Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Łobuz kocha i kręci najbardziej
#1
Wielokrotnie na tym forum przewijały się wypowiedzi i tematy poświęcone w mniejszym lub większym stopniu ideałowi mężczyzny. Jedni utrzymują, że powodzenie u kobiet zapewnia bycie porządnym, ogarniętym człowiekiem, który kobiecie zapewni bezpieczeństwo. Inni są zdania, że można zapomnieć o darmowym seksie i związku z kobietą, jeśli się nie ma kwadratowej szczęki lub nie posiada milionów na koncie. A są i tacy, któzy odżegnują się od formułowania jakichkolwiek reguł czy sprawdzonych recept, twierdząc, z atrakcyjność niezależnie od płci jest kwestią czysto subiektywną.

Ja osobiście jestem zdania, że jak najbardziej można sie pokusić o zdefiniowanie ideału mężczyzny, łamacza kobiecych serc, jednak z drugiej strony to wcale nie oznacza, że tylko idealni mężczyźni mają szansę na udany związek, a powodem nie jest jedynie deficyt idealnych mężczyzn, ale również ambiwalentna natura kobiety. Choć można powiedzieć, że ogół kobiet leci na konkretny typ mężczyzny, przy którym traci głowę, to wcale nie oznacza, że ogół kobiet kieruje się sercem przy wyborze partnera. W rzeczywistości jest zupełnie na odwrót. U większości kobiet pierwsze skrzypce gra zdrowy rozsądek, co moim zdaniem jest efektem socjalizacji. Dziewczynka jest od małości uczona, żeby zachowywać się grzecznie, żeby żadne głupoty jej do głowy nie przychodziły. Podczas gdy chłopcom przyzwala się na jakiś stopień łobuzerii (rzucanie mięsem, agresywne zachowania, wagary, bałagan w pokoju, niedbalstwo), tak dziewczynkom wychowywanym według starej szkoły patriarchalnej będzie to wypominane, tak aby czuła się winna zawsze, kiedy przekroczy granicę posłuszeństwa, etykiety. Nic dziwnego, że ukształtowana w ten sposób kobieta w dorosłym życiu wciąż będzie się kierować tym głosem sumienia, który w istocie jest zinternalizowanym głosem swoich rodziców i społeczeństwa. 

Czy to znaczy, że większość kobiet żyje w związkach z mężczyznami, których nie kocha? Tak stanowczo bym tego nie ujął. Jednak z pewnością nie jest to ta sama miłość, ten sam sposób zakochiwania się, co w przypadku kobiet kierujących się sercem. Tutaj na forum już padła ta patriarchalna zasada zakochiwania się przez kobietę rozsądku. Wspomniał o niej przy innej okazji bert04:
Cytat:W czasach, jak o geizmie się publicznie nie mówiło funkcjonowało przysłowie "Mężczyzna uczy się kochać kobietę, którą pożąda, kobieta uczy się pożądać meżczyzny, którego kocha.
Tak jest. I choć znajdujemy się w epoce schyłku patriarchatu, to wciąż ten model zakochiwania się kobiet w mężczyznach dominuje. Te kobiety naprawdę kochają swoich mężów i partnerów, mimo że nigdy nie były w nich zadurzone do tego stopnia, żeby dopuścić się dla nich największych głupstw. Kochają ich, bo na to zasługują. 

Jednak pomału zaczyna się wyłaniać nowy model kobiecej miłości, który do tej pory znaliśmy głównie z filmów, dokumentów z udziałem kobiet mafii, narzeczonych gangsterów czy wywiadów z aktorkami i piosenkarkami, które padły ofiara przemocy domowej. Te kobiety różnią się od przeciętnej Kowalskiej właśnie tym, że one się kierują w głównej mierze sercem, a co złośliwsi powiedzeliby, ze macicą. Zadają kłam temu, jakoby kobiety miały z natury mniejsze potrzeby zmysłowo-seksualne od mężczyzn, jakoby ich nadrzędnym organem seksualnym był mózg i za to społeczeństwo ich nienawidzi i to wcale nie tylko jego katolicko-konserwatywna część, ale również tolerancyjne lewaki nie szczędzą krytyki wobec tych kobiet, które kierując się sercem wpadły w szambo. "Tak to jest, jak się kieruje cipą", "A głowę to gdzie miała? Pod spódniczką?" - usłyszy wyzwolona z okowów patriarchatów kobieta. Oczywiście, jeśli będzie szczęściarą i jej serce dokona właściwego wyboru, to znaczy "Jezus" (archetypiczny męski ideał) okaże się szlachetnym łobuzem, a nie szefem mafii albo męskim bokserem, to nikt broń Horusie do takiej kobiety się nie przyczepi, ani poboży katolik, ani liberalna feministka. Ba, ta druga chętnie będzie się powoływać na ten przypadek, ażeby dowieść słuszności swoich emancypacyjncych ideałów. Innymi słowy: kobieta ma prawo kierować się sercem, ale pod warunkiem, że nie traci przy tym rozumu, co jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ taki zmysłowy model zakochania polega właśnie na tym postawieniu wszystkiego na jedną kartę, człowiek po prostu wpada po uszy, jest gotów dla ukochanego czy ukochanej wskoczyć w ogień, jakkolwiek szaleńcze mogłoby się to wydawać osobom postronnym. Kochasz bezinteresownie, bez rachowania w głowie "za" i "przeciw", z wadami i zaletami, na dobre i na złe. Cały świat moze Ci mówić "Otwórz oczy, dziewczyno. To bydlę!", ale Ty to puszczasz mimo uszu, bo mądrość tego świata jest głup...No właśnie. 

Można powiedzieć, że do tej pory rola bohatera przypadała w udziale niemal wyłącznie mężczyznom. To oni poświęcali się, ginęli dla swoich ideałów, obiektów miłości. Nikt nie wytykał im przy tym głupoty, braku rozsądku, kierowania się fiutem. Mężczyzna bohater to mężczyzna ideał, wzór godny naśladowania. Jaka natomiast sława czeka bohaterów płci żeńskiej? Te wszystkie kobiety, który z miłości kryją i wspierają największych gangsterów albo dają się okładać pięściami, trudnią się zawodowo "uprzyjemnianiem mężczyznom życia", narażają się na największe niebezpieczeństwa, składając się w ofierze na ołtarzu miłości? Można zasadniczo wyróżnić dwa ordery, które społeczeństwo takim kobietom jest w stanie przyznać: głupia cipa albo ofiara.
Odpowiedz
#2
No właśnie, czemu tak rzadko zdarza się taka sytuacja, że obydwie strony tak samo się uwielbiają?
Może to wynika z tego, że sporo związków jest oparta na wyrównywaniu deficytów, im masz ich mniej tym większe szanse na spełnienie w miłości.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#3
Opisane przez Ciebie kobiety nie kierują się żadną miłością, tylko raczej mają poważne problemy, które powodują wikłanie się w toksyczne związki.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#4
Rodica napisał(a): No właśnie, czemu tak rzadko zdarza się taka sytuacja, że obydwie strony tak samo się uwielbiają?
Może to wynika z tego, że sporo związków jest oparta na wyrównywaniu deficytów, im masz ich mniej tym większe szanse na spełnienie w miłości.
Młodym kobietom matki często powtarzają: "To nie jest takie istotne, czy go kochasz. Najważniejsze jest, czy on cię kocha". Kobieta zaczyna niejako czerpać miłość do mężczyzny z tego "nadmiaru" miłości jaką on żywi w stosunku do niej.

Kobieta-bohaterka działa w sposób odwrotny - nie ważne, czy on mnie kocha. Ja go kocham i choćby był największym draniem, nie opuszczę go aż do śmierci. I w ten sposób (z różnym skutkiem) swoim "nadmiarem" miłości obdziela mężczyznę miłością do niej samej. Wiele kobiet-ofiar przemocy tłumaczy się, ze one wierzyły, że zdołają tych mężczyzn zmienić.

Iselin napisał(a): Opisane przez Ciebie kobiety nie kierują się żadną miłością, tylko raczej mają poważne problemy, które powodują wikłanie się w toksyczne związki.
Zostałaś zsocjalizowana w ten sposób, żeby miłość traktować jako zaburzenie psychiczne. Człowiek kierujący się sercem nie myśli w kategoriach racjonalnych.
Odpowiedz
#5
towarzyski.pelikan napisał(a): Kobieta-bohaterka działa w sposób odwrotny - nie ważne, czy on mnie kocha. Ja go kocham i choćby był największym draniem, nie opuszczę go aż do śmierci. I w ten sposób (z różnym skutkiem) swoim "nadmiarem" miłości obdziela mężczyznę miłością do niej samej. Wiele kobiet-ofiar przemocy tłumaczy się, ze one wierzyły, że zdołają tych mężczyzn zmienić.
Tobie się chyba myli bohaterstwo z męczeństwem. Jedno z drugim ma trochę wspólnego, ale to nie do końca to samo. Bohaterstwo ma element aktywności,  często wręcz agresji, tyle że w słuszniej, tzn. naszej sprawie. Męczeństwo zaś to bierne poddawanie się cierpieniu,  którego celem jest wzbudzenie współczucia... bohaterów,  którzy zrobią coś, aby w przyszłości nie było męczenników. Np. chrześcijanie torturowani przez Rzymian wzbudzili takie współczucie swoich ziomali, że ci zaczęli dążyć do politycznej dominacji i w końcu ją osiągnęli, a potem zburzyli poganom świątynie. Męczeństwo nie jest więc skierowane do tych, co męczą (nawet jeśli sami męczennicy utrzymują, że modlą się za swych prześladowców. Sranie w banie). Stereotypowa Męczennica Matka Polka jest więc... feministką, która poświęca się dla drania po to, aby draństwo jego ujawnić i obnażyć, żeby w przyszłości bohaterowie (i bohaterki) kopali takich drani w jaja, aż stracą możliwość mnożenia się.
Odpowiedz
#6
ZaKotem napisał(a):
towarzyski.pelikan napisał(a): Kobieta-bohaterka działa w sposób odwrotny - nie ważne, czy on mnie kocha. Ja go kocham i choćby był największym draniem, nie opuszczę go aż do śmierci. I w ten sposób (z różnym skutkiem) swoim "nadmiarem" miłości obdziela mężczyznę miłością do niej samej. Wiele kobiet-ofiar przemocy tłumaczy się, ze one wierzyły, że zdołają tych mężczyzn zmienić.
Tobie się chyba myli bohaterstwo z męczeństwem.
Oj, mylisz się ZaKocie. 

Męczeństwo to masz w tym przypadku:
Cytat:Młodym kobietom matki często powtarzają: "To nie jest takie istotne, czy go kochasz. Najważniejsze jest, czy on cię kocha". Kobieta zaczyna niejako czerpać miłość do mężczyzny z tego "nadmiaru" miłości jaką on żywi w stosunku do niej
Taka kobieta się poświęca dla mężczyzny, który ją obdarzył miłością, a robi to zasadniczo dla dobra swojego dziecka/dzieci. Nie bez powodu kobiety były i są zresztą w dalszym ciągu socjalzowane na miłość z rozsądku. Taki porządny mężczyzna, oddany kobiecie, lepiej się wywiążę z roli ojca rodziny. Osobiste potrzeby kobiety schodzą na dalszy plan. Ona całkiem się poświęca roli matki.

Natomiast w tym przypadku:

Cytat:Kobieta-bohaterka działa w sposób odwrotny - nie ważne, czy on mnie kocha. Ja go kocham i choćby był największym draniem, nie opuszczę go aż do śmierci. I w ten sposób (z różnym skutkiem) swoim "nadmiarem" miłości obdziela mężczyznę miłością do niej samej. Wiele kobiet-ofiar przemocy tłumaczy się, ze one wierzyły, że zdołają tych mężczyzn zmienić.
Kobieta kieruje się tylko i wyłącznie swoim duchowym (osobistym) interesem, nie bezpieczeństwem, nie społeczną rolą, którą je wdrukowano, tylko czystym popędem. Prawdziwą miłoscią, bezinteresowną, która nie szuka poklasku i nie unosi gniewem. Okłada pięściami? Kopie? A kto powiedział, że życie jest łatwe? Kto obrał ścieżkę prawdy, musi cierpieć. Jak Chrystus na krzyżu.
Odpowiedz
#7
towarzyski pelikan:
Myślisz, że kobiety instynktownie kojarzą miłość z bólem i stąd ta potrzeba cierpienia?
Kobieta cierpi podczas porodu, potem karmi niemowlę piersią, która jest nabrzmiała i obolała, ten ból zmusza ją do poświęcenia i budowania więzi z dzieckiem.  To może stąd ta miłośc do drani, drań to w końcu jakieś dziecko z problemami i u niej się może uaktywniać coś w rodzaju instynktu opiekuńczego.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#8
Coś może w tym być. Twój wpis mi się skojarzył z tym

Stefan Chwin, Żona prezydenta (s. 77-78, 2012)
Cytat:Wstał z trudem. Zaprowadziła go do domu. Pomogła mu położyć się na łóżku. „Nic mi nie jest – uspokajał ją. – Nie przejmuj się mną. Poradzę sobie. To głupstwo.” Ale ona nagle  rozpłakała się jak dziecko. Stojąc przy łóżku, płakała nad nim, ale płakała też pierwszy raz nad sobą. Bo dotąd po tym wszystkim, co ja spotkało, żyła z zaciśniętymi zębami. Przyrzekła sobie: żadnej łzy. I wytrwała w tym przyrzeczeniu. Trzymała się w ryzach. Ale teraz rozpłakała się. Głupio. Gwałtownie. Ze wstrząsaniem ramionami. Z drżeniem rąk. Z przegryzaniem warg. Wewnętrzne spojenia duszy puściły. Stało się to właśnie w chwili, gdy zobaczyła z bliska jego poraniona twarz i palcami delikatnie dotknęła skaleczeń na czole i policzkach. Teraz to już nie był mocny, promienny mężczyzna, którego ujrzała w świetle zachodzącego słońca pod papieskim krzyżem na placu Zwycięstwa, gdy po spotkaniu z Fisherwoodem szła z hotelu Victoria  do pałacu prezydenckiego. Teraz miała na swoich kolanach głowę kogoś, kto zwyczajnie potrzebował pomocy.

Tej nocy spali ze sobą po raz pierwszy. Właśnie to, że był poraniony, że widziała jego krew, nagle ją do niego przyciągnęło. Gdy weszła w środku nocy do pokoju, o nic nie zapytał. Leżał na łóżku z zamkniętymi oczami. Zdjęła z siebie wszystko i położyła się obok niego. Nigdy – tak to zapamiętała – nie czuła większego pożądania. Miał ciało gładkie, rozpalone gorączką, posiniaczone, wiedziała, ze dotykając go, sprawia mu ból, ale to, co czuła, było od niej silniejsze.
Odpowiedz
#9
ZaKotem napisał(a):
towarzyski.pelikan napisał(a): Kobieta-bohaterka działa w sposób odwrotny - nie ważne, czy on mnie kocha. Ja go kocham i choćby był największym draniem, nie opuszczę go aż do śmierci. I w ten sposób (z różnym skutkiem) swoim "nadmiarem" miłości obdziela mężczyznę miłością do niej samej. Wiele kobiet-ofiar przemocy tłumaczy się, ze one wierzyły, że zdołają tych mężczyzn zmienić.
Tobie się chyba myli bohaterstwo z męczeństwem. Jedno z drugim ma trochę wspólnego, ale to nie do końca to samo. Bohaterstwo ma element aktywności,  często wręcz agresji, tyle że w słuszniej, tzn. naszej sprawie. Męczeństwo zaś to bierne poddawanie się cierpieniu,  którego celem jest wzbudzenie współczucia... bohaterów,  którzy zrobią coś, aby w przyszłości nie było męczenników. Np. chrześcijanie torturowani przez Rzymian wzbudzili takie współczucie swoich ziomali, że ci zaczęli dążyć do politycznej dominacji i w końcu ją osiągnęli, a potem zburzyli poganom świątynie. Męczeństwo nie jest więc skierowane do tych, co męczą (nawet jeśli sami męczennicy utrzymują, że modlą się za swych prześladowców. Sranie w banie). Stereotypowa Męczennica Matka Polka jest więc... feministką, która poświęca się dla drania po to, aby draństwo jego ujawnić i obnażyć, żeby w przyszłości bohaterowie (i bohaterki) kopali takich drani w jaja, aż stracą możliwość mnożenia się.

Myślę, że wątpię. Meczennikiem jest się przedewszystkim dla siebie. W większości przypadków takie długotrwałe męczennictwo to wynik przyzwyczajenia i zaburzonej percepcji rzeczywistości. Najpierw jest podniecający, hormonalnych haj, bo brutal jest taki ekscytujący i zapewnia silne doznania, a potem jest tachyfilaksja i tłumaczenie dlaczego lepiej jest jak jest i dlaczego zmiany tego stanu są złe. Iselin ma rację. Normalni ludzie się nie bawią w męczennictwo. Z reguły jest tak, że znudzona, niedojrzała emocjonalnie trzpiotka spotyka "mhrocznego" KuntaKinte z Wielkiego Regionalnego Ośrodka i poznaje nocne życie, kluby i inne ekscytujące rzeczy. A potem zostaje z Bombelkiem, KuntaKintowi od koksu przestaje stawać i winę za ten stan rzeczy zrzuca na Jessicę, której pierwsza świeżość minęła, nic nie umie, bo się Żanklod urodził jak miała 17 lat i se chciała KuntaKinte udo mówić, ale nie wyszło, I tak rodzi się błędne koło frustracji, w którym wpierdol zbierają wszyscy. No może prawie wszyscy. I nic w naszych czasach nie stoi na przeszkodzie, żeby ten krąg przerwać, ale jak się ćpało hormony to zawsze się liczy, że a nuż będzie jak kiedyś. Zanim się Żanklod pojawił, kiedy tatuś nie miał problemów i mamusia mogła se wstawać po szaleństwach klubowej nocy koło południa. A że ludzie patrzą niechętnie na wyrodne madki to hipokrytycznie wszystkie one głoszą, że Bombelek to ich największe osiągnięcie i kiedyś im będzie miał kto tą szklankę wody przynieść. A prawda jest taka, że Alanki, Żanklody, Dżesiki i Dżeniffery są hodowlanymi, puszczonymi samopas biletami do pięćsetzłotowych talonów na browce i pazurki. A że czasem dostaną wpierdol? No cóż może jeszcze wrócą stare dobre czasy przed Żanklodem. Trza tylko poczekać.
Odpowiedz
#10
Gawain napisał(a): Iselin ma rację. Normalni ludzie się nie bawią w męczennictwo. 
Normalni ludzie nie zostają bohaterami. Normalni ludzie stanowią dla nich tło. Na szczęście wcale im specjalnie nie wadzi, ze są tylko tłem. Tylko w wolnym czasie chcieliby odpocząć od swojej normalności, zanurzając się w opowieści o bohaterach, którymi tak w ogóle gardzą.
Odpowiedz
#11
Weź mi zdefiniuj bohatera, bo albo bredzisz, albo nie wiesz o czym mówisz.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#12
Jak to czym? O tym co zawsze, o własnej zajedwabistości okraszonej tonami pseudofilozoficznego bełkotu.. Cały Brajanek, cudowne dziecko dwóch egzystencjalistów.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#13
Gawain napisał(a): Weź mi zdefiniuj bohatera, bo albo bredzisz, albo nie wiesz o czym mówisz.
Mam lepszy pomysł. Spójrz w lustro i wyobraź sobie kogoś, kto jest całkowitym Twoim przeciwieństwem. To jest bohater, z natury niedefiniowalny. Bóg i człowiek zarazem.
Odpowiedz
#14
Czyli pierdolisz samo nie wiedząc o czym. To nie jest dla mnie jakiekolwiek zaskoczenie.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#15
Gawain napisał(a): Czyli pierdolisz samo nie wiedząc o czym. To nie jest dla mnie jakiekolwiek zaskoczenie.
A dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, że znowu nic nie zakumałeś, płaskolągu. I tej riposty też nie zrozumiesz, a ja się temu nie będę dziwił. 

Najlepiej będzie, jak opuścisz ten temat, bo odpady, które po sobie zostawiłeś, zaczynają nieprzyjemnie pachnieć, a ja mam nadwrażliwe nozdrza w genach po mamie. Dziękuję.
Odpowiedz
#16
No pewnie. Pozwalanie na niszczenie życia sobie i bliskim jest dla Pelikana bohaterstwem, bo tak. To już spieszę wyjaśnić co bohaterstwem jest w oczach ludzi normalnych. Jest to postawa aktywna, która dobro cudze ponad własne przedkłada. I każda matka, która heroicznie kocha, dobro dziecka ponad własne postawi. A jak? To rzecz wtórna. Może albo uciec, albo przemocowcowi zrobić z dupy jesień średniowiecza. I to jest bohaterstwo. A nie zbieranie wpierdolu i wystawianie na traumy najbliższych jej osób. Pomijam sytuacje tak skrajne, że ucieczka możliwa z jakichś względów nie jest, bo wtedy można i cierpieć heroicznie. Ale Brajanku zapamiętaj sobie, że kochać to wynosić kogoś ponad samego siebie. Dopiero wytrwanie oraz ofiarność dla kogoś mają znamiona odwagi.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#17
Nie po to wraz z ZaKotem wprowadziliśmy rozróżnienie na bohaterstwo i męczeństwo, żebyś teraz bohaterstwo sprowadzał do męczeństwa. Kiedyś Ci pisałem, może nawet parę razy, że jesteś strasznie zniewieściały, co mnie drażni. No, ale mniejsza z tym. Nie jest przypadkiem, że rozumiesz bohaterstwo jako poświęcenie się dla innych, bo tak je rozumieją kobiety. Taką rolę społeczeństwo przewidziało dla niewiast. Przeznaczeniem kobiety jest zrezygnować z siebie na rzecz dziecka, oddać jemu swoje ciało i swoją duszę. Wzorowa matka sama odmówi sobie posiłku, a mężowi i dziecku odda swoją porcję. 

Jednak apelowałbym o pewien porządek. Tradycja nie przewiduje kobiet bohaterek, dlatego jako wzorzec bohaterstwa nie można u licha stawiać matki, kobiety! Definicję bohaterstwa trzeba czerpać z męskiego świata. Bohater to nie człowiek, który podporządkował się światu, tylko człowiek, który podporządkowuje sobie świat. Wyrusza na podbój samego siebie, nade wszystko pragnie wyłonić się jako podmiot, stwórca świata. A że przy okazji inni czerpią z tego pełnymi garściami? Tak! Ale bohater nie robi nic dla innych. On po prostu robi swoje, zdąża ku prawdziwe, a reszta sama się układa.

Ty tego nie rozumiesz, bo jesteś baba.
Odpowiedz
#18
No pewnie. Beowulf zajebał Grendela, bo ten mu osobiście wadził na drodze do Prawdy. Roland rzezał muzułmanów, bo chciał w ten sposób Nirvanę osiągnąć, Cyd to tak robił to co chciał, że jego imię stało się synonimem iście psiej wierności wobec zwierzchnika.

Różnica między nami Brajanek jest taka, że jak ja się na czymś nie znam to się nie wypowiadam, a nie wykładam brednie przekonany, że to myśli genialne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#19
towarzyski.pelikan napisał(a):
Gawain napisał(a): Weź mi zdefiniuj bohatera, bo albo bredzisz, albo nie wiesz o czym mówisz.
Mam lepszy pomysł. Spójrz w lustro i wyobraź sobie kogoś, kto jest całkowitym Twoim przeciwieństwem. To jest bohater, z natury niedefiniowalny. Bóg i człowiek zarazem.

Bohater to jest ktoś, kto nie wyjechał z Polski i świadomie wybiera życie w tymkrajutakimpięknym. Bohater i męczennik zarazem.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#20
towarzyski.pelikan napisał(a): Jednak apelowałbym o pewien porządek. Tradycja nie przewiduje kobiet bohaterek,
Nie wiem, z jakiego ludu tradycją się utożsamiasz, ale w europejsko-katolickiej tradycji, na której i ateiści się pasą, występują takie fikcyjne i autentyczne postaci jak Bradamante, Joanna d'Arc albo choćby Emilia Plater. Wszystkie powstały na długo przed feministkami. Natomiast warto zauważyć, że elementem wręcz niezbędnym w stereotypowym obrazie bohaterki jest jej... dziewiczość. Toteż masz rację pisząc, że
Cytat: dlatego jako wzorzec bohaterstwa nie można u licha stawiać matki, kobiety!
Macierzyństwo z bohaterstwem nie idzie w parze, bo trudno bohaterzyć z dzieciakiem przy cycku. Poza tym hormony wydzielane podczas ciąży znacznie zmniejszają skłonność do ryzyka, a zwiększają opiekuńczość. Ludzie zauważyli to na długo zanim dowiedzieli się o istnieniu hormonów. Kobiety nie są bohaterkami, tylko dziewice. Lara Croft też.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości