Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ekonomia równouprawnienia, nie tylko LGBT
#1
Myślę, że warto rzecz wyeksponować, więc powielam częściowo post z innego wątku i tworzę nowy topic.

Znalazłem taki artykuł:"The relationship between LGBT inclusion and economic development: Macro-level evidence" https://www.sciencedirect.com/science/ar...0X19300695

Streszczenie:
"This study analyzes the relationship between social inclusion of lesbian, gay, bisexual, and transgender (LGBT) people and economic development. It uses legal and economic data for 132 countries from 1966 to 2011. Previous studies and reports provide substantial evidence that LGBT people are limited in their human rights in ways that also create economic harms, such as lost labor time, lost productivity, underinvestment in human capital, and the inefficient allocation of human resources. This analysis uses a fixed effects regression approach and a newly-created dataset – Global Index on Legal Recognition of Homosexual Orientation (GILRHO) – to assess how these detriments are related to the macroeconomy. Our study finds that an additional point on the 8-point GILRHO scale of legal rights for LGB persons is associated with an increase in real GDP per capita of approximately $2000. A series of robustness checks confirm that this index continues to have a positive and statistically significant association with real GDP per capita after controlling for gender equality. In combination with the qualitative evidence from previous studies and reports, our quantitative results suggest that LGBT inclusion and economic development are mutually reinforcing. Also, a back-of-the-envelope estimate suggests that about 6% to 22% of the finding could reflect the costs to GDP of health and labor market stigmatization of LGB people. Results from this study can help to better understand how the fuller enjoyment of human rights by LGBT people can contribute to a country’s economic development."

Teza wątku jest taka, że rozwój gospodarczy i ruchy emancypacyjne wzajemnie się warunkują i napędzają, a równouprawnienie mniejszości seksualnych sprzyja rozwojowi gospodarczemu.

Żeby było ciekawiej, jeszcze jeden artykuł, tym razem na temat historii i stojącej za nią ekonomii emancypacji kobiet:
https://www.annualreviews.org/doi/abs/10...109-080201

Streszczenie:
"Women's rights and economic development are highly correlated. Today, the discrepancy between the legal rights of women and men is much larger in developing compared with developed countries. Historically, even in countries that are now rich, women had few rights before economic development took off. Is development the cause of expanding women's rights, or conversely, do women's rights facilitate development? We argue that there is truth to both hypotheses. The literature on the economic consequences of women's rights documents that more rights for women lead to more spending on health and children, which should benefit development. The political-economy literature on the evolution of women's rights finds that technological change increased the costs of patriarchy for men and thus contributed to the expansion of women's rights. Combining these perspectives, we discuss the theory of Doepke & Tertilt (2009), who find that an increase in the return to human capital induces men to vote for women's rights, which in turn promotes growth in human capital and income per capita."
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#2
Ale ludzie nie mają wypisane na twarzach "gej", "lesbijka" - większość gejów ubiera się ponoć elegancko lub normalnie i nie sposób ich odróżnić od heteroseksualnych facetów ubierających się w stylu "metroseksualnym". Moja teza jest taka, że jeśli nie da się łatwo rozpoznać kto gej a kto nie gej, to równouprawnienie lub jego brak nie ma większego znaczenia dla zarobków takiego geja.
Odpowiedz
#3
Lumber, tutaj nie chodzi o zarobki geja, ale o to, jak np. wyrażana przez współpracowników czy przełożonych homofobia, świadomość tego geja, że w miejscu pracy musi ukrywać swoją orientację- jak takie i inne poziomy wykluczenia mniejszości LGBT lub przeciwnie, ich akceptacji i zapewnienie praw wpływają na wzrost gospodarczy kraju i odwrotnie, jak poziom gospodarczy wzmacnia tendencje równościowe w obyczajowości, moralności i w prawie.

Cytując badanie: "This review indicates that LGBT people across countries are limited in their freedoms in ways that also create economic inefficiencies, including lost labor time, reduced productivity, underinvestment in human capital, and the suboptimal allocation of human resources through discrimination. The decreased investment in human capital and inefficient use of human resources, in turn, may dampen growth at the broader level of the macroeconomy."

Tłumacząc na nasze, jeśli gej w pracy zmuszony jest wysłuchiwać dowcipy kolegów kuców, które toleruje przełożony, będzie się gorzej czuł w pracy, pogorszy się jego komunikacja z kolegami i szefem, będzie być może unikał przyjścia do pracy w swoje gorsze dni, bo by nie zniósł tego towarzystwa, ostatecznie zaś być może szef go zwolni widząc jego nieefektywność i brak zaangażowania, tracąc potencjalnie świetnego pracownika (takim się zapowiadał na początku). Gej ostatecznie znajdzie sobie inne miejsce pracy, w którym nie zostanie wykorzystany jego potencjał, ale przynajmniej będzie się tam dobrze czuł. I przez realizowanie się takich i wielu innych związanych z dyskryminacją scenariuszy traci gospodarka, szczególnie w krajach wysokorozwiniętych, gdzie kapitał ludzki ze względu na wartość wysokich kompetencji gra ogromną rolę w budowaniu potencjału ekonomicznego kraju.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#4
E.T napisał(a):tutaj nie chodzi o zarobki geja, ale o to, jak np. wyrażana przez współpracowników czy przełożonych homofobia
I cały ten ruch walczy o to żeby ludzie przestali być niemili?
Przegram na pięści to wrócę po ciebie z Lolą #Nicky Santoro

"Get this through your head you Jew motherfucker, you. You only exist out here because of me. That's the only reason. Without me, you, personally, every fuckin' wise guy skell around'll take a piece of your fuckin' Jew ass. Then where you gonna go? You're fuckin' warned. Don't ever go over my fuckin' head again. You motherfucker, you." - Nicky do Franka
Odpowiedz
#5
InspektorGadżet napisał(a):
E.T napisał(a):tutaj nie chodzi o zarobki geja, ale o to, jak np. wyrażana przez współpracowników czy przełożonych homofobia
I cały ten ruch walczy o to żeby ludzie przestali być niemili?

Oczywiście, że nie tylko, to tylko zobrazowanie na przykładzie zjawiska, o którym mowa. Kolejny przykład z artykułu:

"A growing body of research finds that LGBT people experience health disparities, that is, elevated rates of depression, anxiety, suicidality, HIV/AIDS, and substance abuse when compared with heterosexual people. Such disparities are likely rooted in minority stress, the targeting of LGBT people by tobacco and alcohol companies, and the lack of prevention and health services that adequately meet the needs of LGBT people (Meyer, 1995, Meyer, 2003, Hipple et al., 2011, UNDP, 2013). Health disparities will tend to reduce LGBT people’s productivity on the job, reduce participation in the labor force, and may require extra public health funding.

Some barriers to health for LGBT people are specific to emerging and developing countries. Individuals in developing countries might rely on family members to compensate for the lack of formal medical care. But if LGBT people have been rejected by their families, they do not have access to that resource. If LGBT people live with their families, they could still experience inappropriate care if they are not able to talk about their identity with their family members (Padilla et al., 2007)"

"Cały ten ruch" walczy o akceptację i równouprawnienie na wielu poziomach. O równości małżeńskiej w kontekście ekonomicznym pisałem gdzie indziej:

E.T. napisał(a): Natchnęło mnie dziś coś, żeby napisać co nieco w kontekście postulatu małżeństw jednopłciowych i prawicowych argumentów przeciwko.

Polskie prawo nie czyni wyrażenia chęci posiadania potomstwa warunkiem możliwości zawarcia małżeństwa. Wedle polskiego prawa małżeństwem może stać się para nie chcąca dzieci, może nim się stać para bezpłodna, para staruszków. Para nie przestaje być małżeństwem gdy traci wraz z wiekiem czy chorobą swoje zdolności reprodukcyjne jako para, nie przestaje być małżeństwem, gdy ze względu na skrajne zaniedbania zostają jej odebrane prawa do opieki nad własnym potomstwem.

Czemu więc służyć ma instytucja małżeństwa, jeśli nie jest w nią wpisane posiadanie (także potencjalne) dzieci? A podkreślmy jeszcze, że prawo ustanawia różnorodne wsparcie dla opiekunów prawnych dzieci, sprawiając, że Państwo Polskie niezależnie od instytucji małżeństwa otacza opieką i chroni dzieci (zresztą, jak zaznaczono wyżej, czasem dzieci trzeba ochronić przed ich rodzicami).

Faktem jest, że niezależnie od chęci czy możliwości posiadania potomstwa ludzie łącza się w darzące się uczuciem pary, tworząc związki w których znajdują spełnienie, w których wzajemnie się wspierają i wspólnie prowadzą gospodarstwa domowe. Żyjąc w takich parach zachowują statystycznie lepsze zdrowie od osób samotnych (samotność ma naprawdę rujnujący wpływ dla naszego zdrowia), korzystając ze wzajemnego wsparcia mogą lepiej funkcjonować, dzieląc się swoimi zasobami łatwiej im założyć osobne gospodarstwo domowe. Wszystko to sprawia, że osoby takie mogą być produktywniejsze (jako co najmniej zdrowsze), mogą wnieść więcej dobrego wkładu do państwowej wspólnoty nie marnując już energii na poszukiwanie i konkurencję o partnera (instytucja monogamicznych związków ogrywa ogromną rolę w stabilizowaniu naszych społeczeństw, redukując znacznie tę konkurencję), jako para mają więcej wolnych zasobów, którymi mogą wesprzeć innych, np. osoby najbliższe.

Małżeństwo stanowi zaś wsparcie takiego korzystnego dla funkcjonowania państwa modelu życia. Związek taki, zawarty w symbolicznym akcie ślubu, zyskuje akceptację i wsparcie otoczenia- pierwotnie zapewne przede wszystkim akceptację i wsparcie rodziny, zapewne też w swej pierwotnej postaci przede wszystkim jako związek przyszłych rodziców. Dziś jednak funkcjonujemy w innym świecie, w którym ziemia nie stanowi podstawowego zasobu, dziedziczenie nie odgrywa większej roli, a śmiertelność jest daleko mniejsza, niż jeszcze sto lat temu, skąd maleje presja na płodzenie potomstwa (ani w dla zachowania społeczno-gospodarczego ładu, ani z racji stricte biologicznych większa presja w tym kierunku nie ma uzasadnienia), mamy zaś całe mnóstwo istotnych społecznie ról, którym łatwiej się poświęcić, nie decydując się na posiadanie potomstwa (to osławione przedkładanie robienia kariery nad zakładaniem rodziny ma w wielu przypadkach swoje uzasadnienie), jednocześnie nie żyjąc samotnie, korzystając z miłości i wsparcia partnera. Dlatego dziś państwo- którego wsparcie dla małżeństwa jest swoistym rozszerzeniem wsparcia od rodziny, ponieważ funkcjonujemy dziś jako obywatele, a nie tylko członkowie grup rodzinnych czy małych społeczności- sankcjonuje małżeństwo jako związek, którego rolą wcale nie jest spłodzenie i wychowanie potomstwa.

Odpowiedzcie sobie samemu, jak to wszystko rzutuję na kwestię legalizacji małżeństw jednopłciowych.

PS.
Warto też sobie uświadomić, że polskie prawo daje możliwość zmiany płci metrykalnej i osoba transseksualna po przejściu pełnej procedury zmiany płci i wpisaniu w dowód osobisty nowej płci może zawrzeć związek małżeński.


Wystarczy zresztą odrobina dobrych chęci, żeby rzucić okiem na linkowany artykuł i wiedzieć, o jakich obszarach równości/wykluczenia jest tam mowa. Po co takie głupie pytania?
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#6
InspektorGadżet napisał(a): I cały ten ruch walczy o to żeby ludzie przestali być niemili?
Tak, dokładnie o to chodzi. Zastanawiające jest więc, o co walczą przeciwnicy tego ruchu, nieprawdaż?

lumberjack napisał(a): Ale ludzie nie mają wypisane na twarzach "gej", "lesbijka" - większość gejów ubiera się ponoć elegancko lub normalnie i nie sposób ich odróżnić od heteroseksualnych facetów ubierających się w stylu "metroseksualnym". Moja teza jest taka, że jeśli nie da się łatwo rozpoznać kto gej a kto nie gej, to równouprawnienie lub jego brak nie ma większego znaczenia dla zarobków takiego geja.
Po obcym zazwyczaj nie widać. Ale jeśli to kolega, to zazwyczaj coś tam się od czasu do czasu wspomni o życiu rodzinnym czy uczuciowym. I wtedy może nie widać, ale słychać. Albo też słychać wymowne milczenie kogoś, kto nie ma nic do powiedzenia o swoim życiu osobistym.
Odpowiedz
#7
Pytanie brzmi też: skoro zależności między równouprawnieniem a rozwojem gospodarczym wyglądają tak, jak przedstawiono w artykule Lee Badgett i współpracowników, to czemu ma służyć opór wobec tych pozytywnych przemian?

Albo komu?
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#8
ZaKotem napisał(a):
InspektorGadżet napisał(a): I cały ten ruch walczy o to żeby ludzie przestali być niemili?
Tak, dokładnie o to chodzi.

I jaki to ma niby mieć wpływ na rzeczywistość?

Cytat:Zastanawiające jest więc, o co walczą przeciwnicy tego ruchu, nieprawdaż?

Zapewne o niemilusiość. Bo jak wiadomo najmilsi ludzie mają w sobie coś z Dolores Umbridge Uśmiech


lumberjack napisał(a): Po obcym zazwyczaj nie widać. Ale jeśli to kolega, to zazwyczaj coś tam się od czasu do czasu wspomni o życiu rodzinnym czy uczuciowym. I wtedy może nie widać, ale słychać. Albo też słychać wymowne milczenie kogoś, kto nie ma nic do powiedzenia o swoim życiu osobistym.

No a wiadomo, że milczenie jest złe. Najlepiej jak w pracy wszyscy "wiedzo" kto z kim śpi, w jakich pozycjach i jakich gadżetów używa. Niewiedza budzi niezdrowe podejrzenia, plotki, a po co to komu? Najlepiej niech na zaś się przyzna, że jest opresyjnie traktowany to mu się premię przyzna za dziejowe niesprawiedliwości. Neomarksiści ze szkoły frankfurckiej byliby wniebowzięci... Anioł .
Sebastian Flak
Odpowiedz
#9
Gawain napisał(a): I jaki to ma niby mieć wpływ na rzeczywistość?

To jeszcze raz: https://www.sciencedirect.com/science/ar...0X19300695

Odniesiesz się w cokolwiek merytoryczny sposób?
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#10
Gawain napisał(a): I jaki to ma niby mieć wpływ na rzeczywistość?
Taki, jak wszelka cywilizacja w porównaniu z barbarzyństwem. Każde zmniejszenie agresji to więcej zasobów używanych do poprawy jakości życia, zamiast do kopania dołków pod bliźnimi lub zabezpieczania się przed dołkami.
Cytat:Zapewne o niemilusiość. Bo jak wiadomo najmilsi ludzie mają w sobie coś z Dolores Umbridge Uśmiech
W walce o cywilizację uczestniczą też łowcy czarownic. I to jest przykre. Ale czy z tego, że moralność łowców czarownic jest wątpliwa, wynika, że dobre jest czarownictwo?
Cytat:No a wiadomo, że milczenie jest złe. Najlepiej jak w pracy wszyscy "wiedzo" kto z kim śpi, w jakich pozycjach i jakich gadżetów używa.
Ja tam o gadżetach nic nie wiem. Ale jakoś w przypadku kolegów, z którymi współpracuję od lat, wiem, który jest żonaty, który rozwiedziony, który co chwila ma inną laskę a który mieszka z rodzicami. Jestem dziwny? A żadnego nigdy nie pytałem. Kurde, nigdy nie byłeś z facetami na piwie, czy co?
Odpowiedz
#11
Gawain


Cytat:No a wiadomo, że milczenie jest złe. Najlepiej jak w pracy wszyscy "wiedzo" kto z kim śpi, w jakich pozycjach i jakich gadżetów używa. Niewiedza budzi niezdrowe podejrzenia, plotki, a po co to komu? Najlepiej niech na zaś się przyzna, że jest opresyjnie traktowany to mu się premię przyzna za dziejowe niesprawiedliwości. Neomarksiści ze szkoły frankfurckiej byliby wniebowzięci... [Obrazek: angel.gif]


Dołączam się do prośby E.T. Odnieś się merytorycznie, proszę, zamiast niepotrzebnie ironizować.
I tak, zgadzam się z ZaKotem, zwykli ludzie pracujący razem od dłuższego czasu wiedzą, czy ich koleżanki/ koledzy są zamężne/ żonaci. Znają imiona małżonków/ partnerów, często też imiona dzieci. Wiedzą, kto się żeni, kto rozwodzi, komu ma się urodzić dziecko, komu zmarł ojciec czy matka. W pracy tworzy się mała społeczność, ludzie przestają być anonimowi. Jeśli ktoś w takiej sytuacji ukrywa (uważa, że musi ukrywać) swoją sytuację, może prowadzić to do uczucia wykluczenia. Jeśli musi słuchać niewybrednych żartów czy agresywnych wypowiedzi, tym bardziej to wpływa. To tworzy nieprzyjazne środowisko pracy, a nieprzyjaznym środowisku pracy nie da się pracować tak wydajnie, jak w przyjaznym. Proste?
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#12
znaLezczyni napisał(a): I tak, zgadzam się z ZaKotem, zwykli ludzie pracujący razem od dłuższego czasu wiedzą, czy ich koleżanki/ koledzy są zamężne/ żonaci. Znają imiona małżonków/ partnerów, często też imiona dzieci. Wiedzą, kto się żeni, kto rozwodzi, komu ma się urodzić dziecko, komu zmarł ojciec czy matka. W pracy tworzy się mała społeczność, ludzie przestają być anonimowi

Dokładnie tak. W każdej aptece, w której pracowałem, tak było, a trochę tych aptek mam za sobą.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#13
E.T. napisał(a):
Gawain napisał(a): I jaki to ma niby mieć wpływ na rzeczywistość?

To jeszcze raz: https://www.sciencedirect.com/science/ar...0X19300695

Odniesiesz się w cokolwiek merytoryczny sposób?

No skróty już czytałem, podobnie jak post założycielski. I bez wgłębiania się w treści rozszerzone w pierwszym wypadku zaczynają wychodzić nielogiczne bzdury. Po pierwsze jako rzekł Lumber, gejowości i lesbijskości nie widać za bardzo, ponadto nikt pracy im nie zabrania, prześladowań odgórnych nie ma w prawie pracy, więc wnioski są nie tylko hipotetyczne ale i od czapy. Zwłaszcza w pierwszym świecie. Praca dzieli się najprościej na fizyczną i umysłową, w której z nich oświadczenia o preferencjach seksualnych zwiększą wydajność pracownika? No i najważniejsze jak niby oświadczanie wszem wobec, że jest się takiej a nie innej orientacji sprawi, że cokolwiek się zmieni? To po prostu kolejne próby uzasadniania, że jak się nada przywileje to się świat na lepsze zmieni.

ZaKotem napisał(a): Taki, jak wszelka cywilizacja w porównaniu z barbarzyństwem.

Znaczy się Buszmeni byli bardziej wojowniczy od Rzymian np.? Śmiała teza. Udowodnij.

Cytat: Każde zmniejszenie agresji to więcej zasobów używanych do poprawy jakości życia, zamiast do kopania dołków pod bliźnimi lub zabezpieczania się przed dołkami.

Próba wykastrowania ludzkości z agresji to jawny zamach na to co ludzi ludźmi czyni. Jest to cecha immanentna i oszukiwaniem samego siebie jest, że bez agresji da się żyć. Agresja nie otwarta prowadzi do powstania pasywno-agresywnych jednostek, które nie potrafią rozwiązywać konfliktów i generują kolejne połacie bagna, w których zamiast rozwijania się życia społecznego jest masa skonfliktowanych jednostek, które w ramach "walki o byt" strzelają fochy, obgadują się i tworzą dramy jak w paradokumentach Polsatu.

Cytat:W walce o cywilizację uczestniczą też łowcy czarownic. I to jest przykre. Ale czy z tego, że moralność łowców czarownic jest wątpliwa, wynika, że dobre jest czarownictwo?

W walce o taką cywilizacje to walczy właśnie czarostwo i myślenie magiczne, na którego straży stoją sympatyczni wojownicy miłości i pokoju, którzy palić chcą na stosach, każdego kto ma inne od nich zdanie. W imię pokoju oczywiście.

Cytat:Ja tam o gadżetach nic nie wiem. Ale jakoś w przypadku kolegów, z którymi współpracuję od lat, wiem, który jest żonaty, który rozwiedziony, który co chwila ma inną laskę a który mieszka z rodzicami. Jestem dziwny? A żadnego nigdy nie pytałem.

Ale pytał kto inny a ZaKotem słuchał. I sęk właśnie w tym, że to wiadomości dobrowolnie udzielone i prawo do ich ujawnienia winno leżeć w dobrowolności oświadczeń a nie zyskiwaniu przywilejów "za pochodzenie robotniczo-chłopskie". Takie rzeczy jak preferencje nie powinny mieć żadnego wpływu na ocenę człowieka. Ale w tej "walce o cywilizację" właśnie chodzi o coś dokładnie odwrotnego.

https://www.spidersweb.pl/rozrywka/2020/...-kryteria/

Cytat:Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła nowe zasady określające to, czy dany tytuł będzie mógł powalczyć o Oscara w kategorii najlepszy film. Zaproponowane kryteria dotyczą parytetów dla kobiet i mniejszości rasowych oraz seksualnych w przemyśle filmowym.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o trendach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Pamiętacie aferę sprzed kilku lat i hasztag #OscarsSoWhite? Zdaje się, że Hollywood na poważnie zajęło się kwestią równości i różnorodności.

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej ogłosiła właśnie nowe kryteria, które będą brane pod uwagę przy dopuszczaniu produkcji do wyścigu po Oscara w kategorii najlepszy film. Zmiany będą stopniowo wprowadzane od 2022 r., a dwa lata później mają być ogólnym standardem. Czego dotyczą?

Nie ma mniejszości, nie ma Oscara?

Aby móc konkurować o miano najlepszego filmu i Oscara w tej kategorii, film będzie musiał spełniać przynajmniej dwa z czterech narzuconych przez Akademię kryteriów. A te, jak można było się tego spodziewać, dotyczą głównie kwestii różnorodności. Od tej pory przy kwalifikacji danego filmu będą brane pod uwagę płeć, orientacja seksualna i tożsamość etniczna i rasowa (m.in. przynajmniej 30% całej ekipy filmowej powinny stanowić osoby z tych grup: kobiety, mniejszości rasowe, osoby LGBTQ+, osoby z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną, niedosłyszące).

Podobnie ma się rzecz z obsadą — co najmniej jeden z aktorów pierwszoplanowych ma reprezentować mniejszość rasową lub etniczną, a aktorzy wcielający się w drugoplanowe role powinni reprezentować inne mniejszości: np. osoby niepełnosprawne, czy środowiska LGBTQ+.


Czyli krótko mówiąc nie chodzi tu o żadne pomijanie i wykluczania a o przaśne odrzucenie tego co zostało zdefiniowane jako "norma" i anachronizm. Kiedyś była jakaś szlachta czyli ludzie, którzy wykazywali się agresją, pomysłowością i ogólnie cechami związanymi z siłą i sprawnością intelektualną i fizyczną. I dzisiaj ma być Nowa Szlachta o cechach dokładnie odwrotnych, co jest nieubłaganie logiczne. W końcu skoro za największe zło uznaje się to, że powstała cywilizacja naukowo-techniczna, w której silni władali słabymi to największym dobrem będzie jak najsłabsi będą władali najsilniejszymi i najlepiej w czymś najnaturalniejszym. Taki Morelly chciał być naturalny jak Indianie. Victoria Woodhull chciała nieskrępowanej Wolnej Miłości bez wynalazków w rodzaju małżeństwa, bo co jest naturalniejszego od niczym nieskrępowanej wolności? Problem tylko w tym, że to skrajnie głupie. W końcu jak się zacznie już wdrażać takie pomysły, one sobie ewoluują w warstwach propagandowych, to skutki ich wdrażania nie zmienią sie ani na jotę. I po jakimś czasie okazuje, się, że w socjalizmie żyje się niczym łowcy-zbieracze, mimo, że miało być inaczej. Organy rozrodcze stają się ważniejsze od mózgu, mimo, że jak głosiły opinie w sumie o jakąś tam równość chodziło... A koniec końców rzeczywistość zaczyna przerastać Gombrowicza i Monthy Pythona.


Cytat: Kurde, nigdy nie byłeś z facetami na piwie, czy co?

Unikam jak mogę. Podobnie jak ploteczek i fraternizowania się o ile nie muszę. I chwała Bogu. Bo jak tak dalej pójdzie to mnie ześlą do jakiegoś obozu na reedukację. Kto to widział, być introwertykiem...

znaLezczyni napisał(a): Dołączam się do prośby E.T. Odnieś się merytorycznie, proszę, zamiast niepotrzebnie ironizować.
I tak, zgadzam się z ZaKotem, zwykli ludzie pracujący razem od dłuższego czasu wiedzą, czy ich koleżanki/ koledzy są zamężne/ żonaci. Znają imiona małżonków/ partnerów, często też imiona dzieci. Wiedzą, kto się żeni, kto rozwodzi, komu ma się urodzić dziecko, komu zmarł ojciec czy matka. W pracy tworzy się mała społeczność, ludzie przestają być anonimowi. Jeśli ktoś w takiej sytuacji ukrywa (uważa, że musi ukrywać) swoją sytuację, może prowadzić to do uczucia wykluczenia. Jeśli musi słuchać niewybrednych żartów czy agresywnych wypowiedzi, tym bardziej to wpływa. To tworzy nieprzyjazne środowisko pracy, a nieprzyjaznym środowisku pracy nie da się pracować tak wydajnie, jak w przyjaznym. Proste?

Czyli zamiast oddolnie tworzyć przyjazne środowisko pracy poprzez tworzenie warunków do korzystnego jej wykonywania i atmosfery akceptacji, trzeba wyciskać z ludzi informacje, którymi nie chcą sami się dzielić? A żeby chcieli, to trzeba ich do tego zachęcić, albo zachęcić pracodawców żeby zechcieli ich "nagrodzić", lub zniechęcić pracowników, żeby nie daj borze, się krzywo nie spojrzeli? I to biorąc na warsztat argument, który nie powinnien być żadnym merytorycznym wskaźnikiem odnośnie pracy? Kapitalne.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#14
Gawain napisał(a): Praca dzieli się najprościej na fizyczną i umysłową, w której z nich oświadczenia o preferencjach seksualnych zwiększą wydajność pracownika? No i najważniejsze jak niby oświadczanie wszem wobec, że jest się takiej a nie innej orientacji sprawi, że cokolwiek się zmieni? To po prostu kolejne próby uzasadniania, że jak się nada przywileje to się świat na lepsze zmieni.

Przeczytaj najpierw wypowiedzi ZaKotem i znaLezczyni. Ja zresztą też już napisałem w odpowiedzi Lumberowi w czym rzecz. Nie strugaj więc idioty z tekstami o "oświadczaniu wszem wobec". Bo chodzi o zwykłe: "byłem wczoraj z moim Jackiem na świetnym filmie" itp. zwykłe rozmowy pracowników, dzięki którym budują się relację między ludźmi w pracy.

Gawain napisał(a): Czyli zamiast oddolnie tworzyć przyjazne środowisko pracy poprzez tworzenie warunków do korzystnego jej wykonywania i atmosfery akceptacji, trzeba wyciskać z ludzi informacje, którymi nie chcą sami się dzielić? A żeby chcieli, to trzeba ich do tego zachęcić, albo zachęcić pracodawców żeby zechcieli ich "nagrodzić", lub zniechęcić pracowników, żeby nie daj borze, się krzywo nie spojrzeli? I to biorąc na warsztat argument, który nie powinnien być żadnym merytorycznym wskaźnikiem odnośnie pracy? Kapitalne.

Znowu jakieś bzdury piszesz, zamiast zauważyć rolę pracodawcy w tworzeniu przyjaznego środowiska pracy (to jest przecież standard), w którym osoby LGBT będą czuły, że nie muszą obawiać się, że zdradzą się ze swoją orientacją, w którym zapytane przez kolegę czy koleżankę (tym razem inicjatywa oddolna) z pracy o plany na weekend nie będą musiały zmyślać, żeby nie wyjść na nieuprzejmych.

"Wyciskanie informacji"? WTF?

Gawain napisał(a): Unikam jak mogę. Podobnie jak ploteczek i fraternizowania się o ile nie muszę. I chwała Bogu. Bo jak tak dalej pójdzie to mnie ześlą do jakiegoś obozu na reedukację. Kto to widział, być introwertykiem...

Kurcze, sam jestem introwertykiem, być może nawet wpadam w spektrum autyzmu, mam schizotypowe zaburzenie osobowości i typowe dla niego lęki społeczne, ale doskonale rozumiem ludzką potrzebę dzielenia się z kolegami i koleżankami z pracy swoim życiem prywatnym. I o ile faktycznie są ludzie tacy, jak my dwaj, którzy rzeczywiście mogą unikać fraternizowania się, to akurat orientacja seksualna nie przekłada się na nic podobnego i osoby nieheteronormatywne w większości pewnie tez by się chętnie dzieliły z otoczeniem niusami ze swojego życia prywatnego i czerpały z tego taką samą satysfakcję jak heteroseksualni, gdyby tylko nie obawiały się reakcji na te niusy.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#15
Jednej rzeczy trochę nie pojmuję. Mamy się pytać czy nie pytać. Czy ze względu na osoby diverse mamy nie opowiadać o własnym życiu rodzinnym, milczeć o dzieciach i chować zdjęcia, bo ktoś się może czuć urażony? Pytam, bo artykuły długie i angielskie, a niedawna afera w IKEI miała takie podłoże. I trochę rozumiem Gawaina, wprowadzanie odgórne tolerancji w rasistowskim kraju może się tylko skończyć groteską. Normalność nastanie, jeżeli kolega gej będzie pokazywał fotki ze swego ślubu, albo zaprosi nawet kolegów i szefa.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#16
No właśnie o tym myślałem. Postaw się w roli geja, który przyjmuje się do nowej pracy, ludzie w robocie niby normalni, ale jak po miesiącu czy pół roku ktoś do Ciebie zagada przyjacielsko o plany na weekend, to wciąż nie wiesz, czy powiedzieć, że robisz z chłopakiem wypad w góry, czy jednak bezpieczniej powiedzieć, że z kolegą.

Prawda jest taka, że artykuł nie odpowiada na Twoje pytanie i tak naprawdę raczej większe równouprawnienie jest efektem przemian gospodarczych, chociaż to działa także w drugim kierunku (i oczywiście nie chodzi tylko o miejsce pracy).

Natomiast jeśli miałbym sam udzielić odpowiedzi na pytanie, to myślę, że IKEA jednak z tym pytaniem kolegów i koleżanki LGBT o sprawy prywatne nie była taka głupia, bo podstawą do tych pytań było wyrażenie przez firmę akceptacji osób LGBT, okazanie gotowości wsparcia ich jako pracowników i przyzwolenie a wręcz zachęcenie pracowników do okazywania w pracy podobnej akceptacji i wsparcia osób LGBT. Bo jeśli nie chcemy czekać, aż normalność nastanie sama, to musimy pierwsi wyciągnąć rękę i zdobyć zaufanie osób nieheteronormatywnych, bo oni w warunkach niepewności co do reakcji sami raczej się nie odważą przyspieszyć nadejście tej normalności- nie zwykli, niezorganizowani pracownicy w swoich miejscach pracy, nie zwykli uczniowie wśród szkolnych kolegów, nie zwykły Kowalski wśród rodziny i znajomych.

Dlatego chyba też niektórzy odnoszą wrażenie, że mniejszości LGBT są faworyzowane czy specjalnie traktowane. Bo chcąc sprawę przyspieszyć, z ludzkiej wrażliwości czy biznesowego wyrachowania, inaczej się tego zrobić nie da, jak podejmując pewne starania, ponosząc tymczasowo dodatkowe koszty, które mają się jednak opłacić.

Czyli: pytać, ale zarazem mówić otwarcie o kwestiach równouprawnienia z wyrazem wsparcia nieheteronormatywnej mniejszości. Trzeba sobie zapracować na otwartość tych, którzy dziś jeszcze mają prawo obawiać się naszej reakcji na nią.

I jeszcze jedna uwaga: żeby kolega gej pokazywał fotki ze ślubu, to trzeba wprowadzić równość małżeńską. I to się da zrobić, nawet przy oporze części społeczeństwa, a co więcej takie właśnie prawne gwarantowanie równości prowadzi do poprawy funkcjonowania osób LGBT, co pozytywnie odbija się na gospodarce- i tu koło się domyka.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#17
Gawain napisał(a): Kiedyś była jakaś szlachta czyli ludzie, którzy wykazywali się agresją, pomysłowością i ogólnie cechami związanymi z siłą i sprawnością intelektualną i fizyczną.
[Obrazek: da73df2ab44b204dfdd7f92912267814.jpg]
Aha, ostatni film niespełniający nowych kryteriów do Oskara to chyba w latach 90-tych nakręcili. To jest ledwo listek figowy.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#18
E.T. napisał(a): Lumber, tutaj nie chodzi o zarobki geja, ale o to, jak np. wyrażana przez współpracowników czy przełożonych homofobia, świadomość tego geja, że w miejscu pracy musi ukrywać swoją orientację- jak takie i inne poziomy wykluczenia mniejszości LGBT lub przeciwnie, ich akceptacji i zapewnienie praw wpływają na wzrost gospodarczy kraju i odwrotnie, jak poziom gospodarczy wzmacnia tendencje równościowe w obyczajowości, moralności i w prawie.

No ale przecież gej w trakcie rozmowy o pracę i ustalania zarobków nie deklaruje pracodawcy, że jest gejem. W sytuacji gdy każdy gej i każda lesbijka mają już ustaloną gażę, ich orientacja nie ma wpływu na wzrost gospodarczy.

Chyba, że chodzi ci o to, że z powodu jakichś szykan w pracy pracują mniej wydajnie, to ok, rozumiem - to ma przełożenie na ogólny wzrost gospodarczy.

Gawain napisał(a): Zwłaszcza w pierwszym świecie. Praca dzieli się najprościej na fizyczną i umysłową, w której z nich oświadczenia o preferencjach seksualnych zwiększą wydajność pracownika? No i najważniejsze jak niby oświadczanie wszem wobec, że jest się takiej a nie innej orientacji sprawi, że cokolwiek się zmieni? To po prostu kolejne próby uzasadniania, że jak się nada przywileje to się świat na lepsze zmieni.

Nie no, może w pracy "grupowej" ma to jakieś tam znaczenie, ale jest w sumie pierdyliard prac, w których się pracuje samemu i każdy wtedy w dupie ma czy śpisz z chłopem czy z babą. W sytuacji gdybym był szykanowany w ostateczności wybrałbym jakąś pracę niegrupową, ale w pierwszej kolejności wybrałbym oczywiście opcję oko za oko, szykany za szykany, dogryzanie za dogryzanie. Jak ludzie zobaczą, że gej to nie pizda, to uszanują. Znam heterowców zachowujących się jak pizdy, którym szefowie wleźli na głowy i wyzyskują jak mogą.

Po prostu nie można być wrażliwym, niezależnie od orientacji seksualnej. Nie można być zbyt miłym - ludzie to chuje i wykorzystają kogoś grzecznego. Niestety trzeba być trochę chamem - ten świat jest tak jakby dla chamów skonstruowany. Dla ludzi asertywnych.
Odpowiedz
#19
lumberjack napisał(a): Chyba, że chodzi ci o to, że z powodu jakichś szykan w pracy pracują mniej wydajnie, to ok, rozumiem - to ma przełożenie na ogólny wzrost gospodarczy.

No chyba to właśnie mam na myśli:
E.T. napisał(a): Tłumacząc na nasze, jeśli gej w pracy zmuszony jest wysłuchiwać dowcipy kolegów kuców, które toleruje przełożony, będzie się gorzej czuł w pracy, pogorszy się jego komunikacja z kolegami i szefem, będzie być może unikał przyjścia do pracy w swoje gorsze dni, bo by nie zniósł tego towarzystwa, ostatecznie zaś być może szef go zwolni widząc jego nieefektywność i brak zaangażowania, tracąc potencjalnie świetnego pracownika (takim się zapowiadał na początku). Gej ostatecznie znajdzie sobie inne miejsce pracy, w którym nie zostanie wykorzystany jego potencjał, ale przynajmniej będzie się tam dobrze czuł. I przez realizowanie się takich i wielu innych związanych z dyskryminacją scenariuszy traci gospodarka, szczególnie w krajach wysokorozwiniętych, gdzie kapitał ludzki ze względu na wartość wysokich kompetencji gra ogromną rolę w budowaniu potencjału ekonomicznego kraju.
"Sokrates nieodmiennie doprowadzający sofistę do milczenia- czy skłaniał go do milczenia prawomocnie? - Tak, sofista nie wie tego, co myślał, że wie; ale to nie jest jeszcze triumf Sokratesa. Nie może tu chodzić o: „A widzisz! Ty tego nie wiesz!" - ani o triumfalne: „A więc wszyscy nic nie wiemy!""
Odpowiedz
#20
E.T. napisał(a): No właśnie o tym myślałem. Postaw się w roli geja, który przyjmuje się do nowej pracy, ludzie w robocie niby normalni, ale jak po miesiącu czy pół roku ktoś do Ciebie zagada przyjacielsko o plany na weekend, to wciąż nie wiesz, czy powiedzieć, że robisz z chłopakiem wypad w góry, czy jednak bezpieczniej powiedzieć, że z kolegą.

Obecnie w Polsce? Nie ma różnicy. Jakaś sportsmenka* czy aktorka zamieściła na fejsie fotografie z przyjaciółką i zalała ją fala pytań w stylu "Pardon, nie chcę się narzucać, ale czy jest pani lesbą która będzie adoptować katolickie sieroty?"


(Sportowczyni?)
Cytat:Prawda jest taka, że artykuł nie odpowiada na Twoje pytanie i tak naprawdę raczej większe równouprawnienie jest efektem przemian gospodarczych, chociaż to działa także w drugim kierunku (i oczywiście nie chodzi tylko o miejsce pracy).

Strasznie wątpię w taką odwrotność. To tak, jakby powiedzieć "Osoby o wysokich zarobkach mają porszaka w garażu, chociaż działa to także w drugim kierunku, jak sobie porszaka kupisz to ci pensja podskoczy". Dla mnie equality i diversity są pochodną dobrobytu.


Cytat:Natomiast jeśli miałbym sam udzielić odpowiedzi na pytanie, to myślę, że IKEA jednak z tym pytaniem kolegów i koleżanki LGBT o sprawy prywatne nie była taka głupia, bo podstawą do tych pytań było wyrażenie przez firmę akceptacji osób LGBT, okazanie gotowości wsparcia ich jako pracowników i przyzwolenie a wręcz zachęcenie pracowników do okazywania w pracy podobnej akceptacji i wsparcia osób LGBT. Bo jeśli nie chcemy czekać, aż normalność nastanie sama, to musimy pierwsi wyciągnąć rękę i zdobyć zaufanie osób nieheteronormatywnych, bo oni w warunkach niepewności co do reakcji sami raczej się nie odważą przyspieszyć nadejście tej normalności- nie zwykli, niezorganizowani pracownicy w swoich miejscach pracy, nie zwykli uczniowie wśród szkolnych kolegów, nie zwykły Kowalski wśród rodziny i znajomych.

Dla mnie IKEA postąpiła, powiedzmy, nierozsądnie. Wprowadza normy obowiązujące na całym świecie bez uwzględnienia lokalnych uwarunkowań. Przykładowo w Arabii Saudyjskiej usunięto z reklam i katalogów kobiety. Kraj bogaty, IKEA ma tam swoją sieć, ale jakoś nie przejmuje się kwestiami emancypacji. A może przejmuje, ale z wyczuciem dla lokalnych antypatii? W każdym razie bądź, różnica jest.

https://natemat.pl/33641,ikea-usunela-ko...audyjskiej

Cytat:Dlatego chyba też niektórzy odnoszą wrażenie, że mniejszości LGBT są faworyzowane czy specjalnie traktowane. Bo chcąc sprawę przyspieszyć, z ludzkiej wrażliwości czy biznesowego wyrachowania, inaczej się tego zrobić nie da, jak podejmując pewne starania, ponosząc tymczasowo dodatkowe koszty, które mają się jednak opłacić.

No poczekajmy, aż IKEA wejdzie w trybiki polskiego wymiaru sprawiedliwości, bo facet zasłania się wolnością wypowiedzi i wolnością religijną. A IKEA? W tym "przyspieszaniu" chce ograniczać proste rozmowy o wypadzie na piwo, bo jakiemuś gejowi może być przykro? No przecież to nawet święty by się wkurzył
A czy wiejskiemu proboszczowi ma być przykro, że ciągle przedstawia swoją kochankę jako kuzynkę? A co z biedną sekretarką, która cały weekend spędza ze swoim żonatym szefem "w delegacji"? Z magazynierem, który nie jest homo, ale po prostu nikt go nie kocha i weekendy spędza sam na pornhubach? Mamy okazać mu współczucie? Może spracowaną rękę uścisnąć? Przecież tu pytanie "Stary, jaki film ostatnio widziałeś?" może doprowadzić do niemiłych sytuacji, bo ty znasz wszysykie produkcje Marvela, a on Brazzera...

Cytat:Czyli: pytać, ale zarazem mówić otwarcie o kwestiach równouprawnienia z wyrazem wsparcia nieheteronormatywnej mniejszości. Trzeba sobie zapracować na otwartość tych, którzy dziś jeszcze mają prawo obawiać się naszej reakcji na nią.

No niby inicjatywa słuszna i godna pochwały, ale wygląda trochę tak, jakby nauczycielka w klasie powiedziała coś w stylu "Dzieci, od dziś nie uczymy się Murzynka Bambo, bo wójt ma żonę z Kenii". Przecież tego typu akcje muszą wywołać reakcję. Dlatego IMHO tolerancję należy wprowadzać faktycznie, wycofując tego nieszczęsnego Afro, ale bez takich odezw. Promując pozytywne postawy, a nie wprowadzając jakieś dupochronne zakazy.

Cytat:I jeszcze jedna uwaga: żeby kolega gej pokazywał fotki ze ślubu, to trzeba wprowadzić równość małżeńską. I to się da zrobić, nawet przy oporze części społeczeństwa, a co więcej takie właśnie prawne gwarantowanie równości prowadzi do poprawy funkcjonowania osób LGBT, co pozytywnie odbija się na gospodarce- i tu koło się domyka.

No to przecież piszę, że tolerancja funkcjonuje tylko w kraju tolerancyjnym. I piszę z autopsji, parę lat temu byłem na weselu kolegi z pracy. Uroki emigracji.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości