Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
A tymczasem w .....
#41
ZaKotem napisał(a): I to jest jedyna różnica.

Nie, nie jedyna. Tylko zasadnicza, zmieniająca całkowicie kontekst. Białaczka to choroba i dzieciom na nią ciepiącym należy współczuć i w miarę możliwości im pomagać. Oczywiście, że jeśli ktoś celowo, kłamliwie, dla osiągnięcia korzyści pogrywa sobie takim tematem na ludzkich uczuciach to jest to ciężkie skurwysyństwo, a wręcz kradzież zuchwała. Ale nawet jeżeli ktoś jest oszustem, to danie się oszukać takiej osobie jest czynem co najwyżej naiwnym.

W opisanym przypadku chorym osobnikiem jest owa matka, a to biedne dziecko jest jej ofiarą. Dawanie jej jakichkolwiek pieniędzy jest czynem niemoralnym.
Odpowiedz
#42
ZaKotem napisał(a):Rzeczywiście jest to typowe żebranie "na horom curke", i jak zwykle w takim wypadku nie wiadomo, ile w tym jest autentycznej chęci pomocy swojemu dziecku w problemach, a ile próby wykorzystania tych problemów dla uzyskania korzyści majątkowych.

"Dej, mam horom curke" to mem odnoszący się nie do zbiórek na chore dzieci, tylko do pewnych objawów pazerności samotnych matek, wyśmiewanych przez internautów. Standardowy przypadek "dej, mam horom curke" przedstawiany jest zazwyczaj na skrinszocie z fejsowej konwersacji (czasem pewnie spreparowanym), przedstawiającym jak to madka umawia się na kupno jakiejś rzeczy dla dziecka na grupce sprzedażowej (ciekawe czy fiskus już pracuje nad tym źródłem dochodu... ), podczas omawiania przesyłki i płatności pisze "daj za darmo, mam chore dziecko", a gdy potencjalny sprzedający odmawia, zostaje zwyzywany.

Cytat:Nie wiadomo, to nie wiadomo.

Tylko że zbiórki na dzieci rzeczywiście chore:
- nie są reklamowane: "pomóż pięciolatkowi w walce politycznej" (wtf?)
- prowadzą je poważne fundacje, a nie atencyjne kur..., znaczy, performerzy znani z wrabiania ludzi i to w upokarzający sposób
- organizowane są w celu opłacenia drogiej terapii lub leku, a nie normalnych wydatków rodziny nie różniących się od rodzin z w pełni zdrowymi dziećmi

kkap napisał(a):
ZaKotem napisał(a): I to jest jedyna różnica.

Nie, nie jedyna. Tylko zasadnicza, zmieniająca całkowicie kontekst. Białaczka to choroba i dzieciom na nią ciepiącym należy współczuć i w miarę możliwości im pomagać. Oczywiście, że jeśli ktoś celowo, kłamliwie, dla osiągnięcia korzyści pogrywa sobie takim tematem na ludzkich uczuciach to jest to ciężkie skurwysyństwo, a wręcz kradzież zuchwała. Ale nawet jeżeli ktoś jest oszustem, to danie się oszukać takiej osobie jest czynem co najwyżej naiwnym.

W opisanym przypadku chorym osobnikiem jest owa matka, a to biedne dziecko jest jej ofiarą. Dawanie jej jakichkolwiek pieniędzy jest czynem niemoralnym.

Rzekomy transeksualizm u dzieci to czysty mengelizm. Chciałam córkę, urodził się chłopiec, więc go ciacham.
"...zażarty absolutysta, wściekły teokrata, nieprzejednany legitymista, apostoł potwornej trójcy złożonej z papieża, króla i kata, zawsze i wszędzie broniący najtwardszego, najciaśniejszego i najbardziej niewzruszonego dogmatyzmu, mroczna postać rodem z ciemnych wieków..."
Odpowiedz
#43
[Obrazek: 66943508_2616052435072045_44713823475387...e=5DBA5A7D]

Tymczasem na "bankowym" statku znaleziono 20 ton kokainy. Słowo "banksterzy" nabiera całkiem nowego znaczenia Uśmiech
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#44
kkap napisał(a): W opisanym przypadku chorym osobnikiem jest owa matka, a to biedne dziecko jest jej ofiarą. Dawanie jej jakichkolwiek pieniędzy jest czynem niemoralnym.

Skąd wiesz?

Łazarz napisał(a): Rzekomy transeksualizm u dzieci to czysty mengelizm. Chciałam córkę, urodził się chłopiec, więc go ciacham.

A rzekomy autyzm to wynik działania szczepionek. Ciebie też pytam: skąd wiesz?
Odpowiedz
#45
ZaKotem napisał(a):
Łazarz napisał(a): Rzekomy transeksualizm u dzieci to czysty mengelizm. Chciałam córkę, urodził się chłopiec, więc go ciacham.

A rzekomy autyzm to wynik działania szczepionek. Ciebie też pytam: skąd wiesz?

Bo takie rzeczy dzieją się dopiero po wchłonięciu odpowiedniej dawki homopropagandy. A jak wiadomo dzieci takiej homopropagandy nie chłoną więc transseksualne być nie mogą.

A tak na serio, różnego rodzaju zaburzenia postrzegania własnej płci jak najbardziej mogą się zdarzyć we wczesnym dzieciństwie. Choć oczywiście nie każdy przypadek, gdy chłopiec chce zakładać sukienki do tego się kwalifikuje, większość pewnie nie. Więc przy stawianiu diagnozy trzeba zachowywać dużą ostrożność. Natomiast jak jest w tym przypadku nie mam zielonego pojęcia. Może matka ma rację, może nie. Może problem jest realny a może to zwyczajny skok na kasę.  Na podstawie danych, którymi dysponuję rozpoznać tego nie potrafię.

Natomiast padł gdzieś tam argument, że zaangażowany w sprawę był psycholog związany ze środowiskiem LGTB. Pomijając to, że diagnozę powinien wystawiać seksuolog nie psycholog, ten może co najwyżej udzielać dodatkowego wsparcia to tak sobie myślę, że gdyby mi zdarzył się taki problem z moim dzieciakiem (zakładam tu roboczo, że to nie jest wyssane z palca) również nie szukałbym pomocy u psychologa działającego w parafialnym centrum pomocy rodzinie, co więcej znając przekonania większości ludzi miałbym spore obiekcje przez standardowym psychologiem z NFZ a upewniwszy się wcześniej odnośnie prawidłowości diagnozy raczej też bym szukał pomocy wśród kogoś związanego z tym środowiskiem (nie ograniczając się jednak jedynie do jego opinii)


cobras napisał(a): Tymczasem na "bankowym" statku znaleziono 20 ton kokainy. Słowo "banksterzy" nabiera całkiem nowego znaczenia Uśmiech

Jak myślisz, towar szmuglowali bankowcy, czy raczej marynarze ?
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#46
A ja uważam, że to jest tak delikatna sprawa, że wszelki pośpiech jest niewskazany. 5 - letnie dziecko nie jest dopuszczone do kierowania autem, picia alkoholu, uprawiania seksu itd. itp. Nie jest do tego dopuszczone, bo jest niedojrzałe, nieodpowiedzialne i niekompetentne. Ale kiedy przychodzi do decyzji o zmianie płci, to jak widać, niektórym nie przeszkadza taki wiek i pozwoliliby dziecku podjąć decyzję o mega fundamentalnym znaczeniu dla jego przyszłego życia. Nie ogarniam tego :-(
Odpowiedz
#47
lumberjack napisał(a): Ale kiedy przychodzi do decyzji o zmianie płci, to jak widać, niektórym nie przeszkadza taki wiek i pozwoliliby dziecku podjąć decyzję o mega fundamentalnym znaczeniu dla jego przyszłego życia.
Ale tutaj nikt na razie decyzji o chirurgicznej zmianie płci nie podejmuje.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#48
zefciu napisał(a): Ale tutaj nikt na razie decyzji o chirurgicznej zmianie płci nie podejmuje.

Spoko. Ale i tak czegoś nie rozumiem.

5-letnie dziecko nie ma prawa decydować o napiciu się piwa, o seksie, o paleniu papierosów czy o jeździe samochodem*.

Ale może zadecydować o swojej płci.

No kaman, toż to absurd. Skoro dziecko już w wieku pięciu lat może podjąć jedną z najważniejszych decyzji w życiu, która wpłynie na całą jego przyszłość, to pozwólmy też na decydowanie we wszystkich innych kwestiach. Przecież wychodzi na to, że ono ma już wystarczającą odpowiedzialność oraz dojrzałość.

*Ba, nawet rodzice dziecka nie mogą mu pozwolić na takie rzeczy - w jednej chwili stracili by prawo do opieki nad nim. A tutaj mamy przypadek, że dziecko se podjęło decyzję, rodzic podjął decyzję i wszystko jest ok, ludzie hajsem sypią.

To teraz czekam na rodzica, którego dziecko bardzo chciałoby już jeździć samochodem i któremu ludzie zrzucą się na pierwszą furę. Nic mnie już nie zdziwi...
Odpowiedz
#49
lumberjack napisał(a): No kaman, toż to absurd. Skoro dziecko już w wieku pięciu lat może podjąć jedną z najważniejszych decyzji w życiu, która wpłynie na całą jego przyszłość, to pozwólmy też na decydowanie we wszystkich innych kwestiach. Przecież wychodzi na to, że ono ma już wystarczającą odpowiedzialność oraz dojrzałość.

Abstrahując od oceny przypadku to nie jest dobry argument, bo o ile wiem nikt dziecku nie zamierza fundować operacji), a dla oceny swoich uczuć czy odczuć (a o tym właśnie mówimy - czy dziecko odczuwa istotny dyskomfort kiedy jest nazywane takim czy innym imieniem) dziecko jest najbardziej kompetentne. Dziecko wie też najlepiej kiedy jest głodne, spragnione, wściekłe czy radosne, a mimo to nikt nie sugeruje, że należy mu w związku z tym przypisać buk wie jaką moc sprawczą.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#50
lumberjack napisał(a): No kaman, toż to absurd. Skoro dziecko już w wieku pięciu lat może podjąć jedną z najważniejszych decyzji w życiu, która wpłynie na całą jego przyszłość,

No ale o jakiej decyzji mówimy? Po pierwsze, to matka podjęła decyzję, że spełni życzenie wyrażone przez dziecko. A to życzenie to jak na razie życzenie nazywania się Bartkiem, a nie Zosią. Nie jest to nic, czego nie da się odwrócić, gdyby rzeczywiście okazało się, że to jednak pomyłka i tylko dziecięce urojenia.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości