Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
brutalizacja języka w przestrzeni publicznej
#1
Czy również zauważyliście, że w ostatnich latach język, którym posługujemy się w przestrzeni publicznej, bardzo się zbrutalizował? To co jeszcze parę lat temu zostałoby odebrane jako rażące chamstwo i brak językowej ogłady, dzisiaj stało się trwałym elementem naszego językowego krajobrazu. Wcale nie mam na mysli tylko przestrzeni wirtualnej. To samo można zauważyć wokół siebie, np. w pracy oraz w kulturze i sztuce. Lubię czasem sobie pójść do kina na polski film, staram się wybierać takie z nie najniższej półki, ale ciężko trafić na taki, gdzie się nie przeklina. Rozumiem, że film ma oddać realia i jeśli społeczeństwo się takim językiem posługuje, to właśnie taki obraz zostanie utrwalony w filmie. Jednak odnoszę wrażenie, że kiedy słuchamy jak postacie filmowe rzucając sobie beztrosko mięsem, czujemy jakieś większe przyzwolenie, żeby samemu tak sobie porzucać mięsem. Kiedy wszyscy wokół przeklinają, to na zasadzie mimikry zaczynamy robić to samo, żeby nie odstawać. A może nie tylko chodzi o to, żeby nie odstawać? Może bez brutalnego języka czujemy się bezbronni? Jedyne co nam zostaje to gołe tezy bez młotka, którym moglibyśmy wbić je komuś do głowy? Czy my się jeszcze ze sobą komunikujemy, czy tylko walczymy?
Odpowiedz
#2
lucky7 napisał(a): Czy również zauważyliście, że w ostatnich latach język, którym posługujemy się w przestrzeni publicznej, bardzo się zbrutalizował?
(...)
Lubię czasem sobie pójść do kina na polski film, staram się wybierać takie z nie najniższej półki, ale ciężko trafić na taki, gdzie się nie przeklina.

Chyba lucky7 przespałeś lata 90-te i te wszystkie hiciory Pasikowskiego (Kroll, Psy 1+2) i ich podróby (Miasto prywatne). Nawet w takiej fajnej komedii jak "Zawrócony" główny bohater ścigając policjanta po łąkach dookoła kościoła uracza go wiązanką soczystych śluńskich przekleństw.

Cytat:Rozumiem, że film ma oddać realia i jeśli społeczeństwo się takim językiem posługuje, to właśnie taki obraz zostanie utrwalony w filmie. Jednak odnoszę wrażenie, że kiedy słuchamy jak postacie filmowe rzucając sobie beztrosko mięsem, czujemy jakieś większe przyzwolenie, żeby samemu tak sobie porzucać mięsem. Kiedy wszyscy wokół przeklinają, to na zasadzie mimikry zaczynamy robić to samo, żeby nie odstawać. A może nie tylko chodzi o to, żeby nie odstawać? Może bez brutalnego języka czujemy się bezbronni? Jedyne co nam zostaje to gołe tezy bez młotka, którym moglibyśmy wbić je komuś do głowy? Czy my się jeszcze ze sobą komunikujemy, czy tylko walczymy?

Mam małą alergię na nadużywanie retorycznego "-my". Gdyby cały powyższy tekst zamienić na "-cie", byłoby to zaproszenie do dyskusji o wpływie wulgaryzmów w mediach na wulgaryzmy w życiu codziennym. A tak to jest apodyktyczne mądrzenie się na temat, co tam autor tekstu uważa na temat społeczeństwa.

Proponuję więc szczęśliwej siodemce, żeby popracowała dzień na budowie. Wtedy pozna może, co to jest "beztroskie rzucanie mięsem" i jakie stężenie może osiągać w realu. Oraz, jak zadziwiająco małą ilością słów można opisać każdą sytuację.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#3
bert04 napisał(a): jak zadziwiająco małą ilością słów można opisać każdą sytuację.

W zasadzie wystarczą dwa rzeczowniki (k..., ch...) i dwa czasowniki (p..., j...)
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#4
bert04 napisał(a):Chyba lucky7 przespałeś lata 90-te i te wszystkie hiciory Pasikowskiego (Kroll, Psy 1+2) i ich podróby (Miasto prywatne). Nawet w takiej fajnej komedii jak "Zawrócony" główny bohater ścigając policjanta po łąkach dookoła kościoła uracza go wiązanką soczystych śluńskich przekleństw.
Podałeś akurat przykłady filmów, które przedstawiają specyficzne środowisko, subkulturę, gdzie przeklinanie podkreśla tylko ich brutalny, męski charakter. Kiedy wybieram się na film gangsterski, nie oczekuję, że będę obcować z piękną polszczyzną. Jednak ja piszę o takich filmach psychologicznych, obyczajowych raczej celujących w ogół społeczeństwa, a nie subkulturę.
Jeśli chodzi o retoryczne "my", to całkowicie się rozminąłeś z moją intencją. Ja w ten sposób chcę powiedzieć, że utożsamiam się ze społeczeństwem, a Ty mi przypisujesz chęć wymądrzania się, a więc stanięcia obok. O funkcji "my" możesz również poczytać sobie w opracowaniach dotyczących retoryki.
Środowisko subkultury budowlańców znam, ale mam nadzieję, że społeczeństwo jako ogół nie postrzega budowlańców jako autorytetów w dziedzinie języka. Trochę mnie zaniepokoiła Twoja uwaga Oczko
Odpowiedz
#5
pilaster napisał(a): W zasadzie wystarczą dwa rzeczowniki (k..., ch...) i dwa czasowniki (p..., j...)

Kurde, cholera, pieprzę... tego czwartego nie kojarzę. No i zapomniałeś o tak ważny i uniwersalnym słowie, jak d...olna część pleców.

Nie zapominajmy, że przymiotniki tworzy się od wspomnianych rzeczowników i czasowników, oraz że jeden z rzeczowników jest używany w charakterze "polskiego przecinka", jeżeli przez nieuwagę ostatnie trzy słowa nie zawierały żadnego z wymienionych przez Ciebie. Rzecz w normalnej polszczyźnie już niespotykana, chociaż w staropolskich czasach używano w tym miejscu takich zamienników jak "mociumpanie".

PS: Właśnie wyobrażam sobie, jak osławione dyktando z Zemsty by wyglądało w filmie Pasikowskiego...
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#6
bert04 napisał(a):
pilaster napisał(a): W zasadzie wystarczą dwa rzeczowniki (k..., ch...) i dwa czasowniki (p..., j...)

Kurde, cholera, pieprzę... tego czwartego nie kojarzę.


Chodzi o "jechać" rzecz jasna Cwaniak

Cytat:No i zapomniałeś o tak ważny i uniwersalnym słowie, jak d...olna część pleców.

Wbrew pozorom jest on rzadziej używany i można się bez niego obejść.

Pilaster przepracował kilka lat na budowach i to w czasach, kiedy kobiet spotykało się tam znacznie mniej niż teraz. Wie o czym pisze Cwaniak
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#7
pilaster napisał(a): Chodzi o "jechać" rzecz jasna Cwaniak

Aleś mi dojechał.

Cytat:
Cytat:No i zapomniałeś o tak ważny i uniwersalnym słowie, jak d...olna część pleców.

Wbrew pozorom jest on rzadziej używany i można się bez niego obejść.

Fakt, jak to było o marynarzu, co miał w dowcipie zastępować wulgaryzmy chrząknięciem: "Khem khem khem, khem, khem khem dupa"... W sumie nie przekleństwo.

(A mimo to w filmach Machulskiego było przemieniane na "dziupla")

Cytat:Pilaster przepracował kilka lat na budowach i to w czasach, kiedy kobiet spotykało się tam znacznie mniej niż teraz. Wie o czym pisze Cwaniak

A ile w PL spotyka się teraz kobiet na budowach? W DE spotykam nieliczne, z przewagą malarzy (-rek) i pokrewnych.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#8
lucky7 napisał(a):
bert04 napisał(a):Chyba lucky7 przespałeś lata 90-te i te wszystkie hiciory Pasikowskiego (Kroll, Psy 1+2) i ich podróby (Miasto prywatne). Nawet w takiej fajnej komedii jak "Zawrócony" główny bohater ścigając policjanta po łąkach dookoła kościoła uracza go wiązanką soczystych śluńskich przekleństw.
Podałeś akurat przykłady filmów, które przedstawiają specyficzne środowisko, subkulturę, gdzie przeklinanie podkreśla tylko ich brutalny, męski charakter. Kiedy wybieram się na film gangsterski, nie oczekuję, że będę obcować z piękną polszczyzną. Jednak ja piszę o takich filmach psychologicznych, obyczajowych raczej celujących w ogół społeczeństwa, a nie subkulturę.

Być może, choć w latach 90-tych walenie mięchem było dosyć powszechne. Musiały być choć raz kobiece cycki i choć raz facet musiał powiedzieć k...wa. W odróżnieniu od lat 80-tych, gdzie wprawdzie "obligatoryjne cycki" były też, ale z przekleństw to prosta d.pa była szczytem możliwości. A i ta była zastępowana przez "dziuplę".

I nie wiem, jaki to konkretnie psychologiczny film masz na myśli. A może filmy? Ja wprawdzie z polskim kinem nie jestem na bieżąco, ale być może już sama tematyka będzie jakimś punktem odniesienia. Którego na razie brak.

Cytat:Jeśli chodzi o retoryczne "my", to całkowicie się rozminąłeś z moją intencją. Ja w ten sposób chcę powiedzieć, że utożsamiam się ze społeczeństwem, a Ty mi przypisujesz chęć wymądrzania się, a więc stanięcia obok. O funkcji "my" możesz również poczytać sobie w opracowaniach dotyczących retoryki.

No sorry, nie będę sięgał do podręczników interpretacji wierszy z epoki młodopolskiej na potrzeby internetowej dyskusji. Cały wywód zabrzmiał jak ocena pewnych zjawisk, a nie dyskusja o nich. To za bardzo przypomina mi różne teksty, a to o grach komputerowych, a to o muzyce rockowej, gdzie zły wpływ jest zakładany apriorycznie.

A tu należałoby uzasadnić, dlaczego w jakichś niewiadomych bliżej filmach wulgaryzmy, a nawet "brutalizmy" a) nie są uzasadnione fabułą oraz b) przyczyniają się do wulgaryzacji i "brutalizacji" wyżej wymienionego społeczeństwa, z którym się utożsamiasz.

Cytat:Środowisko subkultury budowlańców znam, ale mam nadzieję, że społeczeństwo jako ogół nie postrzega budowlańców jako autorytetów w dziedzinie języka. Trochę mnie zaniepokoiła Twoja uwaga Oczko

Można napisać dramat psychologiczno-społeczny o budowlańcach. Nie musi być zawsze o redaktorce pisma kobiecego, która po rzuceniu przez męża kupuje dom pod Warszawą. Jeżeli oglądałeś "Jesteś bogiem", to tam każde pojedyncze słowo było uzasadnione, także to "mięcho".
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#9
lucky7 napisał(a): Czy również zauważyliście, że w ostatnich latach język, którym posługujemy się w przestrzeni publicznej, bardzo się zbrutalizował? To co jeszcze parę lat temu zostałoby odebrane jako rażące chamstwo i brak językowej ogłady, dzisiaj stało się trwałym elementem naszego językowego krajobrazu.
Jest to wynik demokratyzacji mediów. Ludzie nie chcą słuchać ą ę elyty, która żre ośmiornice zamiast cham-burgerów i zatyka nos perfumowaną chusteczką jak ktoś kurwą jebnie. Nieużywanie wulgaryzmów w ogóle, a już tym bardziej zwracanie komuś uwagi za ich używanie, bywa odbieranie jako wywyższanie się.
Cytat: Wcale nie mam na mysli tylko przestrzeni wirtualnej. To samo można zauważyć wokół siebie, np. w pracy oraz w kulturze i sztuce. Lubię czasem sobie pójść do kina na polski film, staram się wybierać takie z nie najniższej półki, ale ciężko trafić na taki, gdzie się nie przeklina. Rozumiem, że film ma oddać realia i jeśli społeczeństwo się takim językiem posługuje, to właśnie taki obraz zostanie utrwalony w filmie. Jednak odnoszę wrażenie, że kiedy słuchamy jak postacie filmowe rzucając sobie beztrosko mięsem, czujemy jakieś większe przyzwolenie, żeby samemu tak sobie porzucać mięsem. Kiedy wszyscy wokół przeklinają, to na zasadzie mimikry zaczynamy robić to samo, żeby nie odstawać. A może nie tylko chodzi o to, żeby nie odstawać? Może bez brutalnego języka czujemy się bezbronni?
Przeciwnie. Używanie wulgaryzmów jest... rozbrojeniem. Wulgaryzmy nie są normalną częścią języka. Badania neurologów wskazują, że kontrolowaniem wulgaryzmów zajmuje się zupełnie inny ośrodek mózgu (w prawej półkuli) niż całą resztą języka (zarządzaną w lewej półkuli). Zadaniem wulgaryzmów nie jest komunikowanie treści, ale wyłącznie emocji. Nie tylko negatywnych. Coś może być wszak tak w chuj zajebiste, że ja pierdolę. To nic nie znaczy, ale niesie ze sobą ładunek emocjonalny trafiający wprost do prawej półkuli słuchacza. Prawa półkula nie zna się na kłamaniu, dlatego używając wulgaryzmów, trudniej jest nam być obłudnym. Z drugiej strony, trudniej też wyrazić coś bardzo mądrego. Wulgaryzmy są więc jak alkohol - obniżają inteligencję i jednocześnie zdolność do obłudy. Ich użycie jest jednostronnym rozbrojeniem, odrzuceniem tarczy. A jeśli druga strona swojej nie odrzuca... No, to właśnie wygląda agresywnie.
Cytat:Jedyne co nam zostaje to gołe tezy bez młotka, którym moglibyśmy wbić je komuś do głowy? Czy my się jeszcze ze sobą komunikujemy, czy tylko walczymy?
Czasem walczymy, a czasem możemy na chwilę walkę przerwać, bo jesteśmy, kurwa, równe chłopy, masy pracujące miast i wsi, a nie jakieś pięknoduchy wykształciuchy, kurwa ich chujem w dupę jebana mać. W ten sposób deklaruje się chęć przyjaźni i sojuszu przeciwko Systemowi.
Odpowiedz
#10
Ostatnio zauważyłem, że zmieniły się reguły tłumaczenia filmów angielskojęzycznych.
O ile dotąd angielski omniwulgaryzm "fuck/fucking" był tłumaczony dość niewinnie, jako "pieprzyć", to obecnie na wyjściu jest już cała nasza 'czwórca'.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#11
Sofeicz napisał(a): Ostatnio zauważyłem, że zmieniły się reguły tłumaczenia filmów angielskojęzycznych.
O ile dotąd angielski omniwulgaryzm "fuck/fucking" był tłumaczony dość niewinnie, jako "pieprzyć", to obecnie na wyjściu jest już cała nasza 'czwórca'.

To jeszcze nic, w polskich filmach jest lektor, więc słyszysz oryginał równolegle. A dubbing tylko w filmach dziecięcych w których przekleństw być nie powinno. W Niemczech dubbinguje się WSZYSTKO. A to otwiera drzwi do twórczej cenzury. Dekady temu w Szklanej Pułapce Bruce Willis rzucił swojemu przeciwnikowi soczyste "motherfucker". W edycji niemieckiej to jest dziecinne "Schweinebacke" (świński policzek).
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#12
"Motyla noga" Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
bert04 napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Ostatnio zauważyłem, że zmieniły się reguły tłumaczenia filmów angielskojęzycznych.
O ile dotąd angielski omniwulgaryzm "fuck/fucking" był tłumaczony dość niewinnie, jako "pieprzyć", to obecnie na wyjściu jest już cała nasza 'czwórca'.

To jeszcze nic, w polskich filmach jest lektor, więc słyszysz oryginał równolegle. A dubbing tylko w filmach dziecięcych w których przekleństw być nie powinno. W Niemczech dubbinguje się WSZYSTKO. A to otwiera drzwi do twórczej cenzury. Dekady temu w Szklanej Pułapce Bruce Willis rzucił swojemu przeciwnikowi soczyste "motherfucker". W edycji niemieckiej to jest dziecinne "Schweinebacke" (świński policzek).

A to w Niemczech nie jest, aby jakaś gruba obelga? Coś mi się kołacze, że oni tam świnię odnoszą do siebie podobnie jak u nas pochodzenie od ladacznicy.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#14
bert04 napisał(a): A ile w PL spotyka się teraz kobiet na budowach? W DE spotykam nieliczne, z przewagą malarzy (-rek) i pokrewnych.

Zero. Wyjątek to inżyniery - kierowniczki od ogarniania planów i różnych ekip i brygad robolskich.
Odpowiedz
#15
Sofeicz napisał(a): Ostatnio zauważyłem, że zmieniły się reguły tłumaczenia filmów angielskojęzycznych.
O ile dotąd angielski omniwulgaryzm "fuck/fucking" był tłumaczony dość niewinnie, jako "pieprzyć", to obecnie na wyjściu jest już cała nasza 'czwórca'.
Prawdą jest jednak, że f-word nie jest w języku angielskim tak bardzo szokujący, jak nasze j***ć. Niektórzy twierdzą, że w tym języku z seksualnych wulgaryzmów szokuje już tylko c-word. Z drugiej strony ciągle używa się przekleństw religijnych w rodzaju „goddamit”, podczas gdy u nas np. „do diabła” brzmi archaicznie. Naprawdę szokującymi słowami w języku angielskim są zaś obecnie te, które odnoszą się do grup ludzi, z n-word na czele.

Ogólnie chodzi o to, że „krajobraz wulgaryzmów” w różnych językach jest różny. I trudno jest wszystko „prawidłowo” przetłumaczyć, tak żeby zachować zarówno znaczenie, poziom szoku, jak i dopasowanie do warstwy społecznej mówiącego.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#16
Gawain napisał(a): A to w Niemczech nie jest, aby jakaś gruba obelga? Coś mi się kołacze, że oni tam świnię odnoszą do siebie podobnie jak u nas pochodzenie od ladacznicy.

Po pierwsze, nie jest, gdyż są nawet potrawy zawierająca jako dodatek Schweinebacke <1><2>. Możesz sobie nawet ją kupić w sklepie, wędzoną <3>. Po drugie, wyraz "świnia" jest używany jako obelga podobnie jak w Polsce, ale z drugiej strony w Niemczech świnia jest także symbolem szczęścia, mieć szczęście to "mieć świnię". Po trzecie, to nie jedyny przypadek "twórczej cenzury". Dwa które pamiętam na szybkiego:

- w jednym z odcinków prastarego serialu Star Trek odmieniono końcówkę tam, gdzie Spock przechodzi tzw. Pon Farr. Z rytuału godowo-seksualnego zrobiono "kosmiczną chorobę", a końcowa walka na śmierć i życie została zdeklarowana jako "sen w malignie". Na szczęście po latach zsynchronizowano zawartość na nowo. <4>

- na początku "Star Ship Troopers" nauczyciel historii opowiada o klęsce demokracji i uratowaniu porządku przez weteranów. Ten wstęp był zbyt faszoidalny dla cenzorów, więc zmienili go w ogólna bla bla bla o historii i kosmitach. <5>




<1> https://www.pinterest.it/pin/637470522228620778/

<2> https://www.lecker.de/gruenkohl-mit-kass...42038.html

<3> https://www.fleischerei-monse.de/Schwein...-ca-250-gr

<4> https://memory-alpha.fandom.com/de/wiki/...Filmfehler

<5> https://de.wikipedia.org/wiki/Starship_T...ronisation
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#17
bert04 napisał(a):Być może, choć w latach 90-tych walenie mięchem było dosyć powszechne. Musiały być choć raz kobiece cycki i choć raz facet musiał powiedzieć k...wa. W odróżnieniu od lat 80-tych, gdzie wprawdzie "obligatoryjne cycki" były też, ale z przekleństw to prosta d.pa była szczytem możliwości. A i ta była zastępowana przez "dziuplę".

I nie wiem, jaki to konkretnie psychologiczny film masz na myśli. A może filmy? Ja wprawdzie z polskim kinem nie jestem na bieżąco, ale być może już sama tematyka będzie jakimś punktem odniesienia. Którego na razie brak
Z bardziej znanych to np. takie filmy obyczajowe jak Kler czy Boze cialo.
Cytat:No sorry, nie będę sięgał do podręczników interpretacji wierszy z epoki młodopolskiej na potrzeby internetowej dyskusji. Cały wywód zabrzmiał jak ocena pewnych zjawisk, a nie dyskusja o nich. To za bardzo przypomina mi różne teksty, a to o grach komputerowych, a to o muzyce rockowej, gdzie zły wpływ jest zakładany apriorycznie.

A tu należałoby uzasadnić, dlaczego w jakichś niewiadomych bliżej filmach wulgaryzmy, a nawet "brutalizmy" a) nie są uzasadnione fabułą oraz b) przyczyniają się do wulgaryzacji i "brutalizacji" wyżej wymienionego społeczeństwa, z którym się utożsamiasz.
Nie rozumiem. Najpierw piszesz, ze masz alergie na retoryczne my, a kiedy zwracam uwage na jego znaczenie, to nagle sie okazuje, ze jednak problemem jest fakt, ze oceniam zjawisko, ktore chcialbym przedyskutowac w tym temacie?  Owszem, wyrazilem swoj negatywny stosunek, czy cos w tym zlego? Jesli sie nie zgadzasz z tym, ze to zle, ze jezyk w przestrzeni publicznej sie zbrutalizowal, to chetnie zapoznam sie z Twoimi argumentami.

Co do filmow, to jest tylko przyklad. Temat dotyczy ogolnie brutalizacji jezyka, jesli sie nie zgadzasz, ze akurat filmy maja w tej kwestii zasadniczy wplyw, to wystarczy napisac Uśmiech Wszystkich rozumów nie zjadlem.

ZaKotem napisał(a):Jest to wynik demokratyzacji mediów. Ludzie nie chcą słuchać ą ę elyty, która żre ośmiornice zamiast cham-burgerów i zatyka nos perfumowaną chusteczką jak ktoś kurwą jebnie. Nieużywanie wulgaryzmów w ogóle, a już tym bardziej zwracanie komuś uwagi za ich używanie, bywa odbieranie jako wywyższanie się
Swego czasu bylo glosno o roznych aferach podsluchowych, z ktorych wynika, ze elita wlasnie klnie jak szewc Uśmiech Mysle, ze nawet budwlancow mogliby zawstydzic. Moze jednak jest tak, ze to te nizsze warstwy klna, zeby sie upodbnic do elity? Oczko
Cytat:Przeciwnie. Używanie wulgaryzmów jest... rozbrojeniem. Wulgaryzmy nie są normalną częścią języka. Badania neurologów wskazują, że kontrolowaniem wulgaryzmów zajmuje się zupełnie inny ośrodek mózgu (w prawej półkuli) niż całą resztą języka (zarządzaną w lewej półkuli). Zadaniem wulgaryzmów nie jest komunikowanie treści, ale wyłącznie emocji. Nie tylko negatywnych. Coś może być wszak tak w chuj zajebiste, że ja pierdolę. To nic nie znaczy, ale niesie ze sobą ładunek emocjonalny trafiający wprost do prawej półkuli słuchacza. Prawa półkula nie zna się na kłamaniu, dlatego używając wulgaryzmów, trudniej jest nam być obłudnym. Z drugiej strony, trudniej też wyrazić coś bardzo mądrego. Wulgaryzmy są więc jak alkohol - obniżają inteligencję i jednocześnie zdolność do obłudy. Ich użycie jest jednostronnym rozbrojeniem, odrzuceniem tarczy. A jeśli druga strona swojej nie odrzuca... No, to właśnie wygląda agresywnie.
Ciekawe co piszesz. Jednak ta emojconalna czesc naszego umyslu to wlasnie szatan-zwodziciel. Czlowiek, ktory nie kontroluje emocji sam siebie oklamuje. Najlepszym przykladem sa wyznawcy teorii spiskowych. Im nikt nie wmówi, ze czarne jest czarne, a biale jest biale Oczko Tylko lewa polkule stac na uczciwosc intelektualna oraz - o czym nie wszyscy wiedza - optymizm Uśmiech
Cytat:Czasem walczymy, a czasem możemy na chwilę walkę przerwać, bo jesteśmy, kurwa, równe chłopy, masy pracujące miast i wsi, a nie jakieś pięknoduchy wykształciuchy, kurwa ich chujem w dupę jebana mać. W ten sposób deklaruje się chęć przyjaźni i sojuszu przeciwko Systemowi
A wiesz, ze podobno taka postawa wsrod obywateli US dala Trumpowi fotel prezydenta? Oczko
Odpowiedz
#18
lucky7 napisał(a): Swego czasu bylo glosno o roznych aferach podsluchowych, z ktorych wynika, ze elita wlasnie klnie jak szewc Uśmiech Mysle, ze nawet budwlancow mogliby zawstydzic. Moze jednak jest tak, ze to te nizsze warstwy klna, zeby sie upodbnic do elity?

Nie. Po prostu ta niby wyższa warstwa to nie elita tylko zwykłe prosiaki, które dorwały się do koryta.
Odpowiedz
#19
bert04 napisał(a):
Gawain napisał(a): A to w Niemczech nie jest, aby jakaś gruba obelga? Coś mi się kołacze, że oni tam świnię odnoszą do siebie podobnie jak u nas pochodzenie od ladacznicy.

Po pierwsze, nie jest, gdyż są nawet potrawy zawierająca jako dodatek Schweinebacke <1><2>. Możesz sobie nawet ją kupić w sklepie, wędzoną <3>. Po drugie, wyraz "świnia" jest używany jako obelga podobnie jak w Polsce, ale z drugiej strony w Niemczech świnia jest także symbolem szczęścia, mieć szczęście to "mieć świnię". Po trzecie, to nie jedyny przypadek "twórczej cenzury". Dwa które pamiętam na szybkiego:

- w jednym z odcinków prastarego serialu Star Trek odmieniono końcówkę tam, gdzie Spock przechodzi tzw. Pon Farr. Z rytuału godowo-seksualnego zrobiono "kosmiczną chorobę", a końcowa walka na śmierć i życie została zdeklarowana jako "sen w malignie". Na szczęście po latach zsynchronizowano zawartość na nowo. <4>

- na początku "Star Ship Troopers" nauczyciel historii opowiada o klęsce demokracji i uratowaniu porządku przez weteranów. Ten wstęp był zbyt faszoidalny dla cenzorów, więc zmienili go w ogólna bla bla bla o historii i kosmitach. <5>




<1> https://www.pinterest.it/pin/637470522228620778/

<2> https://www.lecker.de/gruenkohl-mit-kass...42038.html

<3> https://www.fleischerei-monse.de/Schwein...-ca-250-gr

<4> https://memory-alpha.fandom.com/de/wiki/...Filmfehler

<5> https://de.wikipedia.org/wiki/Starship_T...ronisation

Na obrone powiem, że to mi się wzięło stąd:

https://punkt.media/pl/poradniki/niemcy/...a-zniewage

Cytat:Niemcy: Ile można zapłacić za zniewagę?
Zniewagi mogą sporo kosztować. Pamiętajmy, że również normalny mieszkaniec może zostać pociągnięty do odpowiedzialności – nie tylko znani i bogaci!

Obojętnie czy w samochodzie czy przy płocie – spory z innymi szybko mogą być droższe, niż można by było pomyśleć. Jak się okazuje, nie musi wcale dojść do rękoczynów. Nawet zniewaga, która wymsknie nam się pod wpływem emocji jest uznawana za czyn karny. „Idiota” czy „dupek” mogą kosztować setki euro, a w przypadkach ekstremalnych nawet wyrok w zawieszeniu.

O wiele bardziej prawdopodobne są kary pieniężne, które przeznaczone są później na instytucje użyteczności publicznej lub trafiają do budżetu danego kraju związkowego. Niewątpliwą zaletą takiej kary jest fakt, że twoja obelga nie będzie postrzegana jako czyn karny, a przewinienie nie zostanie odnotowane w aktach.

Indywidualne kary
W roku 2014 policja zarejestrowała 225 000 zniewag, donosi gazeta „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung“ („FAS“). 31 000 z nich skończyła się w sądzie, a trzech na czterech oskarżonych rzeczywiście zostało skazanych.

O wysokości kary decyduje kilka czynników - między innymi okoliczności, intonacja, co zostało powiedziane lub pokazane, jak długo trwał napad złości i kto został znieważony. Istnieje jednak repertuar słów, przy których sędziowie nie muszą się dłużej zastanawiać. Jeżeli ktoś nazwie swojego sąsiada dupkiem, sąd nie musi deliberować nad tym, co chciał przez to powiedzieć.

Jeżeli ustalono, że na pewno chodzi o zniewagę, kara pieniężna obliczana jest za pomocą stawki uzależnionej od dochodów osoby znieważającej. Stawkę otrzymuję się poprzez podzielenie przez 30 miesięcznego dochodu netto. Oznacza to, że im więcej dana osoba zarabia, tym więcej płaci za swoje przewinienie.

Kary nawet za małe zniewagi
Już za małą zniewagę można zarobić od 15 do 30 stawek dziennych. Do małych zniewag należą takie określenia, jak „idiota” (Idiot), „głupia krowa” (Dumme Kuh), jak również gesty – czyli pokazanie środkowego palca.

„Głupia krowa“ kosztuje 750 euro
Jeden z sądów wyznaczył karę za powtarzające się zniewagi typu „głupia krowa“ i „wiedźma“ (Hexe) w wysokości 750 euro.

Warto mieć na uwadze, że za zniewagę uchodzą również niebezpośrednie sformułowania typu „najchętniej nazwałbym cię teraz głupią świnią.“
Za bardziej dosadne zniewagi, takie jak „dupek“ (Arschloch), „szmata“ (Schlampe), „głupia świnia“ (blödes Schwein) lub „kawał świni” (Miststück) można zarobić nawet 70 stawek dziennych, natomiast za pokazanie środkowego palca można zapłacić od 600 do 4 000 euro
Sebastian Flak
Odpowiedz
#20
Otóż pisałem o czymś podobnym, powołując się na prof Miodka.

Wulgarność, której leksykalnym przejawem są wszechobecne słowa na k, p, j, ch, stała się, niestety, znakiem rozpoznawczym Polaków w Europie.

Reakcje były pozytywne i jaki rezultat.....? Werbalna zgoda była i na tym się niestety skończyło. Mogę tak pisać ponieważ od pewnego czasu jest w pracy, gdzie środowisku używa wulgaryzmów jako  przecinków. Są to z reguły  porządni ludzie, niestety z powszechną wadą. Wiem jaka  to presja, by zachowywać się podobnie.
Nie obawiałbym się wywyższania. Wystarczy zwykła umiejętność bycia w grupie i częstego wyrażania się normalnie. Zawsze znajdą się ci, który to docenią, nie należy tego się bać. Wystarczy mieć oparcie w środowisku, które to rozumie.

Jak śpiewał kiedyś Kaczmarski:  Powściągnijta swe języki świńskie, bośmy są katoliki rzymskie.

Zawsze musi być jakaś motywacja.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości