Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Konserwatyzm w dzisiejszej Polsce
#1
Tak mi sie nasunelo pytanie czytajac inny watek, jak byscie go teraz definiowali?
Odpowiedz
#2
Nie odważyłbym się definiować dla żadnego środkowoeurpejskiego kraju. Żeby mówić o konserwatyzmie trzeba kilku wieków politycznej stabilności. Bez tego nie wytworzą się tradycyjne instytucje i nie będzie co konserwować.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#3
Zdefiniowałbym konserwatyzm tak jak twórca konserwatyzmu, Edmund Burke. Konserwatyzm to sprzeciw wobec wszelkich przemian rewolucyjnych, zastępowania jednego państwa i ustroju drugim, choćby i ten drugi wydawał się fajniejszy. Nie znaczy to, że konserwatysta jest przeciwny zmianom, tylko że zmiany te powinny mieć charakter ewolucyjny, tak aby nikt nie miał wrażenia, że po zmianie władzy znajduje się w innym kraju. W Polsce po 1990 partią konserwatywną było SLD, a potem tę rolę przejęło PO.
Odpowiedz
#4
Na tej zasadzie to prawie wszystko w Polsce było konserwatywne. Wyraźnie rewolucyjne były wśród zauważalnych sił tylko partie korwinie, kaczyńskie i moczulskie.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#5
kmat napisał(a): Na tej zasadzie to prawie wszystko w Polsce było konserwatywne. Wyraźnie rewolucyjne były wśród zauważalnych sił tylko partie korwinie, kaczyńskie i moczulskie.
Rewolucyjnymi były też np. siły solidarnościowe w trakcie transformacji. A po transformacji rozpadły się na frakcję konserwatywną – zadowoloną ze skutków transformacji i rewolucyjną – kontestującą transformację. Koncepcja ZaKotem tłumaczy też, dlaczego szlag trafił SLD. W obecnej rzeczywistości w zasadzie nie ma czego ta partia konserwować, a nie udało jej się przekształcić w porę w partię rewolucyjną.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#6
zefciu napisał(a): Rewolucyjnymi były też np. siły solidarnościowe w trakcie transformacji.
Wtedy wszystko było w takiej ruinie, że literalnie nie było czego konserwować.
zefciu napisał(a): i rewolucyjną – kontestującą transformację.
Nie wiem, czy nie lepiej określić ją jako reakcyjną. Na czym polega różnica:
Kiedyś na forum ktoś (chyba ZaKotem) zdefiniował konserwatywny i rewolucyjny liberalizm i socjalizm biorąc pod uwagę stosunek do preferencji czasowej i ryzyka. Tu bym dokonał dość podobnego podziału w zależności od stosunku ryzyka i otwartości na zmiany:
1) otwartość na zmiany, brak obawy przed ryzykiem - rewolucjonizm,
2) zamknięcie na zmiany, brak obawy przed ryzykiem - reakcjonizm,
3) otwartość na zmiany, obawa przed ryzykiem - progresywizm,
4) zamknięcie na zmiany, obawa przed ryzykiem - konserwatyzm.
zefciu napisał(a): Koncepcja ZaKotem tłumaczy też, dlaczego szlag trafił SLD. W obecnej rzeczywistości w zasadzie nie ma czego ta partia konserwować,
Fajno, tylko na dziś to trzecia siła polityczna w Polsce. Znaleźli sobie niszę właśnie jako partia progresywna.
zefciu napisał(a): a nie udało jej się przekształcić w porę w partię rewolucyjną.
To byłaby najgłupsza rzecz jaką mogliby zrobić. Osiągnięcia Ikonowicza i Ziętka w pozyskiwaniu elektoratu jasno wskazują jakie jest zapotrzebowanie na rewolucyjny socjalizm, a analogiczne osiągnięcia Sierpińskiego i Tanajny jakie jest na rewolucyjny liberalizm.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#7
kmat napisał(a): Wtedy wszystko było w takiej ruinie, że literalnie nie było czego konserwować.
No tak. Dlatego PZPR poniósł klęskę. Ale poprawa nie nastąpiła z dnia na dzień, dlatego już wkrótce pojawiło się hasło „za komuny było lypij” i SdRP mogła na tym sentymencie budować.

Cytat:Nie wiem, czy nie lepiej określić ją jako reakcyjną.
W obliczu tej definicji, jaką podajesz później – tak.

Przy rozumieniu „reakcyjności” jako cofnięcia się do czasów minionych, nie jest to do końca uczciwe. A nawet wobec wroga politycznego powinniśmy zachować intelektualną uczciwość. PiS jednak nie głosi 100% powrotu do PRL, tak jakby chciał to widzieć pilaster. Raczej to, że transformacja została przeprowadzona źle i powinno się ją przeprowadzić inaczej.
Cytat:1) otwartość na zmiany, brak obawy przed ryzykiem - rewolucjonizm,
2) zamknięcie na zmiany, brak obawy przed ryzykiem - reakcjonizm,
3) otwartość na zmiany, obawa przed ryzykiem - progresywizm,
4) zamknięcie na zmiany, obawa przed ryzykiem - konserwatyzm.
Z tym że rzeczywiste krajobrazy polityczne mają tendecję do dwubiegunowości. A które dwie opcje z tych czterech zostają wybrane zależy od sytuacji. Zatem w czasie transformacji mieliśmy rewolucjonistów z „S” walczących z konserwatystami z PZPR/SdRP. A gdy transformacja „okrzepła” nastąpiło przejście fazowe i teraz progresywiści z KO walczą z reakcjonistami z PiS.
Cytat:Fajno, tylko na dziś to trzecia siła polityczna w Polsce. Znaleźli sobie niszę właśnie jako partia progresywna.
Ale partia progresywna już w Polsce istnieje. Więc zjednoczona lewica może być co najwyżej jej lewym skrzydłem.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#8
kmat napisał(a): Wtedy wszystko było w takiej ruinie, że literalnie nie było czego konserwować.
No nie, bez przesady. Jeśli chodzi o gospodarkę to owszem, wszyscy byli za zmianą ustroju, bo w 1990 nie było w Polsce ani jednego socjalisty. Ale w sferze idei politycznych takie rzeczy jak świeckość państwa, ochrona praw pracowniczych, a przede wszystkim uznanie wartości pracy tych dwóch pokoleń, które pomimo szkodliwego ustroju coś tam jednak budowały i tworzyły - to było dziedzictwo przodków, którego bronili konserwatyści. Natomiast "reakcja" socjalistyczna zaczęła się od Samołobrony, której elektorat potem ewoluował w pisowski.

Cytat:Fajno, tylko na dziś to trzecia siła polityczna w Polsce. Znaleźli sobie niszę właśnie jako partia progresywna.
Głównie dzięki napływowi świeżych liderów i dziewic politycznych (znaczy, Biedronia i Zandberga), do których z wielkim biadoleniem dostosowała się stara gwardia. Bez tego balansowali na granicy nicości.
Odpowiedz
#9
zefciu napisał(a): Przy rozumieniu „reakcyjności” jako cofnięcia się do czasów minionych, nie jest to do końca uczciwe. A nawet wobec wroga politycznego powinniśmy zachować intelektualną uczciwość. PiS jednak nie głosi 100% powrotu do PRL, tak jakby chciał to widzieć pilaster. Raczej to, że transformacja została przeprowadzona źle i powinno się ją przeprowadzić inaczej.
Bo i reakcjonizm nie musi być po prostu restauracjonizmem. To raczej postawa "zmienia się na gorsze i trzeba coś z tym zrobić". Aczkolwiek jakiś sentyment do czasów minionych zawsze będzie, np. za Kajzera było lypi, a potem Żydy i masony upodliły nas weimarską d*okracją.
zefciu napisał(a): Z tym że rzeczywiste krajobrazy polityczne mają tendecję do dwubiegunowości. A które dwie opcje z tych czterech zostają wybrane zależy od sytuacji. Zatem w czasie transformacji mieliśmy rewolucjonistów z „S” walczących z konserwatystami z PZPR/SdRP. A gdy transformacja „okrzepła” nastąpiło przejście fazowe i teraz progresywiści z KO walczą z reakcjonistami z PiS.
Ten podział zaczął się kształtować już w latach 90-tych. Aczkolwiek aktorzy byli częściowo inni.
zefciu napisał(a): Ale partia progresywna już w Polsce istnieje. Więc zjednoczona lewica może być co najwyżej jej lewym skrzydłem.
I jest. Dlatego największe stabilne przepływy elektoratu to od dłuższego czasu między PO i SLD. Utrzymywanie się w tej niszy kilku bytów wynika z tego, że wszystkie są dosyć kiepskie jakościowo. To zresztą było też przyczyną chwilowych sukcesów Petru i Biedronia.

ZaKotem napisał(a): Ale w sferze idei politycznych takie rzeczy jak świeckość państwa, ochrona praw pracowniczych, a przede wszystkim uznanie wartości pracy tych dwóch pokoleń, które pomimo szkodliwego ustroju coś tam jednak budowały i tworzyły - to było dziedzictwo przodków, którego bronili konserwatyści.
To był jednak bardzo wirtualny konserwatyzm. SLD bardzo szybko przeszło na pozycje de facto progresywne.
ZaKotem napisał(a): Natomiast "reakcja" socjalistyczna zaczęła się od Samołobrony, której elektorat potem ewoluował w pisowski.
Zaczęła się z alienacją różnych Moczulskich i Olszewskich ze środowiska dawnej opozycji.
ZaKotem napisał(a): Głównie dzięki napływowi świeżych liderów i dziewic politycznych (znaczy, Biedronia i Zandberga), do których z wielkim biadoleniem dostosowała się stara gwardia.
Owszem. Choć Biedroń akurat jakimś wybitnym świeżakiem nie był, a istotność Zandberga w tej układance jest niewielka.
ZaKotem napisał(a): Bez tego balansowali na granicy nicości.
Ano. Problemem millerowskiego SLD było to, że nie zajmował właściwie żadnej konkretnej niszy. Funkcjonował jedynie jako partia w istocie branżowa, obsługująca emerytowanych milicjantów i podobnych.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#10
kmat napisał(a): Ten podział zaczął się kształtować już w latach 90-tych. Aczkolwiek aktorzy byli częściowo inni.
Zgadzam się. Jedni zauważyli, że niekoniecznie transformacja idzie tak, jakby oni akurat chcieli szybciej, a inni wolniej. Jeszcze inni cały czas trzymali się środowisk postkomunistycznych. Moim zdaniem cezurą były wybory w 2005 roku. Jeszcze do wyborów wierzono, że istnieje jakiś POPiS. Że po raz kolejny nastąpi przekazanie władzy od postkomunistów do solidarnościowców. A tymczasem postkomuniści zniknęli praktycznie, a scena polityczna okazała się spolaryzowana w zupełnie innym wymiarze. I trwa to do dzisiaj.
Cytat:To był jednak bardzo wirtualny konserwatyzm. SLD bardzo szybko przeszło na pozycje de facto progresywne.
No właśnie tak średnio szybko. Do 2005 roku robil politykę bardzo „po staremu”.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#11
Ja bym tylko dodał, że tak jak odległe galaktyki wykazują przesunięcie widma ku czerwieni, tak i polska scena wykazuje podobne przesunięcie widmowe ku konserwatyzmowi.
Np. nasza PT. Lewica odpowiada mniej więcej średniej europejskiej socjaldemokracji.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#12
zefciu napisał(a): Jeszcze do wyborów wierzono, że istnieje jakiś POPiS. Że po raz kolejny nastąpi przekazanie władzy od postkomunistów do solidarnościowców. A tymczasem postkomuniści zniknęli praktycznie, a scena polityczna okazała się spolaryzowana w zupełnie innym wymiarze. I trwa to do dzisiaj.
Nie. Scena spolaryzowała się w tym samym wymiarze. W istocie odtworzyła się dawna opozycja UD/KLD/SLD vs. PC/KPN/ROP. Zresztą te cztery postawy to realnie tylko jeden wymiar: reakcjonizm-konserwatyzm-progresywizm-rewolucjonizm. Zmiany dotyczą "środka ciężkości", który może się przesuwać, i zakresu, który może się rozszerzać i zwężać.
zefciu napisał(a): No właśnie tak średnio szybko. Do 2005 roku robil politykę bardzo „po staremu”.
To było zmienne w czasie. Kwaśniewskie SLD to jednak było wbrew postkomunistycznej retoryce coś w rodzaju lewego skrzydła UD. Zmieniło się to z Millerem, który zrobił z tego coś w rodzaju inteligenckiego skrzydła Samoobrony. To co jest dzisiaj to właściwie powrót do stanu przedmillerowskiego.

Sofeicz napisał(a): Ja bym tylko dodał, że tak jak odległe galaktyki wykazują przesunięcie widma ku czerwieni, tak i polska scena wykazuje podobne przesunięcie widmowe ku konserwatyzmowi.
Owszem. Na dziś środek leży gdzieś między konserwatyzmem a reakcjonizmem. Optimum to środek między konserwatyzmem i progresywizmem.. i dwie dominanty po jego obu stronach, ale niezbyt daleko.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#13
kmat napisał(a): Nie. Scena spolaryzowała się w tym samym wymiarze. W istocie odtworzyła się dawna opozycja UD/KLD/SLD vs. PC/KPN/ROP.
Tylko że ta „opozycja” kiedyś była uważana za skrzykła tej samej siły politycznej. I mogła funkcjonować i razem rządzić jako koalicja AWS-UW. A po 2005 już o takim sojuszu mówić nie mogliśmy.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#14
zefciu napisał(a): Tylko że ta „opozycja” kiedyś była uważana za skrzykła tej samej siły politycznej. I mogła funkcjonować i razem rządzić jako koalicja AWS-UW.
Ale i samo AWS to była pod tym kątem mgławica. Bardziej to chyba jednak było konserwatywne niż reakcyjne, na dzisiejszej scenie politycznej bardziej odpowiadające PSL niż PiS.
Cuś smisznego mi przyszło do głowy. Jeśli reakcjonizm to "zmiany idą w bardzo złym kierunku" a rewolucjonizm "utknęliśmy w bardzo złym miejscu", to taki model całkiem nieźle tłumaczy upadek Kukiza. Na głębokiej prawicy PiS, kuce i narodofce to zdecydowanie reakcjonizm. Tymczasem Kukiz eksplorujący te klimaty to zdecydowanie rewolucjonista. To nie mogło skończyć się dobrze Duży uśmiech No ale po zaginionym ogniwie pomiędzy Korwinem a Kosiniakiem niczego poza schizofrenią spodziewać się nie należy.
W sumie te zaginione ogniwa to też ciekawy trop. Nazwijmy to teorią zaginionych ogniw z dupy. O co idzie. Spójrzmy na takiego Kosiniaka. Leży gdzieś pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim. Ale leży tam euklidesowo, czyli suma jego odległości od nich obu mniej więcej równa się odległości Tusk-Kaczyński. AB+BC=AC zwłaszcza, że B leży na odcinku AC. Tera wróćmy do Kukiza. On plasuje się gdzieś między Kosiniakiem a Korwinem. Tyle że o ile oni są dość daleko od siebie, on jest blisko do obu. AB+BC<AC, pomimo, że B leży na AC. Euklides zdechł. Obecnie widzimy jeszcze cztery inne takie cuda - Tanajno między Petru a Korwinem, Gowin między Tuskiem a Kaczyńskim, Braun między Korwinem a Kaczyńskim, Zandberg między Biedroniem a Kaczyńskim. Być może wróci piąte - Gwiazdowski między Tuskiem a Korwinem. One mają kilka ciekawych wspólnych cech. Primo robią wokół siebie niewspółmiernie dużo szumu niż wynikałoby z ich siły i znaczenia. Secundo pomimo tego, nikt łącznie z nimi nie wie, czego naprawdę chcą. Tertio notorycznie reprezentują ciężki ból dupy niczym Peja biedę (albo na odwrót). Quatro nawet jeśli osiągną jakiś sukces, jest on bardzo efemeryczny, a właściwie jedyną metodą na zaczepienie się w polityce jest doczepienie się do jakiegoś Wielkiego Brata (ciekawe, że najgłupszy okazał się Gwiazdowski, aczkolwiek czekamy na Tanajnę).
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#15
Sofeicz napisał

Cytat:Np. nasza PT. Lewica odpowiada mniej więcej średniej europejskiej socjaldemokracji.

Tu bardziej pasowałaby wypowiedź Rene z Allo Allo. Na oburzenie kogoś tam o możliwości współpracy z Komunistycznym Ruchem Oporu odrzekł ze spokojem dyplomatycznie:

To jest Komunistyczny Ruch Oporu, ale z ciągotami konserwatywnymi.
Odpowiedz
#16
Typowy konserwatywny katolicyzm:

Cytat:Każdy chyba zna tę słynną formułę z przysięgi, którą przed Bogiem, w kościele, publicznie składają sobie nowożeńcy: "I że cię nie opuszczę aż do śmierci". Dzięki Jackowi Kurskiemu, prezesowi Telewizji Polskiej i politykowi Zjednoczonej Prawicy, osobie, która – jak sama twierdzi – z mlekiem matki wyssała katolickie wartości, kościelna przysięga nabiera nowego znaczenia i powinna brzmieć: "I że cię nie opuszczę, aż sąd kościelny nas nie rozłączy".

Oto bowiem mimo ponad 20 lat stażu małżeńskiego w poprzednim związku i trójki dzieci z pierwszą żoną Jacek Kurski uświadomił sobie – być może był to nawet jakiś rodzaj duchowego objawienia – że jego „stary” związek nie tylko nie spełnił jego oczekiwań, choć posiadanie trójki dzieci mogłoby wskazywać na zupełnie coś innego, lecz także w ogóle nie istniał. I że dopiero teraz prezes TVP znalazł swoją drugą połówkę, panią Joannę, z którą jest szczęśliwy i z którą chce znów, już w pełni świadomie i bez żadnych wątpliwości, spędzić resztę swoich dni, wypowiadając stanowcze sakramentalne: tak! Nowa wybranka zresztą także uzyskała decyzję o nieważności swojego małżeństwa. Dlaczego Jackowi Kurskiemu tak bardzo zależało na ślubie kościelnym?

[...]Jeden z moich znajomych księży przekonuje, że teraz, dzięki nieświętej trójcy, czyli Kurskiemu, abp. Leszkowi Sławojowi Głódziowi, który w Gdańsku pomógł Kurskiemu zdobyć decyzję o nieważności jego małżeństwa, i abp. Markowi Jędraszewskiemu, który w Łagiewnikach pozwolił na ślub, może ruszyć lawina. "I tylko współczuję proboszczom i wikarym, bo to do nich ludzie będą w pierwszej kolejności się zgłaszać. A oni powinni ich wszystkich wysyłać do Gdańska, do abp. Głódzia, by im wyjaśniał, jak się robi taki show, jaki ze swojego unieważnienia małżeństwa i nowego ślubu zrobił Kurski", komentuje młody kapłan.

[...]W Kościele, jak wiemy, niczego nie ma za darmo. Oficjalnie podaje się, że koszt uzyskania uzyskania decyzji stwierdzającej nieważność małżeństwa, bez uwzględnienia kosztów adwokata, to ok. 2 tys. zł. Opłaty procesowe to od 900 zł do 2,3 tys. zł. Gdy jest potrzebny biegły sądowy, trzeba dodatkowo wydać ok. 500 zł. Tu jeszcze, jak donoszą mi księża z Krakowa, w grę wchodzi inny rodzaj wdzięczności. Kurski jako prezes telewizji publicznej sprawił, że na antenie TVP 3 od maja emitowana jest Koronka do miłosierdzia Bożego spod obrazu w Łagiewnikach. Nie ma przypadków, są tylko znaki. A dokładniej – emisja koronki to darmowa reklama sanktuarium, które w zarządzaniu ma metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

Księża, z którymi rozmawiałem, nie kryją oburzenia. Bo okazuje się, że jak jesteś politykiem właściwej partii, masz pieniądze i wpływy, to jesteś w stanie załatwić wszystko. I możesz później z tym się obnosić. Ale największy żal mają do biskupów, którzy nabrali wody w usta – szczególnie abp Głódź i abp Jędraszewski. „To oni dziś powinni wytłumaczyć opinii publicznej, dlaczego dopuścili do tego zgorszenia. Jak ja mam teraz mówić ludziom, by mimo kłopotów trwali w małżeństwie i próbowali je ratować, skoro mogą sobie załatwić unieważnienie?”, nie kryje poirytowania znajomy ksiądz z Pomorza. I dodaje: "A co będzie, jak za kilka miesięcy Kurskiemu znudzi się nowa wybranka?”.

Mało tego, co myślą dziś o Kościele ci wszyscy przyzwoici katolicy, którzy żyją w związkach niesakramentalnych? I dla których Kościół nie ma aż tyle zrozumienia? Ba, wciąż odmawia im prawa przyjęcia komunii, przekonując, że raz wypowiedziane „I że cię nie opuszczę…” obowiązuje aż do grobowej deski. Jak się czują ludzie, którzy – a dokładniej ich związki – jeszcze nie tak dawno byli znakiem zgorszenia, a proboszczowie omijali ich domostwa, chodząc po kolędzie?
Jest faktem, że nikt tak nie potrafi ośmieszyć i zbanalizować katolickiego nauczania, jak robią to biskupi pospołu z politykami prawicy. Dziś dzięki Jackowi Kurskiemu ośmieszyli instytucję, której jeszcze wczoraj tak zaciekle bronili – małżeństwo i rodzinę.

https://www.onet.pl/informacje/onetwiado...1,79cfc278
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#17
Nic dodać, nic ująć.
Moja ślubna miała tę wątpliwą przyjemność przejścia przez kościelne młyny, kiedy jej ex po latach nagle zapragnął unieważnić ślub kościelny, żeby się hajtnąć z nową kobitką.
Cała ta procedura, to bezwstydne jawnogrzesznictwo i hipokryzja w majestacie kościelnym.
Prawda jest tam na samym końcu, liczy się twórcza interpretacja dogmatów i szukanie furtek (za słoną kasę).
Wg mnie obnaża to, jak na talerzu, czym tak naprawdę jest KK i jaki jest jego stosunek do własnych zasad.
Nie mam pojęcia, jak ktoś, kto uczciwie uważa się za katolika, może popierać taką obrazę swojego Kościoła?

Ewangelicy mają to lepiej rozpracowane

Cytat:Nasz Kościół, podobnie jak katolicki, nie dopuszcza i nie przeprowadza rozwodów. Mamy inną teologię sakramentu niż katolicy. U nas są tylko dwa: chrzest i komunia.
W popularnym rozumieniu sakrament to coś, co działa samo z siebie, co jest niemożliwe do zaprzeczenia i nie może być cofnięte. Procedura unieważnienia małżeństwa to nie rozwód.
Gdy widzę, jak rozstający się ludzie walczą o pieniądze, czuję, że Luter miał rację. Powiedział, że małżeństwo to sprawa gospodarczo-społeczno-cywilna.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#18
Sofeicz napisał(a): Nie mam pojęcia, jak ktoś, kto uczciwie uważa się za katolika, może popierać taką obrazę swojego Kościoła?

Uczciwi katolicy zapewne tego nie popierają. Ale wielu ludzi może to popierać, bo sami będą chcieli sobie pounieważniać swoje małżeństwa. Kościół kupę, a może nawet kupsko mamony skosi na tym procederze, ale nie wiem czy to mu się opłaci długoterminowo. Moim zdaniem całe to zjawisko tylko przyspieszy proces laicyzacji społeczeństwa. KK sam siebie powoli rozwali. Gnije to to od środka.
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#19
Tak po prawdzie - prawdziwych konserwatystów jest niewielu. W praktyce mamy albo postępowców, albo nijakich centrystów, albo pseudokonserwatywnych libertynów w typie Kurskiego, Ziemkiewicza, czy Korwina. I im bardziej ktoś labiedzi, że dżęder, że ideologia LPG, że sodomia i gomoria, tym zwykle mniej mu przeszkadza chadzanie do bordelu, harem kochanek czy kąpanie dzieci na plebani bo były brudne.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#20
Dla mnie konsekwentnym konserwatywnym politykiem jest Marek Jurek, ale jak widać ma niewielkie poparcie, część ludzi co mogłaby go poprzeć woli głosować z mniejszego pragmatyzmu na Konfederację, z większego pragmatyzmu na PiS.

Zanim zdefiniuje się konserwatyzm w Polsce trzeba by ustalić o jakim konserwatyzmie w ogóle mówimy. Jak za konserwatyzm przyjąćtylko pewną postawę względem zastanych różnorakich procesów to największymi konserwami był partyjny beton. Dla mnie, żeby konserwatyzm istniał musi zawierać odwołania do zbiorowej tożsamości i chęć zachowania ciągłości instytucji.
Stop andromedyzacji Drogi Mlecznej!
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości