Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Medytacja
#21
Chrześcijaństwo jest dla konserw. Konserwy to ludzie, którzy kochają wolny rynek i nienawidzą kultury, która on tworzy. Nienawidzą być może dlatego, że trudno się im przystosować do nowej rzeczywistości, która wymaga umiejętności humanistycznych, zdolności interpersonalnych, umiejętności współpracy.
Typowy konserwatysta to człowiek mrukliwy, niezadowolony i nadęty. Uśmiech
Zawsze sceptyczny, negatywnie nastawiony, zniechęcajacy innych do dzialania, dlatego lepiej ich unikać z korzyścią dla zdrowia psychicznego. Mówię na podstawie moich doświadczeń z konserwami, dzięki którym straciłam zdrowie psychiczne i wiarę w siebie.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#22
Miałem napisać o nudzie podczas medytacji, a więc kiedy po prostu siedzisz i nie nudzisz się, to dobry znak.

Pytacie jak medytuje, siedze i otwieram dłoń myśli. Kto zgadnie co oznacza ta metafora? Użył jej jeden mistrz Zen
Odpowiedz
#23
Rodica napisał(a): Chrześcijaństwo jest dla konserw. Konserwy to ludzie, którzy kochają wolny rynek i nienawidzą kultury, która on tworzy.
Przecież chrześcijaństwo istniało na długo zanim ktoś w ogóle wykoncypował sobie coś takiego jak „wolny rynek”! Pewne „zrośnięcie” chrześcijaństwa z wolnym rynkiem obserwujemy w świecie amerykańskiego protestantyzmu, gdzie istnieje moda na pozowanie z giwerą i Biblią na tle amerykańskiej flagi. U nas – w charakterze bezmyślnego naśladowania hameryki też się to widuje. Ale przecież ani Cesarstwo Rzymskie, ani Średniowieczna Europa (twory polityczne kluczowe dla ukształtowania się wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa) nie były wolnorynkowe.
Cytat:Nienawidzą być może dlatego, że trudno się im przystosować do nowej rzeczywistości, która wymaga umiejętności humanistycznych, zdolności interpersonalnych, umiejętności współpracy.
Typowy konserwatysta to człowiek mrukliwy, niezadowolony i nadęty. Uśmiech
No dobrze. Obraziłaś sobie publicznie chrześcijan. Ulżyło Ci chociaż od tego? To może teraz napisz coś na temat.
Cytat:Mówię na podstawie moich doświadczeń z konserwami, dzięki którym straciłam zdrowie psychiczne i wiarę w siebie.
Wybacz, droga Rodico, ale jakoś nie widzę związku między moimi działaniami (choć zrobiłem w życiu wiele złego) a Twoim zdrowiem psychicznym. Zatem próba wpędzenia mnie w poczucie winy chyba Ci się nie uda.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#24
zefciu napisał(a): Inna sprawa, że Chrystus też nie głosił swojej Ewangelii w okresie biedy, ale wręcz przeciwnie – w czasie gospodarczej hossy, gdy jego naród dokonywał wielkich inwestycji. Nie mówiąc już o tym, że potem chrześcijaństwo się kształtowało w państwie dobrobytu, gdzie obywatele dostawali chleb za darmo. Akurat w warstwie praktycznej chrześcijaństwo i buddyzm są bardzo podobne.
Jednak w Rzymie początkowo chrześcijaństwo wyznawały ludy podbite, kobiety i niewolnicy, wszyscy tacy, którzy za darmo dostawali co najwyżej w pysk. Dopiero po paru wiekach doszło do obywateli, a najpóźniej do arystokracji i... wolnych wieśniaków, od których słowo "paganus" zaczęło oznaczać niechrześcijan. Miało więc wyraźne objawy "idei wyzwoleńczej proletariatu". Na Wschodzie chyba była nieco odmienna sytuacja, skoro tam wcześniej wykształciły się praktyki ascetyczno-mistyczne, rzeczywiście zadziwiająco podobne do buddyjskich.
Odpowiedz
#25
Pytałem się koleżanki czy medytuje. Jej odpowiedź brzmiała tak:

- "Próbowałam ale to nie dla mnie, nie umiem tak o niczym nie myśleć".

Czyli pokutuje tu powszechne nieporozumienie, że podczas medytacji nie powinno być myśli.
Że powinna być próżnia w głowie.

Tymczasem one mogą być, ale nie należy ich łapać i trzymac. Ludzie traktują swoje myśli jak obiekty którymi jako podmioty manipulują. Otwieranie dłoni myśli to puszczanie myśli inaczej, nikt nie zgadł więc plusów nie będzie...
Odpowiedz
#26
ZaKotem napisał(a): Jest w tym sporo racji i tłumaczy, dlatego buddyzm nigdzie się mocno nie utrwalił w społeczeństwie, chyba że tam, gdzie przyjął formę kiczowato-czarodziejską, jak w Tybecie czy Tajlandii.
Nie no, to akurat czyni buddyzm religią wysoce użyteczną z punktu widzenia władzy. Postawa "myślcie o wiekuistości a nie doczesnych marnościach" zawsze znajdzie protektorów i promotorów, bo wspiera spokój społeczny. No chyba, że przegnie jak dżinizm czy manicheizm, które niosły zbyt dużo dobrodziejstw inwentarza ze sobą. Zresztą zasięg buddyzmu jest naprawdę duży - Cejlon, Indochiny, Mongolia, w specyficznej symbiotycznej koegzystencji z innymi religiami Chiny i Japonia.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#27
kmat napisał(a): Nie no, to akurat czyni buddyzm religią wysoce użyteczną z punktu widzenia władzy. Postawa "myślcie o wiekuistości a nie doczesnych marnościach" zawsze znajdzie protektorów i promotorów, bo wspiera spokój społeczny.
Toteż znajdował i to hojnych - w Indiach Aśoki i w Chinach zakony buddyjskie stały się wielkimi posiadaczami ziemskimi, podobnie jak Kościół katolicki. Rzecz w tym, że laska pańska pstremu koniowi stoi, więc po pewnym czasie zawsze pojawi się władza "protestancka" która zechce to tałatajstwo zsekularyzować. Ale to się nie może udać, gdy religia ma oparcie w plebsie, bo to grozi szybką detronizacją i defenstracją. Dlatego w mocarstwach buddyzm nie miał szans na wiekuiste utrzymanie się, bo kiedy cesarz zapragnął położyć łape na majątkach buddystów, to mógł ogłosić, że są paskudni i jedzie im z paszczy, i nikt go z tego powodu nie ekskomunikował.
Cytat:No chyba, że przegnie jak dżinizm czy manicheizm, które niosły zbyt dużo dobrodziejstw inwentarza ze sobą. Zresztą zasięg buddyzmu jest naprawdę duży - Cejlon, Indochiny, Mongolia, w specyficznej symbiotycznej koegzystencji z innymi religiami Chiny i Japonia.
No ale "koegzystencja" to już nie jest religia, tylko taki stary new age, gdzie sobie każdy wybiera, co mu się podoba z każdego systemu.
Odpowiedz
#28
ZaKotem napisał(a): Toteż znajdował i to hojnych - w Indiach Aśoki i w Chinach zakony buddyjskie stały się wielkimi posiadaczami ziemskimi, podobnie jak Kościół katolicki. Rzecz w tym, że laska pańska pstremu koniowi stoi, więc po pewnym czasie zawsze pojawi się władza "protestancka" która zechce to tałatajstwo zsekularyzować. Ale to się nie może udać, gdy religia ma oparcie w plebsie, bo to grozi szybką detronizacją i defenstracją. Dlatego w mocarstwach buddyzm nie miał szans na wiekuiste utrzymanie się, bo kiedy cesarz zapragnął położyć łape na majątkach buddystów, to mógł ogłosić, że są paskudni i jedzie im z paszczy, i nikt go z tego powodu nie ekskomunikował.
Poza Indiami, gdzie buddyzm zawsze był mniejszościowy, takie zjawiska za bardzo nie występowały.
ZaKotem napisał(a): No ale "koegzystencja" to już nie jest religia, tylko taki stary new age, gdzie sobie każdy wybiera, co mu się podoba z każdego systemu.
W sumie w Chinach tak to chyba działa. Jest miliard Chińczyków, z czego jeden miliard to konfucjaniści, drugi to buddyści, a trzeci miliard to taoiści. Analogicznie w Japonii z buddyzmem i szinto.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#29
Lampart napisał(a): Żarłak

Rodica ma dużo racji, jest taki nauczyciel Zen, który jest jednocześnie psychoterapeutą i wspominał, że nawet mistrzowie Zen przychodzą do niego na terapie z problemami.
Przy czym to chyba zależy konkretnie od metody. Są ponoć takie, które czynią umysł super zdrowym. Wywalają wszystkie brudy.

Ano som. To się nazywa wybielacz.

lumberjack napisał(a): A to bez medytacji nie akceptujemy tych wrażeń?

Raczej nie zawsze. Zależy od charakteru i nastawienia.

Cytat:Nie wiem czy to medytacja ale mam dwie metody, przy których umysł mi się oczyszcza, odpręża, relaksuje:

1) Przygotować sobie parę metrów przestrzennych drewna i popijając piwko rąbać je aż ręce odmówią posłuszeństwa. Parę metrów sześciennych starcza na parę dni (albo tygodni - zależy od dawki, od tego ile godzin dziennie się rąbie) takiej "medytacji".

2) Brzytwa. Żeby się nią ogolić bez zranienia trzeba być maksymalnie skupionym. Jedno zaniedbanie, chwila rozkojarzenia, braku koncentracji i krew się leje. Samo golenie brzytwą plus cała otoczka związana z przygotowaniem odpowiedniego namydlenia mordy i głowy składa się na "rytuał" odprężająco-oczyszczający.

No i to mi starcza. Dla mnie jest to lepsze od medytacji, bo się nie nudzę i nie zamulam, a przy okazji jest z tego coś pożytecznego - zawsze trochę drewna porąbanego albo gęba ogolona.


No i spoko. Mam dla ciebie trzecią. Podczas rąbania drewna albo zaraz po nim mógłbyś medytować nad rozwijaniem doktryny kaszankizmu i schabizmu. Serio piszę. I pamiętaj o głębokich oddechach.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#30
Raczej o dużych kęsach.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#31
Gawain napisał(a): Raczej o dużych kęsach.

Słyszałem, że bierzesz różne specyfiki na poprawę koncentracji. Nawet najlepiej odżywiony mózg będzie się wieszał jeśli umysł ma złe nawyki.

Koncentracja, jak dla mnie to nie jest wytezanie umysłu, tylko spoczywanie w nierozproszeniu.

Umysł odpuszcza, odpoczywa przy jednoczesnym zachowaniu bezwysilkowej świadomości tego odpoczynku.

Właściwie to się zlewa w jedno...
Odpowiedz
#32
Lampart napisał(a): Co myślicie o medytacji? A może nawet praktykujecie medytację i możecie napisać jakie są wasze doświadczenia z medytacją? 
Tak, medytuję. Zarówno formalnie jak i nieformalnie (praktycznie niemal cały czas).

Formalnie to często łączę to jeszcze z opalaniem się i/lub hartowaniem Duży uśmiech

A najlepiej chyba na mnie działają medytacje prowadzone.
"Z miłością do szpady, z humorem do tarczy!" ("Szkoła Bogów", Bernard Werber)
Odpowiedz
#33
Neuroza

To dobrze. A możesz napisać coś więcej na temat swojej medytacji?
Jak się przejawia medytacja pozaformalna? Jak formalna?
Odpowiedz
#34
Jednak miał rację ten dziennikarz z BBC który mówił że w latach 40 jakby ktoś uprawiał jogging to ludzie pytali by się kto go goni... A teraz ludzie dziwnie patrzą na medytujących. Na tinderze niepotrzebnie się przyznałem do tego że medytuję od razu zostałem wyrzucony z kontaktów. Dziewczyna bardzo ładna i do tej pory uprzejma tak po prostu mnie skasowała... Prawdopodobnie wydałem się jej zniewieściały a ona szukała ostrego typa a nie jakiegoś jogina.. z wyglądu wydałem się ostry i dlatego dała lajk ale jak usłyszała o medytacji to już było dla niej nie to ಠ︵ಠ
Odpowiedz
#35
Rodica, a wiesz, że to co opisałaś o tym surowym doświadczeniu buszmenów jest też wspólne z medytacją?
O to właśnie chodzi w medytacji by doświadczać i nie budować na tym doświadczeniu fabrykacji. Dza Kilung Rinpoche w swojej książce przedstawiającej medytacje Dzogczen ułożone dla ludzi Zachodnich, pisze wprost, że:

"
simply be present, because the most important thing is the experience of the moment. Discursive thoughts don’t matter. It is better to be in the moment instead of imagining something such as a wonderful memory or signs of improvement. Just drop that and be present.
As you become more natural in your meditation, it will begin to flow. Flow is very important. For example, it may be a warm day. Then there comes a cool breeze. Then comes a hot wind. But you are simply experiencing the feeling of those breezes, allowing them to flow around you without introducing a pause. When you pause in the middle of an experience, it requires that your attention become engaged, and then the flow comes to a stop.
Meditation is also like swimming. Whatever choice of strokes you use to move through the water doesn’t matter. You and the water are connected. You are enjoying the movement through the water, the feeling, but you are not paying attention to what exactly the hands and feet are doing. You are more into the sensation of oneness you feel with the water. Bringing this back to meditation, when you are feeling the calmness and nondual connection with the flow of the meditation, your thoughts may still be manifesting in their normal patterns—a variety of “swimming strokes”—but it doesn’t matter. Your meditation flows. And as long as it isn’t “paused,” go smoothly on."

Powyższy cytat pochodzi z genialnej książki o medytacji:

https://www.amazon.com/Relaxed-Mind-Seve...1611802822



Tam Adaptus napisał, że to jest odmóżdżanie się, ale wcale nie, znam ludzi, którzy dzięki medytacji zrobili się strasznie bystrzy na przykład w matematyce bo koncentracja im się podniosła.
Odpowiedz
#36
Obecnie jest to wchodzenie w bezruch.
"Z miłością do szpady, z humorem do tarczy!" ("Szkoła Bogów", Bernard Werber)
Odpowiedz
#37
Hmm ciekawe, zakładam, że jest to coś w stylu "oka cyklonu" ale widze, że nie chcesz być wylewny to nie ciągnę za język.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości