Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Ja" jako fakt czy preferencja? Tożsamość zadana czy wybrana?
#1
- Simba
- Ojcze?
- Simba, zapomniałeś mnie.
- Nie. Nie mógłbym.
- Zapomniałeś kim jesteś, więc zapomniałeś mnie. Spójrz w głąb siebie, Simba. Nie zapomnij, kim naprawdę jesteś. Musisz zająć należne Ci miejsce, synu. 
- Jak mogę tam wrócić? Jestem inny niż byłem. 
- Pamiętaj, kim jesteś. Jesteś moim synem i prawowitym królem. Pamiętaj, kim jesteś.

Ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że zarzewiem sporu pomiędzy światopoglądowymi liberałami (tzw. lewakami) a światopoglądowymi konserwatystami (tzw. prawakami) jest skrajnie różne pojmowanie tożsamości człowieka. Jest to tak istotna różnica, że w zasadzie porozumienie między obiema stronami sporu jest niemożliwe. Jeśli wierzyć, że istnieje prawda obiektywna, to któraś z tych koncepcji musi być fałszywa, a zatem jeśli wspólnymi siłami ustalimy, która nadaje się do śmietnika, będziemy w stanie się nareszcie dogadać.

Liberalna koncepcja "ja" polega na tym, że każdy człowiek sam sobie wybiera kim jest. Umiarkowany liberał uznaje, że pewnych cech tożsamości się nie wybiera, jak np. biologiczne uwarunkowania typu płeć, miejsce urodzenia etc., a skrajny liberał jest w stanie zakwestionować również te "twarde dane", takim sztandarowym przykładem są przedstawiciele LGBT/gender studies (Nie ważne, że masz fiuta, jeśli czujesz się kobietą, to jesteś kobietą; ostatecznie możesz tego fiuta sobie wyciąć, żeby Twojej preferencji stało się zadosć). Pomijając te skrajności, ogółowi liberałów można przypisać niechęć do wszelkich zadanych tożsamości grupowych, jak np. tożsamość plemienna, narodowa, religijna, klanowa, rodzinna, w których człowiek jest definiowany poprzez grupę społeczną, z której się wywodzi. Liberał sobie nie wybrał ani rodziny, ani narodu, ani religii, w której go wychowywano, ani społecznych norm, którymi go indoktrynowano. To wszystko stanowi pewne fakty, jakąś rzeczywistość, która nie podlega dyskusji, jednak do niczego nie zobowiązuje, tzn. fakt, że jestem córką Reginy X. nie znaczy, że musze się nią opiekować na starość albo w jakikolwiek sposób wspierać, fakt, że urodziłam się w Polsce nie obliguje mnie do tego, żebym mieszkała w Polsce, działała w interesie Polski etc., fakt, że wychowywałam się w katolickiej rodzinie nie determinuje mnie do tego, bym sama była katoliczką itd. Zatem tożsamość jednostki w jej najbardziej istotnym wymiarze jest kwestią wolnego wyboru. "Być sobą" w ustach liberałach znaczy tyle co "być tym, kim chce się być". 

Natomiast w świetle konserwatywnej koncpecji tożsamości "Ja" jest w dużo większym stopniu zadane niż w koncepcji liberalnej. Konserwatywne "ja" nie jest przy tym całkowicie zadane, ponieważ wówczas mielibyśmy system klonowania, w którym nie byłoby miejsca na żadną zmianę, rozwój (mutację), co nie tylko nie byłoby korzystne dla człowieka, ale też praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Zatem istotą konserwatywnej tożsamości jest definiowanie siebie w kontekście, który został zadany. Ja nie tylko jestem zdeterminowana biologicznie, psychicznie (mam konkretną płeć, konkretny temperament, skłonnosci etc.), ale też społecznie i kulturowo (jestem Polką, byłam wychowywana w katolickich wartosciach, jestem córką konkretych ludzi). To są pewne dane wyjściowe,  z którymi zgodzi się również liberał, jednak różnica będzie polegała na stosunku do tych danych społeczno-kulturowych. O ile liberał jest zdania, że te dane są tak naprawdę nieistotne dla kształtowałania tożsamości (nie stanowią o jej jakości, ani do niczego nie obligują), tak w oczach konserwatysty sa one równie lub w zbliżonym stopniu istotne w odniesieniu do ludzkiego "Ja". 

Zastanawiałam się, skąd wynika to odmienne podejście. Zarówno konserwatysci, jak i liberałowie są świadomi tego, że "Ja" powstaje w konkretnych uwarunkowaniach, jednak liberałowie z jakiegoś powodu odrzucają tę bardziej miękką (ich zdaniem) część tych danych wyjściowych, nie włączając jej w tę zadany kontekst "Ja". No i wydaje mi się, że wytłumaczeniem jest przynajmniej częściowo światopogląd naturalistyczny. Ponieważ liberałowie sprowadzają człowieka do zwierzęcia (organizmu biologicznego, materialnego), to wszystko co niebiologiczne (a niekiedy nawet biologia nie gra większej roli jak w przypadku LGBT/gender) jest tak naprawdę nieistotne, nie w takim sensie, że liberałowie nie cenią własnych wyborów tożsamościowych, nie uczestnicza w kulturze, nie chcą się rozwijać "duchowo" etc., tylko w takim sensie, że to wszystko nie ma znaczenia dla ich tożsamości. Znaczenie bowiem ma tylko to, co liberał sam, indywidualnie wybrał. Można powiedzieć, ze liberalne "Ja" w procesie socjalizacji jest zapisywane cudzą tożsamością, a następnie w fazie liberalizacji ta karta Ja zostaje wyczyszczona i teraz od zera liberał sobie będzie na niej zapisywał to, co mu się będzie podobać. Pytanie, czy takie postawienie sprawy ma jakieś uzasadnienie poza widzimisię liberała? Czy rzeczywiście, można sobie wymazać tożsamość nabytą w procesie socjalizacji? 

Otóż, ja Pelikan, jestem zdania, że to jest pobożne zyczenie. To znaczy: nie ulega wątplwiości, ze można taką nabytą tożsamość odrzucić świadomie (zbuntować się przeciwko niej), podobnie jak można odrzucić własną płeć i się ogłosić osobą bezpłciową albo płci przeciwnej, ale ... fakty są faktami. Czym zostałam zapisana, tym jestem. Nie zmienię se płci, nie zmienie sobie narodowosci, nie zmienie sobie rodziców ani katolickiej moralnosci. Sądze, ze liberalna koncepcja "Ja" jest po prostu naiwna. Jest wyobrażeniem sobie świadomosci jako czystej karty, którą można sobie dowolnie zapisywac i wymazywac, co w ogóle samo w sobie podkopuje tę całą wyższość liberalnej tożsamości nad konserwatywną, ponieważ skoro ta świadomość jest taka czysta, bieluśka, to nie ma to najmniejszego znaczenia, czym ją zapiszemy, wszystko jednako pasuje do tej bieluśnej bieli, nie ma tutaj mowy o jakimś dopasowaniu, współgraniu, kompatybilności akurat takiego a nie innego tożsamosciowego wyboru. Wsio rawno. No ale przecież liberałowie tak krzyczą, ze to przecież wcale nie jest wsio rawno, przecież to jest ich naczelny postulat "Chce byc soba!". Czyli po prostu chodzi o to, zeby koniecznie samemu zapisac te karte. Podczas gdy konserwatywne "Chcę być sobą" znaczy "chcę odkryć, kim jestem", "co jest zgodne ze mną". Konserwatysta ma jakiś wzorzec. I skąd on się wziął? Czyżby z uwarunkowań biologiczno-społeczno-kulturowych?

Zapraszam do dyskaszyn.
Odpowiedz
#2
Inaczej to widzę. Liberał może zdawać sobie sprawę z tego, że biologia i kultura go w jakiś sposób ukształtowała, a jednocześnie, że sposób w jaki jest ukształtowany i dalszy kierunek w jakim chce podążać, nie jest zgodny z klasycznymi koncepcjami tych płaszczyzn.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#3
Lampart napisał(a): Inaczej to widzę. Liberał może zdawać sobie sprawę z tego, że biologia i kultura go w jakiś sposób ukształtowała, a jednocześnie, że sposób w jaki jest ukształtowany i dalszy kierunek w jakim chce podążać, nie jest zgodny z klasycznymi koncepcjami tych płaszczyzn.

Na jakiej podstawie liberal tak sądzi? I co najwazniejsze, co jest jego punktem odniesienia przy ustalaniu KIM JEST.
Odpowiedz
#4
Nie wiem, co różni liberała od konserwatysty i nie bardzo chcę się wdawać w takie luźne dywagacje na lotnych piaskach. Wiem natomiast, że:
towarzyski pelikan napisał(a):Nie zmienię se płci
Nikt nie zmienia sobie płci (może z wyjątkiem Rafalali). T z LGBT dostosowują swoje ciało do płci.
towarzyski pelikan napisał(a):nie zmienie sobie narodowości
To jest oczywista nieprawda. Narodowość to jest przynależność do określonego narodu, a tę można zmieniać jak się chce i ile razy się chce, o ile wybrane przez człowieka narody będą go akceptowały.
towarzyski pelikan napisał(a):nie zmienie sobie rodziców
To jest oczywista prawda, przynajmniej jeśli chodzi o rodziców biologicznych. Teoretycznie można sobie wyobrazić prawo pozwalające na rozwiązanie odpowiedniego stosunku prawnego i zawiązanie nowego.
towarzyski pelikan napisał(a):ani katolickiej moralnosci
To może być dla Ciebie niewyobrażalne, ale da się zrobić, jeśli będzie się nad sobą ciężko pracować. Pytanie, czy komuś się jeszcze w naszej rozlazłej epoce chce pracować nad sobą. Przecież jest tyle gadżetów do ogarnięcia.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#5
ErgoProxy napisał(a): Nikt nie zmienia sobie płci (może z wyjątkiem Rafalali). T z LGBT dostosowują swoje ciało do płci.
Czyli ciało jest wtórne wobec płci? Jakim cudem? Tzn. zakładam, że nie wierzysz w preegzystencję ludzkiej upłcionej duszy...

Cytat:To jest oczywista nieprawda. Narodowość to jest przynależność do określonego narodu, a tę można zmieniać jak się chce i ile razy się chce, o ile wybrane przez człowieka narody będą go akceptowały.
Mogę sobie zmienić obywatelstwo, ale nie narodowości, a więc tego narodwego charakteru/systemu wartości/sposobu bycia, który mnie ukształtował raz genetycznie (moi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie są Polakami), a dwa kulturowo.

Cytat:To może być dla Ciebie niewyobrażalne, ale da się zrobić, jeśli będzie się nad sobą ciężko pracować. Pytanie, czy komuś się jeszcze w naszej rozlazłej epoce chce pracować nad sobą. Przecież jest tyle gadżetów do ogarnięcia.
Ja nawet taką pracę nad sobą podjęłam, bo mi katolicka moralność przeszkadzała, teraz się zastanawiam w czym, chyba w ..... samorealizacji. No i przynajmniej w subiektywnej opinii się jej wyzbyłam, ale minęło parę lat i doszłam do wniosku, że ten katolicyzm to mi najbardziej pasuje. Tak obiektywnie. Po prostu jest ze mną kompatybilny.
Odpowiedz
#6
towarzyski.pelikan napisał(a): Zastanawiałam się, skąd wynika to odmienne podejście. Zarówno konserwatysci, jak i liberałowie są świadomi tego, że "Ja" powstaje w konkretnych uwarunkowaniach, jednak liberałowie z jakiegoś powodu odrzucają tę bardziej miękką (ich zdaniem) część tych danych wyjściowych, nie włączając jej w tę zadany kontekst "Ja". No i wydaje mi się, że wytłumaczeniem jest przynajmniej częściowo światopogląd naturalistyczny. Ponieważ liberałowie sprowadzają człowieka do zwierzęcia (organizmu biologicznego, materialnego), to wszystko co niebiologiczne (a niekiedy nawet biologia nie gra większej roli jak w przypadku LGBT/gender) jest tak naprawdę nieistotne, nie w takim sensie, że liberałowie nie cenią własnych wyborów tożsamościowych, nie uczestnicza w kulturze, nie chcą się rozwijać "duchowo" etc., tylko w takim sensie, że to wszystko nie ma znaczenia dla ich tożsamości. Znaczenie bowiem ma tylko to, co liberał sam, indywidualnie wybrał. Można powiedzieć, ze liberalne "Ja" w procesie socjalizacji jest zapisywane cudzą tożsamością, a następnie w fazie liberalizacji ta karta Ja zostaje wyczyszczona i teraz od zera liberał sobie będzie na niej zapisywał to, co mu się będzie podobać. Pytanie, czy takie postawienie sprawy ma jakieś uzasadnienie poza widzimisię liberała? Czy rzeczywiście, można sobie wymazać tożsamość nabytą w procesie socjalizacji? 
Stworzyłaś sobie dosyć karykaturalną wizję "idealnego liberała", który uważa, że cała jego tożsamość jest zależna od jego woli. Wypadałoby taką karykaturę porównać z karykaturą przeciwną: z takim idealnym konserwatystą, który dostaje od łojca książkę z instrukcją obsługi siebie i postępuje według niej co do litery. Oczywiście ani jeden, ani drugi nie istnieje poza pokojem bez klamek. Realni ludzie mieszczą się w pewnym spektrum rozciągniętym między tymi skrajnościami. Każdy uważa, że jakąś część swojej tożsamości kształtuje samodzielnie i tych, co mają tę część większą od niego, nazywa wariatami, a tych, co mają mniejszą, zacofańcami.

(Z tego łatwo wykonać auto-test światopoglądowy: jeśli ktoś czuje się otoczony przez wariatów, to jest konserwatystą, a jak widzi wszędzie zacofańców, to jest liberałem.)

Liberalizacja poglądów oczywiście wiąże się z liberalizacją gospodarki. W gospodarce feudalnej los każdego człowieka był w zasadzie przesądzony: syn rolnika będzie rolnikiem, syn kupca będzie kupcem, syn polityka będzie politykiem - a córki ich wszystkich będą gospodyniami domowymi. Zapewne jednych taki stan rzeczy uspokajał i dawał poczucie bezpieczeństwa, innych zaś wpieprzał i wywoływał płacz i zgrzytanie zębów. I jasne jest, że człowiek spokojny i bezpieczny czuje się lepiej, niż bezustannie wpieprzony, najprawdopodobniej więc będzie żył lepiej i w doborze naturalnym pokona tych wpieprzonych. Kapitalizm wymieszał ludzkie losy i przez to też "namieszał im w głowach". Naturalne jest, że jeśli człowiek sam może swoimi decyzjami wpłynąć na to, czy będzie piekarzem, murarzem, królem czy błaznem, to inny typ człowieka w takiej kulturze czuje się dobrze, niż w kulturze dawno minionej. Teraz ci, co w tamtej czuli się dobrze, są wpieprzeni jak ryby w wysychającym bajorze. A ci, co nauczyli się oddychać powietrzem, rechocą złośliwie, co wcale nie jest fajne. Ale taka jest kolej rzeczy. Paradoksalnie, liberalne poglądy również wynikają z pewnych obiektywnych uwarunkowań.

towarzyski.pelikan napisał(a): Czyli ciało jest wtórne wobec płci? Jakim cudem? Tzn. zakładam, że nie wierzysz w preegzystencję ludzkiej upłcionej duszy...
D...a jest wytworem mózgu, a mózg jest organem seksualnym. Jeśli ktoś ma jeden organ męski, a inny żeński, to jest obojnakiem. Niektórym z tym dobrze i wtedy nie ma problemu, ale wielu jednak wolałoby się konserwatywnie dopasować do jednego ze społecznie uznanych wzorców - męskiego lub żeńskiego. Trzeba więc jedną część dopasować tak, aby pasowała seksualnie do innej - no a jak myślisz, co łatwiej zoperować, genitalia czy mózg? A pomijając kwestię techniczną, bo za sto lat może to wyglądać inaczej, jest jeszcze etyczna: co bardziej decyduje o tożsamości człowieka - mózg czy genitalia?
Odpowiedz
#7
Pelikan
Cytat:Na jakiej podstawie liberal tak sądzi?

Np. na podstawie tego co mu w duszy gra.

Cytat:I co najwazniejsze, co jest jego punktem odniesienia przy ustalaniu KIM JEST

Może to być samoobserwacja + wiedza z różnych dziedzin.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#8
ZaKotem napisał(a): Stworzyłaś sobie dosyć karykaturalną wizję "idealnego liberała", który uważa, że cała jego tożsamość jest zależna od jego woli.
To jest, wydaje mi się, pewna pułapka, w którą wpadamy, gdy oceniamy „nas” i „ónych”. pelikan z jednej strony pisze:

Cytat:Konserwatywne "ja" nie jest przy tym całkowicie zadane, ponieważ wówczas mielibyśmy system klonowania, w którym nie byłoby miejsca na żadną zmianę, rozwój (mutację), co nie tylko nie byłoby korzystne dla człowieka, ale też praktycznie niemożliwe do zrealizowania.
ale z drugiej:
Cytat: ogółowi liberałów można przypisać niechęć do wszelkich zadanych tożsamości grupowych, jak np. tożsamość plemienna, narodowa, religijna, klanowa, rodzinna, w których człowiek jest definiowany poprzez grupę społeczną, z której się wywodzi.
Czyli: my jesteśmy oczywiście rozsądni, a óni są fanatyczni i głupi. Prawda jest, na szczęście taka, że lwia część ludzkości ma poglądy zniuansowane i rozłożone na jakimś spektrum. Istnieją ludzie, którzy uważają, że lojalność dla grupy jest wartością absolutną, nawet jeśli grupa nas zmusza do największych skurwysyństw; tożsamość zaś jest czymś sztywnym i statycznych w 100% przez całe życie. I istnieją ludzie, którzy uważają, że jednostka z założenia nie ma żadnych zobowiązań wobec nikogo, a tożsamość może być ustalana dowolnie. Ale jest takich ludzi jest garstka.

Coś podobnego wychodzi w różnych innych sytuacjach. Np. przy sprawie Alfiego – stronnicy szpitala oskarżali stronników rodziców o negowanie nauki. Stronnicy rodziców zaś – oskarżali stronników szpitala o podważanie praw rodzicielskich. Tymczasem większość wypowiadających się miała przecież w tych sprawach zniuansowane poglądy. Mało kto uważał np. że rodzice mają prawo zrobić z dzieckiem wszystko, co im się podoba; albo że należy się kierować względami naukowymi w każdej, absolutnie dziedzinie życia.

Ważne jest zatem, aby dostrzegać te spektra światopoglądowe. Oczywiście demagogia tego nie będzie czynić, bo celem demagogii jest skupienie wokół nas „naszych”, którzy boją się „ónych”. My jednak nie musimy ich słuchać.

Poza tym jednym przytykiem jednak, plusik. Bo moim zdaniem problem jest opisany bardzo sensownie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#9
ZaKotem napisał(a): Stworzyłaś sobie dosyć karykaturalną wizję "idealnego liberała", który uważa, że cała jego tożsamość jest zależna od jego woli. Wypadałoby taką karykaturę porównać z karykaturą przeciwną:  z takim idealnym konserwatystą, który dostaje od łojca książkę z instrukcją obsługi siebie i postępuje według niej co do litery. Oczywiście ani jeden, ani drugi nie istnieje poza pokojem bez klamek. Realni ludzie mieszczą się w pewnym spektrum rozciągniętym między tymi skrajnościami. Każdy uważa, że jakąś część swojej tożsamości kształtuje samodzielnie i tych, co mają tę część większą od niego, nazywa wariatami, a tych, co mają mniejszą, zacofańcami.
Przeciwnie, w tekście wyraźnie wprowadziłam podział na liberałów umiarkowanych i skrajnych oraz uściśliłam, że konserwatyzm nigdy nie polega na totalnym zapuszkowaniu w tym, co było. Jednak nie da się być jednocześnie nawet umiarkowanie konserwatywnym i umiarkowanie liberalnym. Jesli jakis umiarkowany liberal ma poglady w duzej mierze spojne z konserwatysta, to one sa wynikiem jego... wolnego wyboru (gustu). Dobrym przykładem liberała o konserwatywnych pogladach jest JKM.

Cytat:Liberalizacja poglądów oczywiście wiąże się z liberalizacją gospodarki. W gospodarce feudalnej los każdego człowieka był w zasadzie przesądzony: syn rolnika będzie rolnikiem, syn kupca będzie kupcem, syn polityka będzie politykiem - a córki ich wszystkich będą gospodyniami domowymi. Zapewne jednych taki stan rzeczy uspokajał i dawał poczucie bezpieczeństwa, innych zaś wpieprzał i wywoływał płacz i zgrzytanie zębów. I jasne jest, że człowiek spokojny i bezpieczny czuje się lepiej, niż bezustannie wpieprzony, najprawdopodobniej więc będzie żył lepiej i w doborze naturalnym pokona tych wpieprzonych. Kapitalizm wymieszał ludzkie losy i przez to też "namieszał im w głowach". Naturalne jest, że jeśli człowiek sam może swoimi decyzjami wpłynąć na to, czy będzie piekarzem, murarzem, królem czy błaznem, to inny typ człowieka w takiej kulturze czuje się dobrze, niż w kulturze dawno minionej. Teraz ci, co w tamtej czuli się dobrze, są wpieprzeni jak ryby w wysychającym bajorze. A ci, co nauczyli się oddychać powietrzem, rechocą złośliwie, co wcale nie jest fajne. Ale taka jest kolej rzeczy. Paradoksalnie, liberalne poglądy również wynikają z pewnych obiektywnych uwarunkowań.
Jeśli w systemie feudalnym, komuś się nie podobało, zeby kontynuować los ojca/matki, to musiało to mieć konkretna przyczynę. Albo taka osoba nie została poprawnie zsocjalizowana, albo z jakichś przyczyn fizyczno-psychicznych nie nadawała się do takiej czy innej roli. Moge sobie wyobrazic jakiegos cherlawego chlopaka, o zniewiescialym usposobieniu, jak mu ciezko jest byc rzeznikiem, skoro w głowie ma poematy. Czyli nawet tutaj mamy do czynienia z determinizmem. Nie sadze, żeby komus wówczas przeszkadzal sam fakt, ze nie wybral sobie losu. Twoja wypowiedz zas sugeruje, że dla pewnych osobników nie do zniesienia byl sam fakt, że byl fryzjerem z musu, a nie z wyboru. Mimo, ze i tak by został frzyjerem....No nie, to jest wlasnie owoc tego co Ty nazywasz "kapitalizmem".
I ten kapitalizm polega na tym, ze mamy dwie grupy ludzi:
- kapitalistow (ci co maja wlasnoc prywatna i sa wolni)
- najemnikow, co pracuja na cudzy rachunek
I teraz tak, kapitalistów jest mała garstka, a większosc stanowia ci niewolnicy. Czyli w zasadzie niewiele sie zmienilo, a jak juz, to na pewno nie na korzysc, bo kiedys ten chłop cos mial, mial jakas wlasnosc, a teraz ci niewolnicy zwykle nic nie maja, poza długami na kontach bankowych. 
Przyjrzyjmy sie sytuacji tego kapitalisty. Powiedzmy, ze ma syna. I co jak myslicie, czy syn bedzie narzekal, jak mu tatus firme przepisze, czy powie mu, że niech go pocałuje w dupe, on chce byc .... doradca podatkowym! Raczej wezmie te firme, czyli zachowa sie jak niegdys ten syn chlopa. 
Natomiast synowie i córki wspolczesnych niewolników (pracujacych na etat) nie maja wyboru, rodzice nic dla nich nie maja, wiec sa skazani na .... wolny wybór.
Jesli liberalizm wynika z obiektywnych warunków kapitalistycznych, to jest to bardzo zla wiadomosc dla wiekszosci liberalow (tych niewolnikow najemnych). Powodem dla którego tak naciskaja na koniecznosc wolnosci jest fakt, ze nic nie maja. A jak ktos nic nie ma, to idzie tam, gdzie daja pieniażki. A jak sie nazywa osoba, ktora sie sprzedaje za pieniazki?  Nie dokoncze, zeby nikogo nie urazic.

Cytat:D...a jest wytworem mózgu, a mózg jest organem seksualnym. Jeśli ktoś ma jeden organ męski, a inny żeński, to jest obojnakiem. Niektórym z tym dobrze i wtedy nie ma problemu, ale wielu jednak wolałoby się konserwatywnie dopasować do jednego ze społecznie uznanych wzorców - męskiego lub żeńskiego. Trzeba więc jedną część dopasować tak, aby pasowała seksualnie do innej - no a jak myślisz, co łatwiej zoperować, genitalia czy mózg? A pomijając kwestię techniczną, bo za sto lat może to wyglądać inaczej, jest jeszcze etyczna: co bardziej decyduje o tożsamości człowieka - mózg czy genitalia?
Obojnaków to jest 1-2% w spoleczenstwie. A poza tym mózg jest materialny, jest czescia ciala, podczas gdy Ergo sugerował, ze plec jest ponadcielesna. Z chuja najwyrazniej spadł.

Lampart napisał(a): Np. na podstawie tego co mu w duszy gra.
A skad sie bierze ta muzyka w duszy?

Cytat:Może to być samoobserwacja + wiedza z różnych dziedzin.
Jesli punktem odniesienia jest samoobserwacja, to ten podmiot obserwujacy musi byc autorytetem. Na jakiej mocy? Skoro to on wlasnie chce ustalic kim jest? Poszukujący pyta poszukujacego?

Jaka wiedze np. masz na mysli?

zefciu napisał(a): Czyli: my jesteśmy oczywiście rozsądni, a óni są fanatyczni i głupi. Prawda jest, na szczęście taka, że lwia część ludzkości ma poglądy zniuansowane i rozłożone na jakimś spektrum. Istnieją ludzie, którzy uważają, że lojalność dla grupy jest wartością absolutną, nawet jeśli grupa nas zmusza do największych skurwysyństw; tożsamość zaś jest czymś sztywnym i statycznych w 100% przez całe życie. I istnieją ludzie, którzy uważają, że jednostka z założenia nie ma żadnych zobowiązań wobec nikogo, a tożsamość może być ustalana dowolnie. Ale jest takich ludzi jest garstka.

Coś podobnego wychodzi w różnych innych sytuacjach. Np. przy sprawie Alfiego – stronnicy szpitala oskarżali stronników rodziców o negowanie nauki. Stronnicy rodziców zaś – oskarżali stronników szpitala o podważanie praw rodzicielskich. Tymczasem większość wypowiadających się miała przecież w tych sprawach zniuansowane poglądy. Mało kto uważał np. że rodzice mają prawo zrobić z dzieckiem wszystko, co im się podoba; albo że należy się kierować względami naukowymi w każdej, absolutnie dziedzinie życia.

Ważne jest zatem, aby dostrzegać te spektra światopoglądowe. Oczywiście demagogia tego nie będzie czynić, bo celem demagogii jest skupienie wokół nas „naszych”, którzy boją się „ónych”. My jednak nie musimy ich słuchać.

Masz racje, ze te skrajnosci to rzadkosc.

Jednak juz wiekszosc z nas ma wyrazna preferencje. Nie ma tych mitycznych idealnie zniuasnowanych osób. No moze sa, ale to tez margines.
Odpowiedz
#10
towarzyski pelikan napisał(a):A poza tym mózg jest materialny, jest czescia ciala, podczas gdy Ergo sugerował, ze plec jest ponadcielesna. Z chuja najwyrazniej spadł.
Ergo nic takiego nie sugerował; to tylko Brajankowi się ubrdało. To co napisał ZaKotełe zgadza się w zupełności z moim poglądem na sprawę. A teraz idź już wsadzać sobie różne rzeczy w różne otwory.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#11
towarzyski.pelikan napisał(a): "Być sobą" w ustach liberałach znaczy tyle co "być tym, kim chce się być". 
Ja jestem liberałem i dla mnie "być sobą" oznacza "nie być sztucznym, być naturalnym, być prawdziwym" Duży uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
#12
neuroza napisał(a):
towarzyski.pelikan napisał(a): "Być sobą" w ustach liberałach znaczy tyle co "być tym, kim chce się być". 
Ja jestem liberałem i dla mnie "być sobą" oznacza "nie być sztucznym, być naturalnym, być prawdziwym" Duży uśmiech

Ignotum per ignotum. Co to znaczy być naturalnym/prawdziwym/nie być sztucznym?
Odpowiedz
#13
towarzyski pelikan:
Tobie się cały czas roi, że tożsamość narodowa tworzy spójną wspólnotę ludzi. Według mnie nie tworzy, na samą myśl, że miałabym przynależeć do katolickiej wspolnoty religijnej mnie mdli. Dla mnie jest to jest równoznaczne z chęcią życia w obozie koncentracyjnym.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#14
Rodica napisał(a): towarzyski pelikan:
Tobie się cały czas roi, że tożsamość narodowa tworzy spójną wspólnotę ludzi. Według mnie nie tworzy, na samą myśl, że miałabym przynależeć do katolickiej wspolnoty religijnej mnie mdli. Dla mnie jest to jest równoznaczne z chęcią życia w obozie koncentracyjnym.

Sama udowadniasz swoim wpisem, że jednak tworzy. Naród się dzieli na katolików i akatolików. Jedni Kościół kochają, drudzy nienawidzą. Czy to nie wspaniałe, jak nasza tożsamość się ogniskuje wokół Kościoła? Ja już pisałam, że chrześcijaństwo (a w szczególności katolicyzm) to religia, która tworzy najwięcej ateistów, która pozwala człowiekowi na bunt. Odnoszę wrażenie, że ten cholerny liberalizm to też zasługa Kościoła. Jak widzisz, Kościół to nasze dobro wspólne.
Odpowiedz
#15
towarzyski.pelikan napisał(a): Co to znaczy być naturalnym/prawdziwym/nie być sztucznym?
Tzn. działać zgodnie z naturalnym flow, które z nas wypływa - porzucić gwałtowność względem siebie i nie próbować sobie narzucać sztucznie jakichś sztywnych ram. Porzucić także mikro-gwałtowność jaką jest inercja Uśmiech

Porzucić opór względem flow, względem Tao Uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
#16
neuroza napisał(a):
towarzyski.pelikan napisał(a): Co to znaczy być naturalnym/prawdziwym/nie być sztucznym?
Tzn. działać zgodnie z naturalnym flow, które z nas wypływa - porzucić gwałtowność względem siebie i nie próbować sobie narzucać sztucznie jakichś sztywnych ram. Porzucić także mikro-gwałtowność jaką jest inercja Uśmiech

Porzucić opór względem flow, względem Tao Uśmiech

Innymi słowy: róbta co chceta? Ja rozumiem neurozo, że można tak od czasu do czasu sobie popłynąć na TAO, ale na dłuższą metę to tak się nie da. Takie życie jest bez sensu. Twoje wybory nie mają znaczenia, nie wiąże się z nimi żadna doniosłość. Życie pozbawione tragizmu.

A co jeśli - Cierpię, więc jestem?
Odpowiedz
#17
Pelikan

Skąd się bierze muzyka w duszy?
No, każdy ma jakieś preferencje itp.

Cytat:Jesli punktem odniesienia jest samoobserwacja, to ten podmiot obserwujacy musi byc autorytetem. Na jakiej mocy? Skoro to on wlasnie chce ustalic kim jest? Poszukujący pyta poszukujacego?

Skoro poszukujący poszukuje siebie, to kogo ma obserwować jak nie siebie? ;d
Żeby wiedzieć jak wyglądasz musisz na siebie spojrzeć na przykład w lustrze, żeby wiedzieć kim jesteś musisz się zaobserwować całościowo, rozważyć swoje zachowanie w różnych sytuacjach itp., chodzi po prostu o to, że każdy człowiek ma najlepszy dostęp do wiedzy o samym sobie, a żeby ustalić kim się jest, trzeba mieć wiedzę o sobie, wiedza jest dzięki samoobserwacji.

Cytat:Jaka wiedze np. masz na mysli?

Ogólną np. z psychologii, czyli takiej, która nas dotyczy.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#18
towarzyski.pelikan napisał(a): I ten kapitalizm polega na tym, ze mamy dwie grupy ludzi:
- kapitalistow (ci co maja wlasnoc prywatna i sa wolni)
- najemnikow, co pracuja na cudzy rachunek
I teraz tak, kapitalistów jest mała garstka, a większosc stanowia ci niewolnicy. Czyli w zasadzie niewiele sie zmienilo, a jak juz, to na pewno nie na korzysc, bo kiedys ten chłop cos mial, mial jakas wlasnosc, a teraz ci niewolnicy zwykle nic nie maja, poza długami na kontach bankowych. 
Teraz to tak marksisz, że zaraz zleniniejesz. Statystyki jednak pokazują, że większość ludzi w krajach cywilizowanych własność prywatną posiada.
https://businessinsider.com.pl/finanse/m...bp/fsecbp1
Do tego cały państwowy "socjal", którym tak brzydzi się i gardzi prawica, sprawia, że nawet biedny człowiek ma realny wybór między pracą a obijaniem się bez sensu - kiedyś taki wybór mieli tylko bogacze. Wybór tego drugiego powoduje wprawdzie obniżenie pozycji społecznej do minimum, ale nie śmierć z głodu. I zawsze może zmienić swój wybór, a jego potomstwo wcale nie musi go powtarzać, nawet jeśli prawdopodobieństwo tego jest znaczne. Im większy konserwatyzm w wychowaniu potomstwa, tym oczywiście znaczniejsze.

Cytat:Przyjrzyjmy sie sytuacji tego kapitalisty. Powiedzmy, ze ma syna. I co jak myslicie, czy syn bedzie narzekal, jak mu tatus firme przepisze, czy powie mu, że niech go pocałuje w dupe, on chce byc .... doradca podatkowym! Raczej wezmie te firme, czyli zachowa sie jak niegdys ten syn chlopa. 
No właśnie różnie bywa. Stary Bill Gates miał firmę prawniczą, a młody Bill Gates zamiast iść w ślady łojca zrobił firmę informatyczną. Bogaci tak samo kombinują jak biedni, tylko obracają większym kapitałem. Nie ma żadnej różnicy jakościowej.

Cytat:Natomiast synowie i córki wspolczesnych niewolników (pracujacych na etat) nie maja wyboru, rodzice nic dla nich nie maja, wiec sa skazani na .... wolny wybór.
Jesli liberalizm wynika z obiektywnych warunków kapitalistycznych, to jest to bardzo zla wiadomosc dla wiekszosci liberalow (tych niewolnikow najemnych). Powodem dla którego tak naciskaja na koniecznosc wolnosci jest fakt, ze nic nie maja. A jak ktos nic nie ma, to idzie tam, gdzie daja pieniażki. A jak sie nazywa osoba, ktora sie sprzedaje za pieniazki? 
Robotnik się nazywa. Porównanie do niewolnictwa jest mało sensowne. Pracownik sprzedaje nie "siebie", tylko swoją "siłę roboczą", czyli możliwość czasowego wykorzystania jego umiejętności, wiedzy i siły fizycznej (sekretarka czy admin sieci też wykorzystuje siłę fizyczną). Wartość rynkowa tej siły roboczej zależy od kosztów jej reprodukcji, czyli minimalnych kosztów jakie należy ponieść, aby móc dalej pracować i zrobić dziecko, które będzie mogło pracować później. W epoce industrialnej po robotniku oczekiwało się, że będzie machał jakąś wajchą w fabryce, do czego wystarczy inteligencja małpy. Toteż i otrzymywał tyle, co małpa - jedzenie i kąt do spania, bo tyle wystarczy, aby zregenerować możliwość bezmyślnego machania wajchą i równie bezmyślnego robienia bachorów. Dziadek Marks sądził, że to jest już stałe na wieki wieków i to właśnie był błąd. Bo obecnie od pracowników najemnych wymaga się coraz więcej i jak ktoś jest niecytaty i niepisaty, to nawet do przerzucania gnoju się nie nadaje, bo przerzucarki gnoju są skomputeryzowane i mają 100-stronicowe instrukcje obsługi. Koszt reprodukcji siły roboczej wzrasta więc, bo żeby został wychowany człowiek nadający się do jakiejkolwiek roboty w nowoczesnym społeczeństwie, musi mieć więcej niż zupę i kąt do spania.
Odpowiedz
#19
towarzyski.pelikan napisał(a): nnymi słowy: róbta co chceta?
W pewnym sensie tak, ale to stwierdzenie jest wieloznaczne.

towarzyski.pelikan napisał(a): Twoje wybory nie mają znaczenia, nie wiąże się z nimi żadna doniosłość. Życie pozbawione tragizmu.
Chodzi o to by wybierać porzucenie buntu wobec Boga. Aby przestać dokonywać gwałtu na Bogu.
Why so serious?
Odpowiedz
#20
towarzyski pelikan:
Cytat:Czy to nie wspaniałe, jak nasza tożsamość się ogniskuje wokół Kościoła?
Czy ja wiem? Wolałabym, żeby nasza tożsamość ogniskowała się na czymś o nas wyróżnia, co stanowi unikalną i charakterystyczną cechę. Kościół jest elementem tożsamości wszystkich krajów Europy.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości