Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Banan i taśma czyli sztuka gospodarowania
#1
https://forsal.pl/lifestyle/aktualnosci/...darka.html

Takie cytaty jak ten:

Cytat:Światy Sztuki (przez duże „S”) i sztuki wydają się nie do pojęcia dla ludzi spoza właściwego kręgu. Pewna Francuzka wydała na dzieło wpadające w oko 120 tysięcy dolarów. Jej nabytek banalny nie jest, nosi tytuł Comedian i jest to banan przyklejony do ściany szarą taśmą przylepną.

Działo się to na najważniejszych targach artystycznych Art Basel w Miami Beach, gdzie po słońce zjeżdża o tej porze roku śmietanka z północnych stanów i liczni bywalcy z Europy. Gdy tylko „Komediant” się sprzedał, natychmiast znalazł się nabywca na kolejnego banana naściennego.

Szorstkie banany
I nawet to nie koniec. Korespondentka Artnet News pisze, że Emmanuel Perrotin – właściciel galerii noszącej jego nazwisko zarzekał się w rozmowie, że popyt na banany naścienne wciąż przewyższa podaż.

Kolejna wersja ma byś sprzedana do muzeum, a chęć zakupu wyrazić miały dwie instytucje. Po telefonicznej naradzie w sprawie owocowej sensacji artystycznej, panowie Perrotin – galernik i Maurizio Cattelan – autor i – jak twierdzą – artysta, uzgodnili zatem podniesienie ceny za „Banana z taśmą” do 150 000 dolarów.

I ten:

Cytat:Nabywcy nie są najczęściej idiotami, więc w przypadku banana Cattelana przedmiotem sprzedaży nie jest sam owoc, lecz „ceryfikat autentyczności i autorstwa”.

Artystyczne rzekomo szalbierstwa kwitną, bo ludzie chcą wierzyć szalbierzom i ich piewcom. Motywacja tej wiary to pragnienie wejścia do kręgu wyższego wtajemniczenia, do czegoś w rodzaju tajnego stowarzyszenia płaskoziemców.

Są jednak ludzie przytomni próbujący mierzyć się z kuglarzami. Jednym z nich jest prof. Brian L. Frye – prawnik z Uniwersytetu Kentucky, który twierdzi, że trik z certyfikatami autentyczności wystawianymi na „dzieła” tzw. sztuki konceptualnej uprawianej m.in. przez Cattelana jest w USA nielegalny. Jego zdaniem, taki certyfikat to papier wartościowy, który w świetle ustawy z 1933 r. o papierach wartościowych powinien przejść procedurę dopuszczenia do obrotu. Szczegóły w artykule „SEC No action-letter request”.

Dla świętego spokoju Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) nie podzieli zapewne jego opinii, ale coś się dzieje i to dobry znak dla „prawdziwej” sztuki, niezależnie od jej najróżniejszych definicji.

We współczesnych artystach i „artystach” nie ma winy, niech tworzą co im wyobraźnia i talent podpowiada. Ostracyzm powinien dotykać nabywców, którzy płacąc krocie za banana z taśmą śmieją się w twarz milionom bliźnich klepiących biedę.

Natchnęły mnie do nieoczywistego pytania o wartość sztuki w gospodarce. Wg. Autora to bogacenie się społeczeństw doprowadzało do rozwoju sztuki. Dzisiaj jeenak, w zglobalizowanym świecie to jak stawienie wozu przed koniem. Sztuka staje się motorem rozwoju, gałęzią gospodarki, podtrzymującą supremację bogatych narodów. Niesamowite zyski i marże jakie sztuka daje są najprostszym sposobem do wzbogacenia się społeczeństwa. Zasadniczo najlepszym rozwiązaniem powinna być masowa edukacja artystyczna. W końcu im więcej artystów tym więcej pieniędzy ze sztuki. Nie ma co się oszukiwać. Kapitał wejścia na rynek sztuki to jedynie talent. Ewentualnie ironiczną inteligencja i sztuki samo samosprzedaży i autokreacji. Reszta to drobne w porównaniu do założenia choćby najprostszej firmy wytwarzającej artykuły przemyslowe.

Wniosek jest prosty. Potrzeba w gospodarce lat, aby industrializacja pozwoliła doścignąć przemysłowych czempionów. Wystarczy jednak kilkudziesięciu Sapkowskich, Wajdów czy Abakanowicz, aby kapitał zaczął napływać pomimo rządowych zarządzeń i ustaw. Wystarczy też ekipa kilkudziesięciu cwaniaków od bananów na ścianie, aby sprowadzić do kraju kapitał jaki przez rok wyciągnie do swojej kiesy duża firma. W dodatku rozwój jednej dziedziny sztuki, pociąga za sobą inne. Zamiast polskich dolin krzemowych i przemysłowych, CePeKów przynoszących straty nawet na papierze, niech powstają PoliWoody, Polskie Szkoły Filmu i Animacji, kolejne CDP Redy... A nawet cebule na sznurku, co by istniała jakaś odpowiedź na amerykański imperializm. Niech się dzieje co chce ze sztuką, aby tylko rynki rosły.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#2
Typowe podśmiechujki wynikające z nieznajomości sztuki współczesnej.
Ergo - postulat pogłębionej edukacji artystycznej, jak najbardziej zasadny.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#3
A co trzeba mieć lub umieć aby zrozumieć sztukę współczesną? Ja żem prosty chłop i nie wiem, może jestem płytki, ale nie widzę w sztuce współczesnej żadnej głębi ani nie za bardzo rozumiem jakie to niby przesłanie ona ze sobą niesie. Takie chuj wie co dla chuj wie kogo. Idę se posłuchać prostackiego hip hopa - tam przynajmniej wszystko rozumiem.

Pozdro dla wszystkich wysublimowanych dusz artystycznych, które potrafią lampić się w banana na ścianie i dostrzegać głębię przekazu :-)
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#4
Ja jestem wysublimowany i potrafię w bananie na ścianie dostrzec głębię przekazu. Dostrzegam ją także w bananie leżącym na półce w supermarkecie, co oznacza, że jeszcze więcej we mnie wrażliwości artystycznej niż w tych, co muszą w tym celu iść na wystawę. Rzecz w tym, że wystawić banana potrafi pracownik sklepu, za którego pracę ja płacę jakieś parę groszy przy okazji zakupów. Płacenie 120 tys. dolarów za widok zupełnie nieprofesjonalnie wystawionego banana jest więc niezrozumiałe jedynie pod względem ekonomicznym, bo ten sam efekt artystycznego zachwytu mogę uzyskać kilka razy w tygodniu za cenę o wiele rzędów wielkości niższą.

I dlatego w takich przypadkach ja podejrzewam po prostu pranie brudnych pieniędzy.
Odpowiedz
#5
Dlaczego ten banan jest inny?


[Obrazek: il_794xN.1091526863_5erf.jpg]

Poza tym, banany jak na owoce i może w ogóle florę w całej ogólności, są chyba najbardziej medialne i "sprzedawalne".
Chyba tylko inny psychodeliczny wizerunek - słoneczniki - je wyprzedzają.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#6
ZaKotem napisał(a): Ja jestem wysublimowany i potrafię w bananie na ścianie dostrzec głębię przekazu.
ZaKotem napisał(a): I dlatego w takich przypadkach ja podejrzewam po prostu pranie brudnych pieniędzy.

Jak śmiesz? Jak tak możesz pisać? Przecież z twojego tekstu wynika jednoznacznie, że nie rozumiesz sztuki współczesnej, która polega na tym, że nieprofesjonalnie umieszczony banan na ścianie jest sztuką z głębokim przekazem ze względu na to, kto jest wykonawcą takiego dzieła, a jest nim oryginalny artysta, głęboko uduchowiony oraz o wysokiej wrażliwości estetycznej - ma na to certyfikat swojego wysublimowanego środowiska.

To samo już kiedyś było - Andy Warhol i jego zupa pomidorowa...

My natomiast, czyli zwykli zjadacze chleba, to plebs bez certyfikatu i jedyne co możemy mieć to paszport Polsatu i kartę Biedronki, a to nie uprawnia nas do oceniania sztuki oraz kultury wyższej.

I to mnie najbardziej wkurza w całym tym zjawisku. To, że mamy do czynienia ze świętą krową, której nie można, ba, której nie da się skrytykować, bo na każdą jedną krytykę wyznawcy świętej krowy mają już gotową ripostę: "nie rozumiesz głębi przekazu"; "nie masz wyrobionego odpowiedniego warsztatu estetycznego" lub tak jak napisał Sofeicz: "Typowe podśmiechujki wynikające z nieznajomości sztuki współczesnej. Ergo - postulat pogłębionej edukacji artystycznej, jak najbardziej zasadny."

To jest niedobre zjawisko. Nie po to żem se Boga odrzucił używając mózgu, rozumu i sceptycyzmu, żeby teraz padać na kolana i pysk przed nowym bożkiem - sztuką współczesną. Przed jakąś jebaną pomarańczową krową, zupą pomidorową czy bananem zawieszonymi na ścianie.

Nie o take ateizmy nie walczyłem, żeby teraz podniecać się czymś czym nakaże się podniecać episkopat artystycznych biskupów po ASP.

A co jeśli prawdziwą sztuką jest ta klasyczna, a nowoczesna sztuką nie jest, ale dominujący paradygmat jest taki, że ma za nią uchodzić i każdy kto popełnia myślozbrodnię musi poddać się reedukacji i dokształceniu, żeby krakać tak jak tego nakaże grupka naćpanych, snobistycznych, narcystycznych, jakże oryginalnych w swej indywidualności pseudoartystów, którzy z nieudolności swojego warsztatu uczynili cnotę?
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#7
Zamiast srać żarem o sztukę współczesną lepiej wpierw lumber z gawainem obejrzyjcie sobie to:

Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#8
cobras napisał(a): Zamiast srać żarem o sztukę współczesną lepiej wpierw lumber z gawainem obejrzyjcie sobie to:

Ale w tym filmiku nie ma niczego z czym bym się nie zgodził i uważam go za dopełnienie tego co napisałem.

Masz np. Zdzicha, który pięknie maluje, ale jego nazwisko nie zostało uznane za prestiżowe przez kastę środowiska artystycznego będącego u żłoba, więc Zdzicho i jego klasyczne malunki nigdy nie zostaną docenione.

Z drugiej strony masz jakiegoś Zenka, którego chaotyczne maziaje zostaną okrzyknięte odkryciem epoki i już kasa się zgadza.

Wszystko to współgra z tym co napisałem, a sztuka współczesna, o ile nie nawiązuje stylowo do starych, zamierzchłych, rozumnych czasów (a jak wiadomo kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów Oczko ) jest gówno warta zarówno pod względem estetycznym jak i finansowym.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#9
Cytat:I to mnie najbardziej wkurza w całym tym zjawisku. To, że mamy do czynienia ze świętą krową, której nie można, ba, której nie da się skrytykować, bo na każdą jedną krytykę wyznawcy świętej krowy mają już gotową ripostę: "nie rozumiesz głębi przekazu"; "nie masz wyrobionego odpowiedniego warsztatu estetycznego" lub tak jak napisał Sofeicz: "Typowe podśmiechujki wynikające z nieznajomości sztuki współczesnej. Ergo - postulat pogłębionej edukacji artystycznej, jak najbardziej zasadny.

Ale przecież krytykujesz bezkarnie, do czego masz pełne prawo, tak samo jak do delektowania się jeleniem na rykowisku czy Zenkiem.
Wolny kraj.

PS. Banan jest dość nośny w sztuce współczesnej.
Tu Natalia LL i "Sztuka konsumpcyjna" 

[Obrazek: natalia%20ll%20sztuka%20konsumpcyjna_641...k=oH6ZiR4e]
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#10
Sofeicz napisał(a): Ale przecież krytykujesz bezkarnie, do czego masz pełne prawo, tak samo jak do delektowania się jeleniem na rykowisku czy Zenkiem.
Wolny kraj.

Nom, dokładnie. Na szczęście istnieje całe spektrum sztuki i artystów oprócz wybitnego Zenka i głębokiego w swym przekazie banana na ścianie. Jest w czym wybierać i czym się cieszyć.

Sofeicz napisał(a): Tu Natalia LL i "Sztuka konsumpcyjna"

Pamiętam, to chyba to o co ostatnio była jakaś afera i wszyscy se robili słitfocie z bananami.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#11
Sztuka to jest sfera wolności, dlatego wszelkie artystyczne ekspresje spaczonej percepcji, łącznie z czystymi estrementami w puszce są uznawane za wybitne.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#12
Nie wszystkie. Tylko takie gówno, które trafiło w odpowiedni punkt kontekstualny.
Każde następne, to już zwykłe gówno.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#13
Sofeicz:
Masz rację.
Czytałam też, że dzieci z ubogich rodzin, które uczęszczają na zajęcia artystyczne trzy razy częściej kończą studia wyższe. Edukacja artystyczna to bardzo dobry pomysł.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#14
Sofeicz napisał(a): Typowe podśmiechujki wynikające z nieznajomości sztuki współczesnej.
Ergo - postulat pogłębionej edukacji artystycznej, jak najbardziej zasadny.

Ale z mojej strony to nie są podśmiechujki, tylko realna szansa na poprawę sytuacji ekonomicznej niezależnie od poczynań rządzących...

ZaKotem napisał(a): I dlatego w takich przypadkach ja podejrzewam po prostu pranie brudnych pieniędzy.

Gdyby był to jedynie jeden banan, to stawiał bym na to samo. Jednakże po głośnym happeningu i publicznym jego zjedzeniu, rozdzwoniły się telefony, cena cuda wzrosła i popyt przekroczył podaż. Znaczy się nastała moda i nie wiadomo, czy to proceder, czy zwykły intelektualny blichtr.


lumberjack napisał(a): To samo już kiedyś było - Andy Warhol i jego zupa pomidorowa...

No skąd. Całkiem inna skala. Warhol samodzielnie zdaje się takie puszki odstawiał.

Cytat:A co jeśli prawdziwą sztuką jest ta klasyczna, a nowoczesna sztuką nie jest, ale dominujący paradygmat jest taki, że ma za nią uchodzić i każdy kto popełnia myślozbrodnię musi poddać się reedukacji i dokształceniu, żeby krakać tak jak tego nakaże grupka naćpanych, snobistycznych, narcystycznych, jakże oryginalnych w swej indywidualności pseudoartystów, którzy z nieudolności swojego warsztatu uczynili cnotę?

Z tym, że nominalny sukces nie może istnieć bez chrztu w nurcie Szt. Współczesnej i namaszczenia wydzielinami przez biskupów, jak ich nazywasz.

lumberjack napisał(a): Wszystko to współgra z tym co napisałem, a sztuka współczesna, o ile nie nawiązuje stylowo do starych, zamierzchłych, rozumnych czasów (a jak wiadomo kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów Oczko ) jest gówno warta zarówno pod względem estetycznym jak i finansowym.

Finansowym to nie. Estetycznie? Zależy. Moim zdaniem to nie wynik intelektualnego przerostu formy nad treścią czy warsztatowych braków leży w tym, że zdjęcie kartofla, banan na ścianie czy happening z gołą pipą sprawiają, że to co się sztuką określa zjechało do rynsztoka. Zwykła pycha to jest. Casus "Nowych Szat Króla". To jest sztuka, bo intelektualna otoczka ma sprawiać wrażenie przekazywania jakiejś idei. A z reguły po przekroczeniu pewnego progu jest to zwykłe intelektualne pierdololo niczym w sprawie Sokala. Pierwszego banana za 120k wpierdolił artyście kolega po fachu i nazwał swój performance "Głodnym Artystą". Przecież widać gołym okiem, że to jest ironiczne darcie łacha ze snobizmu. I jeszcze na tym się zarabia. To są ci krawce od najwspanialszych szat świata. Ja postuluję, aby w Polsce jak najwięcej takich było. NIech cał świat kupuje polskie banany, taśmy, sznurki i cebule. Niech artyści tutaj żyją jak pączki w maśle a w kaszy niech mają zawsze pełno skwarków. Amen

Sofeicz napisał(a): Nie wszystkie. Tylko takie gówno, które trafiło w odpowiedni punkt kontekstualny.
Każde następne, to już zwykłe gówno.

Gówno z marketingiem to takie samo gówno jak każde inne. Tylko dodano do niego intelektualne pazłotko. Sam z przymusu zostałem artsytą filmowcem. Mielimy na studiach projekt stworzenia krótkiego filmu łączącego się z czymś historycznym. Pełna dowolność. Jako, że jestem leniwy jak jasna cholera, mam gadane i zawsze kombinuję jak kuń pod górę, stworzyłem wiekopomne dzieło. Remake jednego z najsławniejszych filmów w dziejach, którego hiper i intertekstualność wydają się Oczywiste nawet dla laików. Stworzyłem "Wyjście Studenta z Uczelni". Bodaj 45 sekund kolorowego, niemego filmu, który oczom widza ukazuje jak wyłania się moja boska istota z bocznego wyjścia Nowego Humana...

Co pośledniejszym umysłom należy się wytłumaczenie co i jak. Intertekstualne motywy wydają się oczywiste. Dzieło, (a jest to dzieło nie byle jakie), ba, moja duma, nawiązywała wprost do "Wyjścia robotników z fabryki" Braci Lumiere. Odwołując się do współczesnych motywów i zaszłości historycznych przedstawiłem w swym dziele parabolę współczesnej kuźni klasy pracującej, zejście z przeszłego, elitarnego stopnia wykształcenia, do jego kompletnego zindustrializowania. W jednym tylko ujęciu, zmieściłem jakościową zmianę paradygmatów panujących w społeczeństwie, fazowe przejście od wysiłku fizycznego i eksponowania znaczenia roli grupy (którą drzewiej reprezentowały masy robotnicze), do supremacji jednostki i powszechności edukacji jako elementu indywidualizacji postrzegania człowieka. Co więcej domyślnie uczyniłem Uczelnię alegorią Nowej Fabryki, miejsca gdzie produkuje się ludzi według wzorców i przepisów, niczym w fabrykach końca XIX wieku produkowano sprzęty. Hipertekstualne odwołania także są proste niczym drut. Opozycyjność Fabryka - Uczelnia nawiązuje do archetypicznej dychotomiczności toponomiki Hadesu i Elizeum. Archetypiczność postaci Robotników i Studenta także odwołuje się do postaci Wędrowca, stuletniej podróży dusz ku salwacji. Robotnicy niczym Argonauci, są przedstawicielami poszukiwaczy Złotego Runa, lepszego bytu, jaki zapewnia im ich statek-matka: industrialna Fabryka. Osamotniony Student zaś to Archetyp Wędrowca - Jazona, który złote runo osiągnął dzięki wytężonym wysiłkom załogi Nowego "Argo". Jest postindustrialnym przedstawicielem ziszczonego snu sprzed ponad stulecia...

Kto by pomyślał, że tak naprawdę cały film, to kręcone z ręki komórką wyłonienie się mnie i mojej ponurej gęby z bocznej nawy, całość realizacji, łącznie z napisaniem scenariusza, scenopisu i realizacją trwała może z 15 minut i skutkowała dwoma piątkami w indeksie. U mnie jako Murzynowi, który odwalił całą robotę i u kumpla, który kręcił telefonem jak się wyłaniałem z Uniwerka. Koledzy bodaj najmowali drona, koleżanki wypożyczały jakieś suknie z epoki, kręcili się jak frygi, wypożyczali sprzęt. I wynik mieli jak ja. Dumny nie jestem z tego co udało nam się nakręcić, ale z tego, że ja to tak drogo sprzedałem. I wcale nie udaję, że to jest obiektywnie w jakikolwiek sposób dobre, bo nie jest, natomiast kontekst jaki temu nadałem JA sprawił, że dziadostwo nabrało wartości równej wycenie mojej cwaności. Skoro mam aparat, do nadawania kontekstów to jestem już artystą?

Z mojego punktu widzenia sztuka nie zależy od kontekstu. Sztuką ma być to co obiektywnie jest ciekawe i inspirujące. Jak widzę jakieś dzieło to się zastanawiam co by pomyślał archeolog albo kosmita, który by w ruinach znalazł czarny kwadrat na białym tle czy na przykład Mona Lizę. I ten kwadrat z obydwu punktów widzenia leży i kwiczy.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#15
Cytat:Z mojego punktu widzenia sztuka nie zależy od kontekstu. Sztuką ma być to co obiektywnie jest ciekawe i inspirujące. Jak widzę jakieś dzieło to się zastanawiam co by pomyślał archeolog albo kosmita, który by w ruinach znalazł czarny kwadrat na białym tle czy na przykład Mona Lizę. I ten kwadrat z obydwu punktów widzenia leży i kwiczy.
I tu się mylisz.

Wszystko zasadza się na kontekście danego momentu.
Gdybyś dzisiaj skomponował nawet najpiękniejsze fugi pięciogłosowe w stylu barokowym, to i tak byś Bachem nie został - najwyżej ciekawostką dla pudelka.
Oczywiście mówię o rycie zachodnim, bo we wszystkich innych rytach obowiązują inne zasady kontekstualne.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#16
Sofeicz napisał(a): Typowe podśmiechujki wynikające z nieznajomości sztuki współczesnej.
Ergo - postulat pogłębionej edukacji artystycznej, jak najbardziej zasadny.

Mówią, że na świecie pewne są tylko dwie rzeczy-śmierć i podatki. Ja uważam, że jest jeszcze trzecia stała. Taka, że każda krytyka tzw. sztuki nowoczesnej spotka się z zarzutem ingorancji, niewiedzy. Jak świat światem, nie widziałem jeszcze innej reakcji.
Zawsze w takich sytuacjach przychodzi mi do głowy ten cytat:



Kto wie, że jest głębokim, stara się o jasność. Kto chce tłumowi zdawać się głębokim, stara się o ciemność. Bo tłum uważa za głębokie wszystko, czego dna zbadać nie może.”
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#17
A pastę z psem znacie?

Cytat:Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.
- Tu nie wolno z psami - mówi ochroniarz.
- To nie jest pies - odpowiadam. - To jest performance.
- A, to przepraszam.
Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.
- Zawsze się zastanawiałem - mówię do psa - komu kibicują centaury w czasie rodeo.
- Srać mi się chce - odpowiada pies.
- Trzeba było srać przed wejściem.
- Wtedy mi się nie chciało.
Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.
- Z, Y, X - krzyczy. - U, V, W.
Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.
- Fajfus - mówię do niego. - Fajfus, nie sraj tutaj.
- Kiedy mnie ciśnie - odpowiada i zaczyna srać na podłogę.
Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z dupy.
- To jest interesująca propozycja - mówi.
Ktoś inny też podchodzi i patrzy.
- To jest świeże - mówi.
Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.
- Odważne - mówi.
- Ja państwa bardzo przepraszam - mówię do nich.
- Jak się nazywa ta instalacja? - pyta kobieta. - Gówno - odpowiadam, zatykając palcami nos.
- Mocne.
Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem "Gówno, 2015". Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.
- Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim - mówi mój pies.
- A pan jest kuratorem - pyta reporter. - Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.
- Sądzę, że to gówno - odpowiadam.
- Brutalnie prawdziwe - mówi kobieta z winem.
- Ostentacyjnie szczere - mówi fotograf.
- U, T, S - krzyczy kobieta w basenie z moczem.
Odpowiedz
#18
Fajfus trafił w odpowiedni kontekst Oczko
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#19
Sofeicz napisał(a):
Cytat:Z mojego punktu widzenia sztuka nie zależy od kontekstu. Sztuką ma być to co obiektywnie jest ciekawe i inspirujące. Jak widzę jakieś dzieło to się zastanawiam co by pomyślał archeolog albo kosmita, który by w ruinach znalazł czarny kwadrat na białym tle czy na przykład Mona Lizę. I ten kwadrat z obydwu punktów widzenia leży i kwiczy.
I tu się mylisz.

Wszystko zasadza się na kontekście danego momentu.
Gdybyś dzisiaj skomponował nawet najpiękniejsze fugi pięciogłosowe w stylu barokowym, to i tak byś Bachem nie został - najwyżej ciekawostką dla pudelka.
Oczywiście mówię o rycie zachodnim, bo we wszystkich innych rytach obowiązują inne zasady kontekstualne.

I po tysiącu lat, nie znając kontekstu, estetyka etiudy nadal będzie zachwycać, natomiast wartość Czarnego Kwadratu na Fioletowym Tle bez kontekstu sprawi, że ą i ę, cud malarstwa, niczym nie będzie estetycznie się różnił od takiego malunku na brzydkiej ceracie. Bez nadbudowy intelektualnej sztuka współczesna praktycznie nie istnieje.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#20
Ale to źle czy dobrze?

PS. Kwadrat Malewicza ma moc!
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości