Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Etyka pracy
#21
lumberjack napisał(a): Płacenie za czas, od godziny, jest debilizmem (wyjątek - ochroniarz) i nigdy tego nie zrozumiem. Najlepszym rozwiązaniem jest praca na akord; z metra; za sztukę; za projekt etc. - zleceniodawcy nie obchodzi wtedy czy będziesz daną rzecz robiła 1h czy pół dnia czy tydzień. Po prostu - nie zrobisz, to nie zarobisz. Nikt nie będzie wtedy stał nad tobą i patrzył czy pracujesz czy dłubiesz w nosie, bo nie będzie takiej potrzeby.
To zależy od rodzaju pracy. Jeśli to taka praca, w której każdy robi niezależnie od innych i nie oczekuje się żadnej zespołowej współpracy, to owszem - ale wtedy sensowniej jest mówić o podwykonawcach, a nie pracownikach. Podwykonawcy robią jakieś zlecenie i płaci im się za efekt, niezależnie od tego ile czasu na jego osiągnięcie poświęcą.

Co innego jednak, jeśli oczekuje się jakiejś współpracy w zespole. System akordowy ją niszczy. Na płace trzeba mieć jakiś ustalony budżet, a jeśli będziemy go rozdzielać według zasług, to każdy pracownik łatwo zauważy, że tym więcej zarobi, im... gorzej jego koledzy będą pracować. To motywuje wręcz do sabotażu, a nawet jeśli tego unikniemy (wzmacniając kontrolę, co oczywiście generuje koszty) to wyeliminuje jakąkolwiek pomoc w zespole. Uniemożliwi szkolenie nowych, bo w interesie każdego pracownika będzie to, żeby jego koledzy nic nie umieli. Przy dużej mobilności i rotacji pracowników - a to dzisiaj raczej norma - to rozwali każdą firmę.

Toteż nie jest przypadkiem ani powszechną głupotą, że taki system stosuje się rzadko. Najczęściej jest system mieszany w różnych proporcjach - stała płaca za bycie w pracy i premia za wyniki. Im większa niezależność pracowników od całości zespołu, tym większa w stosunku do podstawy powinna być potencjalna premia.
Odpowiedz
#22
Lampart


Cytat:Nie chciałbym żeby ZnaLezczyni była moją przełożoną ;d

Nie dziwię się, jeśli lubisz się obijać i rżniesz na czasie pracodawcę.

ZaKotem

Cytat:Dlatego powszechnie przyjęta kultura obijania się w pracy sprzyja stabilności politycznej, wolności gospodarczej i jest gwarantem praw człowieka.

Ja w ogóle nie wiem, o czym ty piszesz. Zacytowałam ostatnie zdanie, ale cały wywód z postu 16 jest dla mnie niejasny.
Nie wiem, czym jest i czy jest kultura obijania się w pracy. Nie wiem, czy jest powszechnie przyjęta (jest? skąd to wiesz?).
Uważam natomiast, że nie sprzyja stabilności politycznej i reszcie wymienionej przez ciebie.


Zauważyłam wpadanie ze skrajności w skrajność: jeszcze kilka(naście) lat temu pozwalano pracodawcom na oszukiwanie pracowników. Było na to powszechne przyzwolenie. Kilka razy mówiąc komuś, że powinien/ powinna pójść do sądu pracy, słyszałam: to nie ma sensu. Teraz jest zwrot o 180 stopni. Powszechne (jak twierdzisz) przyzwolenie na oszukiwanie pracodawców.

Temat jest o etyce pracy. Czy coś takiego jeszcze w Polsce istnieje? Pytam o Polskę, bo u siebie w pracy wielokrotnie ten termin słyszałam.

Chciałam też zwrócić uwagę na to, że przypisane zostały mi w tym wątku poglądy/ zachowania niezgodne z moimi wypowiedziami. Nigdzie nie pisałam, że pracownik to niewolnik, nad którym ktoś ma stać z biczem; że pracownikowi nie wolno wyjść poza przerwą do toalety, zrobić sobie herbaty czy zamienić kilku zdań z koleżanką/ kolegą. To jest normalna część pracy. I nie jest to obijanie się, jeśli ktoś zużyje kilka minut z ośmiogodzinnej zmiany na ww czynności.
Jeśli jednak ktoś w czasie swoje pracy bawi się, siedzi w necie, wychodzi pięć razy na papierosa, spędza kwadranse na pogawędkach, oznacza to, że jest w tej pracy niepotrzebny. Firma marnuje pieniądze, które mogłaby przeznaczyć na swój rozwój czy podwyżkę pensji. Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.


Lampart


Cytat:Nieraz jak wchodzę do osiedlowej pizzeri to widzę, że sobie dziewczyna czyta jakieś Harleqiny,

Jak wchodzę to odkłada Harleqina, zrobi pizze, ja zjem i wychodzę. A wtedy ona dalej sobie czyta Harlequina. Czy to znaczy, że jest zbędna?

To zależy, jakie zadania ma zlecone. Jeśli do jej obowiązków należy wyłącznie siedzenie na tyłku i czekanie na klienta plus jego obsługa, niech siedzi. Chociaż osobiście źle wróżę takiej pizzerii, w której pracuje jedna osoba i musi czekać na klienta. Jeśli pomyślisz o kosztach utrzymania takiego miejsca (czynsz, media, podatki, koszty pracownika, koszty produktów, środków czystości) to to się zwyczajnie nie opłaca.
Ale jedna jest, wszystko zrobiła, nie ma co robić, niech sobie siedzi. Jeśli natomiast jest jakaś inna osoba pracująca tam, dziewczyna jest najprawdopodobniej zbędna.



lumberjack


Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a):I też rżną firmę na czasie pracy, jak ty?

I prawidłowo.

A co z etyką pracy?


Cytat:Płacenie za czas, od godziny, jest debilizmem (wyjątek - ochroniarz) i nigdy tego nie zrozumiem. Najlepszym rozwiązaniem jest praca na akord; z metra; za sztukę; za projekt etc. - zleceniodawcy nie obchodzi wtedy czy będziesz daną rzecz robiła 1h czy pół dnia czy tydzień. Po prostu - nie zrobisz, to nie zarobisz. Nikt nie będzie wtedy stał nad tobą i patrzył czy pracujesz czy dłubiesz w nosie, bo nie będzie takiej potrzeby.

Praca na akord to okropne rozwiązanie. Rodzi niezdrową rywalizację i prowadzi do wykorzystywania pracowników.


Cytat:Na akord. A janusz biznesu? Janusz biznesu też weźmie taką robotę na akord, ale swojemu pracownikowi da 100 zł dniówki i będzie go pilnował i opierdalał i poganiał, żeby wycisnąć z niego jak najwięcej. Miesięcznie 2400 zł dla pracownika i 4 800 zł dla janusza.


To niestety jest polska mentalność (przepraszam za uogólnienie wszystkich Polaków, którzy takowej mentalności nie mają). Patrzenie na to, ile zarabia twój pracodawca. Niech jeden z drugim, co pracodawcy zysku zazdrości, założy własną firmę i zacznie zatrudniać ludzi. Zobaczy, jaki to raj.


Cytat:A jeśli ktoś płaci swoim pracownikom od godziny i nie pilnuje ich postępów w pracy, to jest głupcem, który raz dwa zbankrutuje. W kilku różnych firmach byłem, swoje widziałem.

Tu się zgadzam. Jeśli ktoś ma pracować 8 h, powinien mieć jasno wytyczone zadania, które ma zrealizować w tym czasie.
Tylko jak to wcielać w życie w Polsce, w której gros pracowników ma na wszystko wyrąbane. Jak napisałam ZaKotem, obijanie się to nowa kultura pracy (parafraza, nie cytat).
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#23
znaLezczyni:
Cytat:To zależy, jakie zadania ma zlecone. Jeśli do jej obowiązków należy wyłącznie siedzenie na tyłku i czekanie na klienta plus jego obsługa, niech siedzi. Chociaż osobiście źle wróżę takiej pizzerii, w której pracuje jedna osoba i musi czekać na klienta. Jeśli pomyślisz o kosztach utrzymania takiego miejsca (czynsz, media, podatki, koszty pracownika, koszty produktów, środków czystości) to to się zwyczajnie nie opłaca.
Ale jedna jest, wszystko zrobiła, nie ma co robić, niech sobie siedzi. Jeśli natomiast jest jakaś inna osoba pracująca tam, dziewczyna jest najprawdopodobniej zbędna.
Każda branża biznesu rządzi się swoimi prawami. Jeśli chodzi o lokale handlowe lub gastronomiczne to nakłady pracy są ściśle uzależnione od pory dnia. Przed południem natężenie ruchu jest małe, po południu i wieczorem może wzrosnąć o 500%. Twoje rady dla przedsiębiorców to jakieś ogólniki z poradnika.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#24
znaLezczyni napisał(a):  Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.
A moje kolezanki, ktore te sama ilosc pracy wykonuja 8 h powinny byc zatrudnione na caly?  Duży uśmiech
Jest na to rozwiazanie. Towarzyski.pelikan bedzie pracowala dwa razy wolniej. I w ten sposob zarobi 2 x tyle  Wywracanie oczami
Odpowiedz
#25
Etyka pracy? Raczej etyka zapierdalania - https://www.facebook.com/jarek.gorski/po...3983398674 :

Cytat:Dzisiejsza pisowska propaganda antynauczycielska, będąca zresztą zwielokrotnioną kopią antypisowskiej propagandy antynauczycielskiej sprzed kilku lat, trafiła na podatny grunt dlatego, że odwołuje się do jednej z najświętszych dla naszego narodu wartości, którą jest bezsensowny ale widoczny zapierdol. Zapierdalać bez sensu trzeba, tak, żeby było widać, że się zapierdala, a kto nie zapierdala bez sensu, tak, żeby było widać, ten nie jest godzien szacunku, uznania czy choćby empatii. Nauczycieli przedstawia się jako darmozjadów niegodnych swoich dwóch tysięcy na rękę, ponieważ, jakoby, pracują oni tylko 18 godzin w tygodniu, a właściwie jeszcze mniej, bo przecież godzina lekcyjna to tylko 45 minut, i jak wiadomo, w pozostałe 15 minut z tej godziny nauczyciele już nie pracują, ale na ten kwadrans wyjeżdżają na wczasy.
Słychać zewsząd domaganie się tego, żeby nauczyciele siedzieli w robocie 40 godzin tygodniowo i zapierdalali tak, jak zapierdala każdy porządny Polak w robocie. Ma być widać, że zapierdalają! Teraz, pisała jedna pani, a spotkało się to z wirtualnym aplauzem, jak się wejdzie do pokoju nauczycielskiego w jakiejś sprawie, to widać nauczycieli pijących herbatę, ewentualnie książki sobie czytających, a nie widać jakoś ciężko pracujących.
Wbrew wyobrażeniu internetowych moralistów, polska szkoła jest miejscem, w którym wysoko ceni się bezsensowny zapierdol. Nauczyciel ma coś robić, ma być widać, że robi, że zapierdala. Pracowałem kiedyś w szkole, w której dyrekcja poprosiła nauczycieli o wymyślenie i poprowadzenie zajęć pozalekcyjnych dla uczniów. Nieodpłatnie, ale i nieobowiązkowo. Nieobowiązkowo, ale przecież praca w tej szkole też nie jest obowiązkowa – nieprawdaż? Tylko dwie godziny w tygodniu. Ja wymyśliłem dyskusyjny klub filmowy. I to nawet trzy godziny w tygodniu, a może i więcej. Najpierw krótka prelekcja, potem przez dwie godziny, czy ile tam trwa, oglądamy film, potem przez czterdzieści minut o nim rozmawiamy. Dyrekcja pokiwała głową i zapytała:
- Ale wtedy, jak młodzież będzie oglądała ten film, to co pan będzie robił?
- Będę oglądał razem z nimi.
¬- Przecież pan zna już ten film. Nie musi pan oglądać.
¬- No nie muszę, ale chętnie obejrzę.
¬¬- Chętnie? Inni koledzy wymyślili aktywne dwie godziny zajęć. A pan aktywnie przecież będzie pracował tylko godzinę.
Innym razem mam spotkanie z rodzicami licealistów, takie sprawozdawcze po dłuższej wycieczce szkolnej. Wśród rodziców zawsze zjawi się kilkoro moralistów, dla których bezsensowny ale widoczny zapierdol jest miarą oceny człowieka.
- Proszę pana, córka mówiła, że na tej wycieczce oni codziennie mieli czas wolny. Dwie godziny, trzy…
- No tak. Bardzo prosili o ten czas wolny.
- I co pan wtedy robił?
- Drżałem, żeby żadnemu nic się przez te dwie godziny nie stało.
- No ale tak aktywnie, to co pan robił?
- Aktywnie?
- Bo my płacimy za tę wycieczkę, i za pana też płacimy: za bilety, nocleg, wyżywienie… I pensję też pan dostaje.
Oczywiście kult bezsensownego widocznego zapierdalania nie dotyczy tylko szkół. Wchodzę do sklepu spożywczego pewnej sieci. Jest koło południa, w sklepie pustki, jedna pracownica siedzi przy kasie, druga stoi między półkami. Do tej drugiej podchodzi, jak się domyślam, kierowniczka.
- A co ty tak stoisz? Nie masz co robić? Miałaś te kartony rozpakować.
- Już rozpakowałam.
- To podłogę przetrzyj.
- Przetarłam czterdzieści minut temu.
- To przetrzyj jeszcze raz!
Opowiadała mi znajoma, która zajmuje się sprzątaniem po domach ludzi, że wyznawców kultu bezsensownego widocznego zapierdolu spotyka na każdym kroku. Kiedyś jedni państwo wynajęli ją do mycia okien. Płacić mieli od okna. Znajoma przyszła do pracy z własną parową myjką do okien – bardzo wydajną i dokładną. Państwo zaprotestowali. Okna należy myć ręcznie: gazetami, ścierką. Tylko tak jest dobrze. Znajoma zaproponowała, ze umyje okno parową myjką na próbę, jak państwo będą niezadowoleni, to poprawi gazetami. Państwo: absolutnie, nie ma mowy.
- To pani przejedzie sobie tą myjką parę razy i weźmie pieniądze za mycie okien? – odpowiedziała oburzona zleceniodawczyni. Jakże to tak, państwo płacą przecież nie tylko za efekt, ale i za bezsensowny widoczny zapierdol.
Kiedyś napisałem książkę. Wypieściłem, dopieściłem każde zdanko. Wydawnictwo przyjęło, odesłało egzemplarz po redakcji. Pokreślony potwornie i bez sensu. Zdania poprawne składniowo zamienione na anakoluty. Słowa powymieniane bez sensu: wszystkie „że” zamienione na „iż”, wszystkie „wtedy” na „wówczas”, „powiedział” na „rzekł”, a „odrzekł” na „odpowiedział”. Odrzucanie tych poprawek zajęło mi wiele dni. Rozmawiam z redaktorką i pytam, co się pani w tym moim języku nie podoba? A ona na to, że musi dużo zmieniać, bo jak jest mało na czerwono, zwierzchność może się przyczepić. Czyli bezsensowny widoczny zapierdol, który tym razem generuje kolejny bezsensowny zapierdol (mój), tyle że niewidoczny.
Kiedyś idę sobie w gronie znajomych do knajpy. Jeszcze przed godzinami szczytu. Zasiadamy, zamawiamy, miła kelnerka przynosi, każdy dostaje, co zamówił. Jeden ze znajomych woła kelnerkę. Prosi o więcej serwetek. Kelnerka przynosi, on domaga się ostrej papryki. Kelnerka znika na zapleczu, za chwilę donosi ostrą paprykę. To znajomy znów kartę prosi – może coś jeszcze zamówi. Potem prosi, żeby kartę zabrać – jednak się nie zdecydował. Ale więcej lodu do napoju prosi. Kelnerka przynosi lód w szklance, znajomy mówi, że może jednak więcej niech przyniesie, w kubełku, bo może inni też będą chcieli lodu. Ja w końcu nie wytrzymuję, i pytam, o co mu chodzi, czy nie może o wszystko poprosić za jednym zamachem, zamiast dziewczynę ganiać, a nam zakłócać biesiadę?
- No ale co ona ma do roboty? Pusta sala, ona stoi bezczynnie – odpowiada znajomy, jak się okazuje, jedyny wśród nas człowiek głęboko moralny. Myśmy przyszli do knajpy z czystego amoralnego hedonizmu, a on ma misję: pilnuje, żeby dziewczyna, która nas obsługuje, nie zeszła na złą drogę, żeby nie zgnuśniała, nie pogrążyła się w lenistwie, żeby w pocie czoła, jak Pan Bóg przykazał, zapracowała na swój chleb.
Myślę, że czynnik religijny jest bardzo istotny, nawet dla zlaicyzowanych wyznawców kultu bezsensownego widocznego zapierdolu. To jest ten sam typ, co lekarze odmawiający rodzącym kobietom znieczulenia. Boli, bo musi boleć. Bóg ukarał kobietę rodzeniem w bólach za grzech pierworodny, więc ma boleć. Mężczyznę (kobietę, jak się okazuje też) ukarał pracą w pocie czoła, więc ma być widać tę pracę i ten pot przy pracy. Ponoć Jezus Chrystus przez swoją ofiarę odkupił nasze grzechy, ale na tę karę jego ofiara okazała się za słaba – zapierdol musi być.
Jak zapierdol nie ma sensu, to musi być zapierdol bez sensu – byle by było go widać. Liczy się oczywiście efekt pracy, ale jest on tym cenniejszy, im większy zapierdol do niego prowadzi. Poza tym, płaci się przecież za zapierdol, a nie za jakiś efekt. „A ty co? Nie masz nic do roboty? To ja ci coś znajdę”. „Czy ja pani/panu płacę za siedzenie/stanie/czytanie/czekanie?”. „A co pan będzie robił, jak uczniowie będą oglądać film?”. Na takie pytania nikt oczywiście nie lubi odpowiadać, pracownicy prowadzą więc coś w rodzaju prewencji: w momencie, kiedy sensowny zapierdol traci swoją intensywność, albo kiedy jest niewidoczny dla zewnętrznego obserwatora, zaczynają zapierdalać bez sensu, byle w sposób widoczny. Czasem wręcz odkładają sensowną pracę, która z zewnątrz nie wygląda na zapierdol, taką jak choćby przemyślenie przez nauczyciela cyklu lekcji, aby oddać się widocznej dla wszystkich krzątaninie. Wyznawcy kultu zapierdolu domagają się od innych bezsensownego widocznego zapierdolu, najczęściej dlatego, że sami bezsensownie, ale w sposób widoczny zapierdalają i jest to dla nich sprawa elementarnej sprawiedliwości: dlaczego oni mają zapierdalać bez sensu, a inni nie?
Z czysto racjonalnego punktu widzenia mogłoby się wydawać, że nauczyciel, który się nie nazapierdala bez sensu, który w przerwie między jedną lekcją a drugą wypije sobie kawkę, a popołudnie spędzi nie na wypełnianiu sprawozdań, ale, dajmy na to, na spacerku, będzie bardziej dla swoich uczniów miły, rozumiejący, pomocny, będzie uczył lepiej i skutecznie. Podobnie może wydawać się, że pracownik, który obsłuży już jednego klienta, a w oczekiwaniu na kolejnego odpocznie sobie w jakimś przytulnym miejscu, tego kolejnego obsłuży z większym zaangażowaniem, energią, to co ma zrobić, zrobi lepiej niż ten, któremu czas oczekiwania wypełni zapierdol lub markowanie zapierdolu. Ale taki zimny, racjonalny punkt widzenia jest nie do przyjęcia dla ludzi głęboko moralnych, którzy wiedzą, że człowiek, jeśli chce być godny swojego miana, musi zapierdalać. Zapierdalać tak jak ja zapierdalam, jak ty zapierdalasz, jak wszyscy bez sensu zapierdalamy.


Cytat:Jeśli jednak ktoś w czasie swoje pracy bawi się, siedzi w necie, wychodzi pięć razy na papierosa, spędza kwadranse na pogawędkach, oznacza to, że jest w tej pracy niepotrzebny. Firma marnuje pieniądze, które mogłaby przeznaczyć na swój rozwój czy podwyżkę pensji. Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.

No i to już problem tylko i wyłącznie tej firmy. Widocznie jest chujowo zarządzana i w końcu święta niewidzialna ręka rynku ją za to ukarze. Uśmiech
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#26
Rodica


Cytat:Twoje rady dla przedsiębiorców to jakieś ogólniki z poradnika.

Wysil się, proszę, napisz chociaż raz coś konkretnego. Do której części mojej wypowiedzi się odnosisz? Co jest ogólnikiem z poradnika?

cobras


Cytat:No i to już problem tylko i wyłącznie tej firmy. Widocznie jest chujowo zarządzana i w końcu święta niewidzialna ręka rynku ją za to ukarze.

I o to mi chodzi. Złe zarządzanie - raz. A sytuacja na rynku pracy - dwa.



towarzyski.pelikan


Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a): Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.
A moje kolezanki, ktore te sama ilosc pracy wykonuja 8 h powinny byc zatrudnione na caly?  [Obrazek: biggrin.gif]
Jest na to rozwiazanie. Towarzyski.pelikan bedzie pracowala dwa razy wolniej. I w ten sposob zarobi 2 x tyle  [Obrazek: rolleyes.gif]

Twoich koleżanek tam w ogóle nie powinno być.
[Zakładając, że nie są nowymi pracownicami. Nowy pracownik potrzebuje czasu na wdrożenie się do pracy].


Jestem za prawami pracowników. Płatnymi urlopami, chorobowymi. Prawem do strajku. Przestrzeganiem praw pracowników. Szacunkiem do nich. Płacą na czas za każdą minutę pracy. Itd.
W zamian pracownicy powinni uczciwie pracować. I tyle.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#27

ZnaLezczyni


Cytat:Ale jedna jest, wszystko zrobiła, nie ma co robić, niech sobie siedzi. Jeśli natomiast jest jakaś inna osoba pracująca tam, dziewczyna jest najprawdopodobniej zbędna.

Tak, jest jedna i pizzeria ma się dobrze, są okresy w ciągu dnia kiedy nie ma nikogo (zazwyczaj do południa), a są takie kiedy jest więcej niż jeden klient.

Sama przyznajesz, że są momenty kiedy może sobie siedzieć, więc twoje wytyczne mowiące, że pracownik powinien pracować w każdej minucie czasu pracy, nie mają tu zastosowania - Rodica ma rację, że różne firmy rządzą się różnymi prawami.

Cytat:Nie dziwię się, jeśli lubisz się obijać i rżniesz na czasie pracodawcę.

Nie, ja po prostu nie przynależę do "kultu bezsensownego zapierdolu" o którym mowa w wypowiedzi cobrasa .
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#28
Ja tak sobie teraz myślę, że w przypadku ZnaLezczyni to wcale nie jest  kult zapierdolu, tylko kult biurokracji, przepisów, którym nasza afektowna koleżanka zastępuje sobie taką ludzką etykę.

Przypomina mi osoby, które nigdy nie przechodzą na czerwonym świetle, nawet jeśli droga jest pusta.
Odpowiedz
#29
ZaKotem napisał(a): Co innego jednak, jeśli oczekuje się jakiejś współpracy w zespole. System akordowy ją niszczy. Na płace trzeba mieć jakiś ustalony budżet, a jeśli będziemy go rozdzielać według zasług, to każdy pracownik łatwo zauważy, że tym więcej zarobi, im... gorzej jego koledzy będą pracować. To motywuje wręcz do sabotażu, a nawet jeśli tego unikniemy (wzmacniając kontrolę, co oczywiście generuje koszty) to wyeliminuje jakąkolwiek pomoc w zespole. Uniemożliwi szkolenie nowych, bo w interesie każdego pracownika będzie to, żeby jego koledzy nic nie umieli. Przy dużej mobilności i rotacji pracowników - a to dzisiaj raczej norma - to rozwali każdą firmę.

Bardzo ładny intelektualny wygibas, który jednak niezgodny jest z życiową praktyką. Pracowałem kiedyś w kilkunastoosobowej grupie stachanowców przy montażu systemu tryskaczy przeciwpożarowych. Praca na akord, każdy zapierdalał i jeden ganiał drugiego, bo nie byliśmy rozliczani z akordu jako jednostki tylko jako cała grupa. Dobra kasa, ale taki zapierdol, że nawet jak dla mnie to było za dużo.

znaLezczyni napisał(a): Zauważyłam wpadanie ze skrajności w skrajność: jeszcze kilka(naście) lat temu pozwalano pracodawcom na oszukiwanie pracowników. Było na to powszechne przyzwolenie. Kilka razy mówiąc komuś, że powinien/ powinna pójść do sądu pracy, słyszałam: to nie ma sensu. Teraz jest zwrot o 180 stopni. Powszechne (jak twierdzisz) przyzwolenie na oszukiwanie pracodawców.

Nie. Cały czas jest tak samo - pracodawcy oszukują pracowników, a pracownicy pracodawców. Jedni udają, że płacą, drudzy udają, że pracują - taki mały zgniły kompromis. Oczywiście nie jest tak zawsze i wszędzie, ale w Polsce B jest to raczej spotykane.

znaLezczyni napisał(a): Firma marnuje pieniądze, które mogłaby przeznaczyć na swój rozwój czy podwyżkę pensji.

Albo na kolejny nowy samochód właściciela firmy. Ale lepiej żeby pracownicy tego nie widzieli. Jak to mawiał mój były szefo - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

znaLezczyni napisał(a): Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.

Nie widzę w tym ani krzty logiki. Z Towarzyskim Pelikanem zazwyczaj się nie zgadzam, ale kurna, jeśli robi swoją robotę to z jakiej racji ma być karany połową etatu, a mniej wydajni pracownicy mają mieć cały? To jest promowanie ślamazarności.

znaLezczyni napisał(a): A co z etyką pracy?

Rżnąć Uśmiech

znaLezczyni napisał(a): Praca na akord to okropne rozwiązanie. Rodzi niezdrową rywalizację i prowadzi do wykorzystywania pracowników.

Nieprawda. Praca na akord jest najuczciwszym podejściem. Nigdy w życiu, pracując u kogoś w firmie i mając stawkę godzinową, nie zarobiłem tyle co na akordzie, na własnej działalności.

znaLezczyni napisał(a): To niestety jest polska mentalność (przepraszam za uogólnienie wszystkich Polaków, którzy takowej mentalności nie mają). Patrzenie na to, ile zarabia twój pracodawca.

A co w tym złego? Jeden z moich byłych pracodawców nie zapłacił mi za urlop, bo "wiesz jak jest teraz ciężko", a parę tygodni później poleciał se z kobitą na wakacje do Indii. Trzeba patrzeć na zarobki oraz na to jak się prowadzi, żeby móc ocenić wiarygodność jego żalenia się. Jak podjeżdża zajebistym SUVem, a nie ma na legalne zatrudnienie, na opłacenie mojego ZUSu, to chyba coś jest nie halo...

znaLezczyni napisał(a): Jestem za prawami pracowników. Płatnymi urlopami, chorobowymi. Prawem do strajku. Przestrzeganiem praw pracowników. Szacunkiem do nich. Płacą na czas za każdą minutę pracy. Itd.
W zamian pracownicy powinni uczciwie pracować. I tyle.

A ja jestem za tym, żeby na świecie był pokój, żeby nikt nie był biedny i żeby wszyscy byli bogaci i zdrowi.

Życie to niejebajka.
Odpowiedz
#30
Lampart


Cytat:Tak, jest jedna i pizzeria ma się dobrze, są okresy w ciągu dnia kiedy nie ma nikogo (zazwyczaj do południa), a są takie kiedy jest więcej niż jeden klient.

Sama przyznajesz, że są momenty kiedy może sobie siedzieć, więc twoje wytyczne mowiące, że pracownik powinien pracować w każdej minucie czasu pracy, nie mają tu zastosowania - Rodica ma rację, że różne firmy rządzą się różnymi prawami.


Gdzie napisałam o każdej minucie czasu? Wróć do moich postów, proszę, przeczytaj - tym razem uważnie i ze zrozumieniem, a potem zabieraj głos odnośnie tego, co napisałam.


Cytat:
Cytat: napisał(a):Nie dziwię się, jeśli lubisz się obijać i rżniesz na czasie pracodawcę.

Nie, ja po prostu nie przynależę do "kultu bezsensownego zapierdolu" o którym mowa w wypowiedzi cobrasa .

Która moja wypowiedź świadczyła o kulcie "bezsensownego itd.". Możesz zacytować, proszę? I nie wyrywać z kontekstu?


towarzyski.pelikan


Cytat:Ja tak sobie teraz myślę, że w przypadku ZnaLezczyni to wcale nie jest  kult zapierdolu, tylko kult biurokracji, przepisów, którym nasza afektowna koleżanka zastępuje sobie taką ludzką etykę.


Ani ja twoja koleżanka, ani afektowna.
Nie kult przepisów w tym wypadku, tylko zwykła, ludzka uczciwość. Nie naciągać pracownika, nie naciągać pracodawcę. Wiem, trudno zrozumieć, jeśli do krętactwa (rżnięcia kogoś) jest się przyzwyczajonym.


lumberjack



Cytat:Nie. Cały czas jest tak samo - pracodawcy oszukują pracowników, a pracownicy pracodawców. Jedni udają, że płacą, drudzy udają, że pracują - taki mały zgniły kompromis. Oczywiście nie jest tak zawsze i wszędzie, ale w Polsce B jest to raczej spotykane.

1. Co znaczy, że udają, że płacą?.
2. To nie kompromis, tylko kolejne polaryzowanie społeczeństwa. Tak jak na wyborców PiS i PO, roboli i nieroboli. Nie będzie dialogu, póki jedna grupa będzie postrzegała drugich jako oszustów, kombinatorów itd.




Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a):Firma marnuje pieniądze, które mogłaby przeznaczyć na swój rozwój czy podwyżkę pensji.

Albo na kolejny nowy samochód właściciela firmy. Ale lepiej żeby pracownicy tego nie widzieli. Jak to mawiał mój były szefo - czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.



Albo na nowy samochód szefa. Jeśli ktoś jest tak krótkowzroczny, że nie inwestuje w firmę, poniesie tego konsekwencje na rynku. Ale to sprawa właściciela, co zrobi z pieniędzmi. Pracownika nie powinno to obchodzić (chyba że ma udziały w firmie). Pracownika powinno obchodzić, żeby wszystkie jego uzgodnione świadczenia były płacone na czas.


Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a):Skoro towarzyski.pelikan wykonuje swoją pracę w ciągu czterech godzin, oznacza to, że firma przepłaca. Powinna być zatrudniona na pół etatu.

Nie widzę w tym ani krzty logiki. Z Towarzyskim Pelikanem zazwyczaj się nie zgadzam, ale kurna, jeśli robi swoją robotę to z jakiej racji ma być karany połową etatu, a mniej wydajni pracownicy mają mieć cały? To jest promowanie ślamazarności.


Nie doczytałeś chyba do końca tego, co napisałam, a napisałam, że jej (ślamazarnych) koleżanek nie powinno tam być.

[Oczywiście, należy wziąć pod uwagę także inne czynniki. Być może towarzyski.pelikan - tu sobie gdybam, proszę nie brać tego literalnie jako wypowiedzi o towarzyskim.pelikanie - być może towarzyski.pelikan jest szybka, ale niedokładna. Albo ma problemy z pracą w grupie, plotkuje, wprowadza złą atmosferę w pracy. Spóźnia się do pracy albo często jest chora, szczególnie po weekendzie. Któraś z jej koleżanek jest wolniejsza, ale rzetelniejsza. Umie pracować w grupie i można na niej polegać. Wówczas wolniejsze tempo pracy jest rekompensowane poprzez inne zalety.
Trzeba wziąć pod uwagę to, że któryś pracownik może być w stanie podwyższonego stresu. Choruje albo on, albo ktoś z rodziny. Rozwodzi. Stres spoza pracy może wpływać na jakość pracy.]

Chciałam zwrócić uwagę, że towarzyski.pelikan napisała, że połowę dnia w pracy ma wolne [nie mówimy tu o kilku minutach pomiędzy jednym a drugim zadaniem; minutach, które można wykorzystać na rozprostowanie kości, zrobienie sobie herbaty czy zapytanie koleżanki, co u niej słychać]. Skoro ma płacone za osiem godzin pracy, a pracuje cztery, jej koleżanki zaś są dwa razy od niej wolniejsze - najprawdopodobniej tylko niekorzystna sytuacja na rynku pracy powoduje, że koleżanki tam jeszcze pracują.




Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a):A co z etyką pracy?

Rżnąć [Obrazek: smile.gif]



Żart, nie żart, niestety często widzę taką postawę. Częściej u Polaków (w Polsce) niż u Brytyjczyków. Brytyjczyk byłby jednak zażenowany, gdyby miał publicznie powiedzieć, że oszukuje pracodawcę.

Cytat:
Cytat:Praca na akord to okropne rozwiązanie. Rodzi niezdrową rywalizację i prowadzi do wykorzystywania pracowników.


Nieprawda. Praca na akord jest najuczciwszym podejściem. Nigdy w życiu, pracując u kogoś w firmie i mając stawkę godzinową, nie zarobiłem tyle co na akordzie, na własnej działalności.


Nie zgodzę się z tobą, oczywiście nie w kwestii twoich zarobków - zarobiłeś, ile zarobiłeś. Praca na akord to praca w podwyższonym stresie, robienie z pracownika robota, a nie o to chodzi.




Cytat:
Cytat:To niestety jest polska mentalność (przepraszam za uogólnienie wszystkich Polaków, którzy takowej mentalności nie mają). Patrzenie na to, ile zarabia twój pracodawca.


A co w tym złego? Jeden z moich byłych pracodawców nie zapłacił mi za urlop, bo "wiesz jak jest teraz ciężko", a parę tygodni później poleciał se z kobitą na wakacje do Indii. Trzeba patrzeć na zarobki oraz na to jak się prowadzi, żeby móc ocenić wiarygodność jego żalenia się. Jak podjeżdża zajebistym SUVem, a nie ma na legalne zatrudnienie, na opłacenie mojego ZUSu, to chyba coś jest nie halo...



Jego sprawą jest, ile zarobił, bo nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że cię oszukał i nie wypłacił należnego ci świadczenia. Nie powinno cię obchodzić, skąd twój pracodawca znajdzie pieniądze. Ma ci zapłacić, a skąd - jego problem. Dlatego pisałam, że to nie taki miód być pracodawcą - zwłaszcza, jeśli pracuje się jako podwykonawca.
Problemem jest nie to, jakie wakacje sobie zrobił, albo jakim samochodem jeździ, tylko że nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań.

I co - zapłacił w końcu? Jeśli nie, poszedłeś do sądu?



Cytat:
znaLezczyni napisał(a): napisał(a):Jestem za prawami pracowników. Płatnymi urlopami, chorobowymi. Prawem do strajku. Przestrzeganiem praw pracowników. Szacunkiem do nich. Płacą na czas za każdą minutę pracy. Itd.
W zamian pracownicy powinni uczciwie pracować. I tyle.

A ja jestem za tym, żeby na świecie był pokój, żeby nikt nie był biedny i żeby wszyscy byli bogaci i zdrowi.

Życie to niejebajka.


Chyba się nie zrozumieliśmy.
Napisałam, że jestem za gwarantowanymi prawami pracowników (takie rzeczy jak płatny urlop czy opłacane chorobowe są czymś oczywistym, ale
kiedyś nie były i ktoś musiał je wywalczyć) i dlatego nie będę głosowała na PO ani żadną koalicję, w której PO jest. Popieram prawa pracownicze, w szczególności klasy robotniczej. Problem w tym, że pracownikom ich prawa wydają się tak oczywiste, że (niektórzy z nich) żywią przekonanie, że powinni być opłacani za sam fakt przychodzenia do pracy. Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy.

Nie trywializuj, proszę, tego co napisałam. Tu chodzi o wzajemną uczciwość. Jeśli pracodawcy będą postrzegać pracowników jako wyłudzaczy (postawa prezentowana przez towarzyskiego.pelikana), a pracownicy pracodawców jako oszustów, niczego dobrego to nie wniesie.
Można być po prostu uczciwym, niezależnie od tego, którą z tych dwu ról się pełni.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#31
A może nie koleżanki są ślamazarne, tylko towarzyski.pelikan szybsza? Nie wiem, jak dokładnie wyglądają sprawy w cudzej pracy, ale jeśli zadania pelikana są wykonane i jej praca opłaca się pracodawcy, to dlaczego pracodawca miałby mieć pretensję? Nie widzę też, dlaczego miałaby prosić pracodawcę o dodatkowe obowiązki za te same pieniądze. Oczywiście jeśli to wszystko, co pelikan pisze, to prawda. Rzeczywiście Polsce czasami panuje dziwne połączenie braku etyki pracy z kulturą zapierdolu. Mniej ważne jest, żeby dobrze wykonać obowiązki, a bardziej, żeby wszyscy widzieli, jak ktoś zapieprza.
Zgadzam się natomiast w pełni ze znalezczynią, że problemem w sytuacji lumbera jest to, że pracodawca nie wywiązał się z umowy, a nie jego samochód czy wakacje.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#32
Iselin napisał(a):  Nie widzę też, dlaczego miałaby prosić pracodawcę o dodatkowe obowiązki za te same pieniądze. 

Gdyby pracodawca mi dołożył obowiązków z racji szybkiego tempa, to oczywiście wyciągnęłabym z tego lekcje - zwolniła tempo. Już raz się w ten sposób wkopałam w poprzedniej pracy, liczac ze ktos doceni to, ze wyrabiam 300% normy. Nikt nie docenil, a pracodawca wyrobil sobie o mnie opinie, ze jestem szybki bill i mozna mi dowalic wiecej rzeczy. Kiedy sobie to uprzytomnilam, zmienilam podejscie. Zaczelam nasladowac moje kolezanki. Pierwsza godzina w pracy - sniadanko, poranna prasa, fejs, sprawy prywatne. Pozniej godzina czytania maili, zapoznawania sie z instrukcjami od TL. Po 2 h pracy przystepuje do wlasciwej pracy. Wszystko robie bardzo powoli, z niejaka naboznoscia, w miedzyczasie smieszkujac sobie z kolezankami, obowiazkowo przerwy na kawke, przedluzajce sie wizyty w toalecie, przerwa lunchowa wykorzystana co do minuty (wczesniej bywalo ze wykorzystywalam tylko mala jej czesc albo wrecz jadlam przy biurku) i ostatnia godzina pracy to juz praktycznie zaczynam się zwijac - fejsik, sprawy prywatne, mycie kubeczkow i takie tam. Praktycznie nic na tym nie stracilam, nadal wyrabialam nieco ponad 100% normy, wiec nawet z premii mi nie zeszlo  Cwaniak
Odpowiedz
#33
Jezeli jestes taka szybka w tej pracy to moze powinnas robic cos bardziej skomplikowanego za wieksze pieniadze ?
Odpowiedz
#34
ZnaLezczyni

Użyłem metafory, chodziło mi jednak o ogólny sens twojej wypowiedzi.
Pisałaś, że pracownik który nie ma nic do roboty jest zbędny.
Przedstawiłem przykład pracownicy, która nie ma nic do roboty czasami, a zbędna nie jest, bo zawsze może wejść klient w każdym momencie. To był przykład jeden z wielu.
Chodziło mi tylko o to, że uogólniasz, a przecież różne firmy rządzą się różnymi sprawami, co słusznie zauważyła Rodica

I tylko o to mi chodzi. Ja w jednej firmie pracowałem to przełożona sama mi powiedziała, że jak mam skończone, to żebym sobie włączył naszą klasę (nie miałem naszej klasy ale ona myślała że mam bo wtedy nasza klasa była modna)... Po prostu widziała, że się boje i siedze wyprostowany jak z kijem w dupie zamiast się trochę wyluzować.
A był też czas, że brałem pracę do domu aby się uwinąć tyle było zleceń ( w sumie to nie powinienem ale nie chciałem jej zawieść).

Ty byś mi nie powiedziała żebym sobie włączył naszą klasę na jej miejscu.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#35
Adam M. napisał(a): Jezeli jestes taka szybka w tej pracy to moze powinnas robic cos bardziej skomplikowanego za wieksze pieniadze ?

Większe pieniądze zwykle oznaczają większy stres i większą niewolę. A ja kiedyś marzyłam, że będę bibliotekarką na prowincji. Będę biedna, ale szczęśliwa. Otoczona książkami. Teraz jednak jestem świadoma, że słabe zarobki oznaczają brak oszczędności. A brak oszczędności to też niewolnictwo. Trzeba celować w związku z tym w takie prace, które dają fajny hajs ale niewielkim kosztem.
Odpowiedz
#36
Lampart:
Cytat:Po prostu widziała, że się boje i siedze wyprostowany jak z kijem w dupie zamiast się trochę wyluzować.
Kiedyś podczas wakacji pracowałam w biurze, moim zadaniem było odbierać maile i telefony. Przez dwa miesiące nie przyszedł ani jeden mail i nie zadzwonił ani jeden telefon. Moja praca polegała na siedzeniu w krześle z kijem w dupie. Coś pięknego. Nigdy żadna praca mnie tak nie zmęczyła nawet praca na budowie po 12 godzin dziennie.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#37
Rodica, a nie brałaś tam sobie jakichś książek do czytania czy krzyżówek?
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#38
Lampart:
Chciałam dobrze wypaść, w końcu wykonując tak ważne zadania trzeba zachować odpowiednią postawę.
Nie chciałam żeby sobie pomyślała że robię sobie z miejsca pracy czytelnię. Uśmiech
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#39
Rozumiem, szkoda, że pracodawca sam nie zaproponował jakiegoś umilenia sobie czasu :/
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#40
Moja przelożona to był typ faszystowskiej biurokratki, jej mentalność idealnie wpisywała się filozofię zapierdalania na pokaz bez efektów. Formalności musiała stać się zadość.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości