Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wasza intuicja odnośnie ewentualnego ciągu istnienia pośmiertnego
#1
Pytanie zadaję zarówno osobom uznającym coś poza horyzontem świata materii, jak i tym którzy ów koniec horyzontu uznają za koniec prawdziwych bytów.

Tym drugim pragnę zaznaczyć, iż chciałbym, aby tylko założyli (stworzyli wbrew sobie, choćby to było dla nich mało poważne) byt w którym można egzystować po śmierci.



Jak widzi wam się taka sprawa:

Co może być niby tym odrębnym bytem, wiedząc, że mamy świat materii, namacalny i faktyczny i znamy jego swoiste odczuwanie przez nas?

Jaki jest więc sens naszego świata względem co najmniej jednego innego?


Dla mnie osobiście istnienie dwóch światów to zwykłe prostactwo. Dlaczego niby ma istnieć drugi, lepszy? Ten też jest nie najgorszy i już nie zmienimy tego, że w historię mamy wpisane uczestnictwo w nim. 

Po co więc jesteśmy w nim, patrząc przez pryzmat istnienia lepszego, czy w ogóle doskonałego?

Oczywiście mój fatalistyczny pogląd mówi, że gorszy by nie był, gdyby nie pewna konieczność. Pech chce, aby nie zostało mi dane poznać tej konieczności(?)

Właśnie dlatego chciałbym zapytać się innych. Jak wy to widzicie? Od razu zaznaczę też, że nie interesują mnie anioły, demony i takie wytłumaczenia. 

Interesuje mnie to swoiste stworzenie punktu w umyśle, gdy ja jako odbiorca mogę pochwycić od was, że chociaż 50 % sensu jest zachowane w niedoskonałym świecie, który cały czas leży pewien stopień niżej, pod doskonałym.
Żyjmy w zgodzie, interesujmy się sobą, naszą rozmaitością przede wszystkim.
Odpowiedz
#2
Porzuć wszelką nadzieję - tyle w temacie.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#3
Po śmierci jest ciągłość. Rozpadasz się na czynniki pierwsze, atomy itd., one wracają do obiegu i powstaje z nich coś innego. Taki sens.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#4
Wszystko świadczy przeciw wizji, w której istnienie jakaś substancjonalna dusza, która dubluje funkcje mózgu wraz z jego wszelkimi zaburzeniami, a po śmierci oddziela się od niego by istnieć nadal.
Bardziej prawdopodobna (choć oczywiście zupełnie nieudowadnialna)  jest wizja, w której jest jakiś prawdziwy, istniejący poza "naszym" światem byt, który przeżywa jedynie długą jak ludzkie życie symulację bycia w naszym świecie. Coś na kształt gry komputerowej, ewentualnie gry komputerowej z wieloma realnymi graczami - innymi tego typu bytami.
Wtedy śmierć oznaczałaby jedynie zakończenie symulacji i powrót do "prawdziwej rzeczywistości".
Odpowiedz
#5
Inny swiat nigdy nie wydawal mi sie realna ewentualnoscia, chociaz przezylem w moim dosc dlkugim zyciu kilka rzeczy swiadczacych o nieuswiadamianych mozliwoscia mozgu jak silne przeczucia w przeddzien jakiegos wydarzenia ktore sprawdzaly sie w 100% w rzeczywistosci, czy inne dziwne przypadki.
Natomiast zawsze mialem nadzieje ze moze nie ogarniamy zmyslami calosci naszego swiata i jakies jego wymiary sa dla nas w obecnym zyciu niedostepne.
Pocieszam sie rowniez ze moze obieg "czynnikow pierwszych" przedstawionych przez Zarlaka jest troche przyspieszony i umierajac w jednym miejscu rodzisz sie jednoczesnie w innym.
Zdaje sobie jednak sprawe ze to jest po prosty chciejstwo Uśmiech.
Odpowiedz
#6
Redukcja do stanu jakiejś protoświadomości czy globalnej świadomości - 50%
Całkowite i nieodwracalne urwanie filmu - 50%
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#7
Cytat:Porzuć wszelką nadzieję - tyle w temacie.

To by było trochę za szybkie. Tendencja do dociekania do czegoś, z czym obcuje się w 4 % naszego życia nie pozwala mi tak o, porzucać nadziei.

Szanuję jednak twoją tendencję do porzucania jej od razu, jest to uzasadnione, choć ciut za szybkie, bo są też różne doświadczenia mózgowe lub niemózgowe, które potrafią tak wyremontować tendencje u człowieka, że hoho. 



Cytat:Po śmierci jest ciągłość. Rozpadasz się na czynniki pierwsze, atomy itd., one wracają do obiegu i powstaje z nich coś innego. Taki sens.

Coś w tym kierunku bym preferował. Tyle, że rozłożone ciało to już nie jest taki człowiek do końca. Bardziej bym brnął w coś w stylu - skoro istniałem chwilę, a moje atomy istnieją dalej, to być może mam zakodowane istnienie, ale w przejściu poza materię. Ustosunkowałbyś się do tego?

Bo to co napisałeś to nic innego jak nieśmiertelność, tyle, że jaźń w zasadzie na 100 % nie odczuwa istnienia przez pryzmat atomów ''pocielesnych'', lecz kończy świadomość wraz ze śmiercią ciała (w rozumowaniu medycznym). 

Powstaje pytanie, dlaczego twardy ateista tak szybko uznaje owe atomy za brak człowieka, a ciało poruszające się na nogach uznaje za człowieka ze wszech miar. Przecież co tutaj ma aktywność mózgu, krwi itp. do atomów? Jedno i drugie to materia. Człowiek widzi jaźń, będąc w ciele przez np. 80 lat, a później jej nie widzi, mimo, że to samo ciało istnieje dalej jako atomy, a później jako coś nowego, jak napisałeś. 
To wygląda jakby jaźń A mogła się przekształcać na jaźń B, nie bacząc na to przez jakie pryzmaty jaźń patrzy na bycie.

Ustosunkuj się jeśli możesz. Pogadamy o tym?

________________

To moje główne pytanie tyczy się tego jak ma się świat w którym żyjemy do reszty sensu, gdzie zwykło się mawiać, że istnieją lepsze czy nawet doskonałe światy. Te gorsze światy mnie nie interesują bo od razu sobie je wsadzam do szufladki ''za karę itp.'' i szczerze ten szczebel tematu mnie nie interesuje, tylko właśnie ten z tymi lepszymi światami w stosunku do materialnego.
Żyjmy w zgodzie, interesujmy się sobą, naszą rozmaitością przede wszystkim.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości