Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Spójność wewnętrzna a uczciwość intelektualna
#1
Podczas rozmów z różnymi osobami dostrzegam, że jedni spójność rozumieją przede wszystkim jako uczciwość intelektualną, obiektywizm, niestosowanie podwójnych standardów, takie podejście „naukowe”, a inni z kolei sądzą, że prawdziwą spójnością jest spójność (integralność) wewnętrzna, czyli postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami, wartościami, autentyczność.

Ci pierwsi często zarzucają tym drugim stronniczość, subiektywizm, uleganie różnym mechanizmom obronnym, brak intelektualnej uczciwości, fanatyzm, a ci drudzy zarzucają pierwszym nihilizm, brak trwałych wartości, nieprzejrzystość, nieprzewidywalność, chwiejność.

Podam dwa przykłady, żeby wyjaśnić, o co mi chodzi:
1.      Dyskusja dotyczy „natury kobiet”. Dyskutant nastawiony na intelektualną uczciwość będzie próbował dociec tego, jaka jest prawda obiektywna o naturze kobiet, posiłkując się zarówno jakimiś własnymi przemyśleniami, obserwacjami, jak i badaniami naukowymi, natomiast jego adwersarz – rycerz, który trzyma się twardo zasady „obrony czci kobiety," powołując się na spójność wewnętrzną będzie zgodnie z wyznawanymi wartościami wybielać wizerunek kobiety. Np. kiedy ten pierwszy przedstawi tezę mówiącą, że kobiety są średnio mniej inteligentne od mężczyzn albo że wśród kobiet jest mniej wybitnych umysłów, to jego adwersarz (nawet jeśli nie ma nic do zarzucenia merytorycznie tym wnioskom), będzie usilnie próbował co najmniej osłabić te tezy podając przykłady kobiet, które odbiegają od stereotypu albo doszukując się przyczyny takiego stanu rzeczy np. gorszą sytuacją kobiet na przestrzeni dziejów. 

2.      Dyskusja dotyczy pedofilii w Kościele. Dyskutant nastawiony na intelektualną uczciwość będzie próbował dociec tego, jaka jest prawda obiektywna o zjawisku pedofilii w Kościele (statystyki, skala i mechanizmy zatajania zjawiska etc.), posiłkując się zarówno jakimiś własnymi przemyśleniami, obserwacjami, jak i badaniami naukowymi, natomiast jego adwersarz – katolik, który trzyma się twardo zasady „obrony dobrego imienia Kościoła za wszelką cenę”, powołując się na spójność wewnętrzną będzie zgodnie z wyznawanymi wartościami wybielać wizerunek Kościoła. Np. kiedy ten pierwszy przedstawi tezę mówiącą, że skala pedofilii bądź zatajania pedofili w Kościele jest niepokojąca, to jego adwersarz (nawet jeśli nie ma nic do zarzucenia merytorycznie tym wnioskom), będzie usilnie próbował co najmniej osłabić tę tezę, mówiąc, że problem pedofilii w Kościele jest wyolbrzymiony, podnoszony głównie przez wrogów Kościoła i to w nieprzypadkowych momentach (tuż przed wyborami), a tak w ogóle to nikt nie jest bez grzechu (nie można oczekiwać, ze Kościół będzie idealny). 

Sądzę, że wiele dyskusji jest skazana na klęskę właśnie z tego powodu, że osoby, które w nich uczestniczą mają inne wyobrażenie spójności/uczciwości (prawdy), a co za tym idzie przyświecają im różne cele.
Nie da się bowiem pogodzić dążności do odkrycia prawdy w sensie naukowym z dążnością do obrony jakiejś swojej wartości (np. czyjegoś dobrego imienia/czci). To drugie zawsze będzie się wiązać z fałszowaniem tej prawdy obiektywnej w imię wyższego celu jakim jest ochrona wyznawanej wartości. Tymczasem dla osoby kierującej się nade wszystko uczciwością intelektualną tą najwyższą wartość jest właśnie prawda w sensie naukowym – obojętna na (inne) wartości.

Powiem szczerze, że mam dylemat, bo sama nie wiem, która z tych postaw jest słuszna. Rozumiem zarówno motywacje tych, którzy chcą dotrzeć do nagiej prawdy, jak i tych, którzy chcą bronić swoich wartości, a każdy człowiek jak pogrzebie w swoim życiu, znajdzie na pewno coś, w obronie czego gotów jest odwrócić się plecami od faktów, np. rodzina, przyjaciele, wspomniany Kościół czy cześć kobiet. A jeśli tak, to czy uczciwość intelektualna może być dla kogokolwiek najwyższą wartością, czy swoją nadrzędną pozycją może się cieszyć tylko w ograniczonym zakresie, nie obejmując sfery sacrum? A może jednak da się pogodzić jedno z drugim, nie tracąc na wewnętrznej spójności? Można być rycerzem, który potrafi obiektywnie rozmawiać o  naturze kobiety? Katolikiem, który bez sentymentów rozprawia się ze zjawiskiem pedofilii w Kościele? Człowiekiem, dla którego priorytetem jest rodzina, opisującym na swoim blogu patologie rodzinne?

Osoby stawiające na obronę wartości często wskazują na skutki, jakie może wywołać taka wiwisekcja tego czy innego sacrum, np. krytyka rodziny może spowodować rozpad rodzin, krytyka Kościoła upadek Kościoła, szczerość na temat kobiet upadek ideałów rycerskich etc. Z kolei zwolennicy uczciwości intelektualnej ponad wszystko są zdania, że prawda obroni się sama, jeśli coś jest wartością tylko dlatego, że ufundowane jest na kłamstwie, to jest to pseudowartość, dom wzniesiony na piasku.

Ten temat mnie trapi od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że ew. dyskusja, która się tutaj wywiąże, naprowadzi mnie na jakieś sensowne rozwiązanie.
Zapraszam do dyskusji. I bardzo proszę nie koncentrować się na podanych przeze mnie przykładach, które nie są tematem tego wątku. Przytoczyłam je tylko i wyłącznie w celu wyjaśnienia przedstawionego tutaj problemu.
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#2
Będą jeszcze z ciebie ludzie Uśmiech
Ja mam podobnie, z tym, że dawno porzuciłem nadzieję, że w tematach światopoglądowych (i ogólnie 'humanistycznych') możliwe jest porzucenie przyrodzonego każdemu tropizmu.
Obiektywne, bazujące na faktach dyskusje możliwe są jedynie na gruncie matematyki, gdzie pole aksjomatyczne jest ściśle określone.
Reszta, to racjonalizowanie wewnętrznych objawień.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#3
Zgadzam się z Sofeiczem.
Quala, która jest bytem matematycznym, a dokładniej, która jest dowodem istnienia prawidłowości dowolnego jej prawa, nadanego gatunkowi ludzkiemu jako prawo uniwersalne dla wszystkich, działa niczym rozkodowująca się wiedza, będąc owocem deterministycznych, rozmaitych, neutralnych etapów. Rozmaitość ta jest niezgłębiona po dziś dzień. W niej zawarta jest odpowiedź na wybory poglądów na temat wszystkiego. Platon twierdził, iż istnieje jedna uniwersalna wiedza i jedno uniwersalne dobro. Tylko ten, który zgłębia uniwersalia, tylko on godny jest poczuć zapach wiedzy, a nie mniemań. Byt uniwersalny dotyczący dowolnej rozmaitości pozostaje w umyśle człowieka, aż do jego śmierci, na to wszystko wskazuje. Zatem jeśli mamy mówić o prawdziwej miłości mądrości to jest ona tylko taka właśnie.
Odpowiedz
#4
Uczciwość intelektualna nie polega na tym, że się nie posiada „tropizmów”. Uczciwość intelektualna polega na tym, że w dyskusji nie udajemy głupszych niż jesteśmy wtedy, gdy te „tropizmy” stoją w sprzeczności z naszym intelektem. Uczciwość intelektualna może też się przejawiać w tym, że uczciwie o naszych „tropizmach” mówimy.

Ponieważ pelikan otwarcie pije do mojej wypowiedzi z innego wątku, to zaznaczam, że celowo przyznałem się do tego, iż kwestia obrażania kobiet jest dla mnie sprawą emocjonalną. Napisałem to po to, aby wyjaśnić barbarzyńcom spoza naszej cywilizacji, dlaczego incele budzą tak dużo negatywnych emocji. Nie rozumiejąc bowiem naszej cywilizacji, owi barbarzyńcy strasznie się bowiem tym negatywnym emocjom dziwili.

Mój emocjonalny stosunek do obrażania kobiet jednakże to jedno, a fakty, które nie pozwalają sensownie postawić tezy „kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn” to drugie. Nie wystarczy wykazać, że temu, co ktoś mówi towarzyszą emocje, bo emocje towarzyszą nam wszystkim. Zamiast zatem zakładać kolejny wątek o tym samym, mogłaby pelikan sensownie się odnieść do argumentów.
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#5
zefciu napisał(a): Ponieważ pelikan otwarcie pije do mojej wypowiedzi z innego wątku (...)

Nie, pelikan w ogóle nie pije do Twoje wypowiedzi. Rozumiem egocentryzm, ale naprawdę świat się nie kręci wokół Ciebie. Jeśli ktoś mnie zainspirował do założenia tego tematu, to jest to przede wszystkim bert04. No chyba że jesteście jedną i tą samą osobą? W sumie to bym się nie zdziwiła. Jest między Wami dużo zbieżności.
Cytat:. Zamiast zatem zakładać kolejny wątek o tym samym, mogłaby pelikan sensownie się odnieść do argumentów.
zefciu ekstra w komenatrzu do minusa
Cytat:Jeszcze kurwa 10 wątków o tym samym załóż

Pelikan
Cytat:Zapraszam do dyskusji. I bardzo proszę nie koncentrować się na podanych przeze mnie przykładach, które nie są tematem tego wątku. Przytoczyłam je tylko i wyłącznie w celu wyjaśnienia przedstawionego tutaj problemu.
Kolejny coming out wtórnego analfabety ?  Płacz
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#6
towarzyski.pelikan napisał(a): Podczas rozmów z różnymi osobami dostrzegam, że jedni spójność rozumieją przede wszystkim jako uczciwość intelektualną, obiektywizm, niestosowanie podwójnych standardów, takie podejście „naukowe”, a inni z kolei sądzą, że prawdziwą spójnością jest spójność (integralność) wewnętrzna, czyli postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami, wartościami, autentyczność.
(...)

Skróciłem resztę, bo nieporozumienie jest już na początku. Przy poszukiwaniu prawdy rozróżniamy dwa stopnie, jak w matematycznym dowodzie: warunek konieczny i warunek wystarczający. Warunkiem koniecznym jest wewnętrzna spójność. Warunkiem wystarczającym jest sprawdzenie w obiektywnych warunkach.

Przykład na szybkiego? Jeżeli ktoś głosi abstynencję od alkoholu a jednocześnie chleje wódę, to jego zachowanie jest wewnętrznie sprzeczne. Nie możemy naśladować jednocześnie jego tez i jego zachowania. Wewnętrzną spójność zachowuje natomiast tak abstynent "praktykujący i głoszący", jak i pijak z przekonania. Do nich dwóch możemy stosować obiektywne kryteria, co jest zdrowsze a co nie, jaki ma wpływ na środowisko czy na społeczeństwo.

Wewnętrzna spójność dotyczy nie tylko zachowania własnego, ale też wymagań wobec innych. W sąsiednim tematacie mieliśmy takie przykłady. Niektóry incele narzekają na to, że kobiety ich oceniają po wyglądzie. Po czym... oceniają kobiety po wyglądzie. Niektórzy psychole zwalają indywidualną odpowiedzialność na społeczeństwo. Po czym oczekują, że ktoś inny weźmie na siebie odpowiedzialność. Takich postaw jest więcej. W tym momencie nie jest ważne, czy ocenianie po wyglądzie jest dobre czy złe. Albo, czy zwalanie odpowiedzialności na społeczeństwo jest dobre czy złe. Osoba stosująca różne miary do siebie i do innych wykazuje brak tej podstawowej integralności postępowania.

Z mojego codziennego życia mogę dopisać tyle, że pracuję dla różnych klientów. Niektórzy z nich są pobłażliwi, ale też ciężko od nich w projektach jakiś termin czy konkret uzyskać. Inni są wymagający, ale też i sami harują za dwóch. Oba typy mają swoje zady i walety, ale z oboma umiem się obchodzić. Najgorsi są jednak klienci, którzy potrafią tylko wymagać od innych, ale nie czytają nawet najkrótszych maili, jakie się do nich wysyła. Tutaj na serio ciężko mówić o integralności charakteru i postępowania, na szczęście nie spotykam ich za często.

Cytat:katolik, który trzyma się twardo zasady „obrony dobrego imienia Kościoła za wszelką cenę”, powołując się na spójność wewnętrzną będzie zgodnie z wyznawanymi wartościami wybielać wizerunek Kościoła.(...)

"Obrona za wszelką cenę" jest właśnie przykładem postawy, która produkuje wewnętrzne sprzeczności. Gdyż prowadzi do stosowania różnych miar przy ocenie, przykładowo, pedofilii w Kościele w porównaniu do pedofilii w innych grupach zawodowych czy społecznych. Symetrycznie podobnym przykładem będzie "Dokopać Kościołowi za wszelką cenę". Albo "Szukać sensacji za wszelką cenę". W tym ostatnim przykładzie dyrektor rozgłośni radiowej jeżdżący mercedesem sensacją nie jest... no chyba że ma koloratką, to wtedy z mercedesa można nawet maybacha zrobić.

towarzyski.pelikan napisał(a):
zefciu napisał(a): Ponieważ pelikan otwarcie pije do mojej wypowiedzi z innego wątku (...)

Nie, pelikan w ogóle nie pije do Twoje wypowiedzi. Rozumiem egocentryzm, ale naprawdę świat się nie kręci wokół Ciebie. Jeśli ktoś mnie zainspirował do założenia tego tematu, to jest to przede wszystkim bert04. No chyba że jesteście jedną i tą samą osobą? W sumie to bym się nie zdziwiła. Jest między Wami dużo zbieżności.

Pewnie dlatego w TYM POSCIE nazwałaś mnie zefciem?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#7
bert04 napisał(a): Skróciłem resztę, bo nieporozumienie jest już na początku. Przy poszukiwaniu prawdy rozróżniamy dwa stopnie, jak w matematycznym dowodzie: warunek konieczny i warunek wystarczający. Warunkiem koniecznym jest wewnętrzna spójność. Warunkiem wystarczającym jest sprawdzenie w obiektywnych warunkach.
Odcielam reszte, bo nieporozumienie jest juz na poczatku. Nie zrozumiales tematu. Byc może uzyte przeze mnie pojecie "spójnosc wewnetrzna" jest mylace. Wiec jeszcze raz podkresle, ze w tym wątku jako niespójnosc wewnętrzna nie mam na mysli takiej zwyczajnej hipokryzji wynikajcej z ludzkiej ulomnosci, konfliktów wewnętrznych czy tego, że od jednych wymagamy czegos, czego nie wymagamy od samych siebie, tylko jak to zdefiniowałam we wstępniaku:
spójność (integralność) wewnętrzna, czyli postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami, wartościami, autentyczność, np. jeśli jestem rycerzem prywatnie, to jestem nim również publicznie, w imię obrony czci kobiet jestem gotów posunąć się nawet do kłamstw

Cytat:Obrona za wszelką cenę" jest właśnie przykładem postawy, która produkuje wewnętrzne sprzeczności. Gdyż prowadzi do stosowania różnych miar przy ocenie, przykładowo, pedofilii w Kościele w porównaniu do pedofilii w innych grupach zawodowych czy społecznych. Symetrycznie podobnym przykładem będzie "Dokopać Kościołowi za wszelką cenę". Albo "Szukać sensacji za wszelką cenę". W tym ostatnim przykładzie dyrektor rozgłośni radiowej jeżdżący mercedesem sensacją nie jest... no chyba że ma koloratką, to wtedy z mercedesa można nawet maybacha zrobić.
Wedle takiej definicji spójnosci wewnetrznej, jaka przyjales, masz racje, ale wedle mojej jest zgoła odwrotnie. 

Będąc rycerzem świadomie stosuję podwójne standardy, inaczej traktuję kobiety, a inaczej mężczyzn. To właśnie jest tą moją wartoscią. A facet, który niby jest rycerzem wobec swojej żony, a na forum wypisuje okrutną prawdę o kobietach, nie liczac sie z ich uczuciami, jest niespójny wewnętrznie.


Cytat:Pewnie dlatego w TYM POSCIE nazwałaś mnie zefciem?

Moje utożsamienie Ciebie z zefciem można interpretować na 3 sposoby:

a) omyłkowo zwróciłam się do Ciebie per zefciu tak jak czasem kobieta w miłosnym uniesieniu krzyczy do posuwajacego ją Wojtka "Mocniej, Krzysiu!"
b) celowo się "pomyliłam", co miało wywołać efekt humorystyczny - jesteście do siebie tak podobni, że nie sposób Was odróżnic
c) tak naprawdę piłam do zefcia, ale jestem wstydliwa i zdecydowałam się nawiązać z nim rozmowę, odpisując na post bert04

Jedna z tych opcji jest prawdziwa. Jak  myślisz, która?
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#8
towarzyski.pelikan napisał(a): Nie zrozumiales tematu. Byc może uzyte przeze mnie pojecie "spójnosc wewnetrzna" jest mylace.

Nie, nie jest. Spójność wewnętrzna to pojęcie powszechnie używane <1>, a na tym forum ja pierwszy je wprowadziłem w tym powszechnie używanym znaczeniu <2>. Jeżeli Ty bierzesz teraz to pojęcie i próbujesz mu nadać jakieś inne znaczenie, to rozwalasz dyskusję i dyskredytujesz to, co pisałem stosują tamto wyrażenie. Wymyśl sobie jakieś inne, jeżeli już koniecznie chcesz wprowadzać nowy aspekt do dyskursu.

<1> https://www.majewska-opielka.pl/co-to-je...ewnetrzna/

<2> https://ateista.pl/showthread.php?tid=14...#pid721096

Cytat:Wiec jeszcze raz podkresle, ze w tym wątku jako niespójnosc wewnętrzna nie mam na mysli takiej zwyczajnej hipokryzji wynikajcej z ludzkiej ulomnosci, konfliktów wewnętrznych czy tego, że od jednych wymagamy czegos, czego nie wymagamy od samych siebie, tylko jak to zdefiniowałam we wstępniaku:

Nie możesz z jednej strony produkować (kolejnego) wątku o tym, co Ci przeszkadza na forum, i jednocześnie wymagać, żeby w tym wątku stosowano inne definicje pojęć, niż na reszcie.

Cytat:spójność (integralność) wewnętrzna, czyli postępowanie zgodnie ze swoimi zasadami, wartościami, autentyczność, np. jeśli jestem rycerzem prywatnie, to jestem nim również publicznie, w imię obrony czci kobiet jestem gotów posunąć się nawet do kłamstw

"Autentyczność" i "kłamstwo" wykluczają się nawzajem. Tym samym powyższa definicja jest wewnętrznie sprzeczna, nie wypełnia koniecznego warunku, żeby być prawdziwa.

Cytat:Wedle takiej definicji spójnosci wewnetrznej, jaka przyjales, masz racje, ale wedle mojej jest zgoła odwrotnie. 

Jeżeli przyznasz, że ten wątek nie ma nic wspólnego z resztą forum, to możesz nawet przyjąć sobie definicję, że jabłko jest gruszką.

Możesz nawet napisać, że białe jest czarne.

Albo że stosowanie podwójnych standardów ma cokolwiek wspólnego z wyrażeniem powszechnie stosowanym jako wewnętrzna spójność.

Cytat:Moje utożsamienie Ciebie z zefciem można interpretować na 3 sposoby:

a) omyłkowo zwróciłam się do Ciebie per zefciu tak jak czasem kobieta w miłosnym uniesieniu krzyczy do posuwajacego ją Wojtka "Mocniej, Krzysiu!"
b) celowo się "pomyliłam", co miało wywołać efekt humorystyczny - jesteście do siebie tak podobni, że nie sposób Was odróżnic
c) tak naprawdę piłam do zefcia, ale jestem wstydliwa i zdecydowałam się nawiązać z nim rozmowę, odpisując na post bert04

Jedna z tych opcji jest prawdziwa. Jak  myślisz, która?

Twoje "śmiszne" wytłumaczenia tego prostego błędu bardziej świadczą o Tobie, niż sam błąd. Zresztą, nie tylko w tym przypadku. Ale ocenę zostawiam czytelnikom.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#9
towarzyski.pelikan napisał(a): Sądzę, że wiele dyskusji jest skazana na klęskę właśnie z tego powodu, że osoby, które w nich uczestniczą mają inne wyobrażenie spójności/uczciwości (prawdy), a co za tym idzie przyświecają im różne cele.
Nie da się bowiem pogodzić dążności do odkrycia prawdy w sensie naukowym z dążnością do obrony jakiejś swojej wartości (np. czyjegoś dobrego imienia/czci). To drugie zawsze będzie się wiązać z fałszowaniem tej prawdy obiektywnej w imię wyższego celu jakim jest ochrona wyznawanej wartości. Tymczasem dla osoby kierującej się nade wszystko uczciwością intelektualną tą najwyższą wartość jest właśnie prawda w sensie naukowym – obojętna na (inne) wartości.
Może nawet nie "inne wyobrażenie", ale zwyczajnie prawdę (prawdziwość?) mają w głębokim poważaniu. Prawda nie ma wartości samej w sobie, i można mieć system wartości, w którym prawdy jako takiej nie znajdziesz. Dyskusja jednak z takimi ludźmi jest wyjątkowo wyczerpująca, z powodów, które zasygnalizowałaś.
Można też cenić prawdę i to cenienie prawdy może nie kolidować z innymi wartościami. Można cenić kobiety bo tak, i nawet jeśli zdanie "kobiety są głupsze od mężczyzn" (cokolwiek to ma znaczyć) byłoby prawdziwe, to może to nie umniejszać wartości kobiet, o ile nie towarzyszy temu kryterium ilorazu inteligencji (czy co tam kładziemy naprzeciw głupocie) jako kryterium decydującego o wartości. Zatem pogodzić się da.

bert04 napisał(a): Twoje "śmiszne" wytłumaczenia tego prostego błędu bardziej świadczą o Tobie, niż sam błąd. Zresztą, nie tylko w tym przypadku. Ale ocenę zostawiam czytelnikom.
I którąkolwiek opcję wybierzesz to się mylisz i to twoja wina, bo wina za bełkotliwy komunikat prawie zawsze leży po stronie odbiorcy Oczko
Odpowiedz
#10
<do usunięcia>
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#11
<do_usunięcia>, bo odpowiedź na post do usunięcia.
Odpowiedz
#12
towarzyski.pelikan napisał(a): Nie, pelikan w ogóle nie pije do Twoje wypowiedzi.
No nie. Dlatego też cytowała dokładnie moje sformułowanie.
Cytat:zefciu ekstra w komenatrzu do minusa
Cytat:Jeszcze kurwa 10 wątków o tym samym załóż
No i? Jakoś chcesz to skomentować? Jak nie, to po co cytujesz?
Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu
Odpowiedz
#13
bert04 napisał(a): Twoje "śmiszne" wytłumaczenia tego prostego błędu bardziej świadczą o Tobie, niż sam błąd. Zresztą, nie tylko w tym przypadku. Ale ocenę zostawiam czytelnikom.

W piątek, przed banem odpisałam na calosc Twojego posta, ale potem dostalam komunikat, ze mam bana i nie zdazylam wypostowac. Teraz po kilku dniach uznalam, że w sumie dobrze sie stalo, bo i tak calosc Twojej wypowiedzi jest obok tematu i moje dalsze tlumaczenie nie ma sensu. Na dwóch innych forach zalozylam ten temat i ludzie jakos nie mieli problemu z bledna definicja, zakumali i temat ladnie się rozwinąl. Problem jest gdzie indziej, wiec tylko sie odniose do zacytowanego fragmentu.

Zastanawiam się, czy Ty tak permanentnie nie masz dystansu do siebie, poczucia humoru, czy tylko w rozmowie ze mną? Jeśli masz wątpliwość odpowiedz sobie w duchu na pytanie, jak byś zareagował na ten sam post napisany przez np. zefcia albo ZaKotem? Mam nadzieję, że byś się co najmniej uśmiał. Z dwojga złego, lepiej byc wtórnym analfabetą (to uleczalne) niż nadętym sztywniakiem bez humoru  Uśmiech

I proszę Ciebie i innych - jeśli nie macie nic merytorycznie do powiedzenia w tym temacie, znajdzcie sobie inne miejsce. Jeśli ktoś ma wątpliwości, o czym jest ten temat, zachęcam do przeczytania jednak tego wstępniaka od początku do końca.
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#14
towarzyski.pelikan napisał(a): Na dwóch innych forach zalozylam ten temat i ludzie jakos nie mieli problemu z bledna definicja, zakumali i temat ladnie się rozwinąl. 

Jeżeli zakładasz tematy na innych forach, to nie zachodzi problem, który zaszedł na tym forum. A mianowicie, że cytowałaś wyrażenia używane w innym znaczeniu i przekręcałaś je tak, żeby pasowało do Twojej krytyki.

Zresztą, na moim starym forum był zakaz przenoszenia kłótni z jednego forum na drugie. Między innymi po to, żeby uniknąć wyrywania wypowiedzi z kontekstu. Dobrze, że znasz fora bez takich bzdurnych ograniczeń.

Cytat:Jeśli masz wątpliwość odpowiedz sobie w duchu na pytanie, jak byś zareagował na ten sam post napisany przez np. zefcia albo ZaKotem?

Zdziwiłbym się, że tak zaniżają loty. I tym bardziej opierdzielił. To, że czasem ostrzej opieprzam pilastra, niż innych userów, wynika właśnie z tego, że wiem na co go (było) stać.

Cytat:Mam nadzieję, że byś się co najmniej uśmiał. Z dwojga złego, lepiej byc wtórnym analfabetą (to uleczalne) niż nadętym sztywniakiem bez humoru  Uśmiech

zL napisała, że moje posty są niemądre, a pelikan, że są nieśmieszne. Idę szukać ostrej brzytwy i się pochlastać z ciężkiej rozpaczy.


PS: Wiem, że nie łapiesz powyższego humoru.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#15
bert04 napisał(a): Jeżeli zakładasz tematy na innych forach, to nie zachodzi problem, który zaszedł na tym forum. A mianowicie, że cytowałaś wyrażenia używane w innym znaczeniu i przekręcałaś je tak, żeby pasowało do Twojej krytyki.

Gdybyś nie był takim bufonem z przerośniętym ego, zauważyłbyś, że ja w tym temacie w ogóle nie dyskutuję z Twoją definicją spójności wewnętrznej. Stworzyłam swoją własną, co strasznie Ci nie w smak, bo masz nieodpartą potrzebę narzucania innym swojej woli i wizji świata.


Cytat:Zresztą, na moim starym forum był zakaz przenoszenia kłótni z jednego forum na drugie. Między innymi po to, żeby uniknąć wyrywania wypowiedzi z kontekstu. Dobrze, że znasz fora bez takich bzdurnych ograniczeń.
Gdybyś nie wspomniane karykaturalnie wielkie ego, zauważyłbyś, że ten wątek w ogóle nie dotyczy żadnej kłótni, został tylko zainspirowany wymianą zdań z Tobą i nikt z forumowiczów w tamtych miejscach nie wie nic ani o źródle inspiracji, ani o Tobie i Twoim wielkim ego. Mniemam, ze jest Ci z tego powodu bardzo przykro.

A teraz proszę uprzejmie, wyjdź stąd.
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#16
towarzyski.pelikan napisał(a): A teraz proszę uprzejmie, wyjdź stąd.

Serio?

- Stworzyłaś definicję spójności wewnętrznej po dyskusji z bertem. Nawet podałaś mnie jako swoją inspirację <1>, zanim się włączyłem w dyskusję

- Użyłaś sformułowania, które ja użyłem przed tobą i to wielokrotnie w kompletnie innym znaczeniu <2>. Ale to nie pelikan źle zrozumiał, co to wyrażenie znaczy, to bert w swoim ego nie akceptuje, jak ktoś nazywa jabłka gruszkami.

- Podałaś już we wstępniaku dwa przykłady dyskusji z tego forum, w których uczeszniczył bert. I można się doszukać, że te opisy dotyczyły (między innymi) berta. A już w późniejszych postach doszłaś do berta sama.

Więc proszę Ciebie uprzejmie, jak nie chcesz moich komentarzy to nie odzywaj się do mnie wcale. A jak się do mnie albo o mnie odzywasz, to nie licz na to, że przemilczę.

Albo idź na te fora, gdzie moderatorom nie przeszkadza wyrywanie kwestii z innych forów. Albo załóż sobie bloga, tam może mądrości prawić bez jakichś bzdurnych ograniczeń. I sama dawać plusy, minusy, opeery i plonki. A tutaj daruj sobie takich życzeń.

<1> https://ateista.pl/showthread.php?tid=14...#pid721215

<2> https://ateista.pl/showthread.php?tid=14...#pid721096
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#17
Ja pierdole, powołałam się na żywe przykłady z forum, ale sam temat jest filozoficzny. Abstrahujemy od sytuacji, inspiracji i omawiamy problem. Widzisz, w jakim jesteś dziale? Przeczytałeś ten temat? Zapoznałeś się z zakończeniem i wyrażoną przeze mnie explicite prośbą? Potrzebujesz większej czcionki, kolorków, caps locka? Do chuja!

Zapraszam do dyskusji. I bardzo proszę nie koncentrować się na podanych przeze mnie przykładach, które nie są tematem tego wątku. Przytoczyłam je tylko i wyłącznie w celu wyjaśnienia przedstawionego tutaj problemu.

Następnym razem specjalnie dla Ciebie zmienię przykłady i definicję np. zamiast spójność wewnętrzna napiszę integralność wewnętrzna i wówczas się ode mnie odpierdolisz. Niestety, ludzie o bardzo wrażliwym ego, pozbawieni grama dystansu, nie potrafią się zdystansować na czas intelektualnej dyskusji. Tylko ja nie wiem, czy idąc im na rękę, nie wyrządzę im krzywdy. Spróbuję.
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#18
towarzyski.pelikan napisał(a): Na dwóch innych forach zalozylam ten temat i ludzie jakos nie mieli problemu z bledna definicja, zakumali i temat ladnie się rozwinął.

Skoro tam jest wporzo, to po co multiplikujesz tutaj, gdzie nikt ci do pięt nie dorasta i króluje ogólny niedorozwój? 

Cytat:I proszę Ciebie i innych - jeśli nie macie nic merytorycznie do powiedzenia w tym temacie, znajdzcie sobie inne miejsce.

Porzuć ten mentorski ton rozstawiania wszystkich po kątach (nawet we własnym watku).
To ma być zachęta do dyskusji?
Chyba zachęta do kolejnych połajanek, ostów i banów.

PS. Chyba jednak nie będzie z ciebie ludzi, niestety.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#19
Sofeicz napisał(a): Skoro tam jest wporzo, to po co multiplikujesz tutaj, gdzie nikt ci do pięt nie dorasta i króluje ogólny niedorozwój? 

Bo każde z tych miejsc jest inne. Są inne osoby, o innym backgroundzie, sposobie myślenia i … stopniu uprzedzenia wobec Pelikana.

Cytat:Porzuć ten mentorski ton rozstawiania wszystkich po kątach (nawet we własnym watku).
To ma być zachęta do dyskusji?
Chyba zachęta do kolejnych połajanek, ostów i banów.
Próbuję pozbyć się szkodników, którzy tutaj wchodzą tylko po to, żeby się do czegoś dopierdolić. Całą resztę serdecznie zapraszam.
Nie chcę tajemnic ani stanów duszy, ani rzeczy niewymawialnych, nie jestem dziewicą ani księdzem, żeby się bawić w życie wewnętrzne. 
- Jean-Paul Sartre
Odpowiedz
#20
towarzyski.pelikan napisał(a): Następnym razem specjalnie dla Ciebie zmienię przykłady i definicję np. zamiast spójność wewnętrzna napiszę integralność wewnętrzna i wówczas się ode mnie odpierdolisz.

Ach, gdybym mógł. Ale oboje wiemy, że się nie odpierdolę, gdyż integralność jest synonimem wewnętrznej spójności. Integralność to wyższość wyznawanych wartości nad egoistycznym lub grupowym interesem. To murzyński adwokat broniący białych rasistów z przekonania, że nawet biały rasista ma prawo do rzetelnej obrony. To lekarz wojskowy leczący wrogiego żołnierza. To zakonnica wybaczająca gwałcicielowi. To RPO broniący praw domniemanego mordercy dziecka.

To, co Ty wyżej opisujeaz pasuje raczej do adwokata, który ukrywa papiery odciążające klienta, bo wierzy w jego winę. To lekarz pozwalający na śmierć pacjenta, bo nie wierzy w skuteczność terapii. To zakonnica oskarżająca niesłusznie o gwałt innowiercę, ad maiorem dei gloriam. To RPO urządzający niekonstytucyjny sąd kapturowy dla pewneho domniemanego informatora SB. To całe rzesze ludzi, którzy w imię idei (a nie dla doraźnej korzyści) sprzeniewierzyli się swoim zasadom jak i przysięgom zawodowym. Tym się różnią zarówno od korumpowalnych oportunistów jak i od integrystów. Dla tej grupy osób cel uświęca środki, nawet te najgorsze. Dla integrysty nie można słusznego celu osiagnąć niesłusznymi środkami.

Jak ich nazwać? W wariancie łagodnym to ideowcy, zaślepieni wyższością pewnej nadrzęnej SPRAWY. W wariancie skrajnym to po prostu fanatycy, zdolni do podpalania stosów, wysadzania się w powietrze czy dokonywania czystek etnicznych. Nie wiem, czy można znaleźć dla nich jakieś wspólne określenie, może i nie trzeba.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości