Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ksiunżki o ŚJ
#1
Cześć, znacie może jakieś pozycje o tej sekcie? Ostatnio temat mnie zaintrygował, ze względu na blitzkrieg w moim mieście, a chciałbym z czegoś papierowego się podowiadywać tego i owego, bo wyślipiam oczy w ekran podczas pracy Duży uśmiech
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#2
Strażnica. Gorąco Polecam Duży uśmiech A jakbyś o MorManach coś chciał to polecam mojego bloga Duży uśmiech
Sebastian Flak
Odpowiedz
#3
Blitzkrieg to chyba wszędzie jest. Może znowu wywróżyli koniec świata rychły.
Na osiedlu moim wartę dzielnie trzymają często. Zdziwiłem się, bo rozpoznałem kilka osób znanych mi z widzenia. Niespodzianka taka  Oczko
Na początku było nic. I rzekł Bóg: „Niechaj sta­nie się światłość” i da­lej nic nie było, tyl­ko te­raz można to zobaczyć.

Terry Pratchett
Odpowiedz
#4
Nie jest to książka, ale forum, sjwp.pl/, przez zbieg okoliczności trafiłem wczoraj, dużo ciekawych informacji, wielu użytkowników nie tylko krytycznych wobec ŚJ, ale ogółem wobec religii, nie jest to strona będąca głosem ŚJ, ale miejsce wypowiedzi o ŚJ, szczególnie uczęszczane przez byłych wyznawców.

Autor użył terminu "sekta", czyli członkowie ŚJ są sekciarzami, a jaka jest definicja "sekty" (nie religioznawcza)? Czy do tej mało szacownej grupy mogą zaliczy się także przykładowo Mormoni , członkowie mainstreamowych, nie raz dominujących wyznań albo wojujący antyteiści?
Stop andromedyzacji Drogi Mlecznej!
Odpowiedz
#5
Dragula napisał(a): Cześć, znacie może jakieś pozycje o tej sekcie?

Idź do nich i poproś o materiały. Dadzą ci tego tyle, że aż do porzygu. Ja dostałem nawet płytę DVD z filmem opisującym jak sobie ŚJ radzą z ratowaniem życia ludzkiego w kontekście zakazu transfuzji krwi.

kilwater napisał(a): Blitzkrieg to chyba wszędzie jest. Może znowu wywróżyli koniec świata rychły.

Chyba tak. Na wiochę mojej nieślubnej przyjechało ostatnio kilkunastu świadków. Akurat byliśmy na spacerze z dzieckiem i wdałem się w dyskusję z nimi; próbowałem ich przekonać, że wyznają fałszywą religię i że Bóg nie jest człowiekowi do niczego potrzebny; że wystarczy rodzina i schabowe, ale oni dalej swoje. Ale Biblię znają rzeczywiście bardzo dobrze.

Co ciekawe dwie wiochy dalej jest wiocha w której większość ludzi to już Jehowcy. Mam nadzieję, że nigdy się jakoś bardziej nie rozprzestrzenią, bo będzie lipa z tymi transfuzjami.

Ciekawa anegdota - moja znajoma jest kelnerką w domu weselnym. Czasami uczestniczy w weselach ŚJ i z tego co mówiła mi, to nieraz jest niezła patologia. Z muzyki np. lecą kawałki takich wykwintnych i wybitnych artystów jak Cypis:




Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#6
Panzer Division napisał(a): Autor użył terminu "sekta", czyli członkowie ŚJ są sekciarzami, a jaka jest definicja "sekty" (nie religioznawcza)? Czy do tej mało szacownej grupy mogą zaliczy się także przykładowo Mormoni , członkowie mainstreamowych, nie raz dominujących wyznań albo wojujący antyteiści?
Hmmm chyba z grubsza to, że nie liczy się z członkami i stawia na ich wyzysk, a nie na transcendecjalne pierdu pierdu. Izolacja i strasznie światem + combo x2 od zbierania hajsów i werbowania członków do piramidy
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#7
lumberjack napisał(a): Ciekawa anegdota - moja znajoma jest kelnerką w domu weselnym. Czasami uczestniczy w weselach ŚJ i z tego co mówiła mi, to nieraz jest niezła patologia. Z muzyki np. lecą kawałki takich wykwintnych i wybitnych artystów jak Cypis:
O kurwa. Żadnego z tych kawałków nie byłem w stanie dosłuchać do końca. Toć Zenek przy tym to wysoka sztuka z dobrą podbudową filozoficzną.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#8
Niestety, wszystko, co jest dostępne o ŚJ to albo ich własna propaganda, albo katolicka mowa nienawiści. Jedno i drugie jest bezwartościowe, podobnie jak wszystkie wyznania byłych jehowców - tyleż warte, co te wszystkie "też byłem ateistą, ale przejrzałem na oczy".

Realne, a nie wyuczone na pamięć poglądy jehowców można poznać tylko przez osobisty kontakt. Z moich doświadczeń wynika, że to zupełnie normalni ludzie, od przeciętnego Polaka-katolika różniący się tym, że zamiast co tydzień odwalać mszę, odwalają domokrąstwo. Co jest o tyle fajniejsze, że to chyba jedyna religia, która zobowiązuje swoich wyznawców do regularnych kontaktów z niewiernymi. To jednak sprawia, że nigdy nawet regionalnie nie mogą stać się wyznaniem dominującym.

Z tą transfuzją jest tak, jak u katolików z aborcją. Dopóki ich problem nie dotyczy to są absolutnie przeciw, straszny grzech. Ale jak kochanka zajdzie w ciążę, to przecież w ich konkretnym przypadku to nie taki znowu wieki grzech, Bóg zrozumie, że to wyjątkowy przypadek. Więc transfuzje ŚJ też robią po cichu, tak żeby się nikt nie dowiedział. Nie wszyscy, rzecz jasna, fanatycy też są. No, ale oni mają zmniejszoną szansę przeżycia.

Większość to proste ludzie, w klimacie disco polo, nieco upośledzeni naukowo. Miałem paru w pracy - niczym się nie wyróżniali. Mam też wyznawców religii smoleńskiej, tropicieli masonów i ateistów-piramidologów. Śj przynajmniej nie uczestniczą w wyborach i to jest ich duży plus.

lumberjack napisał(a): Ciekawa anegdota - moja znajoma jest kelnerką w domu weselnym. Czasami uczestniczy w weselach ŚJ i z tego co mówiła mi, to nieraz jest niezła patologia. Z muzyki np. lecą kawałki takich wykwintnych i wybitnych artystów jak Cypis:

To jest ciekawe zjawisko. U nich w ogóle muzyka rozrywkowa to straszny grzech, tak straszny, jak dla katolików antykoncepcja. Więc kiedy już jest sytuacja, w której grzeszyć wypada, w ogóle nie są w stanie odróżnić muzyki przyzwoitej od nieprzyzwoitej. Z ich punktu widzenia teksty typu "żono mojo, serce moje" i "napierdalamy kurwy w cyce" mają porównywalną wartość moralną. To są skutki etyki opartej na rygorach.
Odpowiedz
#9
ZaKotem napisał(a): Z moich doświadczeń wynika, że to zupełnie normalni ludzie, od przeciętnego Polaka-katolika różniący się tym, że zamiast co tydzień odwalać mszę, odwalają domokrąstwo.

O to to. I wcale nie są jacyś bardziej moralni etc.

ZaKotem napisał(a): Z tą transfuzją jest tak, jak u katolików z aborcją. Dopóki ich problem nie dotyczy to są absolutnie przeciw, straszny grzech. Ale jak kochanka zajdzie w ciążę, to przecież w ich konkretnym przypadku to nie taki znowu wieki grzech, Bóg zrozumie, że to wyjątkowy przypadek. Więc transfuzje ŚJ też robią po cichu, tak żeby się nikt nie dowiedział. Nie wszyscy, rzecz jasna, fanatycy też są. No, ale oni mają zmniejszoną szansę przeżycia.

Oby tak było. Oby nie przestrzegali w takim samym stopniu swoich zasad, co katolicy.

ZaKotem napisał(a): U nich w ogóle muzyka rozrywkowa to straszny grzech, tak straszny, jak dla katolików antykoncepcja.

O, tego nie wiedział ja.

ZaKotem napisał(a): Z ich punktu widzenia teksty typu "żono mojo, serce moje" i "napierdalamy kurwy w cyce" mają porównywalną wartość moralną. To są skutki etyki opartej na rygorach.

Jebłem na glebę, dobre.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#10
ZaKotem napisał(a): Co jest o tyle fajniejsze, że to chyba jedyna religia, która zobowiązuje swoich wyznawców do regularnych kontaktów z niewiernymi.
Niby tak, ale nie do końca. Bo liczy się też jakość tych kontaktów. ŚJ przychodzą bez zapowiedzenia, nie w porę i pouczają. Stosują nieewangeliczną i wysoce nieskuteczną metodę „nawracania”. Pytanie po co? Czy celem nie jest to, żeby rekrut poczuł się odrzucony przez świat, aby być bardziej podatnym na love-bombing grupy?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#11
zefciu napisał(a): Niby tak, ale nie do końca. Bo liczy się też jakość tych kontaktów. ŚJ przychodzą bez zapowiedzenia, nie w porę i pouczają. Stosują nieewangeliczną i wysoce nieskuteczną metodę „nawracania”. Pytanie po co? Czy celem nie jest to, żeby rekrut poczuł się odrzucony przez świat, aby być bardziej podatnym na love-bombing grupy?
Liczy się skutek.
A ten jest, pomimo np. braku dotacji i innych benefitów państwowych tak hojnie udzielanych innym kościołom.
Główną bronią ŚJ jest rozmowa i sprawianie wrażenia, że ktoś się przejmuje twoim losem.
Widać jak wielu ludzi czuje się nieważnymi i pominiętymi.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#12
Sofeicz napisał(a): Liczy się skutek.
A ten jest, pomimo np. braku dotacji i innych benefitów państwowych tak hojnie udzielanych innym kościołom.
No tak. Ale skuteczność rozumiana jako odsetek osób, których odwiedzili ŚJ w stosunku do osób, które wstąpiły do grupy jest niewielka.
Cytat:Główną bronią ŚJ jest rozmowa i sprawianie wrażenia, że ktoś się przejmuje twoim losem.
Ale niestety także ignorancja chrześcijan w temacie własnej teologii. Znowu – to nie wina ŚJ, że chrześcijanie gówno wiedzą.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#13
Sofeicz napisał(a): Główną bronią ŚJ jest rozmowa i sprawianie wrażenia, że ktoś się przejmuje twoim losem.
Widać jak wielu ludzi czuje się nieważnymi i pominiętymi.
Jakkolwiek nie chciałbym żyć w kraju opanowanym przez ŚJ, to obecnie mam poczucie, że lepiej oni, niż Rydzyk. Mechanizm rekrutacji ludzi nieważnych i pominiętych podobny, a przynajmniej mają zakaz aktywności politycznej. I tego zakazu akurat przestrzegają powszechnie, bo niechodzenie na wybory jest raczej łatwe Uśmiech

Najlepiej byłoby jednak, gdyby po prostu nie było ludzi nieważnych i pominiętych. Spotykam wielu takich ludzi, których dzieci sobie wyjechały za fajną pracą, za granicę albo na drugi koniec Polski, a babcie i dziadki siedzą sobie samotnie w starym mieszkaniu i słuchają Radyja, bo co mają robić. Zanik stałych kontaktów międzypokoleniowych stworzył mohery. W porównaniu z tą masą rekrutowani przez ŚJ stanowią drobiazg.
Odpowiedz
#14
ZaKotem
Cytat:Co jest o tyle fajniejsze, że to chyba jedyna religia, która zobowiązuje swoich wyznawców do regularnych kontaktów z niewiernymi.
właściwie to jest chyba całkiem odwrotnie. Kontakty webunkowe jak najbardziej, ale towarzyskie już nie. Nawet w ramach rodziny czasem. Jest to chyba skuteczny sposób prania mózgu - jesli jest się przekonanym, że wszyscy z zewnatrz sa skazani na wieczne potępienie, to łatwiej się izolować, tak jak niektórzy podświadomie się odcinają od ludzi chorych, biednych, czy w inny sposob pokrzywdzonych
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#15
Już jakiś czas temu postanowiłem, że napiszę więcej w temacie ŚJ , teraz skrótowo bo nie mam dużo czasu.
1. "Świadkowie jako jedyne lub jedno z nie wielu wyznań wychodzi do niewiernych". Myślę, że to bzdura, wszystkie religie abrachamowe mają charakter misyjny (może z judaizmem jest inaczej jako nieuniwersalistycznym) wydaje się to immanentną cechą monoteizmu gdzie Bóg osobowy wymaga by oddawać mu wyłączną cześć. ŚJ wypracowali specyficzne, mocno zbiurokratyzowane metody i może dlatego się wyróżniają. Nie wiem czy to obowiązuje do dzisiaj, wątpię, ale kiedyś katolik mógł rozmawiać z innowiercą o Biblii tylko wtedy gdy upewnił się, że rozmówca ma mniejszą wiedzę na temat Biblii od niego, w przeciwnym wypadku szermierka na wersety i inne dyskusje były zabronione. ŚJ są też znaczną mniejszością, więc zawsze będą otoczeni innymi, nie mają innego wyjścia, inne religie gdy są niewielką mniejszością działają podobnie.
2. ŚJ i wybory. Jakby nie chodzenie na wybory wynikało z pewnej dawki anarchizmu, rozczarowania partyjniactwem uważam, że byłoby ok, ale tutaj jest bardzo silna religijna motywacja. Jedyny dopuszczalny jest Rząd Boży. Nie chodzenie dotyczy wszystkich wyborów i tych parlamentarnych, ale i do samorządu studenckiego, nie wiem jak np z głosowaniem nad trójkami klasowymi (jeżeli takie coś jeszcze istnieje). Ciekawy jestem co jakby w jakimś społeczeństwie demokratycznym liczba ŚJ znacząco wzrosła, czy kraj zacząłby się anarchizować czy nastąpiła by jakaś sprytna zmiana doktryny.
3. Własnie "zmienność doktryny ŚJ w czasie" to zagadnienie, które mnie najwięcej pochłaniało, zwłaszcza w kontekście nadchodzącego Armagedonu, końca świata, życia w "czasach ostatecznych", nadejścia "Królestwa Bożego", wyznaczania kolejnych konkretnych dat, a po fakcie tłumaczenie co dokładnie nastąpiło i co to oznaczało i że nie ma mowy o żadnej pomyłce.
4. W pracy dużo rozmawiałem z ŚJ. Na wiele tematów odpowiada bardzo schematycznie, najbardziej mnie interesuje co ma do powiedzenia na temat religijny, a o którym nie przeczyta w swoich zbiorach internetowych. Jego schematy, które zapamiętałem:
(na początku) "Ostatnio postanowiłem czytać Biblię i jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem....". Potem wytknąłem, że dlaczego kłamał, że ostatnio, mógł od razu się przedstawić, ale kontrargumentował, że "ostatnio" może oznaczać rok, dziesięć i ćwierć wieku. "Ostatnio oglądałem fascynujący program o ludzkim mózgu"->"nie wiedziałem, że jest w stanie pomieścić tyle informacji"-> "jest to najbardziej skomplikowany organ w całym wszechświecie",->"a i tak nasze mózgi są niedoskonałe to jakie będą jak będą doskonałe"->"Jest to dzieło Stwórcy"->.... .Wychodzi, że co tydzień ogląda ten sam "program dokumentalny", żeby o nim opowiedzieć. Mona zrobić wyrwę gdzieś, której nie przewidział i się gubi, np porównanie informacji w mózgu do największych stworzonych dysków twardych. Te dyskusje były spoko, niektóre nie bardzo, zapytałem o kazirodztwo pierwszych ludzi, pogooglował i wrócił, powiedział ,że sprawdził i podał dokładny rok przed naszą erą od kiedy "Stwórca" zabronił ludziom związków kazirodczych, jest twardym kreacjonistą, ale taki kreacjonizm jaki widzę to tylko atakowanie teorii ewolucji, a nie program pozytywny. Zastanowił mnie jego / ich zakaz prób kolonizacji układu słonecznego, wszechświata, skoro Stwórca dał ziemię by człowiek na niej żył to logicznie nie powinno się np kolonizować Australii czy niedostępnych wcześniej wysp, w przypowieści Jezusa o lampie twierdzi, że to kilkumilionowa populacja ŚJ na świecie jest własnie ta lampą, ale jak się zapyta dlaczego to cisza. Generalnie większość dyskusji przebiega w miłej atmosferze i w większości były dla mnie budujące.
5. Widać, że w Polsce ŚJ są nastawieni głównie na katolików rozczarowanych swoim kościołem i jednocześnie niezbyt dobrze znających swoją religię i BIblie. Ciężko się dziwić, po prostu dobrze to sobie wykalkulowali. Np wspominany kolega potrafił przytaczać fragmenty z Biblii Tysiąclecia albo Biblii Wujka świadczące o archaicznym tłumaczeniu i języku nieprzystającym do współczesności. W większości zgodziłem się, ale bardzo odpuścił jak zacząłem pytać o egzegezę, ustanowienie kanonu, starożytnych skrybów, tutaj zupełny brak wiedzy.
6. Zauważyłem, że jest silny nacisk by szybko zaczęli pracę zawodową i raczej unikali studiów wyższych, wyjazdów.
7. Zdarzyło mi się coś powiedzieć w stylu "musicie odrobić xx godzin..." to już nagle bardzo duży gniew, sztuczny wybuch ironicznego śmiechu, "widać jak nic o nas nie wiesz, nikt nic nie musi, wszystko jest dobrowolne....". To akurat było bardzo sztuczne, generalnie muszę uważać jakie słowa dobieram.
8. Słyszałem o przypadkach oczytanych ateistów, którzy pod wpływem rozmów z ŚJ (ale już nie szeregowymi, ale naprawdę dobrze znającymi Pismo) przechodzili do ich obozu, to byłyby dla mnie przypadki bardzo ciekawe.
9. Próby zbijania argumentów ŚJ w luźnej dyskusji uświadomiły mi, że sporo może mieć charakter uniwersalny i dotyczyć ogółem krytyki chrześcijaństwa.
Aha nie jestem jakimś wielkim znawcą ŚJ ani nie mam świetnej znajomości Biblii, na pewno i na tym forum są osoby ze znacznie większą wiedzą.
Stop andromedyzacji Drogi Mlecznej!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości