Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Medytacja
#1
Co myślicie o medytacji? A może nawet praktykujecie medytację i możecie napisać jakie są wasze doświadczenia z medytacją? 

Ten temat powstał z myślą o medytujących lub chcących się czegoś o medytacji dowiedzieć Uśmiech
Odpowiedz
#2
Kiedyś próbowałem medytować, ale to jest nudne i to bardzo. Podobnie jak różaniec i klepanie zdrowasiek. Najlepiej zająć umysł robotą.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#3
Jak chcesz być silny, niewzruszony, opanowany, kontrolować emocje to jest bardzo dobra, ale nie jest lekiem na frustracje i traumy. Bo niestety zamiast używać rozumu, żeby rozwiązać problemy, uczysz się wypierać negatywne myśli.
Samuraje dodatkowo oprócz medytacji uczyli się kaligrafii, poezji i właśnie po to, żeby pozostać wrażliwym emocjonalnie. Dlatego byli twardzi i elastyczni jednocześnie.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#4
lumberjack napisał(a): Kiedyś próbowałem medytować, ale to jest nudne i to bardzo. Podobnie jak różaniec i klepanie zdrowasiek. Najlepiej zająć umysł robotą.

Hahaha, oj bywa nudno. Ego nie może się przebić ze swoją narracja, ze swoimi filmami którymi się karmi i w których odgrywa różne role. Więc tak, nuda musi być, ale nie jest to też nieodłączny element. Występuje, powiedziałbym, na rozdrożu, kiedy tzw. małpi - szukający ciągle czegoś - umysl, dostaje po tyłku, ale w dalszym ciągu jego perspektywa jest wiodącą, bo kiedy już się wyjdzie poza niego, kiedy niknie podział na zewnętrzne i wewnętrzne, kiedy już tak nago i w pełni doświadcza się tego co jest i nie kombinuje z tym co być powinno i co będzie, tam nie ma ani ziarenka nudy.

Kiedy jesteś na intensywnej praktyce, na której każdego dnia zachowuje się milczenie i medytuje po wiele godzin dziennie i rozbiegany umysł zacznie kombinować "ile jeszcze do końca sesji?", "Jak mi idzie" itp. a jeszcze gdzieś tam swędzi, nogi dretwieją., to to jest nie do zniesienia... Małpi umysł musi się poddać, a wtedy będzie bardziej gładko.

Tzn. ja mówię ze swojej perspektywy. Praktykuje bardzo proste metody, tak proste, że trudno je nazwać metodami ale o tym później.

Różaniec, zdrowaśki, może i można nazwać to medytacją, kontemplacją, mantrą, która jeśli wypełni umysł to wyprze pozostałe treści czyniąc go bardziej stabilnym, ale ja wolę kiedy umysł pozostaje elastyczny klarowny świeży a nie w taki mechaniczny sposób wprowadzony w trans.

Mnie taka forma otumania, uspokaja ale jednocześnie otumania. Może na innych ludzi inaczej to działa.


Rodica, hmm, myślę że może się tak zdarzyć ale medytacja powinna prowadzić do większej harmonii z otoczeniem.

Faktem jest, że medytacja była wykorzystywana do stawania się bardziej nieczułym, ale to jeszcze nie znaczy, że to reguła.
Odpowiedz
#5
Lampart:
Medytacja to obserwacja przeplywających przez umysł myśli. W ten sposób nie uświadomisz sobie jaka jest przyczyna ich pojawienia się. Możesz nauczyć się spokoju ale nie zrozumiesz co siedzi w twojej głowie.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#6
Lampart napisał(a): Co myślicie o medytacji? A może nawet praktykujecie medytację i możecie napisać jakie są wasze doświadczenia z medytacją? 

Ten temat powstał z myślą o medytujących lub chcących się czegoś o medytacji dowiedzieć Uśmiech

O której medytacji? Takiej z paciorkami jak Drwal napisał czy innej?

lumberjack napisał(a): Kiedyś próbowałem medytować, ale to jest nudne i to bardzo. Podobnie jak różaniec i klepanie zdrowasiek. Najlepiej zająć umysł robotą.

Jest nudne. I nie dla każdego jest wskazana, i nie każdy rodzaj. Różaniec odpowiednio praktykowany to też medytacja, różne kontemplacje chrześcijańskie, ale do tego są potrzebne odpowiednie warunki i podejście. Medytacja podczas pracy też jest możliwa, ale nie każdej pracy i nie w każdych warunkach.

Rodica napisał(a): Jak chcesz być silny, niewzruszony, opanowany, kontrolować emocje to jest bardzo dobra, ale nie jest lekiem na frustracje i traumy. Bo niestety zamiast używać rozumu, żeby rozwiązać problemy, uczysz się wypierać negatywne myśli.

Medytacja nie powinna służyć do wypierania negatywnych myśli, tylko do akceptacji istnienia wrażeń jakie się pojawiają.

Rodica napisał(a): Samuraje dodatkowo oprócz medytacji uczyli się kaligrafii, poezji i właśnie po to, żeby pozostać wrażliwym emocjonalnie. Dlatego byli twardzi i elastyczni jednocześnie.

A do tego medytacja może służyć.


Lampart napisał(a): Kiedy jesteś na intensywnej praktyce, na której każdego dnia zachowuje się milczenie i medytuje po wiele godzin dziennie i rozbiegany umysł zacznie kombinować "ile jeszcze do końca sesji?", "Jak mi idzie" itp. a jeszcze gdzieś tam swędzi, nogi dretwieją., to to jest nie do zniesienia... Małpi umysł musi się poddać, a wtedy będzie bardziej gładko.


Takie przesiadywanie na siłę to zbędne umartwianie się. Praktykowanie oderwania od rzeczywistości.


Rodica napisał(a): Medytacja to obserwacja przeplywających przez umysł myśli. W ten sposób nie uświadomisz sobie jaka jest przyczyna ich pojawienia się. Możesz nauczyć się spokoju ale nie zrozumiesz co siedzi w twojej głowie.

Nie wiem dlaczego wypisujesz takie rzeczy, bo wygląda to jak pisanie dla sztuki, byle zaistnieć, a nie wynikające z większego zrozumienia czegoś.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#7
Żarłak

Rodica ma dużo racji, jest taki nauczyciel Zen, który jest jednocześnie psychoterapeutą i wspominał, że nawet mistrzowie Zen przychodzą do niego na terapie z problemami.
Przy czym to chyba zależy konkretnie od metody. Są ponoć takie, które czynią umysł super zdrowym. Wywalają wszystkie brudy.

Cytat:O której medytacji? Takiej z paciorkami jak Drwal napisał czy innej?

O jakiej chcecie, tylko z wyszczególnieniem, żeby było jasne o czym mowa, np. jakiej medytacji próbował to tego już nie dopisał Lumberjack, a szkoda, może jeszcze doda.


Cytat:Takie przesiadywanie na siłę to zbędne umartwianie się. Praktykowanie oderwania od rzeczywistości.

Pomaga pogłębić nawyki a raczej osłabić nawyki ego.
Odpowiedz
#8
Rodica napisał(a): Dlatego byli twardzi i elastyczni jednocześnie.

Teraz już wszystko rozumiem. Należy dążyć do bycia siusiakiem.

Lampart napisał(a): Więc tak, nuda musi być, ale nie jest to też nieodłączny element. Występuje, powiedziałbym, na rozdrożu, kiedy tzw. małpi - szukający ciągle czegoś - umysl, dostaje po tyłku, ale w dalszym ciągu jego perspektywa jest wiodącą, bo kiedy już się wyjdzie poza niego, kiedy niknie podział na zewnętrzne i wewnętrzne, kiedy już tak nago i w pełni doświadcza się tego co jest i nie kombinuje z tym co być powinno i co będzie, tam nie ma ani ziarenka nudy.

Ok, ale po co w ogóle medytacja?

Lampart napisał(a): Tzn. ja mówię ze swojej perspektywy. Praktykuje bardzo proste metody, tak proste, że trudno je nazwać metodami ale o tym później.

Ok.

Lampart napisał(a): Różaniec, zdrowaśki, może i można nazwać to medytacją, kontemplacją, mantrą, która jeśli wypełni umysł to wyprze pozostałe treści czyniąc go bardziej stabilnym, ale ja wolę kiedy umysł pozostaje elastyczny klarowny świeży a nie w taki mechaniczny sposób wprowadzony w trans.

Ok, zacznijmy może od tego jaki jest cel medytacji? Chodzi o oderwanie się od tego czym na co dzień zaprzątamy sobie myśli?

Żarłak napisał(a): Medytacja nie powinna służyć do wypierania negatywnych myśli, tylko do akceptacji istnienia wrażeń jakie się pojawiają.

A to bez medytacji nie akceptujemy tych wrażeń?

Żarłak napisał(a): Medytacja podczas pracy też jest możliwa, ale nie każdej pracy i nie w każdych warunkach.

Nie wiem czy to medytacja ale mam dwie metody, przy których umysł mi się oczyszcza, odpręża, relaksuje:

1) Przygotować sobie parę metrów przestrzennych drewna i popijając piwko rąbać je aż ręce odmówią posłuszeństwa. Parę metrów sześciennych starcza na parę dni (albo tygodni - zależy od dawki, od tego ile godzin dziennie się rąbie) takiej "medytacji".

2) Brzytwa. Żeby się nią ogolić bez zranienia trzeba być maksymalnie skupionym. Jedno zaniedbanie, chwila rozkojarzenia, braku koncentracji i krew się leje. Samo golenie brzytwą plus cała otoczka związana z przygotowaniem odpowiedniego namydlenia mordy i głowy składa się na "rytuał" odprężająco-oczyszczający.

No i to mi starcza. Dla mnie jest to lepsze od medytacji, bo się nie nudzę i nie zamulam, a przy okazji jest z tego coś pożytecznego - zawsze trochę drewna porąbanego albo gęba ogolona.

Lampart napisał(a): jakiej medytacji próbował to tego już nie dopisał Lumberjack, a szkoda, może jeszcze doda.

Kiedyś dawno temu pisał na forum Kilgore Trout. Zajebiście pisał, a do tego był buddystą i polecił mi tę książkę: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/101051/z...strzow-zen

No i cóż - przeczytałem, potem próbowałem tej całej medytacji, ale to nie dla mnie, nie moja bajka. Nuda, wieje nudą.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#9
Lumberjack

Cytat:Ok, zacznijmy może od tego jaki jest cel medytacji? Chodzi o oderwanie się od tego czym na co dzień zaprzątamy sobie myśli?

To już sprawa indywidualna, jeden stosuje medytacje w takim celu a ktoś inny w takim.
Co było twoim motywem? Ciekawość?
Bardzo często ludzie są po prostu ciekawi, chcą sprawdzić o co w tym chodzi, szukają nowych doznań itp.
Niektórzy pewnie myślą że osiągną dzięki temu jakieś super zdolności, częściowo taki pogląd jest uzasadniony.
Medytacja niektórym służy jako ucieczka przed problemami, przed życiem - stanowi swoistą bańkę w której mogą się schować i dobrze poczuć.

Jak dla mnie powinno być jednak na odwrót - medytacja sposobem na wejście w bardziej bezpośrednia relacje z życiem i takiego podejścia uczą mistrzowie medytacji.

Na tym filmiku dziennikarz, który postanowił na własną rękę i ze sceptycznym podejściem sprawdzić czym jest medytacja, już po wyrobieniu sobie zdania opowiada o korzysciach:

https://youtu.be/FAcTIrA2Qhk


Czyli lubisz się czymś zająć, np. rąbaniem drewna czy innymi czynnościami wymuszającymi uwagę.
Wiem nawet czemu. W mózgu są takie dwa ośrodki czy raczej funkcjonalne sieci, zwał jak zwał.

"default mode network" -
https://drive.google.com/file/d/0B9IyLjP...lMWRl/view

ośrodek ulegający aktywizacji kiedy człowiek jest w stanie pasywnym i się czymś nie zajmuje np. rąbaniem drewna. Ten ośrodek to różne narracje ego, obsesje, imaginacje, wspomnienia przeszłości, zamartwianie się przyszłością, slowem bujanie w obłokach gdzie ego wciela się w różne role.



"task positive network" - ośrodek ulegający aktywizacji kiedy człowiek aktywnie angażuje się w jakąś czynność i jest wtedy w żywiole, we flow, a sportowcy mówią że "in zone". I kiedy ten ośrodek się aktywizuje to ten "default mode network" się wycisza. Dlatego mówi się, że jakaś czynność pochłania, rąbiąc drewno na 100% angażując się, nie skupiasz się na sobie, na przyszłości, przeszłosci, jest tylko ta czynność rąbania drewna.

Tak się składa, że poprawna medytacja również dezaktywizuje ten narcystyczny "default mode network" i regularna praktyka powoduje jego osłabienie na stałe. Wyciszają go również psychodeliki typu ayahuasca, dmt, choć robią to tylko na czas działania. To dlatego ludzie później raportują, że jak byli pod wpływem to ich ego zniknęło, że czuli jednosc z wszechświatem itp.

Książka która polecił ci wspomniany forumowicz jest dość słaba. Za wiele się z niej o medytacji nie dowiesz.
W następnym poście napiszę jeszcze trochę o tej nudzie.
Odpowiedz
#10
Budda wcisnął kita biedakom, obiecując im uwolnienie się od cierpienia poprzez medytację.

Sam pochodził z królewskiego rodu, żył otoczony bogactwem, miłością i zapragnął konfrontacji z prawdziwym życiem.
Ale ludzie żyjący wówczas prawdziwym życiem, zmagający się z prawdziwymi problememi nie mogli uwolnić się od iluzji. Oni wręcz iluzji potrzebowwli, żeby egzystować. Taka jest natura ludzkiego umysłu, im większego cierpienia doświadcza, tym większe iluzje tworzy.
Iedalna ideologia dla czasów feudalnych, bogaty następca tronu uwalnia się od iluzji żyjąc w ascezie.
A biedaki naśladują praktyki nie pojmując filozofii, która za nimi stoi i której pojąć nie mogą z racji swojego położenia.
Medytacja to rozrywka dla bogatych, którym iluzja przeszkadza w życiu.
Bajki o Buddzie, Jezusie miały na celu zapobiec zbuntowaniu się plebsu przeciwko władzy i dać  nadzieję czyli iluzję  na wolność i szczęście
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#11
Rodica napisał(a): Budda wcisnął kita biedakom, obiecując im uwolnienie się od cierpienia poprzez medytację.

Sam pochodził z królewskiego rodu, żył otoczony bogactwem, miłością i zapragnął konfrontacji z prawdziwym życiem.
Ale ludzie żyjący wówczas prawdziwym życiem, zmagający się z prawdziwymi problememi nie mogli uwolnić się od iluzji. Oni wręcz iluzji potrzebowwli, żeby egzystować. Taka jest natura ludzkiego umysłu, im większego cierpienia doświadcza, tym większe iluzje tworzy.
Iedalna ideologia dla czasów feudalnych, bogaty następca tronu uwalnia się od iluzji żyjąc w ascezie.
A biedaki naśladują praktyki nie pojmując filozofii, która za nimi stoi i której pojąć nie mogą z racji swojego położenia.
Medytacja to rozrywka dla bogatych, którym iluzja przeszkadza w życiu.
Bajki o Buddzie, Jezusie miały na celu zapobiec zbuntowaniu się plebsu przeciwko władzy i dać  nadzieję czyli iluzję  na wolność i szczęście

Jest w tym sporo racji i tłumaczy, dlatego buddyzm nigdzie się mocno nie utrwalił w społeczeństwie, chyba że tam, gdzie przyjął formę kiczowato-czarodziejską, jak w Tybecie czy Tajlandii. Ale dzisiaj przeciętny Janusz żyje w luksusach jak starożytny maharadża. Tak jak maharadża, nie muszę sam mielić zboża, doić krów ani wynosić nieczystości. W życiu nie bałem się, czy będę miał co jeść. Na zawołanie mam w internetach błaznów, kuglarzy i tancerki erotyczne, które cuda pokazują. Skoro luksus stał się powszechny, to i filozofia luksusu (niekoniecznie buddyzm, bogaci i zblazowani europejscy filozofowie też trochę nawymyślali) zaczyna wypierać filozofię biedy (cierpisz, mój biedny, wszyscy cierpimy, Pan Bóg też cierpi, biedny Bóg, ale nie martw się, po śmierci nam się polepszy).
Odpowiedz
#12
No nie mogę się z wami zgodzic. Budda miał luksusy, ale nie zapewniały mu szczęścia więc osobiście poszedł drogą najpierw ascezy a później środka...
A wy piszecie tak jakby przez okno pałacu krzyknął do biedaków że niech medytują i dadzą zamożnym spokój, a sam się tylko obzeral i spał.
Odpowiedz
#13
Lampart:
Nie był szczęśliwy bo nie miał wyboru, został odcięty od świata, zamknięty w złotej klatce.
Biedak też nie ma wyboru, musi klepać biedę i zwalczać frustrację uświęconymi rytuałami.
Możliwość wolnego wybóru kształtuje świadomą jednostkę, która wie czego chce i czego potrzebuje.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#14
Lampart napisał(a): No nie mogę się z wami zgodzic. Budda miał luksusy, ale nie zapewniały mu szczęścia więc osobiście poszedł drogą najpierw ascezy a później środka...
Ale przecież o tym właśnie pisze ZaKotem. Współczesny człowiek Zachodu również ma luksusy i również czasem odczuwa przesyt i brak szczęścia. Więc szuka tam, gdzie szukał tamten.

Inna sprawa, że Chrystus też nie głosił swojej Ewangelii w okresie biedy, ale wręcz przeciwnie – w czasie gospodarczej hossy, gdy jego naród dokonywał wielkich inwestycji. Nie mówiąc już o tym, że potem chrześcijaństwo się kształtowało w państwie dobrobytu, gdzie obywatele dostawali chleb za darmo. Akurat w warstwie praktycznej chrześcijaństwo i buddyzm są bardzo podobne.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#15
Buddyzm jest dobry dla biednych i bogatych, a właściwie to buddyzm to nauka życia zgodnego z prawdą. Biedota doswiadcza prawd egzystencji tak samo, a często i bardziej niż bogaci. Wielkimi buddystami byli ludzie z różnych warstw społecznych i prowadzących różne tryby zycia!
Odpowiedz
#16
Lampart napisał(a): Buddyzm jest dobry dla biednych i bogatych, a właściwie to buddyzm to nauka życia zgodnego z prawdą. Biedota doswiadcza prawd egzystencji tak samo, a często i bardziej niż bogaci. Wielkimi buddystami byli ludzie z różnych warstw społecznych i prowadzących różne tryby zycia!
Ale przecież chrześcijanin powie to samo o chrześcijaństwie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#17
To nie ma nic do rzeczy bo ja swojego poglądu nie uzasadniłem tym co chrześcijan powie o chrześcijaństwie.
Odpowiedz
#18
Lampart napisał(a): To nie ma nic do rzeczy bo ja swojego poglądu nie uzasadniłem tym co chrześcijan powie o chrześcijaństwie.
No nie. Ale przecież chrześcijanin może uzasadnić analogicznie:
Cytat: Chrześcijaństwo jest dobre dla biednych i bogatych, a właściwie to chrześcijaństwo to nauka życia zgodnego z Prawdą. Biedota doświadcza upadku ludzkiej natury i odkupienia w Chrystusie tak samo, a często i bardziej niż bogaci. Wielkimi chrześcijanami byli ludzie z różnych warstw społecznych i prowadzących różne tryby zycia!
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#19
No może, ale nie rozumiem co w związku z tym? Czy ja pisałem, że chrześcijaństwo jest tylko dla bogatych?
Odpowiedz
#20
Lampart napisał(a): No może, ale nie rozumiem co w związku z tym? Czy ja pisałem, że chrześcijaństwo jest tylko dla bogatych?
Raczej odwrotna sugestia tutaj padła (ale nie z Twoich ust), że chrześcijaństwo jest tylko dla biednych.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości