Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zasada podwójnego skutku
#21
zefciu napisał(a): No i teraz dochodzimy do etyki katolickiej. Pewien nurt etyki katolickiej bowiem sobie w jakimś punkcie wymyślił, że wszelki relatywizm moralny to zło.
Jak już wspomniano - czym innym jest relatywizowanie wartości moralnej jakiegoś czynu, a czym innym relatywizm m. jako pogląd, że nie istnieją czyny inherentnie dobre/złe ani normy obowiązujące niezależnie od okoliczności. Przykładowo Kościół katolicki zawsze relatywizował i nadal relatywizuje moralną ocenę odebrania komuś życia, ale jednocześnie głosi, że nigdy nie jest dozwolone cudzołóstwo.
Cytat:Drugim wyjściem jest szukanie kruczków. Takim kruczkiem jest „zasada podwójnego skutku”. Chodzi o to, żeby wprowadzić etyczny sytuacjonizm do sztywnej deontologii w sposób tak zagmatwany, żeby można było mówić, że to nie etyczny sytuacjonizm, tylko coś innego. I tak – aborcja płodu zagrażającego życiu matki przestaje być aborcją, a staje się niechcianym skutkiem ratowania.

Tylko że, jakby się nie obrócić, dupa z tyłu. Koniecznym warunkiem sensowności „zasady podwójnego skutku” jest to, aby korzystny skutek moralnie równoważył, lub przewyższał „skutek drugi”. Zatem czym to się różni od strasznego złego mzimu etycznego relatywizmu?
Tutaj KK powołuje się na intuicyjne rozróżnienie między bezpośrednim pozbawieniem niewinnej istoty życia, a pośrednim spowodowaniem jej śmierci - to drugie nie jest inherentnie złe, więc może być w pewnych przypadkach dopuszczalne. Czym innym jest strzelenie w łeb dobijającemu się do drzwi złodziejowi, a czym innym wyrzucenie go na dwór bez kurtki przy -40 C i braku domów w sąsiedztwie, aby ratować własne życie. Jednak uznanie, że dobro wynikające z ocalenia życia kobiety przewyższa zło wynikające ze śmierci płodu sugeruje, że życie kobiety jest więcej warte od życia płodu, co jest sprzeczne z katolicką etyką. Tu jedynym ratunkiem byłoby dopuszczenie zastosowania ZPS w razie istnienia równowagi między dobrym a złym skutkiem. Nie będę ściemniał - i mi wydaje się to naciągane.
Cytat:Wydaje mi się, że oprócz faktu, że do zastosowania podwójnego skutku trzeba po prostu wykonać dodatkowe myślowe wolty, różnica jest jedna. Zasada ta zmywa odpowiedzialność. Wstrętny moralny relatywista dokonuje aborcji, usprawiedliwiając to wyższym dobrem. Bierze jednocześnie moralną odpowiedzialność za to co czyni. Szlachetny katolicki absolutysta moralny natomiast aborcji nie dokonuje. On ratuje życie matki, a aborcja dokonuje się niejako sama. Ponieważ jej nie chce – nie odpowiada za swój czyn.

Wydaje się, że istnieje tutaj pewna analogia do innych wolt rzymskokatolickich etyków. Np. tego, że NPR nie jest antykoncepcją. Albo tego, że stwierdzenie nieważności małżeństwa, które spędziło ze sobą 9 lat i dochowało się potomstwa nie jest rozwodem. Zamiast przyjmować jakieś zjawisko jako „zło konieczne” i ważyć wartość tego zła, można umyć ręce „trudno, małżeństwo obiektywnie było nieważne, nie muszę się zastanawiać, jakie skutki dla rodziny wywoła jej porzucenie, bo to nigdy nie była moja rodzina”.
A może raczej chodzi o strach przed zrażeniem wiernych zbyt surowymi wymaganiami? Oczywiście KK nie może zaprzeczać sam sobie lub nagle stwierdzić, że przez tyle wieków się mylił co do aborcji lub antykoncepcji. Może jednak tworzyć pewne "furtki" dla zagrożonych śmiercią ciężarnych kobiet, bitych żon itd., aby nie ubyło jeszcze więcej owieczek.
Cytat:Ustawa zawierała zapis, iż aborcja jest całkowicie zakazana, natomiast dopuszczała nieściganie lekarza, który w toku ratowania życia matki spowodował śmierć płodu. I teraz pytanie: czy takie sformułowanie jakoś w praktyce różni się od sformułowania, że aborcja dla ratowania życia matki jest dopuszczalna?
Jak wyżej - skutkami się nie różni, lecz moralność katolicka nie opiera się wyłącznie na intencjach czy skutkach, ale też na "absolutnych wartościowaniach". 

Jednak rzeczywiście łatwo przefarbować odpowiednim doborem słownictwa relatywizm moralny na absolutyzm - np. zamienić "w pewnych sytuacjach wolno kraść" na "nigdy nie wolno kraść ze zgubą dla społeczeństwa" itp. itd.
Odpowiedz
#22
Pterodaktyl napisał(a): Jak już wspomniano - czym innym jest relatywizowanie wartości moralnej jakiegoś czynu, a czym innym relatywizm m. jako pogląd, że nie istnieją czyny inherentnie dobre/złe czy normy obowiązujące niezależnie od okoliczności.
A to inna sprawa – używanie pojęcia „relatywizm”, które jest pojęciem mętnym i może znaczyć różne rzeczy.
Cytat:Przykładowo Kościół katolicki zawsze relatywizował i nadal relatywizuje moralną ocenę odebrania komuś życia, ale jednocześnie głosi, że nigdy nie jest dozwolone cudzołóstwo.
No właśnie pewne rozumowanie stojące za „duszpasterstwami związków niesakramentalnych” pokazuje coś innego. Otóż zdaniem niektórych (i wydaje się to popierać nawet obecny papa rzymski) życie w cudzołóstwie może być mniejszym złem w sytuacji, gdyby rozpad niesakramentalnej pary odebrał dzieciom możliwości wychowania z obojgiem rodziców.
Cytat:Czym innym jest strzelenie w łeb dobijającemu się do drzwi złodziejowi, a czym innym wyrzucenie go na dwór bez kurtki przy -40 C i braku domów w sąsiedztwie, aby ratować własne życie.
Wybacz, ale różnica jest niewielka. Ktoś kto umiera z powodu hipotermii niezbyt zagraża mojemu życiu.
Cytat:Jednak uznanie, że dobro wynikające z ocalenia życia kobiety przewyższa zło wynikające ze śmierci płodu sugeruje, że życie kobiety jest więcej warte od życia płodu, co jest sprzeczne z katolicką etyką.
Tylko że najbardziej radykalni obsolutyści moralni odrzucają aborcję nawet, jeśli bez niej umarłaby i matka i dziecko.
Cytat:A może raczej chodzi o strach przed zrażeniem wiernych zbyt surowymi wymaganiami?
Może raczej. Ale z drugiej strony, czy nie lepiej odrzucić po prostu absurdalny moralny absolutyzm?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#23
zefciu napisał(a): No właśnie pewne rozumowanie stojące za „duszpasterstwami związków niesakramentalnych” pokazuje coś innego. Otóż zdaniem niektórych (i wydaje się to popierać nawet obecny papa rzymski) życie w cudzołóstwie może być mniejszym złem w sytuacji, gdyby rozpad niesakramentalnej pary odebrał dzieciom możliwości wychowania z obojgiem rodziców.
Nie tyle życie w cudzołóstwie, co życie pary "jak brat z siostrą". Swoją drogą Jan Paweł II nieco złagodził przedsoborowe stanowisko KK, pozwalając takim parom na przyjmowanie sakramentów pod warunkiem zadeklarowania wstrzemięźliwości.
Cytat:Wybacz, ale różnica jest niewielka. Ktoś kto umiera z powodu hipotermii niezbyt zagraża mojemu życiu.
Ale zagrażał wcześniej. Trochę z dupy przykład dałem - nie chciało mi się w nocy myśleć. Weźmy np. rzucanie ludzi na pożarcie lwom - bezpośrednio śmierć zadają lwy, a pośrednio rzucający. Tyle, że pośrednia śmierć nie może być chciana.
Cytat:Tylko że najbardziej radykalni obsolutyści moralni odrzucają aborcję nawet, jeśli bez niej umarłaby i matka i dziecko.
No i jeśli idzie o bezpośrednią aborcję, to i Kościół tak uważa.
Cytat:Może raczej. Ale z drugiej strony, czy nie lepiej odrzucić po prostu absurdalny moralny absolutyzm?
Absolutyzm moralny może wynikać z dosłownego rozumienia przykazań lub ze strachu przed relatywistycznym "rozmydleniem" zasad. Teolog pomyśli: jakby ludziom powiedzieć, że mogą kłamać w "dobrej sprawie", to wielu kłamałoby ciągle - każda sprawa może być uznana za dobrą. A jak się powie "nigdy nie wolno kłamać", to nie dość że wierni nie mają mętliku w głowie, to jeszcze nie trzeba się zdawać na ich sumienia - oczywiście wtedy, gdy wierni słuchają Kościoła, czyli nie w praktyce obecnie.
Odpowiedz
#24
zefciu napisał(a): No właśnie pewne rozumowanie stojące za „duszpasterstwami związków niesakramentalnych” pokazuje coś innego. Otóż zdaniem niektórych (i wydaje się to popierać nawet obecny papa rzymski) życie w cudzołóstwie może być mniejszym złem w sytuacji, gdyby rozpad niesakramentalnej pary odebrał dzieciom możliwości wychowania z obojgiem rodziców.

Nie rozumiem ostatniego zdania. Życie w związku niesakramentalnym jest już cudzołóstwem? Myślałem, że cudzołóstwo masz wtedy kiedy będąc w związku (nie ważne już czy z papirkiem czy bez papirku) masz kogoś na boku...
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#25
lumberjack napisał(a):
zefciu napisał(a): No właśnie pewne rozumowanie stojące za „duszpasterstwami związków niesakramentalnych” pokazuje coś innego. Otóż zdaniem niektórych (i wydaje się to popierać nawet obecny papa rzymski) życie w cudzołóstwie może być mniejszym złem w sytuacji, gdyby rozpad niesakramentalnej pary odebrał dzieciom możliwości wychowania z obojgiem rodziców.

Nie rozumiem ostatniego zdania. Życie w związku niesakramentalnym jest już cudzołóstwem? Myślałem, że cudzołóstwo masz wtedy kiedy będąc w związku (nie ważne już czy z papirkiem czy bez papirku) masz kogoś na boku...
Jak ktoś wcześniej zawarł nierozerwalne małżeństwo, a potem się rozwiódł i związał się z kimś innym, to oboje cudzołożą wg. KK.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości