję na liście rankingowej w związku z rozważeniem szerszej listy możliwych rozwiązań tego problemu. W 2010 roku tygodnik New Statesman opublikował wywiad, w którym Lomborg podsumował swój stosunek do zmian klimatu: antropocentryczny wpływ na globalne ocieplenie jest istotnym problemem, ale nie oznacza końca świata[6].
[...]

Poglądy Lomborga, zwłaszcza w odniesieniu do problematyki globalnego ocieplenia, były wielokrotnie krytykowane. Zarówno Skeptical Environmentalist jak i Cool It spotkały się z daleko idącą krytyką ze strony naukowców zajmujących się badaniem klimatu[12][13]. Zwrócili oni uwagę m.in. na to, iż Lomborg błędnie interpretuje raporty IPCC, z rozkładu możliwych czułości klimatu wybierając tylko jedną do swojej argumentacji. Amerykański ekonomista zajmujący się ekonomią klimatu, Frank Ackerman, poświęcił cały rozdział swojej książki Can We Afford the Future? z 2010 roku krytyce Cool It[14]. Zarzucił on Lomborgowi między innymi brak ekspertyzy w zakresie ekonomii, stronniczy wybór literatury i przedstawianie jej jako reprezentatywnej (zarówno w odniesieniu do źródeł dotyczących klimatologii, jak i ekonomii) oraz nadużywanie analizy kosztów i zysków. Inny ekonomista, Partha Dasgupta, pisząc o ekonomicznym modelu klimatu Williama Nordhausa, DICE, odniósł się do Lomborga

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bj%C3%B8rn_Lomborg

Reasumując muszę z wielkim bólem przyznać, że Osiris i Sofeicz mają rację, a ja w swej niechęci do ekozjebizmu poszedłem za daleko. Moja kulpa, moja bardzo wielka kulpa. CHWDP Lumberowi.

Dzięki unijnej polityce przymuszającej do ekologizmu zrobiłem się tak antyekologiczny, że gadanina jak ta Wróblewskiego z zamieszczonego wyżej filmiku jest niczym miód na moje uszy. Skurczysyn powiedział dokładnie to co chciałem słyszeć Uśmiech
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Dzięki unijnej polityce przymuszającej do ekologizmu zrobiłem się tak antyekologiczny, że gadanina jak ta Wróblewskiego z zamieszczonego wyżej filmiku jest niczym miód na moje uszy. Skurczysyn powiedział dokładnie to co chciałem słyszeć Uśmiech
Gość sprawia wrażenie dobrze poinformowanego, przedstawia różne dane, statystyki i diagramy ale cała narracja oparta jest w zasadzie na tych przypiętych tendencyjnych źródłach o których wspomniałeś. To jest nawet gorsze od jakichś płaskoziemskich jutubów które z daleka odstraszają fejkowymi tytułami ponieważ tutaj twórca podjął wysiłek by brzmieć wiarygodnie. No i ten cały "Warsaw Enterpise Institute" brzmi tak profesjonalnie i ekspercko, że niejeden da się nabrać. Wiem, bo sam się łapię czasem na podobne "autorytety"Uśmiech
Odpowiedz
Ale i tak uważam, że to co robi UE to głupi donkiszotyzm. Zarówno USA jak i Chiny i Indie - główni emitenci większości światowego CO2 mają wyjebane. Zresztą UE sama bierze w tym udział, bo cały syfiący przemysł przenosi do Chin, aby tylko móc w glorii i chwale pierdolić o Zielonym Ładzie.

Działania UE są więc pozorowane. Korzyści może będą takie, że lokalnie nie będziemy mieli tak zanieczyszczonego powietrza. Ale w skali globalnej? Tak jak zmierzaliśmy ku globalnemu ociepleniu tak dalej zmierzamy.

Jedyną nadzieją jest dla mnie nauka. Jako scjentysta wierzę, że nauka i technika wykreują kiedyś jakiś mechanizm/proces, który nas uratuje od globalnego ocipienia. Na ekologię nie ma co liczyć - zanim wszystkie najważniejsze państwa przestawią się na ekologię, to w atmosferę pójdzie tyle CO2, że i tak będziemy mieli przesrane i tak.

No cóż... życie Uśmiech

Ja tam się nie martwię. Mam podejście takie jak George Carlin:

---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Szymona Malinowskiego, który mówi logicznie, spokojnie i merytorycznie.

Logicznie spokojnie i merytorycznie mówi totalne brednie. Wywracanie oczami
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości