Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Diuna [film 2020] - i książki, gry, seriale, film Lyncha...
pilaster napisał(a): Drugi minus - jak baron Vladimir przeżył atak gazowy ze strony pojmanego Leto? W książce ma to logiczne wytłumaczenie, a tu nie bardzo - przecież pole Holtzmana nie zatrzymuje dyfuzji cząsteczkowej gazów, inaczej wojownicy by się w nim podusili.

Od razu gdy się zaczął dusić z powodu trucizny odpalił swoje "latadełko" , Znaleziono go przecież wysoko pod sufitem. Jeżeli trucizna była cięższa od powietrza to mogła utrzymywać się blisko ziemi. Przez co dostał znacznie mniejszą dawkę, niż Ci którzy stracili przytomność i leżeli na podłodze.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Od razu gdy się zaczął dusić z powodu trucizny odpalił swoje "latadełko" , Znaleziono go przecież wysoko pod sufitem. Jeżeli trucizna była cięższa od powietrza to mogła utrzymywać się blisko ziemi. Przez co dostał znacznie mniejszą dawkę, niż Ci którzy stracili przytomność i leżeli na podłodze.
No właśnie. Czerwony kolor oznacza wszak w filmie, że osłona jest penetrowana. Zatem interpretacja „osłona go uratowała” to nie to, co reżyser miał na myśli.

Jeśli chodzi o moje wrażenia:
  • Bardzo mi się podobały pewne smaczki związane z tłumaczeniem książki na język filmu. Np. sposób, w jaki pokazano, że Thufir Hawat jest mentatem – krótka scenka, ale zastępująca tonę ekspozycyjnego gadania.
  • Zachowano charakter filmu, jeśli chodzi o samą postać Paula. Czyli nadal mamy stereotypowego bohatera, ale coś złego się szykuje. To jest coś, co dotychczasowym ekranizacjom w ogóle się nie udało.
  • Dużo rzeczy mi w tym filmie zabrakło. Chyba najbardziej dwóch: rozbudowanego wątku dr. Yueh (i w ogóle całej tej paranoi poszukiwania zdrajcy) oraz sceny uczty. Zdaję sobie jednak sprawę, że film jest i tak napakowany i ciężko byłoby z niego coś usunąć.
  • Trochę głupi ten tekst na cmentarzu. Jak dla mnie out of charakter – średnio wierzę, że Leto z obsesją na punkcie obowiązku mógłby coś takiego powiedzieć.
  • Fizyka osłon jest jakaś taka nie do końca sensowna. Czy te rzutki z pistoletów maula mają napęd? W jaki sposób zestrzeliwane były osłonięte wszak statki Atrydów?
A poza tym – ktoś wreszcie nakręcił tę książkę dobrze.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
zefciu napisał(a): No właśnie. Czerwony kolor oznacza wszak w filmie, że osłona jest penetrowana. Zatem interpretacja „osłona go uratowała” to nie to, co reżyser miał na myśli.

To, że przed nachyleniem się włącza osłonę ma raczej pokazać, że obawiał się jakiegoś podstępu - w rodzaju ataku fizycznego. Miało to raczej spowodować, że widz unika wrażenia "taki niby inteligentny i groźny wróg a nabrał się na standardowy w filmach numer pt. ostatnie słowa przed śmiercią wypowiadane szeptem".

To co mnie nieco rozdrażniło (choć przyznam, że nie pamiętam jak to było w książce), to, że po tym jak Leto odmawia Paulowi na jego prośbę o możliwość udania się na Arrakis z Duncanem na rekonesans, bo to zbyt niebezpieczne, jest obowiązek, jest przyszłość rodu itp, to później bez wahania ląduje prawie całym dworem aby uratować załogę żniwiarki.

A tak poza tym wszystko ok, film bardzo dobry nie znajduję nic do czego mógłbym się głębiej doczepić.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): To co mnie nieco rozdrażniło (choć przyznam, że nie pamiętam jak to było w książce), to, że po tym jak Leto odmawia Paulowi na jego prośbę o możliwość udania się na Arrakis z Duncanem na rekonesans, bo to zbyt niebezpieczne, jest obowiązek, jest przyszłość rodu itp, to później bez wahania ląduje prawie całym dworem aby uratować załogę żniwiarki.
Pierwszej rzeczy w książce nie było. Paul nie wyraża w ogóle takiej ochoty. Druga scena jest i rzeczywiście Leto rzuca się na ratunek załogi, przeciąża swoje ’thoptery, poświęca żniwiarkę i przyprawę. Element, w którym Paul się sztacha przyprawą jest w filmie dodany.

Mnie to jakoś nie podpada. Fremeni są rzeczywiście niebezpieczni, o czym można zapomnieć wsadzając ich w buty noble savages. Ratunek dla załogi żniwiarki nie był zaś aż takim niebezpieczeństwem, biorąc pod uwagę, że czerw dopiero się zbliżał, był zaś kluczowy dla wizerunku Atrydów – najważniejszego zasobu, jakim ten ród dysponował.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Mustafa Mond napisał(a):
pilaster napisał(a): Oczywiście zawsze można się do czegoś przyczepić - Pilastrowi na ten przykład nie podobała się wizyta Pitera de Vries na Salusa Secundus - przecież to miała być tajna planeta szkoleniowa sardaukarów, (oficjalnie więzienna), a tu imperator wpuszcza tam osoby postronne i to jeszcze tak niebezpieczne jak Piter...

Może chodziło o nastraszenie potęgą Imperatora, by rody bały się zjednoczyć przeciwko niemu uznając, że są zbyt słabe, by pokonać Imperatora? Stąd to epatowanie sardaukarami?

Na odwrót. Zarówno w książce jak i na filmie, podkreślano usilnie, że to jest właśnie to, czego Wysokie Rody boją się najbardziej. Że sardaukarzy wytłuką je po kolei. Sama sugestia, że takie plany istnieją i zaczęły być nawet realizowane od Atrydów począwszy, automatycznie zjednoczyłaby cały Landsraad przeciwko imperatorowi. A tego by nie przetrwał.

W książce nawet sardaukarzy byli przebrani w barwy Harkonnennów (w filmie nie, bo trzeba było jakoś ich odróżnić - żołnierze Atrydów, nawet wyrwani raptownie ze snu w gaciach, z samymi Harkonnenami walczyli bardzo skutecznie. Sardaukarom jednak ulegli.), żeby tylko nikt się nie zorientował w ich udziale.

Jeszce dwie plamki na sloneczku. Pierwsza to właśnie samo słońce Arrakis. Wszak to Canopus, biały olbrzym o bardzo agresywnym widmie promieniowania. Tymczasem ujęcia na których widać gwiazdę, w ogóle nie podkreślają jej grozy - nie różni się niczym od ziemskiego Słońca. W ogóle jest tu też pewna niekonsekwencja. W książce Arrakis była pustynią nie dlatego, że było na niej gorąco  (średnie temperatury dokładnie opisane w dodatkach są tylko nieco wyższe od ziemskich), tylko dlatego, że było na niej sucho. Inaczej terraformacja nie miałaby sensu.

Druga plamka to księżyce Arrakis. Czy pilaster źle zauważył, że zawsze są pokazywane w koniunkcji?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Druga plamka to księżyce Arrakis. Czy pilaster źle zauważył, że zawsze są pokazywane w koniunkcji?

Faktycznie zawsze. Ale chyba można to wybaczyć. Ot takie zagranie aby "wyglądało lepiej". Kojarzysz w ogóle jakiś film SF w którym zadbano o takie drobiazgi?. Bo w sumie to wpadka z kategorii "słychać odgłosy wystrzałów statków w próżni".
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
pilaster napisał(a):
Mustafa Mond napisał(a):
pilaster napisał(a): Oczywiście zawsze można się do czegoś przyczepić - Pilastrowi na ten przykład nie podobała się wizyta Pitera de Vries na Salusa Secundus - przecież to miała być tajna planeta szkoleniowa sardaukarów, (oficjalnie więzienna), a tu imperator wpuszcza tam osoby postronne i to jeszcze tak niebezpieczne jak Piter...

Może chodziło o nastraszenie potęgą Imperatora, by rody bały się zjednoczyć przeciwko niemu uznając, że są zbyt słabe, by pokonać Imperatora? Stąd to epatowanie sardaukarami?

Na odwrót. Zarówno w książce jak i na filmie, podkreślano usilnie, że to jest właśnie to, czego Wysokie Rody boją się najbardziej. Że sardaukarzy wytłuką je po kolei. Sama sugestia, że takie plany istnieją i zaczęły być nawet realizowane od Atrydów począwszy, automatycznie zjednoczyłaby cały Landsraad przeciwko imperatorowi. A tego by nie przetrwał.

W książce nawet sardaukarzy byli przebrani w barwy Harkonnennów (w filmie nie, bo trzeba było jakoś ich odróżnić - żołnierze Atrydów, nawet wyrwani raptownie ze snu w gaciach, z samymi Harkonnenami walczyli bardzo skutecznie. Sardaukarom jednak ulegli.), żeby tylko nikt się nie zorientował w ich udziale.

Mam pewien pomysł. Tylko proszę mnie nie besztać, bo o Uniwersum Diuny wiem mało. Język

Weźmy teorię gier. Wielkie Rody mogą się zjednoczyć i próbować załatwić Imperatora, by mieć większą władzę, albo nie.
Przesłanki "za" atakiem na Imperatora:
- zdobytą władzę będzie można podzielić między sobą,
- Imperator zdaje się nie mieć armii potężniejszej niż zsumowana siła Rodów,
- unieszkodliwia się Imperatora, który może chcieć zniszczyć Rody dla swej siły.
Przesłanki "przeciw" atakowi na Imperatora:
- w razie porażki można stracić wszystko,
- wojna byłaby wyniszczająca dla swych zasobów,
- po obaleniu legalistycznego porządku rośnie ryzyko wojny między Rodami o fotel Imperatora lub o nowy ustrój (a wojna domowa to wyniszczanie swych zasobów, ryzyko straty wszystkiego, a także zagrożenie swym osłabieniem wobec podmiotów, które nie walczą i nie wyniszczają swych zasobów),
- naruszenie legalistycznego porządku wiązać się będzie z konfliktem z podmiotami broniącymi pokoju i legalizmu.
- pojawia się problem "wystąpienia przed szereg" - pierwszy, kto zainicjuje starania o atak na Imperatora, może nie dać rady przekonać innych i zostać zaatakowany przez wszystkich,
- Imperator jakąś tam armię ma, a nie wiadomo do końca, jaka jest jej siła, więc może lepiej nie ryzykować.

Powyższe przesłanki pierwsze przychodzą mi na myśl. A jeżeli Rody wahają się między atakiem a nieatakowaniem Imperatora najlepszą strategią dla Imperatora wydaje się być przekonanie Rodów, że ma pewną armię, która ogółem sprawia, że nie warto go atakować, ale ta armia nie jest na tyle silna, by sprawić, że Rody na tyle uwierzą w imperatorowy plan wybicia Rodów, że uznają, iż należy go zaatakować i tak, by mieć jakiekolwiek szanse na przetrwanie.
Harkonnenowie pewnie w tej sytuacji mogą pomyśleć tak:
"No dobrze, razem z Imperatorem wybijemy tych paskudnych Atrydów, więc będziemy mieli więcej władzy, ale po wszystkim, w razie czego, Imperator nie będzie na tyle silny, by wybijać kolejne Rody (w tym nasz), więc opłaca nam się razem z Imperatorem wybić Atrydów. Imperator robi to pewnie dlatego, że Atrydzi zagrażają jego władzy. Po wybiciu Atrydów Imperator pewnie zostawi nas w spokoju. Pokój z Imperatorem jest dla nas bardziej opłacalny niż zjednoczenie Rodów, by walczyć z Imperatorem przed lub po wybiciu Atrydów".
Zgodnie z powyższym rozumowaniem Imperatorowi opłaca się ukazać trochę swej siły wszem i wobec, jeżeli Rody się wahały, czy zaatakować go, czy nie. W sumie to, że Paul Atryda wspomniał o pomyśle zjednoczenia Rodów przeciwko Imperatorowi wskazuje, że takie pomysły się gdzieś przewijają i są rozważane w ukryciu.

DziadBorowy napisał(a):
pilaster napisał(a): Drugi minus - jak baron Vladimir przeżył atak gazowy ze strony pojmanego Leto? W książce ma to logiczne wytłumaczenie, a tu nie bardzo - przecież pole Holtzmana nie zatrzymuje dyfuzji cząsteczkowej gazów, inaczej wojownicy by się w nim podusili.

Od razu gdy  się zaczął dusić z powodu trucizny odpalił swoje "latadełko" , Znaleziono go przecież wysoko pod sufitem. Jeżeli trucizna była cięższa od powietrza to mogła utrzymywać się blisko ziemi. Przez co dostał znacznie mniejszą dawkę, niż Ci którzy stracili przytomność i leżeli na podłodze.

Ja bym stawiał na to, że Vladimir będąc skrajnym egoistą otoczonym innymi skrajnymi egoistami, którzy chcieliby go usunąć dla swej siły, ulepszył wielkim kosztem swoje ciało, by było zdolne przeżyć wiele zagrożeń (w tym ową truciznę).
Odpowiedz
Mustafa Mond napisał(a): Ja bym stawiał na to, że Vladimir będąc skrajnym egoistą otoczonym innymi skrajnymi egoistami, którzy chcieliby go usunąć dla swej siły, ulepszył wielkim kosztem swoje ciało, by było zdolne przeżyć wiele zagrożeń (w tym ową truciznę).

Ale taka interpretacja nie wynika wprost z filmu. A ta z trucizną gromadzącą się przy podłodze i lewitującym pod sufitem Vladimirem już tak.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
Mustafa Mond napisał(a): - zdobytą władzę będzie można podzielić między sobą,
No tak. Ale dynamika polityczna jest taka, że sytuacją stabilną jest cesarstwo. Więc taki „podział” skończyłby się powstaniem nowego centrum władzy. Zresztą tego właśnie boi się cesarz na początku Diuny – odebrania pozycji przez Atrydów, a nie powstaniem jakiejś egalitarnej federacji, która nie będzie potrzebować imperatora w ogóle.

Możliwość powstania społeczeństwa zdecentralizowanego następuje dopiero po śmierci Leto II i kosztuje go wiele.

Cytat: - Imperator jakąś tam armię ma, a nie wiadomo do końca, jaka jest jej siła, więc może lepiej nie ryzykować.
No nie. To nie jest „jakaś armia” to jest armia, która z łatwością może podporządkować dowolny z rodów. O tym, że istnieje możliwość sformowania armii potężniejszej większość bohaterów książki nie ma pojęcia do momentu, gdy ta armia powstaje.

Tak więc sytuacja polityczna to dosyć niestabilna równowaga. Ktoś nawet wspomina o trójnogu Imperator-Landsraad-Gildia. Stabilność tej sytuacji daje fakt, że nikomu nie opłaca się atakować pierwszemu. Odbiera tę stabilność fakt, że pozycja rodów jest zmienna. W zasadzie można powiedzieć, że Shaddam ma rację niszcząc Atrydów, bo gdyby Leto zrealizował swój plan rekrutacji Fremenów, to równowaga imperium poszłaby uprawiać miłość fizyczną.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
zefciu napisał(a): W zasadzie można powiedzieć, że Shaddam ma rację niszcząc Atrydów, bo gdyby Leto zrealizował swój plan rekrutacji Fremenów, to równowaga imperium poszłaby uprawiać miłość fizyczną.

Ale gdyby nie oddał Arrakis Atrydom w "dzierżawę" to w ogóle nie było by przecież takiego ryzyka.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Ale gdyby nie oddał Arrakis Atrydom w "dzierżawę" to w ogóle nie było by przecież takiego ryzyka.
W sumie tak. Ale nie o Arrakis chodzi, a o potencjał rodu do zjednywania sobie sojuszników. Harkonnenowie mieli Diunę przez lata i nawet nie zorientowali się ilu jest Fremenów.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a):
pilaster napisał(a): Druga plamka to księżyce Arrakis. Czy pilaster źle zauważył, że zawsze są pokazywane w koniunkcji?

Faktycznie zawsze. Ale chyba można to wybaczyć. Ot takie zagranie aby "wyglądało lepiej".

A wygląda gorzej. Smutny  Zresztą btw, dopiero teraz pilaster zakumał, że słońca Tatooine też zawsze były pokazywane w koniunkcji. Ale to akurat da sie wytłumaczyć. Słońca te krążą wokół siebie po bardzo ciasnej orbicie, tak że z Tatooine zawsze są widoczne blisko siebie.

Tutaj to tak nie działa.

Cytat:Bo w sumie to wpadka z kategorii "słychać odgłosy wystrzałów statków w próżni".

Odgłosy wystrzałów w próżni da się prosto wyjaśnić. Widz słyszy je z punktu widzenia obserwatora w jakimś pojeździe kosmicznym i te odgłosy są generowane komputerowo, po to, żeby pilot mógł się orientować w sytuacji taktycznej również na słuch.

Znacznie gorzej jest z odgłosem wybuchów w próżni. Ale już w serialu Babylon 5 odgłosy wystrzałów były - ale wybuchy były bezgłośne!


Mustafa Mond

Rody same z siebie nie zaatakują imperatora właśnie dlatego, że wcześniej musiałyby się jakoś w tej materii dogadać, a dla pojedynczego Rodu, zwłaszcza słabego, który dowiedział się o spisku, bardziej atrakcyjne mogłoby być zdemaskowanie spisku przed imperatorem. Im więcej Rodów w spisku, tym ryzyko wpadki większe. Dlatego Rosy niesprowokowane spisku nie zryzykują

Władza imperatora jest zatem bezpieczna, dopóki żaden pojedynczy Ród nie ma potęgi porównywalnej z potęgą imperatora. Imperator musi tylko nieustannie skłócać Rody i nastawiać je przeciwko sobie nawzajem. I to właśnie robi. Nie może jednak sprawiać wrażenia zbyt potężnego, bo wtedy Rody ze strachu jednak się zjednoczą. Słaby imperator może sprowokować do ataku jakiś pojedynczy Ród, który może mieć nadzieję zajęcia jego miejsca. Silny imperator sprowokuje koalicję Rodów.

Imperator musi być wyraźnie silniejszy niż kolejny pod względem potęgi Ród (a nawet dwa czy trzy takie Rody), ale słabszy niż wszystkie Rody razem. Wtedy sytuacja polityczna jest stabilna.

DziadBorowy napisał(a):
zefciu napisał(a): W zasadzie można powiedzieć, że Shaddam ma rację niszcząc Atrydów, bo gdyby Leto zrealizował swój plan rekrutacji Fremenów, to równowaga imperium poszłaby uprawiać miłość fizyczną.

Ale gdyby nie oddał Arrakis Atrydom w "dzierżawę" to w ogóle nie było by przecież takiego ryzyka.

Wtedy o Fremenach i ich potencjale jeszcze nic nie wiedział. Nawet sam Leto tego potencjału nie doceniał i z jego strony była to raczej rozpaczliwa zagrywka wobec braku innych opcji.

Dopiero raporty sardaukarów z Arrakis pokazały imperatorowi jak bardzo dominacja militarna Corrinów została zachwiana. Dlatego też później (to w książce) bardzo uważnie patrzył na ręce Harkonnenom, czy nie kombinują czegoś podobnego. Nie chciał zatwierdzić Feyda Rauhy na pozycji na-barona, etc..
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
zefciu napisał(a):
  • Fizyka osłon jest jakaś taka nie do końca sensowna. Czy te rzutki z pistoletów maula mają napęd? W jaki sposób zestrzeliwane były osłonięte wszak statki Atrydów?

W ogóle dziwi takie beztroskie używanie lanc laserowych, jakby nigdzie tarcz nie było. Owszem, Yueh wyłączył tarcze Atrydów wiec Harkonnenowie mogli walić do nich jak do kaczek. Ale np w bazie ekologicznej sardaukarzy wypalają lancą drzwi, ani dbając że po drugiej stronie ktoś może włączyć tarczę.

Chyba że rzeczywiście mieniono fizykę pól Holtzmana w stosunku do literackiego oryginału i teraz promień lancy nie wywołuje już spotykając tarczę gigantycznej eksplozji.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
pilaster napisał(a): A wygląda gorzej. Smutny  Zresztą btw, dopiero teraz pilaster zakumał, że słońca Tatooine też zawsze były pokazywane w koniunkcji. Ale to akurat da sie wytłumaczyć. Słońca te krążą wokół siebie po bardzo ciasnej orbicie, tak że z Tatooine zawsze są widoczne blisko siebie.

Tutaj to tak nie działa.
A w zasadzie czemu nie? Nie może być tak, że dwa księżyce stanowią układ binarny blisko położonych ciał, który jako całość okrąża Arrakis?
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Wyłania się pewien uniwersalny przepis na sukces kinowy. Mając świetny materiał literacki, wystarczy go po prostu wiernie, z szacunkiem dla oryginału i autora, przedstawić na ekranie, bez robienia jakiś udziwnień na siłę.
Wężykiem. Dlatego Diuna Lyncha była, no cóż, tym czym była, a miniserial się broni. W sumie w LOTR, w rzadkich sytuacjach, gdy kmatowi zgrzytały zęby, były to właśnie udziwnienia, typu Legolas na deskorolce z tarczy, czy biegający po mamucie, albo scena ubicia wodza orków w bitwie pod Minas Tirith.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a):
pilaster napisał(a): A wygląda gorzej. Smutny  Zresztą btw, dopiero teraz pilaster zakumał, że słońca Tatooine też zawsze były pokazywane w koniunkcji. Ale to akurat da sie wytłumaczyć. Słońca te krążą wokół siebie po bardzo ciasnej orbicie, tak że z Tatooine zawsze są widoczne blisko siebie.

Tutaj to tak nie działa.
A w zasadzie czemu nie? Nie może być tak, że dwa księżyce stanowią układ binarny blisko położonych ciał, który jako całość okrąża Arrakis?

Pewnie chodzi o trudność w zachowaniu balansu grawitacyjnego. Siłą rzeczy ciągnęło by owe księżyce w stronę planety i jednocześnie w stronę siebie. Skutek? Najpierw by wyrzuciły się z orbit, rozchwialy planetę a potem uderzyły w powierzchnię lub w zależności od proporcji jeden by spadł a drugi nabierał pędu i gnal w próżnię.
Sebastian Flak
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a):
pilaster napisał(a): A wygląda gorzej. Smutny  Zresztą btw, dopiero teraz pilaster zakumał, że słońca Tatooine też zawsze były pokazywane w koniunkcji. Ale to akurat da sie wytłumaczyć. Słońca te krążą wokół siebie po bardzo ciasnej orbicie, tak że z Tatooine zawsze są widoczne blisko siebie.

Tutaj to tak nie działa.
A w zasadzie czemu nie? Nie może być tak, że dwa księżyce stanowią układ binarny blisko położonych ciał, który jako całość okrąża Arrakis?

A zastanowiło ZaKotem, dlaczego takiego dziwa nie ma nigdzie w Układzie Słonecznym? Jest tu osiem planet i multum ich księżyców, ale żaden z tych ostatnich żadnych naturalnych "księżyców drugiego rzędu" nie posiada. Jedynie ludzkie pojazdy kosmiczne wchodzą np na orbitę wokół Księżyca.

A to dlatego, że takie orbity są niestabilne i w krótkim (rzędu setek lat) czasie  zostają zakłócone i zdestabilizowane przez zmienne siły pływowe i taki układ się rozpada.

Mechanika nieba zabrania istnienia takich układów. Zresztą, gdyby księżyce Arrakis krążyły nawzajem wokół siebie, to nie byłyby z kolei zablokowane względem planety i z powierzchni Arrakis byłoby widać, że się obracają, inaczej niż ziemski Księżyc i księżyce pokazane na filmie, które w stronę planety wystawiają tylko jedną swoją półkulę.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
pilaster napisał(a): A zastanowiło ZaKotem, dlaczego takiego dziwa nie ma nigdzie w Układzie Słonecznym? Jest tu osiem planet i multum ich księżyców, ale żaden z tych ostatnich żadnych naturalnych "księżyców drugiego rzędu" nie posiada. Jedynie ludzkie pojazdy kosmiczne wchodzą np na orbitę wokół Księżyca.

A to dlatego, że takie orbity są niestabilne i w krótkim (rzędu setek lat) czasie  zostają zakłócone i zdestabilizowane przez zmienne siły pływowe i taki układ się rozpada.
Niestabilny byłby też układ, w którym planeta ma dwa wielkie (w stosunku do masy samej planety) księżyce na osobnych orbitach. I dlatego takiego dziwa również nigdzie w Układzie Słonecznym nie ma. Tak czy siak, fizykę trzeba lekuśko nagiąć.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a):
pilaster napisał(a): A zastanowiło ZaKotem, dlaczego takiego dziwa nie ma nigdzie w Układzie Słonecznym? Jest tu osiem planet i multum ich księżyców, ale żaden z tych ostatnich żadnych naturalnych "księżyców drugiego rzędu" nie posiada. Jedynie ludzkie pojazdy kosmiczne wchodzą np na orbitę wokół Księżyca.

A to dlatego, że takie orbity są niestabilne i w krótkim (rzędu setek lat) czasie  zostają zakłócone i zdestabilizowane przez zmienne siły pływowe i taki układ się rozpada.
Niestabilny byłby też układ, w którym planeta ma dwa wielkie (w stosunku do masy samej planety) księżyce na osobnych orbitach. I dlatego takiego dziwa również nigdzie w Układzie Słonecznym nie ma. Tak czy siak, fizykę trzeba lekuśko nagiąć.

Nie. Planeta może mieć dwa stosunkowo duże księżyce i je stabilnie utrzymywać - oczywiście ich orbity muszą być jakoś zsynchronizowane, jak orbity księżyców Jowisza, dajmy na to, ale jest to możliwe.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
Mustafa Mond napisał(a): Wybacz omyłkowe cytowanie. Już poprawiłem.  Anioł

Spoko.

zefciu napisał(a): Jeśli chodzi o moje wrażenia:
  • Bardzo mi się podobały pewne smaczki związane z tłumaczeniem książki na język filmu. Np. sposób, w jaki pokazano, że Thufir Hawat jest mentatem – krótka scenka, ale zastępująca tonę ekspozycyjnego gadania.


Na tym polega dobrze napisany i zrobiony film. Szanuje się inteligencję widza i daje mu możliwość samodzielnej interpretacji. Też mnie te elementy podeszły, bo raz że zdradzają jak kompetentni ludzie to robili, a dwa to ile mieli swobody. Osoby niezaznajomione mają możliwość wejścia w historię i jej tło z marszu bez szturchania kogoś łokciem i pytania o co chodzi, a ci którzy wiedzą o co chodzi, nie dostają z liścia w twarz przez produkcję bzdurnych dialogów jak z guwnianego horroru.


zefciu napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Ale gdyby nie oddał Arrakis Atrydom w "dzierżawę" to w ogóle nie było by przecież takiego ryzyka.
W sumie tak. Ale nie o Arrakis chodzi, a o potencjał rodu do zjednywania sobie sojuszników. Harkonnenowie mieli Diunę przez lata i nawet nie zorientowali się ilu jest Fremenów.

A to nie Bene G. odpowiadały za takie pokierowanie wydarzeniami, że Atrydzi otrzymali Diunę we władanie?


kmat napisał(a):
pilaster napisał(a): Wyłania się pewien uniwersalny przepis na sukces kinowy. Mając świetny materiał literacki, wystarczy go po prostu wiernie, z szacunkiem dla oryginału i autora, przedstawić na ekranie, bez robienia jakiś udziwnień na siłę.
Wężykiem. Dlatego Diuna Lyncha była, no cóż, tym czym była, a miniserial się broni. W sumie w LOTR, w rzadkich sytuacjach, gdy kmatowi zgrzytały zęby, były to właśnie udziwnienia, typu Legolas na deskorolce z tarczy, czy biegający po mamucie, albo scena ubicia wodza orków w bitwie pod Minas Tirith.


Co się tobie nie podoba w tej scenie? Tak przy okazji, ostatnio wyszło na jaw, że jeden z orków (i to chyba właśnie Ten Ork) został wypreparowany przez artystów tak, aby przypominał niesławnego Harveya Weinsteina. LotR jest nasiąknięte poczuciem humoru reżysera.
Nie wiem na ile robienie z tarczy deskorolki, ale biorąc pod uwagę, że P.J. sam pojawia się w jednej ze scen, to ten zjazd na tarczy, pasowałby do puszczania okiem do widza. Inna sprawa na ile udane te zabiegi były. Scena z Olifantem średnio wyszła, ale ta z tarczą wg mnie bardzo fajna. LotR jest jakie jest, a w sumie to bardzo dobre, też właśnie dzięki przełamywaniu czwartej ściany.

A nawiązując do Diuny, to porównując reżyserów, widać że podążają oni w różnych kierunkach ale otrzymując równie dobre rezultaty. Obaj szanują artyzm, stworzyli dzieła z bohaterami heroicznymi, ale P.J. bardziej nastawiony jest na rozrywkowe podejście do kreacji, a D.V. jednak woli pozostać spójny w malowaniu artystycznych obrazów, stonowanych i refleksyjnych, tak aby użytym minimalizmem jeszcze bardziej ugodzić samo jądro emocji widza.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości