Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Śmiało zdążać tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden lewak
#1
Post dotyczy tzw. kodeksów postępowania (codes of conduct), ostatnio trędnych w środowisku programistów. Zdarzyło mi się już podnieść temat i zostać pouczonym przez zefcia, że to jest dobra rzecz, bo popyt na programistów przewyższa ich podaż, więc wykluczanie kogokolwiek działa na szkodę organizacji żyjącej z klepania kodu.

Proszę bardzo, oto kodeks, jaki wysmażyło sobie GNOME. Abstrahuję teraz od jakości produktu serwowanego przez tę fundację - jednym się podoba, innym nie musi. Ciekawi mnie co innego:
GNOME Foundation napisał(a):The GNOME community prioritizes marginalized people's safety over privileged people's comfort. The committee will not act on complaints regarding:

- "Reverse"-isms, including "reverse racism," "reverse sexism," and "cisphobia"
- Reasonable communication of boundaries, such as "leave me alone," "go away," or "I'm not discussing this with you."
- Criticizing racist, sexist, cissexist, or otherwise oppressive behavior or assumptions
- Communicating boundaries or criticizing oppressive behavior in a "tone" you don't find congenial
I teraz poproszę dyżurnych lewaków forumowych, tudzież zefcia, o odniesienie się do tego progresywnego pasztetu, w myśl którego wszyscy jesteśmy równi i dokładnie dlatego osoby obdarzone przywilejem, takie jak np. zefciu, mogą (powinny?) być równane w dół. W myśl ostatniego punktu - również tym sposobem, że czarna transpłciowa lesbijka będzie na zefcia DARŁA MORDĘ.

Ja tutaj czuję niejaki swąd wendetty, jaką chciałyby poprowadzić osoby do niedawna uciśnione wobec tych, co je uciskali. Możliwe, że przyznawanie sobie prawa do takiej wendetty wyraża jakąś sprawiedliwość, ale chciałbym się dowiedzieć, czy faktycznie szczytem postępu społecznego na Zachodzie jest działanie podług norm klanów albańskich górali, że o mafii nie wspomnę.

Aha, i byłbym wdzięczny, gdyby PT. dyskutanci powstrzymali się od aktów mikroagresji w wątku. To też jest trędne w Usiech: że jeśli przysłowiowy zefciu wyrazi się w sposób, który zburzy mój komfort psychiczny, to tenże zefciu musi ponieść odpowiedzialność, że ja się poczułem urażony. Odpowiedzialność, rzecz jasna, w formie publicznej samokrytyki.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#2
ErgoProxy napisał(a): I teraz poproszę dyżurnych lewaków forumowych, tudzież zefcia, o odniesienie się do tego progresywnego pasztetu, w myśl którego wszyscy jesteśmy równi i dokładnie dlatego osoby obdarzone przywilejem, takie jak np. zefciu, mogą (powinny?) być równane w dół.
Gdzie tu jest mowa o jakimkolwiek równaniu w dół?
Cytat:W myśl ostatniego punktu - również tym sposobem, że czarna transpłciowa lesbijka będzie na zefcia DARŁA MORDĘ.
DARCIE MORDY jest agresją, jednak w cywilizowanym społeczeństwie usprawiedliwiamy agresję, jeśli jest ona odpowiedzią na cudzą agresję. Warunkiem jest, aby obrona nie wyrządziła agresorowi większej krzywdy, niż on sam chciałby wyrządzić. Czyli nie możemy bić kogoś, kto nas tylko wulgarnie wyzywa, ani nie możemy z nożem doskoczyć do kogoś, kto nam tylko chce dać z liścia. No i teraz mamy pytanie, co jest większa agresją: DARCIE MORDY, czy złośliwe dowcipasy na temat czyjejś odmienności, wypowiedziane spokojnym tonem, z pewnością siebie kogoś, kto wie, że jest bezkarny. No i tu właśnie mamy różnicę między prawactwem i lewactwem, bo prawactwo twierdzi, że straszliwsze i większą traumę powodujące jest to pierwsze zachowanie, a lewactwo, że to drugie
Cytat:Ja tutaj czuję niejaki swąd wendetty, jaką chciałyby poprowadzić osoby do niedawna uciśnione wobec tych, co je uciskali. Możliwe, że przyznawanie sobie prawa do takiej wendetty wyraża jakąś sprawiedliwość, ale chciałbym się dowiedzieć, czy faktycznie szczytem postępu społecznego na Zachodzie jest działanie podług norm klanów albańskich górali, że o mafii nie wspomnę.

Aha, i byłbym wdzięczny, gdyby PT. dyskutanci powstrzymali się od aktów mikroagresji w wątku. To też jest trędne w Usiech: że jeśli przysłowiowy zefciu wyrazi się w sposób, który zburzy mój komfort psychiczny, to tenże zefciu musi ponieść odpowiedzialność, że ja się poczułem urażony. Odpowiedzialność, rzecz jasna, w formie publicznej samokrytyki.
Tu wypada zadać pytanie, dlaczego akurat twój komfort psychiczny ma podlegać ochronie, a komfort anonimowej czarnej transpłciowej lesbijki, którą właśnie przyrównałeś do mafii, ma być tej ochrony pozbawiony. To jest właśnie dyskryminacja systemowa - założę się, że nigdy w życiu nie zostałeś zaatakowany w żaden sposób przez czarne transpłciowe lesbijki, ale z góry podejrzewasz je o zachowania agresywne - i jednocześnie zastrzegasz, że ciebie do nikogo, np. Hitlera, żeby było klasycznie jak w internecie, przyrównać nie wolno.
Odpowiedz
#3
ErgoProxy napisał(a): I teraz poproszę dyżurnych lewaków forumowych, tudzież zefcia, o odniesienie się do tego progresywnego pasztetu, w myśl którego wszyscy jesteśmy równi i dokładnie dlatego osoby obdarzone przywilejem, takie jak np. zefciu, mogą (powinny?) być równane w dół. W myśl ostatniego punktu - również tym sposobem, że czarna transpłciowa lesbijka będzie na zefcia DARŁA MORDĘ.

A nie, nie, nie. To nie chodzi o to, kto na kogo może drzeć mordę, tylko w jakich sytuacjach nie mamy prawa się skarżyć na to, że ktoś przesadza z reakcją. Krótko mówiąc, szanuj granice drugiej osoby i nie narzucaj się innym (nie zachowuj opresyjnie) w pierwszej kolejności, bo twoje późniejsze skargi na to, że np. koleżanka podniosła na Ciebie głos po niewybrednym żarciku który uraził ją jako osobę czarnoskórą czy homoseksualną nie będą w ogóle rozpatrzone.

Jak słusznie zauważył ZaKotem, to nie jest równanie w dół. To równanie w górę, stwarzanie środowiska przyjaznego dla osób, które w innych okolicznościach mogłyby nie rozwinąć kariery w IT ze względu na np. durnych kolegów korwinistów, słuchając żartów których czułyby się niekomfortowo i może wolałyby jednak pracę w innych okolicznościach przyrody.

Swoją drogą ostatnio musiałem wysłuchiwać podśmiechujek przyszłego szwagra, wziętego programisty, ze szkoleń z polityki diversity, jakie przechodzić muszą w firmie. Przyszły szwagier to oczywiście korwinista, a pracuje dla firmy robiącej oprogramowanie dla bodajże brytyjskiego banku i to stamtąd (z zachodu) przychodzą do polskiej, cywilizacyjnie zapóźnionej branży IT normy, których (poprawcie mnie, jeśli się mylę) przeciętny polski informatyk zrozumieć nie potrafi. Bardziej od sygnalizowanej w wątku "problematyki" interesuje mnie, skąd w polskim światku IT taka (znów: poprawcie mnie, jeśli się mylę) nadreprezentacja korwinistów.

W tym oburzeniu na standardy poprawności politycznej dopatruje się obrony swojej uprzywilejowanej pozycji przez kolegów prawaków, którzy robiąc sobie podśmiechujki kosztem słabszych grup nie tylko podcinają skrzydła potencjalnej konkurencji, ale i zawiązują sojusze z podzielającymi ich niewybredny humor kolegami, wzmacniając swoją pozycję w grupie. Im się istotnie coś odbiera, co najmniej zawracając głowę czymś, czego w swoim braku autorefleksyjności, dobrym samopoczuciu ograniczającym zdolność współczucia i przez wzajemne utwierdzanie się w racji nie potrafią zrozumieć. Jednak nie nazwałbym tego równaniem w dół.

I jeszcze jedno: czy przypadkiem uprawomocnienie skarg, którego odmawia w swojej polityce GNOME, nie byłoby prostą drogą do podkopywania polityki antydyskryminacyjnej?
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#4
ErgoProxy napisał(a): I teraz poproszę dyżurnych lewaków forumowych, tudzież zefcia, o odniesienie się do tego progresywnego pasztetu, w myśl którego wszyscy jesteśmy równi i dokładnie dlatego osoby obdarzone przywilejem, takie jak np. zefciu, mogą (powinny?) być równane w dół.
To jest lewicowe pojmowanie sprawiedliwości. Przecież kiedyś było źle. Bardzo, bardzo źle. A dobrze oczywiście jest wtedy gdy jest dokładnie odwrotnie. I tak szlachta była bezpodstawnie uprzywilejowana w tejże optyce a pokrzywdzeni byli ludowie. Toteż przywileje trzeba dać ludom, a szlachcie zabrać. Szlachta przez długi czas musiała oferować coś za przywileje np. konieczność stawienia się pod broń. Lud oczywiście nie powinien mieć żadnych odpowiedzialności. Ludowi za tysiące lat uciemiężenia (z reguły urojonego) należy się i basta i to za darmoszkę i tylko ze względu swego ludowienia, wynagrodzenie i miraże pierwotnej szczęśliwości. Więc im większy przejaw odstępstwa od norm dawnych tym bardziej należy go nagrodzić. I do pewnego poziomu to nawet działało, bo włączało do grup społeczno-ekonomicznych rzesze ludzi i prowadziło do progresu kulturowego. Problem zaczął się w momencie gdy nastała względna równość ekonomiczno-społeczna. Przecież ledwo 30 lat temu padła komuna. Śmiało można powiedzieć, że społeczeństwo mieliśmy bezklasowe prawie. Zdechł razem z komuną pasek równający w dół... I się okazało, że większość ludzi startująca z jednakowego poziomu nie jest jednak genetycznie równa sobie. Ale jak ktoś całe życie broni bzdur i się okazuje, że są to bzdury to prędzej da się pokroić niż zdanie zmieni. I dlatego bzdurne uprzywilejowywanie nabierać zaczęło na sile. Bo raz, że trzeba by przyznać, że ludzie jednak nie są równi, bo wystarczy dać im możliwości i nie ma już równości więc dogmat pada. No i dwa, że wtedy cały ruch okazywałby się niepotrzebny... A to wiadomo co oznacza.

Cytat:Ja tutaj czuję niejaki swąd wendetty, jaką chciałyby poprowadzić osoby do niedawna uciśnione wobec tych, co je uciskali. Możliwe, że przyznawanie sobie prawa do takiej wendetty wyraża jakąś sprawiedliwość, ale chciałbym się dowiedzieć, czy faktycznie szczytem postępu społecznego na Zachodzie jest działanie podług norm klanów albańskich górali, że o mafii nie wspomnę.
Przecież sprawiedliwość lewicy to odwrócenie zwykłej sprawiedliwości, zaś klanowe rozumienie wspólnoty jest wprost zaczerpnięte z dogmatu "szlachetnego dzikusa".
Sebastian Flak
Odpowiedz
#5
Cytat:To jest lewicowe pojmowanie sprawiedliwości. Przecież kiedyś było źle. Bardzo, bardzo źle. A dobrze oczywiście jest wtedy gdy jest dokładnie odwrotnie.
Dlatego w dzisiejszej Polsce, jak komuś udowodni się pochodzenie od jakichś Czartoryskich czy innych Łęckich, to się ich z mocy prawa wywłaszcza, pozbawia praw osobistych, zmusza do pracy za darmo i od czasu do czasu smagnie batogiem, żeby poczuli sprawiedliwość. Tak właśnie jest, jak Boga kocham. Jak ktoś wątpi w taką oczywistość, to równie dobrze może powątpiewać w płaskość Ziemi albo strefy szariatu w rozpadającej się Szwecji.

Cytat:Przecież ledwo 30 lat temu padła komuna. Śmiało można powiedzieć, że społeczeństwo mieliśmy bezklasowe prawie. Zdechł razem z komuną pasek równający w dół...
Co gdzie kogo równało? "Komuna" to było społeczeństwo jawnie klasowe, oczywiście nie aż tak ściśle kastowe, jak w Korei Północnej, jednak poziom życia zależał głównie od przynależności do kasty i pozycji w jej ramach. Nie od jakiejś tam pracy.

Cytat:I się okazało, że większość ludzi startująca z jednakowego poziomu nie jest jednak genetycznie równa sobie.
Naprawdę wszyscy, co do jednego, Polacy w 1989 to byli robotnicy w przestarzałych, niewydajnych zakładach państwowych, wokół których wyrastały całe miasteczka, skazane na zagładę razem z tymi zakładami? Tylko genami się ludzie różnili, niczem innem? Nie było w latach 80 ani drobnych przedsiębiorców, ani kadry zarządzającej, naukowców ani techników?


Cytat:Bo raz, że trzeba by przyznać, że ludzie jednak nie są równi, bo wystarczy dać im możliwości i nie ma już równości więc dogmat pada. No i dwa, że wtedy cały ruch okazywałby się niepotrzebny... A to wiadomo co oznacza.
Powtarzasz korwiniczny dogmat o równości, że niby "równość" oznacza "takie same zdolności". Tylko że nie, żaden lewak takich bzdur nie głosi, to jest cienki chochoł.
Odpowiedz
#6
ZaKotem napisał(a): Dlatego w dzisiejszej Polsce, jak komuś udowodni się pochodzenie od jakichś Czartoryskich czy innych Łęckich, to się ich z mocy prawa wywłaszcza, pozbawia praw osobistych, zmusza do pracy za darmo i od czasu do czasu smagnie batogiem, żeby poczuli sprawiedliwość.


No to już było dlatego też:

Cytat:W poniedziałek złożymy projekt ustawy, która zakłada zakaz reprywatyzacji budynków, które są zamieszkiwane przez lokatorów – poinformował w piątek przewodniczący komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta. Projekt przewiduje także pilną wypłatę odszkodowań pokrzywdzonym reprywatyzacją.

https://m.telewizjarepublika.pl/kaleta-w...96916.html

Cytat:Rada Ministrów pracuje nad projektem ustawy o zrekompensowaniu niektórych krzywd wyrządzonych osobom fizycznym wskutek przejęcia nieruchomości lub zabytków ruchomych przez władze komunistyczne po 1944 r. („Ustawa”)

https://www.pwc.pl/pl/artykuly/2018/rosz...lucje.html

A to dopierp preludium bo były plany o całkowitym zakazie reprywatyzacji. Całkowitym zakazie prywatyzacji i ogólnie upaństwowieniu wszystkiego.

Cytat:Tak właśnie jest, jak Boga kocham.


No skąd, a jak fakty mówią inaczej... No cóż, sprawiedliwe jest, żeby jacyś Łęccy za lata wykorzystywania ludu nie dostawali swojej skradzionej wcześniej własności.

Cytat:Jak ktoś wątpi w taką oczywistość, to równie dobrze może powątpiewać w płaskość Ziemi albo strefy szariatu w rozpadającej się Szwecji.

To nawet zabawna ironia, wczoraj PiS ogłosił złożenie tego jakże postępowego projektu...

Cytat:Co gdzie kogo równało? "Komuna" to było społeczeństwo jawnie klasowe, oczywiście nie aż tak ściśle kastowe, jak w Korei Północnej, jednak poziom życia zależał głównie od przynależności do kasty i pozycji w jej ramach. Nie od jakiejś tam pracy.

No tak. Dlatego też majątek partyjnego bonza niskiego szczebla był niewiele różniącym się majątkiem od chłoporobotnika, który miał parę hektarów i pracował w fabryce na co dzień.

https://www.forbes.pl/gospodarka/nierown...ch/3pdqnfc

Cytat:Oficjalne dane zaniżają poziom rozwarstwienia dochodowego w Polsce, do jakiego doszło w wyniku transformacji gospodarczej – wynika z badań. Według nich aż 40 proc. dochodów trafia do grupy 10 proc. najlepiej zarabiających, chociaż w 1989 roku było to niemal dwa razy mniej – 23 proc. Aż 14 proc. dochodów trafia tylko do 1 proc. najlepiej zarabiających, co jest ponad trzykrotnie większym udziałem niż w 1989 roku (4 proc.)


Ach te paskudne fakty! Ćwierć Polski zgarniało 40% dochodu narodowego, czyli zarabiało raptem kilkadziesiąt procent więcej od 3/4 Narodu. Kilkanaście procent dochodu trafiało do 4% bonzów i bonzin, których mąż był z zawodu dyrektorem. I nagle po transformacji się to wszystko popsuło Smutny Jak? Dlaczego? Miliony pytań bez odpowiedzi...


Cytat:Naprawdę wszyscy, co do jednego, Polacy w 1989 to byli robotnicy w przestarzałych, niewydajnych zakładach państwowych, wokół których wyrastały całe miasteczka, skazane na zagładę razem z tymi zakładami? Tylko genami się ludzie różnili, niczem innem?

A niby czym? Rozwarstwienie dochodowe było niewiele znaczącym pierdnięciem, bo PLZ to było gówno bez większej wartości. Skomasowany majątek bonzów też był skąpy i jak się okazuje tylko 4% społeczeństwa miało dość kapitału i zaplecza, żeby móc realnie być niezależnymi i działać swobodnie.

Cytat: Nie było w latach 80 ani drobnych przedsiębiorców, ani kadry zarządzającej, naukowców ani techników?

No byli, tak jak i dzisiaj są? I co z tego bycia wynikało wtedy, a co wynika teraz?

Cytat:Powtarzasz korwiniczny dogmat o równości, że niby "równość" oznacza "takie same zdolności". Tylko że nie, żaden lewak takich bzdur nie głosi, to jest cienki chochoł.

Nie, nie. Równość lewicowa oznacza, że trzeba dojebać tym, którzy mają większe zdolności i większe chęci, żeby było za co utrzymać tych, którym się nie chce, bo to niesprawiedliwe, że jeden w godzinę zarobi 40 złotych a drugi nic, bo mu się wstać do roboty nie chce i w ogóle robota jest upokarzająca, bo jest ktoś kto swoimi rozkazami godzi w wolność jednostki i jeszcze za mało płaci...
Sebastian Flak
Odpowiedz
#7
Gawain napisał(a): No cóż, sprawiedliwe jest, żeby jacyś Łęccy za lata wykorzystywania ludu nie dostawali swojej skradzionej wcześniej własności.
Są różne koncepcje sprawiedliwości, w państwach cywilizowanych generalnie funkcjonuje taką instytucja prawna jak przedawnienie oraz zasiedzenie. Służą one, rzecz jasna, ochronie własności. Gdyby je zniesiono - tak jak częściowo, arbitralnie według widzimisię władzy, znosi je reprywatyzacja - nikt nie mógłby być pewien własności nieruchomości, bo nikt nie ma pewności, że jego działki tysiąc lat temu Sławowoj nie ukradł Wojosławowi, na co znajdą się nagle dowody archeologiczne. Reprywatyzacja to zaprzeczenie prawa własności.

Cytat:No tak. Dlatego też majątek partyjnego bonza niskiego szczebla był niewiele różniącym się majątkiem od chłoporobotnika, który miał parę hektarów i pracował w fabryce na co dzień.
Toż bonzo Szumowski też nic nie ma, bo ma jego żona, a bonzo Rydzyk jest żebrakiem w porównaniu z bezdomnymi. Nie liczy się, ile ktoś "ma" i z czego podatki płaci, tylko z czego może korzystać. Bonzo z mieszkaniem służbowym, samochodem służbowym, wakacjami służbowymi albo choćby i dziwkami służbowymi ma oczywiście lepiej od chłoporobotnika, chociaż luksusy te nie są jego własnością (bo wtedy to by był kapitalizm) tylko lennem, utrzymywanym pod warunkiem lojalności wobec feudała wyższego rzędu. Nie należy mierzyć ustroju feudalnego kapitalistyczną miarką.


Cytat:Ach te paskudne fakty! Ćwierć Polski zgarniało 40% dochodu narodowego, czyli zarabiało raptem kilkadziesiąt procent więcej od 3/4 Narodu. Kilkanaście procent dochodu trafiało do 4% bonzów i bonzin, których mąż był z zawodu dyrektorem. I nagle po transformacji się to wszystko popsuło  Smutny Jak? Dlaczego? Miliony pytań bez odpowiedzi...
Ten sam błąd - liczysz peerelowskie złotówki tak, jakby to były pieniądze. Bogactwa nie mierzy się tym, ile ktoś ma papierków wydrukowanych przez państwo, tylko tym, ile czasu zajmuje mu zdobycie jakiegoś dobra konsumpcyjnego. Im mniej, tym jest bogatszy. Jedynie we wzorcowym, praworządnym kapitalizmie ten czas jest mniej więcej odwrotnie proporcjonalny do stanu konta, w innych ustrojach takiej prostej zależności nie ma.

Cytat:
Cytat: Nie było w latach 80 ani drobnych przedsiębiorców, ani kadry zarządzającej, naukowców ani techników?
No byli, tak jak i dzisiaj są? I co z tego bycia wynikało wtedy, a co wynika teraz?
Że nie wszyscy dysponowali takim samym kapitałem kulturowym? I wtedy, i teraz.
Odpowiedz
#8
ZaKotem napisał(a): Są różne koncepcje sprawiedliwości, w państwach cywilizowanych generalnie funkcjonuje taką instytucja prawna jak przedawnienie oraz zasiedzenie.

No i stosuje się je w określonych i wąskich przypadkach. A nie do sankcjonowania zwykłego złodziejstwa, które miało miejsce po drugiej wojnie światowej, kiedy to kartonowe państwo zarządzane z Moskwy zajebało z rąk prywatnych praktycznie wszytko co zdołało zajebać i sobie w to miejsce zrobiło państwowe folwarki i getta dla patologii, którą Nową Szlachtą chciało uczynić w ramach zabezpieczenia skutków złodziejstwa.

Cytat:Służą one, rzecz jasna, ochronie własności. Gdyby je zniesiono - tak jak częściowo, arbitralnie według widzimisię władzy, znosi je reprywatyzacja - nikt nie mógłby być pewien własności nieruchomości, bo nikt nie ma pewności, że jego działki tysiąc lat temu Sławowoj nie ukradł Wojosławowi

Ależ ta pewność była i jest udokumentowana, po to się w krajach cywilizowanych prowadziło spisy ziemskie, księgi wieczyste i spisywało umowy. To właśnie były gwaranty państwa prawa. Aż przyszedł Komunomir z Państwomirem i zajebali co się dało, zasiedlając zajebane mienie Kmiotomirami, żeby jeszcze tak wielkich dokonań cywilizacyjnych nie dało się podważyć.


Cytat:, na co znajdą się nagle dowody archeologiczne. Reprywatyzacja to zaprzeczenie prawa własności.

Reprywatyzacja to esencja i gwarancja prawa własności. Bo co niby chroni człowieka, który zapierdalając na dwa etaty zakupił sobie dwa mieszkanie i dom z ogrodem a potem przyjdzie Kapitan Państwo i powie, że "na chuj mu tyle i niech oddaje bandyta jeden, bo tylu potrzebujących jest". Otóż siła zawsze stoi po stronie państwa i jak zechce zajebać, to zajebie i jak prawa własności państwo nie szanuje, to nie szanuje niczego.

Cytat:Toż bonzo Szumowski też nic nie ma, bo ma jego żona, a bonzo Rydzyk jest żebrakiem w porównaniu z bezdomnymi. Nie liczy się, ile ktoś "ma" i z czego podatki płaci, tylko z czego może korzystać.

Znaczy, że na Białorusi jest największe bogactwo? W końcu tam nie ma własności ziemi jest tylko dzierżawa na 100 lat. I ciekawa rzecz, że państwo tak postępowe, gdzie ludzie nie mają własności, ale mogą sobie do woli korzystać, nie jest w rankingach najwyższego rozwoju gospodarczego.


Cytat: Bonzo z mieszkaniem służbowym, samochodem służbowym, wakacjami służbowymi albo choćby i dziwkami służbowymi ma oczywiście lepiej od chłoporobotnika, chociaż luksusy te nie są jego własnością (bo wtedy to by był kapitalizm) tylko lennem

Lenno to rodzaj kontraktu i de facto to co nadane w lenno de facto jest własnością lennika, mimo, że de iure jest własnością nadawcy i lennik odpowiada za to jak za swoje. W komunie zaś wakacje w Bułgarii, samochód z przydziału i mieszkanie socjalne to były dobra nieco tylko reglamentowane i pozycja bonza nie była lepsza niż Gienka Rolnika, który miał ciotkę w USiech i dolary słała.

Cytat:utrzymywanym pod warunkiem lojalności wobec feudała wyższego rzędu. Nie należy mierzyć ustroju feudalnego kapitalistyczną miarką.

Toż nie mierzę. Kapitalizm tworzy rozwarstwienia a podział do grup następuje woluntarystycznie. To komuna była sztywna w swej znikomej rozwarstwowości. Był 96% plebs i wierchuszka 4%. Ustrój niczym niewolnictwo plemienne.


Cytat:Ten sam błąd - liczysz peerelowskie złotówki tak, jakby to były pieniądze. Bogactwa nie mierzy się tym, ile ktoś ma papierków wydrukowanych przez państwo, tylko tym, ile czasu zajmuje mu zdobycie jakiegoś dobra konsumpcyjnego.

Dlatego też, paszport, Fiat, nawozy mineralne i mięso były równie trudne do zdobycia przez Kowalskiego co przez bonzów szeregowych. Jedyny przywilej bonzów nie był stricte materialny, bo mieli pozycję, bezkarność i władzę. I na tej niwie mogli się dopiero wzbogacać, nieraz prowadząc interesy wprost sprzeczne z prawem PRL. w ten sposób powstawały małomiasteczkowe układziki, w których do tej pory kiśnie prowincja. Nie wynikało to z posiadania magnackich majatków tylko z faktu, że Naczelnik czy Wójt to był zastępca Boga na Ziemi i jego prawo nie obowiązywało.

Cytat:Im mniej, tym jest bogatszy. Jedynie we wzorcowym, praworządnym kapitalizmie ten czas jest mniej więcej odwrotnie proporcjonalny do stanu konta, w innych ustrojach takiej prostej zależności nie ma.

No i o tym piszę. W komunie wszyscy byli biedni i bonzaiowie niewiele sobie mogli uszczknąć z tortu. Dowolny nerd i przyzwoity fizol, dzisiaj, w czasie o rzędy mniejsze, dorabia się majątku jaki bonzowie robili całe życie.

Cytat:Że nie wszyscy dysponowali takim samym kapitałem kulturowym? I wtedy, i teraz.

I za komuny i teraz była edukacja powszechna i dostęp do bibliotek oraz ośrodków kultury. Jak ktoś chciał to sobie kapitał kulturowy zbił taki, że głowa mała. A dzisiaj koszty zdobywania owego wynoszą od trzech dniówek fizola za sprzęt wystarczający do kapitalizacji treści, do abonamentu w wysokości jednej dniówki fizola/msc. Co więcej wszyscy mają ów sprzęt w kieszeniach i mają dostęp do owego kapitału, jednak z jakiegoś powodu ów kapitał nie jest popularny, a już w przedbiegach ginie w walce ze śmiesznymi kotami i gołymi babami.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#9
Gawain napisał(a): I za komuny i teraz była edukacja powszechna i dostęp do bibliotek oraz ośrodków kultury. Jak ktoś chciał to sobie kapitał kulturowy zbił taki, że głowa mała.
Ależ właśnie to chcenie lub nie to jest już kultura wyniesiona z domu. Głupi rodzice wychowują głupie dzieci, i choćby im podłożyć dziecko dwojga geniuszy, i tak wychowają go na wiedzoodpornego.
Cytat:A dzisiaj koszty zdobywania owego wynoszą od trzech dniówek fizola za sprzęt wystarczający do kapitalizacji treści, do abonamentu w wysokości jednej dniówki fizola/msc. Co więcej wszyscy mają ów sprzęt w kieszeniach i mają dostęp do owego kapitału, jednak z jakiegoś powodu ów kapitał nie jest popularny, a już w przedbiegach ginie w walce ze śmiesznymi kotami i gołymi babami.
No i właśnie to, jakie mamy priorytety, to jest kapitał kulturowy. Rodzina, a także sąsiedzi, koledzy ze szkoły i pracy, kształtują wartości człowieka. Jasne, zdarzają się "kulturowi mutanci", generalnie jednak wartości się dziedziczy. Tylko że nie każdy rodzaj dziedziczności ma cokolwiek wspólnego z genami.

E.T. napisał(a): Bardziej od sygnalizowanej w wątku "problematyki" interesuje mnie, skąd w polskim światku IT taka (znów: poprawcie mnie, jeśli się mylę) nadreprezentacja korwinistów.
Praca informatyka jest wręcz idealna dla wzoru libertariańskiego - jego kariera zależy niemal wyłącznie od czasu poświęconego na naukę nowych umiejętności technicznych i pracę, a bardzo mało od umiejętności społecznych, takich jak lizusowstwo, charyzma czy kopanie dołków pod współpracownikami. Nawet kiedy pracuje w zespole, jego osobisty wkład łatwo jest zmierzyć. Informatyk jest wzorcowym kowalem swojego losu, toteż z natury ciągnie go do ideologii libertariańskich. To tak w ogóle. Natomiast polską specyfiką jest to, że u nas ideały libertariańskie rozpropagował charyzmatyczny kryptonazista, toteż ideologia ta została monstrualnie wypaczona. Jednakże to wypaczenie je jest wcale tak oczywiste dla kogoś, kto jest ślepy na idee, bo nauczył się, że "humanizmy" to głupoty, którymi inteligentny człowiek nie ma co się zajmować.
Odpowiedz
#10
ZaKotem napisał(a): Ależ właśnie to chcenie lub nie to jest już kultura wyniesiona z domu. Głupi rodzice wychowują głupie dzieci, i choćby im podłożyć dziecko dwojga geniuszy, i tak wychowają go na wiedzoodpornego.

Udowodnij.

Cytat:No i właśnie to, jakie mamy priorytety, to jest kapitał kulturowy. Rodzina, a także sąsiedzi, koledzy ze szkoły i pracy, kształtują wartości człowieka. Jasne, zdarzają się "kulturowi mutanci", generalnie jednak wartości się dziedziczy. Tylko że nie każdy rodzaj dziedziczności ma cokolwiek wspólnego z genami.

Gdyby to była prawda to grupa docelowa dowolnej mody i zawodu nigdy by nie wyrosła poza grupę, jak to ująłeś, mutantów.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#11
ErgoProxy napisał(a): The GNOME community prioritizes marginalized people's safety over privileged people's comfort. The committee will not act on complaints regarding:

- "Reverse"-isms, including "reverse racism," "reverse sexism," and "cisphobia"
- Reasonable communication of boundaries, such as "leave me alone," "go away," or "I'm not discussing this with you."
- Criticizing racist, sexist, cissexist, or otherwise oppressive behavior or assumptions
- Communicating boundaries or criticizing oppressive behavior in a "tone" you don't find congenial
Nie podoba mi się tylko pierwszy punkt - przejawy dyskryminacji człowieka ze względu na sam tylko kolor skóry czy płeć należy zwalczać w każdą stronę, a zjawisko "odwróconego" rasizmu czy seksizmu zmyślone nie jest. Resztę rozumiem i się zgadzam, ale ze względu na poszanowanie możliwości krytyki cudzych zachowań lub "komunikacji barier", a nie na jakieś bezpieczeństwo "marginalizowanych".
Cytat:I teraz poproszę dyżurnych lewaków forumowych, tudzież zefcia, o odniesienie się do tego progresywnego pasztetu, w myśl którego wszyscy jesteśmy równi i dokładnie dlatego osoby obdarzone przywilejem, takie jak np. zefciu, mogą (powinny?) być równane w dół.
Jako niedyżurny nie-lewak stwierdzam, że też mi się nie podoba jakieś dogmatyczne, przesadzone dzielenie ludzi na "uprzywilejowanych" i "marginalizowanych", tak samo jak mi się nie podoba skarżenie się "uprzywilejowanych" na sprzeciw wobec dyskryminacji i docinek w stronę "marginalizowanych".
Cytat:W myśl ostatniego punktu - również tym sposobem, że czarna transpłciowa lesbijka będzie na zefcia DARŁA MORDĘ.
Jeśli zefciu będzie ją napastował werbalnie lub traktował gorzej niż ziomka - białego cis-heteroseksualistę.
Cytat:Ja tutaj czuję niejaki swąd wendetty, jaką chciałyby poprowadzić osoby do niedawna uciśnione wobec tych, co je uciskali. Możliwe, że przyznawanie sobie prawa do takiej wendetty wyraża jakąś sprawiedliwość, ale chciałbym się dowiedzieć, czy faktycznie szczytem postępu społecznego na Zachodzie jest działanie podług norm klanów albańskich górali, że o mafii nie wspomnę.
Co do pierwszego punktu, to rozumiem, że można mieć podobne odczucia, ale ja bym się dopatrywał jego przyczyny raczej w przywiązaniu wielu środowisk do często występującej u lewicy dogmatyki - "no bo przecież nie, biali ani mężczyźni nie mogą być dyskryminowani, wszelka dyskryminacja musi być dziełem złego, wstrętnego, rasistowskiego patriarchatu, a więc wszelkie gadanie o rewersyzmach to manipulacje tych przebrzydłych prawaków". Usprawiedliwianie wendetty to już raczej domena skrajnych lewaków, do tego stopnia patrzących na świat przez pryzmat kolektywów, że skłonnych popierać odpowiedzialność zbiorową (vide Chomsky i jego obrona muslimów). 

Gawain napisał(a): Ach te paskudne fakty! Ćwierć Polski zgarniało 40% dochodu narodowego, czyli zarabiało raptem kilkadziesiąt procent więcej od 3/4 Narodu. Kilkanaście procent dochodu trafiało do 4% bonzów i bonzin, których mąż był z zawodu dyrektorem. I nagle po transformacji się to wszystko popsuło  Smutny Jak? Dlaczego? Miliony pytań bez odpowiedzi...
Uwaga techniczna, bo źle przeczytałeś - 10 proc. najbogatszych zgarniało niecałą ćwiartkę dochodów, a 1 proc. - 4 proc. Uśmiech
Cytat:Nie, nie. Równość lewicowa oznacza, że trzeba dojebać tym, którzy mają większe zdolności i większe chęci, żeby było za co utrzymać tych, którym się nie chce, bo to niesprawiedliwe, że jeden w godzinę zarobi 40 złotych a drugi nic, bo mu się wstać do roboty nie chce i w ogóle robota jest upokarzająca, bo jest ktoś kto swoimi rozkazami godzi w wolność jednostki i jeszcze za mało płaci...
Jakbym nastoletniego kuca czytał... Sorry, ale nudne jest takie oklepane uogólnianie i hiperbolizowanie. Część lewego skrzydła to faktycznie zawistne i mściwe osobniki o niewolniczej mentalności. Jednak lewicowi w dużej mierze są po prostu ludźmi emocjonalnymi i wrażliwymi na cudzą krzywdę, tudzież na to, co nazywają "wyzyskiem". W moich oczach prawicowa lub liberalna krytyka ich postawy często wyrasta nie z żadnego sprzeciwu wobec lenistwa i zawiści, tylko z:
a) przekonania o "nieubłaganych" prawach ekonomii, prawach dżungli, prawach silniejszego i innych koncepcjach w duchu leseferystycznym, soc-darwinistycznym czy nietzscheańskim, zgodnie z którymi "silny ma zawsze rację", wyzysk i krzywda wobec niższych są nieuniknione, a współczucie to przejaw słabości,
b) troski o własny interes (w przypadku np. przedsiębiorców),
c) podążania za prawackimi trendami powszechnymi w sieci czy wśród męskiej młodzieży.
d) powodów religijnych (tu głównie w sferze obyczajowej, przynajmniej w Polsce).

Oczywiście nie zmienia to faktu, że nie wierzę w żadną marksistowską rewolucję, a koncepcje "political correctness" i podobne mi nie odpowiadają. Takiemu człowiekowi lewicy, jak choćby Orwell też by z pewnością nie odpowiadały.
Odpowiedz
#12
Pterodaktyl napisał(a):
Gawain napisał(a): Ach te paskudne fakty! Ćwierć Polski zgarniało 40% dochodu narodowego, czyli zarabiało raptem kilkadziesiąt procent więcej od 3/4 Narodu. Kilkanaście procent dochodu trafiało do 4% bonzów i bonzin, których mąż był z zawodu dyrektorem. I nagle po transformacji się to wszystko popsuło  Smutny Jak? Dlaczego? Miliony pytań bez odpowiedzi...
Uwaga techniczna, bo źle przeczytałeś - 10 proc. najbogatszych zgarniało niecałą ćwiartkę dochodów, a 1 proc. - 4 proc. Uśmiech


Cytat:Oficjalne dane zaniżają poziom rozwarstwienia dochodowego w Polsce, do jakiego doszło w wyniku transformacji gospodarczej – wynika z badań. Według nich aż 40 proc. dochodów trafia do grupy 10 proc. najlepiej zarabiających, chociaż w 1989 roku było to niemal dwa razy mniej – 23 proc. Aż 14 proc. dochodów trafia tylko do 1 proc. najlepiej zarabiających, co jest ponad trzykrotnie większym udziałem niż w 1989 roku (4 proc.)

Czyli w 89 - 40% DNB trafiało do 23% ludzi.
Czyli w 89 - 14% dochodów trafiało do 4% ludzi.

czyli dobrze napisałem, bo ja o komunie piszę.




Cytat:Jakbym nastoletniego kuca czytał... Sorry, ale nudne jest takie oklepane uogólnianie i hiperbolizowanie. Część lewego skrzydła to faktycznie zawistne i mściwe osobniki o niewolniczej mentalności. Jednak lewicowi w dużej mierze są po prostu ludźmi emocjonalnymi i wrażliwymi na cudzą krzywdę, tudzież na to, co nazywają "wyzyskiem".

No i nazywają wyzyskiem cokolwiek im się uwidzi, a niesprawiedliwością jest np. fakt, że rodzice jednych ludzi nie siedzieli na dupie całe życie, ale na ten przykład rozkręcali biznes czy pracowali na dwa etaty co jest właśnie nazywane wyzyskiem, bo gdyby siedzieli to by nie byli wyzyskiwani, ani nikogo nie wyzyskiwali.

Cytat:W moich oczach prawicowa lub liberalna krytyka ich postawy często wyrasta nie z żadnego sprzeciwu wobec lenistwa i zawiści, tylko z:
a) przekonania o "nieubłaganych" prawach ekonomii, prawach dżungli, prawach silniejszego i innych koncepcjach w duchu leseferystycznym, soc-darwinistycznym czy nietzscheańskim, zgodnie z którymi "silny ma zawsze rację", wyzysk i krzywda wobec niższych są nieuniknione, a współczucie to przejaw słabości,

No ekonomia nie działa na zasdzie drapieżnictwa i to wiadomo od wielu lat. A pewność jest od czasów ekonomii behawioralnej. Jak ktoś widzi inaczej to albo jest niedouczony, albo chce zwalić na coś czy kogoś winy za to jak wygląda cudze życie.

Cytat:b) troski o własny interes (w przypadku np. przedsiębiorców),

No jakbym był miśpem, to bym wręcz egositycznie łaknął, aby mnie dotacje dawali. Z resztą o postawie przedsiębiorców wobec społeczeństwa i wolnego rynku pisał już Adam Smith. Twierdził zdaje się, że przedsiębiorca bardziej od dobra wspólnego ceni dobro własne i niekorzystne dla ogółu regulacje będą go cieszyć, jeżeli służą jemu. Niby czemu Januszexy nie głosują na Korwina?

Cytat:c) podążania za prawackimi trendami powszechnymi w sieci czy wśród męskiej młodzieży.

Mnie się wydaje, że to wynik zwykłego odbicia od mainstreamu. Wyobraź sobie Alternatywka. Lewicowy aktywista o niebieskich włosach, pieprdzielący mundrości z KryPy i czytający Deridę czy innego Heideggera. A teraz wyobraź sobie jak takowy typ skończy wśród rówieśników. Jak nie możesz to sięgnij po Salę Samobójców.

Cytat:d) powodów religijnych (tu głównie w sferze obyczajowej, przynajmniej w Polsce).

W to to nie wierzę. Były badania na KULu i wyszło, że najbardziej prostestancki jest wschód Polski, który jest najbardziej katolicki, w teorii.

Cytat:Oczywiście nie zmienia to faktu, że nie wierzę w żadną marksistowską rewolucję, a koncepcje "political correctness" i podobne mi nie odpowiadają. Takiemu człowiekowi lewicy, jak choćby Orwell też by z pewnością nie odpowiadały.

A kto nie jest człowiekiem lewicy, poza ofc, liberałami ekonomicznymii tymi do, których sami lewicowcy nie chcą się przyznać? Idę o zakład, że jakbym coś osiągnął to przy moich syndykalistycznych ciągotach, zaraz by ze mnie zrobili jakiegoś lewicowego guru na miarę Heideggera, żeby podbudować opinię publiczną przykładem i nie emanować wprost faktem, że udupianie to nadrzędna idea lewicy.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#13
Pterodaktyl napisał(a): Część lewego skrzydła to faktycznie zawistne i mściwe osobniki o niewolniczej mentalności. Jednak lewicowi w dużej mierze są po prostu ludźmi emocjonalnymi i wrażliwymi na cudzą krzywdę, tudzież na to, co nazywają "wyzyskiem".

Jeśli są naprawdę tacy wrażliwi, to niech walczą z wyzyskiem używając swoich finansów, a nie rabując cudze. Takie Robinhudy i inne Janosiki pierdolone najchętniej pomagają wyzyskiwanym finansami zarąbanymi z cudzej kieszeni.

A z tych ich dobrych chęci z czasem robi się taka inflacja, że miej nas Panie Boże nieistniejący w opiece...
Wspomóż mię mrówko, bo z głodu umieram
Prosił ze łzami konik w nędznym stanie;
Lecz ta mu rzekła: dla siebie ja zbieram,
Śpiewałeś w lecie, potańcz w zimie panie.
Odpowiedz
#14
lumberjack napisał(a): Jeśli są naprawdę tacy wrażliwi, to niech walczą z wyzyskiem używając swoich finansów, a nie rabując cudze. Takie Robinhudy i inne Janosiki pierdolone najchętniej pomagają wyzyskiwanym finansami zarąbanymi z cudzej kieszeni.

A z tych ich dobrych chęci z czasem robi się taka inflacja, że miej nas Panie Boże nieistniejący w opiece...

Ale konkretnie jaki jest związek statystyczny między lewicą a wysokością inflacji? Oczywiście mam na myśli lewicę według definicji ErgoProxowo-Pterydaktylowej, tzn. tacy, co się wzruszają każdym wyzyskiem i dyskryminacją i robią z tego problem polityczny, a nie Gawainowo-pilastrowej (lewica to źli ludzie którzy wszystko robią źle).
Odpowiedz
#15
ErgoProxy napisał(a): Ja tutaj czuję niejaki swąd wendetty
A ja nie czuję. Bo ja wiem, jak wygląda środowisko. Widzę, że jest ono nadal zdominowane przez białych, heteroseksualnych mężczyzn. I widzę, że o żadnej wendecie nie może być mowy.

Zaznaczam – nie twierdzę, że rasizm czarnych wobec białych nie istnieje. Jak zabłądzisz gdzieś w „czarnej dzielnicy” amerykańskiego miasta, to możesz dostać po ryju za to, że jesteś biały. I to będzie przejaw takiego rasizmu. Twierdzę, że nic takiego nie spotka Cię nigdy na konferencjach technologicznych.

Jeśli mam próbować przypisać jakieś emocje piszącemu ten kodeks, to raczej byłoby to zniecierpliwienie i zażenowanie. Punkty te są bowiem pisane na podstawie jakichś doświadczeń. No to spróbujmy zrekonstruować owo doświadczenie na podstawie tego, co tam mamy: otóż wyobraź sobie, że jakiś wielce mądry i „prawicowy” gość naprzykrza się na konferencji osobie z jakiegoś powodu „nie pasującej”. Osoba ta grzecznie prosi go, żeby się odpierdolił. Na co ten biegnie z płaczem do organizatorów, że stał się właśnie ofiarą cisfobicznego odwrotnego rasizmu.

No i teraz powiedz, Ergo, czy gdybyś był tym organizatorem i musiał w tej sytuacji przeprowadzać długie wyjaśnienia, to by Cię takie incydenty nie wkurwiały i nie rozważałbyś przynajmniej wprowadzenia takiej reguły, że wszystkie tego typu zarzuty od razu lecą do /dev/null.

No i jeszcze jedno – o ile nigdy Cię nie spotka wśród programistów prześladowanie z powodu tego, że jesteś białym mężczyzną, o tyle już nie mogę Cię zaręczyć, że nikt nie będzie Ci robił przykrości z powodu faktu, że miałeś problemy ze schizofrenią. Ale tutaj ten CoC, na który tak bezmyślnie plujesz, będzie Cię chronił. I tutaj z góry przepraszam, że Ci ten fakt wypominam. Nie chodzi mi o to, żeby Cię obrazić i wyzwać od wariatów, ale abyś zreflektował się, że możesz piłować gałąź, na której siedzisz, wspierając polityczne koncepcje ludzi, którzy Tobą gardzą.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#16
zefciu napisał(a): Zaznaczam – nie twierdzę, że rasizm czarnych wobec białych nie istnieje. Jak zabłądzisz gdzieś w „czarnej dzielnicy” amerykańskiego miasta, to możesz dostać po ryju za to, że jesteś biały. I to będzie przejaw takiego rasizmu. Twierdzę, że nic takiego nie spotka Cię nigdy na konferencjach technologicznych.
To właśnie pokazuje, dlaczego rasizm rasizmowi nierówny. Średnio zamożny biały Amerykanin nie ma żadnego realnego interesu w tym, żeby błądzić po lokalnym żulistanie, toteż nikt normalny tego nie robi. Tymczasem rodzimy mieszkaniec takiego żulistanu, jeśli jest uczciwy i niegłupi, ma realny interes w wydostaniu się z tego środowiska i dołączeniu do środowiska American Dream, gdzie staje się pożytecznym trybikiem w ekonomicznej machinie. Utrudnianie mu tego, choćby tyci, tyci, jest zawsze szkodliwe społecznie. Natomiast utrudnianie życia komuś, kto z jakiegoś powodu chce zamieszkać w żulistanie, jest społecznie nieszkodliwe.

I tak jest z każdym rodzajem nietolerancji. Możliwe, że gdybym poszedł obłapiać się z dziewczyną do gejowskiego klubu, to zostałbym tam potraktowany nieuprzejmie. Ale nie widzę po prostu żadnego powodu, dla którego miałbym to robić, ani nie widzę, jak ktokolwiek inny mógłby na tym skorzystać. Toteż nie zostanę potraktowany nieuprzejmie, chyba że sam tego zechcę z powodu masochizmu. Ale masochistom nie ma co przecież współczuć.

Jakakolwiek dyskryminacja mniejszości zawsze jest gorsza niż "dyskryminacja większości", której to uciskanej większości z tak wielką odwagą broni prawica. Wynika to nie tylko z tego, co powyżej, ale także z prostej matematyki.

Wyobraźmy sobie społeczność składającą się z 90 białych i 10 czarnych. W obu grupach 20% to rasiści, czyli mamy 18 białych rasistów i 2 czarnych rasistów. Jeśli jednostki będą się losowo ze sobą zderzać, to każdy biały ma 2% szans (właściwie 2/99, dla skrupulatów) na spotkanie się z rasistowskim zachowaniem, gdy tymczasem każdy czarny ma aż 18% szans na spotkanie z rasistą. A to wszystko przy założeniu absolutnej równości obu grup, które niczym prócz koloru się nie różnią. Tymczasem w rzeczywistości jest tak, jak powyżej opisałem, czyli czarni rasiści występują głównie w takich miejscach, w które i tak się nie warto zapuszczać, natomiast biali rasiści występują także w takich, w które zapuszczać się warto - a więc ta różnica jest o wiele, wiele większa. Nawet gdyby wszyscy czarni w powyższym przykładzie byli rasistami, a z białych tylko 20%, to i tak czarni częściej spotykaliby się z białym rasizmem, niż biali z czarnym rasizmem. To matematyka, nie żadna fizologia. I każdy, kto twierdzi, że wrogie zachowania wobec mniejszości nie są bardziej szkodliwe, niż wrogie zachowania wobec większości, jest matematycznie upośledzony.
Odpowiedz
#17
Gawain napisał(a):
Cytat:Oficjalne dane zaniżają poziom rozwarstwienia dochodowego w Polsce, do jakiego doszło w wyniku transformacji gospodarczej – wynika z badań. Według nich aż 40 proc. dochodów trafia do grupy 10 proc. najlepiej zarabiających, chociaż w 1989 roku było to niemal dwa razy mniej – 23 proc. Aż 14 proc. dochodów trafia tylko do 1 proc. najlepiej zarabiających, co jest ponad trzykrotnie większym udziałem niż w 1989 roku (4 proc.)

Czyli w 89 - 40% DNB trafiało do 23% ludzi.
Czyli w 89 - 14% dochodów trafiało do 4% ludzi.

czyli dobrze napisałem, bo ja o komunie piszę.
W 1989 roku niemal dwa razy mniej niż 40%, czyli 23% dochodów było w rękach 10% najbogatszych, a obecnie w rękach 1% najbogatszych jest 14%, czyli ponad trzykrotnie więcej niż w 1989 r. (a wtedy było 4%). 
Cytat:No i nazywają wyzyskiem cokolwiek im się uwidzi, a niesprawiedliwością jest np. fakt, że rodzice jednych ludzi nie siedzieli na dupie całe życie, ale na ten przykład rozkręcali biznes czy pracowali na dwa etaty co jest właśnie nazywane wyzyskiem, bo gdyby siedzieli to by nie byli wyzyskiwani, ani nikogo nie wyzyskiwali.
A potrafisz wskazać przykład? W sensie - przytoczyć jakąś wypowiedź lewicowego polityka czy działacza, którą można na poważnie podciągnąć pod ten ton.
Cytat:No ekonomia nie działa na zasdzie drapieżnictwa i to wiadomo od wielu lat. A pewność jest od czasów ekonomii behawioralnej. Jak ktoś widzi inaczej to albo jest niedouczony, albo chce zwalić na coś czy kogoś winy za to jak wygląda cudze życie.
Ale pisałem o takim przekonaniu wśród przeciwników lewicy. No to najwidoczniej oni są niedouczeni. Duży uśmiech
Cytat:No jakbym był miśpem, to bym wręcz egositycznie łaknął, aby mnie dotacje dawali. Z resztą o postawie przedsiębiorców wobec społeczeństwa i wolnego rynku pisał już Adam Smith. Twierdził zdaje się, że przedsiębiorca bardziej od dobra wspólnego ceni dobro własne i niekorzystne dla ogółu regulacje będą go cieszyć, jeżeli służą jemu. Niby czemu Januszexy nie głosują na Korwina?
Wyjątek potwierdza regułę.
Cytat:Mnie się wydaje, że to wynik zwykłego odbicia od mainstreamu. Wyobraź sobie Alternatywka. Lewicowy aktywista o niebieskich włosach, pieprdzielący mundrości z KryPy i czytający Deridę czy innego Heideggera. A teraz wyobraź sobie jak takowy typ skończy wśród rówieśników. Jak nie możesz to sięgnij po Salę Samobójców.
No więc właśnie - bezpieczniej się dostosować do tłumu kuców w klasie lub na roku. Niezależnie, czy taki Alternatywek by miał głupie poglądy, czy nie, to przynajmniej miałby odwagę iść pod prąd.
Cytat:W to to nie wierzę. Były badania na KULu i wyszło, że najbardziej prostestancki jest wschód Polski, który jest najbardziej katolicki, w teorii.
W sensie, że skoro protestancki, to luźniejszy obyczajowo? To zależy od nurtu. Co innego współcześni luteranie aprobujący śluby gejowskie, a co innego baptyści z Westboro, którzy to twierdzą, że Bóg stworzył "pedałów" po to, aby mieć kogo nienawidzić i strącać do piekieł.
Cytat:A kto nie jest człowiekiem lewicy, poza ofc, liberałami ekonomicznymii tymi do, których sami lewicowcy nie chcą się przyznać? Idę o zakład, że jakbym coś osiągnął to przy moich syndykalistycznych ciągotach, zaraz by ze mnie zrobili jakiegoś lewicowego guru na miarę Heideggera, żeby podbudować opinię publiczną przykładem i nie emanować wprost faktem, że udupianie to nadrzędna idea lewicy.
Syndykalizm? Tu mnie zaskoczyłeś. Duży uśmiech A w jakim sensie?

lumberjack napisał(a): Jeśli są naprawdę tacy wrażliwi, to niech walczą z wyzyskiem używając swoich finansów, a nie rabując cudze. Takie Robinhudy i inne Janosiki pierdolone najchętniej pomagają wyzyskiwanym finansami zarąbanymi z cudzej kieszeni.
Przeważnie uważają, że kasy z własnej ręki na potrzeby biednych nie wystarczy, a że mimo swojego współczucia lubią relatywizm moralny (albo nawet immoralizm), to i nie mają skrupułów, aby robinhoodować. Oczko
Odpowiedz
#18
Gawain napisał(a): Szlachta przez długi czas musiała oferować coś za przywileje np. konieczność stawienia się pod broń. Lud oczywiście nie powinien mieć żadnych odpowiedzialności.

Gawain raczy się gubić w argumentacji. Przecież właśnie rewolucja upowszechniła ideę poboru powszechnego, przedtem alo lokalnego (Szwecja) albo, jak w Polsce, ograniczonego do szlachty.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lev%C3%A9e_en_masse

Cytat:Problem zaczął się w momencie gdy nastała względna równość ekonomiczno-społeczna. Przecież ledwo 30 lat temu padła komuna. Śmiało można powiedzieć, że społeczeństwo mieliśmy bezklasowe prawie. Zdechł razem z komuną pasek równający w dół... I się okazało, że większość ludzi startująca z jednakowego poziomu nie jest jednak genetycznie równa sobie.

Mówisz o szlachcie? Przecież ich aktywność polegała głównie na staraniach o reprywatyzację majątku kiedyś zabranego. Mówisz o przedsiębiorcach? Przecież większość z nich już za komuny miała jakieś pozycje startowe, albo w handlu albo w produkcji. Więc co to za "startowanie z równego poziomu"? Mylisz propagandę z rzeczywistością chyba.


Pterodaktyl napisał(a): Nie podoba mi się tylko pierwszy punkt - przejawy dyskryminacji człowieka ze względu na sam tylko kolor skóry czy płeć należy zwalczać w każdą stronę, a zjawisko "odwróconego" rasizmu czy seksizmu zmyślone nie jest. Resztę rozumiem i się zgadzam, ale ze względu na poszanowanie możliwości krytyki cudzych zachowań lub "komunikacji barier", a nie na jakiś komfort "uprzywilejowanych".

Zmyślone może nie jest, ale jest mocno nadmuchane medialnie. W czasach, jak w Polsce zaczynało jako tako funkcjonować prawo rodzicielskie, powstał film "Tato". "Fatalne Zauroczenie" z Michaelem Douglasem to przykład filmu o obsesji seksualnej kobiety na punkcie mężczyzny. Kolejny raz Michael Douglas "W Sieci" grał faceta molestowanego przez kobietę. Był jeszcze mniej znany, ale swego czasu popularny film "Mężczyźni o tym nei mówią". Tak, zgadliście, o bitym mężu. To oczywiście nie jest "rasizm właściwy", tutaj akurat tak Hollywood jak i reszta świata, przynajmniej po wydarzeniach tak II WS jak i zniesienia różnych apartheidów unika tematu. Ale właśnie w kwestiach płciowych nieomal każdemu podnoszeniu tematyki nierówności, przemocy czy innych aspektów towarzyszy zaraz dyskusja "Ale kobiety też biją, szaleją, molestują. I gwałcą.". I takie filmy się produkują i się sprzedają.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#19
Pterodaktyl napisał(a): W 1989 roku niemal dwa razy mniej niż 40%, czyli 23% dochodów było w rękach 10% najbogatszych, a obecnie w rękach 1% najbogatszych jest 14%, czyli ponad trzykrotnie więcej niż w 1989 r. (a wtedy było 4%). 

Dobra, łapię, dzięki za zwrócenie uwagi Duży uśmiech

Cytat:A potrafisz wskazać przykład? W sensie - przytoczyć jakąś wypowiedź lewicowego polityka czy działacza, którą można na poważnie podciągnąć pod ten ton.

Pytanie co jest "poważne"? Poważny ton wypowiedzi czy poważne traktowanie wypowiedzi tychże działaczy? Bo jako żywo i jedno i drugie jest na tyle popularne, że szukając wypowiedzi Pani Klimasary znalazłem cały zbiorek cudownych treści działaczy lewicy:

https://nczas.com/2020/06/01/tuzy-polski...sce-video/

Cytat:Prawdziwe tuzy polskiej lewicy wypowiedziały się na temat zamieszek w USA. Oczywiście w sposób, którego można było się spodziewać po ludziach zaczytanych w różnego rodzaju prorokach rewolucji. Tłumaczą wandali jak mogą, solidaryzują się z nimi, a w ich wpisach czuć, że chętnie przeszczepiliby ten rodzaj „protestowania” na polski grunt.

Według Żukowskiej Kościuszko maszerowałby razem z Antifą
„Co by dziś robił Kościuszko? Bronił pomników, czy właśnie organizował oddział kosynierów? Kościuszko był rewolucjonistą, stawał po stronie tłamszonych i marginalizowanych” – taki wpis popełniła na Twitterze Anna-Maria Żukowska z Lewicy.

Lewicowa polityk namiętnie, kilka razy dziennie dodaje jakiś wpis broniący chuliganów z USA. „A czy Ci protestujący w stanach nie mogą po prostu wyjść na balkon i klaskać?” – zapytał ją jeden z Twitterowiczów.

„Nie mogą. Nie w kraju, w którym podziały rasowe są tak głęboko wrośnięte w kulturę, w każdy element państwa: wymiar sprawiedliwości, edukację, politykę, naukę, finanse, sztukę” – twierdzi Żukowska.

Podsumowując: od początku trwania zamieszek pani Żukowska przekonuje, że nie są one winą tych, którzy je wywołali. Nie jest ich winą, że kradną; że niszczą cudze mienie; ani to że pobili człowieka na śmierć. To wszystko wina białych.

-----


Jan Śpiewak o okradających sklepy: to zdesperowani ludzie
„Korporacja kradnie miliardy biednym i klasie średniej niszcząc przy tym planetę? Cisza. Policja zabija czarnych w USA? Cisza. Zdesperowani ludzie niszczą sklepy? Świat się wali” – napisał na Twitterze lewicowy działacz miejski, Jan Śpiewak.

Ludzie na nagraniach, którzy wbiegają do sklepów, by kraść nie wyglądają jednak na zbyt biednych.

„Jeśli nie widzisz kto tu jest katem a kto ofiarą to znaczy, że jesteś po stronie opresji i złodziei” – pisze dalej Śpiewak.
-----

Dalej już mniejszy kaliber, ale dalej ostre oderwanie od rzeczywistości. A to tylko z ostatnich dni. Pani Klimasara przecież zasłynęła Tweetem:

Cytat:Miałeś firmę? Wow, a o uczciwej pracy nie myślałeś?

Ale nie wiem czy można ten wpis traktować poważnie. Poważnie...

Politycy są ostrożniejsi, bo to z reguły socjopatyczne gnidy, ale jak się opalili Marksa to mnie wcale by nie zdziwił fakt dokładnie takiego samego pojmowania rzeczywistości jak w przypadku działaczy.

Cytat:Ale pisałem o takim przekonaniu wśród przeciwników lewicy. No to najwidoczniej oni są niedouczeni. Duży uśmiech

Bywa i tak. Chociaż darwinizm społeczny to ulubiony chochoł lewicy.

Cytat:Wyjątek potwierdza regułę.

No ale regułą jest, że miśpy nie głosują na Korwina. Prędzej na PiS czy PO.


Cytat:No więc właśnie - bezpieczniej się dostosować do tłumu kuców w klasie lub na roku. Niezależnie, czy taki Alternatywek by miał głupie poglądy, czy nie, to przynajmniej miałby odwagę iść pod prąd.

Dzieci w wieku lat sześciu też mają odwagę iść pod prąd i jebnąć wprost to co myślą, żeby uwagę na siebie zwrócić. Młodzież w pewnym wieku widzi dorosłych ludzi słuchających pierniczenia polityków z pokolenia, które nic nie rozumie z otoczającego świata i na zasadzie awersji łapie się na lep dziadka, który jest dziwnie techniczno-umysłowy i otacza się młodzieżą od lat. A co najstraszniejsze, chyba ich słucha.


Cytat:W sensie, że skoro protestancki, to luźniejszy obyczajowo? To zależy od nurtu. Co innego współcześni luteranie aprobujący śluby gejowskie, a co innego baptyści z Westboro, którzy to twierdzą, że Bóg stworzył "pedałów" po to, aby mieć kogo nienawidzić i strącać do piekieł.

W sensie pojmowania religii w myśl Maksa Webera, czyli promocji gospodarczej protestantyzmu.

[/quote]
Syndykalizm? Tu mnie zaskoczyłeś. Duży uśmiech A w jakim sensie?[/quote]

A w takim:

Gawain 07.04.2016, 16:16 napisał(a):Czym jest syndykalizm? To po prostu organizacja społeczeństwa wokół związków zawodowych. Związki zawodowe są w takim układzie nie tylko stroną w układzie pracodawca-pracownik ale też ostoją bezpieczeństwa (w tym finansowego) ludu pracującego. Związki mogą zakładać np. kasy oszczędnościowo-kredytowe, zakładać towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, negocjować kontrakty z ubezpieczycielami czy też bezpośrednio z przedsiębiorstwami medycznymi. Związki po prostu biorą na siebie część obowiązków socjalnych przejętych przez państwo. Tworzy się wtedy sieć niezależnych społeczności złączonych wspólnotą interesów. Co najważniejsze w takiej sytuacji rola państwa ograniczona zostaje do roli gwaranta trwałości takiego układu. Każdy problem polityki społecznej przejęty przez pracownicze syndykaty ma zasięg o wiele mniejszy niż wtedy kiedy zajmuje się nim państwo. Przykładowo sytuacja ZUSu rzutuje na całe społeczeństwo i jego przyszłość. Ubezpieczenia, którymi zajmują się syndykaty są tylko częścią sieci a problem jednego, pięciu czy dziesięciu syndykatów nie sprawia że całe społeczeństwo musi się bać czy zobaczy wypracowaną emeryturę na oczy. Podobnie jest z dostępem do leczenia i wieloma innymi aspektami, które, na co liczę zostaną rozwinięte w kolejnych postach.

Mimo idących zmian społecznych, kto wie, może nawet wzrostu znaczenia neoluddyzmu i ruchów propagujących redystrybucję poprzez dochód gwarantowany itp. rozwiązania, myślę że warto rozważyć jakie skutki miałby taki "neosyndykalizm" w wersji light.

https://ateista.pl/showthread.php?tid=12994

Cały wątek.

bert04 napisał(a): Gawain raczy się gubić w argumentacji. Przecież właśnie rewolucja upowszechniła ideę poboru powszechnego, przedtem alo lokalnego (Szwecja) albo, jak w Polsce, ograniczonego do szlachty.

I jak szybko cywilizowany świat przeszedł z powrotem do wojska zawodowego? No i kiedy zbiegło się owo zniesienie z niesamowitym rozrostem przywilejów socjalnych?


Cytat:Mówisz o szlachcie? Przecież ich aktywność polegała głównie na staraniach o reprywatyzację majątku kiedyś zabranego. Mówisz o przedsiębiorcach? Przecież większość z nich już za komuny miała jakieś pozycje startowe, albo w handlu albo w produkcji. Więc co to za "startowanie z równego poziomu"? Mylisz propagandę z rzeczywistością chyba.

A co to za pozycja handlowa, którą chudopachołek z kasą z etatu może szybko wyrównać. Więcej nawet, w piętnaście lat po upadku komuny kilka milionów ludzi wyjechało, kilka dalej okresowo wyjeżdża a pozycja etatowca i przedsiębiorcy nie jest jakoś kosmicznie różna. Szlachta to było 10% społeczeństwa, bogatych fabrykantów, rzemieślników i obszarników innego pochcodzenia też trochę było. I ile z tych osób odzyskało cokolwiek po upadku komuny? Bo ja stawiam na jednostkowe przypadki i to takich ludzi, którzy mieli nadmiar pieniędzy aby się starać o zwrot i móc prowadzić batalie sądowe.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#20
Gawain napisał(a): I jak szybko cywilizowany świat przeszedł z powrotem do wojska zawodowego? No i kiedy zbiegło się owo zniesienie z niesamowitym rozrostem przywilejów socjalnych?


Serio Gawainie, zaczynam się o Ciebie martwić. Łączysz jakieś niezależne procesy, wpinając do tego szlachtę i wojsko, jak nie przymierzając korwinista jakiś. Nie wiem, jakie niesamowite przywileje socjalne zaproponował Churchil brytyjczykom w 1961. Albo Nixon amerykanom w 1973. Nawet w Polsce w roku 2008 żadnych specjalnych kokosów socjalnych nie było. No chyba że jakieś becikowe tu wliczych. Ale 500+ to później było.

W Niemczech (Zachodnich) nieco odwrotnie, systemy, jak to nazywasz, przywilejów socjalnych kiełkują w latach 50-tych, razem z powstaniem Bundeswehry, rozwijają się w najlepsze w latach 60-tych i rosły nieustannie do lat 80-tych. Potem trochę przystopowało, ale nadal jest na wysokim i stale rosnącym poziomie. A obowiązek służby wojskowej? Zlikwidowano w 2010/11.

O ile wiem, we Francji służba wojskowa była nieomal nieprzerwanie od Rewolucji do 1997, ale jak tam ich polityka socjalna była, nie powiem Ci, wydaje mi się, że podobnie jak w RFN. Niemniej to szmat czasu, być może najdłuższa nieprzerwanie obowiązująca armia poborowa.

Cytat:A co to za pozycja handlowa, którą chudopachołek z kasą z etatu może szybko wyrównać.

Jak może jak nie może? Który z dzisiejszych krzusów nie miał już "bazy finansowej" w czasach niemiłościwie panującej PZPR? Kulczyk? Zgodnie z tradycją Bezosów i Gatesów, dostał kapitał startowy od tatusia Henryka. Razem z kontaktami. Solorz? Skomplikowany życiorys, ale jego pierwsze kroki w handlu to lata 80-te z lewego azylu w Niemczech, transport paczek dla Kościoła, kosmetyków, papierosów, w tle kontakty z SB i pożyczki z FOZZ. Sołowow? Wprawdzie zaczynał późno, ale też jeszcze pod koniec PRL-u się załapał. Ponoć za "oszczędności". Niech będzie, różne rzeczy ludzie oszczędzają, ale facet w momencie przemian miał już firmę budowlaną. Ostatni, którego sprawdzałem, to Biernacki. Ten istotnie dorobił się już w III RP. Tyle że tym nie pasuje do schematu, w 89 jeszcze pełnoletni nie był, nigdzie nie startował.

Jak by jednak nie było, z tej wybiórczej listy paru najbogatszych Polaków (jeden nieboszczyk, ale kasy starczyło na dwójkę dzieci, żeby byli na liście) ci, którzy po 89 dorobili się kokosów, byli już w rozbiegu przed tym terminem, mieli własne firmy budowlane lub handlowe. Zmiana systemu tylko dała im większe możliwości. Historie facetów, którzy w 89 byli "na etacie" to chyba między bajki włożyć trzeba.

EDIT: Sprawdziłem małżeństwo Adamkiewiczów, podobny schemat, firma tatusia, Maciej zaczynał w 86. EDIT 2: Czarnecki podobnie, firma założona w 86. Na kogo nie popatrzysz, schemat jest podobny:
- albo osoba startowała w 89 z uprzywilejowanej pozycji, i zrobiła w latach 90-tych karierę
- albo osoba była wtedy za młoda i karierę zrobiła dopiero w latach 00+

Cytat:Więcej nawet, w piętnaście lat po upadku komuny kilka milionów ludzi wyjechało, kilka dalej okresowo wyjeżdża a pozycja etatowca i przedsiębiorcy nie jest jakoś kosmicznie różna.

Spytaj się lumbera, to ci powie, czym nawet taka jednoosobowa firma różni się od etatowca.

Cytat:Szlachta to było 10% społeczeństwa, bogatych fabrykantów, rzemieślników i obszarników innego pochcodzenia też trochę było. I ile z tych osób odzyskało cokolwiek po upadku komuny? Bo ja stawiam na jednostkowe przypadki i to takich ludzi, którzy mieli nadmiar pieniędzy aby się starać o zwrot i móc prowadzić batalie sądowe.

Jedni odzyskali, inni nie odzyskali. Ale wśród tych najbogatszych się jakoś nie poznajdowali, no chyba że przez ożenki z jakimiś Kulczykami właśnie. Teza, że szlachta jakoś "genetycznie" jest predysponowana - a taką wyczytałem w Twoim poście - nie da się potwierdzić, wszystko co ta szlachta AFAIK ugrała, to jakieś ożenki i jakieś reprywatyzacje.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości