Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bycie ateistą jest pyszałkowate
#1
Bycie ateistą jest niesamowicie pyszałkowate i doprawdy niebywale ignoranckie. Jeżeli ktoś jest ateistą to musi wierzyć, że wszystkie osoby które uczestniczyły w rozwoju i rozpowszechnianiu chrześcijaństwa na cały świat były kłamcami lub wiara w to co widzieli i podawali dalej była pomyłką, natomiast ateista wie lepiej. Pomyślmy dla przykładu o wszystkich ludziach którzy we wczesnych wiekach naszej ery byli zabijani, ponieważ nie chcieli odejść od chrześcijaństwa. Przykładano im miecz do szyi i mówiono "wyrzeknij się Jezusa albo Cię zabijemy". I się nie wyrzekali, woleli zginąć. Masowe tłumienie rozwoju chrześcijaństwa nic nie dawało, bo chrześcijaństwo i wiara ludzi były silniejsze. Dla ateisty jednak, takie poświęcenie będzie pomyłką, ateista wie lepiej, ateista powie, że ci ludzie zginęli bo uwierzyli w coś co nie istnieje i oddawali swoje życie zupełnie niepotrzebnie. Tysiące ludzi było zabijanych, wieszanych, torturowanych, ukrzyżowanych i kamienowanych, tylko dlatego, że nie chcieli wyrzec się Jezusa z Nazaretu, ale ateista powie, że coś im się pomyliło. Pomyślmy również o samym początku chrześcijaństwa, o apostołach którzy rozeszli się na wszystkie strony świata aby głosić dobrą nowinę. Myślicie że to takie łatwe aby wejść do obcego miasta i nauczać o Zbawicielu tak aby ludzie Ci uwierzyli i poszli za Tobą? Jednak apostołowie mieli coś takiego w sobie, mieli niespotykaną siłę która jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody aby dotrzeć do całego świata i aby każdy dowiedział się o zmartwychwstałym Panu. Niektórzy z nich również oddawali swoje życie w imię Jezusa. Ale ateista powie, że to co oni zrobili było jedynie pomyłką, że coś im się wydawało co nie miało miejsca. Ateista uważa, że wie lepiej. Niedorzeczne. Co powie o ateista o licznych świętych w historii kościoła, o osobach które miały wizje, które miały różnego rodzaju dary? Pomyslmy np o Ojcu Pio, który miał stygmaty - autentyczne znaki męki pańskiej. Dla ateisty będzie to jakiś przypadek albo kłamstwo, ateista powie że wie lepiej, że Ojciec Pio coś sobie wymyślił (albo sam sobie podziurawił te dłonie?) i wcale nie były to znaki od Boga ale jakaś pomyłka. Bycie ateistą to przekreślanie niezliczonych rzeczy, historii i zdarzeń, to nastawienie "ja wiem lepiej niż wy", "wam się coś pomyliło a ja wiem lepiej" pomimo tego, że historii chrześcijaństwa nie da się tak łatwo przekreślić. Bycie ateistą jest doprawdy pyszałkowate.
Odpowiedz
#2
To tak na serio jest ?
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#3
Dlaczego nie?
Odpowiedz
#4
Yyyyy!?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#5
martimo90 napisał(a): Dlaczego nie?

Bo  całość tego wywodu sprowadza się do tezy "ateiści są pyszałkowaci bo śmią nie zgadzać się z katolikami w kwestiach wiary".   Ciężko to traktować na serio.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#6
Jeśli zdefiniujemy "pyszałkowatość" jako "przekonanie, że się ma rację, a inni nie", no to przecież chrześcijanie też są pyszałkowaci jak diabli, bo twierdzą że ateiści, muzułmanie, hinduiści itd. mylą się a tylko oni, chrześcijanie, znają prawdę. Według twojego zrozumienia to niepyszałkowaty jest tylko człowiek który nie ma żadnego zdania na żaden temat.
Odpowiedz
#7
A ja tam lubię argument z męczeństwa. W końcu świetnie uzasadnia, że to David Koresh jest prawdą, drogą i życiem
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
#8
DziadBorowy napisał(a):
martimo90 napisał(a): Dlaczego nie?

Bo  całość tego wywodu sprowadza się do tezy "ateiści są pyszałkowaci bo śmią nie zgadzać się z katolikami w kwestiach wiary".   Ciężko to traktować na serio.

Jeżeli jesteś ateistą to uważasz że:

a) Ludzie którzy żyli w czasach Chrystusa i byli świadkami jego życia i cudów a następnie zaakceptowali chrześcijaństwo i umarli za to się pomylili. Stałbyś obok nich w momencie ich śmierci i pukał się w czoło mówiąc "co wy robicie?". A oni i tak oddaliby swoje życie za Chrystusa, bo widzieli na żywo co się dzieje i wiedzieli że to pochodzi od Boga. Natomiast Tobie wydaje się że wiesz lepiej. Oni to widzieli, Ty nie, oni tego doświadczyli a Ty nie, oni to przeżyli a Ty nie. Ale Twoim zdaniem im się coś pomyliło, na pewno jesteś mądrzejszy a oni są w błędzie.

b) Apostołowie którzy na co dzień przebywali z Jezusem, widzieli jego naukę najlepiej, poznali go całkowicie i poświęcili całe swoje życie na szerzenie chrześcijaństwa, i mieli w sobie taką siłę przebicia, że im się udało, że wchodzili do obcych miast i pomimo że nie znali tamtejszego języka to mieli dary Ducha Świętego, który te bariery językowe usuwał, że cały ich wysiłek i praca to jakaś pomyłka i nieporozumienie. Oddawanie życia to również nie.porozumienie.  Oni to widzieli, Ty nie, oni tego doświadczyli a Ty nie, oni to przeżyli a Ty nie. Ale Twoim zdaniem im się coś pomyliło, na pewno jesteś mądrzejszy a oni są w błędzie.

c) wszyscy święci, błogosławieni i ludzie z nadprzyrodzonymi darami w historii kościoła katolickiego to oszuści, kłamcy i fałszerze, pomimo że oficjalnie zostali uznani za wyjątkowych to na pewno były to kłamstwa i same idiotyzmy. Wy wiecie lepiej.

Oczywiście że bycie ateistą wiąże się z byciem pyszałkiem. Bycie ateistą to przekreślenie świadectw niezliczonej rzeszy osób, uznanie ich wszystkich za kłamców, fałszerzy lub chorych psychicznie i zidentyfikowanie szerzenia chrześcijaństwa jako jakiejś totalnej pomyłki. Wam się coś wydaje, jakoś tego nie czujecie, jakoś tego nie widzicie, i na podstawie własnego widzimisię przkreślacie dorobek i praće niesamowitej liczby osób. Bo wam się coś wydaje, zamiast byc pokornym i zaakceptować, że ludzie nie są tacy z natury żeby umierać za coś co nie miało miejsca i mylić się w takiej sprawie. Niedorzeczne.

ZaKotem napisał(a): Jeśli zdefiniujemy "pyszałkowatość" jako "przekonanie, że się ma rację, a inni nie", no to przecież chrześcijanie też są pyszałkowaci jak diabli, bo twierdzą że ateiści, muzułmanie, hinduiści itd. mylą się a tylko oni, chrześcijanie, znają prawdę. Według twojego zrozumienia to niepyszałkowaty jest tylko człowiek który nie ma żadnego zdania na żaden temat.

Religie świata możemy podzielić na 3 główne kategorie - Chrześcijaństwo, Islam oraz Religie indyjskie które mówią o karmie, reinkarnacji itd. Święta księga Islamu - Koran, została napisana tylko i wyłącznie przez jednego człowieka, który był przekonany, że podczas kontemplacji nawiązał połączenie z Bogiem. W księdze tej mówi się o szerzeniu Islamu siła i nakazuje zabić każdego niewiernego który nie zaakceptuje Islamu, Islam ma dążyć do opanowania świata. Początkowo Mahomet głosił swoją religię pokojowo, ale kiedy efekty były mizerne i ilość wyznawców niewielka, zdecydował się na dzihad - świętą wojnę. Można więc przeanalizować Islam oraz Koran oraz porównać do Chrześcijaństwa. Biblia została napisana przez kilkudziesięciu autorów na przestrzeni wielu wieków. Nie jest dziełem jednego autora, a wielu ludzi którzy na przestrzeni wieków przewidywali rozmaite wydarzenia jak nadejście Jezusa. Głosi pokój miłość i wybaczenie na całym świecie i nie trudno zauważyć, że taka postawa jest bardziej godna Boga niż narzucanie i szerzenie religii siłą i przemocą. Można całkowicie przeanalizować obie te religie, porównać czego uczą i naprawdę wnioski (oczywiście nie dla wszystkich) będą zdecydowanie po stronie chrześcijaństwa. Tak więc rzeczywiście - akurat po stronie tej religii można wierzyć, że nie pochodzi ona od mocy nadprzyrodzonych. Że jest dziełem zwykłego, charyzmatycznego człowieka. Ja tak myślę. Natomiast jeżeli chodzi o religie indyjskie i duchowość wschodu, tam również działy się cuda za którymi poszły miliony. Z kolei pochodzenie tego typu mocy nie jest autorstwa Jezusa - jest przeciwne Jezusowi. Powiem nieco metaforycznie, ale nie wolno chrześcijaninowi zaufać religii, którą symbolizują węże. Chrześcijaństwo symbolizuje Jezus Chrystus i krzyż, natomiast religie indyjskie symbolizują węże. Nie może być zgody między Jezusem a wężami. Prorocy hinduizmu czy buddyzmu mieli w sobie coś nadprzyrodzonego, ale jeżeli Jezus mówi że dobrzy idą do nieba a źli do piekła, a ktoś inny mówi Ci że piekło nie istnieje i symbolizują go węże to lepiej mu nie ufać. Pierwsze - nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną.
Odpowiedz
#9
Dlaczego ufac tym ktorzy mowia ze pieklo istnieje ?
Odpowiedz
#10
martimo90 napisał(a): Bycie ateistą to przekreślenie świadectw niezliczonej rzeszy osób, uznanie ich wszystkich za kłamców, fałszerzy lub chorych psychicznie i zidentyfikowanie szerzenia chrześcijaństwa jako jakiejś totalnej pomyłki.

Dokładnie. Pięknie to ująłeś, sam jako ateista 7 poziomu lepiej bym nie napisał.
Na tym właśnie polega ateizm, na sceptycyzmie wobec nieweryfikowalnych objawień, których pełno w starych eposach i opowieściach przy ognisku sprzed 2k lat.

Przepraszam jeśli sprawiłem ci zawód swoją pyszałkowatością ale jako ewangelizator źle zaczynasz.
Nikogo do niczego nie przekonasz zaczynając od obrażania go. Psychologicznie słabe.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#11
Że wy też dajecie się trigerować za kaźdym razem Uśmiech
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#12
Dragula
Cytat:Że wy też dajecie się trigerować za kaźdym razem
Sezon ogórkowy...
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
#13
Dragula napisał(a): Że wy też dajecie się trigerować za kaźdym razem Uśmiech

Kiedy na tym chyba bazuje to forum, na 'wymianie myśli' Uśmiech takimi gostkami.
Ateizm bez teizmu to samo 'a".
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#14
Cytat:Kiedy na tym chyba bazuje to forum, na 'wymianie myśli' [Obrazek: smile.gif] takimi gostkami.


Wszystko zależy od fundamentów rozmowy. Jakość tych fundamentów wzrasta wprost proporcjonalnie do otwartości na wiedzę. Zarzut pychy z góry jest niesmaczny i niepoważny. Dopóki nastawienie autora się nie zmieni, dopóty będzie to walka z przewidzianym wynikiem, aniżeli rozmowa filozoficzna, czy jakaś inna.
Quala, która jest bytem matematycznym, a dokładniej, która jest dowodem istnienia prawidłowości dowolnego jej prawa, nadanego gatunkowi ludzkiemu jako prawo uniwersalne dla wszystkich, działa niczym rozkodowująca się wiedza, będąc owocem deterministycznych, rozmaitych, neutralnych etapów. Rozmaitość ta jest niezgłębiona po dziś dzień. W niej zawarta jest odpowiedź na wybory poglądów na temat wszystkiego. Platon twierdził, iż istnieje jedna uniwersalna wiedza i jedno uniwersalne dobro. Tylko ten, który zgłębia uniwersalia, tylko on godny jest poczuć zapach wiedzy, a nie mniemań. Byt uniwersalny dotyczący dowolnej rozmaitości pozostaje w umyśle człowieka, aż do jego śmierci, na to wszystko wskazuje. Zatem jeśli mamy mówić o prawdziwej miłości mądrości to jest ona tylko taka właśnie.
Odpowiedz
#15
martimo90 napisał(a): Jeżeli ktoś jest ateistą to musi wierzyć, że wszystkie osoby które uczestniczyły w rozwoju i rozpowszechnianiu chrześcijaństwa
Sorry, ale już od tego momentu wyczuwam pewien fałsz w rozumowaniu, to się robi dla mnie jaskrawo zbyt przeintelektualizowane! Duży uśmiech

A że ateizm i pewna pyszałkowatość mogą iść w parze, to - no cóż, rozumiem że można mieć takie odczucia Język
Why so serious?
Odpowiedz
#16
@Sofeicz
Dokładnie. Pięknie to ująłeś, sam jako ateista 7 poziomu lepiej bym nie napisał.

Na tym właśnie polega ateizm, na sceptycyzmie wobec nieweryfikowalnych objawień, których pełno w starych eposach i opowieściach przy ognisku sprzed 2k lat.

Przepraszam jeśli sprawiłem ci zawód swoją pyszałkowatością ale jako ewangelizator źle zaczynasz.
Nikogo do niczego nie przekonasz zaczynając od obrażania go. Psychologicznie słabe.

aha, czyli Ty chciałbyś mieć zweryfikowane objawienia. "Sceptycyzm wobec niezweryfikowanych objawień" - przecież wiara nigdy nie będzie zweryfikowana, to ma być wiara a nie nauka, tak to Bóg wymyślił a Ty szukasz jakiegoś dowodu którego nigdy nie znajdziesz, i z tego powodu że nie znajdziesz dowodu przekreślasz wiarę. Wiara - czyli przekonanie że coś istnieje, pomimo że nie ma się dowodu, 100% pewności - na tym właśnie polega każda religia. A Ty szukasz dowodu, którego nie da się znaleźć, ba, jeżeli znalazłby się dowód to religia stałaby się nauką a nie religią czy wiarą. Nie widzisz u siebie braku logiki?

Ja nie jestem tu po to, aby przekonywać. Chciałem jedynie stwierdzić fakt - że bycie mądrzejszym od tysięcy ludzi w historii kościoła i zaprzeczanie ich świadectwom, całej życiowej misji oraz często śmierci męczeńskiej na zasadzie "ja wiem lepiej i jestem mądrzejszy od tych tysięcy ludzi" jest pyszałkowate, i chciałem zobaczyć wasze odpowiedzi. Ale wy zaprzeczacie i dalej uważacie się za mądrzjeszych. Niestety.
Odpowiedz
#17
martimo90 napisał(a): aha, czyli Ty chciałbyś mieć zweryfikowane objawienia. "Sceptycyzm wobec niezweryfikowanych objawień" - przecież wiara nigdy nie będzie zweryfikowana, to ma być wiara a nie nauka, tak to Bóg wymyślił

Jednym z towarzyszy Jezusa był Tomek. Tomek nie wierzył mu na słowo tylko poprosił o udowodnienie, że tenże był zabity i zmartwychwstał. Była weryfikacja? Była.

A ja bym chciał, żeby doszło do weryfikacji tej właśnie opowieści. Na razie, i pewnie na zawsze, będę uznawał ją za niezweryfikowaną.

martimo90 napisał(a): A Ty szukasz dowodu, którego nie da się znaleźć, ba, jeżeli znalazłby się dowód to religia stałaby się nauką a nie religią czy wiarą. Nie widzisz u siebie braku logiki?

Przecież sporo ludzi wierzących wierzy tak jakby mieli stuprocentową pewność, a na potwierdzenie wszystkiego podają przykłady niewytłumaczonych jeszcze przez naukę zjawisk, które w religii nazywa się cudami.
Odpowiedz
#18
lumberjack napisał(a): Jednym z towarzyszy Jezusa był Tomek. Tomek nie wierzył mu na słowo tylko poprosił o udowodnienie, że tenże był zabity i zmartwychwstał. Była weryfikacja? Była.

A ja bym chciał, żeby doszło do weryfikacji tej właśnie opowieści. Na razie, i pewnie na zawsze, będę uznawał ją za niezweryfikowaną.

Przecież sporo ludzi wierzących wierzy tak jakby mieli stuprocentową pewność

Tomek nie wierzył na słowo Jezusowi?
Żaden z kolegów Tomka nie wierzył w zmartwychwstanie Jezusa, dopóki go nie ujrzał. Była weryfikacja? Była.

Nie bądź taki pewien, że nie spotkasz zmartwychwstałego Jezusa. 

Np. ja wierzę tak, jak bym miał stuprocentową pewność, bo ją posiadam Uśmiech Gdybym nie spotkał Jezusa, to bym jej nie miał. Mam weryfikację? Mam.
Ty również możesz ją mieć Uśmiech
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
#19
Dawkins twierdzi, że figura Niewiernego Tomasza jest głównym zwornikiem doktryny KK, na zasadzie "nie używajcie rozumu tylko wierzcie".
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#20
freeman napisał(a): Tomek nie wierzył na słowo Jezusowi?

Gdyby wierzył, to by nie prosił go o pokazanie ran.

freeman napisał(a): Nie bądź taki pewien, że nie spotkasz zmartwychwstałego Jezusa.

Chciałbym, żeby Jezus istniał, bo był spoko kolesiem, ale śmiem pyszałkowato wątpić w to, że go spotkam.

freeman napisał(a): Np. ja wierzę tak, jak bym miał stuprocentową pewność, bo ją posiadam Uśmiech Gdybym nie spotkał Jezusa, to bym jej nie miał. Mam weryfikację? Mam.
Ty również możesz ją mieć Uśmiech

Prawdą dla mnie jak i dla ciebie jest to, że 2+2=4.

Teraz proszę wytłumacz mi albo uargumentuj w jaki to niby sposób na tej samej zasadzie wspólną dla nas prawdą będzie istnienie Jezusa. Gdzie go spotkałeś? Też chciałbym go spotkać bo mam parę pytań odnośnie tego zjebanego świata.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości