Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nieprzystawalność przestrzeni wewnętrznych aktorów jako główna bariera komunikacyjna
#1
W ramach tego wątku chciałabym poruszyć temat, który już mi od paru miesięcy chodzi po głowie i wreszcie uznałem, że czas najwyższy sobie pewne sprawy uporządkować. Mianowicie chodzi o rozstrzygnięcie, co tak naprawdę sprawia, że z jednymi osobami dogadujemy się świetnie lub przynajmniej w sposób satysfakcjonujący, a z innymi z kolei to skomunikowanie wydaje się bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. 

Przyznam, że długo łudziłem się, że główną przyczyną nieporozumienia jest posługiwanie się innym językiem, inną bazą pojęciową, a więc problem powinien być rozwiązany w momencie uzgodnienia pojęć, ale szybko się zorientowałem, że zanim się w ogóle przejdzie do uzgadniania pojęć, to już na samym wstępie trzeba pokonać barierę niechęci wobec uzgadniania pojęć. Tak, jakkolwiek kuriozalne to by się mogło wydawać, wiele prób skomunikowania się z drugim aktorem rozmowy już spala na panewce w tym momencie. Gdy zastanawiałam się nad przyczyną tej pierwszej bariery, doszedłem do wniosku, że jest nią coś, co określiłem nieprzystawalnością przestrzeni wewnętrznych, a przez co rozumiem całości doświadczeń wewnętrznych aktorów rozmowy. Gdyby to chcieć przedstawić za pomocą obrazu, mielibyśmy w umyśle jednej i drugiej strony pewne mapy, na których są zlokalizowane i połączone ze sobą w różnych konfiguracjach poszczególne miejsca doświadczeń i sukces komunikacji pomiędzy takimi umysłami byłby uzależniony od tego, jak bardzo te mapy są wobec siebie przystawalne. Ale wracając do tej niechęci uzgadniania pojęć, która – jak wspomniałam – już na wstępie blokuje komunikację, to moja hipoteza jest taka, że jest ona wynikiem tego, że osoba o względnie ubogiej mapie doświadczeń, czyli taka, której rozwój umysłowy przebiega w dużej mierze jednokierunkowo, nie zdaje sobie sprawy z istnienia alternatywnych punktów widzenia, w związku z tym nie widzi w ogóle potrzeby uzgadniania pojęć. 

Można to porównać do rozmowy Eskimosa z Polakiem, gdzie Polak mówi, że śnieg jest śmaki i owaki, a Eskimos znając wiele odmian śniegu, będzie próbował dociec, o którym śniegu Polak mówi. Oczywiście, może się okazać, że Polak ma na myśli śnieg w ogóle, ale w wielu sytuacjach Polak będzie miał na myśli konkretną jego odmianę, ale nie będzie świadom, ze świat się nie kończy na tym śniegu. Przypuśćmy, że Eskimos natrafia na Polaka, który czytał książkę o odmianach śniegu rozróżnianych przez Eskimosów i wówczas nawet jeśli ten Polak użyje słowa „śnieg”, to poproszony przez Eskimosa o uściślenie, nie będzie miał problemu z samą tą prośbą, czyli najprawdopodobniej przekroczy pierwszą barierę komunikacyjną, a to już będzie milowy krok w stronę osiągnięcia sukcesu komunikacyjnego – a więc dogadania się co do tego, o czym w ogóle rozmawiamy. 

Czy to jednak oznacza, że dogadanie się z osobą, która ma uboższą mapę doświadczeń niż my w danym aspekcie, jest z gruntu niemożliwe? Skądże. Jest to jak najbardziej możliwe, ale pod warunkiem, że ta osoba:

-  będzie otwarta na wiedzę, tzn. będzie świadoma tego, że jej wiedza na temat danego aspektu świata jest ograniczona, a co za tym idzie, osoba, z którą rozmawia potencjalnie jest w stanie tę jej wiedzę jakoś uzupełnić

- uzna konkretnego rozmówcę za wiarygodne źródło wiedzy („wierzę ci na słowo”) albo przynajmniej wiarygodnego pośrednika w przekazywaniu wiedzy („chętnie zapoznam się z podrzuconym przez ciebie materiałem, zweryfikuję informację od ciebie z jakimiś wiarygodnymi źródłami”);

Czynnikiem, który będzie sprzyjał spełnieniu pierwszego warunku, będzie świadomość posiadania ograniczonej wiedzy w innych aspektach, czyli o ile w danym obszarze mapy umysłu, którego dotyczy dana komunikacja, nie istnieją jeszcze rozgałęzienia, pytania, wątpliwości, luki, które by robiły miejsce na jakąś nową porcję wiedzy, to w innych obszarach mapy umysłu takie elementy występują. To jest zresztą bardzo intuicyjne. Skoro już wiele razy się przekonaliśmy o tym, jak ograniczona jest nasza wiedza i uzupełniliśmy tę wiedzę dzięki innym osobom, to jest dla nas czymś naturalnym, że możemy tę wiedzę uzupełnić w innych obszarach. Zaryzykuje stwierdzenie, że im częściej nam się zdarza weryfikować, uzupełniać wiedzę w poszczególnych aspektach świata, z tym większą łatwością przyjdzie nam zaakceptować możliwość, że brakuje nam tej wiedzy w każdym innym obszarze.

Czynnikiem, który będzie sprzyjał spełnieniu drugiego z warunków, będzie doświadczenie tego rodzaju, że nawet od dziecka albo osoby, która na pierwszy rzut oka nie jawi się nam jako ktoś godny zaufania z różnych powodów (złe skojarzenia, uprzedzenia, nie ta linia polityczna, nie ta linia światopoglądowa, zła reputacja, odpychająca osobowość etc.), jesteśmy w stanie się czegoś dowiedzieć, nauczyć. 

Ten drugi warunek jest o tyle trudniejszy do spełnienia, że wymaga od nas przezwyciężenia swoich pierwotnych odruchów, np. jeśli odczuwamy w stosunku do kogoś silną antypatię, to zdystansowanie się od tej antypatii, żeby otworzyć się na argumenty drugiej strony, wymaga niebywałej porcji samozaparcia. W pewnym sensie, trzeba stać się „czystym intelektem”, stanąć obok siebie, swojej osobowości, swoich emocji, swojego ego. To jest cholernie trudne, muszę przyznać i o ile ten pierwszy warunek zdołałem opanować w stopniu, który mnie satysfakcjonuje, to ten drugi wciąż przysparza mi sporo trudności. Muszę próbować różnych sztuczek, żeby to osiągnąć. Skądinąd wiem, jak trudny jest on dla ludzi w ogóle.

Jeśli jednak udało nam się spełnić oba warunki umożlwiające w ogóle poważne podejście do próby skomunikowania, to też jeszcze nie gwarantuje sukcesu, ponieważ pomimo największych chęci po jednej i po drugiej stronie nie „zaiskrzy” pomiędzy stronami, jeśli te mapy pomimo tego, że obie mogą być bogate na swój sposób akurat nie będą się w najmniejszym stopniu stykać w tych miejscach, których dotyczy dyskusja. Mam na myśli to, że jeśli osobie, z którą rozmawiam, na tyle obcy jest mój punkt widzenia, ze ona nawet nie jest w stanie znaleźć na swojej mapie doświadczenia czegoś choćby w umiarkowanym stopniu analogicznego, to w najlepszym razie rozmowa zasieje w niej ziarno wątpliwości, zachęci do dalszych poszukiwań, coś tam się w jej umyśle otworzy, ale na moment konkretnej rozmowy nic się z tego nie urodzi, co wcale nie znaczy, że takie rozmowy są bezowocne (szczególnie jeśli aktorzy maja szansę na kolejne rundy), jednak można powiedzieć, że są jak stosunek przerywany, nie dają pełnej satysfakcji. Najbardziej przyjemne są rozmowy płynne, gdzie ludzie z jednej strony rozumieją się w lot, a z drugiej nie są kalkami samych siebie, tylko ich głosy się harmonizują jak w jakimś przecudnym duecie muzycznym. Porównałabym to do takiej sytuacji, kiedy ta druga strona wyraża coś, co ja podświadomie już wiem (przeczuwam? Domyślam się?), ale wcześniej nie potrafiłem tego wyrazić, nazwać i vice versa. Są jeszcze rozmowy z osobami-kalkami, z którymi się rozumiemy bez dwóch zdań, ale trochę nudno, bo nie ma jak tego pociągnąć, możemy co najwyżej się klepać po pleckach „Doskonale cię rozumiem, brachu”.
Tyle tytułem wstępu.
 
Jak zwykle, zachęcam do pytań, komentarzy, opinii.  Jak Wy widzicie problem z komunikacją? Co stanowi Waszym zdaniem największy problem? Jak sobie radzicie z przezwyciężaniem barier komunikacyjnych?
Odpowiedz
#2
Niektórzy po prostu grają w inne gry społeczne. Może nawet znają określone pojęcia ale tak nimi manipulują żeby tylko ugrać to co tam akurat próbują ugrać.
Odpowiedz
#3
Chodzi Ci o to, że taki ktoś ogólnie nie chce się skomunikować, tylko np. się z kogoś ponaśmiewać, podrwić, zrobić dobrze swojemu ego?
Odpowiedz
#4
Tak. Ewentualnie wyciągnąć jakieś informacje. Namówić kogoś na coś. Niektórzy nie tracą czasu na zwykłą rozmowę jak normalni ludzie, tylko zawsze chcą coś ugrać. Z pozostałymi w zdecydowanej większości przypadków idzie się dogadać, choć nie zawsze w sposob twórczy.
Odpowiedz
#5
Nie jestem pewna, czy Cię dobrze rozumiem. Więc dopytam dla pewności: czy chodzi Ci o to, że niektóre osoby rozmawiają dla samej rozmowy (nawet jeśli są to rozmowy jałowe), a inne do rozmów podchodzą w sposób instrumentalny, czyli np. unikają rozmów o pogodzie i innych, które nic nie wnoszą do ich życia?
Odpowiedz
#6
Tak ale nie tylko o pogodzie, w ogóle nie są chętni do rozmowy np. o odczuciach wewnętrznych Twoich.
Odpowiedz
#7
Lampart napisał(a): Tak ale nie tylko o pogodzie, w ogóle nie są chętni do rozmowy np. o odczuciach wewnętrznych Twoich.
Ja mam akurat problem z negatywną oceną takich ludzi, pewnie dlatego że sama nie czerpię satysfakcji z rozmów o pogodzie, ani z rozmów, które skupiają się na samych tylko odczuciach. Tzn. jeśli rozmawiam z kimś bliskim, to wiadomo, że zmuszam się do tego, żeby taką rozmowę podtrzymać dla dobra tej osoby, ale gdyby to ode mnie zależało, to nigdy bym takiej rozmowy nie zainicjowała. Ja mam od razu odruch, żeby proponować rozwiązanie, a taka osoba zwykle oczekuje pocieszania, w czym jestem strasznie kiepska.

Wydaje mi się, że te osoby, które chętnie rozmawiają dla samej rozmowy, niezależnie od tego, jak bardzo jest zajmująca intelektualnie, to ludzie, którzy również szukają w takich rozmowach gratyfikacji (a mówiac Twoim językiem - chcą coś ugrać) ale emocjonalnej. Im po prostu daje frajdę sama rozmowa. Może czują się np. potrzebne.

Dlatego ja tam nie oceniam ani jednej ani drugiej postawy negatywnie. Jak długo obie strony są uczciwe, nie manipulują, tak długo jest ok.
Odpowiedz
#8
Odczucia to forma spojrzenia na daną rzecz, chodzi o podzielenie się perspektywą i sobą.
Odpowiedz
#9
Lampart napisał(a): Odczucia to forma spojrzenia na daną rzecz, chodzi o podzielenie się perspektywą i sobą.
A to ok, to teraz chyba kumam. Chodzi o zainteresowanie w ogóle osobą, a nie takie podejście obiektywistyczne, że interesują mnie tylko gołe fakty, a nie osoby, co można często spotkać na forach, kiedy ktoś się dzieli swoimi przemyśleniami, a przychodzi taki obiektywista i komentuje, że bełkot albo prosi o badania naukowe, bo w przeciwnym razie, nie ma z czym dyskutować. Takie osoby odczuwają wręcz wstręt w stosunku do osób, które siebie bardzo eksponują, zarzucając im niekiedy narcyzm czy megalomanię, bo "kogo w ogóle interesuje, co ty o tym myślisz?"
Odpowiedz
#10
Tak i to jest przykład na grę. Oni po prostu grają w inną grę. nie chcą grać z tobą w jednej drużynie tylko stawiają sobie ciebie jako oponenta.
Odpowiedz
#11
A jak myślisz, dlaczego tak robią? Jak sobie dobierają kompanów do drużyny i oponentów?
Odpowiedz
#12
Jest to forma wzmacniania swojej tożsamości, swojego avatara, łechtanie ego itp.
to znaczy w tym konkretnie przypadku bo przy innej grze to może być inny powód, choć egoizm jest tu czynnikiem łączącym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości