Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Diuna [film 2020] - i książki, gry, seriale, film Lyncha...
#21
pilaster napisał(a):
Cytat:Ten "deficyt" byłby pomijalny, gdyby objętość ekranizacji odpowiadała objętości książki.
Nie, nie byłby pomijalny. Nawet gdyby to był jeden film trwający 110 minut

Bo co, dzisiejszy widz już nie chodzi na filmy, które nie przechodzą testu Bechdel-Wallace lub Mako Mori?


Cytat:No więc jest OK. Uśmiech Niestety nie w książce gdzie jako rok urodzenia Aragorna jest podany 2931, co faktycznie daje mu 87 lat w trakcie wojny o pierścień, ale tylko 11 podczas Bitwy 5 armii.

Zresztą nawet wtedy Thranduil mógl wysłać do niego Legolasa.  W końcu elfy myślały według zupełnie innej skali czasowej niż ludzie.

Mógłby posłać go do Aragorna, ale nie do "Strażnika", no chyba że chołopak już w wieku 10/11 latał z łukiem po lasach, wykluczyć nie można. Niemniej AFAIK P.J. nieco skrócił odstęp między Hobbitem a początkiem LOTR o jakieś 10 lat, więc to jakoś wychodzi.

Cytat:A pilaster nie. W ogóle tego braku, o ktrórym pisze w kółko bert nie odczuwa. A posłanie Arweny do Helmowego Jaru byłoby totalnie sprzeczne z jej rolą jako Undomiel.

A mnie nadal zadziwia, jak można wymagać przy LOTR zgodności "do wyrzygania" z książką, a przy Hobbicie akceptować wszystko jak leci, dla dobra świętej oglądalności. I jestem pewien, że P.J. potrafiłby połączyć rolę Xeny u Undomieli.

Zresztą, nie pamiętam, żeby ta rola Undomiel była specjalnie uwypuklona w książce. Jeżeli już, to przypomnę w tym punkcie dużo ważniejszą kwestię Sarumana. Dla dobra świętej oglądalności wykrojono całą kwestię zniszczenia Shire. Po prostu bohaterowie wracają w rodzinne strony gdzie panuje jak zwykle odwieczna szczęśliwość... Tak wiem, w rytmie filmów nie pasuje po megakolosalnych bitwach dać jeszcze jakąś potyczkę nad potoczkiem i zepsuć nastrój happy endu. Ale tu protestów fanów jakoś nie było.

Cytat:Już gonitwa z Nazgulami do Brodu Bruinen stanowiła naciągnięcie struny. Na szczęście nie pękła ona. Cwaniak

Gonitwa z Nazgulami, tajemnicze wyjście z Rivendell, postacie elfów widziane po lasach... wszystko to budowało napięcie, równolegle do motywu grozy i rozpaczy. Arwena jako Xena nie pasuje do książek, ale pasowałaby do atmosfery filmów. No i jej konkurencja z Eowyn mogła dostać nowych niuansów... ale cóż, obeszło się bez.

Cytat:Nie był. Cwaniak  Na siłę chcieli go uwspółcześniać -  do czasów w których był kręcony. Całkowicie zatracono tę steampunkową atmosferę pierwowzoru. Zresztą tak samo jak drugi film.

I znowu sam dajesz mi argumenty, gdyż dla mnie Tauriel to przykład "uwspółcześniania" Hobbita wobec widza, który coraz więcej wymaga i coraz szybciej się nudzi. Z atmosfery książki przygodowej na pograniczu książki dziecięcej i młodzieżowej pozostaje parę motywów, imiona bohaterów, miejsca akcji...

Cytat:
Cytat:Blade Runner.

I pozamiatane.

To był zupełnie inny gatunek. Nie epopeja cywilizacyjna o zmianie postaci świata, tylko kameralny dramat psychologiczny w kostiumie SF

Trochę skaczemy między gatunkami, ale sam zacząłeś. W tradycyjnej SF efekty low-budget były stosowane często, a braki plenerów czy kulisów nadrabiano nagminnie deszczem, nocą, dymem. W fantasy to nie idzie.

Być może dla Ciebie Diuna należy bardziej do fantasy niż do SF? Nawet jeszcze bardziej, niż to ma miejsce w Star Wars? To by wyjaśniało tak Twoje podejście, jak i porównania.

pilaster napisał(a): Nie do końca. Był bardzo dobry "Willow", była "Zaklęta w sokoła". Trochę by się zebrało.

Był też tragiczny Conan Niszczyciel czy kiczowata Legenda. Przyzwoitych filmów fantasy na jednej ręce drwala by się zebrało.

No i większość tzw. fantasy w tamtych czasach odbywała się mniej więcej tak:

"Nasz bohater był barbarzyńcą w równoległym świecie, ale za pomocą czarów został przeniesiony do <Nowego Yorku / Los Angeles / Las Vegas / Chicago> (niepotrzebne skreślić) i walczy z siłami zła o powrót do swojej ukochanej".

Ten zabieg funkcjonuje w low-budget SF, czego czołowym przykładem jest Terminator. Ale w fantasy chodzi o przeniesienie do fantastycznego świata, a na to nie było pieniędzy ani techniki CGI. Jedynie Nieśmiertelny / Highlander jakoś się załapuje, ale tu też przynajmniej przyzwoita porcja retrospekcji z przeszłości ratowała klimat.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#22
pilaster napisał(a): Nie do końca. Był bardzo dobry "Willow", była "Zaklęta w sokoła". Trochę by się zebrało.
Ale mało. I żaden z tych filmów nie był jakimś wielkim hitem. Zresztą "Zaklęta w sokoła" tego fantasy wybitnie dużo nie miała, ot film pseudohistoryczny z motywem magii.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#23
bert04 napisał(a):
Cytat:A pilaster nie. W ogóle tego braku, o ktrórym pisze w kółko bert nie odczuwa. A posłanie Arweny do Helmowego Jaru byłoby totalnie sprzeczne z jej rolą jako Undomiel.

A mnie nadal zadziwia, jak można wymagać przy LOTR zgodności "do wyrzygania" z książką, a przy Hobbicie akceptować wszystko jak leci,

Nie, "jak leci". W Hobbicie pilaster absolutnie nie akceptuje np krasnoludzkiej techniki wojennej, z "antyrakietami" i "karabinami maszynowymi" włącznie. Ale akurat postać Tauriel jest wartością dodaną.


Cytat: przypomnę w tym punkcie dużo ważniejszą kwestię Sarumana. Dla dobra świętej oglądalności wykrojono całą kwestię zniszczenia Shire. Po prostu bohaterowie wracają w rodzinne strony gdzie panuje jak zwykle odwieczna szczęśliwość... Tak wiem, w rytmie filmów nie pasuje po megakolosalnych bitwach dać jeszcze jakąś potyczkę nad potoczkiem i zepsuć nastrój happy endu. Ale tu protestów fanów jakoś nie było.

Bo wszyscy rozumieli wymogi przekładu między medialnego. LOTR z wojną o Shire byłby gorszy od LOTRa bez tego wątku.


Cytat: Arwena jako Xena nie pasuje do książek, ale pasowałaby do atmosfery filmów. No i jej konkurencja z Eowyn mogła dostać nowych niuansów...

E, nie. Eowyna mogła próbować zawalczyć o Aragorna tylko poprzez zaprezentowanie się jako ktoś, kim Arwena nie jest i nigdy nie będzie, a nie bycie jakąś "Arweną bis". W książce jest to bardzo dobrze rozegrane. I w filmie też. Nie byłoby gdyby wysłano Arwenę do Helmowego Jaru.



Cytat:
Cytat:Nie był. Cwaniak  Na siłę chcieli go uwspółcześniać -  do czasów w których był kręcony. Całkowicie zatracono tę steampunkową atmosferę pierwowzoru. Zresztą tak samo jak drugi film.

I znowu sam dajesz mi argumenty, gdyż dla mnie Tauriel to przykład "uwspółcześniania" Hobbita

Po pierwsze nie, bo nie przenoszono akcji do naszej współczesności. Po drugie, jeżeli nawet, to był to zabieg udany, a w Wehikule czasu - przeciwnie.

Cytat:Być może dla Ciebie Diuna należy bardziej do fantasy niż do SF?

W ogóle pilaster uważa to rozróżnienie za sztuczne. Fantastyka ogólnie polega na wykreowaniu jakiegoś alternatywnego wobec naszego świata. A czy to jest świat mityczno-magiczny, czy futurystyczno - kosmiczny, to już kwestia mniej istotna. Filmy które tego nie próbują robić, (wzglednie robią to w homeopatycznej dawce) jak Blade Runner właśnie, mozna zaliczyć do fantastyki jedynie umownie. Co nie znaczy że nie mogą to być dobre, a nawet bardzo dobre filmy. (np "Gattaca") Ale to nie ta kategoria, co "Diuna"


Cytat: Przyzwoitych filmów fantasy na jednej ręce drwala by się zebrało.

No niestety. Ale jednak były, co oznacza, że było można. Cwaniak

Jak zwykle przede wszystkim liczy się pomysł/scenariusz. Ale rozmach wizji też jest konieczny. Ten świat po prostu musi być jakoś pokazany, albo przynajmniej wiarygodnie zasugerowany.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#24
pilaster napisał(a): Fantastyka ogólnie polega na wykreowaniu jakiegoś alternatywnego wobec naszego świata.

Alternatywnej rzeczywistości. Klasycznie dzielonej na SF, fantasy i horror. Tylko w fantasy kreacja alternatywnego świata jest standardem, w horrorze dużo lepiej sprawdza się groza "tuż za rogiem". A SF może się odbywać tak dziś jak i za miliardy lat, w rzeczywistości całkiem odmiennej lub tylko tycio.

Cytat:Filmy które tego nie próbują robić, (wzglednie robią to w homeopatycznej dawce) jak Blade Runner

Homeopatycznej? Można by jeszcze pomyśleć, że dla Ciebie ideałem kreacji nowego świata jest Avatar...

Cytat:właśnie, mozna zaliczyć do fantastyki jedynie umownie.

Terminator, 12 Małp, Predator, Paradox Primer. A nawet ET, Gremliny i Crittersy. I wspomniany Nieśmiertelny, przynajmniej w części współczesnej, choć to już fantasy. Umownie...

Cytat:
Cytat: Przyzwoitych filmów fantasy na jednej ręce drwala by się zebrało.

No niestety. Ale jednak były, co oznacza, że było można. Cwaniak

Tak, może raz na dekadę powstawało jakieś dzieło na miarę oczekiwań. Aż dziw, że ktoś chciałby więcej.

Cytat:Jak zwykle przede wszystkim liczy się pomysł/scenariusz. Ale rozmach wizji też jest konieczny. Ten świat po prostu musi być jakoś pokazany, albo przynajmniej wiarygodnie zasugerowany.

Wiarygodność fantastyki to temat rzeka. Jeżeli podważymy realizm, to łatwo popaść w sztuczność gry aktorskiej, którzy tylko odgrywają pewne role. Na tym wyłożyły się takie gnioty, jak Conan Niszczyciel a także Red Sonja.

Tak, Red Sonja, kolejna pozycja z listy "Jak można zepsuć całe genre wypuszczając takie wysokośredniobudżetowe gnioty". Pewnie było ich jeszcze więcej, ale ja staram się zapominać o złych przeżyciach, więc po prostu wymazałem i te.



EDIT:

Cytat:Po pierwsze nie, bo nie przenoszono akcji do naszej współczesności. Po drugie, jeżeli nawet, to był to zabieg udany, a w Wehikule czasu - przeciwnie.

Dostosowano do gustów współczesnej publiczności. A dla publiczności lat 60-tych strach przed wojną atomową był wszechobecny, a jego włączenie w treść filmu było tego wyrazem. W wersji z 2002 była technologia. Gdyby sfilmowano to dziś, zapewne włączono by zmiany klimatyczne.

I tu nie ma co marudzić, bo już Wells oparł archetypy Eloi i Morlocków na zmorze przełomu wieków, czyli podziale klasowym w wiktoriańskiej Anglii.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#25
bert04 napisał(a): Homeopatycznej? Można by jeszcze pomyśleć, że dla Ciebie ideałem kreacji nowego świata jest Avatar...

Poniekąd. W kreacji świata faktycznie ideałem jest Avatar. Tylko że cały ten gigantyczny wysiłek poszedł na marne w wyniku beznadziejnego scenariusza. Jak pisał pilaster spartolić można na tysiace sposobów.


Cytat:
Cytat:Po pierwsze nie, bo nie przenoszono akcji do naszej współczesności. Po drugie, jeżeli nawet, to był to zabieg udany, a w Wehikule czasu - przeciwnie.

Dostosowano do gustów współczesnej publiczności. A dla publiczności lat 60-tych strach przed wojną atomową był wszechobecny, a jego włączenie w treść filmu było tego wyrazem.

Ale tym sposobem dokonano chronoklazmu Cwaniak  Bo po latach 60 film gwałtownie się pogorszył. Naprawdę najlepiej było zostawić treść oryginalną. Tak samo jak w "Wojnie światów". Nigdy takich filmów nie nakręcono. I naprawdę pilaster nie ma pojęcia dlaczego Wywracanie oczami



I tu nie ma co marudzić, bo już Wells oparł archetypy Eloi i Morlocków na zmorze przełomu wieków, czyli podziale klasowym w wiktoriańskiej Anglii.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#26
pilaster napisał(a): Poniekąd. W kreacji świata faktycznie ideałem jest Avatar. Tylko że cały ten gigantyczny wysiłek poszedł na marne w wyniku beznadziejnego scenariusza. Jak pisał pilaster spartolić można na tysiace sposobów.

Przykładowo, źle policzyć odstępy między drzewami?

Cytat:Ale tym sposobem dokonano chronoklazmu Cwaniak  Bo po latach 60 film gwałtownie się pogorszył.

... w przeciwieństwie do którego innego filmu SF z lat 60-tych? Mi z tamtego dziesięciolecia na myśli przychodzi tylko Planeta Małp, ale to już końcówka dekady (i trochę aktualniejszy pierwowzór książkowy). Poza tym w TV powtarzano głównie Wehikuł oraz chyba czasami 20.000 mil.

Cytat:Naprawdę najlepiej było zostawić treść oryginalną. Tak samo jak w "Wojnie światów". Nigdy takich filmów nie nakręcono. I naprawdę pilaster nie ma pojęcia dlaczego Wywracanie oczami

A która książka Wellsa została?

Z drugiej strony każda z tych książek jest sama w sobie archetypem całego pod-gatunku, więc chociaż nie zekranizowano oryginałów "oryginalnie", to każdy film o inwazji kosmitów oraz każdy film o podróżach w czasie jest, w pewnym sensie, ekranizacją tychże.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#27
Diuna na pewno będzie miała odpowiedni zapas budżetowy, więc ewentualna klapa nie będzie wynikała z niedofinansowania.


Krótki metraż - Next floor - tego reżysera pokazuje w jaki sposób operuje on kadrem i napięciem. Na marginesie wysmakowany jest ten krótki obraz.





Długie ujęcia, zbliżenia na twarze z półprofilu, odpowiednie wykorzystanie światła i czasu w scenie. Myślę, że takich technik możemy się spodziewać.

Przy Diunie współpracuje z Greigem Fraserem, operatorem kilkukrotnie nominowanym do nagród i jednokrotnie wyróżnionym Oskarem, więc dwie najważniejsze osoby na planie mają odpowiedni warsztat do tak dużego projektu.





Powyższe pobocze na temat różnych dobrych i złych pomysłów adaptacyjnych przypomniało mi o pomysłach na Diunę autorstwa Alejandro Jodorowsky'iego.


Gdyby zostały zrealizowane, to wyszłaby hippisowska Diuna na kwasie. Cholera wie jak zła by była. Z drugiej strony, melanż to mocny narkotyk, więc może wizje pierwszego niedoszłego ekranizatora nie odbiegałyby mocno od "ducha" sagi.  Oczko





Ja lubię "Wehikuł Czasu" z 2002 r. A maszyna była bardzo steampunkowa. Sam film mógł być lepszy, ale nie jest bardzo zły. Ścieżka dźwiękowa jest udana.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#28
bert04 napisał(a):
pilaster napisał(a): Poniekąd. W kreacji świata faktycznie ideałem jest Avatar. Tylko że cały ten gigantyczny wysiłek poszedł na marne w wyniku beznadziejnego scenariusza. Jak pisał pilaster spartolić można na tysiace sposobów.

Przykładowo, źle policzyć odstępy między drzewami?

Przykładowo. Cwaniak
Cytat:
Cytat:Ale tym sposobem dokonano chronoklazmu Cwaniak  Bo po latach 60 film gwałtownie się pogorszył.

... w przeciwieństwie do którego innego filmu SF z lat 60-tych?

W przeciwieństwie do "Space odyssey". Do dzisiaj jedynym detalem który pozwala rozpoznać, kiedy ten film był kręcony, są ...damskie fryzury. Uśmiech


Cytat:
Cytat:Naprawdę najlepiej było zostawić treść oryginalną. Tak samo jak w "Wojnie światów". Nigdy takich filmów nie nakręcono. I naprawdę pilaster nie ma pojęcia dlaczego Wywracanie oczami

A która książka Wellsa została?

"The shape of thigs to come"

Cytat:Z drugiej strony każda z tych książek jest sama w sobie archetypem całego pod-gatunku, więc chociaż nie zekranizowano oryginałów "oryginalnie", to każdy film o inwazji kosmitów oraz każdy film o podróżach w czasie jest, w pewnym sensie, ekranizacją tychże.

Poniekad. Ale pilaster i tak cały czas oczekuje "oryginalnych" steampunkowych ekranizacji. Ze swoją najbardziej ulubioną sceną (choć akurat nieobecną w książce) w której płynące "w linii" brytyjskie drednoty strzelają salwami do marsjańskich trójnogów, które dotarły na brzeg morza i czynią wśród nich spustoszenie. Cwaniak

Oczywiście samobójcza szarża "Thunder Child" też powinna być. Cwaniak

Żarłak
Cytat:Diuna na pewno będzie miała odpowiedni zapas budżetowy, więc ewentualna klapa nie będzie wynikała z niedofinansowania.

Chwała Absolutowi. Cwaniak Jednak, jak już wspomniał pilaster, spartolić można na tysiące sposobów.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#29
Jeśli chodzi o stare ekranizacje, to wersja Lyncha mi nie podeszła, za dużo udziwnień w stylu scen poświęconych harkoneńskim zatyczkom sercowym (bardzo nie lubię, jak w ekranizacjach takie dołożone dziwactwa zabierają czas, który by można poświęcić na przeniesienie na ekran oryginalnych wątków, co ma znaczenie zwłaszcza w przypadku ekranizacji książek o tak rozbudowanej intrydze... podobnie miałem z nadmiarem seksu w "Grze o Tron"). Wolałem miniserial.
Jeśli chodzi natomiast o książki, to podobały mi się pierwsze trzy tomy. Od "Boga Imperatora" proporcje "filozofowanie vs akcja" przechylają się coraz bardziej na stronę tego pierwszego, co gorsza filozofowanie staje się coraz bardziej mętne i pod koniec nie bardzo wiedziałem, co ja właściwie czytam. Może jestem zwyczajnie za głupi.

Swoją drogą, z tym nowym filmem pewnie będzie jakaś afera na tle światopoglądowym i to potencjalnie z obu stron. Lewica może mieć problem z "rasistowskim" motywem "Mightey Whitey" (kiedy "biały człowiek" przybywa do "tubylców" i okazuje się lepszy we wszystkim, nawet w tym, co jest ich specjalnością i zostaje ich wodzem/bohaterem) i antyfeminizmem (Bene Gesserit muszą sobie wyhodować faceta, który będzie potrafił wykonywać rzeczy, których one nie umieją, chcą zrobić z niego narzędzie, ale to on rozstawia je po kątach). Zaś od prawicy oberwie za propagandę islamu (Fremeni z ich dżhadem), ekologizmu i "okultyzmu".
Odpowiedz
#30
Adeptus napisał(a): Jeśli chodzi natomiast o książki, to podobały mi się pierwsze trzy tomy. Od "Boga Imperatora" proporcje "filozofowanie vs akcja" przechylają się coraz bardziej na stronę tego pierwszego, co gorsza filozofowanie staje się coraz bardziej mętne i pod koniec nie bardzo wiedziałem, co ja właściwie czytam. Może jestem zwyczajnie za głupi.

Bóg Imperator to środkowa część oryginalnego sześcioksięgu. I cierpi na te same bolączki, jak wiele innych środkowych części, chociażby "Czas Pogardy" Sapkowskiego. Najbardziej przychylna interpretacja jest taka, że ksiąka traktująca o zastoju cywilizacji sama jest przesiąknięta tymże zastojem, a najpóźniej po dwudziestym piątym wspomnieniem o pochodzeniu nazwy Ix-ianów człowiek zaczyna życzyć śmierci Leto II. "Heretycy" i "Kapitularz" po wstępnych zgrzytach rozruchowych rozwijają prędkość i energię, może nie całkiem jak pierwsze tomy, ale na tyle, żeby być ich godnymi następcami.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#31
No widzisz, problem w tym, że dla mnie Bóg Imperator jest jeszcze całkiem znośny, "Heretycy" w tłoku ujdą (najbardziej spodobał mi się wątek z tymi Tancerzami Oblicza, którzy tak upodabniają się do ludzi, za których się podszywają, że przejmują jego poglądy i charakter, więc jako szpiedzy stają się bezużyteczni dla pracodawcy). Ale "Kapitularz" była dla mnie jednym wielkim, jak to ująłeś, zgrzytem.
Odpowiedz
#32
Adeptus napisał(a): Lewica może mieć problem z "rasistowskim" motywem "Mightey Whitey" (kiedy "biały człowiek" przybywa do "tubylców" i okazuje się lepszy we wszystkim, nawet w tym, co jest ich specjalnością i zostaje ich wodzem/bohaterem) i antyfeminizmem (Bene Gesserit muszą sobie wyhodować faceta, który będzie potrafił wykonywać rzeczy, których one nie umieją, chcą zrobić z niego narzędzie, ale to on rozstawia je po kątach).
Przegapiłeś największą kontrowersję z tej strony. Vladimir H jest gejem.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#33
I to chyba jedynym w powieści, o ile mnie pamięć nie myli. Pokazywanie, że gej może być skurwysynem to już bluźnierstwo w religii SJW, ale gdy seksualnym drapieżcą okazuje się być jedyny gej...

Adeptus napisał(a):Zaś od prawicy oberwie za propagandę islamu (Fremeni z ich dżhadem), ekologizmu i "okultyzmu".

Od pornoprawicy. Porządna prawica bardzo ceni sobie ochronę środowiska i zauważa, że pornoprawica krytykuje islam niemal wyłącznie za to, co jest akurat jego zaletami.

Edit: Wróć. Przypomniałem sobie właśnie o platonicznej miłości hrabiego jak-mu-tam do imperatora.
Odpowiedz
#34
kmat napisał(a): Przegapiłeś największą kontrowersję z tej strony. Vladimir H jest gejem.
I grubasem, też chyba jedynym. Motyw "źli ludzie to tłuste cioty" rzeczywiście dziś nienajlepiej wygląda Uśmiech
Odpowiedz
#35
Akurat geja Vladimira spokojnie można pominąć, to chyba nie ma większego znaczenia dla fabuły (ma w niekanonicznych prequelach, ale nie o nich mówimy). A jak już, to pewnie dla równowagi dorzucą jakiegoś pozytywnego homo i jakoś to będzie.
Odpowiedz
#36
Adeptus napisał(a): Jeśli chodzi natomiast o książki, to podobały mi się pierwsze trzy tomy. Od "Boga Imperatora" proporcje "filozofowanie vs akcja" przechylają się coraz bardziej na stronę tego pierwszego, co gorsza filozofowanie staje się coraz bardziej mętne i pod koniec nie bardzo wiedziałem, co ja właściwie czytam. Może jestem zwyczajnie za głupi.
Moje odczucie było takie, że po Bogu Imperatorze nie potrafiłem się w żaden sposób utożsamiać z bohaterami. O ile Paui i Leto II są transludźmi, to jednak targają nimi ludzkie emocje. Bohaterowie „Heretyków” zdają się maszynami realizującymi jakieś strategie. Dlatego mnie to nie wciągnęło.
Cytat:Lewica może mieć problem z "rasistowskim" motywem "Mightey Whitey" (kiedy "biały człowiek" przybywa do "tubylców" i okazuje się lepszy we wszystkim, nawet w tym, co jest ich specjalnością i zostaje ich wodzem/bohaterem)
No ale przecież w książce ten trop zostaje „wywrócony na lewą stronę”. Paul staje się nie szlachetnym bohaterem, tylko kosmicznym Hitlerem. I nie dlatego, że jest szlachetny, tylko dlatego, że został tak on, jak i „szlachetni dzikusi” do tej roli wytresowani.
Cytat:(Bene Gesserit muszą sobie wyhodować faceta, który będzie potrafił wykonywać rzeczy, których one nie umieją, chcą zrobić z niego narzędzie, ale to on rozstawia je po kątach)
Ale gdzie tutaj antyfeminizm? Jest to opowieść o niebesbiecznym eksperymencie, który wydziera się spod kontroli.
Natomiast czy Vladimira Harkonnena da się nazwać „gejem”, to bym polemizował.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#37
Cytat:No ale przecież w książce ten trop zostaje „wywrócony na lewą stronę”. Paul staje się nie szlachetnym bohaterem, tylko kosmicznym Hitlerem. I nie dlatego, że jest szlachetny, tylko dlatego, że został tak on, jak i „szlachetni dzikusi” do tej roli wytresowani.



Tak, ale to widać dopiero w późniejszych częściach. Pierwsza to jest historia o młodym księciu, który zostaje wodzem "szlachetnych dzikusów", temperuje ich co bardziej barbarzyńskie obyczaje (przejmowanie władzy w drodze walki na śmierć i życie), pomaga im się zorganizować, prowadzi do walki i obala złe skorumpowane imperium, które ich wyzyskiwało, tudzież mści się na mordercach ojca, uciera nosa wiedźmom Bene Gesserit i jeszcze na koniec dostaje nie jedną, ale dwie księżniczki (to, że jednej nie chce ten tego, to już jego wybór). I tak to wyglądało w u Lyncha.
Odpowiedz
#38
Adeptus napisał(a): Tak, ale to widać dopiero w późniejszych częściach. Pierwsza to jest historia o młodym księciu, który zostaje wodzem "szlachetnych dzikusów", temperuje ich co bardziej barbarzyńskie obyczaje (przejmowanie władzy w drodze walki na śmierć i życie), pomaga im się zorganizować, prowadzi do walki i obala złe skorumpowane imperium, które ich wyzyskiwało, tudzież mści się na mordercach ojca, uciera nosa wiedźmom Bene Gesserit i jeszcze na koniec dostaje nie jedną, ale dwie księżniczki (to, że jednej nie chce ten tego, to już jego wybór).
Jak się czyta „po łebkach”, to tak wygląda. Ale jak się spogląda na szczegóły, to widać, jak wiele w tej historii „zgrzyta”. Widać, jak bardzo bierny jest Paul w całej tej historii. Widać, stopień „wyinżynierowania” całęgo mitu. A także przebija już się przepowienia jihadu, jako najmniejszego zła.
Cytat:I tak to wyglądało w u Lyncha.
No u Lyncha tak wyglądało. Ale Lynch nawet nie przeczytał materiału źródłowego, więc szczym do ludu?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#39
No i wydaje mi się, że siłą rzeczy, każda hollywoodzka, wysokobudżetowa ekranizacja będzie skłaniać się ku "czytaniu po łebkach". A ewentualni krytycy filmów to już będą nawet po samych włoskach.
Odpowiedz
#40
W miniserialu z lat 2000 kwestia negatywnej roli Paula też nie grała znaczącej roli, choć już w kontynuacji "Dzieci Diuny" z roku 2003 jest przynajmniej półgębkiem wspomniane, że to nie było całkiem "I żyli długo i szczęśliwie".
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości