Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Darz burak! Tradycja i kultura myśliwych
#41
Nie twierdzę, że jest to działalność wyłącznie gospodarcza, natomiast dla myśliwego stanowi połączenie przyjemnego z pożytecznym. Analogicznie jak z wędkarstwem czy grzybobraniem. Ale już dla tychże rodzin, znajomych i ich kolegów jest to działalność korzystna wyłącznie z powodu pozyskiwania mięsa. Także dla kupujących w sklepach, o których piszesz (tych z prawdziwą dziczyzną, nie pseudo z hodowli świniodzików). W końcu to mięso magicznie tam nie trafia tylko dzieje się to właśnie za sprawą myśliwych.

Myślałem, że tak wielki wolnościowiec jak Poligon, dla którego obowiązek noszenia maseczki to symbol niewolnictwa, nie będzie przypierdzielał się do aktywności innych ludzi tylko dlatego, że twierdzi iż ktoś ma nasrane w głowie, tylko dlatego, że brzydzi się daną działalnością, która przecież Poligonowi wolności żadnej nie odbiera. No ale jak to zwykle bywa „jestem za wolnością, ale tylko tam gdzie nie uderza ona w moje gusta i opinie”...
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#42
Baptiste napisał(a): Myślałem, że tak wielki wolnościowiec jak Poligon, dla którego obowiązek noszenia maseczki to symbol niewolnictwa, nie będzie przypierdzielał się do aktywności innych ludzi tylko dlatego, że twierdzi iż ktoś ma nasrane w głowie, tylko dlatego, że brzydzi się daną działalnością, która przecież Poligonowi wolności żadnej nie odbiera. No ale jak to zwykle bywa „jestem za wolnością, ale tylko tam gdzie nie uderza ona w moje gusta i opinie”...

Ja bym tylko wydzielił im jakieś obszary, na których mogą działać, żeby ludzie wiedzieli gdzie nie chodzić na spacery. Ostatnio byłem z rodziną na pikniku na polanie na skraju lasu, trawa była wysoka, strzelcy pewnie nas nie widzieli, a strzelali gdzieś w naszym pobliżu. O tragedię raczej łatwo.

Po takim zdarzeniu raczej łatwo znielubić myśliwych. Wiem, że nie nastraszyli nas celowo, ale co mnie to obchodzi. Takie samo prawo mam do korzystania z lasu jak i oni. Gdyby komuś krzywdę zrobili to bym zajebał.

Baptiste napisał(a): Do tego stopnia (i to mnie autentycznie zaskoczyło i myślałem że ktoś robi sobie ze mnie jaja), że myśliwi w danym okręgu wymieniali się bardzo szybko informacjami o zwierzętach padłych w wyniku wypadków komunikacyjnych. I taki zwierz póki świeży (stąd tak ważna jest rozbudowana siatka informacyjna) był weryfikowany i trafiał do lodówki. Brzmi mało smacznie i kojarzy się z sępami przy padlinie.

A to nie tylko myśliwi tak robią. "U mnie" na wsi każden jeden człek tak robi. Ostatnio potrąconą sarenkę sobie zjedliśmy. Ona może mieć co najwyżej toksoplazmozę, a tą z kolei ma przebytą na 95% każdy człowiek, który ma w domu psa lub kota.

Co innego dzik - tego bym nie ruszył bez badania.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#43
Baptiste napisał(a): Nie twierdzę, że jest to działalność wyłącznie gospodarcza, natomiast dla myśliwego stanowi połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Ty to na poważnie piszesz? I nic nie piłeś? Nie ćpałeś?
Akt zabijania może być przyjemny tylko dla psychopaty. Dla normalnych ludzi jest to co najwyżej smutna konieczność.

Tu Abelard Giza o tym procederze:

 

lumberjack napisał(a): Ostatnio potrąconą sarenkę sobie zjedliśmy.

Czyli jesteście padlinożercami....
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#44
Poligon. napisał(a): Czyli jesteście padlinożercami....

Życie i śmierć dzikiego zwierzęcia zastrzelonego przez myśliwego czy nawet potrąconego przez auto jest znacznie lepsze niż życie i śmierć zwierzęcia z hodowli przemysłowej. A jak do myśliwych mam stosunek zdecydowanie negatywny (nagrabili sobie swoją bezczelnością) to wykorzystanie spożywcze zwierząt zabitych np. w wypadkach jest jak najbardziej ok.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#45
DziadBorowy napisał(a): Życie i śmierć dzikiego zwierzęcia zastrzelonego przez myśliwego czy nawet potrąconego przez auto jest znacznie lepsze niż życie i śmierć zwierzęcia z hodowli przemysłowej.

Ciekawe, jak długo ten mit pokutować będzie pośród tzw normalsów.
Myśliwi, to nie strzelcy wyborowi, tylko mentalne pospólstwo, często realizujące swoje "hobby" pod wpływem alkoholu, albo na silnym kacu.
Postrzałki, to ok 30% przypadków na polowaniach, a w przypadku ptactwa nawet 70%.
Jak wygląda śmierć takiego stworzenia opisano bardzo sugestywnie w książce pt; "Farba, znaczy krew", którą jeszcze raz polecam. 


DziadBorowy napisał(a): A jak do myśliwych mam stosunek zdecydowanie negatywny (nagrabili sobie swoją bezczelnością) to wykorzystanie spożywcze zwierząt zabitych np. w wypadkach jest jak najbardziej ok.


Też nie mam z tym problemu, chociaż osobiście nie tknąłbym mięsa zwierzęcia, które zginęło w innym celu, niż kulinarny.
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#46
Ja zupełnie odwrotnie. Zjadłbym taką powypadkową sarnę ale mięsa z hodowli przemysłowej nie jadam, chyba że w gościnie u kogoś. Tak warunki życia jak i proces uśmiercania takich przemysłowych zwierząt są gorsze niż nawet postrzał i śmierć z wykrwawienia na polowaniu. O wciąż legalnym barbarzyństwie zwanym ubojem rytualnym nawet nie wspomnę.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#47
Baptiste napisał(a): Myślałem, że tak wielki wolnościowiec jak Poligon, dla którego obowiązek noszenia maseczki to symbol niewolnictwa, nie będzie przypierdzielał się do aktywności innych ludzi tylko dlatego, że twierdzi iż ktoś ma nasrane w głowie, tylko dlatego, że brzydzi się daną działalnością, która przecież Poligonowi wolności żadnej nie odbiera. No ale jak to zwykle bywa „jestem za wolnością, ale tylko tam gdzie nie uderza ona w moje gusta i opinie”...
Pewnie bierze się to stąd, że Poligon nie uważa zwierząt za przedmioty, a świadome i czujące podmioty, których dobrostan należy brać pod uwagę. Działania, które mają ofiary, nie są już w imię wolności.

Z roadkillem są pewnie 2 kwestie. Etycznie nie mam problemu, jeśli zwierzę zginęło przypadkowo. Nie jadłbym jednak z powodu braku kontroli weterynaryjnej.
Odpowiedz
#48
DziadBorowy napisał(a): Ja zupełnie odwrotnie. Zjadłbym taką powypadkową sarnę ale mięsa z hodowli przemysłowej nie jadam, chyba że w gościnie u kogoś. Tak warunki życia jak i proces uśmiercania takich przemysłowych zwierząt są gorsze niż nawet postrzał i śmierć z wykrwawienia na polowaniu. O wciąż legalnym barbarzyństwie zwanym ubojem rytualnym nawet nie wspomnę.
Myślę, że możesz jeść indyki. Podobno nie da się ich hodować w złych warunkach ani karmić syfem jak kurczaki.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#49
Iselin napisał(a): Myślę, że możesz jeść indyki. Podobno nie da się ich hodować w złych warunkach ani karmić syfem jak kurczaki.
Mity i legendy zmyślone, żeby konsumenci czuli się lepiej.
Odpowiedz
#50
Iselin napisał(a): Myślę, że możesz jeść indyki. Podobno nie da się ich hodować w złych warunkach ani karmić syfem jak kurczaki.

No właśnie nie do końca. Zresztą mięsa mi jakoś specjalnie nie brakuje a czuję się dużo lepiej. Dzięki odstawieniu wędlin i ograniczeniu żółtego sera przy zwiększeniu udziału roślin  w diecie pozbyłem się nadciśnienia. Nawet tabletki mogłem odstawić.  Wcześniej pomimo ich brania miałem skoki 140-160/90 a od jakiegoś czasu nie przekroczyłem 130/80 Uśmiech
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#51
Cytat:Ty to na poważnie piszesz? I nic nie piłeś? Nie ćpałeś?

Akt zabijania może być przyjemny tylko dla psychopaty. Dla normalnych ludzi jest to co najwyżej smutna konieczność.
Po pierwsze przy komentowaniu tego zdania miałeś do czynienia ze stwierdzeniem faktu, a nie z wypowiedzią o charakterze wartościującym. Faktu, że nieprzymuszona aktywność człowieka w ramach jego wolnego czasu musi być dla niego przyjemna gdyż inaczej by się jej nie podejmował. Sam stwierdziłeś, że według Ciebie myśliwi to psychole bo odczuwają przyjemność z polowania, a gdy ja napisałem, że faktycznie muszą ją odczuwać to zadajesz mi pytanie czy ćpałem...

To, że przyjemność z polowania jest podstawą do stwierdzenia psychopatii to oczywiście twoja opinia, do której masz prawo (choć nie medyczna). A nawet jeśli byłaby prawdziwa to samo w sobie bycie psychopatą nie jest jeszcze zakazane, choć z reguły psychopaci statystycznie częściej mają na bakier z prawem niż reszta społeczeństwa. Czy tak jest z myśliwymi? Wątpię.
Generalnie z biologicznego punktu widzenia u drapieżników udane polowanie skutkuje napływem endorfin, a człowiek jakby nie patrzeć również takim drapieżnikiem jest, w tym przypadku czynnym. U aktualnie nadal polujących ludów takich jak Inuici czy Buszmeni również po udanym polowaniu widać radość a nie smutek. Nawet jeśli jest to polowanie tylko i wyłącznie z konieczności zdobycia pożywienia (rzadkość, u ludów północy jest to już po prostu podtrzymywanie tradycji) to nie odbywają potem aktów pokutnego samobiczowania lub wielotygodniowego umartwiania się z powodu "przykrego" aktu zabicia zwierzęcia. 

Cytat:Pewnie bierze się to stąd, że Poligon nie uważa zwierząt za przedmioty, a świadome i czujące podmioty, których dobrostan należy brać pod uwagę. Działania, które mają ofiary, nie są już w imię wolności.
Nie wyciągałbym aż tak daleko idących wniosków z postawy Poligona gdyż póki co nie zobaczyłem jeszcze z jego strony postulatów zakazujących zabijania zwierząt/jedzenia mięsa, itp. A dopiero takie postulaty byłyby jakimś dowodem na posiadanie ugruntowanego i spójnego podejścia Poligona w ramach tej materii.
Inna sprawa, że Poligony najczęściej w sytuacji takiego wewnętrznego konfliktu zalecają np. przeciwnikom aborcji tzw. postawę "pro choice" więc mam nadzieję, że teraz zastosują się także do własnych rad.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#52
żeniec napisał(a): Mity i legendy zmyślone, żeby konsumenci czuli się lepiej.
No to zostaje gulasz z dzika.

Baptiste napisał(a): Generalnie z biologicznego punktu widzenia u drapieżników udane polowanie skutkuje napływem endorfin, a człowiek jakby nie patrzeć również takim drapieżnikiem jest, w tym przypadku czynnym. U aktualnie nadal polujących ludów takich jak Inuici czy Buszmeni również po udanym polowaniu widać radość a nie smutek. Nawet jeśli jest to polowanie tylko i wyłącznie z konieczności zdobycia pożywienia (rzadkość, u ludów północy jest to już po prostu podtrzymywanie tradycji) to nie odbywają potem aktów pokutnego samobiczowania lub wielotygodniowego umartwiania się z powodu "przykrego" aktu zabicia zwierzęcia. 
Samowie mieli jakieś rytuały, ale tam chodziło chyba o to, żeby duch zabitego niedźwiedzia się nie mścił.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#53
Poligon. napisał(a): Czyli jesteście padlinożercami....

Tak. A co w tym złego - lepiej zostawić taką sarenkę, żeby sobie zgniła w rowie? Nie lubię marnotrawstwa - jak już zginęła, to wypadałoby ją zjeść.

żeniec napisał(a): Z roadkillem są pewnie 2 kwestie. Etycznie nie mam problemu, jeśli zwierzę zginęło przypadkowo. Nie jadłbym jednak z powodu braku kontroli weterynaryjnej.

Dziki mogą mieć w sobie różne niebezpieczne tegesy i dynksy, ale sarny są ok.

Cytat:Prawnie kwestie badania dziczyzny reguluje Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 21 października 2010 r. w sprawie wymagań weterynaryjnych przy produkcji mięsa przeznaczonego na użytek własny (Dz.U. Nr 207, poz. 1370). Według niego obowiązkowo przed spożyciem musi być zbadane przez weterynarza jedynie mięso z dzika, ponieważ jest to zwierze wszystkożerne (np. może zjeść padlinę zarażając się włośnicą).

Mięsa z sarny, zająca czy drobnego ptactwa (bażant, przepiórka) nie trzeba badać przed spożyciem, jednak zalecane jest badanie mięsa z sarny (ryzyko zakażenia toksoplazmozą). Po przeprowadzeniu badań mięso zostaje oznaczone odpowiednią pieczęcią zawierającą weterynaryjny numer identyfikacyjny.

https://beszamel.se.pl/dziczyzna/dziczyz...jnie,4384/

DziadBorowy napisał(a): No właśnie nie do końca. Zresztą mięsa mi jakoś specjalnie nie brakuje a czuję się dużo lepiej. Dzięki odstawieniu wędlin i ograniczeniu żółtego sera przy zwiększeniu udziału roślin  w diecie pozbyłem się nadciśnienia. Nawet tabletki mogłem odstawić.  Wcześniej pomimo ich brania miałem skoki 140-160/90 a od jakiegoś czasu nie przekroczyłem 130/80

A to nie trzeba mięsa odstawiać. Wystarczy wprowadzić do diety więcej kasz. Ja też, odkąd jest ten koronawirus, zmieniłem trochę dietę, jem o wiele więcej przeróżnych kasz (do mięsa oczywiście) i też czuję się lepiej.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#54
Baptiste napisał(a): Nie wyciągałbym aż tak daleko idących wniosków z postawy Poligona gdyż póki co nie zobaczyłem jeszcze z jego strony postulatów zakazujących zabijania zwierząt/jedzenia mięsa, itp. A dopiero takie postulaty byłyby jakimś dowodem na posiadanie ugruntowanego i spójnego podejścia Poligona w ramach tej materii.

Musiałeś przeoczyć. Poligon jak najbardziej ma spójne podejście, a wyrażał je m.in.w poniższym tekście (polecam zresztą poprzednie i kolejne wpisy, ten znalazłem na szybkiego)

https://ateista.pl/showthread.php?tid=81...#pid697399

Cytat:Inna sprawa, że Poligony najczęściej w sytuacji takiego wewnętrznego konfliktu zalecają np. przeciwnikom aborcji tzw. postawę "pro choice" więc mam nadzieję, że teraz zastosują się także do własnych rad.

Ten dualizm można zauważyć już przy karze śmierci: lewica tradycyjnie jest przeciw (przy jednoczesnym pro choice), prawica tradycyjnie jest za (przy jednoczesnym pro life).

Komunistów i nazistów nie wliczam do "tradycyjnych", więc proszę nie godwinować.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#55
Poligon. napisał(a): Czyli jesteście padlinożercami....
Ewolucyjnie padlinożerstwo było zapewne oryginalnym źródłem pozyskiwania większych ilości zwierzęcego białka w trakcie ludzkiej ewolucji. Zanim jakiś pitekantrop nie zajarzył, że tego kamulca, co go właśnie obtłukł, fajnie byłoby zamocować na jakimś długim kiju, poważne myślistwo było niemożliwe.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#56
Tak jak Dziad Borowy stwierdzam ze moze nie odstawienie, ale zdecydowane zmniejszenie ilosci miesa w posilkach spowodowalo oprocz schudniecia, a wlasciwie brak ciaglego tycia i latwiejsze trzymanie cisnienia krwi na wodzy. Wedliny i zolty ser odstawilem, mieso gotowane i pieczone dalej jadamy kilka razy w tygodniu. Mimo zbyt malej ilosci ruchu obecnie cisnienie trzyma sie kolo 130 / 80.

Polowania w ogole nie rozumiem, o ile duza przyjemnosc sprawia mi obserwacja zwierzat, o tyle zabijanie ich sprawia mi przykrosc, a nie przyjemnosc.
Odpowiedz
#57
lumberjack napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): No właśnie nie do końca. Zresztą mięsa mi jakoś specjalnie nie brakuje a czuję się dużo lepiej. Dzięki odstawieniu wędlin i ograniczeniu żółtego sera przy zwiększeniu udziału roślin  w diecie pozbyłem się nadciśnienia. Nawet tabletki mogłem odstawić.  Wcześniej pomimo ich brania miałem skoki 140-160/90 a od jakiegoś czasu nie przekroczyłem 130/80

A to nie trzeba mięsa odstawiać. Wystarczy wprowadzić do diety więcej kasz. Ja też, odkąd jest ten koronawirus, zmieniłem trochę dietę, jem o wiele więcej przeróżnych kasz (do mięsa oczywiście) i też czuję się lepiej.
Ale po co skoro ani mięsa mi nie brakuje, ani zdrowe ono nie jest, nawet pomijając to co się do niego dodaje. Czasem zjem sobie jakąś rybkę bo ze śledzi zrezygnować nie byłem w stanie i jest ok. A jem nawet smaczniej gdy mielony i schabowy były dwa razy na tydzień. Z mięsem jest trochę jak że złożeniem herbaty. Nie wiesz, że nie potrzebujesz do czasu aż nie przestaniesz Oczko
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#58
@Baptiste

A to co?
Kod:
[color=#333333][size=small][font=Tahoma, Verdana, Arial, sans-serif]
Miejże litość dla cytujących...

Baptiste napisał(a): Nie wyciągałbym aż tak daleko idących wniosków z postawy Poligona gdyż póki co nie zobaczyłem jeszcze z jego strony postulatów zakazujących zabijania zwierząt/jedzenia mięsa, itp. A dopiero takie postulaty byłyby jakimś dowodem na posiadanie ugruntowanego i spójnego podejścia Poligona w ramach tej materii.
Jak bert04 napisał, przeoczyłeś wątek o wegetarianizmie. Poligon jest prawilnym weganem.

Baptiste napisał(a): Inna sprawa, że Poligony najczęściej w sytuacji takiego wewnętrznego konfliktu zalecają np. przeciwnikom aborcji tzw. postawę "pro choice" więc mam nadzieję, że teraz zastosują się także do własnych rad.
Mix takich postaw może być nieintuicyjny, ale czy jest sprzeczny wewnętrznie? Dyskusja na inny wątek.

@lumberjack
lumberjack napisał(a): Dziki mogą mieć w sobie różne niebezpieczne tegesy i dynksy, ale sarny są ok.
No właśnie z tego, co przytoczyłeś, to nadal nie:
Cytat:Mięsa z sarny, zająca czy drobnego ptactwa (bażant, przepiórka) nie trzeba badać przed spożyciem, jednak zalecane jest badanie mięsa z sarny (ryzyko zakażenia toksoplazmozą).
Chociaż może nie jest to tak niebezpieczne jak posiadanie kota?

lumberjack napisał(a): A to nie trzeba mięsa odstawiać. Wystarczy wprowadzić do diety więcej kasz. Ja też, odkąd jest ten koronawirus, zmieniłem trochę dietę, jem o wiele więcej przeróżnych kasz (do mięsa oczywiście) i też czuję się lepiej.
Im dalej w las, tym lepiej. Nerki też Ci podziękują Uśmiech Generalnie, im mniej "gęstą" (kalorie w objętości lub masie) żywność się je, tym lepiej się na tym wychodzi.
Czy w kaszankistowsko-schabistycznej denominacji jest jakiekolwiek miejsce na etyczne rozważania dot. zwierząt?
Odpowiedz
#59
żeniec napisał(a): Chociaż może nie jest to tak niebezpieczne jak posiadanie kota?

Nie wiem. Mi na badaniu krwi wyszło, że już kiedyś musiałem mieć toksoplazmozę (tak groźna, że nawet nie zauważyłem kiedy ją przeszedłem). Tak samo mojej kobicie wyszło w trakcie ciąży - że już wcześniej musiała to przejść (natomiast jeśli ciężarna nie chorowała na to, a zachoruje w trakcie ciąży, to jest to bardzo groźne dla płodu). Możemy więc jeść sarenki bez strachu.

ps.

Cytat:Świeże zarażenie u osoby z prawidłową odpornością jest zazwyczaj bezobjawowe.
[...]
Podejrzewa się, że pomiędzy 30 a 65% ludzi na całym świecie jest zainfekowanych Toksoplazmą gondii. Występują jednak bardzo duże różnice pomiędzy poszczególnymi krajami.

We Francji, która jest krajem gdzie spożywa się dużo surowego mięsa liczba osób zakażonych to aż 88% populacji. W Niemczech, Danii i Brazylii liczba ta szacowana jest pomiędzy 80 a 70%. W Wielkiej Brytanii liczba zakażonych to 22% a w Korei Południowej zaledwie 4,3%.

W Polsce brak jest dobrych badań epidemiologicznych. Przeprowadzone w latach 1991-2000 badanie w populacji mieszkańców południowej części kraju wykazało występowanie przeciwciał Toksopasma gondii u 54,8% badanych w populacji ogólnej oraz aż 64,3 % u kobiet w ciąży.

https://stylzycia.polki.pl/choroby,tokso...tykul.html

żeniec napisał(a): Chociaż może nie jest to tak niebezpieczne jak posiadanie kota?

Jak dobrze przyrządzisz mięcho, to posiadanie kota jest bardziej ryzykowne.

żeniec napisał(a): Im dalej w las, tym lepiej. Nerki też Ci podziękują Uśmiech Generalnie, im mniej "gęstą" (kalorie w objętości lub masie) żywność się je, tym lepiej się na tym wychodzi.

Toteż właśnie tak żrę Uśmiech A nerki czemu mi podziękują? I tak mi dziękują, bo nie chlam.

żeniec napisał(a): Czy w kaszankistowsko-schabistycznej denominacji jest jakiekolwiek miejsce na etyczne rozważania dot. zwierząt?

Tak; jak upowszechni się produkcja syntetycznego mięsa, to się przerzucę na nie żeby dać spokój zwierzętom. Na same warzywa i owoce nie mogę się przerzucić, bo to chuj nie życie.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#60
lumberjack napisał(a): Toteż właśnie tak żrę Uśmiech A nerki czemu mi podziękują? I tak mi dziękują, bo nie chlam.
Białko zwierzęce bardziej obciąża, niż roślinne. Efekt oczywiście dużo mniej spektakularny, niż niechlanie, ale jest.

lumberjack napisał(a): Tak; jak upowszechni się produkcja syntetycznego mięsa, to się przerzucę na nie żeby dać spokój zwierzętom.
Nie no, jak już syntetyczne mięso by było, to już zostają tylko te najgłupsze powody (bo to naturalne, bo chemia, bo GMO, etc.), by nadal jeść zwierzęta.

lumberjack napisał(a): Na same warzywa i owoce nie mogę się przerzucić, bo to chuj nie życie.
Naprawdę aż tyle przyjemności Ci mięso sprawia? Też lubiłem burgery opierdzielać, ale jakoś po zinternalizowaniu tego, co się w rzeźniach dzieje, i zestawieniu z faktem, że dla zdrowia nie jest to konieczne, to mi zbrzydły zupełnie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości