Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dharma lepsza niż ateizm?
#41
Lampart napisał(a): 2. Co to jest własna prawda?
Zapomnij o własnej. Po prostu prawda. I tak będzie własna, choćbyś nie wiem co zrobił Oczko

To jest to co "wiesz" bez koncepcji. To co "wiesz" zanim powstaje umysł.

Lampart napisał(a): 1. Co konkretnie w Buddhadharmie tak negująco określasz jako:
Cały konceptualny system.
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz
#42
Neuroza
Cytat:To jest to co "wiesz" bez koncepcji. To co "wiesz" zanim powstaje umysł.

Skoro już to "wiem" to dlaczego napisałeś, że trzeba to odnaleźć?



Cytat:Cały konceptualny system.

Ale konkretnie to jakie koncepcje czy praktyki ci się tam nie podobają?

Przykładowo co jest
"przestarzałe, archaiczne, sztywne i konceptualne."

w praktyce Jhan, co w praktyce wglądu?

Co jest przestarzałe, archaiczne, sztywne i konceptualne w tym o czym uczy
Anapanasati Sutta czy Bahiya Sutta?
Odpowiedz
#43
NAjważniejsze, że ta dharmańska terminologia dobrze brzmi.
Od razu zyskuje na wartości, chociażby była kupą gówna.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#44
Sofeicz napisał(a): NAjważniejsze, że ta dharmańska terminologia dobrze brzmi.
Od razu zyskuje na wartości, chociażby była kupą gówna.

"Ānāpānasmṛti Sūtra" można przetłumaczyć jako "Rozprawa o Uważnym Oddychaniu", co na mój gust brzmi znacznie lepiej. No, ale "nasi" kulturotwórcy też używają przecież obcojęzycznych nazw ksiąg, takich jak "Biblia", "Ewangelia" czy "Apokalipsa". Chociaż przynajmniej o żadnych "Praksejach" nikt nie słyszał, tylko są normalne "Dzieje Apostolskie".
Odpowiedz
#45
ZaKotem napisał(a): "Ānāpānasmṛti Sūtra" można przetłumaczyć jako "Rozprawa o Uważnym Oddychaniu", co na mój gust brzmi znacznie lepiej. No, ale "nasi" kulturotwórcy też używają przecież obcojęzycznych nazw ksiąg, takich jak "Biblia", "Ewangelia" czy "Apokalipsa". Chociaż przynajmniej o żadnych "Praksejach" nikt nie słyszał, tylko są normalne "Dzieje Apostolskie".

Biblia funkcjonowała przez długi czas w obiegu łacińskim, tak więc pewne rzeczy się przyjęły. I chociaż Nowy Testament w takiej Anglii ma zamiast apokalipsy "Księgę Rewelacji", to już Stary Testament zaczyna się "Genezy", przechodząc do tak egzotycznych nazw, jak "Exo-duś", "Lewitacja", "Numery" czy "Deuteupeukeureuneu..." czy jakoś tak. A u nas? Swojska "Księga Rodzaju" i wiadomo o co chodzi.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#46
Wydaje mi się, że neuroza nie zna Buddadharmy, afirmuje siebie poprzez arbitralną negację.
Ale Dharma również o tym uczy, o takim zachowaniu, jest to przeszkodą w drodze do wyzwolenia.
Odpowiedz
#47
Jaques napisał(a): OK, te cele wyglądają sensownie. A jak przebiega medytacja od strony "technicznej"?
Bezpieczniej jest mówić o koncentracji, ponieważ stan medytacji jest o wiele subtelniejszy i można go stwierdzić obiektywnie jedynie podpinając odpowiednią aparaturę do mózgu [podobnie jak wyższe stopnie medytacji opisane w Jogasutrach]. Tak więc koncentracja polega na skupieniu całej swojej uwagi na jednym aspekcie. Może to być obiekt, przedmiot, myśl, formuła [zdanie, wyraz]. U Patańdżalego był to obiekt zewnętrzny jak płomień świecy, lub skupienie się na wizji idealnej duszy wolnej od materii, z kolei Upaniszady głoszą medytację Atman = Brahman, czyli postrzegamy siebie jako cały wszechświat i nie ma nic poza nami, sami stajemy się wszechświatem. Inną popularną medytacją jest ta nauczana przez szkoły Zen, kiedy siedząc skupiasz się po prostu na samym siedzeniu... po prostu siedzisz. Następny rodzaj to praktyka Adźapa, skupiający się na recytacji mantr...
Można tutaj mnożyć przykłady, chodzi jednak o to samo, o całkowite skupienie. Według prof. Szopy, który bada takie rzeczy, mózg w stanie koncentracji przejawia częstotliwość fal mózgowych niższą niż normalnie, ale wyższą niż podczas snu. Medytacja ma natomiast częstotliwość odrobinę niższą od koncentracji.


Cytat:Rozumiem koncepcję. To ma uzasadniać mechanizm reinkarnacji. Ale ten pomysł sam wymagałby uzasadnienia, że jest prawdziwy.
To kwestia wiary, jedyne "uzasadnienia" to dowody anegdotyczne i doświadczenia wyznawców, czyli nic, co miałoby status dowodu naukowego. Jak to w religii.

Cytat:Jeżeli masz amnezję i to kompletną od urodzenia do śmierci, to nigdy nie masz dostępu do wspomnień. Twój umysł nie ma związku z tym co hipotetycznie było poprzednio, a więc się różni. Różni się też ciało - inaczej niż przy amnezji. Nie widzę żadnego związku - ani przez umysł ani przez ciało.
Można mieć czasową amnezję. Albo inny przykład. Kładziesz się spać i zasypiasz. W tym czasie cześć procesów mózgowych wygasza się. Czy oznacza to, że budząc się następnego dnia jesteś inną osobą? Albo czy kiedy śpisz jesteś kimś innym? Podczas snu raczej nie pamiętasz co śniło Ci się poprzedniego dnia.

Lampart napisał(a): Chodzi o to, że Dharma, jako nauka Przebudzonego, prowadząca do szczęścia i wyzwolenia się z cierpienia wcale nie musi być sprzeczna z ateizmem
Oczywiście, że nie musi. Wiele szkół dharmicznych jest ateistycznych. Chociażby Sankhyakarika, najstarsze teksty buddyjskie i inne.

neuroza napisał(a): W moim odczuciu wszelkie takie systemy są przestarzałe, archaiczne, sztywne i konceptualne.

(Własną) prawdę trzeba odnaleźć bez polegania na koncepcjach.
W sumie Sanatana Dharma jest tak rozległa, że każdy znajdzie coś dla siebie. Gadałeś z kimś od buddyzmu tybetańskiego w Polsce?

Sofeicz napisał(a): NAjważniejsze, że ta dharmańska terminologia dobrze brzmi.
Od razu zyskuje na wartości, chociażby była kupą gówna.
Każdy system z czasem rozwija terminologię, Ważne, by tę terminologię rozumieć. Ostatnio np. bardzo modne jest słowo "flow", w jednym z badań opisane jako [cytat z pamięci] "stan, w którym badany mierzy się z wyważonym wyzwaniem, nie za łatwym i nie za trudnym, które całkowicie pochłania jego uwagę i daje mu poczucie satysfakcji". I teraz zestawmy to z tym wszystkim "a bo nie czuję flow", zwłaszcza, że czasem to "flow" jest po prostu dyżurnym terminem, kiedy nie można znaleźć jakiegoś słowa.

ZaKotem napisał(a): "Ānāpānasmṛti Sūtra" można przetłumaczyć jako "Rozprawa o Uważnym Oddychaniu", co na mój gust brzmi znacznie lepiej. No, ale "nasi" kulturotwórcy też używają przecież obcojęzycznych nazw ksiąg, takich jak "Biblia", "Ewangelia" czy "Apokalipsa". Chociaż przynajmniej o żadnych "Praksejach" nikt nie słyszał, tylko są normalne "Dzieje Apostolskie".
Miło widzieć, że ktoś używa jeszcze znaków diakrytycznych. Parę dni temu miałem przyjemność pomagać koleżance w ćwiczeniu wymowy nazw sanskryckich przed egzaminem z jogi akademickiej i skończyło się na dorysowywaniu tych wszystkich kropek i kresek do słowniczka, bo niestety bez tych znaków nie da się poprawnie przeczytać wyrazu, jeśli nie pamięta się jak go przeczytać.
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#48
ARHIZ napisał(a): Gadałeś z kimś od buddyzmu tybetańskiego w Polsce?
Byłem na kilku wykładach buddyjskich (niektóre połączone z praktyką) i 2 spotkaniach medytacyjnych (Diamentowa Droga i Theravada).

Nie wiem czy któreś z nich to był buddyzm tybetański.
Byłem w szczególności na paru wykładach prof. Johna Reynoldsa (Dzogczen) i gadałem z jego uczniem Duży uśmiech

Generalnie nie mam nic przeciwko takim praktykom samym w sobie. W szczególności uważny oddech był dla mnie pomocny.
Generalnia Vipassana to jest dla mnie fajna i pomocna sprawa. Nieraz zdarzało mi się słuchać na youtubie mądrych buddyjskich rzeczy. Na przykład to:



Generalnie skłaniam się ku połączeniu następujących kluczowych elementów:

Strzałka Odpuszczenie, odprężenie, poddanie - niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba  Duży uśmiech
Strzałka Kierowanie się tymi subtelnymi intuicyjnymi nurtami w nas, które mają najwyższą, najbardziej radosną "wibrację"
Strzałka Uważność (mindfulness, vipassana, itp.) - intymność z doświadczeniem, w tym z bolesnymi emocjami
Strzałka Samo-wgląd - wspomaganie uważności przez odpowiednie "pytania" (przykłady podejść: The Work, Internal Family Systems - tego drugiego nie znam (jeszcze?) zbyt dobrze)

To są takie moje 4 filary

Do tego może można dodać taki fundament jeszcze (choć nie wiem czy on się jakoś nie zawiera w tym co powyżej):

Strzałka Rozpoznawanie tego co jest zawsze już obecne (świadomość, ekran, w którym wszystko się wydarza)

To czego nie popieram to nadmierne przyleganie do różnych konceptów, autorytetów, itp. Jestem za samodzielnym "myśleniem" - Budda podobnie zresztą też (wbrew temu co w jednym temacie sugerował towarzyski.pelikan) Duży uśmiech



Archaiczne jest podejście typu: "Trzymam się sztywno dawnych nauk, nie biorąc pod uwagę tego że wszystko idzie do przodu i jest chęć doświadczania nowych rzeczy, wyrażania się Świadomości w nowe sposoby".

"Trzeba wśród żywych naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść,
Z uporem stroić głowę" (Adam Asnyk)
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz
#49
Neuroza, ale umysł człowieka zasadniczo się nie zmienił i to co działało w czasach Buddy działa i dziś, choć oczywiście też nie jestem zwolennikiem trzymania się za wszelką cenę tradycyjnej formy określonych nauk, ale buddyzm to żywa tradycja wielu buddyjskich nauczycieli dodaje coś od siebie i ma różne podejscie do praktyki i doktryny, niektórzy nie wierzą nawet w odrodzenie. Samą medytacje oddechu spotkałem w kilkunastu wersjach, jedni polecają skupiać się na nozdrzach, inni na brzuchu, inni wizualizować jakieś energie... Każdy może znaleźć taką formę buddyzmu jaka mu odpowiada. Można też czerpać wiedzę od niezrzeszonych guru jak Eckhart Trolle. Ja jednak tak jak na temat odcieni śniegu wolę uczyć się od Eskimosów, tak medytacji od buddystów.

Gunaratana Bhante Henepola jest jak dla mnie najbardziej przystępnie uczącym nauczycielem.

https://www.amazon.com/Beyond-Mindfulnes...1536617504

https://www.amazon.com/Start-Here-Now-Mi...oks&sr=1-6

Z tymi dwiema książkami pracuje, ma on po polsku taką


https://www.google.com/url?sa=t&source=w...kclayPDwht

ale te angielskie są akurat takie fajne że jedna jest o praktykach jhan (głęboka koncentracja dająca błogość znacznie przewyższającą orgazm), w takim stanie praktyka wglądu (vipassana) jest znacznie głębsza, tam jest omawiane jak to łączyć...

A druga książka jest taka zwięzła i też praktyczna o różnych sprawach związanych z dniem codziennym i praktyką wglądu.
Odpowiedz
#50
W gruncie rzeczy to my decydujemy jak daną praktykę traktujemy. Ja np., po rozmowie ze znajomą buddystką, stwierdziłem, że w niedzielę narysuję mandalę, skupiając się na współczuciu i zmniejszeniu cierpienia na świecie. Następnie trochę nad nią pomedytuję, i potem ją spalę. I teraz czy ta praktyka jest konserwatywna? Z pewnością dla jednych tak a dla innych nie. Ale najważniejsze jest, by odpowiadała mnie, a eksperymentować z różnymi wariantami można zawsze.
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#51
Generalnie na ścieżce wyzwolenia praktykuje się:

Metta (życzliwość) koncentrację (jhany) i wgląd (w naturę rzeczywistości)..
Wszystkie te praktyki bardzo się wzmacniają nawzajem i przenikają, właściwie trudno wprowadzić ścisły podział między nimi.

To co napisałeś ARHIZ [mandala] określiłbym jako praktykę metta i wglądu.

Choć jest to rytualna, symboliczna forma praktyki, więc nie tak silna jak te bardziej medytacyjne.
Odpowiedz
#52
Tamci akurat określają tę praktykę jako część Niondro. Zależy kogo zapytasz. Oczko
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#53
Taka jest oficjalna nazwa, bo to jest praktyka tybetańskiego buddyzmu, ja to przelozylem na jezyk buddyzmu Theravada, w którym nie ma mandali ale te praktyki Niondro mające gromadzić zasługi, rozwijać współczucie itp. to taki tybetański odpowiednik praktyk metta (miłującej dobroci), a tutaj dodatkowo jest wgląd w nietrwałość rzeczy poprzez zniszczenie mandali, oczywiście większy wgląd jest kiedy bardziej bezpośrednio widzi się zmianę (nietrwałość) pojawiających się form, ale to już inne praktyki.
Odpowiedz
#54
W moim odczuciu Advaita Vedanta jest czystsza i bliższa prawdy niż buddyzm...

W moim postrzeganiu buddyzm polega na wczuciu się w bycie iluzoryczną jednostką i wzmacnianie tej iluzji a następnie z tego poziomu wykonywanie różnych praktyk. Podobnie jak gdybyśmy chcieli obudzić się ze snu poprzez jeszcze głębsze wikłanie się w sen.

Co do "niezrzeszonych guru", to Eckhart Tolle wciągnął mnie w ogóle w ten cały temat. On najpierw spontanicznie doświadczył przebudzenia (nie miał żadnego podłoża teoretycznego), a dopiero później zaczął uczyć się teorii. Fascynujący przypadek.

Mnie szczególnie bliscy są guru wywodzący się z linii Ramana Maharishiego.
Obecnie w szczególności Rupert Spira.

A co do śniegu i Eskimosów...


Większość dawnych religii i tradycji duchowych łączy jedna wspólna myśl: nasz „zwykły" stan umysłu skażony jest podstawowym defektem. Jednak z tej refleksji dotyczącej natury ludzkiego umysłu - refleksji, którą można by nazwać złą wiadomością - wypływa też druga refleksja, pozytywna: możliwa jest radykalna przemiana naszej świadomości.

W naukach hinduizmu (czasem także w buddyzmie) przemiana ta nosi nazwę „oświecenia" . W nauce Chrystusa określa się ją mianem „zbawienia", a w buddyzmie „końcem cierpień" . Inne słowa używane do opisania tej przemiany to „wyzwolenie" i ,,przebudzenie". Najwspanialszym osiągnięciem ludzkości nie są dzieła sztuki, nauki czy techniki, lecz uświadomienie sobie tej dysfunkcji, tego szaleństwa .

W odległej przeszłości kilka osób zdało już sobie sprawę zjej istnienia . Człowiek nazwiskiem Gautama Siddhartha, żyjący w Indiach 2600 lat temu, był chyba pierwszym, który dostrzegł to całkiem wyraźnie . Później nadano mu imię Buddy . „Budda" znaczy przebudzony . Niemal w tym samym czasie pojawił się w Chinach drugi spośród tych wczesnych „przebudzonych" nauczycieli ludzkości. Nazywał się Lao Tsu. Zapiski ze swoich nauk pozostawił w postaci księgi Tao Te Ching, jednego z najbardziej fundamentalnych dzieł duchowych.

Uświadomienie sobie własnego obłędu jest oczywiście początkiem normalności, dochodzenia do zdrowia i wykraczania poza własne ego . Na naszej planecie zaczął się kształtować nowy wymiar świadomości - pierwszy nieśmiało rozkwitający pąk . Ci niezwyczajni ludzie zaczęli wkrótce przemawiać do swoich współczesnych . Mówili o grzechu, cierpieniu i iluzji . Mówili : „Popatrzcie, jak żyjecie . Spójrzcie,'
co robicie, ile cierpienia stwarzacie" . Odkrywali możliwość przebudzenia się z tego zbiorowego koszmaru „zwykłej" ludzkiej egzystencji . Wskazywali drogę . Świat nie był jeszcze gotowy na ich przyjęcie, ale ludzie
ci byli istotnym i niezbędnym elementem przebudzenia się ludzkości. Jak można się było spodziewać, zostali źle zrozumiani przez większość sobie współczesnych oraz przez następne pokolenia. Ich nauki wypaczano i błędnie interpretowano, chociaż były proste, a zarazem pełne treści. Czasem nawet zniekształcali je podczas spisywania ich uczniowie .

W ciągu kolejnych stuleci dodawano do nich wiele rzeczy, które nie miały nic wspólnego z pierwotnym przekazem, lecz świadczyły o kompletnym niezrozumieniu . Niektórych nauczycieli wyszydzano, piętnowano lub zabijano, innym oddawano cześć boską . Nauki wskazujące sposoby pokonania dysfunkcji ludzkiego umysłu, drogę wyjścia ze zbiorowego obłędu, zdeformowano i same stały się częścią szaleństwa.

Podobnie religie w dużym stopniu stawały się raczej siłą dzielącą niż jednoczącą. Zamiast prowadzić do zaniechania przemocy i nienawiści dzięki zrozumieniu podstawowej jedności całego stworzenia, przyczyniały się do wzrostu przemocy i nienawiści, do pogłębiania się podziałów zarówno między ludźmi, jak i między rozmaitymi wyznaniami, a nawet w obrębie tych samych religii . Przekształcały się w ideologie, systemy wierzeń, z którymi ludzie mogli się utożsamiać i które wykorzystywali, by wzmocnić swoje fałszywe poczucie ja . Opierając się na nich, mogli uznawać, że to oni mają rację, a inni są w błędzie, i określać swoją tożsamość dzięki istnieniu wrogów - tych „innych", „niewiernych" lub „wyznawców złej wiary", których zabijanie nierzadko uważali za usprawiedliwione .

Człowiek stworzył „Boga" na swoje podobieństwo . To, co wieczne, nieskończone, nienazwane, zredukowano do wymyślonego bożka, w którego należało wierzyć i czcić go jako „swojego" lub „naszego" .
A jednak. . . a jednak . . mimo wszystkich szalonych czynów popełnianych w imię różnych religii, nadal z samego jej rdzenia emanuje Prawda, na którą one wskazują. Prześwieca, choć słabo, przez grube warstwy zniekształceń i fałszywych interpretacji. Szansa, że zdołasz ją dojrzeć, jest jednak niewielka, chyba że widziałeś już choćby jej przebłysk we własnym wnętrzu. W dziejach ludzkości zawsze pojawiały się wyjątkowe jednostki, które doświadczyły przemiany świadomości i dzięki temu dostrzegły w sobie to, ku czemu zmierzają wszystkie religie. Aby opisać tę niepojmowaną Prawdę, ludzie ci używali języka pojęć zaczerpniętego z własnej religii .

Dzięki tym mężczyznom i kobietom powstały w obrębie głównych religii „szkoły" czy też ruchy, które odkrywały na nowo, a w pewnych przypadkach intensyfikowały owo światło nauki pierwotnej . W ten sposób zrodził się we wczesnym i średniowiecznym chrześcijaństwie gnostycyzm i mistycyzm, w islamie - sufizm, w judaizmie - hasydyzm i kabała, w hinduizmie - adwaita wedanta, a w buddyzmie - zen i dzogchen .

Większość tych szkół miała charakter obrazoburczy. Usuwano kolejne warstwy otępiających aparatów pojęciowych i systemów przekonań . Z tego względu oficjalne hierarchie kościelne przeważnie patrzyły na te poczynania bardzo podejrzliwie, a często nawet wrogo . Szkoły te, w przeciwieństwie do głównego nurtu religii, kładły nacisk na zrozumienie i na wewnętrzną przemianę . To właśnie dzięki szkołom czy ruchom ezoterycznym największe religie odzyskały zdolność dokonywania przemian, właściwą nauce pierwotnej, mimo że dostęp do tych szkół i ruchów miało na ogół tylko wąskie grono ludzi . Nigdy nie było ich tak wielu, by mogli wywierać znaczący wpływ na głęboką zbiorową nieświadomość większości społeczeństwa . Z czasem niektóre szkoły same uległy zbytniemu sformalizowaniu lub nadmiernej konceptualizacji, tracąc przez to swoją skuteczność .
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz
#55
Lampart napisał(a): Taka jest oficjalna nazwa, bo to jest praktyka tybetańskiego buddyzmu, ja to przelozylem na jezyk buddyzmu Theravada, w którym nie ma mandali ale te praktyki Niondro mające gromadzić zasługi, rozwijać współczucie itp. to taki tybetański odpowiednik praktyk metta (miłującej dobroci), a tutaj dodatkowo jest wgląd w nietrwałość rzeczy poprzez zniszczenie mandali, oczywiście większy wgląd jest kiedy bardziej bezpośrednio widzi się zmianę (nietrwałość) pojawiających się form, ale to już inne praktyki.
Zgadzam się. Uśmiech

Neurozo, w sumie religia jako uhierarchizowana struktura skupiona wokół kultu ma to do siebie, że bardzo często w mniejszym lub większym stopniu zabija samą wiarę na rzecz płynności finansowej samej hierarchii.

Swoją drogą, ostatnio miałem nieco kontaktu z neoszamanizmem. Spodziewałem się czegoś egzotycznego, a okazało się, że ich założenia jakoś specjalnie od dharmicznych nie odchodzą, choć tamtejsze medytacje nastawione są raczej na otwieranie się "na zewnątrz", czyli w sumie odwrotnie niż np. u Patańdżalego. Naurozo, a może spróbowałbyś porozumieć się ze swoimi duchami opiekuńczymi?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#56
ARHIZ napisał(a): Naurozo, a może spróbowałbyś porozumieć się ze swoimi duchami opiekuńczymi?
Ło matko Duży uśmiech Hmm...a to jest lepsze niż proszenie Boga o pomoc?

A co sądzicie o takim podejściu: https://www.shamashalidina.com/blog/how-...p-thinking ?

Mam podobne doświadczenia.
Z drugiej strony to alternatywne również się u mnie sprawdza.

Obecnie pomaga mi trzymanie złączonych dłoni, skierowanych ku górze, na wysokości klatki piersiowej. To wzmacnia moją uważność.
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz
#57
Mam też wrażenie że w ten sposób kieruję pozytywną, radosną i świętą energię ku górze, a negatywna opada w dół ("złe duchy strąć do piekła").

Ups, nie połączyło postów.

Tak więc, mamy 2 podejścia:

1) kierujemy się ku górze
2) próbujemy najpierw naprawić to co na dole

Te podejście są sobie przeciwstawne.
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz
#58
Advaita Vedanta?

Odstrasza mnie koncepcja Atmana, Brahman jako "featureless", bezforemne czyste Istnienie wydaje się zjadliwa koncepcją, swoją tonacją gdzieś tam przywołuje na myśl Rigpę...

Poza tym jakie są praktyki Advaity, dociekanie "kim jestem?", skupianie się na poczuciu istnienia, jest to praktyka wglądu, co tam jeszcze jest ciekawego?

Natomiast Dzogchen, noo pod względem praktyk, a dokładniej Sem-de, to wymiata.
Założę temat o tym w wolnym czasie.


Neuroza
Cytat:A co sądzicie o takim podejściu: https://www.shamashalidina.com/blog/how-...p-thinking ?

Ale o jakim konkretnie? Być może wszedł w stan pierwszej Jhany.
Pisze, że słuchał z YouTube Ajahna Brahma, a wiem, że on specjalizuje się w praktyce Jhan.

Tylko, że Jhany to tylko narzędzia do tego by pogłębić wgląd, to takie turbodoładowanie wglądu, bo umysł jest klarowny i super skoncentrowany w tym stanie.

Jeżeli ktoś praktykuje dla błogości towarzyszącej Jhanie to ma problem. Praktyka powinna wiązać się z uwalnianiem a nie uzależnieniami.
A często konczy się uzależnieniem, bo ten stan jest niesamowity. Choć, sam Budda uczył żeby się nie bać tego stanu, że pomaga on nie tylko w praktykach wglądu ale również człowiek przestaje biegać za różnymi przyjemnościami świata, staje się mniej pożądliwy bo pożąda Jhan, które może wywoływać, a na końcu pozbywa się też uzależnienia od Jhan.
Ale to wszystko musi być z głową a nie że on już pierwszą Jhaną się tak zachwycił i pisze jakby to mial być cel sam w sobie.
Odpowiedz
#59
A propos Dzogchen to Alan Wallace jest specjalistą w tym zakresie, mam teraz na tapecie jego dwie książki:

pierwsza to
https://www.amazon.com/Stilling-Mind-Sha...0861716906

Czyli podręcznik do praktyki shamata (praktyka koncentracji) w oprawie Dzogchen

Druga to

https://www.amazon.com/gp/aw/d/161429329...1614293295

Praktyka wglądu też w oprawie Dzogchen, do tej lepiej się zabrać najpierw po jakimś czasie praktyki z tą pierwszą książką bo to jest normalne że najpierw się rozwija koncentrację, a dopiero później wgląd.

Ci co robią na odwrót mają powierzchowny lub bardzo chwilowy wgląd.

W dodatku on przedstawia jak to się łączy ze współczesną fizyką, psychologią i neuronauką.

To są prawdziwe perełki. znam gościa który kilkadziesiąt lat już zajmuje się medytacjami, jeździ na różne odosobnienia, a nawet sam naucza w tradycji tybetańskiej ale teraz już tylko praktykuje Dzogchen przedstawiany przez Alana Wallace'a w tych książkach właśnie. O szerszą recenzje będę mógł się pokusić za jakiś czas. Ale wy też się dzielcie jakimiś odkryciami. Od tego chyba jest ten temat.
Odpowiedz
#60
Lampart napisał(a): Odstrasza mnie koncepcja Atmana
Dlaczego?
Lampart napisał(a): swoją tonacją gdzieś tam przywołuje na myśl Rigpę...
Co to/Kto to jest Rigpa?

Lampart napisał(a): Poza tym jakie są praktyki Advaity, dociekanie "kim jestem?", skupianie się na poczuciu istnienia, jest to praktyka wglądu, co tam jeszcze jest ciekawego?
Mnie się najbardziej podoba dialog sokratejski (w ramach dociekania "kim jestem?").
Uświadamianie sobie że jest się świadomym.
Neti, neti (nie jestem tym, nie jestem tamtym) - skoro jestem tego świadomy, to nie jestem tym.
Spoczywanie jako świadomość.

Haha, widzę że spodobał Ci się "Mesjasz" Duży uśmiech Duży uśmiech Duży uśmiech

Osobiście łączę różne rzeczy. Myślę że nie ma co się ograniczać do jednej drogi, lecz warto używać wszystkiego co działa.
Np. droga Advaity i Tantry są różne, a można używać obu:



Do tego można dodać jeszcze np. Kindfulness i wiele innych rzeczy.

Moja meta-praktyka to rozpoznawanie na bieżąco, która praktyka będzie w danym momencie najlepsza i stosowanie jej.

Jedną z moich praktyk jest rozpoznawanie impulsu do ucieczki od bieżącego doświadczenia i odwracanie zwrotu tego wektora (osiadanie w tym, jednoczenie się z tym od czego jest tendencja do ucieczki).

Inną praktyką jest kierowanie uwagi i działań ku jak najwyższym wibracjom.
Inną jest niekomplikowanie.

I odpuszczanie - np. przed chwilą miałem jakiś pomysł. Już nie wydaje mi się dobry - zmieniły się okoliczności wewnętrzne (coś zjadłem, coś mi się zmieniło w umyśle). Mógłbym kurczowo się trzymać tego, że miałem taki pomysł, więc teraz muszę go zrealizować.
A ja zamiast tego odpuszczam pomysł i dokonuję oceny na bieżąco - co rzeczywiście będzie teraz lepszą opcją.

Inne odpuszczanie - odpuszczanie żalu do siebie za przeszłe "błędy" (tu mam trudność, ale ostatnio lepiej mi idzie).

Rzecz w tym że nie wiem dokąd zmierzam - idę po prostu po okruszkach.
Co mam robić przez wieczność?
Każdy ruch to cierpienie.

- Będziesz się smażył w piekle!
- Już jesteśmy w piekle. Pytanie brzmi: czy chcesz się z niego wydostać?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości