Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Darz burak! Tradycja i kultura myśliwych
#21
Tylko że Wasze, Iselin i ZaKotem argumenty to są argumenty za regulacją myśliwstwa, a nie za zagonieniem wrednych myśliwych do społecznego getta, co pochwalał na początku wątku ZaKotem.

Oczywistym jest, że idealnie, jeśli liczebność zwierzyny regulują drapieżniki, a nie myśliwi. Jednakże jeśli chcemy z tą zwierzyną współistnieć, to jakaś regulacja sztuczna też będzie potrzebna.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#22
bert04 napisał(a): Alternatywami mogą być:

- znaczne zwiększenie liczby zawodowych leśników do ilości pozwalającej na jednostkowy odstrzał w odpowiednich okresach.

- pozostawienie liczby zawodowych leśników niezmienioną, w zamian za to redukcja populacji do stanu, który pozwala na pezproblemowy odstrzał w odpowiednich okresach.

- bezodstrzałowe pozbywanie się nadliczbowych gatunków, przykładowo pułapkami, sidłami, trutkami lub hormonami antykoncepcyjnymi.
Zapomniałeś o jednym: zostawić w spokoju drapieżniki, które same wyregulują populację zwierząt łownych.

Cytat:Zgodnie z dogmatem kapitalizmu gdyby zwierzęta były silniejsze, to by uciekły przed myśliwymi.

Toteż uciekają. Do cywilizacji, gdzie ich myśliwi nie dopadną. Na wysypiskach śmieci więcej żyje lisów, niż w lasach. Ale dzik czy łoś w mieście albo na polu, choć też by sobie chętnie poradziły, stanowiłyby jednak pewien problem. Toteż państwo musi chronić ludzi przed zwierzętami uciekającymi przed myśliwymi.

zefciu napisał(a): Tylko że Wasze, Iselin i ZaKotem argumenty to są argumenty za regulacją myśliwstwa, a nie za zagonieniem wrednych myśliwych do społecznego getta, co pochwalał na początku wątku ZaKotem.

Oczywistym jest, że idealnie, jeśli liczebność zwierzyny regulują drapieżniki, a nie myśliwi. Jednakże jeśli chcemy z tą zwierzyną współistnieć, to jakaś regulacja sztuczna też będzie potrzebna.

Jeśli myślistwo zdefiniujmy jako "strzelanie do dzikich zwierząt", to generalnie popieram taką działalność. W jakimś tam zakresie. Rzecz w tym, że myślistwo to nie tylko ta czynność, ale pewien etos związany z przestarzałą hierarchią wartości. Nowoczesny myśliwy tak powinien się różnić od dzisiejszego hodowcy zwierzyny płowej, jak zawodowy żołnierz od szlachciury z karabelą. Tę sektę trzeba będzie kiedyś albo poddać głębokiej reformacji, albo zaorać i powołać coś zupełnie innego. To drugie uważam za bardziej realistyczne.
Odpowiedz
#23
ZaKotem napisał(a): Zapomniałeś o jednym: zostawić w spokoju drapieżniki, które same wyregulują populację zwierząt łownych.

Hmmm.... zapomniałeś, że drapieżniki są nieobojętne dla terenów "niełownych"? Nie tylko dla rolników. Na terenach, na których na nowo pojawiły się wilki, zagryzane są nie tylko owieczki, ale też i azorki.

Poza tym sam nie wiem, czy w tak odizolowanych i rozregulowanych ekosystemach, jak lasy, wprowadzenie elementu drapieżnika nie doprowadzi prędzej do zaniknięcia pewnych gatunków. W końcu przykład reniferów z wysp archipelagu Svalbard pokazuje, że natura nie zawsze dąży do równowagi.

Cytat:Toteż uciekają. Do cywilizacji, gdzie ich myśliwi nie dopadną. Na wysypiskach śmieci więcej żyje lisów, niż w lasach. Ale dzik czy łoś w mieście albo na polu, choć też by sobie chętnie poradziły, stanowiłyby jednak pewien problem. Toteż państwo musi chronić ludzi przed zwierzętami uciekającymi przed myśliwymi.

W Polsce mamy jakieś 118 tys. myśliwych <1>. Z drugiej strony mamy ok. 1.410,7 tysięcy gospodarstw rolnych <2> (czyli samych rolników będzie jakieś minimum 3 miliony). Serio uważasz, że głównym problemem lisków są te leśne dziadki, które raz czy dwa razy na roku z giwerami u boku przełażą przez lasy?

Wydaje mi się, że wbrew swoim zwyczajom w tym temacie za bardzo uległeś propagandzie ideologicznej różnych grinpisów, pet i innych ochrońców zwierząt, zamiast spojrzeć całościowo na problem. N'est pas?



<1> https://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzeni...olska.html

<2> https://www.agropogoda.pl/liczba-rolniko...sce-maleje
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#24
bert04 napisał(a): natura nie zawsze dąży do równowagi.

Zawsze. Tylko równowaga nie zawsze jest w tych miejscach w których chcieliby ją widzieć ludzie. Uśmiech

Problem z dzikimi zwierzętami i tak się rozwiąże niezależnie od dalszych dziejów etosu myśliwego.

Ludzie stopniowo będą się wycofywać z prowincji do metropolii a dawne pola, wioski, miasteczka stopniowo pochłonie znów las. Razem z wilkami, niedźwiedziami, żubrami, a nawet, czego wielkim orędownikiem jest zaprezentowany przez pilastra autor, lampartami, słoniami, lwami, a nawet ...turami.

Ten proces jest już bardzo zaawansowany w Japonii, gdzie takie zmiany zawsze zachodziły w przyśpieszonym tempie, ale stopniowo ogarnia i inne kraje rozwinięte, w tym Europę.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#25
ZaKotem napisał(a): To oczywista oczywistość. Dlatego właśnie występuje konflikt interesów między coraz mniej opłacalnym myślistwem a coraz liczniejszą, ekofilną częścią społeczeństwa. Dla ekofila wilk czy tym bardziej ryś jest wart więcej niż sarna czy dzik, bo rzadsze dobro jest wartościowsze, dla myśliwego stosunek wartości jest inny. Wilk ma wartość ujemną, bo każdy żywy wilk zmniejsza ilość martwych saren możliwych do pozyskania.

Widać żeś mieszczuch. Lis to drapieżnik i jednocześnie najmniej pożądane trofeum myśliwskie. Skór nikt nie skupuje, mięsa nikt nie jada, populacja po zrzutach szczepionek przeciw wściekliźnie rosła zatrważająco a sami myśliwi wybijali to to jedynie z obowiązku. Lisy wytłukły kuropatwy do tego stopnia, że prawie ich nie ma, podobnie z zającami. Drób to tylko taki wytrawny aperitif... Jedyna korzyść myśliwego to możliwość elitarnego uwalenia się i zjedzenia kiełbasy z własnoręcznie ubitego zwierzaka, ew. dostarczanie mięcha, ale i to wymaga zabawy ze zgłaszaniem próbek i sprzedawania do skupów po cenach o wiele, wiele niższych niż sklepowe. Ubicie drapieżnika to jedynie coś w rodzaju trofeum i pozostałość z czasów polowań z łuku czy kuszy, gdzie trzeba było podejść blisko niebezpiecznego zwierzaka i porządnie trafić co było dowodem siły i umiejętności. Chęć posiadania trofeum pozostała... Ale no cóż, nie słyszy się o masowym odsiewie wilków czy niedźwiedzi mimo chęci posiadania takich trofeów.


Cytat: Stąd antydrapieżniczy etos myśliwych, z którym powszechna etyka jest coraz mniej zgodna. Ponadto dokarmianie zwierząt zimą tylko po to, żeby do nich strzelać latem zwiększa ich totalną wartość jako dostarczycieli mięsa i skór, ale jednocześnie zmniejsza ich wartość jako części natury do obserwacji, naturalnie bowiem zwierzęta powinny zwiększać swoją liczebność latem, a zmniejszać zimą, a nie utrzymywać stałą. Cele działań myśliwych są więc rozbieżne z celem ludności zainteresowanej kontaktem z przyrodą.

Strzela się zimą i jesienią. Latem to najwyżej na ryby. Nie przepadam za myśliwymi, ale mimo wszystko na zadupiach odławiają dzikie psy czy lisy. Bo rzeczywistość zaczyna przypominać oazy ludności pośród bezkresu łąk i pól. I jak się żyje w takiej oazie a drogę spaceru do drugiej przecina wataha psów latająca za suką w rui to się docenia rolę myśliwych.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#26
ZaKotem napisał(a): Dla ekofila wilk czy tym bardziej ryś jest wart więcej niż sarna czy dzik, bo rzadsze dobro jest wartościowsze, dla myśliwego stosunek wartości jest inny. Wilk ma wartość ujemną, bo każdy żywy wilk zmniejsza ilość martwych saren możliwych do pozyskania. Stąd antydrapieżniczy etos myśliwych, z którym powszechna etyka jest coraz mniej zgodna.
I tu widać punkt, w którym myślistwo i przyroda się rozjeżdżają. Drapieżniki przetrwały pomimo, a nie dzięki myśliwym.
Swoją drogą to one są odpowiedzią na problemy z regulowaniem wielkości populacji.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#27
ZaKotem napisał(a): Myśliwi stali się więc przeżytkiem cywilizacyjnym. Oczywiście, wciąż ktoś musi pilnować zwierząt przed kłusownikami, a w terenach rolniczych także przed jakimś "przedziczeniem" czy "przesarnieniem" grożącym zbyt dużymi szkodami materialnymi. To jednak oznacza, że człowiek zajmujący się tym powinien być czymś takim, jak inspektor kanalizacji - techniko-urzędasem opłacanym przez władze. A forma powinna odpowiadać treści. Słyszał ktoś o rytuałach i obrzędach inspektorów kanalizacji? Myślistwo w takiej formie, jak obecnie, ma tyleż sensu, co rycerstwo. Co nie oznacza przecież, że nie ma ludzi obeznanych z bronią i zawodowo przygotowanych do walki. Po prostu inaczej są zorganizowani i inny jest ich etos.
Taki żarcik: Zakażmy działalności hobbystom własnoręcznie finansującym swoje hobby, niech zajmą się tym państwowo opłacani urzędnicy. Wszystko w państwie, nic poza państwem.

I drugi żarcik: kiedy państwo bierze się za odstrzał, kończy się to jak Wojna Emu Uśmiech W skrócie: wojsko marnowało mnóstwo czasu i około 10 strzałów na jedno emu. Ta akcja pozbawiła ich też godności. Dwumiesięczna operacja wojskowa pozbawiła życia 3486 ptaków. Po wprowadzeniu systemu nagród, myśliwi dostarczali w analogicznych okresach około 19 tys. ptaków Uśmiech

[Obrazek: Great-Emu-War.jpg?fit=939%2C444&ssl=1]

DziadBorowy napisał(a): Możliwość zobaczenia niedźwiedzia czy też żubra w naturze jest dla wielu cenniejsza niż możliwość jego odstrzału a obecność tych zwierząt podnosi atrakcyjność turystyczną terenów na których występują - stąd między innymi popularność Bieszczad, postrzeganych jako kraina dzika i naturalna.
Możliwość odstrzału jest jeszcze cenniejsza. Taka przyjemność za samca żubra kosztuje 40 tys. złotych, a i tak to weterynarze i leśnicy wskażą konkretnego osobnika do odstrzału. Kto zapłaci tyle, by żubra obejrzeć?

ZaKotem napisał(a):
zefciu napisał(a): A dlaczego? Gdyby istniała grupa ludzi, którzy gotowi są płacić za to, by im pozwolono dokonywać inspekcji kanalizacji, to chyba racjonalnym by było, aby im na tę działalność pozwolić.

No nie wiem, dla mnie zasady typowe dla kapitalizmu są tak naturalne, że z góry każdego, kto chce pracować za darmo, mam za wariata. A jakość pracy wariata może budzić wątpliwości.
Ależ myśliwi otrzymują wynagrodzenie! W nagrodę za realizację celów koła łowieckiego (choćby przez samo opłacanie składek), mogą sobie postrzelać do zwierzaków. To, dziczyzna i trofea są dla nich wartością dla której potrafią czasem wysiedzieć kilka godzin w deszczu w ambonie. Czy teraz Twoje kapitalistyczne sumienie zostało nieco uspokojone?

ZaKotem napisał(a): Na przykład do wojska też nie przyjmujemy ludzi, którzy chętnie by zapłacili, aby sobie do kogoś postrzelać.
Do wojska nie, bo od wojska wymaga się nieco więcej niż tylko walki. Ale do najemników...

Iselin napisał(a): Natomiast kompletnie nie rozumiem takich zabaw jak hodowanie i karmienie bażantów po to, żeby je wypuścić i zastrzelić koniecznie w locie. Ani polowań z nagonką. Na tym filmiku słusznie zauważono, że przy tym nikt nie jest w stanie wybrać najsłabszych zwierząt do odstrzału.
Do bażantów myśliwi chcą strzelać, ale ich brakuje. Dlatego najpierw je hodują i wypuszczają, płacąc za to grubą kasę. Zgodnie z etosem myśliwskim, nikt ich nie będzie prosto z hodowli wypuszczał i zaraz strzelał (choć znając buractwo myśliwych, pewnie się tak zdarzało).

Podobnie polowanie z nagonką jest dla niedzielnych myśliwych. Takich co to zapłacą i finansują koła łowieckie by te mogły realizować swoje zadania.

ZaKotem napisał(a):
pilaster napisał(a): Zapewne. Jednak hierarchia wartości gatunków jest jednak inna niż hierarchia wartości dla myśliwych. Zatem i rozkład populacji poszczególnych gatunków po ostatecznym upadku myślistwa, ulegnie zmianie, nawet może drastycznej.
To oczywista oczywistość. Dlatego właśnie występuje konflikt interesów między coraz mniej opłacalnym myślistwem a coraz liczniejszą, ekofilną częścią społeczeństwa. Dla ekofila wilk czy tym bardziej ryś jest wart więcej niż sarna czy dzik, bo rzadsze dobro jest wartościowsze, dla myśliwego stosunek wartości jest inny. Wilk ma wartość ujemną, bo każdy żywy wilk zmniejsza ilość martwych saren możliwych do pozyskania. Stąd antydrapieżniczy etos myśliwych, z którym powszechna etyka jest coraz mniej zgodna. Ponadto dokarmianie zwierząt zimą tylko po to, żeby do nich strzelać latem zwiększa ich totalną wartość jako dostarczycieli mięsa i skór, ale jednocześnie zmniejsza ich wartość jako części natury do obserwacji, naturalnie bowiem zwierzęta powinny zwiększać swoją liczebność latem, a zmniejszać zimą, a nie utrzymywać stałą. Cele działań myśliwych są więc rozbieżne z celem ludności zainteresowanej kontaktem z przyrodą.
Bzdura. Zwykli zjadacze chleba chcą oglądać prawie dokładnie te same zwierzęta, na które polować chcą myśliwi. Jedyną różnicą jest preferowany wiek zwierzyny, bo chętniej ogląda się maluchy. Jednak strzelać to już do dorosłych. Fascynują nas zwierzęta wielkie, drapieżniki bardziej niż roślinożercy, piękne i egzotyczne. To ostatnie może być tożsame z rzadkimi. Dzisiaj myśliwi nie strzelają do drapieżników, bo państwo zabrania Oczko

Kiedyś może było inaczej, kiedy dziczyzna była ważnym składnikiem menu na pańskich stołach, a i okrycia ze zwierzęcych skór i futer miały dużą wartość użytkową. Ale dzisiaj ten argument jest znacznie mniej aktualny. Strzela się głównie dla trofeów, by móc na nie popatrzeć i pokazać innym. Zupełnie jak ze zwierzem w stanie dzikim i selfikiem dla znajomych Uśmiech Jedynym punktem rozbieżnym z resztą społeczeństwa jest niechęć do ich uśmiercania.

zefciu napisał(a): Tylko że Wasze, Iselin i ZaKotem argumenty to są argumenty za regulacją myśliwstwa, a nie za zagonieniem wrednych myśliwych do społecznego getta, co pochwalał na początku wątku ZaKotem.

Oczywistym jest, że idealnie, jeśli liczebność zwierzyny regulują drapieżniki, a nie myśliwi. Jednakże jeśli chcemy z tą zwierzyną współistnieć, to jakaś regulacja sztuczna też będzie potrzebna.
O to to!

ZaKotem napisał(a): Rzecz w tym, że myślistwo to nie tylko ta czynność, ale pewien etos związany z przestarzałą hierarchią wartości. Nowoczesny myśliwy tak powinien się różnić od dzisiejszego hodowcy zwierzyny płowej, jak zawodowy żołnierz od szlachciury z karabelą. Tę sektę trzeba będzie kiedyś albo poddać głębokiej reformacji, albo zaorać i powołać coś zupełnie innego. To drugie uważam za bardziej realistyczne.
Etos daje ogromną wartość. Tylko on może, przy zachowaniu obecnej formy organizacji myślistwa, wyplenić w nim buractwo. No, chyba że ZaKotem ma inny pomysł na ich reformę?

Obecnie bambiniści prowadzą kampanię zohydzającą myślistwo. To prowadzi do syndromu oblężonej twierdzy u myśliwych. A syndrom oblężonej twierdzy zawsze kończy się oszołomstwem i buraczeniem.

pilaster napisał(a): Ten proces jest już bardzo zaawansowany w Japonii, gdzie takie zmiany zawsze zachodziły w przyśpieszonym tempie, ale stopniowo ogarnia i inne kraje rozwinięte, w tym Europę.
Japończycy wytępili u siebie drapieżniki, w efekcie sarny i dziki niszczą im lasy i uprawy. Japońskie uwarunkowania znacznie utrudniają również użytkowanie wszelakiej broni i zwiększają koszty myślistwa. W efekcie ichni rząd zaczął przedłużać sezony łowieckie i dopłacać myśliwym!

Być może okaże się, że w tak zaawansowanym społeczeństwie najlepszą formą ochrony natury jest myślistwo Uśmiech

Gawain napisał(a): Skór nikt nie skupuje, mięsa nikt nie jada, populacja po zrzutach szczepionek przeciw wściekliźnie rosła zatrważająco a sami myśliwi wybijali to to jedynie z obowiązku. Lisy wytłukły kuropatwy do tego stopnia, że prawie ich nie ma, podobnie z zającami.
[...]
Chęć posiadania trofeum pozostała... Ale no cóż, nie słyszy się o masowym odsiewie wilków czy niedźwiedzi mimo chęci posiadania takich trofeów.
[...]
I jak się żyje w takiej oazie a drogę spaceru do drugiej przecina wataha psów latająca za suką w rui to się docenia rolę myśliwych.
Zdanie ze wścieklizną zasługuje IMHO na rozwinięcie. Lisy nie mają naturalnych wrogów, a bez człowieka ich regulatorem populacji jest wścieklizna. Odkąd je szczepimy, ich populacja rozrasta się zagrażając dużym ptakom, zającowatym, a nawet sarnom. Głównie pożywienie lisów to gryzonie, szczególnie nornice. Stąd są w stanie całkowicie wytępić śliczne duże zwierzęta bez prawie żadnych szkód dla własnej populacji. Matematyczne wyjaśnienie takiej możliwości przestawił pilaster w eseju o myśliwych i królikach. Teraz mamy przyjemność obserwować to w rzeczywistości.

Kiedyś z ciekawości sprawdziłem jak się miała relacja migracji lisów ze wschodu (przychodzą jak ich odstrzelimy za dużo w Polsce) do wścieklizny w Polsce. 2 ostatnie przypadki śmierci u ludzi w XXI wieku były zaraz po dwóch takich migracjach. Moim zdaniem to nie przypadek.

Co do trofeów: na drapieżniki nie wolno polować. Ale wypchany wilk czy wilcze futro IMHO przedstawiałoby większą wartość niż podobne trofea z sarny. Poza tym, możemy doceniać myśliwych, bo to ich zaangażowanie pomogło reintrodukować bobra oraz rysia. Z bobrem na tyle skutecznie, że trzeba go już odstrzeliwać. Z rysiem jest trudniej i sami myśliwi dyskutują w swoich gronach, czy polowania nie byłyby lepszą formą jego ochrony. Bo wtedy byliby ludzie autentycznie kompetentni i zaangażowani w zwiększanie jego populacji.

kmat napisał(a): Drapieżniki przetrwały pomimo, a nie dzięki myśliwym.
Swoją drogą to one są odpowiedzią na problemy z regulowaniem wielkości populacji.
A co, jeżeli to drapieżnik jest problemem, jak lis? Myśliwi obecnie upolowane lisy zakopują, bo nie opłaca się z nich nic pozyskiwać. A cele redukcyjne wypełniać trzeba.

Poza tym, są myśliwi i kłusownicy. Myśliwi mogą dbać o drapieżniki. Kłusownicy będą je tylko tępić.
Odpowiedz
#28
Glassius napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Możliwość zobaczenia niedźwiedzia czy też żubra w naturze jest dla wielu cenniejsza niż możliwość jego odstrzału a obecność tych zwierząt podnosi atrakcyjność turystyczną terenów na których występują - stąd między innymi popularność Bieszczad, postrzeganych jako kraina dzika i naturalna.
Możliwość odstrzału jest jeszcze cenniejsza. Taka przyjemność za samca żubra kosztuje 40 tys. złotych, a i tak to weterynarze i leśnicy wskażą konkretnego osobnika do odstrzału. Kto zapłaci tyle, by żubra obejrzeć?

Ale ludzi, którzy chcą zobaczyć a nie zastrzelić (choć w tym przypadku raczej właściwym określeniem jest "wykonać egzekucję") jest jednak znacznie więcej. Więc sumarycznie i tak wychodzi na plus.



Cytat:Do bażantów myśliwi chcą strzelać, ale ich brakuje. Dlatego najpierw je hodują i wypuszczają, płacąc za to grubą kasę. Zgodnie z etosem myśliwskim, nikt ich nie będzie prosto z hodowli wypuszczał i zaraz strzelał (choć znając buractwo myśliwych, pewnie się tak zdarzało).

Zdarzało, zdarzało. 
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,21471317,szyszko-urzadzil-sobie-strzelanie-do-hodowlanych-bazantow-to.html

Jeżeli w coś takiego bawi się minister i szef PZŁ to zakładam, że jest to praktyka powszechna. Mniemać też można na tej postawie, że ten cały "etos" to zwykła ściema i mydlenie oczu.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#29
Glassius napisał(a):
pilaster napisał(a): Ten proces jest już bardzo zaawansowany w Japonii, gdzie takie zmiany zawsze zachodziły w przyśpieszonym tempie, ale stopniowo ogarnia i inne kraje rozwinięte, w tym Europę.
Japończycy wytępili u siebie drapieżniki, w efekcie sarny i dziki niszczą im lasy i uprawy. Japońskie uwarunkowania znacznie utrudniają również użytkowanie wszelakiej broni i zwiększają koszty myślistwa. W efekcie ichni rząd zaczął przedłużać sezony łowieckie i dopłacać myśliwym!

Być może okaże się, że w tak zaawansowanym społeczeństwie najlepszą formą ochrony natury jest myślistwo Uśmiech

Pilaster zawsze był przekonany, że Japonia (w sensie społecznym, ekologicznym, ekonomicznym) dziś, to inne kraje jutro. Po lekturze Totmana przekonany jest o tym tym bardziej.

Zatem etos myśliwski jednak nie zginie. Cwaniak  Szkoda by było takiej tysiącletniej tradycji.

A wielkie drapieżniki, których brakuje, należy introdukować. W Europie lwa i lamparta, o czym pisze Flannery. Jeżeli Europa osiągnie poziom lesistości Japonii (idzie ku temu) to nawet będzie konieczne. Sami myśliwi mogą nie wystarczyć.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#30
Z tymi lwami chodzi o przywrócenie ich na tereny gdzie historycznie występowały? Czyli Półwysep Apeniński, Bałkany być może południowa Francja i Bułgaria? Bo jakoś nie za bardzo widzę lwy w Bieszczadach czy Puszczy Białowieskiej.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#31
pilaster napisał(a): Pilaster zawsze był przekonany, że Japonia (w sensie społecznym, ekologicznym, ekonomicznym) dziś, to inne kraje jutro. Po lekturze Totmana przekonany jest o tym tym bardziej.

Zatem etos myśliwski jednak nie zginie. Cwaniak  Szkoda by było takiej tysiącletniej tradycji.

A wielkie drapieżniki, których brakuje, należy introdukować. W Europie lwa i lamparta, o czym pisze Flannery. Jeżeli Europa osiągnie poziom lesistości Japonii (idzie ku temu) to nawet będzie konieczne. Sami myśliwi mogą nie wystarczyć.
A w Japonii myślą o introdukowaniu tygrysów? Huh
Odpowiedz
#32
DziadBorowy napisał(a): Z tymi lwami chodzi o przywrócenie ich na tereny gdzie historycznie występowały? Czyli Półwysep Apeniński, Bałkany być może południowa Francja i Bułgaria?

Początkowo pewnie tak. Później same się rozprzestrzenią tam, gdzie im ewentualne zmiany klimatyczne pozwolą.

Cytat:Bo jakoś nie za bardzo widzę lwy w Bieszczadach czy Puszczy Białowieskiej.

Żyły kiedyś w Polsce lwy jaskiniowe.

Zakotem

Cytat:A w Japonii myślą o introdukowaniu tygrysów?

Nie ma pilaster pojęcia. Niezdecydowany

Ale na pewno powinni.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#33
DziadBorowy napisał(a): Bo jakoś nie za bardzo widzę lwy w Bieszczadach czy Puszczy Białowieskiej.
Bo to będą lwy bieszczadzkie lub białowieskie, podobnie jak montyphytonowska papużka norweska Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#34
DziadBorowy napisał(a): Z tymi lwami chodzi o przywrócenie ich na tereny gdzie historycznie występowały? Czyli Półwysep Apeniński, Bałkany być może południowa Francja i Bułgaria? Bo jakoś nie za bardzo widzę lwy w Bieszczadach czy Puszczy Białowieskiej.
W Polsce lew jaskiniowy znany jest ze stanowisk jaskiniowych na terenie Sudetów, Tatr oraz Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Jego szczątki spotykano również na terenach otwartych znajdujących się na Dolnym i Górnym Śląsku, na Pomorzu oraz w Wielkopolsce[2]. Liczne szczątki zwierzęcia znalezione zostały w latach 1967–1970 w Jaskini Niedźwiedziej w Sudetach.
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Lew_jaskiniowy
Ale ten kotek nie żył w lesie, tylko w lasostepie. Na europejskie lasy wystarczy wilk i ryś. Z niedźwiedziami natomiast lepiej nie przesadzać z uwagi na ich zamiłowanie do ludzkiej kultury i cywilizacji Uśmiech

[Obrazek: images?q=tbn%3AANd9GcQU_0aPRFJj1a7NlmehV...L68Qe8pw04]
Odpowiedz
#35
pilaster napisał(a): Żyły kiedyś w Polsce lwy jaskiniowe.

Zupełnie inny gatunek, zupełnie inny ekosystem. Dinozaury też kiedyś żyły Oczko  To już dla tura miejsce by się pewnie bardziej znalazło.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#36
ZaKotem napisał(a): Z niedźwiedziami natomiast lepiej nie przesadzać z uwagi na ich zamiłowanie do ludzkiej kultury i cywilizacji Uśmiech

[Obrazek: images?q=tbn%3AANd9GcQU_0aPRFJj1a7NlmehV...L68Qe8pw04]
Potrzebna jest tutaj samodyscyplina ze strony ludzi. Np. zamknięte i przytwierdzone do ziemi śmietniki. W Kalifornii sobie jakoś radzą. Na śmietnikach jest tam hasełko „A fed bear is a dead bear”.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości