Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przyszłość polskiej ortografii
#21
ZaKotem napisał(a): To takie godonie pogórolsku, z akcyntem na poczontku.
A, o to idzie.

zefciu napisał(a): Jak się dowiedziałem, jak się czyta ten sos ze zgniłej ryby „Worcester”, to zbladłem.
Łuster Duży uśmiech Ale to tylko te nazwy z -cester, których na szczęście są tylko trzy.
zefciu napisał(a): A śledzikowanie to takie zmiękczanie głosek tylko trochę. Nie wiedzieć czemu ostatnio w poznańskiej telewizji regionalnej zatrudnili do działu pogody panią, co tak mówi. Chociaż nie powiedziałbym, że to powszechne. Przynajmniej nie w Wielkopolsce.
A to nie jest jakieś mazowieckie? Oni tam mają manierę wymawiania 'li' jako 'ly', może też inne zmiękczenia zanikają.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#22
kmat napisał(a): Łuster Duży uśmiech Ale to tylko te nazwy z -cester, których na szczęście są tylko trzy.
No niby tak. Ale w angielskim jest kupa takich różnych dziwnych kwiatków. Np. w parze woman, women w piśmie zmienia się druga samogłoska, a w wymowie – pierwsza. Albo np. vase wymawiamy [vɑːz], ale już case [keɪs]. Dlaczego? Nie ma żadnej reguły. Trzeba się w praktyce uczyć każdego słowa, jak się je wymawia i jak się je pisze. Jak po chińsku.
Cytat:A to nie jest jakieś mazowieckie?
Identyfikowane to jest z Białymstokiem. Właśnie do mnie dotarło, czemu sposób czytania cs-a, którego się nauczyłem jest określany jako „białostocki”.
Cytat:Oni tam mają manierę wymawiania 'li' jako 'ly', może też inne zmiękczenia zanikają.
To chyba się tak nie łączy. Np. we wspomnianym cs, Ukraińcy mówią „pomyłuj”, ale z drugiej strony „światyj” bez śladu śledzikowania.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#23
Wy sobie tak gwarzycie o gwarach, a temat ucieka. Jeżeli już zignorowaliście genialny w swojej prostocie post o nowych znakach diaktrycznych pewnego bardzo skromnego usera, to może warto o czymś innym, a mianowicie, jaki cel ma mieć ten przyszłościowy rozwój.

- nadążanie słowników za zmianami polszczyzny, które dziś jeszcze są uważane za błąd (gdzieniegdzie)
- otwartość na większą ilość głosek i ich kombinacji, niż w dotychczasowej polszczyźnie, zwłaszcza w obliczu zalania różnymi zagranicznymi słowami.
- lepsze oddanie genezy słów (skąd to "ł" w "małpa")?
- likwidację "zbędnych" podwójnych oznaczeń (jestem przeciw, ale w takich tematach zawsze wypłynie ż-rz, dż-drz, u-ó)
- i uuuuproszczenie.
Listę można uzupełniać


@zefciu

Cytat:A w ogóle, to trochę się odbija to, że nie mamy własnego alfabetu. Bo z tego co widzę, Japończycy, Rosjanie, czy Gruzini nie mają problemu z fonetycznym transkrybowaniem obcych słów. Jak znalazłem kiedyś coś takiego jak დუაიტ აიზენჰაუერი, to musiałem się przez chwilę drapać w głowę, nim doszedłem, że chodzi o Dwighta Eisenhowera. A dziś po polsku, jakby ktoś napisał „Dłajt Ajzenhałer”, to by był traktowany jak debil.

A jak napiszę "Szopen" to też się oburzysz? Na marginesie, jeszcze do niedawna ten problem omijano spolszczając imiona.  Kto jest następcą tronu w Wielkiej Brytanii? Racja, książę Karol. Znany reszcie świata jako niejaki prince Charles. Na szczęście jego syna nie przekabacono na Wilhelma, jak to się zdarzało w przeszłości.

Łacina jest ogólnie niewdzięcznym językiem, kiedyś na wierze (chyba) był osobny wątek, jak ilość literek rozrastała się jeszcze za czasów rzymskich, żeby dostosować język do rosnącej liczby zapożyczeń z greki. I dalej tak poszło. Jeżeli użalasz się na biednym "Dłajtem" to przypomnę Ci, że jeden z przywódców ZSRR jest po niemiecku zapisywany jako Chruschtschow, inny "Breschniew" a jeden z generałów jako "Schukow" (Niemcy mają bardzo niewiele dźwięcznych głosek). To już anglicy wymyślili lepiej, żeby w transkrypcji chińskich wyrazów używać niespotykanej u nich kombinacji "zh" zamiast "ż".
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#24
bert04 napisał(a): a mianowicie, jaki cel ma mieć ten przyszłościowy rozwój.

- nadążanie słowników za zmianami polszczyzny, które dziś jeszcze są uważane za błąd (gdzieniegdzie)
- otwartość na większą ilość głosek i ich kombinacji, niż w dotychczasowej polszczyźnie, zwłaszcza w obliczu zalania różnymi zagranicznymi słowami.
Cytat:- lepsze oddanie genezy słów (skąd to "ł" w "małpa")?
No nie. Takie coś zrobili Anglicy. Stąd te wszystkie ich durne „ph” itp. udziwnienia bez fonetycznego uzasadnienia.
Cytat:- likwidację "zbędnych" podwójnych oznaczeń (jestem przeciw, ale w takich tematach zawsze wypłynie ż-rz, dż-drz, u-ó)
No to trochę głupio. Będziemy oddawać genezę słów obcych, ale z kolei genezę słów rodzimych zatrzemy.
Cytat:A jak napiszę "Szopen" to też się oburzysz?
Ja się nie oburzę. Bo na co. Ale Szopen był po pierwsze, Polakiem, a po drugie – działał w czasach, gdy jeszcze sobie na takie rzeczy pozwalano.
Cytat:Jeżeli użalasz się na biednym "Dłajtem"
A ja się nie użalam. Wręcz przeciwnie. Trochę zazdroszczę wymienionym narodom, że oni tak se mogą, a my nie możemy.
Cytat:Chruschtschow
Jeszcze weselsze rzeczy się dzieją w transkrypcjach słów gruzińskich. Taka „Mtskheta” wygląda jakby miała zbitkę pięciu spółgłosek. A ma wszak tylko trzy Uśmiech
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#25
bert04 napisał(a): To już anglicy wymyślili lepiej, żeby w transkrypcji chińskich wyrazów używać niespotykanej u nich kombinacji "zh" zamiast "ż".
Akurat "zh" w transkrypcji chińskiej to nie wymysł Anglików, a Chińczyków - tzw. pinyin (choć może bazuje na jakiś wcześniejszych wymysłach Anglików? w sumie nie wiem). I żeby było weselej, "zh" wymawia się jak "cz"/"dż", nie jak "ż" ("ż" w zasadzie w chińskim nie ma, choć chyba niektórzy Chińczycy w zbliżony sposób wymawiają głoskę transkrybowaną jako "r").
"zh" występuje za to jako "ż" w angielskiej transkrypcji słów rosyjskich.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
#26
kmat napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Mój ojciec miał irytujący zwyczaj mówić A-ustria, A-ustralia etc.
A jak jest nieirytująco?
W sumie ciężko to oddać w piśmie.
Normalnie wymawiasz 'Ałstria, Ałstralia', a mój ojciec wymawiał tak, jak gdyby to były dwa wyrazy 'A ustria, A ustralia'

Cytat:
Sofeicz napisał(a): No i to powszechne, megawk… 'śledzikowanie'
A szto eta?

Posłuchaj, jak obecnie mówią nieletnie dziewczątka 'cję, sję, miłosc, scjana".
Sam zachodzę w głowę, skąd się to bierze, bo to nie jest klasyczne białostockie śledzikowanie.

Przypomniało mi się.

-owie czy -dzy/rzy?
Trwa obecnie ciekawy moment zamieszania w sposobie oznaczania liczby mnogiej różnych zawodów i grup męskoosobowych.
Historycznie starsza jest końcówka -owie "lokatorowie, kelnerowie, oficerowie, senatorowie".
Potem coraz większą popularność zdobyły końcówki -dzy, -rzy "lokatorzy, kelnerzy, senatorzy oficerzy, biolodzy, geolodzy ..."
Ale pamiętam dokładnie, że po 1989, w Sejmie czy senacie zasiadał Edmund Osmańczyk i wygłaszał retoryczne mowy, gdzie uparcie powtarzał formę 'senatorowie'.
I zaczęło się. Obecnie trwa kompletne zamieszanie.
Często w jednym programie popularnonaukowym lektor mówi 'biolodzy, za chwilę 'biologowie', a za następną chwilę znowu 'biolodzy'.
Jak to się skończy?

'Grand Prix'
Co roku, kiedy zaczyna się sezon skoków narciarskich czy Formuły 1 komentatorzy dostają szamotania pępka - raz mówią 'ta Grand Prix' (co jest ogólnie zgodne ze źródłosłowem - Wielka Nagroda), a za chwilę 'to Grand Prix'.
W tym roku zwycięża zdecydowanie 'to'.

PS. Nie wspomnę o powszechnym 'misiowaniu' (nawet na tak szacownym forum, jak a.pl)
Ale chyba tak już zostanie.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#27
zefciu napisał(a): No niby tak. Ale w angielskim jest kupa takich różnych dziwnych kwiatków. Np. w parze woman, women w piśmie zmienia się druga samogłoska, a w wymowie – pierwsza. Albo np. vase wymawiamy [vɑːz], ale już case [keɪs]. Dlaczego? Nie ma żadnej reguły.
Ano. Ale tu po prostu historia się kłania. Ortografia angielska to zlepek anglosaskiej, francuskiej, niemieckiej..
zefciu napisał(a): Identyfikowane to jest z Białymstokiem. Właśnie do mnie dotarło, czemu sposób czytania cs-a, którego się nauczyłem jest określany jako „białostocki”.
Polszczyzna białostocka chyba jeszcze się łapie pod gwary mazowieckie.
zefciu napisał(a): To chyba się tak nie łączy. Np. we wspomnianym cs, Ukraińcy mówią „pomyłuj”, ale z drugiej strony „światyj” bez śladu śledzikowania.
Ale to Ukraińcy, nie Mazowszanie.

bert04 napisał(a): Wy sobie tak gwarzycie o gwarach, a temat ucieka. Jeżeli już zignorowaliście genialny w swojej prostocie post o nowych znakach diaktrycznych pewnego bardzo skromnego usera,
Pomysł niby prosty, ale w praktyce, to tych diakrytyków będzie za dużo. Do tego często jedna litera będzie miała kilka wariantów diakrytycznych. Dziś mamy tak tylko z 'z', ale przy większej liczbie zaczną się praktyczne problemy, jak choćby głupie kodowanie na klawiaturze.
zefciu napisał(a): Stąd te wszystkie ich durne „ph” itp. udziwnienia bez fonetycznego uzasadnienia.
To po prostu mechaniczna kalka łacińskiego zapisu greckich słów. Te 2000 lat temu to akurat miało sens.

Fizyk napisał(a): I żeby było weselej, "zh" wymawia się jak "cz"/"dż",
Chyba tylko 'cz', mandaryński nawet nie ma 'dż'. Coby było śmiesznie, to oni mają też 'ch', które też się wymawia jak 'cz', tylko z przydechem.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#28
Sofeicz napisał(a): -owie czy -dzy/rzy?
Trwa obecnie ciekawy moment zamieszania w sposobie oznaczania liczby mnogiej różnych zawodów i grup męskoosobowych.

Pan tu panie Sofeiczu pierdołami się zajmuje, a tu nie ma potrzeby precyzować liczby mnogich męskoosobowych. Są dwie? Super, albo jedna się ostanie, albo będą dwie z całym wahlarzem nieregularności.

Ale co mają począć ministerki? Sekretarzyny*? Albo, ostatnio słynne Wikinżki? Toć niektóre nawet pojedynczej formy nie posiadają, a feminizm u bram i dżender się wdziera oknami i drzwiami. I całe rzesze doktorek, architektek czy rzeźbiarek i kogo jeszcze nie wymyślisz czekają, aż się język przyzwyczai.


(*nie sekretarki, chodzi o żeńską formę "sekretarza")
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#29
kmat napisał(a): Ale to Ukraińcy, nie Mazowszanie.
Wiem. Chciałem tylko wskazać, że nie musi istnieć bezpośrednia korelacja między śledzikowaniem a brakiem zmiękczeń w innych miejscach. Język ukraiński jest zarazem bardziej miękki i mniej miękki od białoruskiego.
Cytat:To po prostu mechaniczna kalka łacińskiego zapisu greckich słów. Te 2000 lat temu to akurat miało sens.
Tylko że angielska ortografia nie ukształtowała się 2000 lat temu. Wiele słów było kiedyś pisanych bardzo fonetycznie, a potem zostało uszlachetnione.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#30
kmat napisał(a): Chyba tylko 'cz', mandaryński nawet nie ma 'dż'. Coby było śmiesznie, to oni mają też 'ch', które też się wymawia jak 'cz', tylko z przydechem.
Zasadniczo masz rację, z tego co mi wiadomo. "Cz" (bez przydechu) i "dż" to chyba dla użytkowników mandaryńskiego alofony, dlatego napisałem jak napisałem. Oni zamiast rozróżnienia dźwięczne/bezdźwięczne mają z przydechem/bez przydechu. To samo tyczy się w pinyin par p-b, t-d, k-g, q-j.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
#31
Fizyk napisał(a): Oni zamiast rozróżnienia dźwięczne/bezdźwięczne mają z przydechem/bez przydechu.
Tak. Jeszcze większe cuda są w koreańskim, gdzie mają trzy szeregi - aspirowane (np. 'ph'), nieaspirowane mocne (np 'p') i nieaspirowane słabe (np. 'b'). Wszystkie bezdźwięczne rzecz jasna.

zefciu napisał(a): Wiem. Chciałem tylko wskazać, że nie musi istnieć bezpośrednia korelacja między śledzikowaniem a brakiem zmiękczeń w innych miejscach. Język ukraiński jest zarazem bardziej miękki i mniej miękki od białoruskiego.
Pytanie, jak to w tych gwarach mazowieckich.
zefciu napisał(a): Tylko że angielska ortografia nie ukształtowała się 2000 lat temu. Wiele słów było kiedyś pisanych bardzo fonetycznie, a potem zostało uszlachetnione.
A to tyż.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#32
bert04 napisał(a): Ale co mają począć ministerki? Sekretarzyny*? Albo, ostatnio słynne Wikinżki? Toć niektóre nawet pojedynczej formy nie posiadają, a feminizm u bram i dżender się wdziera oknami i drzwiami. I całe rzesze doktorek, architektek czy rzeźbiarek i kogo jeszcze nie wymyślisz czekają, aż się język przyzwyczai.
A brak oficjalnej reguły sprawia, że jedna pani się obrazi, gdy się ją nazwie doktorką, a druga się obrazi, gdy się jej tak nie nazwie.
Odpowiedz
#33
ZaKotem napisał(a): A brak oficjalnej reguły sprawia, że jedna pani się obrazi, gdy się ją nazwie doktorką, a druga się obrazi, gdy się jej tak nie nazwie.

W Niemczech jedna absolwentka chciała wywalczyć przed sądem, żeby na dyplomie doktorskim - po łacinie - wpisane miała "doctora" a nie "doctor". Sędzia wyjaśnił jej, że ta żeńska forma jest włoska i hiszpańska, natomiast po łacinie musiano by jej wpisać "doctorix". Ponieważ nikt nie chce być na dyplomie kojarzony z komiksami o dwóch galijskich wojownikach z czasów Juliusza Cezara, zrezygnowała w żądania.

https://www.advopedia.de/news/kurios/fem...d-doctorix
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#34
zefciu napisał(a): Naprawdę? Tzn. rozumiem, że może pozwalać na pisanie oddzielne, bo poprawienie tego błędu wymaga już bardziej skomplikowanej logiki, niż sprawdzianie wyraz po wyrazie. Ale żeby poprawnie napisany wyraz kazało rozdzielić?
I "naprawdę" na "na prawdę" też potrafi poprawiać. I warto zauważyć, że autokorekta jest dla wielu ostatecznym autorytetem jeśli chodzi o pisownie, więc...

Cytat:No i to jest słabe. Bo tak mamy w języku angielskim. Jak się dowiedziałem, jak się czyta ten sos ze zgniłej ryby „Worcester”, to zbladłem.
"Łukoster"? Wiesz, Francuzi po prostu czytają wszystko po swojemu, może z wyjątkiem nazwiska prezydenta Rosji, bo byłoby śmiesznie, a polityka przecież jest poważna. W Anaosdi, języku, który opracowałem, też jest podobna maniera, przykładowo "kiedy" zapisanoby "kjedi". [i oczywiście "zapisanoby" przeglądarka podkreśla mi jako błąd, sugerując "zapisano-by" lub "zapisano by"]

Cytat:A w ogóle, to trochę się odbija to, że nie mamy własnego alfabetu. Bo z tego co widzę, Japończycy, Rosjanie, czy Gruzini nie mają problemu z fonetycznym transkrybowaniem obcych słów. Jak znalazłem kiedyś coś takiego jak დუაიტ აიზენჰაუერი, to musiałem się przez chwilę drapać w głowę, nim doszedłem, że chodzi o Dwighta Eisenhowera. A dziś po polsku, jakby ktoś napisał „Dłajt Ajzenhałer”, to by był traktowany jak debil.
Przecież Rosjanie też nie mają swojego alfabetu. A germanie są wyjątkowo płodni, jeśli chodzi o dodawanie zbędnych liter do wyrazów. I Francuzom też się udzieliło [pewnie przez krew Franków]. A teraz popatrz na Finlandię, tam też nie ma autorskiego pisma, ale podejście o wiele bardziej praktyczne.
Więc to chyba jednak kwestia tendencji, a w Polsce mamy obecnie taką, że pisownię oryginalną stosuje się gzie tylko się da. I potem mamy różne "ksjaomi" i "hjundaj". A „Dłajt Ajzenhałer” wydaje się najbardziej praktyczną wersją.
Skąd w ogóle znasz gruziński?

Cytat:A jak inaczej inaczej chcesz wymówić słowo „mąka”? [mɔŋka] jest jak najbardziej poprawne. Próba wypowiadania inaczej brzmi sztucznie.
Ja mówię przez "krótkie ą", jakkolwiek to się zapisuje. Oczko Natomiast słyszałem parę razy "moNkę" z akcentem na "n".

Cytat:A śledzikowanie to takie zmiękczanie głosek tylko trochę. Nie wiedzieć czemu ostatnio w poznańskiej telewizji regionalnej zatrudnili do działu pogody panią, co tak mówi. Chociaż nie powiedziałbym, że to powszechne. Przynajmniej nie w Wielkopolsce. Może to rzeczywiście jakiś dżęder – coś jak w angielskim vocal fry – ktoś se wymyślił, że to seksowne w ustach kobiety.
Czyli co, zamiast "sitko" mówi się "siytko"? Duży uśmiech
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#35
ARHIZ napisał(a): "Łukoster"?
Łuster. A wręcz łuste, bo 'r' często znika w potocznej wymowie.
ARHIZ napisał(a): Francuzi po prostu czytają wszystko po swojemu, może z wyjątkiem nazwiska prezydenta Rosji, bo byłoby śmiesznie,
Nazwisko prezydenta Rosji w większości romańskich języków jest bardzo śmieszne.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#36
Łuster, ładnie, tak galijsko. Oczko

Ale tylko we francuskim "putin" [putę] znaczy "pieprzyć". Duży uśmiech
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#37
ARHIZ napisał(a): Łuster, ładnie, tak galijsko. Oczko
To brzmi galijsko? :o
ARHIZ napisał(a): Ale tylko we francuskim "putin" [putę] znaczy "pieprzyć". Duży uśmiech
Ale puta (dziwka) jest już chyba powszechnym słowem.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#38
zefciu napisał(a): No ale to by oznaczało, że to co dotychczas było domyślne będzie miało specjalną ortografię. Czyli będziemy śikać, dźiwić się etc. Z kolei przed samogłoską i stanie się redundantne: po co pisać „śię”, jak można „śę”. To dość rewolucyjna propozycja.

A jak do tej rewolucji doszli Czesi i Słowianie południowi? To alfabet łaciński dokonał w j.polskim takiej mutacji z i.

bert04 napisał(a): - nadążanie słowników za zmianami polszczyzny, które dziś jeszcze są uważane za błąd (gdzieniegdzie)
- otwartość na większą ilość głosek i ich kombinacji, niż w dotychczasowej polszczyźnie, zwłaszcza w obliczu zalania różnymi zagranicznymi słowami.
- lepsze oddanie genezy słów (skąd to "ł" w "małpa")?
- likwidację "zbędnych" podwójnych oznaczeń (jestem przeciw, ale w takich tematach zawsze wypłynie ż-rz, dż-drz, u-ó)
- i uuuuproszczenie.
Listę można uzupełniać

Polszczyzna będzie się "makaronizować" podług angielskiego. Stąd wystąpi twoje uproszczenie, więc znaki diakrytyczne stoją na drodze tego uproszczenia. Nie są one prostsze do wprowadzenia.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#39
Żarłak napisał(a): A jak do tej rewolucji doszli Czesi i Słowianie południowi? To alfabet łaciński dokonał w j.polskim takiej mutacji z i.
Nie byłbym pewien. Wiele z polskich osobliwości to w istocie czeskie wynalazki, tam zarzucone po haczkowej reformie.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#40
ARHIZ napisał(a): Przecież Rosjanie też nie mają swojego alfabetu.
Kurcze masz rację. Zbyt jednostronnie na to patrzyłem. Prawda jest taka, że transliteracje fonetyczne są czymś normalnym, jeśli dochodzi do nich pomiędzy systemami alfabetycznymi. Czyli nikt się nie zżyma, gdy ktoś napisze „Salome Zurabishvili”, albo nawet „Zurabiszwili”. Ale jak ktoś napisze „Boris Dżonson”, to będą na niego patrzeć jak na głupka.
Cytat:Skąd w ogóle znasz gruziński?
Na razie ciężko powiedzieć, że znam. Ale się staram. Skąd – z lekcji na italki, z książek, z neta. Historia z Eisenhowerem jest taka, że istnieje piosenka:

I tam jest słowo „აიკი” „aik'i” (1:02). I nikt mi nie jest w stanie powiedzieć, co to znaczy. No i raz znalazłem to słowo w jakimś netowym słowniku. I tam było, że jest to pseudomin Dwighta Eisenhowera. No jprdl.
Cytat:"krótkie ą"
A co to?
Cytat:Czyli co, zamiast "sitko" mówi się "siytko"? Duży uśmiech
No właśnie ciężko to zapisać. Tak jakby to przeczytać jak włoskie „si”. Tylko nie do końca, bo jednak trochę palatalizacji tam jest.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości